Walczyć czy się poddać?

IP: *.ostroleka.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 23:17
Od kilkunastu dni mam wielki problem. Moja ukochana posądziła mnie
bezpodstawnie o zdradę. Ja za to nikogo nie zdradziłem. Kocham swoją
dziewczynę jak nikogo innego na świecie, zależy mi na niej jak na nikim
innym. Robię wszystko, by tak było.
Niestety ona sobie ubzdurała, że właśnie ją zdradziłem, koniec i kropka i nie
mamy o czym rozmawiać. Teraz strasznie cierpię, ja ją kocham, nie mogę bez
niej wytrzymać, to wszystko strasznie boli, ale w ani jednej chwili nie
myślałem o tym żeby ją zdradzić. Nigdy czegoś takiego nie zrobiłem i nie
zrobię. Nie pozwala mi na to honor, szacunek do niej i samego siebie. Po
czymś
takim nie mógłbym spojrzeć w lustro. I teraz nie wiem co mam robić. Nie chcę
jej stracić, bo jest dla mnie najwspanialszą osobą na ziemi, ale ona nie
wierzy w żadne moje słowo. Jest ciężko, ale nie poddaje się i walczę. Tylko
nie wiem czy taka walka ma sens skoro ktoś jest święcie przekonany o
zdradzie.
Jednak kiedy się zastanowię nad jej zachowaniem to nawet jestem w stanie ją
zrozumiec. Gdybym ja myślał, że ktoś mnie zdradził i wierzył w to tak jak
ona,
to sam nie wiem jakbym się zachowywał. Oczywiście sama sobie nie mogła
wszystkiego wymyśleć. Mam, a raczej miałem znajomą, którą znam od 15 lat. Po
prostu dobra koleżanka, z którą nigdy nic mnie nie łączyło. Raz pomogła mi
się
wygrzebać z doła. Widywałem się z nią raz na kilka miesięcy, normalne
koleżeńskie spotkanie bez żadnych podtekstów. NIestety moja Pani uznała to za
nienormalne, jak się można z kimś spotykać bez żadnego celu. Później różne
nic
nie znaczące wydarzenia zaczęły ją utwierdzać w tym przekonaniu, aż w końcy
kiedy ją zobaczyła, 4 miesiące temu, wypaliła, że musiałem ją zdradzić. Wtedy
mi powiedziała "albo ja albo ona". Kocham swoją dziewczynę, więc
zrezygnowałem
z tamtej znajmości. NIe jest łatwo, kiedy zna się kogoś 15 lat, ale zrobiłem
to dla niej. Skasowałem numer telefonu, adres e-mail, ale nie byłem w stanie
jej powiedzieć nie kontaktuj się ze mną. Ja przez cztery miesiące ani razu
nie
próbowałem się z nią kontaktować. Pech chciał, że 10 dni temu zadzwoniła do
mnie ta
dziewczyna. Nie wiedziałem, że to ona, bo skąd mogłem wiedzieć skoro
skasowałem jej numer. Niestety była przy tym moja dziewczyna i wszystko już
dla niej było jasne. Skoro do ciebie dzwoni, to się z nią kontaktujesz. I na
nic moje tłumaczenia. Teraz czuję się strasznie, usłyszałem pod swoim adresem
wiele przykrych słów, ale ja najzwyczajniej świecie jestem niewinny. Nikogo
nie zdradziłem. Nie wiem, co mam teraz robić. Mimo, że czuje się okropnie,
potraktowany bez jakiegokolwiek szacunku, to kocham ją i chcę o nią walczyć.
Tylko nie wiem, czy to nie jest walka z wiatrakami. Jeszcze tydzień temu
mówiła, "nie chce cię znać, koniec i kropka", teraz mówi "zastanowię się, ale
nic nie obiecuje". Nie wiem co mam sobie myśleć. Mimo to spotkała się ze mną
dwa razy, rozmawiała, nie wyrzuciła z domu, pisała smsy, nawet się
rozpłakała.
Nie wiem, czy to są promyki nadziei, czy ja chcę, aby były tymi promykami i w
nie wierzę. Nie wiem na ile starczy mi sił, by walczyć i być cierpliwym.


    • Gość: hub Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 23:32
      wszystko wskazuje na to, że to ona cie zdradziła. Wiem wydaje ci się to
      niewyobrażalne co pisze ale, z mojego doświadczenia wszystko na to wskazuje.

      zdradziła cię lub ma takie myśli, projektuje je więc na ciebie, jej
      podświadomość mówi jeżeli ja mogłam albo jeżeli ja mam takie myśli to on
      napewno też. Cały proces jest bardzo ukryty i potyka sie głównie o
      psychologiczny aspekt zazdrości. Otórz najbardziej zazdrośni i podejżliwi są ci
      którzy sami w swojej głowie lub w rzeczywistości dokonują zdrady albo obawiają
      się że ją popełnią, że nie zapanują nad sobą.

      Może będę cyniczny ale spójrz na to z tej strony może ci się coś wyklaruje.
      Osoba, która nie ma w głowie zdrady, nigdy nie wymyśliłaby i oskarżałaby drugą.
      Po zatym ona się wini głęboko za to co zrobiła, więc aby sobie ulżyć zrzuca
      winę na ciebie.

      parę lat temu byłem dokładnie w takiej samej sytuacji, zdradziłem i
      zachowywałem się tak jak ona.

      trzymaj się
      • Gość: jak Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.ostroleka.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 23:44
        To straszne, co piszesz, ale być może prawdziwe. Ja jednak nie jestem w stanie
        uwierzyć, że mogła mi coś podobnego zrobić. Naprawdę miałem i mam w tej sprawie
        pełne zaufanie do niej. Teraz kiedy między nami jest nie najlepiej powiedziała
        mi, że kiedyś jeszcze przede mną kogoś zdradziła i wie jak się w takiej
        sytuacji człowiek zachowuje. I być może właśnie to ją utwierdza w domysłach. A
        może to chodziło o mnie, tylko bardzo ciężko mi się pogodzić z tą myślą.
        • Gość: hub Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 23:54
          Domyślam się, że jest ci ciężko, nie chcę też absolutnie wyrokować w tej
          sprawie.
          przypomina mi to moją sytuację, jak odbitą na ksero.

          Nie wiem jak było w twojej, jednak istnieją takie wewnętrzne mechnizmy
          zachowań, o których psychoanaliza wie od dawna, i które czysto są definiowalne
          i rozpoznawalne, tu działa jej podświadomość, sam widzisz jak irracjonalne są
          jej oskarżenia.

          muszę dodać, że to wcale nie znaczy, że ona cię nie kocha, ona cię bardzo kocha
          dlatego tak to przeżywa. gdybyś był jej obojętny robiłaby to za twoimi placami
          uśmiechając się do ciebie. Ona nie jest wyrafinowana, ma silne poczucie winy i
          tak reaguje. To wszystko bierze się z tego poczucia winy!!

          przytul ją i pogadaj, wakacje niestety sprzyjają zdradom,

          pamiętaj też trudne doświadczenia cementują związek!!

