Gość: dodo
IP: 209.226.65.*
19.09.02, 16:39
jezdze do pracy samochodem i metrem. patrze sobie na ludzi wokol mnie i jak
nie kazdy, to co drugi ma o tej 8:00 rano telefon komorkowy w lapie i gada.
juz nie moga zyc bez komunikacji z ... ukochanym? szefem? podwladnym?
i sami tez sa do "zlapania" w kazdej chwili. okropnosc.
ja telefonu komorkowego nie posiadam i posiadac nie bede, bo nie jestem psem,
ktorego zawsze i wszedzie mozna przywolac do porzadku. moj maz ma od czasu do
czasu wlaczony pager ale tego wymaga od niego jego praca.
dzieciaki pokupowaly sobie telefony komorkowe ale za wlasne pieniadze i jesli
im nie przeszkadza zycie na smyczy, to ich sprawa.
nie rozumiem ludzi, ktorzy maja wlaczone telefony komorkowe na plazy,
u znajomych, w restauracji... na jaka super-wazna wiadomosc czekaja?
bo tak mowiac szczerze, ile razy uda mi sie przypadkiem uslyszec jakies
rozmowy tych z telefonami komorkowymi, to sa to najczesciej bery typu "gdzie
jestes?", "ogladalas wczoraj "friends"?" czy inne banialuki.
to nie lepiej pobyc chwile ze soba samym?
ale to pewnie ja nie mam tego genu (to teraz takie modne!) rozmawiacza
telefonicznego...