Gość: gt
IP: *.acn.pl / 10.128.133.*
01.09.02, 01:43
Mam problem z siostrą. Młodsza o parę lat, przeżywa właśnie okres buntu i
zamknęła się w sobie całkowicie. Nie rozmawia ze mną, ignoruje, wyraza sie
per "on" nawet gdy stoje tuz obok. A właściwie nie do końca ignoruje.. na mój
widok syczy, wzdycha i komentuje np. "Jezu! Po co on tu przylazl? Nie moglby
gdzies sobie pojsc?". I nie wchodze do jej pokoju, takie teksty ida x razy
dziennie np. w kuchni, czy gdy mijamy sie w przedpokoju. Siostra chyba mnie
nienawidzi, problem w tym ze nie wiem dlaczego. Pytałem ją o to parę razy,
jedyna reakcja to zamykanie mi drzwi przed nosem i nieprzyjemne komentarze.
Do tego dochodzi codziennie zrzędzenie na mój temat, kłótnie o byle co.. Taka
sytuacja utzrymuje się już od dawna, za głowę się łapię od jak dawna.. Czy to
dziwne że chcę to zmienić? Nie potrafię żyć w jednym domu z kimś, kto mnie
nienawidzi, a ja nawet nie wiem dlaczego. Rodzice próbowali wyciągnąć z niej
o co chodzi, bez rezultatu. Wiem że siostra ma swoje problemy, kompleksy,
frustracje, ale to chyba nie usprawiedliwia takiego chlodu? I to przez tak
długi czas... Ale najgorsze jest to, że ja już nie wytrzymuję. Codziennie
kłótnie doprowadziły mnie do stanu nerwicowego. Staram się być spokojny,
tłumaczyć sobie że ona jest młodsza i niedojrzała jeszcze. Ale gdy dzień w
dzień, miesiąc po miesiącu dostaje się taki ładunek nienawiści? Ostatnio ją
uderzyłem.. i natychmiast pożałowałem tego czynu.. ale po 2 godzinach wyzwisk
pod moim adresem.. na nic były moje prośby by się uspokoiła i przestała mnie
ranić słowami... a potrafi uderzać w najczulsze struny, niestety.. i
wyzywać.. stojąc metr ode mnie i patrząc mi prosto w oczy powiedziała
powoli: "ty chuju". Nie wytrzymałem... co mam robić? Jak reagować? Nie
potrafię udać że nic się nie stało, ale takie epitety codziennie.. Mam jakąś
wrażliwość, to nie spływa po mnie jak woda po kaczce.. jak postępować z
siostrą? Rozmowa nie wchodzi w grę, siostra zamyka drzwi przed nosem i włącza
głośno muzykę.. zresztą póbowałem już dziesiątki razy, i ja i rodzice, bez
efektu... ręce mi opadają...