          • Gość: jak Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.ostroleka.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.02, 00:12
            >
            > przytul ją i pogadaj, wakacje niestety sprzyjają zdradom,
            >
            > pamiętaj też trudne doświadczenia cementują związek!!
            >
            Usiłuje rozmawiać. SPotkaliśmy się dwa razy, nie wyrzuciła mnie za drzwi, ale
            specjalnie nie chciała mnie słuchać. Po prostu koniec i już. Twierdzi, że teraz
            nie będzie mogła mi zaufać itd. W moje słowa nie wierzy, po prostu wierzy w to,
            co tylko utwierdza ją w domysłach. Wprawdzie efekty rozmowy są już jakieś, bo
            nie mówi już tylko koniec, ale zastanowię się. Na to drugie potrzebuje jednak
            czasu. Także teraz siedzę jak na szpilkach i czekam. Nawet nie wiem, czy warto
            się tak łudzić.
            • Gość: hub Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.02, 00:28
              Nie tylko ja mam takie spostrzeżenia, że to z nią jest coś nie tak. posłuchaj
              TY jesteś wporządku, nie masz sobie nic do zarzócenia, a dałeś się stłoczyć do
              sytuacji kiedy to ona o wszystkim decyduje, mimo tego iż prawdopodobnie jest
              winna. Masz szansę udowodnić jej że jesteś facetem, nie daj sobą pomiatać z jej
              irracjonalnych pobudek. Jeżeki się poprostu nie wkur..wisz to ona pomyśli, że
              jesteś słaby i może robić z tobą co tylko chce.

              Przede wszystkim przypomnij sobie dokładnie moment , w którym to się zaczeło,
              te jej wymysły, dokładny dzień, i spójrz w kalendarz, co się przed tym
              wszystkim działo, ile dni byliście osobno i w jakich okolicznościach, kojarz
              fakty, a dojdzeisz do tego kiedy mogła cię zdradzić. przyciśnij ją, odwróć
              sytuację, odwróć rolę to ty bądź tym wpienionym bo masz do tego prawo.

              pamiętaj jak ona mówi- już tobie nie ufam, to tak naprawdę mówi już sobie nie
              ufam, jak mówi - ty mnie zdradziłeś, to naprawdę mówi- ja cię zdradziłam, nie
              chcę być z tobą, oznacza nie zasługuję na ciebie. Odwróć sytuację w tym jest
              odpowiedź. czysta psychologia - jak na patelni. to jest jej wołanie, jej
              poczucie winy ją zdradza
    • fnoll Re: Walczyć czy się poddać? 17.09.02, 23:56
      dziwnie cie traktuje twoja "najwspanialsza osoba na ziemi" - skoro ona, bedac
      najwspanialsza, neka cie urojona zdrada, to czy ludzie mniej wspaniali w twoim
      otoczeniu oskarzaja cie o niedokonane gwalty i morderstwa?

      ciezko musi ci byc...

      nie walczyc - uciekac!

      pzdr

      fnoll
      • kwieto Re: Walczyć czy się poddać? 18.09.02, 00:11
        Oby jak najdalej. Zerwac kontakty z przyjaciolmi, tylko dlatego, ze komus
        (chocby nie wiem jak kochanemu) sie cos wydaje? Brrr....
        • fnoll Re: Walczyć czy się poddać? 18.09.02, 00:16
          kwieto napisał:

          > Oby jak najdalej. Zerwac kontakty z przyjaciolmi, tylko dlatego, ze komus
          > (chocby nie wiem jak kochanemu) sie cos wydaje? Brrr....

          czy cos ci wlasnie nie wydaje przypadkiem? ;)
          • kwieto Re: Walczyć czy się poddać? 18.09.02, 00:21
            Przyjaciel, kolezanka, nie ma znaczenia. Ilosc tez nie ma znaczenia. Liczy
            sie fakt wymuszania zerwania kontaku z kims, wylacznie dla widzimisie
            "ukochanej" osoby.
            • Gość: jak Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.ostroleka.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.02, 00:25
              kwieto napisał:

              > Przyjaciel, kolezanka, nie ma znaczenia. Ilosc tez nie ma znaczenia. Liczy
              > sie fakt wymuszania zerwania kontaku z kims, wylacznie dla widzimisie
              > "ukochanej" osoby.
              >
              >
              • kwieto Re: Walczyć czy się poddać? 18.09.02, 00:33
                To znaczy?
                Tez wymagasz od niej, by przestala sie spotykac z niektorymi znajomymi?
                • Gość: jak Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.ostroleka.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.02, 00:38
                  To znaczy tyle, że każdy zdrowo myślący człowiek w takiej sytuacji powinien
                  wszystko rzucić w diabły. A ja jej nie robiłem scen zazdrości o jej znajomych.
                  Przecież zanim się poznaliśmy to przeżyliśmy osobno po 20 kilka lat życia. Więc
                  dlaczego mamy za sobą palić mosty. Też jestem zazdrośnikiem, ale nie
                  chorobliwym. Zazdrość w rozsądnych granicach jest zdrowa dla każdego związku.
                  • kwieto Re: Walczyć czy się poddać? 18.09.02, 00:46
                    No wlasnie, nigdy nie rozumialem co to jest "zazdrosc w rozsadnych
                    granicach". Zazdrosc to zazdrosc, a stopien jej "zaawansowania" nie ma
                    znaczenia? To zreszta temat na inna rozmowe :")

                    Pytanie, czy wlasciwie chcesz w imie milosci (jakkolwiek rozumianej) tej
                    dziewczyny rezygnowac stopniowo z wszelkich kontaktow z damska czescia
                    swoich znajomych? I czy chcesz zyc posrod ciaglych tlumaczen i
                    udowadniania, ze nie jestes "wielbladem"?

                    Kochanie kochaniem, ale kocha sie przeciez CALA osobe, wraz z jej
                    zazdroscia. I trzeba ja albo z ta zazdroscia polubic, albo po prostu szukac
                    sobie kogos innego. Jest szansa, ze dana osoba w imie milosci do Ciebie
                    zrobi cos ze swoja zazdroscia, ale w tej sytuacji ktora opisujesz - raczej
                    nikla.
                    • Gość: jak Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.ostroleka.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.02, 00:53
                      kwieto napisał:

                      > No wlasnie, nigdy nie rozumialem co to jest "zazdrosc w rozsadnych
                      > granicach". Zazdrosc to zazdrosc, a stopien jej "zaawansowania" nie ma
                      > znaczenia? To zreszta temat na inna rozmowe :")
                      >
                      > Pytanie, czy wlasciwie chcesz w imie milosci (jakkolwiek rozumianej) tej
                      > dziewczyny rezygnowac stopniowo z wszelkich kontaktow z damska czescia
                      > swoich znajomych? I czy chcesz zyc posrod ciaglych tlumaczen i
                      > udowadniania, ze nie jestes "wielbladem"?
                      >
                      > Kochanie kochaniem, ale kocha sie przeciez CALA osobe, wraz z jej
                      > zazdroscia. I trzeba ja albo z ta zazdroscia polubic, albo po prostu szukac
                      > sobie kogos innego. Jest szansa, ze dana osoba w imie milosci do Ciebie
                      > zrobi cos ze swoja zazdroscia, ale w tej sytuacji ktora opisujesz - raczej
                      > nikla.
                      >
                      >
                      • kwieto Re: Walczyć czy się poddać? 18.09.02, 00:57
                        Skoro tak, to probuj. Choc ja odradzam wszystko co wymuszaloby
                        gwalcenie swojej osobowosci, by dostosowac sie pod czyjes dyktando.
                        A troche tym mi opisywana przez Ciebie sytuacja "pachnie"
            • Gość: unknown10 Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.travelers.com 18.09.02, 00:33
              jak,
              byc moze Ona w ktoryms tam momencie z jakichs sobie tylko znanych powodow
              postanowila zerwac znajomosc z Toba i te wszystkie "zbiegi okolicznosci"
              wykorzystuje do swojego celu, czyli wlasnie zerwania z Toba.
              Gdyby mialo byc inaczej to dlaczego ona nie slucha zadnych Twoich wyjasnien,
              nie probuje sie dowiedziec czy zdrada naprawde miala miejsce (przeciez moze
              porozmawiac rowniez z tamta dziewczyna, zakladajac ze tamta jest prawdomowna)
              tylko sie upiera przy swoim?
              Czy nie wyglada to na manipulacje z jej strony?
              Na wszelki wypadek przygotuj sie emocjonalnie do zakonczenia tej znajomosci i
              zycze Ci pomyslnego rozwiazania tego sercowego dylematu/dramatu.
              u
              • Gość: jak Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.ostroleka.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.02, 00:47
                > jak,
                > byc moze Ona w ktoryms tam momencie z jakichs sobie tylko znanych powodow
                > postanowila zerwac znajomosc z Toba i te wszystkie "zbiegi okolicznosci"
                > wykorzystuje do swojego celu, czyli wlasnie zerwania z Toba.
                > Gdyby mialo byc inaczej to dlaczego ona nie slucha zadnych Twoich wyjasnien,
                > nie probuje sie dowiedziec czy zdrada naprawde miala miejsce (przeciez moze
                > porozmawiac rowniez z tamta dziewczyna, zakladajac ze tamta jest
                prawdomowna)
                > tylko sie upiera przy swoim?
                > Czy nie wyglada to na manipulacje z jej strony?
                > Na wszelki wypadek przygotuj sie emocjonalnie do zakonczenia tej znajomosci
                i
                > zycze Ci pomyslnego rozwiazania tego sercowego dylematu/dramatu.
                > u

                W to nie wierzę, a może nie chcę wierzyć.
                Ja nie chcę jej demonizować ani zrzucać całej winy na nią. Zanim zacznie się
                kogoś oskarżać należy spojrzeć na samego siebie. Nie robię z siebie aniołka,
                który był zawsze dla niej dobry. Każdy popełnia błędy i ja takie też robiłem,
                ale nigdy nie byłbym w stanie posunąć się do zdrady. Początek naszego związku w
                moim wykonaniu był dosyć luźny. Po prostu potrzebowałem więcej czasu od niej,
                aby się zaangażować. Kiedy ona była już zakochana u mnie uczucie jeszcze nie
                paliło się pełnym blaskiem. Zdarzało mi się ją traktować nie najlepiej. Kiedy
                jednak i ja poczułem, że to jest właśnie to zmieniłem swój stosunek do niej
                kompletnie. Jednak i wtedy zdarzały się różne momenty, a to lepsze piwko z
                kolegami niż spotkanie z nią i takie tam duperele. Ja jednak z każdego swojego
                błędu wyciągałem wnioski i żaden z nich nie powtórzył się ponownie. Mimo
                wszystko dawałem jej jakieś powody do myślenia o mnie w taki a nie inny sposób.
                Do tego dochodzi jej chorobliwa zazdrość i niska samoocena. I właśnie dla mnie
                to ostatnie wydaje się być najlepszym wytłumaczeniem. Po prostu ona panicznie
                boi (bała) się mnie stracić i wymyślała sobie wszystkie dziwne historie. Mój
                ciężki charakter, momentami nazbyt egoistyczny, także dorzucił swoje trzy
                grosze. Ja przez ostatnie dni bardzo wiele myślałem o tym i chciałbym
                ponaprawiać to co wcześniej popsułem. Ale pytanie czy ona będzie chciała
                jeszcze mi zaufać. Bo to nie jest już nasza pierwsza kłótnia i większość z nich
                to ja powodowałem.
                • carduus Re: Walczyć czy się poddać? 18.09.02, 10:05
                  Ta sytuacja to chyba dokładnie ta sama, co z wątku pt: "Rozstanie - banalne, aż
                  boli" (wypowiedzi niejakiego kolo). Tam życzyłam Ci wytrwałości, ale tutaj
                  przedstawiłeś sprawę w nieco bardziej dramatyczny sposób. I choć trudno mi
                  uwierzyć w to, że to ona Cię zdradziła i dla tego tak się zachowuje (choć mogę
                  się mylić, są na niebie i ziemi rzeczy... itd.) to możliwość, o której mówił(a)
                  unknown10, wydaje mi się prawdopodobna. Może ona naprawdę chce odejść,
                  zakończyć ten związek (sam napisałeś, że nie był sielankowy). Zapytaj ją o to
                  wprost. Może czymś się zdradzi.
                  Tylko pamiętaj, że jeśli tak, to ma prawo to zrobić. Kochać to znaczy także
                  pozwolić odejść. Nie stosuj szantażu emocjonalnego. W moim otoczeniu jest para,
                  która nie rozstała się, pomimo, że jedna ze stron tego chciała. Druga (ona)
                  nie mogła się z tym pogodzić. Wpadła w ciężką depresję. Była świetna w
                  szantażowaniu go (choć nie robiła tego ze złej woli). On z nią jest. Z litości.
                  Nie są szczęśliwi oboje.
                  • Gość: unknown10 Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.travelers.com 18.09.02, 20:50
                    jak,
                    napisales, ze sie klociliscie i ze przewaznie Ty byles katalizatorem tych
                    klotni. Wiec o co sie klociliscie? Wiesz, bardzo czesto pod klotniami
                    o "materialne" sprawy kryja sie zupelnie nieuswiadomione motywy, np. chec
                    kontrolowania czy dominowania nad druga osoba. Czy zastanawiales sie nad
                    przyczyna waszych klotni? Jakie zdarzenia/sytuacje powodowaly, ze wywolywales
                    klotnie? I dlaczego klotnie a nie rozmowy?
                    U
                    pzdr
                    • Gość: jak Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 19.09.02, 09:23
                      Gość portalu: unknown10 napisał(a):

                      > jak,
                      > napisales, ze sie klociliscie i ze przewaznie Ty byles katalizatorem tych
                      > klotni. Wiec o co sie klociliscie?

