zly ojciec

IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 11.09.02, 11:15
witam - mam jedna prosbe - prosze o wypowiedzenie sie kobiet, ktore byly w
dziecinstwie bite i ponizane przez ojca alkoholika (nie koniecznie
alkoholika). Mam nastepujacy problem: staram sie bardzo unikac klotni i
scysji z moja juz niedlugo - zona. Jednak jest pewien problem, ktory spedza
mi sen z powiek. W czasie klotni ona zamyka sie w sobie, ucieka z domu, chce
wysiac z auta i idzie w kierunku obojetnym byle dalej ode mnie. Gdy pragne ja
przytilic (nie wazne czyja wina w klotni) gdy widze jak cierpi chce ja
dotknac a ona odpycha. POtem tlumaczy mi, ze dotyk w takiej sytuacji ja boli.
Ja nie potrafie sobie z tym poradzic nie umiem postepowac. Potrafi zamknac
sie na kilka godzin i nic nie mowic nic nie robic. BYly takie sytuacje, ze
siedzialem kolo niej cala noc pilnujac aby nie uciekla z domu (mieszkamy
razem). Ona wie, ze to zle, ze nigdy jej nie skrzywdzilem, dalem jej ku temu
powody - stawiajac sie jej popierdolonemu ojcu (na marginesie zaznacze, ze
gnoj jest nietykalny - ma brata, ktory jest glownym komendantem policji w
pewnym wojewodztwie i znajomosci w prokuraturze). Ona i ja zdecydowalismy
sie, ze jak tylko znajdziemy wiecej czasu (praca) i pieniedzy pojdziemy do
psychologa. Czy macie podobne doswiadczenia - jak sobie z tym poradzic.
Zaznaczam, ze ona zapewnia o milosci, mowi, ze jestem dobry wspanialy i
czuly, ale gdy dochodzi do klotni co normalne w kazdym zwiazku - wszystko
znika :(((. POzdrawiam
    • giovanita Re: zly ojciec 11.09.02, 13:19
      Powiedz, czy nie ma możliwości by zamiast kłótni była spokojna wymiana
      poglądów? Nie możecie poprostu porozmawiać? A jeśli nachodzi Cię i wiesz, że
      nie możesz w żaden sposób zapanować nad nerwami, poprosu przemilcz sprawę. A co
      do pomocy psychologa to proponowałabym nie czekać aż będziecie mieli więcej
      kasy, bo jak za kilka lat będzie kasa to możecie mieć tak siebie dość, że nie
      będzie się wam chciało iść do psychologa a do adwokata.
      Pozdr.
      • filut Re: zly ojciec 23.09.02, 11:44
        giovanita napisała:

        A co do pomocy psychologa to proponowałabym nie czekać aż będziecie mieli
        więcej
        > kasy, bo jak za kilka lat będzie kasa to możecie mieć tak siebie dość, że nie
        > będzie się wam chciało iść do psychologa a do adwokata.
        > Pozdr.


        Powyższa treść winna stanowić ostrzeżenie przed pobraniem się bez usunięcia
        fatalnego zjawiska psychologicznego. Bez całkowitego wyleczenia się, oboje
        wstąpicie do małżeńskiego piekła. Małżeństwo rozpadnie się lub będzie fikcją,
        którą podtrzymywać będzie ew. obecność dzieci.
        W swoim b. długim życiu widziałem masę przykładów zanikania małżenstwa,
        wywoływanego defektem psychicznym któregoś ze współmałżonków.
    • rapatuja Re: zly ojciec 11.09.02, 13:29
      Ja co prawda nie byłam w dzieciństwie bita i poniżana, normalne lanie jedynie
      gdy przeskrobałam, ale robie podobnie jak Twoja partnerka.
      U mnie jest moze troche inny powód, jako dziecko zostałam bez ojca..umarł..
      Wydaje mi się ze zawiodłam się wówczas na jedynym facecie w moim życiu i tak mi
      zostało, taka nieufnośc jakby..ale nie o tym chciałam mówić.
      Również gdy pokłócimy się z męzem nie potrafie odrazu przejśc do porządku
      dziennego typu przytulanie..itp. Również uciekam, może nie z domu, ale muszę
      wyjśc..do innego pomieszczenia, na dwór..
      Myslę że jest to spowodowane cechami charakteru, a nie przeżyciami z
      dzieciństwa.
      Taka jakby ucieczka od problemu..na łatwiznę..
      A z tym przytulaniem, to (bynajmniej tak jest u mnie) ja musze najpierw
      przetrawić temat, jezeli maż ma wine..to musi najpierw mnie udobruchać, musze
      mu wyjaśnić co mi się nie podoba, taka jakby duma, ze nie przebaczam odrazu..
      Czasami wolałabym robić inaczej i też on ma o to do mnie pretensje, no ale nie
      potrafie..pozdrawiam, życze cierpliwosci
    • niedzwiedziczka DDA 11.09.02, 13:44
      Bodajże na forum Kobieta lub Społeczeństwo był wątek na
      temat Dorosłych Dzieci Alkoholików. Są też strony im
      poświęcone. Wiem, bo sama miałam podobny problem (może
      nie było tak dramatycznie). Są poradnie pomagające takim
      osobom, bo wychowanie się w rodzinie, w której od
      kochanego człowieka, jakim powinien być ojciec otrzymuje
      się nienawiść, wyzwiska i razy jest największym koszmarem.
      Pomóż swojej żonie, bo ona sama sobie z tym nie poradzi.
      Mnie pomogła samo uświadomienie sobie, że moje zaniżone
      poczucie własnej wartości i lęk nie są czymś
      irracjonalnym, ale mają swoje konkretne przyczyny.
      Życzę dużo cierpliwości i miłości.
    • Gość: kol5 Re: zly ojciec IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 11.09.02, 15:43
      Przeczytaj sobie kilka ostatnich wypowiedzi z wątku "wolność".
      Być może znajdziesz tam kilka cennych wskazówek.
    • Gość: krisis Re: zly ojciec IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 10:08
      Dziekuje za wypowiedzi. Chodzi o to, ze teraz poprostu brakuje mi sily, nie
      checi a sily. Widzicie sens tego jest taki, iz ja unikam klotni jak moge. Ale
      niemozliwe jest aby nie doszlo do sprzeczki, ktora moze sie przerodzic w cos
      wiecej. Przeciez mieszkajac razem i zyjac razem nie zawsze ma sie podobne
      zdanie, owszem mozna rozmawiac konkretnie ale sami przyznacie, ze nie wolno
      niektorych rzeczy tlumic w sobie i ze nawet najrozsadniejsza osoba nie zawsze
      kontroluje emocje. A ja to robie, czasem ide jej na reke w czyms majac
      swiadomosc ze tak nie powinno byc. Tlumie w sobie chec przeciwstawienia sie aby
      uniknac scysji. Sytuacja ostatnio byla bardzo ciezka, poniewaz ja zyjac w
      swiadomosci bolu jaki zadal jej ojciec staram sie nie zatrzymywac ja
      sila "fizycznie". Ale np. w nocy chciala wyjsc z domu. Poprosilem ja aby wziela
      komorke zebym mial z nia kontakt i moze isc. I tu wlasnie problem. Ona nie
      chciala wziac komorki wiedzac jak bardzo mi na tym zalezalo. Wiec nie zgodzilem
      sie aby wyszla. Doszlo do tego, ze stojac przed nia oberwalem choc sam staralem
      sie nie silowac z nia a tylko blokowac przejscie. I wlasnie takie sytuacje
      dobijaja mnie. POzdrawiam
      • Gość: inka_sama niekoniecznie... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.09.02, 10:53
        ...takie zachowanie musi mieć związek z ojcem, dzieciństwem.
        Nie mam ojca alkohoika, nie byłam bita w dzieciństwie.
        A jednak gdy ktoś mnie wkurzy - nic mi tak dobrze nie robi jak pójść przed
        siebie. Niektóre jednostki tak mają. Zamykaja usta, puszczaja nogi w ruch i idą
        rozmawiając ze soba w myślach.
        Mój mąż gdy jeszcze nie był moim mężem szybko poznał ten mechanizm.
        Wiesz co robił? Nie czekał aż zrobiło się bardzo źle. Zabierał mnie na spacer.
        Ni egadał do mnie , nie przyspieszał niczego na siłe. Po prostu szliśmy szybkim
        krokiem gdzieś przed siebie. ŚĄwietnie pomaga. A Powrót do domu z reguły był
        spokojniejszy - bo bylismy zajęci rozmową....

