Rozstanie - banalnie, aż boli...

IP: *.icm.edu.pl / *.kalisz.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 12:06
Czy w sytuacji, kiedy po 4 latach związku kobieta mówi: "nie dzwoń, nie
pisz, nie istniej" warto próbować? Czy warto walczyć o kogoś z kim przeżyło
sie 4 lata razem? Czy może dać spokój i spróbować za jakiś czas? A może
wogóle już nie próbować? Kocham ją ogromnie. Jest miłością mojego życia,
najwspanialszym prezentem jaki mógł mnie spotkać. Tak dużo mam jej do
powiedzenia i tak wiele chciałbym jeszcze z Nią przeżyć...
Od tygodnia nie mam z Nią żadnego kontaktu.
Pomóżcie!

mrx
    • Gość: kol5 Re: Rozstanie - banalnie, aż boli... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 15.09.02, 12:59
      Gość portalu: mrx napisał(a):

      JEST WAS DWÓCH:

      TEN PIERWSZY:
      > Czy w sytuacji, kiedy po 4 latach związku kobieta mówi: "nie dzwoń, nie
      > pisz, nie istniej" warto próbować? Czy warto walczyć o kogoś z kim przeżyło
      > sie 4 lata razem? Czy może dać spokój i spróbować za jakiś czas? A może
      > wogóle już nie próbować?

      TEN DRUGI:
      > Kocham ją ogromnie. Jest miłością mojego życia,
      > najwspanialszym prezentem jaki mógł mnie spotkać. Tak dużo mam jej do
      > powiedzenia i tak wiele chciałbym jeszcze z Nią przeżyć...
      > Od tygodnia nie mam z Nią żadnego kontaktu.
      > Pomóżcie!
      >
      > mrx

      DOPÓKI NIE DOJDZIECIE DO CONSENSUSU - KAŻDA DECYZJA BĘDZIE BUDZIŁA WĄTPLIWOŚCI
      Byłeś z nią aż 4 lata, czy tylko 4 lata?

      Nie odpowiadaj.
      Sobie odpowiedz.
    • Gość: wania Re: Rozstanie - banalnie, aż boli... IP: *.gda.ids.pl / 192.168.2.* 15.09.02, 15:33
      Warto. Zawsze warto. Zrób to na gorąco, albo za jakiś czas, kiedy bedziesz mógł
      racjonalniej pomyśleć o całej sprawie (i Twoja dziewczyna również). Związku nie
      kończy się tak po prostu. Skoro czujesz, że jej decyzja o rozstaniu jest
      irracjonalna, to tym bardziej powinieneś się z nią spotkać i porozmawiać.
      Przynajmniej dowiesz się na czym stoisz, co jest przyczyną jej zachowania.
      Takie rzeczy powinny być wypowiedziane. Jeśli boisz się otwartej konfrontacji,
      napisz list lub maila, ale lepiej doprowadź do spotkania twarzą w twarz. Jeśli
      ona jest miłoscią Twego życia, jak powiedziałeś, to koniecznie próbuj.
      Walcz o swoją miłość!
      • Gość: kasia Re: Rozstanie - banalnie, aż boli... IP: 212.160.141.* 16.09.02, 08:45
        Walczenie o milosc jest b.trudne i bolesne, tym bardziej jesli ta druga osoba
        mowi ze nie chce.
        Moj przypadek jest troche inny. Kocham mezczyzne po przejsciach, wciaż bardzo
        bolesnych, mimo ze od rozstania z zona minelo 8-9 lat. On mowi ze nie chce sie
        wiazac, nie chce sie za bardzo zaanagazowac, bo boi sie ze caly dramat znowu
        sie powtorzy. Spotykamy sie rzadko, wlasnie dlatego ze on sie boi czestszych
        spotkac, ze sie przyzwyczai. Mowi ze nie potrafi przezwyciężyc tego strachu
        przed zwiazkiem.
        To trwa juz ponad rok, na poczatku myslalam ze jezeli bede blisko, zobaczy ze
        nie nie chce go skrzywdzic ani zranic i mi zaufa.
        Ale mielismy w weekend powazna rozmowe i jest tak samo a nawet jeszcze gorzej
        niz na poczatku. Mowi ze widzi ze go kocham, ze sie staram i jak jestem
        uparta. Dla niego to jest powod zeby jeszcze bardziej trzymac mnie na dystans.
        Z jednej strony potrafie go zrozumiec i nie mam mu za zle, a z drugiej strony
        nie potrafie sie z tym pogodzic.
        Naprawde nie wiem czy kiedykolwiek przebije sie przez jego nieufnosc i strach.
        Jeszcze sie nie poddalam, ale ta walka mnie bardzo boli.
        Pozdrawiam,
        Kasia