                      Chodziło o to, że ja wolałem iść z kolegami na piwo niż z nią przebywać. Na
                      różnych imprezach kiedy sobie trochę wypiłem to potrafiłem robić jej różne
                      sceny. Czasami, zwłaszcza na poczatku znajomości, mogła odbierać to, że mi aż
                      tak bardzo nie zależy jak jej.
                      *************
                      Wiesz, bardzo czesto pod klotniami
                      > o "materialne" sprawy kryja sie zupelnie nieuswiadomione motywy, np. chec
                      > kontrolowania czy dominowania nad druga osoba.
                      Czy zastanawiales sie nad
                      > przyczyna waszych klotni? Jakie zdarzenia/sytuacje powodowaly, ze
                      wywolywales
                      > klotnie? I dlaczego klotnie a nie rozmowy?
                      > U
                      > pzdr

                      Jeśli chodzi o kłotnie, a nie rozmowy, to dlatego, iż ona nie jest z tych co
                      rozmawiają. Obojętnie jaki miała problem to się zamykała w sobie i sama o
                      wszystkim dumała. To był jeden z błędów jakie popełnialiśmy i teraz wychodza
                      tego konsekwencje. Moimi błędami było również to, iż czasami ją okłamywałem,
                      ale w takim sensie, że nie wiem dlaczego, myślałem, iż kłamstwo tylko nam
                      pomoże. Przez to traciłem zaufanie w jej oczach. Bo przecież wiadomo, iż
                      lepsza najgorsza prawda niż najmniejsze kłamstwo. Naprawdę nie potrafię
                      wytłumaczyć dlaczego tak robiłem. Po prostu bałem się jej reakcji i tego, że
                      znów sie będziemy kłócić. Teraz mam za swoje.

                      Zresztą tak na marginesie sytuacja wracała powoli do normy. Emocje zaczęły
                      opadać i ja jak ten głupi wszystko zawaliłem. Wczoraj wieczorem rozmawialiśmy
                      przez telefon i znów oszukałem, bo nie powiedziałem, że ide z kumplem do
                      knajpy. Naprawdę nie potrafię racjonalnie tego wytłumaczyć dlaczego zacząłem
                      coś kręcić zamiast najzwyczajniej powiedzieć, że idę z nim na piwko pogadać.
                      Po prostu bałem się, że się zaraz znów wścieknie i mozolnie budowany od dwóch
                      tygodni zaufanie legnie w gruzach. No i legło. Teraz to już na pewno będzie
                      koniec.

                      • Gość: carduus kłamstwa i kłamstewka IP: 10.30.1.* 19.09.02, 15:46
                        No wiesz... To chyba rzeczywiście nie ma się czemu dziwić. A ta szopka ze
                        zdradą to chyba naprawdę tylko pretekst.
                        I zaczynam rozumiec tę dziewczynę. Jeżeli nawet wtedy, kiedy związek się wali,
                        kiedy tak wiele zależy od tego, czy powiesz prawdę, Ty znowu kłamiesz, to jak
                        ona może się spodziewać, że gdy Ci wybaczy nie będziesz kłamał? Jeżeli nawet w
                        takiej chwili nie umiesz zdobyć się na mowienie prawdy, jeżeli klamiesz także w
                        drobiazgach, bez sensu, bez znaczenia, to problem jest w Tobie, a nie w niej. I
                        gdybym mogła jej poradzić powiedziałabym zwiewaj dziewczyno, gdzie pieprz
                        rośnie, byle dalej od faceta, który sposobem na życie uczynił łgarstwo.
                        Dobry związek nie istnieje bez zaufania. Pokazałeś jej bardzo wyraźnie, że nie
                        można Ci ufać. Jeżeli rzeczywiście ją kochasz, pozwól jej odejść.
                        A potem zabierz się za siebie i zrób porządek z tą skłonnością do kłamstwa.
                        • Gość: jak Re: kłamstwa i kłamstewka IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 20.09.02, 10:04
                          Ja zdaję sobie sprawę, że to w jej oczach tak wygląda. Wiem, że sam sobie
                          wbiłem nóż w plecy, ale nie jestem w stanie tego racjonalnie wyłumaczyć
                          dlaczego tak się zachowuję. Jest to bezsprzecznie mój problem, do którego się
                          przyznaję i się nie wypieram. Jednak nigdy w życiu nie starałem się kierować
                          kłamstwem jak drogą do osiągnięcia celu. Nie miałem powodów i potrzeb, aby ją
                          okłamywac. Nienawidze krzywdzić ludzi, a zwłaszcza tych których kocham i są
                          bliscy mojemu sercu. Jestem jednak pewien, że gdyby nie jej skłonności do
                          przesadnego wymyślania sobie różnych sytuacji nie zrobiłbym tego. Po prostu w
                          każdej kryzysowej sytuacj ja wpadałem w panikę, że mogę ją utracić. Oblatywał
                          mnie zimny strach, panikowałem, nie zachowywałem się normalnie i mówiłem inne
                          rzeczy, a nie takie, o których rzeczywiście myślałem. To nie jest normalne
                          zachowanie, ale ja mam taki dziwny charakter. Kiedy ona zaczynała świrować, to
                          ja zamiast powiedzieć - kobieto ochłoń, przestań sobie wymyślać - starałem się
                          wytłumaczyć wszystko rozmową i to ją utwierdzało w przekonaniu, że to moja
                          wina, bo się tłumaczę. I nie jest też tak, że nasze wspólne życie ograniczało
                          się tylko do kłótni. Ich było naprawdę niewiele, a że ostatnio się nasiliły to
                          już inna sprawa. Po prostu za mało ze sobą rozmawialiśmy.
                          Ja naprawdę nie zrzucam winy na nią. Moim zdaniem sami doprowadziliśmy się do
                          takiej sytuacji. Ona wpadała w paranoje, a z obawy o jej reakcję sam
                          zaczynałem się zachowywać jak człowiek niespełna rozumu. Już wcześniej
                          wspominałem, że jej zachowania są wynikiem niskiej samooceny. Przez to
                          obawiała się, że może mnie stracić i nie mogła uwierzyć, że ją naprawdę kocham
                          i mi na niej zależy. Ja jednak nigdy nie rozmawiałem z nią na ten temat, bo
                          nie chciałem jej sprawiać przykrości. Teraz zarzuca mi egoizm, ale wydaje mi
                          się, że to właśnie ona jest bardziej egoistyczna w tej sytuacji. Ja jestem w
                          stanie spojrzeć na to z jej strony, pomyśleć co ona czuje i ją bardzo dobrze
                          rozumiem. Ona jednak jest święcie przekonana, że wszystko jest moją winę i
                          nawet nie może się zdobyć na odwagę, aby spróbować pomyśleć co ja czuję. Każdy
                          zamiast zacznie oskarżać inną osobę powinien się najpierw zastanowić - a co
                          złego ja zrobiłem, jak zawiniłem w tej sutuacji. Naprawdę jestem świadomy
                          swoich błędów, wcześniej pisałem, że wyciągałem z nich wnioski. Chciałbym
                          otrzymać jeszcze jedną szansę od losu, aby spróbować wszystko naprawić. Ale to
                          nie może być tylko moja chęć naprawiania. Jeśli będzie mi to dane, to muszę
                          powiedzieć jej to, co tutaj napisałem. O jej zachowaniach, swoich, którymi
                          sami się doprowadziliśmy do takiego stanu. Teraz oboje cierpimy, czujemy się
                          się zranieni, rozgoryczeni. Najgorsze jest to, że wciąż się oboje kochamy. NIe
                          wiem czy kiedy emocje opadną i spadnie z jej oczów zasłona, która teraz
                          przesłania jej wszystko co było dobre, będzie szansa na naprawienie tego.
                          Bardzo bym tego pragnął. Oczywiście taki związek musiałby funkcjonować na
                          innych zasadach. Ale gdybym w to tak głęboko nie wierzył, że się uda, to bym
                          sobie odpuścił. Ja naprawdę nie chcę jej krzywdzić. Pragnę tylko naszego
                          szczęścia. Wiem, że mogę zrobić jeszcze dużo, aby sytuacja była lepsza. Nie
                          wiem czy powinienem się łudzić czymkolwiek. Teraz potrzeba nam czasu, który
                          może być najlepszym lekarstwem. Ja jednak juz mam ochotę jechać do niej i
                          wszystko wyjaśniać.
                          • Gość: carduus Re: kłamstwa i kłamstewka IP: 10.30.1.* 20.09.02, 10:52
                            Gość portalu: jak napisał(a):

                            Nienawidze krzywdzić ludzi, a zwłaszcza tych których kocham i są
                            > bliscy mojemu sercu.
                            *******************
                            Nienawidzisz tego robić, a jednak to robisz. Albo jest tu sprzeczność, albo
                            robisz to wbrew sobie.