        Gdy się pokłócicie ona chce na pewno bys ja przytulił - ale nie od razu. Daj
        jej czas na ochłonięcie- inaczej dotyk jest odbierany jak agresja. Problem w
        tym by nie przegapić włąściwego momentu gdy juz można! :)
        Do takich kobiet trzeba mieć dużo cierpliwości.
        Ale "miłość cierpliwa jest".
        • Gość: krisis Re: niekoniecznie... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 11:05
          dziekuje - byc moze wlasnie podsunelas mi pomysl cos o czym nie pomyslalem :)
          Pozdrawiam
          • malwinamalwina wiedz to...? 12.09.02, 14:40
            co w tej glowie siedzi...?
            pisze ze znajomoscia rzeczy :
            moze pozwol jej wyjsc - trudno, ale jest przeciez dorosla . I wolna. Moze wyjdzie raz i skoncza sie ucieczki.
            Moze (nieswiadomie) prowokuje cie, bo jedyny wyraz obecnosci, istnienia, uczucia (???!!!) ojca to razy
            ktore dostawala. Moze chce (nieswiadomie) sprawdzic ze jak kochasz ?
            te konflikty i dramaty zeby popchnac cie do jedynego zachowania ktore zna ?
            nie szarp sie , nie blokuj, kiedys ci reka poleci (moze ?) i bedzie katastrofa. Nawet jesli nie macie na
            psychologa, sprobujcie rozmawiac, ksiazek tez masa o tym wszystkim...
            Malwina
            PS. ja tez uciekam, lodowacieje i nikt mnie nie dotknie za chiny w konfliktowej sytuacji ! trzeba oswajac od
            nowa ...
      • Gość: hub Re: zly ojciec IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 14:06
        MAm bardzo podobne doświadczenia ze swoją dziewczyną,
        przez ostatnie 4 lata naszego związku z częstotliwością co jakieś 5 miesięcy,
        szczególnie w momentach burzy hormonalno-emocjonalnej robiła mi dokładnie to
        samo co tobie twoja ukochana.
        miałem na ten temat wiele teori o to niektóre z nich:

        1 Robi to bo znęca się nademną, bo wie, że ją kocham i nic jej nie zrobię, i
        zawsze za nią pobiegnę. znęca się bo ma w sobie żal i ból za to co ją kiedyś
        spotkało- brak miłości od bliskich-

        2. Robi sceny bo bierze tabletki hormonalne, lub jest przed okresem i jak sam
        później przyznaje nie panuje nad tym

        3. rozbi to bo sprawdza czy ją, kochasz

        4. robi to bo jest kobietą a kobiety takie są

        5. Robi to bo cierpi nie może sobie z tym poradzić

        Ostatnia z tych teori jest mi w tej chwili najbliższa, choć wszystkie poprzednie
        też nie są bez racji.

        Mam więc związaną z tym radę dla ciebie, której sam się poddałem. Po pierwasz
        zaawsze po tych seansach byłem zdruzgotany wewnętrznie, kosztowało mnie to
        straszną ilość nerwów i energi, więc niestety pomyślałem wpierw o sobie. Ona
        mimo tego że ją kochasz jest osobą dorosłą i odpowiedzialną za siebie, nie
        możesz brać na siebie wszystkich jej stresów i humorów bo zwarjujesz.
        Warto naprawdę warto iść z tym do psychologa, pomyśl o poradni młodzieżowej w
        twoim mieście, gdzie wizyty są za darmo, poszukaj.
        Życzę ci dużo cierpliwości i miłości którą będziesz mógł ją otoczyć, ona jest
        jednak, w pewnego rodzaju obłędzie i nie jest powiedziane, że jesteś wstanie
        jej pomóc. dużo serca!!!! zawsze jak widzisz, że prowokuje spojrz ja jej czoło
        lub nad jej głowę i powidz w myślach do niej kocham cię bardzo cię kochm i chcę
        otoczyć cię opieką.

        pozdrawiam

        hub
      • kwieto Re: zly ojciec 23.09.02, 20:19
        Zajrzalem na ten watek dopiero teraz, czytam po kolei - moze juz ktos zwrocil
        uwage, ale moze to, ze ona reaguje tak jak reaguje nie jest wina ojca? Zwroc
        uwage, jak swietne narzedzie manipulacji Toba ma ona w reku - Ty, aby uniknac
        jej "ucieczek" postepujesz wbrew sobie, ulegasz przeciw wlasnemu poczuciu
        sprawiedliwosci... tylko po to, by nie bylo nastepnej klotni. Mysle, ze tak zyc
        sie nie da na dluzsza mete (wiec czem predzej do psychologa), ale rowniez
        mysle, ze ojciec alkocholik akurat w tym przypadku ma drugorzedne znaczenie.

        Ona po prostu zachowujac sie w ten sposob (nawet jesli robi to nieswiadomie)
        przejmuje kontrole nad Twoim zachowaniem...
    • Gość: carduus Re: zly ojciec IP: 10.30.1.* 12.09.02, 15:52
      Też tak mam. Teraz już może mniej, bo pewne rzeczy parę lat temu przestały mnie
      dotyczyć, ale znam to dobrze. Kiedy jest źle, trzeba uciekać. Gdziekolwiek.
      Byle dalej. To pomaga.
      I chodzi nie tylko o to, by uniknąć zagrożenia. Także o to, że szybki spacer
      pozwala ochłonąć, zastanowić się.
      A dotyk rzeczywiście wtedy boli. Kiedy ktoś mnie zrani, niech broń Boże potem
      nie dotyka! Wiem, ze to nieracjonalne, ale zawsze w takich razach reagowałam
      agresją.
      Daj jej spokój. Niech idzie, dokąd chce. Jeżli boisz się o nią, idź za nią, ale
      nie podchodź blisko. Niech myśli, że jest sama. Przejdzie jej i zawróci.
      I nie dotykaj, kiedy nie chce byc przytulana. Coś ją zabolało i musi "wyboleć".
      Daj jej czas. Kiedy zamyka się w łazience i płacze, nie dobijaj się i nie
      tłumacz jej swoich racji przez drzwi. Pozwól jej ochłonąć. To pomaga.
      I bądź wyrozumiały. Ojciec alkoholik zostawia wiele ran. Czasami takich,
      których czas nie leczy.
      • Gość: kol5 Re: zly ojciec IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 16:23
        Gość portalu: carduus napisał(a):

        > Też tak mam. Teraz już może mniej, bo pewne rzeczy parę lat temu przestały
        mnie
        >
        > dotyczyć, ale znam to dobrze. Kiedy jest źle, trzeba uciekać. Gdziekolwiek.
        > Byle dalej. To pomaga.


        Ucieka się w nałogi, pracę, do parku.
        Nie można całe życie uciekać.
        Miłość leczy wszystkie rany.
        Miłość- a nie chwilowe zauroczenie, czy seks.