    • kwieto Dlaczego odeszla? 15.09.02, 16:01
    • Gość: kolo Re: Rozstanie - banalnie, aż boli... IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 16.09.02, 08:57
      Czy zastanawiales sie dlaczego odeszla? Ja teraz przezywam podobne chwile,
      tyle ze ja bylem ze swoja dziewczyna poltora roku. Rowniez ja bardzo kocham,
      nie wyobrazam sobie zycia bez niej i mimo wszystko, iz tydzien temu
      powiedziala mi, ze to koniec i jest bezwzgledna ja sie nie poddalem. Ona mnie
      posadza bezpodstawnie o zdrade. Uwierzyla w swoj wymysl bezgranicznie i moje
      tlumaczenia nia maja sensu. A ja czuje sie tak jakby sad skazal mnie za
      morderstwo tylko dlatego, iz komus grozilem lub zyczylem smierci. Na
      potweirdzenie jej domyslow nie ma zadnych dowodow. To jest okropne uczucie,
      ale ze wzgledu na to, ze ja kocham nie poddaje sie i jestem w stanie zniesc
      nawet takie traktowanie. To nie jest latwe, ale efekty chyba zaczyna byc
      widac. Jesli ktos zyl z kims poltora roku czy cztery lata, to nie jest
      mozliwe, aby zerwac z druga osoba z dnia na dzien. Milosc nie przemija tak
      wylaczenie swiatla w pokoju. Jesli ja kochasz to sie nie poddawaj. To ciezkie,
      ale jesli uwazasz, ze warto to probuj. Ja wlasnie tak robie. Mimo, iz
      uslyszalem od niej wiele przykrych slow, to zacisnalem zeby i dalej walcze.
      Efekt jest taki, iz juz nie mowi "koniec i kropka" tylko "zastanowie sie". To
      nie jest latwe, ale jesli sie wierzy to warto walczyc. Milosc jest w stanie
      wszystko wybaczyc i jesli sie bardzo chce, to mozna wszystko naprawic.
      Powodzenia!
      • mist3 Re: Rozstanie - banalnie, aż boli... 16.09.02, 21:53
        Niestety jest możliwe. sama sie o tym przekonalam. Mój ex ( z którym byłam
        prawie 6 lat) rzucił mnie wlaśnie z dnia na dzień. Choc jeszcze niedawno
        zapewniał o swej miłości do mnie i o chęci spędzenia ze mną całego życia.
        Ale jeśli masz siłę - to spróbuj powalczyć.
        Powodzenia:)
        Pozdrawiam:)
    • Gość: Sklep Muszkieterow Re: Rozstanie - banalnie, aż boli... IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 16.09.02, 09:06
      Witam serdecznie - od czasu do czasu czytamy o zlych zachowaniach ochroniarzy w
      Marketach. Ja dla odmiany chcialbym napisac cos pozytywnego a jednoczesnie
      podziekowac wczoraj za pomoc Ochronie marketu Muszkieterow. Bylem w niedziele
      na zakupach. W czasie spacerowania miedzy regalami ze swoja dziewczyna
      zostalismy zaczepieni przez trzech napakowanych i pijanych glupkow. Widac bylo
      ze szukaja pretekstu do mordobicia. A pretekstem dla nich bylo to, ze jeden
      pchnal drugiego na mnie i biedactwo wpadlo na regal bo ja uniknalem z nim
      zderzenia. Wiec przy kasie zaczepili nas i zagrozili ze poczekaja sobie na nas
      na zewnatrz. Ja elegancko ubrany z dziewczyna (byla niedziela) nie widzialem
      sensu zmiany wlasnej in face. Wiec podszedlem do ochrony i poprosilem o pomoc w
      bezpiecznym dotarciu do auta. Nie minelo kilka chwil gdy kolo mnie pojawilo sie
      4 panow. Dziekuje im za odprowadzenie nas do auta i zadbanie o nasze
      bezpieczenstwo. Wiem, ze to ich obowiazek i parking tez nalezy do nich, ale nie
      wszedzie mozemy liczyc na taka wyrozumialosc i chec pomocy. Pozdrawiam
      wszystkich :)
      • Gość: carduus Re: Ochrona IP: 10.30.1.* 16.09.02, 10:25
        Trochę nie na temat, nie uważa kolega?
    • Gość: carduus Re: Dlaczego??? IP: 10.30.1.* 16.09.02, 10:34
      Takich decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień (zakładam, że Twoja dziewczyna
      jest przy zdrowych zmysłach:-))). Coś musiało się dziać od jakiegoś czasu, a
      jeśli o tym nie piszesz to:
      a) dlatego, że niechcesz. Masz prawo. Ale w takim wypadku niewiele Ci można
      poradzić. Tyle tylko, żebys się starał, jesli naprawdę Ci na niej zależy, ale
      to banał.
      b) dlatego, że nic nie zauważyłeś. A jeśli tak, to wypadałoby zastanowić się
      nad jakością związku i dopiero wtedy ratować go albo nie. Zresztą:każdy błądzi.
      Jesli Ty niczego nie zauważyłeś, a ona nagle mówi, że to koniec, masz prawo
      domagac się wyjaśnień i ona powinna to rozumieć (znowu zakładam, że nie jest
      szalona:-))).
      Walcz jeśli Wasz związek do tej pory uważałeś za satysfakcjonujący.
      Pozdrawiam

