Jak sobie poradzic z byciem macocha...

IP: *.proxy.aol.com 17.09.02, 21:06
Jestem w satysfacjionujacym mnie zwiazku,z mezczyzna,ktorego kocham i,
ktory kocha mnie.Planujemy wspolna przyszlosc,jestesmy ze soba ponad rok
czasu.Moj mezczyzna jest kilka lat po rozwodzie,ma z tego zwiazku 10-letniego
syna,ze wzg.na odleglosc widuje sie z nim sporadycznie.
Jak do tej pory nie poznalam jego syna,chociaz moj mezczyzna proponowal
mi to,wciaz nie czuje sie gotowa.Prawde mowic nie bardzo wiem jak zachowac
sie w tej sytuacji,z jednej strony nie mam ochoty go poznawac,bo i tak nie
bedzie bral aktywnego udzialu w moim zyciu i chyba jestem poprostu zazdrosna
o przeszlosc mojego mezczyzny,ale z drugiej strony wiem,ze moja postawa
rani go.Wiem,ze moj mezczyzna ma zobowiazania wobec swojego dziecka i
akceptuje ten fakt,ale nie chce angazowac jego syna w swoj zwiazek.
Czuje sie zagubiona,nie chce nikogo zranic,ale nie chce takze zranic siebie,
nie chce takz sie do niczego zmuszac,udawac.
Nie wiem co mam robic,pierwszy raz jestem w takiej sytuacji.
Czy osoby,ktore byly w podobnej sytuacji moglyby podzielic sie ze mna
swoimi doswiadczeniami?
Takze bede wdzieczna za opinie osob,ktore byly w roli tego "dziecka",
jak one odbieraly kontakty z nowymi partnerami rodzicow.
    • Gość: sumo Re: Jak sobie poradzic z byciem macocha... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 17.09.02, 21:32
      Szkoda że nie podałaś emeila. Byłem w podobnej sytuacji trzy lata wstecz.
      W moim przypadku są to dwaj chłopcy {teraz 14 i 17lat}.Mam to już za sobą
      w związku z czym jestem już mądry w takich sprawach,choć rola ojczyma jest dużo
      gorsza w tych początkach póżniej niestety także, ale do opanowania.
      Jeżeli chcesz podzielę się moimi doświadczeniam.
      Napisz - pogadamy Sumo@poczta.onet.pl lub podaj swój adres.

      pozdrawiam
      • iwa.ja Re: Jak sobie poradzic z byciem macocha... 17.09.02, 21:36
        Ale zaraz, nie doczytałam. Czy matka zyje?
    • Gość: Jola Re: EGOIZM I EGOCENTRYZM IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 17.09.02, 21:43
      Gość portalu: Pola napisał(a):

      z jednej strony nie mam ochoty go poznawac,bo i tak nie
      > bedzie bral aktywnego udzialu w moim zyciu
      > ale nie chce angazowac jego syna w swoj zwiazek.
      > Czuje sie zagubiona,nie chce nikogo zranic,ale nie chce takze zranic siebie,
      > nie chce takz sie do niczego zmuszac,udawac.

      To dziecko nie chce brac zadnego udzialu w twoim zyciu, ani aktywnego, ani nie-
      aktywnego, tylko chce widywac sie ze swoim ojcem. Co rozumiesz pod
      stwierdzeniem: nie chce angazowac jego syna w MOJ zwiazek????? To dziecko ma
      gdzies twoj zwiazek, ty jestes dla niego obca i w dodatku nieprzychylna.
      Dziecko chce miec tylko swoj zwiazek z ojcem.Myslisz ze w ten sposob
      oddzielisz ich definitywnie od siebie? Wiedzma z ciebie. Nie uwazasz ze doza
      EGOIZMU i EGOCENTRYZMU prezentowana z twojej strony jest zbyt potezna???
      Jesli nie chcesz sie do niczego zmuszac to znajdz sobie kawalera a nie faceta
      z przeszloscia. I tylko nie pisz prosze, ze milosc nie wybiera i takie tam
      rozne frazesy. Nie pozdrawiam cie bo wzbudzasz we mnie zbyt wiele niecheci
      swoja postawa .
    • Gość: Sumo Re: Jak sobie poradzic z byciem macocha... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 17.09.02, 21:57
      Widzisz sama że ten wątek absolutnie nie nadaje się na forum o czym Ci nie
      wspomniałem.Tutaj zaraz ujawniają się ludzie jak widać powyżej.
      Autorytatywnie stwierdzam że moja przedmówczyni jest STUKNIĘTA i wogóle
      nie rozumie w czym rzecz głupio ingerując w bardzo poważny problem.
      • iwa.ja Re: Jak sobie poradzic z byciem macocha... 17.09.02, 22:01
        Jak chcesz, do mnie też napisz na priv.
      • Gość: Jola Re: Sumo IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 17.09.02, 22:04
        Autorytatywnie stwierdzam, ze osobnika powyzej nie znam i nigdy w zyciu nie
        spotkalam ( cale szczescie). Schowaj wiec swoje glupie teksty dyskutujac
        prywatnie a nie na forum publicznym. No i zebym cie w realu nie rozliczyla z
        tych twoich stuknietych wypowiedzi.Ty to dopiero musiales byc dupkiem a nie
        ojczymem dla tych biednych dzieci.
        • iwa.ja Re: Sumo 17.09.02, 22:14
          Gość portalu: Jola napisał(a):