        Bardzo dobre efekty dają terpie grupowe - pod nazwą "wewnętrzne dziecko"

        • Gość: inka_sama ech te ludzie!... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.09.02, 21:50
          Gość portalu: kol5 napisał(a):
          > Ucieka się w nałogi, pracę, do parku.
          > Nie można całe życie uciekać.
          > Miłość leczy wszystkie rany.
          > Miłość- a nie chwilowe zauroczenie, czy seks.
          > Bardzo dobre efekty dają terpie grupowe - pod nazwą "wewnętrzne dziecko"

          Ech te ludzie teraz takie głupie!
          No bo jak cos nie tak idzie - to one nie wiedzą że psycholog jest dobry na
          wszystko! Nieuczone jakieś takie... ;)))
          Wyjście z domu na spacer gdy jest źle nie jest ucieczką - zwłąszcza na całe
          życie. To czasem pójście na rozmowę z najbliższą nam osoba - SOBĄ!!!
          Gdybyż ludzie częściej rozmawiali z samym sobą! Gdyby znaleźli czas między
          praca w pracy, praca w domu, ogladaniem telewizji, czytaniem, rozmowami ze
          znajomymi, siedzeniem w sieci ;) czas na rozmowę z własnym wnetrzem. Poswięcili
          chwilę na przemyślenie tego co do nas dociera. A na to trzeba czasu.
          Wyciszenia. W góry nie każdy moze pójść codziennie. Na spacer - tak. Na
          rozmowę z samym sobą. To może byc chwila dla siebie w kąpieli. Chwila modlitwy
          dla innego.

          Litości! Nie doszukujmy się we wszystkim jakichs skrzywień!!!
          Dajmy sobie szansę samodzielnego sprawdzenia naszych możliwości.
          Kiedys nie było psychologów.
          Nie latało się do nich z każdym problemem.
          Uzależnienie od psychologa - pozostanie uzaleznieniem!!!

          A! I zapomniałabym - miłość nie leczy wszelkich ran. Kolejny mit.
          Czasem może byc źródłem wielkiego bólu. A mimo to daje radość.

          Pozdrawiam
          i_s
          • Gość: kol5 Re: ech te ludzie!...-odp IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 08:07
            Gość portalu: inka_sama napisał(a):

            > Gość portalu: kol5 napisał(a):
            > > Ucieka się w nałogi, pracę, do parku.
            > > Nie można całe życie uciekać.
            > > Miłość leczy wszystkie rany.
            > > Miłość- a nie chwilowe zauroczenie, czy seks.
            > > Bardzo dobre efekty dają terpie grupowe - pod nazwą "wewnętrzne dziecko"
            >
            > Ech te ludzie teraz takie głupie!
            > No bo jak cos nie tak idzie - to one nie wiedzą że psycholog jest dobry na
            > wszystko! Nieuczone jakieś takie... ;)))

            -------------------------------------------------------------------------------

            Och, przemądra!
            TO BYŁA ODPOWIEDŹ NA TEN POST: / pominęłaś go - celowo?/

            "Też tak mam. Teraz już może mniej, bo pewne rzeczy parę lat temu przestały
            mnie dotyczyć, ale znam to dobrze. Kiedy jest źle, trzeba uciekać.
            Gdziekolwiek.
            Byle dalej. To pomaga."

            Do parku zdrowo jest IŚĆ na spacer, a nie UCIEKAĆ przed czymś.

            Lepiej jest poddać się dobrej terapii, niż całe życie uciekać.
            • Gość: Malwina Re: ech te ludzie!...-odp IP: *.abo.wanadoo.fr 13.09.02, 08:25
              faktycznie milosc nie leczy wszystkiego - taka iluzja jak i ksiaze na rumaku.
              Ale ale ale
              argument ze dawniej nie bylo psychologow jest do kitu. Dawniej nie bylo psychologow i co ? Ludzie byli
              zdrowi ?
              dawniej nie bylo medycyny wiec nie bylo chorob ?
              dawniej nie bylo telewizji wiec nie bylo wojen i powodzi i katastrof i glodu i biedy ?
              dawniej nie bylo higieny i ludzie pachnieli jak te kwiotki ?
              dawniej nie bylo pedopsychiartii i dzieci byly szczesliwe ?
              hmm
              hmm
              hmm
              • Gość: kol5 Re: ech te ludzie!...-odp IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 08:49
                Gość portalu: Malwina napisał(a):

                > faktycznie milosc nie leczy wszystkiego - taka iluzja jak i ksiaze na rumaku.

                A czym według Ciebie jest miłość?
                Jeśli można, oczywiście.

                Bo według mnie miłość to "zespół cech"/fatalne określenie!!!/ , które posiada
                najlepszy z możliwych terapeutów.
                • Gość: Malwina Re: ech te ludzie!...-odp IP: *.abo.wanadoo.fr 13.09.02, 10:31
                  nie mam pojecia....:-(
                  i szczerze mowiac im mniej definicji tym lepiej...(potem nie pamietam co jak zdefiniowalam i ...klapa ;-)
                  tyle juz tych definicji milosci mialam i za kazdym razem bylam przekonana ze to wlasnie ta wlasciwa !
                  a poprostu odpowiadala danemu momentowi w moim zyciu
                  czy jest jakas definicja uniwersalna milosci ???
                  moze u poetow ...?
                  • Gość: kol5 Re: ech te ludzie!...-odp IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 10:54
                    Gość portalu: Malwina napisał(a):

                    > czy jest jakas definicja uniwersalna milosci ???
                    > moze u poetow ...?

                    Poeci, nie chyba nie.
                    Każdy na swój sposób definiuje i chyba nie chodzi im o miłość tylko o burzę
                    hormonów. Jeden z najpiękniejszych opisów takiego stanu znalazłam w Fauście.
                    Choć Tetmajera też lubię. Świetny tekst napisał też Ciechowski do swojej
                    piosenki "Raz na milion lat"

                    Ale o tej prawdziwej miłości, to może de Mello.
            • Gość: inka_sama ech te ludzie! a jakie nerwowe! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 13.09.02, 11:11
              Gość portalu: kol5 napisał(a):
              > Do parku zdrowo jest IŚĆ na spacer, a nie UCIEKAĆ przed czymś.
              > Lepiej jest poddać się dobrej terapii, niż całe życie uciekać.

              Jeśli nie zauważyłaś to ja się tam szeroko uśmiechnęłam. Teraz moge jeszcze
              bardziej żeby było dobrze widac :))))))))))))))))

              Nie bierz wszystkiego śmiertelnie poważnie. Tak sie skłąda ż etwój komentarz
              dotyczył wypowiedzi carduus... A śmiem twierdzic że lepiej rozumiem co ona ma
              na myśli - bo mam potwierdzenie od niej. :)

              Co do parku - tu nie chodzi o spacer po zdrowie. No moż epsychiczne...
              Myślę z eproblem w tym jak kto rozumie słowo ucieczka.
              Co do terapii - na litość boską nie każdy musi byc taki sam! Jedni będą wylewać
              poty na siłowni, ini będą kłócić się i ciskać talerzami a inni wyjdą i ruszą
              przed siebie! Jeśli im z tym dobrze (ja uwielbiam takie rozwiązanie, dla mnie
              to rodzaj terapii) czemu TY uważasz że oni mają problem? To nie ma być ucieczka
              przed problemem ale czas by go przetrawić, zdobyć się na dystans, by nie rzucić
              w kłótni komuś w twarz słów które rania. To nie jest zamiast. Nie po to by
              pominąć i zapomnieć ale by w ogóle była możnliwa rozmowa.
              Przynajmniej ja tak mam.
              Nie wiem jak dziewczyna od zachowania której wyszliśmy w tym wątku.