      carduus
      • Gość: kolo Re: Dlaczego??? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 16.09.02, 11:13
        Gość portalu: carduus napisał(a):

        > Takich decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień (zakładam, że Twoja
        dziewczyna
        >
        > jest przy zdrowych zmysłach:-))). Coś musiało się dziać od jakiegoś czasu, a
        > jeśli o tym nie piszesz to:
        > a) dlatego, że niechcesz. Masz prawo. Ale w takim wypadku niewiele Ci można
        > poradzić. Tyle tylko, żebys się starał, jesli naprawdę Ci na niej zależy,
        ale
        > to banał.
        > b) dlatego, że nic nie zauważyłeś. A jeśli tak, to wypadałoby zastanowić się
        > nad jakością związku i dopiero wtedy ratować go albo nie. Zresztą:każdy
        błądzi.
        >
        > Jesli Ty niczego nie zauważyłeś, a ona nagle mówi, że to koniec, masz prawo
        > domagac się wyjaśnień i ona powinna to rozumieć (znowu zakładam, że nie jest
        > szalona:-))).
        > Walcz jeśli Wasz związek do tej pory uważałeś za satysfakcjonujący.
        > Pozdrawiam
        >
        > carduus


        Nie wiem czy Twoje uwagi dotyczyły mojej sytuacji. Jeśli tak, to się do tego
        ustosunkuje. Nie zaprzeczam, iż nie jest to nasza pierwsza kłótnia, ale nigdy
        nie doszliśmy aż do tak poważnego etapu. Nie mówię, iż nigdy wcześniej nie
        dawałem jej powodów do nerwów, ale nie było to celowe. Ja nie lubię krzywdzić
        ludzi, zwłaszcza tych których kocham. Chodzi mi o to, że zanim ktoś zacznie
        kogoś o coś oskarżać powinien najpierw spojrzeć na siebie i zastanowić się nad
        swoim zachowaniem. Dlatego ja nie zrzucam całej winy na nią, tylko jestem w
        stanie przyznać się do swoich błędów i chciałbym wyciągnąć z nich wnioski.
        Każdy popełnia błędy, ale każdy błąd jeśli się chce można naprawić. Tylko nie
        rozumiem na jakiej podstawie ona oskarża mnie o zdradę. Ja nie mógłbym czegoś
        takiego zrobić, bo mój honor i szacunek do niej i samego siebie mi na to nie
        pozwala. Moimi słowami nie jestem w stanie udowodnić swojej niewinności.
        Dlatego tak ciężko się z tym pogodzić i bardzo mi zależy na otrzymaniu szansy
        udowodnienia swych słów czynami.
        • Gość: carduus Re: Dlaczego??? IP: 10.30.1.* 16.09.02, 12:43
          Moja wypowiedź była skierowana do autora wątku.
          W Twoim przypadku sprawa wydaje się jasniejsza, o tyle, że wiesz, co jest
          przyczyną decyzji Twojej dziewczyny a mianowicie, jej przekonanie, że została
          zdradzona. Pytanie tylko skąd jej się to wzięło? Może zdarzyła się jakaś
          syatuacja, którą ona mogła źle ocenić, może ktoś jej cos takiego powiedział,
          może ma problem z zazdrością i szuka potwierdzenia tam, gdzie go nie ma. A może
          wszystko po trochu. Tak czy inaczej raczej na pewno nie jest jej z tym dobrze,
          bo chyba nie szukała pretekstu, żeby się rozstać.
          Kwestią podstawową jest tu chyba dowiedzenie się co leżało u podstaw jej
          decyzji, a raczej przyczyn decyzji. Jesli będziesz wiedział co takiego się
          stało, że ona zaczęła podejrzewać Cię o zdradę powinno byc Ci łatwiej przekonać
          ją, że nic takiego nie miało miejsca.
          Pozdrwiam i życzę powodzenia

          carduus
          • Gość: kolo Re: Dlaczego??? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 16.09.02, 13:39
            Gość portalu: carduus napisał(a):

            > Moja wypowiedź była skierowana do autora wątku.
            > W Twoim przypadku sprawa wydaje się jasniejsza, o tyle, że wiesz, co jest
            > przyczyną decyzji Twojej dziewczyny a mianowicie, jej przekonanie, że
            została
            > zdradzona. Pytanie tylko skąd jej się to wzięło? Może zdarzyła się jakaś
            > syatuacja, którą ona mogła źle ocenić, może ktoś jej cos takiego powiedział,
            > może ma problem z zazdrością i szuka potwierdzenia tam, gdzie go nie ma. A
            może
            >
            > wszystko po trochu. Tak czy inaczej raczej na pewno nie jest jej z tym
            dobrze,
            > bo chyba nie szukała pretekstu, żeby się rozstać.
            > Kwestią podstawową jest tu chyba dowiedzenie się co leżało u podstaw jej
            > decyzji, a raczej przyczyn decyzji. Jesli będziesz wiedział co takiego się
            > stało, że ona zaczęła podejrzewać Cię o zdradę powinno byc Ci łatwiej
            przekonać
            >
            > ją, że nic takiego nie miało miejsca.
            > Pozdrwiam i życzę powodzenia
            >
            > carduus