                            Jestem jednak pewien, że gdyby nie jej skłonności do
                            > przesadnego wymyślania sobie różnych sytuacji nie zrobiłbym tego.
                            **************
                            Słuchaj, to już chyba próba przerzucenia na nią choćby części odpowiedzialności
                            za Twoje kłamstwa. Gdyby była inna, to bym nie kłamał. A to chyba nie tak
                            powinno być.

                            Po prostu w
                            > każdej kryzysowej sytuacj ja wpadałem w panikę, że mogę ją utracić. Oblatywał
                            > mnie zimny strach, panikowałem, nie zachowywałem się normalnie i mówiłem inne
                            > rzeczy, a nie takie, o których rzeczywiście myślałem. To nie jest normalne
                            > zachowanie, ale ja mam taki dziwny charakter.
                            ***************
                            Zgoda, masz taki dziwny charakter. Ale to nie uprawnia Cię, do tego, żebyś
                            wymagał od niej, że ona to ma wytrzymywać. Jak może Ci ufać, choćby w kwestii
                            zdrady ( pomijając jej rzeczywistą, czy tez wyimaginowaną chorobliwą zazdrość),
                            skoro nie jesteś w stanie powiedzieć jej prawdy nawet wtedy, gdy chodzi o taki
                            banał jak wyjście z kumplem na piwo? Nie możesz wymagać, żeby darzyła Cię
                            zaufaniem, skoro wciąż na nowo to zaufanie burzysz. Sam nie pozwalasz jej na
                            to, żeby choć spróbowała.

                            Już wcześniej
                            > wspominałem, że jej zachowania są wynikiem niskiej samooceny. Przez to
                            > obawiała się, że może mnie stracić i nie mogła uwierzyć, że ją naprawdę
                            kocham
                            > i mi na niej zależy. Ja jednak nigdy nie rozmawiałem z nią na ten temat, bo
                            > nie chciałem jej sprawiać przykrości.
                            ****************
                            Jak to nie chciałeś jej sprawić przykrości? Zapewnienia o miłości miałyby
                            sprawić jej przykrość? Czegoś tu nie rozumiem.

                            Każdy
                            > zamiast zacznie oskarżać inną osobę powinien się najpierw zastanowić - a co
                            > złego ja zrobiłem, jak zawiniłem w tej sutuacji.
                            **************
                            Słuchaj, coś mi się wydaje, że jedyną jej wina jest to, że przestała ci ufać (a
                            to plus jej niska samoocena zaowocowały podejrzeniami o zdradę). A przestała Ci
                            ufać, bo sam ją do tego zmusiłeś. Sam pokazałeś jej, że ufać Ci nie należy.

                            Naprawdę jestem świadomy
                            > swoich błędów, wcześniej pisałem, że wyciągałem z nich wnioski.
                            ***************
                            Obawiam się, że to nic całkiem tak. Gdybyś rzeczywiście wyciągał wniosku ze
                            swoich błędów nie okłamywałbyś jej raz po raz.


                            NIe
                            > wiem czy kiedy emocje opadną i spadnie z jej oczów zasłona, która teraz
                            > przesłania jej wszystko co było dobre, będzie szansa na naprawienie tego.
                            **************
                            Ja tez nie wiem. Wiem za to jedno: nie potrafiłabym życ z człowiekiem, któremu
                            nie mogłabym ufać. A z zaufaniem niestety jest tak, że raz zniszczone bardzo
                            rzadko udaje się odbudować. I nigdy nie trwa to szybko. Nie wiadomo, czy ona
                            będzie chciała dać Ci tyle czasu.


                            > Bardzo bym tego pragnął. Oczywiście taki związek musiałby funkcjonować na
                            > innych zasadach. Ale gdybym w to tak głęboko nie wierzył, że się uda, to bym
                            > sobie odpuścił. Ja naprawdę nie chcę jej krzywdzić. Pragnę tylko naszego
                            > szczęścia. Wiem, że mogę zrobić jeszcze dużo, aby sytuacja była lepsza. Nie
                            > wiem czy powinienem się łudzić czymkolwiek. Teraz potrzeba nam czasu, który
                            > może być najlepszym lekarstwem. Ja jednak juz mam ochotę jechać do niej i
                            > wszystko wyjaśniać.
                            **************
                            No cóż. Życzę powodzenia. Tobie i Jej.

                            carduus
                            • Gość: jak Re: kłamstwa i kłamstewka IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 20.09.02, 12:01
                              > Nienawidzisz tego robić, a jednak to robisz. Albo jest tu sprzeczność, albo
                              > robisz to wbrew sobie.
                              >
                              Zgadzam się, że to tak wygląda. Wg mnie jest to sprzeczność. Ja w niektórych
                              sytuacjach reaguje nazbyt impulsywnie, nie zastanawiam sie na konsekwencjami i
                              dosłownie po pięciu minutach dochodzi do mnie co zrobiłem. Jest zła cecha, z
                              którą muszę sobie radzić i próbuje to robić.
                              > **************
                              > Słuchaj, to już chyba próba przerzucenia na nią choćby części
                              odpowiedzialności
                              >
                              > za Twoje kłamstwa. Gdyby była inna, to bym nie kłamał. A to chyba nie tak
                              > powinno być.

                              Za swoje kłamstwa odpowiadam ja sam. Żałuje ich cholernie. Ale zdawało mi się,
                              co wydać się może chore i niezrozumiałe, że tak być lepiej dla nas (nie dla
                              mnie!).
                              > ***************
                              > Zgoda, masz taki dziwny charakter. Ale to nie uprawnia Cię, do tego, żebyś
                              > wymagał od niej, że ona to ma wytrzymywać. Jak może Ci ufać, choćby w
                              kwestii
                              > zdrady ( pomijając jej rzeczywistą, czy tez wyimaginowaną chorobliwą
                              zazdrość),
                              >
                              > skoro nie jesteś w stanie powiedzieć jej prawdy nawet wtedy, gdy chodzi o
                              taki
                              > banał jak wyjście z kumplem na piwo? Nie możesz wymagać, żeby darzyła Cię
                              > zaufaniem, skoro wciąż na nowo to zaufanie burzysz. Sam nie pozwalasz jej na
                              > to, żeby choć spróbowała.