              Naprawdę śmieszy mnie mieszanie do wszystkiego psychologów. Czemu nikt nie
              pisze że nie tylko moga pomoc? Moga zaszkodzić, moga pomóc, moga nic nie
              zmienić. Przecież oni tylko MOGĄ a nie musza pomóc komuś odkryc jak on sam ma
              sobie poradzic. Jedni bez takiej pomocy nie dadzą rady. Inni znajda taka pomoc
              w wierze, w przyjaciołach, w rodzinie... Psycholog nie jest bogiem.

              A jak było kiedyś?...
              Jak tak trzeźwo popatrzeć to nic się nie zmienia na świecie.
              Wojny były - i są. Tylko metody i możliwości większe.
              Kiedyś też byli naukowcy choć my się teraz śmiejemy z ich teorii. Z naszych też
              kiedyś moze będzie sie ktoś śmiał (jeśli ktoś na tym świecie zostanie...).
              Umierali ludzie na rózne choróbska - teraz też. Ilekroć z czymś sobie poradzimy
              pojawiają sie nowe choroby, nieuleczalne.
              Nie było psychologów?... Byli (i są) szamani, kapłani...

              Szczerze mówiąc jakie psychologiczne problemy moze mieć mieszkaniec
              afrykańskiego kraju, chory i głodny?... Jego tez do psychologa?
              Może my za bardzo się cackamy ze swoim "ego"? Zamiast wziąć się do roboty.

              Ale zaraz oberwę za tę Afryke!!!...
            • Gość: carduus Re: ech te ludzie!...-odp IP: 10.30.1.* 13.09.02, 11:30
              Gość portalu: kol5 napisał(a):

              > TO BYŁA ODPOWIEDŹ NA TEN POST: / pominęłaś go - celowo?/
              >
              > "Też tak mam. Teraz już może mniej, bo pewne rzeczy parę lat temu przestały
              > mnie dotyczyć, ale znam to dobrze. Kiedy jest źle, trzeba uciekać.
              > Gdziekolwiek.
              > Byle dalej. To pomaga."
              >
              > Do parku zdrowo jest IŚĆ na spacer, a nie UCIEKAĆ przed czymś.
              >
              > Lepiej jest poddać się dobrej terapii, niż całe życie uciekać.
              *******************

              Oj kol(eżanko), troszki nie doczytałaś. Tam dalej było stało jak wół, że po
              ucieczce zawsze sie wraca. chodziło o taka krótką ucieczkę. Tak na chwilkę,
              żeby tylko ochłonąć, pomyśleć, zastanowić się. Jasne, że uciekać przez całe
              życie nie wolno, bo to bez sensu.
              Acha! No i niestety miłość nie leczy wszyskich ran. Ale a kysz, a kysz!!!
              Lepiej, żebys nigdy nie musiała się o tym, przekonać:-)))
              • Gość: kol5 Re: ech te ludzie!...- do cal.. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 12:01
                Gość portalu: carduus napisał(a):

                > Gość portalu: kol5 napisał(a):
                >
                > > TO BYŁA ODPOWIEDŹ NA TEN POST: / pominęłaś go - celowo?/
                > >
                > > "Też tak mam. Teraz już może mniej, bo pewne rzeczy parę lat temu przestał
                > y
                > > mnie dotyczyć, ale znam to dobrze. Kiedy jest źle, trzeba uciekać.
                > > Gdziekolwiek.
                > > Byle dalej. To pomaga."
                > >
                > > Do parku zdrowo jest IŚĆ na spacer, a nie UCIEKAĆ przed czymś.
                > >
                > > Lepiej jest poddać się dobrej terapii, niż całe życie uciekać.
                > *******************
                >
                > Oj kol(eżanko), troszki nie doczytałaś. Tam dalej było stało jak wół, że po
                > ucieczce zawsze sie wraca. chodziło o taka krótką ucieczkę. Tak na chwilkę,
                > żeby tylko ochłonąć, pomyśleć, zastanowić się. Jasne, że uciekać przez całe
                > życie nie wolno, bo to bez sensu.
                > Acha! No i niestety miłość nie leczy wszyskich ran. Ale a kysz, a kysz!!!
                > Lepiej, żebys nigdy nie musiała się o tym, przekonać:-)))


                Doczytałam. Krótkie ucieczki czasem stanowią pół życia.
                W alkohol też nie ucieka się od rana do wieczora, dzień w dzień/chyba, że../


                Pozdrawiam Cię gorąco. Nie przejmuj się, to tylko mój tok rozumowania.
                Każdy może się mylić. Czyż nie??????
              • Gość: kol5 Re: ech te ludzie!...-car IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 12:18


                > Acha! No i niestety miłość nie leczy wszyskich ran. Ale a kysz, a kysz!!!
                > Lepiej, żebys nigdy nie musiała się o tym, przekonać:-)))

                To zwykle kokon, w który się wbijamy nie pozwala nam zaznać miłości.
                Nie widzimy, nie słyszymy, że jest. Bo nie chcemy jej. Boimy się, że nam znów
                dowali.

                Ja już pozbyłam się kokona.

                I tyle.
                Pa Pa........................................
                • Gość: carduus Re: kokony - precz! IP: 10.30.1.* 13.09.02, 13:02
                  Mój kokon też już dawno wyszedł z użycia. I całe - kurna- szczęście:-)))
    • Gość: kol5 Re: do inki IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 11:38
      UCIEKAM tylko przed sobą.
      Lepiej powiedzieć dbam o kondycję fizyczną, dlatego ćwiczę, niż - poćwiczę, to
      może mi przejdzie. Jednemu może przejdzie, drugiemu nie. Może przejdzie na
      chwilę, ale... siłowni w bród.

      Skąd mi się wzięła ta powaga?????
      Kończę z tym. Dzięki.
      • Gość: Malwina Re: afryki i fiki miki IP: *.abo.wanadoo.fr 13.09.02, 11:54
        gdziez tam ! nikt nie bedzie bil.
        osadzilas sprawy ich kontekscie (tak jak ja zreszta ale ja jestem dla wiekszosci nieczytelna zeby nie
        powiedziec metna ;-))))
        w afryce psy niet (za to kacyk urzeduje jak trzaaaa !)
        a my na naszych tlustych pupach siedzac mozemy sobie wymyslac konce swiata i cele w zyciu i definicje
        milosci.
        tylko o czym to bylo bo sie pogubilam ...???
      • Gość: inka_sama Re: do inki IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 13.09.02, 20:37
        Tak sobie pomyślałam teraz...
        A jakby ona (ta przez która założono ten wątek) w takiej sytuacji nie
        wychodziła na spacer tylko siadała w swoim kącie do medytacji - to czy to jest
        UCIECZKA w medytację??? ;)))))

        • Gość: kol5 Re: do inki-odp IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 21:16
          Gość portalu: inka_sama napisał(a):

          > Tak sobie pomyślałam teraz...
          > A jakby ona (ta przez która założono ten wątek) w takiej sytuacji nie
          > wychodziła na spacer tylko siadała w swoim kącie do medytacji - to czy to
          jest
          > UCIECZKA w medytację??? ;)))))
          >

          A jakby sobie siadła - to by SIADŁA a nie uciekała.
          A jakby wyszła na spacer to też by jej to dobrze zrobiło. Bo wychodzi a nie
          ucieka.
          Ważne jest jak myślimy o czynnościach, które mamy wykonać.
          To pierwszy krok do tego by przestać uciekać.
          Tyle ja na ten temat.
          Pozdrawiam.
          • Gość: inka_sama Re: do inki-odp IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 13.09.02, 21:36
            Gość portalu: kol5 napisał(a):
            > A jakby sobie siadła - to by SIADŁA a nie uciekała.
            > A jakby wyszła na spacer to też by jej to dobrze zrobiło. Bo wychodzi a nie
            > ucieka.