          > Autorytatywnie stwierdzam, ze osobnika powyzej nie znam i nigdy w zyciu nie
          > spotkalam ( cale szczescie). Schowaj wiec swoje glupie teksty dyskutujac
          > prywatnie a nie na forum publicznym. No i zebym cie w realu nie rozliczyla z
          > tych twoich stuknietych wypowiedzi.Ty to dopiero musiales byc dupkiem a nie
          > ojczymem dla tych biednych dzieci.


          Szkoda, ze masz takiego ładnego nicka...
          • Gość: Jola Re: iwa. ja IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 17.09.02, 22:21
            I wzajemnie moja droga. Bo widzisz ja w przeciwienstwie do ciebie i tego sumo
            zawsze postawie dziecko na pierwszym miejscu, szczegolnie jesli dzieje mu sie
            krzywda. A co do tego twojego muru chinskiego to mysle, ze latwiej jest sie
            przez niego przedostac niz do serca takich przyszlych " macoch" jak autorka
            powyzej.
            • iwa.ja Re: iwa. ja 17.09.02, 22:26
              Gość portalu: Jola napisał(a):

              Bo widzisz ja w przeciwienstwie do ciebie i tego sumo
              > zawsze postawie dziecko na pierwszym miejscu, szczegolnie jesli dzieje mu sie
              > krzywda. A co do tego twojego muru chinskiego to mysle, ze latwiej jest sie
              > przez niego przedostac niz do serca takich przyszlych " macoch" jak autorka
              > powyzej.