            Moje wytłumaczenie jest takie, iż jest ona chorobliwie zazdrosna. Wiem, że
            mnie szczerze kochała i teraz jest jej bardzo ciężko. Niestety ja jej mówię
            prawdę, a ona mi nie wierzy. Po prostu nie jest w stanie uwierzyć, że można u
            kogoś spędzić cztery godziny na normalnej rozmowie, tym bardziej, że to była
            osoba, którą znam ponad 15 lat i gdybym miał ochotę na jakikolwiek z nią
            kontakt fizyczny, to dawno bym to zrobił. nawet nie posiada żadnych dowodów na
            potwierdzenie swoich domysłów, a mimo wszystko oskarża mnie o takie
            okropności. Przypomina sobie różne nic nie znaczące wydarzenia, które układają
            się w całość i są dobrym potwierdzeniem tych wymysłów. Najbardziej denerwuje
            mnie moja bezradność, bo to co ja mówię ona nazywa kłamstwem. Naprawdę jest mi
            ciężko i bardzo mi zależy na jej odzyskaniu. Jest mi tym bardziej przykro, bo
            z jej strony usłyszałem ostatnio wiele ostrych słów. Ja jednak zaciskam zęby i
            znoszę to, bo mi na niej zależy. Może się łudzę, że jeszcze można wszystko
            uratować, ale nie pozostaje mi nic innego.
            • Gość: carduus Re: Dlaczego??? IP: 10.30.1.* 16.09.02, 14:54
              Staram się postawić w jej sytuacji i wiesz co myślę? Gdybym nie wiedziała,
              gdzie podziewa się mój mąż (nie wiem czy tak rzeczywiście było, gdybam sobie),
              albo była przekonana, że siedzi np. w pracy, a potem okazałoby się, że spędził
              pół dnia u swojej starej przyjaciółki też nie byłabym zadowolona. Gdyby do tego
              przypomniało mi się parę drobiazgów, które do tej pory były bez znaczenia, ale
              teraz jak sam piszesz ""układają się w całość" mój niepokój jeszcze by wzrósł.
              Gdybym nie znała albo nie lubiła owej przyjaciółki, nie obyło by się bez małej
              awantury. (Zwłaszcza, że - jak twierdzą niektórzy - przyjaźń między mężczyzną a
              kobietą nie istnieje bez podtekstów erotycznych.) I wszystko pewnie zależałoby
              od tego jak nam dotąd ze sobą było.

              Ale z drugiej strony sama mam przyjaciela - faceta, z którym potrafię gadać
              godzinami, ale prędzej zjadłabym wycieraczkę niż przespała się z nim z własnej
              woli. Dlatego rozumiem, że jesteś "niewinny" w tej konkretnej sytuacji. Ale
              przecież jesteś z nią nie od dziś. I wydaje mi się, że albo Ty przegapiłeś
              jakieś jej skłonności do takich nieracjonalnych zachowań, albo zaniedbaliście
              oboje pewne codzienne, zwykłe sprawy na które zwraca się uwagę dopiero wtedy,
              kiedy zaczyna się coś walić.
              Trudno mi jest wyobrazić sobie taką sytuację, że mój mąż spędził u jakiejś
              kobiety pół dnia, nie tylko dlatego, że tak się składa, że mój mąż nie ma
              "starej (stażem) przyjaciółki", ale także dlatego, że przeważnie wiem, gdzie on
              jest, zawsze mogę zadzwonić, gdyby cos się działo, zawsze mogę na niego liczyć.
              Ale gdyby nagle postanowił spędzić tyle czasu z kimś innym, pomyślałbym, że
              chyba cos nie tak z nami jest, skoro on woli przebywać z kimś innym. Zapaliłaby
              mi się kontrolka, że cos jest nie w porządku.
              I jeśli twierdzisz, że Twoja była (już "była" czy jeszcze "aktualna") chce się
              rozstać i oskarża o zdradę, to chyba rzeczywiście reaguje przesadnie. Ale powód
              do niepokoju chyba jednak ma.
              • Gość: kolo Re: Dlaczego??? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 16.09.02, 15:08
                Gość portalu: carduus napisał(a):

