Gość: jak
IP: *.ostroleka.cvx.ppp.tpnet.pl
17.09.02, 23:17
Od kilkunastu dni mam wielki problem. Moja ukochana posądziła mnie
bezpodstawnie o zdradę. Ja za to nikogo nie zdradziłem. Kocham swoją
dziewczynę jak nikogo innego na świecie, zależy mi na niej jak na nikim
innym. Robię wszystko, by tak było.
Niestety ona sobie ubzdurała, że właśnie ją zdradziłem, koniec i kropka i nie
mamy o czym rozmawiać. Teraz strasznie cierpię, ja ją kocham, nie mogę bez
niej wytrzymać, to wszystko strasznie boli, ale w ani jednej chwili nie
myślałem o tym żeby ją zdradzić. Nigdy czegoś takiego nie zrobiłem i nie
zrobię. Nie pozwala mi na to honor, szacunek do niej i samego siebie. Po
czymś
takim nie mógłbym spojrzeć w lustro. I teraz nie wiem co mam robić. Nie chcę
jej stracić, bo jest dla mnie najwspanialszą osobą na ziemi, ale ona nie
wierzy w żadne moje słowo. Jest ciężko, ale nie poddaje się i walczę. Tylko
nie wiem czy taka walka ma sens skoro ktoś jest święcie przekonany o
zdradzie.
Jednak kiedy się zastanowię nad jej zachowaniem to nawet jestem w stanie ją
zrozumiec. Gdybym ja myślał, że ktoś mnie zdradził i wierzył w to tak jak
ona,
to sam nie wiem jakbym się zachowywał. Oczywiście sama sobie nie mogła
wszystkiego wymyśleć. Mam, a raczej miałem znajomą, którą znam od 15 lat. Po
prostu dobra koleżanka, z którą nigdy nic mnie nie łączyło. Raz pomogła mi
się
wygrzebać z doła. Widywałem się z nią raz na kilka miesięcy, normalne
koleżeńskie spotkanie bez żadnych podtekstów. NIestety moja Pani uznała to za
nienormalne, jak się można z kimś spotykać bez żadnego celu. Później różne
nic
nie znaczące wydarzenia zaczęły ją utwierdzać w tym przekonaniu, aż w końcy
kiedy ją zobaczyła, 4 miesiące temu, wypaliła, że musiałem ją zdradzić. Wtedy
mi powiedziała "albo ja albo ona". Kocham swoją dziewczynę, więc
zrezygnowałem
z tamtej znajmości. NIe jest łatwo, kiedy zna się kogoś 15 lat, ale zrobiłem
to dla niej. Skasowałem numer telefonu, adres e-mail, ale nie byłem w stanie
jej powiedzieć nie kontaktuj się ze mną. Ja przez cztery miesiące ani razu
nie
próbowałem się z nią kontaktować. Pech chciał, że 10 dni temu zadzwoniła do
mnie ta
dziewczyna. Nie wiedziałem, że to ona, bo skąd mogłem wiedzieć skoro
skasowałem jej numer. Niestety była przy tym moja dziewczyna i wszystko już
dla niej było jasne. Skoro do ciebie dzwoni, to się z nią kontaktujesz. I na
nic moje tłumaczenia. Teraz czuję się strasznie, usłyszałem pod swoim adresem
wiele przykrych słów, ale ja najzwyczajniej świecie jestem niewinny. Nikogo
nie zdradziłem. Nie wiem, co mam teraz robić. Mimo, że czuje się okropnie,
potraktowany bez jakiegokolwiek szacunku, to kocham ją i chcę o nią walczyć.
Tylko nie wiem, czy to nie jest walka z wiatrakami. Jeszcze tydzień temu
mówiła, "nie chce cię znać, koniec i kropka", teraz mówi "zastanowię się, ale
nic nie obiecuje". Nie wiem co mam sobie myśleć. Mimo to spotkała się ze mną
dwa razy, rozmawiała, nie wyrzuciła z domu, pisała smsy, nawet się
rozpłakała.
Nie wiem, czy to są promyki nadziei, czy ja chcę, aby były tymi promykami i w
nie wierzę. Nie wiem na ile starczy mi sił, by walczyć i być cierpliwym.