              Po pozorach sądzisz, Jolu. Autorka wątku zastosowała skrót myślowy. Jeżeli
              zainicjowała w ogóle taki wątek, to znaczy, że dobro dziecka jej leży na sercu.
              Mnie zresztą też. Pozdrawiam. I nie unoś się tak!
              • Gość: Jola Re: iwa. ja IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 17.09.02, 22:47
                Wcale nie uwazam ze list autorki to pozory. Nie wiem rowniez gdzie wyczytalas
                te jej troske o dziecko? Z listu bije tylko i wylacznie troska o nia sama.
                Musisz chyba wiedziec cos czego ja tu nie widze. Co do " unoszenia" sie to
                chyba raczej to dotyczy ciebie i tego sumo, bo wzieliscie sobie moj list do
                autorki watku zbyt osobiscie ( nie dociekam jak zbiezne sa wasze zyciorysy z
                zyciorysem Poli). W kazdym badz razie wyzwiska ( stuknieta, albo szkoda
                ladnego nicka.... ) nie swiadcza najlepiej o was. Pozdrawiam
    • Gość: sumo Re: D...pa z Ciebie Jolu nie kobieta IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 17.09.02, 22:43
      Nie zamierzam zniżać sie do poziomu Joli.Zapewne w twojej sytuacji bardzo
      potrzebny byłby Ci jakikolwiek dupek no niestety ze swoimi poglądami raczej
      mam wątpliwości czy taki Ci sie trafi.Jesteś żałosna jako kobieta i jeszcze raz
      Ci powtarzam nie zabieraj głosu w sprawach o których nie masz zielonego pojęcia
      tym bardziej że zupełnie nie potrafisz pojąć w czym problem.
      • Gość: Jola Re: D...pa z Ciebie Sumo nie mezczyzna.... IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 17.09.02, 22:58
        No dobrze ze jestes taki "doswiadczony i rzeczowy " chociaz ty. Poziomu nie
        reprezentujesz zadnego, wiec nie masz sie do czego ani znizac ani podwyzszac.
        Czy przyszlo ci jednak do glowy ze ktos moze miec na forum zdanie inne niz
        twoje? Dupek mi sie w zyciu na szczescie nie trafil, ani taki jak ty ani zaden
        inny. Trafil mi sie natomiast prawdziwy mezczyzna, ktory nie dzieli sie
        spostrzezeniami tak jak ty to robisz , jak najlepiej oszukac dzieci swojej
        partnerki.Co do zrozumienia problemu to raczej ty nie masz nadal zielonego
        pojecia o co chodzi, dlatego ci nie wyszlo w zyciu.
        • iwa.ja Re: D...pa z Ciebie Sumo nie mezczyzna.... 17.09.02, 23:02
          I dlatego właśnie uważam, Pola, że powinnaś napisać na priv. Z Ligą Polskich
          Rodzin słabo mi się dyskutuje...
          • Gość: Jola Re: D...pa z Ciebie Sumo nie mezczyzna....iwa.ja IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 17.09.02, 23:05
            Totez nikt z toba dyskutowac wcale nie chce Ligo Chinskich Murow.....
        • Gość: Sumo Re: D...pa z Ciebie Sumo nie mezczyzna.... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 17.09.02, 23:05
          Zbędna polemika.W życiu wyszło mi bardziej niż myślisz.
          Jesteś żałosna z takimi poglądami
          Szanuję i szanowałem zawsze poglądy innych ludzi niestety po dyskusji z Tobą
          zmieniam zdanie.
          Wyrażasz zdewocjałe poglądy i to raczej Ty jak widzisz próbowałaś narzucić tok
          swojego rozumowania innym z czym oni najwyrażniej się nie zgodzili i to właśnie
          zabolało.
          Masz słuszność co do mojego uniesienia tak więc za chamstwo -przepraszam
          • Gość: Jola Re: Sumo IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 17.09.02, 23:20
            Tego szacunku dla pogladow innych ludzi niestety nie zauwazylam tutaj, wiec
            watpie ze kiedys go miales. Moj list wcale nie byl skierowany do ciebie tylko
            do autorki , wiec nie rozumiem dlaczego mnie tak atakujesz?. Czyzby w moim
            liscie bylo cos co wziales do siebie osobiscie? Dobro dziecka nie bedzie dla
            mnie i dla wielu ludzi nigdy przezytkiem. Slowa przeprosin akceptuje i
            szanuje cie za to.
            • naturella Spróbuj 18.09.02, 15:12
              Ja do Poli, bo dyskusja rozwinęła się zbyt żywa jak na mój gust. Jestem w
              podobnej sytuacji, tyle, że syn mojego mężczyzny jest nastolatkiem. Z tego
              względu było mi łatwiej - nasze stosunki można określić jako "lekkodystansowo-
              kumpelskie". Mi też nie było łatwo zdecydować się na pierwsze spotkanie.