            I tu sie moim zdaniem mylisz.
            Mylisz obraz czynności, skojarzenie, z wewnętrzną motywacją. Jesli IDZIE - to
            ucieka. Jesli SIEDZI - to rozwiązuje problem???

            > Ważne jest jak myślimy o czynnościach, które mamy wykonać.

            No własnie!! Sama to napisałaś. Może dla niej ten spacer jest rozwiązywaniem
            problemów? Słyszałaś o perypatetykach???

            > To pierwszy krok do tego by przestać uciekać.

            Myslę że kłopot w odmiennym odbiorze słów... Dla ciebie "ucieczka" ma wybitnie
            negatywny wydźwięk, jeśli się nie mylę oczywiście.

            Moim zdaniem jeden wyjeżdżając na kraj świata - nie ucieka. A inny siądzie na
            tyłku - i ucieknie. W medytację, w katatonię, w chorobę psychiczną.
            Są jednostki którym do życia i myslenia potrzebna jest przestrzeń i dystans.
            Choćby chwilowy.
    • Gość: ela Re: zly ojciec IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 13.09.02, 12:01
      W związku obie strony muszą się "starać" by partner miał poczucie
      bezpieczeństwa, własnej wartości i by wzajemne oddziaływanie na siebie w
      różnych sytuacjach dawało więcej plusów niż minusów.

      A jeśli tak to twoja partnerka musi nauczyć się, że masz ochotę być blisko niej
      kiedy sytuacja jest napięta a ty musisz nauczyć się, że ona ma ochotę w takiej
      sytuacji uciec od Ciebie po to by mogła się uspokoić.

      Oboje uczycie się siebie i swoich reakcji dlatego każde z Was musi starać się
      dawać sobie radę z tym, że te reakcje mogą być różne od oczekiwanych. Trzeba
      siebie nawzajem zapewnić, że wasze reakcje/emocje nie mają na celu
      skrzywdzenie partnera czy psucie waszych wzajemnych relacji, waszego związku,
      waszej miłości. Chociaż się kochacie to spotkaliście się jako dwie różne istoty
      z różnych środowisk z różnych relacji rodzinnych z różnymi doświadczeniami itd.
      itp. Tacy jesteście. Ale jacy będziecie dla siebie to już od teraz od was
      zależy. I to jest w tym najistotniejsze.

      Pozdr.
    • Gość: yo_anna` Re: zly ojciec IP: *.dyn.ro 14.09.02, 23:08
      Witaj Krisis. Jestem córką alkoholika. Bita byłam nie raz. Nie tylko poprzez
      bicie mj ojciec stosowal wobec mnie przemoc. Ale nie o tym bede pisac. Czesto
      uciekam. Odwracam sie na piecie i po prostu ide przed siebie. Moj ukochany
      biega za mna, a ja ide zawsze w przeciwnym kierunku. Dlaczego ide? Nie wiem tak
      naprawde... Kiedy on tak biegnie za mna, wola, prosi bym sie zatrzymala (choc
      to sie dzieje rzadko, bo sie na mnie obraza i idzie w swoim kierunku - po
      prostu taki ma charakter) to czuje, ze komus na mnie zalezy, ze ktos sie o mnie
      martwi. A kiedy juz on poddaje sie i mowi "a idz sobie dalej" to zaluje, ze tak
      zrobilam. Ja mam odwrotnie do Twojej dziewczyny. Ja potrzebuje przytulania,
      cieplych slow... Udaje twardzielke, ktora wie, w ktora idzie strone, ze ta
      strona jest wlasciwa, ze sobie poradze... Bardzo bym chciala by ktos sie
      martwil o mnie tak, jak Ty martwisz sie o swoja przyszla zone. W sytuacjach
      krzyzysowych, niezaleznie od tego czego one dotycza, zawsze wiem, ze moje
      zachowanie jest wina ojca. Nie afiszuje sie tym, co mi zrobil, ale nie
      chcialabym by to uleglo zasadzie takiej, jakby mi sie to wszystko nalezalo,
      jakby bylo i minelo. Potrzebuje wsparcia. Zrozumienia. Czulosci. Moze ona
      ucieka, bo tak naprawde (byc moze nieswiadomie) chce bys za nia biegal,
      zatrzymywal, moze chce sie upewnic w ten sposob, ze jest kochana i potrzebna?
      Nie wiem co Ci poradzic... Wierze, ze meczy Cie ta sytuacja, wierz mi, ze ja
      tez. A moze jak ja zostawisz w spokoju, to i ona zobaczy, ze jej uciekanie nie
      daje zamierzonego efektu? Moja mama tak uciekala, balam sie ja puscic sama w
      nocy, ale jako dziecko nie moglam zrobic nic, odpychala mnie i szla przed
      siebie. Dzis po latach tlumaczy mi to tym, ze w taki sposob przychodzi jej
      ulga, ze przemysla sobie problem podczas spaceru, ze sie uspokaja. Moze
      wyciagniesz cos z tej mojej chaotycznej wyopwiedzi. Pozdrawiam i zycze
      cierpliwosci.
      • Gość: inka_sama Re: zly ojciec IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.09.02, 23:21
        Gość portalu: yo_anna` napisał(a):
        > Moja mama tak uciekala, balam sie ja puscic sama w
        > nocy, ale jako dziecko nie moglam zrobic nic, odpychala mnie i szla przed
        > siebie. Dzis po latach tlumaczy mi to tym, ze w taki sposob przychodzi jej
        > ulga, ze przemysla sobie problem podczas spaceru, ze sie uspokaja.

        No właśnie. A nie jest to tylko ucieczka jak niektórzy sądzą :)
        Może to bieg po rozwiązanie problemu?...
        • Gość: kol5 Re: zly ojciec-inka IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 15.09.02, 10:05
          Gość portalu: inka_sama napisał(a):

          > Gość portalu: yo_anna` napisał(a):
          > > Moja mama tak uciekala, balam sie ja puscic sama w
          > > nocy, ale jako dziecko nie moglam zrobic nic, odpychala mnie i szla przed
          > > siebie. Dzis po latach tlumaczy mi to tym, ze w taki sposob przychodzi jej
          >
          > > ulga, ze przemysla sobie problem podczas spaceru, ze sie uspokaja.
          >
          > No właśnie. A nie jest to tylko ucieczka jak niektórzy sądzą :)
          > Może to bieg po rozwiązanie problemu?...


          Niektórzy sądzą, że odpychanie dziecka, zostawianie go zrozpaczonego, to nie
          jest wyjście na spacer.
          Ocknąć się zawsze można, a szczególnie gdy dotrze do świadomości, że ktoś mnie
          kocha i bezbronny czeka na mnie.

          Bieg po rozwiązanie problemu? - to rozwiązanie jest w nas, więc za czym
          biegniesz?

          Ale to moja teoria.
          Przedstaw swoją, chętnie przeczytam.
          • Gość: inka_sama do kol5 IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.09.02, 23:13
            Gość portalu: kol5 napisał(a):
            > Niektórzy sądzą, że odpychanie dziecka, zostawianie go zrozpaczonego, to nie
            > jest wyjście na spacer.

            Niektórzy uważaja że lepiej zostawić zrozpaczone dziecko i wyjść rozładowac
            emocje w szybkim marszu, a niektórzy zostaja i rozłądowuja je na dziecku...
            Pewnie że lepiej zostać i nie rozładowywac ich na dziecku - ale jesteśmy tylko
            ludźmi! A jeśli dziecko ma opiekę na te kilkanaście chociaz minut... - czasem
            lepiej wyjść. Mam pytanie czy dla ciebie dziecko powinno byc dla rodziców
            NAJWAŻNIEJSZE ze wszystkiego w życiu?
            Ludzie sa różni, próbuje ci to cały czas przekazać. Ja nie zmuszam cię do
            łażenia z problemami do parku czy gdziekolwiek! Ty nie wmawiaj innym że spacer
            jest zawsze ucieczka, proszę. I że psycholog jest dobry na wszystko...