                              Zdaję sobie z tego sprawę. Wiem, że dawałem jej w ręce argumenty tak silne,
                              aby mi nie wierzyła. Może to wyda się głupie, ale ja autentycznie nie zdawałem
                              sobie sprawy z konsekwencji tego. Zgadzam się, że nie mogę od niej wymagać,
                              aby mi ufała. Taki też jestem, że dopiero w kryzysowych sytuacjach zaczynam
                              się zastanawiać nad swoim zachowaniem. O to mogę mieć pretensję tylko do
                              siebie. Chciałbym to zmienić i jestem pewien, że mogę to osiągnąć, ale czy nie
                              jest już za późno?
                              *******************
                              > ****************
                              > Jak to nie chciałeś jej sprawić przykrości? Zapewnienia o miłości miałyby
                              > sprawić jej przykrość? Czegoś tu nie rozumiem.
                              *******************
                              O swojej miłości mówiłem jej i starałem się to udowadniać na każdym kroku.
                              Natomiast nie rozmawiałem z nią o jej wymysłach, o złych cechach charakteru,
                              które ja dostrzegałem. W tym przypadku było mi ciężko powiedzieć o tym, bo
                              myślałem, że sprawię jej przykrość. Ona zresztą kiedyś mi powiedziała, że nie
                              mówiła mi też o pewnych cechach mojego charakteru, bo nie chciala mnie ranić.
                              > **************
                              > Słuchaj, coś mi się wydaje, że jedyną jej wina jest to, że przestała ci ufać
                              (a to plus jej niska samoocena zaowocowały podejrzeniami o zdradę). A
                              przestała Ci ufać, bo sam ją do tego zmusiłeś. Sam pokazałeś jej, że ufać Ci
                              nie należy.

                              No tak, ale jeśli się zastanowię kiedy mi przestała ufać, to dokładnie od
                              momentu wymyślenia sobie zdrady. I jaki ja miałem wpływ na to, żaden. Nigdy
                              wcześniej jej nie oszukiwałem. Późniejsza podejrzliwość na każdym kroku
                              powodowała, że cokolwiek ja mówiłem i tak ona traktowała za nieprawdę. A ja
                              jej nie chciałem, nie miałem powodów i zamiarów oszukiwać, bo pragnąłem jej
                              szczęścia. Kłamstewka zaczęły się później, kiedy ja już zaczynałem panicznie
                              reagować na każdą kłótnię i jej konsekewncje. Ale o swych uczuciach nigdy jej
                              nie oszukałem.
                              > ***************
                              > Obawiam się, że to nic całkiem tak. Gdybyś rzeczywiście wyciągał wniosku ze
                              > swoich błędów nie okłamywałbyś jej raz po raz.

                              To nie jest okłamywaniu raz po raz. Sobie mam do zarzucenia dwa kłamstwa. O
                              jednym wspominałem, drugie miało miejsce dwa tygodnie wcześniej. Więc na
                              jakiej podstawie mie nie ufała wcześniej, skoro autentycznie byłem z nią
                              szczery do bólu. Nie potrafię tego zrozumieć.
                              > **************
                              > Ja tez nie wiem. Wiem za to jedno: nie potrafiłabym życ z człowiekiem,
                              któremu nie mogłabym ufać. A z zaufaniem niestety jest tak, że raz zniszczone
                              bardzo
                              > rzadko udaje się odbudować. I nigdy nie trwa to szybko. Nie wiadomo, czy ona
                              > będzie chciała dać Ci tyle czasu.

                              Jestem tego świadomy. Ale ja naprawdę nigdy nie chciałem jej oszukiwać.
                              Powiedz mi jako kobieta - jeśli kogoś bardzo kochałaś (kochasz) i mimo, że
                              zaufanie zostało mocno nadszarpnięte, to chciałabyś jednak, aby twój facet
                              jeszcze starał się o to zabiegać i walczyć o ciebie. Czy jednak nie była byś w
                              stanie spróbować mu zaufać, pozwolić ponaprawiać, mimo, że ma to długo trwac.
                              Czy byłabyś w stanie wszystko co było wcześniej przekreślić? Czy dla ciebie
                              byłoby to marnowanie czasu?
    • Gość: carduus Re: Walczyć czy się poddać? IP: 10.30.1.* 20.09.02, 12:32
      Zgadzam się, że to tak wygląda. Wg mnie jest to sprzeczność. Ja w niektórych
      sytuacjach reaguje nazbyt impulsywnie, nie zastanawiam sie na konsekwencjami i
      dosłownie po pięciu minutach dochodzi do mnie co zrobiłem.

      Była tu mowa o kłamstwach. Nie kłamie się impulsywnie. Trzeba się zastanowić,
      wymysleć takie kłamstwo, które ma pozory prawdy, bo inaczej nie spełni swojej
      roli. Nie można kłamać impulsywnie.


      O swojej miłości mówiłem jej i starałem się to udowadniać na każdym kroku.
      Natomiast nie rozmawiałem z nią o jej wymysłach, o złych cechach charakteru,
      które ja dostrzegałem. W tym przypadku było mi ciężko powiedzieć o tym, bo
      myślałem, że sprawię jej przykrość. Ona zresztą kiedyś mi powiedziała, że nie
      mówiła mi też o pewnych cechach mojego charakteru, bo nie chciala mnie ranić.

      Moim zdaniem, nie tędy droga. Nie chodzi o to, żeby nie mówić o wadach
      partnera, ale by mówić o nich nie raniąc go, spokojnie, rzeczowo, ze
      zrozumieniem.

      > **************

      No tak, ale jeśli się zastanowię kiedy mi przestała ufać, to dokładnie od
      momentu wymyślenia sobie zdrady.
       Tu weź pod uwagę, że możesz nie być obiektywny. Zapytaj ja może (jeżeli
      jeszcze z Tobą rozmawia)?

      To nie jest okłamywaniu raz po raz. Sobie mam do zarzucenia dwa kłamstwa.
       Słuchaj, piszesz, że "kłamstewka się zaczęły", co sugeruje, że zaczęły się i
      trwały, trwały, trwały...A potem, że zdarzyły Ci się raptem dwa. No to jak to
      naprawdę było?

       Jestem tego świadomy. Ale ja naprawdę nigdy nie chciałem jej oszukiwać.
      Powiedz mi jako kobieta - jeśli kogoś bardzo kochałaś (kochasz) i mimo, że
      zaufanie zostało mocno nadszarpnięte, to chciałabyś jednak, aby twój facet
      jeszcze starał się o to zabiegać i walczyć o ciebie. Czy jednak nie była byś w
      stanie spróbować mu zaufać, pozwolić ponaprawiać, mimo, że ma to długo trwac.
      Czy byłabyś w stanie wszystko co było wcześniej przekreślić? Czy dla ciebie
      byłoby to marnowanie czasu?