              Dlatego urządziliśmy to tak, że spotkaliśmy się w większym gronie - mój
              mężczyzna przyprowadził swojego syna na spotkanie ze znajomymi. To było bardzo
              trafione, bo oboje (ja i dzieciak) mieliśmy czas, żeby się sobie poprzyglądać,
              wymienić parę słów, pośmiać się, a nie było jakiegoś siedzenia w trójkę i
              znamiennego chrząkania, gdy cisza stawała się nieznośna. Droga Polu, musisz
              zdać sobie sprawę, że ranisz swojego mężczyznę. To jest jego dziecko, które
              bardzo kocha i które jest dla niego najważniejsze na świecie. On chce, żebyś z
              nim dzieliła ową najważniejszą życiową sprawę. Nikt nie wymaga od Ciebie, żebyś
              to dziecko natychmiast pokochała i poczuła się drugą mamą - spróbuj być
              koleżanką, jeśli potrafisz. Ale zdobądź się na to spotkanie koniecznie.
              Najlepiej idźcie razem do kina, czy też w miejsce, gdzie będzie się coś działo -
              żeby nie było przymusu rozmowy i wpatrywania się w siebie.
              Polu, musisz zaakceptować fakt, że Twój mężczyzna ma dziecko. Ono było zawsze -
              Ty od niedawna.
              • Gość: dodo na marginesie do joli i nie tylko :-) IP: 209.226.65.* 18.09.02, 16:27
                zawsze mnie stawia na bacznosc haslo "dobro dziecka" odmieniane przez
                wszystkich jak sie tylko da. kazdy podklada pod owo "dobro" rozne tresci, ktore
                sam sobie wymyslil czy moze nawet wymarzyl, wielokrotnie nie przygladajac sie
                nawet przez chwile jakiemus konkretnemu dziecku, o ktore chodzic moze w danej
                sytuacji.
                a owo "dobro dziecka" jest nieodlacznie zwiazane z "dobrem" wielu ludzi wokol
                niego.
                to nie jest tak, ze jezeli caly swiat sie poswieca dla "dobra dziecka" to
                naprawde tworzy jakiekolwiek dobro. czescia skladowa wychowania jest uczenie
                szacunku dla innych ludzi i ich wyborow (np. nowa partnerka ojca), panowania na
                odruchami niecheci, szukania sposobow porozumienia itd. jezeli rodzice nie chca
                lub nie moga zyc razem, mlody czlowiek musi sie nauczyc z tym zyc.
                nawet jezeli nie jest to rozwiazanie idealne, jest to rowniez lekcja i nauka,
                ze rozwiazan idealnych wprawdzie nia ma, ale z tym, co sie ma, mozna sobie
                ulozyc calkiem przyjemna rzeczywistosc.
                stawianie wszystkiego na ostrzu noza pod sztandarem walki o "dobro dziecka"
                jest przymykaniem oczu na zmieniajaca sie rzeczywistosc i na szanse jakie
                kazdemu czlowiekowi (rowniez dziecku) daja nawet i niechciane sytuacje.
                • Gość: Jola Re: na marginesie do dodo i nie tylko :-) IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 18.09.02, 18:48
                  Oczywiscie, ze pojecie dobro dziecka jest bardzo ogolne. My jednak mamy tu do
                  czynienia z bardzo konkretnym dzieckiem, ktore musi zyc z tym ze ojca widuje
                  rzadko i nic nie wiemy o tym aby z ta sytuacja nie byl pogodzony. Czy jednak
                  rzeczywiscie musi zyc szczesliwie pogodzony z tym ze przyszla macocha nie chce
                  wcale aby ojciec go widywal? Tu nigdy nie bylo mowy o poswiecaniu sie dla
                  dziecka, lecz wlasnie o akceptacji realiow zycia i to nie przez dziecko lecz
                  przez osobe jak najbardziej dorosla, ktora realiow zyciowych takich jak to, ze
                  jej nowy facet ma przeszlosc i zobowiazania jako ojciec zaakceptowac nie chce
                  w najmniejszym stopniu. List Naturelli jest wedlug mnie wlasnie przykladem jak
                  to dobro dziecka moze byc jednak realizowane. I nikt nie ma tu watpliwosci ze
                  jest to sytuacja nielatwa, wymagajaca duzo dobrej woli ze wszystkich stron.
                  Tej dobrej woli jednak u Poli nie zauwazylam. Jest jedynie desperacja jak
                  wybrnac z niemilej sytuacji z jak najwieksza korzyscia dla siebie samej.
                  • Gość: dodo nawet jezeli... IP: 209.226.65.* 18.09.02, 19:16
                    Gość portalu: Jola napisał(a):

                    > Tej dobrej woli jednak u Poli nie zauwazylam. Jest jedynie desperacja jak
                    > wybrnac z niemilej sytuacji z jak najwieksza korzyscia dla siebie samej.

                    nawet jezeli tak interpretowac poczatek watku, to jest to tylko jedna
                    z mozliwych wersji. aczkolwiek juz sam fakt opisania watpliwosci i checi
                    zmierzenia sie z problemem, przeczy wedlug mnie, takiej wlasnie interpretacji.
                    bo ja mysle, ze to tylko na pokaz jestesmy wszyscy tacy szlachetni i chetni do
                    poswiecen. na codzien staramy sie wlasnie "wybrnac z niemilych sytuacji z jak
                    najwieksza korzyscia dla nas samych", co wcale nie musi byc rownoznaczne
                    z krzywda innych!
                    nie zgadzam sie bowiem na stawianie znaku rownosci pomiedzy wygoda psychiczna
                    autorki a np zlym traktowaniem(lub nie traktowaniem w ogole) jej pasierba.
                    gdyby pola miala wszystko w nosie, watku by nie bylo.
                    na to sa przeciez wlasnie nasze wlasne zmagania wewnetrzne(czasem tu opisywane
                    publicznie) pomiedzy tym, co czlowiek by chcial, co musi, co powinien, czego
                    zdecydowanie nie chce choc moze itd., aby znalezc to jakies rozwiazanie, ktore
                    moze nie bedzie w 100% perfekt ale bedzie do zaakceptowania choc na chwile.
                    i tego rowniez moze ktores dnia pola nauczyc syna swojego meza - ze nawet
                    jesli "nie palimy sie" do czegos, gdy wiemy, ze "nalezy", potrafimy przeciez
                    znalezc sposob by sie to "cos" wydarzylo. ale ona musi miec czas na to, by sama
                    do tego dojsc a nie by ktos jej to narzucil lub na niej wymusil.
                    chocby i slowami na forum.
                    • zlakobieta do dodo 19.09.02, 12:38
                      chcialam tylko powiedziec, ze jestem Twoja fanka :)))
                      Pozdrawiam
                  • Gość: Pola Re: na marginesie do dodo i nie tylko :-) IP: *.proxy.aol.com 18.09.02, 19:27
                    Nigdzie w swoim liscie nie napisalam,ze nie chce aby moj mezczyzna widywal
                    sie ze swoim dzieckiem,wprost przeciwnie,napisalam,ze akceptuje fakt,
                    ze ma wobec swojego dziecka zobowiazania (spoleczne,emocjonalne,finansowe).
                    Nigdy mu nie zabranialam,nie zabraniam i mam nadzieje,ze i w przyszlosci nie
                    znize sie do tak niskiego poziomu,by mu zabraniac kontaktaktow z synem.

    • Gość: sumo Re: Zamiast mieszać - pomóżmy IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.09.02, 19:18
      No właśnie, bo cały w tym jest ambaras aby dwoje chciało naraz
      Generalnie zaś kobieta zwróciła się właśnie do nas byśmy jej w tym pomogli.
      My zaś rozpatrujemy problem w dziwnych kategoriach.No to gdzie ta pomoc.
      Czy o to chodzi abyśmy sie kłócili, sądzę że nie, dlatego proszę wszystkich
      zacznijmy działać konstruktywnie i mądrze aby Ci ludzie osiągneli kompromis
      i znależli dzięki nam rosądne rozwiązanie. Z tym się chyba zgadzacie.

      pozdrawiam
      • iwa.ja Re: Zamiast mieszać - pomóżmy 18.09.02, 19:37
        No właśnie. Jola zareagowała zbyt gwałtownie, mnie poniosło (za co Jolę
        przepraszam), a sprawa została.. Najbliższe jest mi podejście Naturelli (i Dodo
        oczywiście). Zresztą już wczoraj pisałam, że jeżeli Pola w ogóle podnosi
        problem to znaczy, że leży on jej na sercu. Doświadczenia w tej mierze, wbrew
        temu, co mi imputuje Jola, mam takie sobie. Jestem jednak pewna, że dla dobra
        wszystkich (nie tylko dziecka, ale i stosunków między Polą a jej mężczyzną)
        fakt istnienia dziecka trzeba jak najszybciej zauważyć (to znaczy, np. dążyć do
        spotkania, może jakiś wspólny wyjazd?). Ne zawsze dochodzi o przyjaźni (w czym
        duży udział może mieć nastawienie matki dziecka), ale akceptacja nowej kobiety
        w życiu ojca jest nie tylko możliwa, ale i konieczna.
    • Gość: kluba1 Re: Jak sobie poradzic z byciem macocha... IP: *.we.client2.attbi.com 18.09.02, 22:33
      Gość portalu: Pola napisał(a):

      > Jestem w satysfacjionujacym mnie zwiazku,z mezczyzna,ktorego kocham i,
      > ktory kocha mnie.Planujemy wspolna przyszlosc,jestesmy ze soba ponad rok
      > czasu.Moj mezczyzna jest kilka lat po rozwodzie,ma z tego zwiazku 10-letniego
      > syna,ze wzg.na odleglosc widuje sie z nim sporadycznie.
      > Jak do tej pory nie poznalam jego syna,chociaz moj mezczyzna proponowal
      > mi to,wciaz nie czuje sie gotowa.Prawde mowic nie bardzo wiem jak zachowac
      > sie w tej sytuacji,z jednej strony nie mam ochoty go poznawac,bo i tak nie
      > bedzie bral aktywnego udzialu w moim zyciu i chyba jestem poprostu zazdrosna
      > o przeszlosc mojego mezczyzny,ale z drugiej strony wiem,ze moja postawa
      > rani go.Wiem,ze moj mezczyzna ma zobowiazania wobec swojego dziecka i
      > akceptuje ten fakt,ale nie chce angazowac jego syna w swoj zwiazek.
      > Czuje sie zagubiona,nie chce nikogo zranic,ale nie chce takze zranic siebie,
      > nie chce takz sie do niczego zmuszac,udawac.
      > Nie wiem co mam robic,pierwszy raz jestem w takiej sytuacji.
      > Czy osoby,ktore byly w podobnej sytuacji moglyby podzielic sie ze mna
      > swoimi doswiadczeniami?
      > Takze bede wdzieczna za opinie osob,ktore byly w roli tego "dziecka",
      > jak one odbieraly kontakty z nowymi partnerami rodzicow.
      Czesc Pola! Przeczytalam twoja wypowiedz i wszystkie pozostale. Niestety,
      jest jasne ze tobie tylko o siebie chodzi. Nie chcesz sie dzielic, jestes
      zazdrosna, z gory ustalasz, ze chlopak nie bedzie bral aktywnego udzialu w
      TWOIM zyciu. Ale dlaczego tak zakladasz? To zdaje sie ma byc WASZE zycie i
      jego ojciec chce syna w zyciu. Czy masz zamiar tak dzielic na moje, twoje ,
      wasze ? A czego ty sie w zasadzie boisz? Jeszcze nawet tego chlopca nie
      poznalas a juz zakladasz z gory, ze bedziesz musiala udawac, zmuszac sie do
      czegos . Czego w zasadzie ty sie obawiasz? Czy nie tego ze On moze ktoregos
      dnia wybrac syna i tak na wszelki wypadek starasz sie ich od siebie odizolowac?
    • kammma Re: Jak sobie poradzic z byciem macocha... 19.09.02, 11:21
      Pola,
      Ja jestem takim dzieckiem (dorosłym już oczywiście),który miał "macochę".
      Też miałam wtedy 10 lat, rodzice byli 3 lata po rozwodzie.
      A mój tata ozenił sie z inną panią. Ale cała rodzina przez półtora roku
      ukrywała to przede mną !!!
      Bali się, jak zareaguję. Wiem,że zona mojego ojca bardzo naciskała na niego,że
      chce mnie poznać ( może było jej łatwo, bo byłam dziewczynką).
      Ojciec strasznie długo zwlekał. W końcu, jak urodził mi się przyrodni brat,
      rodzina stwierdzła,że nie można tego ukrywać.
      A ja zaskoczyłam wszystkich. Ojciec odebrał mnie ze świadectwem, po ukończeniu
      4 klasy, wsadził do samochodu, i krótko i zwięzło powiedział:"Wiesz nie mówiłem
      Ci wcześniej, bo nie wiedziałem jak, ale powinnaś wiedzieć,że się ozeniłem i
      masz 3 miesięcznego brata..."Wiem,że był bardzo zdenerwowany..
      A ja na to (NAPRAWDĘ)"O jak fajnie, a jak ma na imię".I to wszystko.
      Może to wyda się komuś dziwne, ale ja przyjęłam to zupełnie naturalnie.
      Żona ojca, bardzo była dla mnie miła, lubiłam do nich na weekendy jeździć. Ale
      nie znaczy to,że mi nie pobłażała. Bardzo mnie pilnowała,zebym odrabiała
      lekcje, uczyła się, sprzątała po sobie.
      Bardzo długo mówiłam do niej- Proszę Pani, ani ciociu, ani inaczej, i dopiero
      jak miałam 15 lat zaproponowałą,żebym mówiła jej po imieniu.

      Do tej pory jestem z nią w dosc zażyłych kontaktach,jak byłam w liceum i
      kłóciłam się ze swoją mamą bardzo mi pomagała zrozumieć moją mamęmama (znają
      się z moją mamą i też czasem kontaktują!!!)
      Kontaktujemy mimo tego,ze mój tata rozwiódł się z nią, potem moja "macocha"
      wyszła za kogo innego za mąz, a mój tata kilka lat temu zmarł.

      Opisałam Ci moją historię, bo chciałam,żebyś wiedziała,że może wszystko się
      zdarzyć, i "macocha", mimo,że nigdy nie zastąpi mamy, też może byc dla dziecka
      dobra, a dziecku czasem lepiej powiedzieć prawdę, bo nie zawsze są trudności.
      Rozumiem Twoje obawy, może moja historia różni się od innych, może to dziwne,że
      lubię się z "Macochą", ale tak też może się Twoje życie potoczyć ,czego Ci
      serdecznie życzę.

      gdybyś chciała na ten temat porozmawiać, napisz na priv.

      Kammma
Pełna wersja