            > Ocknąć się zawsze można, a szczególnie gdy dotrze do świadomości, że ktoś
            >mnie kocha i bezbronny czeka na mnie.

            Taaak, może i można - skąd więc tyle patologii w rodzinie? Nie zawsze udaje sie
            wsztystko co "można". W tym cały ból istnienia ;)))

            > Bieg po rozwiązanie problemu? - to rozwiązanie jest w nas, więc za czym
            > biegniesz?

            Na litość! Kol5 czy ty czytałaś co ja wyżej pisałam w swoich postach?
            Rozwiązanie jest w nas - a wokół nas jest cały świat, zgiełk, mnóstwo spraw. By
            znaleźć w sobie to rozwiązanie jedni chodza do psychologa (ty też?), inni
            medytuja - inni puszczaja w ruch nogi i idą np.do parku, w góryy, żegluja...
            Ja to juz chyba pisałam?!

            > Ale to moja teoria.
            > Przedstaw swoją, chętnie przeczytam.

            Powiedz mi co ci najbardziej nie pasuje w tym "spacerze"(to tak symbolicznie bo
            jak pisałam wyżej moze to być żeglowanie, wspinaczka itd)? Samo opuszczenie
            domu?
            Może ty masz agorafobie? ;))
            Jakbyś nie zauważyła to było z przymrużeniem oka...

            pozdr.
            i_s
            • Gość: kol5 Re: do inki IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 16.09.02, 12:45
              Gość portalu: inka_sama napisał(a):

              > Gość portalu: kol5 napisał(a):
              > > Niektórzy sądzą, że odpychanie dziecka, zostawianie go zrozpaczonego, to n
              > ie
              > > jest wyjście na spacer.
              >
              > Niektórzy uważaja że lepiej zostawić zrozpaczone dziecko i wyjść rozładowac
              > emocje w szybkim marszu, a niektórzy zostaja i rozłądowuja je na dziecku...
              > Pewnie że lepiej zostać i nie rozładowywac ich na dziecku - ale jesteśmy
              tylko
              > ludźmi! A jeśli dziecko ma opiekę na te kilkanaście chociaz minut... -
              czasem
              > lepiej wyjść. Mam pytanie czy dla ciebie dziecko powinno byc dla rodziców
              > NAJWAŻNIEJSZE ze wszystkiego w życiu?
              > Ludzie sa różni, próbuje ci to cały czas przekazać. Ja nie zmuszam cię do
              > łażenia z problemami do parku czy gdziekolwiek! Ty nie wmawiaj innym że
              spacer
              > jest zawsze ucieczka, proszę. I że psycholog jest dobry na wszystko...


              Odpowiem, choć nie miałam już ochoty wracać na forum.
              Nie rozumiemy się.
              Uważam, że jeśli nie wychodzi a ucieka bo coś "go nosi", powinien zastanowić
              się nad sobą, nad konfliktem wewnętrznym. To ważny moment w życiu człowieka i
              warto jest go zauważyć.
              Psycholog nie jest dobry na wszystko.

              >
              > > Ocknąć się zawsze można, a szczególnie gdy dotrze do świadomości, że ktoś
              > >mnie kocha i bezbronny czeka na mnie.
              >
              > Taaak, może i można - skąd więc tyle patologii w rodzinie? Nie zawsze udaje
              sie
              >
              > wsztystko co "można". W tym cały ból istnienia ;)))


              Patologia w rodzinie to przekazywany z pokolenia na pokolenie sposób bycia i
              życia.


              >
              > > Bieg po rozwiązanie problemu? - to rozwiązanie jest w nas, więc za czym
              > > biegniesz?
              >
              > Na litość! Kol5 czy ty czytałaś co ja wyżej pisałam w swoich postach?
              > Rozwiązanie jest w nas - a wokół nas jest cały świat, zgiełk, mnóstwo spraw.
              By
              >
              > znaleźć w sobie to rozwiązanie jedni chodza do psychologa (ty też?), inni
              > medytuja - inni puszczaja w ruch nogi i idą np.do parku, w góryy, żegluja...
              > Ja to juz chyba pisałam?!


              Czytałam i odpisałam. Poczytaj o lustrze - brzydule i buraki - fnoll
              Amen


              > > Ale to moja teoria.
              > > Przedstaw swoją, chętnie przeczytam.
              >
              > Powiedz mi co ci najbardziej nie pasuje w tym "spacerze"(to tak symbolicznie
              bo
              >
              > jak pisałam wyżej moze to być żeglowanie, wspinaczka itd)? Samo opuszczenie
              > domu?
              > Może ty masz agorafobie? ;))
              > Jakbyś nie zauważyła to było z przymrużeniem oka...
              >
              > pozdr.
              > i_s

              To nie spacer był tematem a dysonans poznawczy.
              Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
              Życzę przyjemnych spacerów.

              • Gość: inka_sama da capo... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.09.02, 23:00
                Gość portalu: kol5 napisał(a):
                > Odpowiem, choć nie miałam już ochoty wracać na forum.
                > Nie rozumiemy się.

                Tu niestety z toba się zgodzę. :)

                > Uważam, że jeśli nie wychodzi a ucieka bo coś "go nosi", powinien zastanowić
                > się nad sobą, nad konfliktem wewnętrznym. To ważny moment w życiu człowieka i
                > warto jest go zauważyć.

                Czy pozwolisz niektórym pozastanawiać się nad soba w wybranych przez nich
                okolicznościach??? Np. na spacerze :))

                > Psycholog nie jest dobry na wszystko.

                Tu tez sie zgadzamy, ufff.

                > Patologia w rodzinie to przekazywany z pokolenia na pokolenie sposób bycia i
                > życia.
                > To nie spacer był tematem a dysonans poznawczy.

                Dla mnie tematem było raczej to że ty nie dajesz prawa do "normalności" tym
                którzy potrzebuja rozwiązywać swoje problemy na tym nieszczęsnym spacerze...
                Nie mówię że każdy kto ucieka z domu idzie przemyśleć problem :)))
                Czemu jednak tym którzy do myślenia potrzebuja przebierania nogami (pisałam
                juz - perypatetycy) maja mieć przypięta łatkę "uciekających przed problemami???
                (perypatetyk - wg Kopalińskiego "perypatetyk uczeń Arystotelesa, kontynuator
                jego filoz.; żart. lubiący przechadzać się w czasie rozmyślań a. rozmowy")
                www.slownik-online.pl/kopalinski/E15446E637422102C125657C0083D5E8.php
                > Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
                > Życzę przyjemnych spacerów.

                Niestety. Moje samotne spacery skończyły się z pojawieniem się dzieci.
                Zwłaszcza że teraz nie mam ich z kim wieczorem zostawić. Może mam teraz dlatego
                tyle problemów - przy kompie gorzej się myśli, na siedząco. A nie mam laptopa
                żeby go na spacer wyprowadzać :))
                (Jakie ładne imie dla psa! Laptop, do nogi!)
                Podrawiam wieczorowo.
                i_s
                • Gość: kol5 Re: da capo...odp IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 17.09.02, 09:07

                  Droga Inko
                  Naszła mnie taka refleksja.

                  Dlaczego my, tak różne, wdałyśmy się w dyskusję z sobą.
                  Skoro w życiu nie ma przypadków, to ....
                  Do mnie coś dotarło /nie dotyczy to poruszanego przez nas tematu/. Dzięki.