      Ja nie potrafię sobie wyobrazić życia bez mojego męża. Nigdy mnie nie oszukał
      (albo zrobił to tak dobrze, że się nie wydało)). Ale myślę, że gdyby nagle to
      się stało, to przez wzgląd na to, jak dobrze było nam było wcześniej, jak udany
      był nasz związek, próbowałabym zaufać mu na nowo. Ale po pierwsze ja to nie
      Twoja dziewczyna, a po drugie nie wiem czy Wasz związek był z jej punktu
      widzenia również tak udany jak się Tobie wydaje. To czy ona zechce ryzykować
      zależy od tego, jak ocenia to co miedzy Wami było. Czy warto, czy nie. To
      zależy od niej.
      Jeżeli jednak zechce, to - na litość Boską - nie kłam nigdy więcej! Choćby nie
      wiem co. Sam napisałeś, że najgorsza prawda lepsza od kłamstwa.

      carduus
      • Gość: jak Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 20.09.02, 13:36
        > Była tu mowa o kłamstwach. Nie kłamie się impulsywnie. Trzeba się
        zastanowić,
        > wymysleć takie kłamstwo, które ma pozory prawdy, bo inaczej nie spełni
        swojej
        > roli. Nie można kłamać impulsywnie.

        Źle to ująłem. Chodzi mi o moje impulsywne zachowanie, w czasie których pod
        wpływem złości i nerwów wygaduje różne głupstwa. I nie chodzi tutaj tylko o
        nią. Kiedy się zdenerwuje, to potrafie wygadywać różne głupstwa, kłamstwa,
        złośliwości, do każdego. W takiej chwili ja nie zastanawiam się nad
        konsekwencjami swoich słów. Nie potrafię na chłodno ocenić sytuacji i
        zareagować właściwie. To straszne, ale staram się z tym walczyć.
        >
        >
        > Moim zdaniem, nie tędy droga. Nie chodzi o to, żeby nie mówić o wadach
        > partnera, ale by mówić o nich nie raniąc go, spokojnie, rzeczowo, ze
        > zrozumieniem.

        Faktycznie. Tydzień przed naszą kłótnią mieliśmy taką rozmowę. Spokojnie bez
        nerwów tłumaczyłem jak ona reaguje na pewne sytuacje i starałem się
        wytłumaczyć, aby tak nie reagowała. Nie denerwowała się z byle powodu i nie
        wymyślała sobie tych wszystkich historii. Powiedziałem również, aby mi
        zwracała uwagę na jakieś moje zachowania, zamiast się obrażać i dwa dni się
        nie odzywać. Sami się wówczas nakręcaliśmy i nasza rozmowa polegała na
        licytowanie się, kto komuś przyślę gorszego smsa. Sama kilka dni temu
        napisałaś mi, że dobrze, że staram się ją zrozumieć i nie unoszę się honorem.
        I dokładnie tak reaguje. Ja się staram ją zrozumieć i rozumiem, spokojnie
        wszystko przemyśleć, wyciągnąć wnioski i wdrożyć je w życie. Ona niestety
        broni się przed takim zachowaniem, z góry wydaje na mnie wyrok i nie jest w
        stanie pomyśleć jak ja się czuję.

        > > **************
        >

        >  Tu weź pod uwagę, że możesz nie być obiektywny. Zapytaj ja może (jeżel
        > i
        > jeszcze z Tobą rozmawia)?

        Może nie jestem obiektywny. Ale gdybym wiedział, że coś jest nie tak, to na
        pewno bym zauważył. Ja jej nie dawałem powodów, aby mi nie miała wierzyć.
        Spytałem się jej kiedy mi przestała ufać, ale mi nie odpowiedziała.

        +++++++++++++++++
        >  Słuchaj, piszesz, że "kłamstewka się zaczęły", co sugeruje, że zaczęły
        > się i
        > trwały, trwały, trwały...A potem, że zdarzyły Ci się raptem dwa. No to jak
        to
        > naprawdę było?

        Naprawdę sobie nie mam nic do zarzucenia, nie okłamywałem jej. Napisze ci tak,
        nasze kłótnie praktycznie były nieobecne przez niemal rok. Dziesięć miesięcy
        pozostawałem bez pracy, miałem straszny dół z tego powodu, zaciągnięty kredyt
        w banku. Siedziałem wtedy prawie cały czas w domu, załamany i jedyną radością
        mojego życia była ona. Naprawdę gdyby nie ona, to bym oświrował i sie załamał.
        Strasznie mi wówczas pomogła, wierzyła we mnie. Dlatego tak ciężko mi teraz
        myśleć, że ją straciłem. Każdemu życzyłbym, aby miał taką drugą połowę. Piszę
        ci po to, żeby pokazać, iż wtedy w ogólne nie robiła mi żadnych scen
        zazdrości. A takie sytuację zdarzały się, kiedy miałem pracę. Dzwoniła
        koleżanka z pracy w celach zawodowych, a ona mi słała docinki na ten temat. Ja
        nie miałem żadnych powodów i zamiarów, aby ją oszukiwać.
        Kiedy po 10 miesiącach znalazłem pracę, w czerwcu, od razu zaczęły się znów
        jakieś podejrzenia, wymyślane sceny. Ja miałem tego dość i wtedy zaczynałem
        kombinować, co powiedzieć, aby było dla nas jak najlepiej, aby się nie kłócić.
        Wiem, że moje zachowanie było nieracjonalne, ale byłem święcie przekonany, że
        dla nas ma być lepiej.
        ++++++++++++
        > Ja nie potrafię sobie wyobrazić życia bez mojego męża. Nigdy mnie nie
        oszukał
        > (albo zrobił to tak dobrze, że się nie wydało)). Ale myślę, że gdyby na
        > gle to
        > się stało, to przez wzgląd na to, jak dobrze było nam było wcześniej, jak
        udany
        >
        > był nasz związek, próbowałabym zaufać mu na nowo. Ale po pierwsze ja to nie
        > Twoja dziewczyna, a po drugie nie wiem czy Wasz związek był z jej punktu
        > widzenia również tak udany jak się Tobie wydaje. To czy ona zechce
        ryzykować
        > zależy od tego, jak ocenia to co miedzy Wami było. Czy warto, czy nie. To
        > zależy od niej.
        > Jeżeli jednak zechce, to - na litość Boską - nie kłam nigdy więcej! Choćby
        nie
        > wiem co. Sam napisałeś, że najgorsza prawda lepsza od kłamstwa.

        Naprawdę jestem przekonany, że mimo wszystko ona była ze mną szczęśliwa.
        Naprawdę jeśli zapomnę o złych momentach, których nie było wcale dużo, to nasz
        związek był wspaniały. I to nie są moje domysły, co do jej uczuć, bo ona sama
        mi o tym mówiła i okazywała jak jest szczęśliwa i zakochana. To samo mówili
        ludzie, którzy ją znali dłużej ode mnie, że nigdy wcześniej tak się nie
        zachowywała i okazywała swojej miłości.
        Jeśli chodzi o moje kłamstwa, to nawet nie wyobrażasz sobie jak wielkie mogę
        mieć wyrzuty sumienia i jak mi jest z tym ciężko. Z powodu tego, że zrobiłem
        to osobie, którą kocham i na której mi zależy. Autentycznie jest mi z tego
        powodu okropnie i jestem pewien, że nigdy więcej czegoś takiego nie zrobię.
    • heti Re: Walczyć czy się poddać? 20.09.02, 13:05
      Po przeczytaniu Twoich piewrszych maili pomyślałam, ze Twoja dziewczyna to
      histeryczka , ale w świetle tego co napisałeś o sobie i swoich kłamstawach,
      musze przyznac, że rozumiem Twoja dziewczynę. Sama byłam w podobnym związku
      ponad 4 lata. Były jego kłamstwa, podobne do Twoich. Tyle ze klamstwo ma
      krótkie nogi i awantura gotowa, gdy wychodzi ona na jaw.To niszczy zwiazek i
      podwaza zaufanie. Skoro pare razy okazało sie ze to co mowisz mija sie z
      prawda, to nie ma ona żadnych podstaw, zeby Ci wierzyć. Nalezysz pewnie do tego
      typu facetów, którzy po wybaczeniu błędów przez partnerke, szybko o tym
      zapominaja i powielaja ten sam scenariusz w nieskonczoność i doprowdzaja do
      tego ze zwiazek to pasmo rozstan i powrotów, ale wszystko do czasu, w końcu
      kazdy ma jakies granice wytrzymałośći.
      • Gość: jak Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 20.09.02, 13:43
        Nalezysz pewnie do tego typu facetów, którzy po wybaczeniu błędów przez
        partnerke, szybko o tym
        > zapominaja i powielaja ten sam scenariusz w nieskonczoność i doprowdzaja do
        > tego ze zwiazek to pasmo rozstan i powrotów, ale wszystko do czasu, w końcu
        > kazdy ma jakies granice wytrzymałośći.