                > Staram się postawić w jej sytuacji i wiesz co myślę? Gdybym nie wiedziała,
                > gdzie podziewa się mój mąż (nie wiem czy tak rzeczywiście było, gdybam
                sobie),
                > albo była przekonana, że siedzi np. w pracy, a potem okazałoby się, że
                spędził
                > pół dnia u swojej starej przyjaciółki też nie byłabym zadowolona. Gdyby do
                tego
                >
                > przypomniało mi się parę drobiazgów, które do tej pory były bez znaczenia,
                ale
                > teraz jak sam piszesz ""układają się w całość" mój niepokój jeszcze by
                wzrósł.
                > Gdybym nie znała albo nie lubiła owej przyjaciółki, nie obyło by się bez
                małej
                > awantury. (Zwłaszcza, że - jak twierdzą niektórzy - przyjaźń między
                mężczyzną a
                >
                > kobietą nie istnieje bez podtekstów erotycznych.) I wszystko pewnie
                zależałoby
                > od tego jak nam dotąd ze sobą było.
                >
                > Ale z drugiej strony sama mam przyjaciela - faceta, z którym potrafię gadać
                > godzinami, ale prędzej zjadłabym wycieraczkę niż przespała się z nim z
                własnej
                > woli. Dlatego rozumiem, że jesteś "niewinny" w tej konkretnej sytuacji. Ale
                > przecież jesteś z nią nie od dziś. I wydaje mi się, że albo Ty przegapiłeś
                > jakieś jej skłonności do takich nieracjonalnych zachowań, albo
                zaniedbaliście
                > oboje pewne codzienne, zwykłe sprawy na które zwraca się uwagę dopiero
                wtedy,
                > kiedy zaczyna się coś walić.
                > Trudno mi jest wyobrazić sobie taką sytuację, że mój mąż spędził u jakiejś
                > kobiety pół dnia, nie tylko dlatego, że tak się składa, że mój mąż nie ma
                > "starej (stażem) przyjaciółki", ale także dlatego, że przeważnie wiem, gdzie
                on
                >
                > jest, zawsze mogę zadzwonić, gdyby cos się działo, zawsze mogę na niego
                liczyć.
                >
                > Ale gdyby nagle postanowił spędzić tyle czasu z kimś innym, pomyślałbym, że
                > chyba cos nie tak z nami jest, skoro on woli przebywać z kimś innym.
                Zapaliłaby
                >
                > mi się kontrolka, że cos jest nie w porządku.
                > I jeśli twierdzisz, że Twoja była (już "była" czy jeszcze "aktualna") chce
                się
                > rozstać i oskarża o zdradę, to chyba rzeczywiście reaguje przesadnie. Ale
                powód
                >
                > do niepokoju chyba jednak ma.


