gweneth
31.08.05, 16:24
To głownie Was Panowie, prosze o pomoc, wytłumaczenie, opinie... Ktorys juz
raz z kolei rozpada się moj zwiazek. I na pożegnanie słysze, że: "jesteś za
silną kobietą, dominujesz w związku, ja tego nie mogę znieść. Dopoki nie
dojde do pewnego poziomu materialnego sam, bez Twojej pomocy, nie mogę być z
kims takim jak ty. " I znika.... A wiem, że uczucie nadal jest....
Zazwyczaj wiaze się z mezczyznami, ktorzy akurat teraz są na "rozbiegówce"
swojej kariery. Pieniadze nigdy nie mialy dla mnie znaczenia, a to co mam,
osiagnelam wlasną ciężką pracą, bez niczyjej pomocy. Nic niestandardowego:
mieszkanie na kredyt, samochod, ale i dobra praca i masa znajomych. I to co
im na poczatku imponuje, po pewnym czasie zaczyna przeszkadzac...
Czy to moja wina, ze zycie zmusilo mnie do samodzielnosci i zdolnosci radzenia
sobie w kazdej sytuacji? Przeszlam w ciagu 27 lat bardzo wiele, za
duzo...Zycie doswiadczylo mnie strasznie. Łącznie ze śmiercią mojego
Rodzica... I to mnie wzmocnilo. I okazuje się ze za bardzo... Nie jestem
zimna, ani wyrachowana. Jestem cieplą, atrakcyjną, wyksztalconą osobą, która w
dość mlodym wieku dużo osiągnela. Nie mam cisnienia związanego z zakładniem
rodziny ani dziecmi, nigdy partnera do tego nie zmuszam.
Dlaczego samotnościa za to płacę?
Czego się mężczyźni boją? Co jest zlego w relacjach, w których to kobieta
więcej zarabia, jest na wyższym stanowisku?. Radzi sobie i jest
samowystarczalna?
Ale i zagubioną i bezbronną zarazem jest przeciez czasami...
Ktos kiedys powiedzial, ze ja emocjonalnie kastruję meżczyzn... Nic nie
rozumiem.....