        O to chodzi, że ja naprawdę nie zapominam. W nerwach nie potrafię racjonalnie
        się zachować i na chłodno ocenić sytuację. Ja naprawdę nie chcę jej obwiniać,
        bo nie tędy droga. Jestem świadom swoich błędów i byc może ich konsekwencje
        będą dla mnie bardzo przykre. Piszesz o paśmie rozstań i powrotów. Mi się to
        pierwszy raz zdarzyło, nigdy wcześniej nie mówiła mi, że to koniec. Może się
        łudzę, ale ja ją kocham i bardzo chciałbym naprawić, to co zepsułem, ale i ona
        musi zastanowić się nad swoimi zachowaniami.
        • Gość: unknown Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.travelers.com 20.09.02, 17:51
          Gość portalu: jak napisał(a):

          > Nalezysz pewnie do tego typu facetów, którzy po wybaczeniu błędów przez
          > partnerke, szybko o tym
          > > zapominaja i powielaja ten sam scenariusz w nieskonczoność i doprowdzaja d
          > o
          > > tego ze zwiazek to pasmo rozstan i powrotów, ale wszystko do czasu, w końc
          > u
          > > kazdy ma jakies granice wytrzymałośći.
          >
          > O to chodzi, że ja naprawdę nie zapominam. W nerwach nie potrafię racjonalnie
          > się zachować i na chłodno ocenić sytuację. Ja naprawdę nie chcę jej obwiniać,
          > bo nie tędy droga. Jestem świadom swoich błędów i byc może ich konsekwencje
          > będą dla mnie bardzo przykre. Piszesz o paśmie rozstań i powrotów. Mi się to
          > pierwszy raz zdarzyło, nigdy wcześniej nie mówiła mi, że to koniec. Może się
          > łudzę, ale ja ją kocham i bardzo chciałbym naprawić, to co zepsułem, ale i
          ona
          > musi zastanowić się nad swoimi zachowaniami.
          • Gość: unknown Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.travelers.com 20.09.02, 18:17
            jak,
            wyglada mi na to, ze z powodu Waszego braku umiejetnosci komunikowania sie
            niszczyliscie (oboje) swoj zwiazek. Pozostaje tylko sobie odpowiedziec na
            pytanie - jaki jest stopien tego zniszczenia?
            Wyglada nz to, ze ani Ty (W nerwach nie potrafię racjonalnie się zachować i na
            chłodno ocenić sytuację) ani Ona (obraza sie i nie odzywa sie kilka dni) nie
            posiadacie umiejetnosci konstruktywnego rozmawiania o konfliktach; zamiast
            rozmowy w stylu wygrany/wygrany wy robiliscie wszystko zeby zachowac uklad
            wygrany/przegrany. Nie tedy droga.
            A Twoje klamstwa troche rozumiem - byly spowodowane Twoim strachem - jak sam
            napisales przed emocjonalnie gwaltowna reakcja Twojej dziewczyny. Z tego co
            piszesz nie wyglada, ze jestes patologiczny klamczuszek ale i ona nie powinna
            reagowac "wsciekloscia" bo tworzy sie z tego bledne kolo bez wyjscia.
            I masz racje, Ona tez musi okazac troche dobrej woli i spojrzec na bledy przez
            siebie popelniane.
            Macie duzo do zrobienia, przede wszystkim kazde z Was z osobna z
            uporzadkowaniem swoich osobowosci. Jest to warunek do ustawienia Waszego
            zwiazku na wlasciwych ukladach a jesli sie Wam to nie uda, takie porzadki moga
            sie przydac w kazdym nastepnym zwiazku.
            Powiedziec sobie "zegnaj" zawsze mozna, ale po zainwestowaniu 4 lat powinna to
            byc dobrze przemyslana decyzja, przez Was oboje. I jesli rezultatem tych
            przemyslen bedzie rozstanie to niech to bedzie przynajmniej pozyteczna lekcja
            na przyszlosc.
            Zycze Wam z calego serca rozwiazania w stylu happy end i spojrzenia na cala
            sytuacje z dystansu i z odrobina poczucia humoru.
            u






            Gość portalu: unknown napisał(a):

            > Gość portalu: jak napisał(a):
            >
            > > Nalezysz pewnie do tego typu facetów, którzy po wybaczeniu błędów przez
            > > partnerke, szybko o tym
            > > > zapominaja i powielaja ten sam scenariusz w nieskonczoność i doprowdz
            > aja d
            > > o
            > > > tego ze zwiazek to pasmo rozstan i powrotów, ale wszystko do czasu, w
            > końc
            > > u
            > > > kazdy ma jakies granice wytrzymałośći.
            > >
            > > O to chodzi, że ja naprawdę nie zapominam. W nerwach nie potrafię racjonal
            > nie
            > > się zachować i na chłodno ocenić sytuację. Ja naprawdę nie chcę jej obwini
            > ać,
            > > bo nie tędy droga. Jestem świadom swoich błędów i byc może ich konsekwencj
            > e
            > > będą dla mnie bardzo przykre. Piszesz o paśmie rozstań i powrotów. Mi się
            > to
            > > pierwszy raz zdarzyło, nigdy wcześniej nie mówiła mi, że to koniec. Może s
            > ię
            > > łudzę, ale ja ją kocham i bardzo chciałbym naprawić, to co zepsułem, ale i
            >
            > ona
            > > musi zastanowić się nad swoimi zachowaniami.
    • Gość: kol5 Re: Walczyć czy się poddać? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 20.09.02, 18:33
      Gość portalu: jak napisał(a):

      > Od kilkunastu dni mam wielki problem. Moja ukochana posądziła mnie
      > bezpodstawnie o zdradę. Ja za to nikogo nie zdradziłem. Kocham swoją
      > dziewczynę jak nikogo innego na świecie, zależy mi na niej jak na nikim
      > innym. Robię wszystko, by tak było.

      Robię wszystko, by tak było...co robisz? prowokujesz?
      Więc nie czaruj/innych/, tylko podejmij decyzję.
      Ta, albo wszystkie inne!/dla facetów to zwykle jest decyzją nie do podjęcia!!/

      Pozdrawiam

Pełna wersja