misiuija
06.10.05, 23:20
duży bank, mały oddział, 25% załogi to kadra kierownicza,
Dyrektorka+menadżer, sam babiniec i ja na najniższym szczeblu, znam swoje
miejsce w szeregu, boli mnie tylko to, że robię to co należy oficjalnie do
moich obowiązków i drugie tyle, o których nie mam mowy w zakresie czynności,
wiem, ujmuje się to ładnie w zdaniach typu: " ..każdy pracownik powinien dbać
o dobro Banku..." i inne tego typu pierdoły. Nie potrzebuję pochwał, nagród,
gratulacji, ale nie wytrzymuję już kiedy moja praca jest niedoceniana,
marginelizowana, spłycana, w ogóle nieistotna. Od 3 dni łykam tabletki
uspokajające po które sięgnęłam pierwszy raz w życiu, bo myślałam że mi serce
wywali. I paradoks, praca w banku, częsty kontakt z klientem, przez co duży
stres, ale nie, to nie klienci mnie stresują, niektórzy są nawet super,
szczególnie tacy w podeszłym wieku są zabawni, kiedy chcą udowodnić, że
zdobycze techniki nie są im obce. Dobija mnie wspomniana "kadra kierownicza",
dyrektorka= zawiść+plotki, menadżer= sztuczne stanowisko, atmosfera, modna
teraz tak zwana kultura organizacyjna, moja obłuda i fałsz, kiedy wszyscy na
wszystkich gadają, a oprócz tego co chwilę nowe produkty, zarządzenia,
programy, kampanie, promocje, już mam dosyć! to jest mój krzyk rozpaczy, ale
tylko na forum, bo w pracy jestem nikim żeby mnie słuchano. Czym się zajmuję?
Odpowiadam za obrót gotówkowy, ładnie to brzmi, prawda?
Była taka akcja T-shirt dla wolności. ciekawe czy mają: "jestem kasjerką!!!?