                  Pozdrów dzieci.
    • Gość: krisis Re: zly ojciec IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 16.09.02, 08:10
      Dziekuje wszystkim bardzo za wypowiedzi. Nie spodziewalem sie takie
      zainteresowania. Doceniam wszystkie porady a przede wszystkim powazne
      odpowiedzi nie majace w sobie ani odrobiny drwiny jak to czesto bywa na forum.
      Zycze wszystkim i sobie szczescia. Pozdrawiam
      • Gość: olga Re: zly ojciec IP: 212.14.38.* 16.09.02, 14:11
        Może to co napiszę nie spodoba Ci się, ale myślę że powinieneś przestać
        zatrzymywać swoją dziewczynę.
        Za każdym razem, kiedy mówisz jej stop, zatrzymujesz siłą itp., dajesz jej
        komunikat zwrotny - wszystko jest O.K., kompensujesz jej problemy. Czuje się
        niedowartościowana przez najważniejszego mężczyznę w jej życiu, więc kiedy za
        nią gonisz czuje, że komuś na niej zależy. Ale nie tędy droga. Ona sama musi
        się z tym uporać.
        Jeśli chce wyjść, niech idzie nie jest dzieckiem, nic jej się nie stanie.
        Musisz jej spokojnie powidzieć - jest mi przykro, kiedy zostawiasz mnie bez
        odpowiedzi i wychodzisz. Czekam tu na ciebie, jak przemyślisz wszysko zawsze z
        tobą na ten temat porozmawiam. Najważniesze jest abyś naprawdę tak myślał, był
        spokojny.
        Pamiętaj to jest jej problem, ty jako dobry przyjaciel możesz jej tylko
        towarzyszyć w rozwiązywaniu tego poblemu, nie możesz zrobić tego za nią.
        Wychowałam się w podobnej rodzinie, chociaż mój ojciec nie pił. Uciekałam
        podobnie, dopuki nie zrozumiałm, że przenoszę na mojego faceta uczucia, jakie
        czułam do mojego ojca. Nie każdy facet jest gnojem. Uspokoiłam się i jestem
        inną kobietą.
        Zastanów się również dlaczego tak bardzo starasz ją zatrzymać w domu, co
        takiego było w twojej rodzinie, że teraz za wszelką cenę starasz się
        Zaopiekować kimś.
        Pozdrawiam serdecznie
        Dobry pomysł z tym psychologiem.
        • Gość: yo_anna` Re: zly ojciec IP: *.dyn.ro 16.09.02, 22:44
          Kazdy interesuje sie losem tylko dziewczyny, a co z Krisisem? Mowicie niech ona
          ucieka, pozwol jej, niech ochlonie, nie jest dzieckiem... A on? On zostaje SAM
          w domu z tymi wszystkimi problemami, nie wiedzac do tego gdzie jego ukochana
          sie podziewa, czy jest bezpieczna, czy do jej glowy nie przyjda chore mysli.
          czy ktos bierze pod uwage to co on w takich sytuacjach czuje? Czy Ty Krisis sam
          sie nad tym zastanawiales? Bo Twoja dziewczyna chyba nie. Ja zrozumialam, ze ni
          emoge zawsze myslec o sobie. Pozdrawiam.
          P.S. Psycholog? A kim on jest, by decydowac za nas co mamy robic? Rownie dobrze
          mozna sie wyplakac na ramionach kogos bliskiego. Zreszta...
          • Gość: krisis Re: zly ojciec IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 17.09.02, 07:24
            Yo_anna - ja naleze do ludzi, ktorzy potrafia sobie poradzic - jak kazdy
            czlowiek na tym forum i ja mialem schody - zawsze jednak pne sie do gory o
            jeden stopien chociaz niejeden raz stalem na krawedzi i latwo bylo z tego
            stopnia spasc. W zyciu spotkalo mnie cos, co mnie strasznie zahartowalo pisze
            strasznie a nie bardzo bo mam w tym sens. Jestem szczesliwy. Tak masz racje,
            wlasnie ujelas to o czym tez myslalem o tym strachu, obawie o nia. Chce jej
            pokazac, ze przy mnie moze czuc sie bezpieczna - zreszta ona o tym wie. Mysle
            ze zastosuje sie do jednej z rad i bede przy niej choc daleko za nia. Niech
            idzie, ja pojde za nia i... poczekam. Bo wiem, ze warto :) Chcialbym, aby nie
            tylko zrozumiala, ale przede wszystkim uwierzyla w to, ze przy mnie moze czuc
            sie bezpieczna. Dopiero, gdy w to uwierzy, gdy uwierzy w to - wiem, ze bedzie
            naprawde dobrze. W ostatnia niedziele, mielismy przykra sytuacje - trzech
            pijakow zaczepilo nas w markecie - takich napakowanych gosci. Ona doslownie sie
            trzesla z nerwow, byla wsciekla, ze takie pijane szumowiny moga nam stanac na
            drodze. Uniknalem mordobicia w sposob najprostszy z mozliwych proszac
            ochraniarzy marketu o pomoc w dojsciu do auta. Gdy juz odjechalismy ona nie
            mogla sie uspokoic i to nie dlatego, ze ktos nas zaczepil, a dlatego, ze widok
            tych pijakow przypomnial jej przeszlosc i fakt jaka czula sie bezbronna wtedy.
            Teraz zrozumiala mam nadzieje, ze tutaj gdzie wladza jej ojca nie siega jest
            calkowicie bezpieczna bo zyje na "moim" terenie (czyt. okolicy). Dzieli nas od
            jej rodziny 600 km tak daleko ja zabralem. Wierze, ze to pomoze :). Pozdrawiam
    • Gość: lusia Re: zly ojciec IP: *.kim.pl / *.kim.net.pl 17.09.02, 10:38
      Gość portalu: krisis napisał(a):

      > witam - mam jedna prosbe - prosze o wypowiedzenie sie kobiet, ktore byly w
      > dziecinstwie bite i ponizane przez ojca alkoholika (nie koniecznie
      > alkoholika). Mam nastepujacy problem: staram sie bardzo unikac klotni i
      > scysji z moja juz niedlugo - zona. Jednak jest pewien problem, ktory spedza
      > mi sen z powiek. W czasie klotni ona zamyka sie w sobie, ucieka z domu, chce
      > wysiac z auta i idzie w kierunku obojetnym byle dalej ode mnie.

      Witam Cie, krisis.
      Mialam do niedawna tak: kiedy bylo cos nie tak - klotnia, on nie zrozumial, nie
      zaspokoil jakiejs potrzeby w danym momencie - pierwsza moja mysla
      bylo "uciekac", "skonczyc ten zwiazek". Uwazalam, ze mam do tego prawo, mam
      prawo chronic siebie. Czasem, zadko, mowilam mu to. Dopiero niedawno
      uswiadomilam sobie - zreszta pod wplywem watku na tym forum (ktos opowiedzial o
      odczuciach drugiej strony, tej od ktorej sie chce uciekac) - wiec uswiadomilam
      sobie, jak jego moze to ranic. Powoli, stopniowo przyszlo odczucie
      odpowiedzialnosci za NASZ zwiazek. POCZULAM, ze jestem z nim zwiazana. To takie
      cieple i glebokie uczucie, coraz glebsze.
      Nie mialam ojca alkoholika, ale niezadwolona z zycia i awanturujaca sie matke -
      to od jej zlych humorow chcialam kiedys uciekac. Nie wiem, czy to podobne. Nie
      wiem, czy rzeczywiste ucieczki Twojej narzeczonej to - jak wypowiadali sie inni
      forumowicze - potrzeba kontaktu ze soba, czy odruch ucieczki - jak bylo u mnie.
      Z mojego doswiadczenia moge powiedziec, ze rozmowy, chociazby po raz tysiac
      pierwszy rozwalkowywalo sie ten sam temat moga pomoc. Jakas klapka sie moze w
      koncu otworzy. I nic na sile. W niej cos sie samo musi rozwinac.

      Pozdrawiam cieplo!
    • Gość: samanta Re: zly ojciec IP: 5.2.1R1D* / *.kabel.telenet.be 23.09.02, 20:03
      Moja rada jest prosta - widze , ze jestes wrazliwym czlowiekiem i
      chcialbys jak najlepiej dla swojej dziewczyny ( przyszlej zony )
      Chcesz sie meczyc przez cale zycie ? Moze byc coraz gorzej bo w zyciu nie da
      sie uniknac roznych klotni .
      Lepiej zostaw ja poki jeszcze nie jestescie malzenstwem i nie macie dzieci
      Po swiecie chodzi wiele milych i normalnych kobiet - a ona juz pewnie nigdy
      sie nie zmieni .
      To co napisales na gorze brzmi jak czerwone swiatelko ostrzegajace ALARM.
      Odczytaj to wlasciwie .
      • Gość: kol5 Re: zly ojciec-samanta IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 23.09.02, 20:15
        Gość portalu: samanta napisał(a):

        > Moja rada jest prosta - widze , ze jestes wrazliwym czlowiekiem i
        > chcialbys jak najlepiej dla swojej dziewczyny ( przyszlej zony )
        > Chcesz sie meczyc przez cale zycie ? Moze byc coraz gorzej bo w zyciu nie
        da
        > sie uniknac roznych klotni .
        > Lepiej zostaw ja poki jeszcze nie jestescie malzenstwem i nie macie dzieci
        > Po swiecie chodzi wiele milych i normalnych kobiet - a ona juz pewnie nigdy
        > sie nie zmieni .
        > To co napisales na gorze brzmi jak czerwone swiatelko ostrzegajace ALARM.
        > Odczytaj to wlasciwie .


        Pogrzebałaś dziewczynę?!
        A może wystarczy, że "przerobi" głęboko schowane, parszywe emocje z
        dzieciństwa - i stanie się cud. Nie takie przypadki jak ten, dobra
        psychologia przywracała do życia.
        • Gość: samanta Re: zly ojciec-samanta IP: 5.2.1R1D* / *.kabel.telenet.be 23.09.02, 20:25
          Lepiej wziac towar pierwszej jakosci niz z wadami i starac sie cos na sile
          zmieniac w czlowieku .
          Prawdopodobnie matka tej dziewczyny gdyby juz dawno temu przejrzala na
          oczy i zauwazyla , ze jej narzeczony ma sklonnosci do agresji i alkoholu
          nie doszloby do tragedii.
          • Gość: kol5 Re: zly ojciec-samanta IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 23.09.02, 20:39
            Gość portalu: samanta napisał(a):

            > Lepiej wziac towar pierwszej jakosci niz z wadami i starac sie cos na sile
            > zmieniac w czlowieku .

            Nikt nie każe mu zmieniać, ponieważ on nie jest w stanie tego zrobić.
            NIE ON! On może wskazać jej kogoś, kto pomoże i przejść przez to z nią, skoro
            ją kocha i jeśli tak zadecyduje.

            PS
            A te towary z wadami - proponujesz na bruk? Za chwilę zabraknie tam miejsca.
            A Ty będziesz chodziła jak do ZOO, mówiąc: to Ja, towar pierwszej jakośći!!!


            • kwieto Re: zly ojciec-samanta 23.09.02, 20:44
              Raczej odwrotnie - bo towarow pierwszej jakosci jednak mniej, wiec to one beda
              trzymane w Zoo :"))))

              A tak po prawdzie - oboje macie racje. Zmieniac nikogo nie nalezy, pokazac mu,
              ze mozna inaczej, zachecic do sprobowania nowych wzorow - zawsze mozna :")
              • Gość: kol5 Re: zly ojciec-samanta IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 23.09.02, 21:24
                kwieto napisał:

                > Raczej odwrotnie - bo towarow pierwszej jakosci jednak mniej, wiec to one
                beda
                > trzymane w Zoo :"))))
                >

                Nie,
                to miało być SAMANTA'S ZOO.
                • kwieto Zoo 23.09.02, 21:34
                  A, chyba ze tak
    • kwieto Napisalem jeszcze raz 23.09.02, 20:33
      Pierwszy post utonal gdzies w tej lawinie powyzej :")))

      Moze to, ze ona reaguje tak jak reaguje nie jest wina ojca? Zwroc uwage, jak
      swietne narzedzie manipulacji Toba ma ona w reku - Ty, aby uniknac jej
      "ucieczek" postepujesz wbrew sobie, ulegasz przeciw wlasnemu poczuciu
      sprawiedliwosci... tylko po to, by nie bylo nastepnej klotni. Mysle, ze tak zyc
      sie nie da na dluzsza mete (wiec czem predzej do psychologa), ale rowniez
      mysle, ze ojciec alkocholik akurat w tym przypadku ma drugorzedne znaczenie.

      Ona po prostu zachowujac sie w ten sposob (nawet jesli robi to nieswiadomie)
      przejmuje kontrole nad Twoim zachowaniem...
      Zwroc uwage, nie zostawisz jej, bo chcesz jej udowodnic, ze "przy Tobie moze
      sie czuc bezpieczna". Ile w tym jest rzeczywistej checi, a ile wzielo sie tylko
      z tego, ze nie chcesz jej skrzywdzic? (pamietaj, ze wrazliwosc na krzywde
      innych to jeszcze nie milosc). Teraz nawet jesli ona bedzie sie zachowywac jak
      rozkapryszone dziecko, Ty wytlumaczysz to "ojcem alkoholikiem" i zamiast "dac
      klapsa" bedziesz glaskac po glowce...
      Nie twierdze, ze ona dziala tak z wyrachowania - bardziej prawdopodobne, ze
      dzialaja tu jakies gleboko ukryte instynkty. Im szybciej zaczniesz rozwiazywac
      problem, tym lepiej. Bo moze sie okazac, ze jestes z nia nie dlatego, ze ja
      kochasz, ale by jej (lub sobie) cos udowodnic. Po co?            
      • Gość: samanta Re: Napisalem jeszcze raz IP: 5.2.1R1D* / *.kabel.telenet.be 23.09.02, 21:04
        krisis napisal , ze nie przespal juz paru nocy pilnujac , aby nie uciekla z
        domu .
        Ile jeszcze nastepnych nocy bedzie tak czuwal?
        Takie osoby jak ona przezywajace wieczny kryzys sa bardzo podatne na rozne
        nalogi i predzej czy pozniej siegnie po cos tam ( wybor jest wielki)
        I w ogole to mysle , ze nie do psychologa ale do psychiatry powinni sie
        udac ( uwaga na schizofrenie lub inne genetyczne obciazenia po ojcu )
        A najlepiej to wstrzymac sie sie jeszcze ze slubem

        • Gość: carduus Re: Samanta, przesadzasz. IP: 10.30.1.* 24.09.02, 08:12
          Widać, że się nie zetknęłaś z problemem i nie masz o nim zielonego pojęcia.
          Więc może lepiej byłoby nie zabierać głosu w sprawach o których nie ma się
          wiele do powiedzenia. Jak to mówią: "lepiej nic nie mówić i wydawać się
          głupcem, niż odezwać się i rozwiać wszystkie wątpliwości".

          carduus
          • Gość: samanta Re: Samanta, przesadzasz. IP: 5.2.1R1D* / *.kabel.telenet.be 24.09.02, 13:43
            Masz racje carduus , nie zabieram tu wiecej glosu poniewaz juz wyrazilam
            swoja opinie a forum jest po to , zeby kazdy mogl powiedziec co mysli.
            Z problemami tego typu sie nie zetknelam , ale moze wlasnie dlatego ,ze
            zwyklam chuchac na zimne .
            A od swojego ojca dostalam raz w twarz , kiedy obrazilam babcie (zyczac jej
            smierci )
Pełna wersja