                ja również próbowałem się wczuć w jej sytuację i znakomicie ją rozumiem. Nawet
                nie mam specjalnej pretensji o to, bo być może ja reagowałbym podobnie.
                Również nie wierzę w przyjaźń między facetem a kobietą, ale ja tej mojej
                znajmoej nie traktowałem jako przyjaciółki tylko dobrą koleżankę. Również na
                myśli pójścia z nią do łóżka dostaje drgawek. Kiedyś pomogła mi się wygrzebać
                z jakiegoś doła i tak już zostało. Zresztą spotykałem się z bardzo rzadko raz
                na kilka miesięcy i przeważnie razem z moją siostrą (bo to nasza wspólna
                znajoma). Teraz siedzę i próbuje się pocieszać, że jeszcze nic straconego.
                Rozumiem ją, że może być wściekła na mnie i znając jej tendencje do nerwów
                mogę to zrozumieć. Wiadomo też, że jeśli ona myśli tak a nie inaczej, to nie
                będzie w stanie wybaczyć mi w dwa dni. Jednak ostatnie różne jej zachowania są
                dla mnie nadzieją. W sumie spotkała się ze mną dwa razy, porozmawialiśmy
                trochę, nie wygoniła mnie z domu, przysłała smsa, odebrała telefon, a wczoraj
                się rozpłakała przy mnie. Wiem, że jej ciężko, ale liczę, że nam się jeszcze
                uda. Gdybym w to nie wierzył nie prosiłbym o to. Ja jestem w stanie zrobić
                wszystko, aby sytuacja się poprawiła, bo ją kocham.
                • Gość: carduus Re: Dlaczego??? IP: 10.30.1.* 17.09.02, 07:57
                  Uff, nareszcie kapka optymizmu. Myślę, że Twoje zrozumienie i fakt, że nie
                  unosisz się honorem tylko starasz się wyjaśnić to nieporozumienie przyniesie
                  efekt. Ona faktycznie potrzebuje trochę czasu, żeby wszystko to sobie
                  poukładać, przemyśleć, zastanowić się. Z Twoich słów wynika, że bardzo jej na
                  Tobie zależy, a to dobry prognostyk. Nie będzie przecież chyba gotowa
                  zaprzepaścić wszystkiego tylko dlatego, że ma pewne nie potwierdzone
                  podejrzenia. Myślę, że dostaniesz jeszcze szansę. Więc nie głowa do góry.
                  Będzie dobrze.
                  Piszesz, że nigdy dotąd nie popełniłeś dwa razy tego samego błędu. Może więc to
                  zbędne ostrzeżenie, ale wiedz, że dobrego serca płynie: na wszelki wypadek
                  unikaj w przyszłości sytuacji, które mogłyby wyglądać dla niej dziwnie. No i
                  zastanów się czy naprawdę wszystko gra między Wami, bo mój zdrowy rozsądek,
                  krzyczy, że trzeba to sprawdzić, jeżeli wolałeś spędzać czas ze swoją znajomą
                  (tylko znajomą, nawet nie przyjaciółką) zamiast ze swoją dziewczyną. Ufam
                  jednak, że istnieje tu jakieś racjonalne i nie budzące wątpliwości wyjasnienie.
