fragilita
01.10.05, 12:38
Już parę tygodni temu pisałam o swojej sytuacji, ale przypomnę o co chodzi:
Mój problem wygląda tak:
Zawsze dobrze się uczyłam, lubiłam czytać, uczyć się języków. Moja siostra
rok młodsza) często śmiała się ze mnie nazywając mnie kujonem. Ona wolała
imprezy. Rodzice często mieli z nią problemy, prosili nauczycieli o
przepuszczenie jej do następnej klasy, z jednej szkoły nawet została
wyrzucona. Nie zdała matury i rodzice załatwili jej pracę w banku. Wyrzucili
ją z tamtąd po 2 miesiącach. I tak było jeszcze z kilkoma innymi pracami. W
końcu zażyczyła sobie, że chce zostać kosmetyczką. Rodzice opłacili jej różne
kursy (tipsy, i takie tam). Po roku stwierdziła, że jednak woli być
fryzjerką. Opłacili jej kurs fryzjerstwa i kupili jej własny salon fryzjerski
z solarium. Tymczasem ja dostałam się na studia dzienne na renomowany
kierunek. W międzyczasie dorabiałam jako barmanka, udzielałam korepetycji.
Ciężką pracą i nauką obroniłam się na 5. Rodzice kupili mi rok temu malutką
kawalerkę w starym budownictwie.
I właśnie 3 dni temu dowiedziałam się, że moja siostra dostała od nich
luksusowe, duże (2 razy większe od mojego)nowiutkie mieszkanie z wielkim
tarasem (ja nie mam nawet balkonu). Wkurzyłam się i powiedziałam, że powinni
nam dać po równo i jej kupić troche tańsze, a w zamian dołożyć mi do
większego (żeby było po równo). A oni na to, że ja mam wyższe wykształcenie i
sobie w życiu poradzę, wezmę kredyt i kupię sobie większe, a ona biedna, ma
marne obroty w tym salonie, no i chce niedługo założyć rodzinę, a ja jestem
przecież nastawiona jestem prozawodowo i nie potrzebne mi dwa pokoje. No i
stwierdzili, że ja nie przykładam tak wielkiego znaczenia do mieszkania, bo
wolę książki, a ona lubi urzadzać wnętrza. Bzdura! Obraziłam się, a oni
powiedzieli, że jestem mendą, bo zazdroszczę siostrze. Powiedzieli, że ja mam
w życiu łatwiej, bo mi nauka zawsze łatwo przychodziła (g... prawda! to była
ciężka praca kosztem wielu wyrzeczeń)
Od trzech dni płaczę, nie mogę się na niczym skupić. A najgorsze jest to, że
szukam pracy i chodzę na rozmowy kwalifikacyjne z opuchniętymi oczami i
czerwonym nosem. Żałuję, że nie zostałam kosmetyczką i nie siedzę teraz we
własnym salonie.... A najgorsze jest to, że nawet w Anglii kosmetyczka czy
fryzjerka szybciej znajdzie pracę niż prawnik z polskim dyplomem. I po co mi
było to całe studiowanie????
A może rzeczywiście jestem mendą i zazdroszczę siostrze???
No a dzisiaj sytuacja wygląda tak:
To wszystko to jeden wielki ch...! Chodziłam na te rozmowy, chodziłam i w
końcu dostałam pracę. Za marne grosze. Codziennie muszę wstawać o 5 rano,
szef wiecznie krzyczy... I szlag mnie trafia, kiedy sobie pomyślę, że mój
ojciec załatwił chłopakowi mojej siory świetną pracę - pracuje tylko 3
godziny dziennie i zarabia o wiele więcej ode mnie...I śmieje się, że miała
rację twierdząc, że dzisiaj liczą się plecy, a nie jakieś durne studia.
Siora też rezygnuje z salonu i kazała matce szukać jej pracy. Z tego co
wiem, szykuje jej się niezła posadka w NFZ. Kiedy ja poprosiłam o pomoc w
znalezieniu pracy, powiedziała, że mam studia i sobie poradzę (stara
śpiewka). No a im trzeba pomóc, bo muszą urządzić sobie mieszkanie. Kiedy ja
mówię, że też nie mam na rachunki, to oni na to, że mogłam sobie znaleźć
milionera.
Nie potrafię się odnaleźć w tej rodzinie, znowu jest mi strasznie smutno...