Mój problem - kłotnie pełne agresji

07.10.05, 08:54
jestem z facetem od dwoch lat. Wszystko jest super, ale do czasu...
Wystarczy mała iskierka: nieodpowiednio uzyte słowo, nie tak zadane pytanie i
już mam jazdę przez cały dzień. Facet sam się nakręca, podnosi głos, wyciąga
jakieś stare sprawy i nie dopuszcza mnie do głosu. Jeszcze tak manipuluje
rozmową żebym to ja czuła się winna - horror.
Nie daje już rady, później nie śpię całą noc, on się do mnie nie odzywa, a
następnego dnia udaje że nic się nie stało.
Co robić , jak reagować?? Krzyczeć, milczeć ..już nie wiem.
Nie mam już siły na takie życie.
Ma ktoś z Was podobny problem?
    • psychopata.z.borderline [...] 07.10.05, 09:02
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • paco_lopez Re: Mój problem - kłotnie pełne agresji 07.10.05, 09:33
      To typowe. U mnie nie ma agresji. Panuje wersal. Ale i tak wszystko moja wina,
      albo niedostosowanie albo autyzm. Po pewnym czasie to sie staje przyjemne.
      Powiedz mu że zrzędzi. To go powinno schładzać.
      • anuczkaf Re: Mój problem - kłotnie pełne agresji 07.10.05, 09:40
        Tylko ze on mnie poniża w tych kłotniach- MANIPULANT
    • b-beagle Re: Mój problem - kłotnie pełne agresji 07.10.05, 09:47
      Zmien faceta bo widać, że ten typ tak ma
      • anuczkaf Re: Mój problem - kłotnie pełne agresji 07.10.05, 09:49
        To smutne, ale dotarlo do mnie że on już się nie zmieni. Nie dam rady chyba tak
        żyć - poptrzbuję stabilizacji i spokoju a nie kłótni o byle co
    • solaris_38 jasne 07.10.05, 21:17
      • solaris_38 Re: jasne 07.10.05, 21:23
        to jeden z częstszych problemów ..poczytaj listy i odpowedzi

        eneralnei faceci wkóryms momencie odjeżdają w agresję
        to bardzo powazne schorzenie i narastające

        wiąże sie z brakiem szacunku do drugiego człowieka

        jesli nie ejsteś schwytana w pułapkę zalezności i zachwytu jego wyższym
        statusem amterialnym i poziomem bezpieczeństwa jakie on może dawac (przecież to
        pies obronny :)
        wiec jeśli nie ejsteś to zmykaj gdzie pieprze rośnie

        jeśli go kochasz i zechcesz powalczyć to ok
        ale nie sam
        wyłącznei terapia
        a sądzisz ze on sie zgodzi ?
        problem w tym że .. on nie ma problemu

        to TY go wkurzasz a jakbyś przestała to by był spokój (no moze sie przyznac
        że jest TROCHĘ zbyt nerowy ale sam pan rozume ... obowiuazki stresy firma itd)
        on sie zmieni


        NIE zmieni sie

        jesli nei zechce poddać sie terapii (to wymaga przyznani sie ze ma problem)
        to naprawde uciekaj

        po prostu uciekaj

        wiecej
        sam idz na terapię

        b skoro go wybrałas to ... znaczy że masz też problem i jesli go nie
        rozwizesz to .. następny facet kórego pokochasz będzie .. takie sam !!

        zobaczysz to oczywiscie póxniej

        moze za późno

        jak już będa dzieci itd

        powodzenia
        • agnieszka.dumeige do solaris 07.10.05, 23:50
          Jak mądrze napisane, normalnie jakbym czytala analizę mojego bylego związku.
          Odsylam do mojego postu poniżej.
          • solaris_38 piekło facetów 08.10.05, 03:05
            stasznie mi szkoda tych facetów ale kobiet tak samo

            może bardziej mi szkoda facetów bo kobiety sa madre i w końcu po latach
            odpracowania przesądu że miłość pozwala znieśc wszystko i zawsze trzeba dac
            szanse
            wiec w końcu kobiety odchodzą
            przynajmniej czasem odchodza

            a faceci? rzadko sie udają na terapię
            na trapie chodza głównie kobiety i to one zystkują na tym

            faceci nie potrafiąc sie przynac do błędów tkwią w PIEKLE

            ciesze sie Agnieszko że ci się udasło odjesc i że udało ci sie założyć
            prawdziwy związek
            tego samego zycze koleżance ktora jeszcze PRZEZD i cierpi
    • rybolog Re: Mój problem - kłotnie pełne agresji 07.10.05, 21:20
      musisz go czyms strasznie wkurzac...akumuluje to w sobie az do czasu...zostaw
      go, zrobisz sobie i jemu przysluge.
    • tingel Re: Mój problem - kłotnie pełne agresji 07.10.05, 21:23
      Jeśli z nim jesteś, to znaczy że widocznie takie zachowanie ci odpowiada.
    • exwitch Re: Anuczkaf... 07.10.05, 22:07
      czy ten twj facet nie jest czasem psychicznie chory? Takie zachowanie mają
      ludzie z poważnymi problemami psychicznymi, typ bordeline, depresja itp.
      Powinnaś porozmawiaż z kimś z poradni psychologicznej i opisać jego zachowanie.
      Całkim możliwe, że potrzebuje leczenia. Moze sam nie zdawać sobie z tego sprawy
      jak bardzo jest chory...
    • agnieszka.dumeige Re: Mój problem - kłotnie pełne agresji 07.10.05, 23:48
      "Co robić , jak reagować?? Krzyczeć, milczeć ..już nie wiem"