                  Musisz ją bardzo kochać, jeśli mimo trudności jesteś pełen zrozumienia dla jej
                  reakcji. I to w tym wszystkim jest piękne.
                  Powodzenia
                  • Gość: kolo Re: Dlaczego??? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 17.09.02, 09:21
                    Zdaje sobie sprawę, iż ona potrzebuje czasu. Tylko ja się zastanawiam czy
                    dobrze sobie to wszystko tłumaczę. Czy te drobne szczegóły, o których
                    wcześniej pisałem, to faktycznie jakieś promyki nadziei, czy też ja tak bardzo
                    chciałbym, aby tak było. Zastanawiam się też jak długo to może trwać. Kiedy
                    spróbuje postawić się w jej sytuacji, to też ciężko byłoby mi komuś przebaczyć
                    od razu. Co chwila mam inne myśli na ten temat. Jest mi ciężko, ale na razie
                    się nie poddam i będę walczył dalej.
                    Co do Twojej rady, to zdaje sobie sprawę, że jeśli będzie szansa to w
                    przyszłości będę musiał unikać dwuznacznych sytuacji. A jeśli chodzi o to
                    spotkanie z moją znajomą, to nie było tak, że wolałem spędzić czas właśnie z
                    nią. Jesteśmy z moją dziewczyną spoza W-wy, ale pracujemy w stolicy. I tego
                    feralnego dnia miałem na nią czekać, bo przedłużyła jej się praca. A że nie
                    miałem, gdzie się podziać, była zima, więc pojechałem właśnie do tej mojej
                    znajomej. A że nie widziałem się z nią z pół roku, więc pomyślałem, że sobie
                    pogadamy. To nie moja wina, że mojej dziewczynie przedłużyła się praca. I ona
                    teraz nie może zrozumieć, że przez tyle godzin można u kogoś siedzieć i
                    normalnie rozmawiać. Może jej zazdrość wynika też z tego, iż ona jej nie zna.
                    Nigdy wcześniej jej nie widziała i dopiero kiedy ją zobaczyła, to wszystko
                    sobie wymyśliła. Zdaje sobie sprawę, że to wygląda na bardzo chorą sytuację,
                    ale nic na to nie poradzę.
                    Kończąc powiem tyle, że Twoje słowa mnie podbudowały i utwierdzają w
                    przekonaniu, że to co robię jest właściwe. Mimo, że czuje się okropnie
                    wyczerpany fizycznie i psychicznie, to jeszcze mam siły, aby walczyć. Nie jest
                    łatwo, ale nie mogę stracić czegoś na czym mi tak bardzo zależy. Tylko
                    naprawdę ciężko mi tak siedzieć i czekać, nawet nie wiedząc na co.
    • Gość: nitka Re: Rozstanie - banalnie, aż boli... IP: 217.153.88.* 16.09.02, 14:04
      Jest trudno zakończyć związek. Ja wlaśnie powiedziałam " to koniec" i mimo
      wszystko chciałabym żeby on chciał tak walczyć jak ty,żeby tak mnie kochał.
      Ale tylko wtedy jeżeli naprawde chciałby " nas "uratować, rzetelnie porozmawiać
      i nie składac pustych obietnic.Jezeli miało tylko byc zachowane status quo to
      mimo,że bardzo cierpie to nie. Po czterech latach to napewno nie jest decyzja
      z dnia na dzień, coś się już musiało dziać od dłuższego czasu. Zastanów się
      dlaczego .
      • Gość: kolo Re: Rozstanie - banalnie, aż boli... IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 16.09.02, 14:12
        Też tak mi się wydaje, że przecież nie przestaje się kogoś kochać z dnia na
        dzień. Ja naprawdę jak najbardziej szczerze chce o nią walczyć. I myślę, że
        można to uratować, bo wczoraj kiedy usiłowałem jej tłumaczyć dlaczego chce
        walczyć, to poleciały jej łzy. Tylko czy ona będzie w stanie spróbować
        przekonać się czy moje słowa nie są rzucane na wiatr. Ja nie zrzucam całej
        winy na nią aczkolwiek bezpośredni powód rozstania to jej wymysł. Jestem
        świadom swoich błedów, które popełniałem i wyciągnąłem z nich konsekwencje.
        • Gość: nitka Re: Rozstanie - banalnie, aż boli... IP: 217.153.88.* 16.09.02, 14:27
          Nie piszesz czy problem "zdrady " przewijał się już wcześniej w waszym zwiazku.
          Myslę ,że powinna Ci uwieżyć chyba,że juz wczesniej coś obiecałeś i nie
          dotrzymałeś słowa, że Twoje czyny nie swiadczyły za Tobą. Może tez twoja
          wymyslona zdrada jest tylko tematem zastepczym i tak naprawdę chodzi o brak
          poczucia bezpieczeństwa,które jest tak ważne dla kobiety. Ale myslę,że skoro
          jeszcze Cie wysłuchała to masz szanse.
          • Gość: kolo Re: Rozstanie - banalnie, aż boli... IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 16.09.02, 14:49
            Nigdy wcześniej problem zdrady nie pojawił się w naszym związku. Ja jej o to
            nie podejrzewałem, ona mnie chyba też nie. Oczywiście związek bez nutki
            zazdrości jest bez sensu, ale chorobliwa zazdrość prowadzi do najgroszych
            rzeczy. Sobie mam do zarzucenia to, iż nie zawsze byłem dla niej dobry.
            Pojawiały się różne problemy jak w każdym związku. Przepraszałem ją za swoje
            błędy i wyciągałem wnioski. Nigdy jeden błąd nie powtórzył się dwa razy. Ona
            teraz twierdzi, że ją zawiodłem już kilka razy. Ale ja się nie zgadzam z taką
            argumentacją. Jednego jestem pewien. Jeśli tylko zechce spróbować, to jestem
            pewien, że się nam uda. Ja zrobię wszystko aby tak było. Będę walczył do
            końca.
    • arek_cz Rozstanie - banalnie, aż boli... - zawsze boli. 16.09.02, 14:35
      Walcz tak dlugo jak masz sile a gdy juz bedziesz mial
      dosc to zacisnij zeby, pomysl jak bylo pieknie razem i
      walcz nadal. Bo gdy odpuscisz to bedziesz mial tylko
      swiadmosc ze moze jednak trzeba bylo probowac.
      Powodzenia i trzymaj sie.
Pełna wersja