      Uciekaaac!
      Ja mialam taki problem. Dokladnie to samo. Po pewnym czasie doszlo do tego ze w
      ogole balam sie zadawac pytania, bo nigdy nie wiedzialam czy uceluje czy nie,
      tak zeby go nie zdenerwowac.
      Np. doprowadzalo go do szalu jak mu mowilam "jestem glodna". Te dwa slowa
      wprowadzaly go w istna histerie. Nie mam pojecia dlaczego :) Mial na nie jakąś
      alergię. Teraz, z perspektywy czasu chce mi sie smiac jak sobie przypomne tę
      jego wykrzywioną w gniewie obrażoną mordę!
      Dzięki Bogu pewnego dnia coś mnie tknęlo ze wszystko przemyślalam, zadzwonilam
      do niego i powiedzialam "tak naprawdę to myslalam ze cie kocham, ale dzis
      uswiadomilam sobie ze od dawna cię nienawidzę i się ciebie boję. Musimy sie
      wiec rozstac i prosze nie dyskutuj. Wiem ze nie rozumiesz, moze kiedys do tego
      dojdziesz". (bo on oczywiście nie rozumial, myslal ze nic zlego nie robi, i
      smial sie ze mnie jak mu mowilam ze sie boje jego dzikich reakcji)
      To byl po prostu koszmar.
      Na takich ludzi mam tylko jedno określenie: toksyczni.
      Najgorsze w nich niestety jest to ze potrafią uzależnić od siebie swoją ofiare.
      Tak, tak, ofiarę, bo czlowiek pozbawiony wolnosci slowa i zyjacy w ciaglej
      obawie staje sie ofiarą.
      • agnieszka.dumeige Re: Mój problem - kłotnie pełne agresji 08.10.05, 00:06
        Dopisze jeszcze jedno, zeby nie bylo niejasnosci:
        ten wariat nigdy nie zrobil mi krzywdy fizycznej. Moze dlatego ze od zawsze mu
        mowilam ze jak mnie tknie chocby palcem to nie bedzie ani chwili dyskusji, po
        prostu konie natychmiastowy (jestem bardzo wyczulona na przemoc). Za to krzywdę
        psychiczną wyrządzal mi ogromną: moja samoocena spadla do zera, czulam sie jak
        ktos kto nie ma nic do powiedzenia a jak juz cos mowi to pi.eprzy glupoty,
        czulam ze mu przeszkadzam, ze musze wszystko robić żeby on sie nie denerwowal,
        bo przecież on ma tyle spraw na glowie ze "nie bede mu jeszcze siebie
        dorzucac", no i oczywiscie to ja jestem winna bo jestem glupia (to jego uluiona
        odzywka do mnie i reakcja na wszystko), a on jest chodzącym idealem, tylko ja
        go wyprowadzam z rownowagi i jestem przyczyną jego nerwowości.
        I wiesz w jakim momencie dotarlo do mnie ze to jest wariat? Jak "obejrzalam
        jego atak z boku", z punktu widzenia obserwatora, a mianowicie wrocil z pracy
        (ja razem z nim, akurat szlam do niego na obiad) a jego mama przygotowala
        nadziewane cukinie. On rozsiadl sie w krzesle, wlaczyl TV, mama sie uwija jak
        żmijka, nakrywa do stolu i skacze kolo niego pytajac sie jak bylo w pracy i jak
        mu minal dzien (i otrzymujac w odpowiedzi tylko jakies pomruki), po czym w
        pewnym momencie wydarl mordę "NO ZAMKNIJ SIE JUUUUUZ, NIE WIDISZ ZE OGLADAM?!",
        do wlasnej matki, bylam w szoku. To nie koniec. Jego mama poslusznie "sie
        zamknela" i podala te cukinie, on to zobaczyl, wzial widelec i noz i rzucil je
        ostentacyjnie na srodek stolu, po czym skwitowal: "znowu te cukinie, nie moge
        patrzec na te twoje zasrane cukinie, wypieprz to do śmieci". Jego mama sie
        wtedy poplakala, a ja jak to zobaczylam to sie poplakalam razem z nią. Jak sie
        uspokoila to mi powiedziala "zastanow sie dziecko czy na pewno moj syn jest
        chlopakiem dla ciebie".
        No i zastanowilam sie.
        Zycie mi wynagrodzilo przejścia z tym psycholem, obecnie mam cudownego męża i
        zyję w stoickim wręcz spokoju.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja