czy lubicie byc na smyczy?

IP: 209.226.65.* 19.09.02, 16:39
jezdze do pracy samochodem i metrem. patrze sobie na ludzi wokol mnie i jak
nie kazdy, to co drugi ma o tej 8:00 rano telefon komorkowy w lapie i gada.
juz nie moga zyc bez komunikacji z ... ukochanym? szefem? podwladnym?
i sami tez sa do "zlapania" w kazdej chwili. okropnosc.
ja telefonu komorkowego nie posiadam i posiadac nie bede, bo nie jestem psem,
ktorego zawsze i wszedzie mozna przywolac do porzadku. moj maz ma od czasu do
czasu wlaczony pager ale tego wymaga od niego jego praca.
dzieciaki pokupowaly sobie telefony komorkowe ale za wlasne pieniadze i jesli
im nie przeszkadza zycie na smyczy, to ich sprawa.
nie rozumiem ludzi, ktorzy maja wlaczone telefony komorkowe na plazy,
u znajomych, w restauracji... na jaka super-wazna wiadomosc czekaja?
bo tak mowiac szczerze, ile razy uda mi sie przypadkiem uslyszec jakies
rozmowy tych z telefonami komorkowymi, to sa to najczesciej bery typu "gdzie
jestes?", "ogladalas wczoraj "friends"?" czy inne banialuki.
to nie lepiej pobyc chwile ze soba samym?
ale to pewnie ja nie mam tego genu (to teraz takie modne!) rozmawiacza
telefonicznego...
    • roseanne Re: czy lubicie byc na smyczy? 19.09.02, 16:51
      mam 'smyczke'
      jak przystalo na dobra mamusie :)
      zostawiam wlaczona w restauracji i w mojej torebce, gdy jestem na miescie
      (czesto nie slychac jak tam dzwoni)

      tylko kilka osob zna moj nr
    • trzcina Re: czy lubicie byc na smyczy? 19.09.02, 17:00
      Długo opierałam się komórce. I rodzina, i przyjaciele chcieli mnie nią
      obarczyć, twierdzili, że będzie mi wygodnie, haha. W końcu uległam.
      Ale nie czuję się usmyczona, nic, a nic. Często jest wyłączona, hihi, czasem
      zostawiam ją w domu. Jakoś się wszyscy przyzwyczaili i rzadko na nią dzwonią.
      Pracuję i żyję tak, że dopukać się do mnie można i bez niej. Trzymam ją na
      sytuacje awaryjne. Jakieś wezwanie taksówki na bezludziu, skrzyknięcie sie w
      nieznanym miejscu...
      Za telefonami nie przepadam, pogaduchy wielogodzinne przez telefon nie dla
      mnie. Lubię widzieć rozmówcę. Nie jestem też nałogowcem sms-owania.
      Tyle, co konieczne. Wtedy dobrze, że jest.

      pozdrawiam
      t.
      • Gość: dodo Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: 209.226.65.* 19.09.02, 17:08
        chce cos jeszcze dopisac, co sie wiaze z moja niechecia do bycia na smyczy.
        rozumiem, ze gdy sie wraca w zimowa noc przez dzikie pola kiepskim samochodem,
        warto miec mozliwosc zawiadomienia reszty swiata, ze sie utknelo w zaspie. ale
        to sa skrajne okolicznosci.
        na codzien wcale nie uwazam sie za tak wazna osobe, ktora musi byc o wszystkim
        poinformowana zarza natychmiast, ktorej opinia bedzie az tak wartosciowa by
        o nia zabiegac przez telefon komorkowy itd.
        nie wierze tez w to, ze gdyby (odpukac!) komus z bliskich stalo sie cos zlego,
        to wiadomosc przez telefon komorkowy cokolwiek by zmienila. mieszkam w miescie -
        jesli nie bedzie mnie w pracy, bede w domu (wszedzie sa zwykle telefony). jesli
        jestem na zakupach czy w kinie, bede za 2-3 godziny itd.
        ale jak mowie... pewnie to brak tego genu ;-)
    • Gość: maly.k Kiedys zadzwonilem do kolegi... IP: 139.57.24.* 19.09.02, 17:11
      Rozmawialem z nim przez chwilke. Niepamietam juz o czym. Nagle uslyszalem w
      sluchawce szum.
      - Co sie dzieje? - spytalem zaskoczony.
      - Nic. Spuszczam wode. - odpowiedzial B.

      Tak wygladalo trzymanie pracownikow na smyczy w Polsce.

      Osobiscie smycz posiadam. Ale to ja trzymam oba konce - nikt (poza Roza i
      babysitterami) nie zna mojego numeru.

      Pozdrawiam,

      mk.
    • kwieto Re: czy lubicie byc na smyczy? 19.09.02, 18:03
      Oj, zeby nie bylo znowu jak z telewizja i Internetem - ze jest to bardzo
      szkodliwe zjawisko i w ogole :")

      Wszystko jest dla ludzi, co nie znaczy, ze wszyscy potrafia z tego korzystac.
      Dodo - sytuacje awaryjne to nie tylko odludzie i sniezne zaspy. Niedawno moja
      mama po prostu zatrzasnela sobie kluczyki w samochodzie. Byla na zakupach w
      stolicy, jakies 100 km od domu, czyli miejsca gdzie byl zapasowy komplet...
      Nie zawsze jestes w stanie wszystko sobie zaplanowac, przewidziec. Sprawy ktore
      zalatwiasz w duzej mierze spontanicznie albo wymagaja decyzji kolektywnej, o
      wiele prosciej jest zalatwic przy pomocy komorki. Byc moze Ty zyjesz ustalonym
      rytmem, ja duzo rzeczy robie na zywiol, a jesli chce np. pojsc na swietny
      koncert, o ktorym sie dowiedzialem na godzine przed, i wyciagnac tam znajomych
      - to bez komorki jest to niewykonalne. Oczywiscie, swiat sie wtedy nie zawali,
      ale jednak zawsze to sympatyczniej...

      Acha - KAZDY telefon komorkowy ma taki malutki guziczek ze znaczkiem "OFF". To
      jak czesto z niego korzystam, zalezy wylacznie ode mnie.
      Firmie podam numer telefonu kom. wtedy, gdy zacznie placic za niego rachunki.
      I kazda komorka ma monitorek, na ktorym wyswietla sie kto dzwoni - mozna
      przeciez nie odebrac...
      • Gość: dodo Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: 209.226.65.* 19.09.02, 18:37
        ach, kwieto - ja bron boze nie planuje akcji "precz z..." i nie obawiaj sie, ze
        po nocach knuje jak oczyscic swiat z telefonow komorkowych. naprawde nie!
        ja tylko probuje zrozumiec potrzebe nieustajacych kontaktow. tego poczucia, ze
        cos sie moze zdarzyc poza wiedza posiadacza telefonu komorkowego i on,
        biedactwo, moglby co... spoznic sie na obiad? dowiedziec sie o godzine pozniej,
        ze siostra kupila rozowa bluzke?
        twoj post uswiadomil mi przy okazji, ze rozne sa realia - w kwestii kluczykow
        do samochodu, ja bym doszla do najblizszej stacji benzynowej czy innego sklepu
        i zadzwonila po caa (canadian automobile association), za ktore place skladke
        roczna - oni by przyjechali w pol godziny i samochod by otworzyli. majac
        telefon komorkowy pewnie nie musialabym isc ale... w moim wieku kazda okazja do
        spaceru to szansa na kilka dodatkowych chwil zdrowego zycia :-)
        • kwieto Re: czy lubicie byc na smyczy? 19.09.02, 18:49
          Wiesz, dodo, mama wlasnie nie miala komorki (choc posiada) i zadzwonila z
          automatu - to nie byl problem. Sek w tym, ze u nas nie ma caa, i szukanie
          slusarza spadlo na mnie i mojego brata. A automat przy ktorym byla moja mama
          akurat na zlosc nie chcial dzialac, i kontakt z nia byl zerowy.

          Ale to jeden przypadek.
          Natomiast trzymajac sie mojej mamy - jest ona wlascicielka firmy uslugowej, z
          tego powodu duzo spraw zalatwia np. w Warszawie, do ktorej ma okolo 100km. I
          czesto jest tak, ze prosi mnie, abym cos sprawdzil zalatwil... a ona zadzwoni w
          ktoryms momencie. Dosc czesto jest tak, ze ja zdobywam pewne informacje
          wczesniej, w zwiazku z czym, nie musi ona w pewne miejsca po prostu jechac.
          Tyle ze jesli nie bedzie miala komorki, to jej nie "zlapie" i jej o tym nie
          powiem...
          Z drugiej strony, jesli wiem, ze ma przyjechac (caly czas mamy dystans
          kilkudziesieciu-paruset kilometrow) i widze ze sie spoznia, to bylbym nieco
          spokojniejszy, gdybym mogl sprawdzic, co sie z nia dzieje - jezdzi dosyc szybko
          :"))))))

          Mi osobiscie komorka przydaje sie glownie do kontaktow ze znajomymi (zastac
          mnie w domu w pewnych porach roku jest baaardzo ciezko), a gdy jestem poza
          miastem... do odbierania poczty elektronicznej :"))))


          Natomiast co do ludzi - jesli nie sa halasliwi i nie przeszkadzaja innym -
          niech sobie dzwonia. Jeden "musi" byc "na biezaco" inny "musi" co rano wypic
          kawe, jeszcze inny "musi" zjesc na sniadanie jajko na miekko....
          Nalog jak kazdy inny
          • kasia-s Re: czy lubicie byc na smyczy? 19.09.02, 20:08
            A ja uważam, że jest to bardzo pożyteczne narzędzie, ileż spraw można załatwić
            stojąc w korku...
            tyleż czasu później ma się dla siebie.
            • Gość: Sol Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: *.acn.waw.pl 19.09.02, 20:20
              w posiadanie komorki weszlam niejako przypadkiem. Owszem, przydaje sie ta
              zabawka, ale to ona jest dla mnie nie ja dla niej. Nie szukam jej w panice w
              torebce, kiedy slysze muzyczke, wylaczam ja w sytuacjach, kiedy nie mam ochoty
              by mi ktokolwiek przeszkadzal, wylaczam ja na noc. dzieki bogu nie mam takiej
              pracy, ze musze byc non stop pod telefonem, zreszta to telefon prywatny a nie
              sluzbowy. Ale pamietam sytuacje sprzed 2 lat, kiedy to zagraniczny klient
              zdziwil sie niepomiernie, ze nie posiadam mobile phone, bo jakze mozna zyc bez
              tego? uzaleznic sie mozna od wszystkiego, od komorki rowniez. Ciekawe czy sa
              grupy wsparcia dla "osmyczonych" komorkami? Skoro dla netholikow sa to
              dlaczegozby nie dla komorkoholikow?
              Dla wielu osob wyglad komorki jest wazniejszy od jej funkcji, to mnie tez
              zastanawia. To po prostu maly, smieszny telefon - potrzebny, kiedy jestem na
              odludziu lub w sytuacjach podbramkowych. i tyle.
    • Gość: ida Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 19.09.02, 20:22
      Dodo, patrzysz na to z punktu widzenia kogoś kto zapewne od lat ma bardzo
      równiutko rozdzielone życie prywatne od zawodowego, w sensie, że o godzinie 17
      czy jakiejś innej wyłącza komputer, wychodzi z biura i idzie do domu. Telefon
      ma w biurze, telefon ma w domu, komórka właściwie nie jest mu potrzebna. Tylko
      nie zapominaj, że nie wszyscy tak mają. Spora część ludzi jest najłatwiej
      uchwytna tylko i wyłacznie na komórkę, bo nigdy nie wiadomo gdzie oni właściwie
      w danym momencie są. I powiem Ci z perspektywy własnie takiej osoby - tego się
      w ogóle (powtarzam-w ogóle) nie odczuwa jako bycia na smyczy.
      Telefony zdarzaja się w bardzo róznych dziwnych porach, dla kogoś patrzącego z
      boku, faktycznie może to tak wygladać, że ja jestem do czyjeś dyspozycji
      (służbowo) praktycznie non-stop. Dla mnie nie robi to większej różnicy czy ja
      będę omawiać jakieś sprawy w tradycyjnie przyjetych godzinach pracy, czy o 6
      rano, czy o 12 w nocy. Kwestia domówienia się czy drugiej stronie to odpowiada
      no i oczywiście pewnej dozy zwykłej kultury, że nie dzwoni się z byle pierdułką.
      Wtedy faktycznie można sie zdenerwować, przyznaję, ale przy odrobinie sprytu
      zniechęcenie takiej osoby do dzwonienia też nie jest niemożliwe...;-)

      A jak się nie chce odbierać żadnych telefonów to się tę smycz wyłacza i tyle.


    • Gość: samanta Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: 5.2.1R1D* / *.kabel.telenet.be 19.09.02, 20:42
      Dodo- dobry temat i w ogole popieram cie !
      Ja i komorka ? ha ha ! Nosilam raz to cacko dopoki sie karta nie skonczyla
      teraz nawet nie wiem gdzie on jest .
      W ogole nie lubie telefonow . Kiedys jak maz wracal do domu to wylaczalismy z
      sieci i wlaczalismy tylko jak chcielismy sami gdzies zatelefonowac.
      Nie lubie jak mi ktos nad glowa truje w czasie , kiedy ogladam TV lub jestem
      czyms zajeta.
      Aktualnie nikt z moich znajomych nie ma mojego numeru bo po kazdej
      przeprowadzce odcinalam sie nie dajac telefonu i mam swiety spokoj :-)))
      Rozkosz mowie wam . A latanie z komorka i bla bla bla non stop to juz w
      ogole jest chore.
    • kamfora Re: czy lubicie byc na smyczy? 19.09.02, 21:17
      Wydaje mi się, że telefon komórkowy zaczął być teraz traktowany
      jak zegarek na rękę - dla jednych jest to po prostu użyteczny
      przedmiot, dla innych - biżuteria, bajer_do_pochwalenia_się...

      Dla mnie komórka jest "miniaturowa przenośną budką telefoniczną".
      Nie czuję się uwiązana na smyczy...
      (właściwie mogłabym się obejść i bez zegarka - bo tyle jest
      w mieście ) i bez komórki, ale...Na razie obywam się bez
      własnego samochodu :-)))

      A tak na marginesie - czytałam ostatnio felieton Fedorowicza
      o reklamach. Zauważył taką rzecz, że od jakiegoś czasu
      reklamy z proszkami do prania ustąpiły miejsca reklamom
      telefonów - znaczy, że ludzie przestali prać
      na okrągło, zajmując się gadaniem przez telefon ;-)
      • iwa.ja Re: czy lubicie byc na smyczy? 19.09.02, 21:52
        Ha. Taką mam pracę, że na smyczy być muszę. To znaczy, ta smycz jest ceną za
        to, że nie muszę podpisywać listy o 8.00 i czekać z wyjściem z pracy do 16.00.
        Cały czas jest więc na chodzie, poza nasiadówkami. Oczywiście są śmieszne
        sytuacje, kiedy np. schodzę w ścianie deszczu z Gąsienicowej, a moja sekretarka
        dzwoni, żeby ustalić program na następny tydzień. Albo...w tłumie VIP-ów dzwoni
        mi komora, bo dziecko nie może znaleźć curry... Tak czy owak, nie czuję się
        związana komorą. Mam za to dużo więcej swobody w przemieszczaniu się z miejsca
        na miejsce. Fanką SMS-ów nie jestem. Ale wspominam taki jeden: w Beskidzie
        Niskim. Leje jak cholera. Docieramy do wsi, gdzie ma być nocleg, ale gdzie?
        Nagle SMS: iwa, nocleg w szkole, knajpa obok. Przecież to piękne!
    • maly.ksiaze Dodo, Kwieto i luddysci 19.09.02, 22:08
      W zasadzie moglbym, mily Kwieto, zbyc wzruszeniem ramion Twoje przyrownanie
      dodwych (i moich) watpliowsci na temat wszechobecnosci telefonow komorkowych do
      antytelewizyjnych gderaczy. Poniewaz zes jednak dusza chlop i wogole fajna
      osoba, to Ci wytlumacze.

      Otoz, jak sam zauwazyles, technologia nie jest ani zla, ani dobra sama w sobie.
      Zle albo dobre moze byc dopiero ich wykorzystanie. Zle, dobre - albo po prostu
      glupie. I, osmiele sie powiedziec, zrzeczenie sie czesci osobistej
      niepodleglosci w imie noszenia przy pasie (badz w torebce) fajnego gadgetu jest
      wlasnie niemadre. Elektroniczna smycz, na ktorej prowadzaja niektorych z Was
      pracodawcy, nie zwieksza osobistej wolnosci (nie trzeba siedziec od 9 do 16) i
      waznosci. Raczej przeciwnie.

      Pozdrawiam,

      mk.
      • kwieto Re: Dodo, Kwieto i luddysci 19.09.02, 22:59
        Alez maly ksieciu, nie przecze, ze poprzez telefon mozna zafundowac
        sobie "smycz". Ale tak jest jedynie w przypadku sluzbowych telefonow
        komorkowych, a te stanowia jednak zdecydowana mniejszosc w pieknym
        kraju nad Wisla. Podawanie pracodawcy prywatnego numeru raczej
        odradzam, chyba ze wiemy, iz pracodawca nie mysli na zasadzie "co sie
        bede wysilal i zastanawial gdzie on(a) jest, zadzwonie od razu na
        komorke".
        Komorke mozna wykorzystac naprawde na wiele sposobow (mi sie udalo
        zrobic z komorki akwarium :"))) ) i to od nas zalezy, czy i jak jej uzywamy.
        A ze jedni robia to mniej, a inni bardziej swiadomie...

        Natomiast problem o ktorym napisala Dodo nie dotyczy de facto komorek
        jako takich, one sa tylko przejawem czegos zupelnie innego...
      • Gość: ida Re: Dodo, Kwieto i luddysci IP: *.csk.pl / *.csk.pl 20.09.02, 08:34
        maly.ksiaze napisał:

        I, osmiele sie powiedziec, zrzeczenie sie czesci osobistej
        > niepodleglosci w imie noszenia przy pasie (badz w torebce) fajnego gadgetu
        jest
        >
        > wlasnie niemadre. Elektroniczna smycz, na ktorej prowadzaja niektorych z Was
        > pracodawcy, nie zwieksza osobistej wolnosci (nie trzeba siedziec od 9 do 16)
        i
        > waznosci. Raczej przeciwnie.

        Co do ważności to nie będę sie wypowiadać, ale kiedy nie trzeba siedzieć
        nigdzie od-do, osobista wolność zwieksza się dramatycznie.
        Naprawdę nie uważasz, że siedzenie gdzieś od 9 do 16, to nie jest smycz- nie
        dość, że bardzo krótka (bo na ogół nie sięga dalej niż za drzwi firmy) to
        jeszcze się jej odczepić za żadną cholerę nie da- trzeba byc na każde
        zawołanie...?

        Co do komórki to powiem wiecej, dzięki niej mozna pracować duuużo mniej niż te
        40 godzin tygdniowo, a wszystko jest zrobione i wszyscy zadowoleni.
        Ba! Firma buli za ten gadżet, bo to idzie jako narzędzie pracy, ale ja nigdzie
        nie mam na pismie, że to narzędzie pracy musi byc non-stop właczone...
        Gdybym przeniosła sie do biura, to albo musiałabym pracować wolniej ( wpadajac
        zapewne w jakis marazm i otepienie umysłowe), albo w nagrodę dostałabym jeszcze
        drugie tyle roboty... no bo jak to? Pracownik nie może sie przecież opierdalać
        w godzinach pracy, i to pod nosem szefa. Też mi interes! Zdecydowanie
        wolę "smycz".
        • Gość: maly.k Re: Dodo, Kwieto i luddysci IP: *.sympatico.ca 20.09.02, 14:03
          Ido, każdy żyje, jak lubi. I jak mu pozwolą. Ja akurat
          ceniłem sobie zawsze rozdzielenie 'prywatnego' od
          'publicznego' i dlatego praca, przy której telefon
          dzwonił zawsze wtedy, kiedy nie trzeba, była dla mnie
          uciemiężeniem.
          Nadal uważam, że danie pracodawcy prawa do wkroczenia w
          Twoją prywatną przestrzeń wtedy, kiedy przyjdzie mu na to
          ochota, jest wyrzeczeniem sie części tejże prywatności.
          Kwestia, co dostajemy w zamian. Mi na przykład nie dano
          swego czasu nic - byłem więc niezadowolony. Ot, i wszystko.

          Pozdrawiam,

          mk.

          PS. Obecnie korzystam z chyba najlepszego rozwiązania:
          ani nie mam godzin pracy od-do, ani telefonu komórkowego
          z pracy.

          • Gość: ida Re: Dodo, Kwieto i luddysci IP: *.csk.pl / *.csk.pl 20.09.02, 17:30
            Nie, no oczywiście, że każdy zyje jak lubi. Z tym "jak mu pozwola" juz
            niezupełnie się zgadzam, bo zawsze można sobie coś wywalczyć, ale mniejsza o
            to...
            Ale mam pytanie do tych wszystkich co cenią sobie rozdzielenie "prywatnego"
            od "publicznego"- czy to działa w obie strony? Tzn. czy równie bardzo
            bulwersuje ich odbieranie telefonów/telefonowanie w sprawach prywatnych w
            czasie "publicznym"?
            Odbieranie prywattnych telefonów w czasie pracy jest cacy, a służbowych w
            czasie prywatnym be?


            • maly.ksiaze Ida pryncypialna 20.09.02, 17:56
              Gość portalu: ida napisał(a):

              > Ale mam pytanie do tych wszystkich co cenią sobie rozdzielenie "prywatnego"
              > od "publicznego"- czy to działa w obie strony? Tzn. czy równie bardzo
              > bulwersuje ich odbieranie telefonów/telefonowanie w sprawach prywatnych w
              > czasie "publicznym"?
              > Odbieranie prywattnych telefonów w czasie pracy jest cacy, a służbowych w
              > czasie prywatnym be?

              Hihi...

              Ja nie napisalem, ze mnie bulwersuje. Mnie zreszta wogole malo rzeczy
              bulwersuje. Ale owszem, masz racje. Jestem hipokryta i uwazam, ze jak mi
              przerywac to zle, a jak ja przerywac, to dobrze.

              Serio zas: taki rozdzial ma swoje uzasadnienie i swoje granice. Z niewiadomych
              mi przyczyn moim byli wspolpracownicy bardzo sie krepowali, gdy mieli zadzwonic
              do domu, na telefon stacjonarny - i robili to tylko wtedy, kiedy musieli. A gdy
              mialem sluzbowy telefonik, wtedy 'hulaj dusza'! No i dusza hulala, czasem o 7
              rano.
              Ta 'komorkowa kultura', ktora sie w Polsce wyksztalcila po prostu mi nie
              pasowala i tyle.

              Pozdrawiam,

              mk.

              PS. Telefon komorkowy to najnowsze urzadzenie do pilnego zakomunikowania
              znajomym tego, czego i tak nie chceliby uslyszec.
              • Gość: dodo Re: Ida pryncypialna IP: 209.226.65.* 20.09.02, 18:18
                a nie powinno byc ida marcowa? :-)
                a dla mnie zasadnicza kwestia jest po co w ogole... tyle dzwonic, tyle
                odbierac, tyle gadac.
                i prosze mi tu oczu nie mydlic tymi super-waznymi interesami, ktorych sie nie
                da zalatwic bez telefonu komorkowego. pracuje z takimi, co tez w to wierza
                dopoki... zlosliwi koledzy nie schowaja urzadzonka na chwile.
                wtedy najpierw jest panika a potem sie okazuje, ze niebo nadal jest niebieskie,
                nikt nie umarl, mozna nawet nie rozmawiac z calym swiatem przez np. pol godziny
                a pieniedzy sie mimo wszystko sie nie straci lub nie nabedzie...
                mysle, ze stajemy sie spoleczenstwem komunikujacym sie duzo i za czesto (akcent
                na "za") i telefon komorkowy jest tego symbolem.
                nie wszystko musi byc powiedziane zaraz i natychmiast.
                te historie o kojacych wlasciwosciach telefonu komorkowego dla osob
                denerwujacych sie operacja kogos bliskiego swiadcza wylacznie o szukaniu "quick
                fix" - niech mnie juz ten moj ukochany troszke uspokoi przez telefon
                (komorkowy!) - juz zaraz, natychmiast, bo...! no wlasnie - bo co? bo bedzie mi
                przez jakis czas ciezko na duszy? bo zaplacze z bolu i strachu? alez to jest
                wlasnie ludzkie i normalne, a nie unikanie wzruszen za wszelka cene i wszelkim
                mozliwym sposobem!
                tak wiec ja jestem za tym, ze warto pocierpiec w milczeniu, pomarzyc o dobrej
                wiadomosci, nie moc sie doczekac na plotki, drzec z niecierpliwosci
                i z nadzieja, ze ktos powie wazne slowo. a nie tak zaraz - wszystko wylac jak
                z kubla w ten telefon komorkowy wlaczony w najbardziej publicznym miejscu -
                a co? a niech wszyscy slysza, ze babcia umarla albo ze kupilem dom czy
                dziewczyna mnie rzucila.
                to tyle dodowych pryncypiow i przekomarzan z tymi, co maja gen :-)
                o komunizmie nie wspominam, bo powiem szczerze - argumentacji nie rozumiem
                i juz.
                • Gość: ida Re: Ida pryncypialna IP: *.csk.pl / *.csk.pl 20.09.02, 18:54
                  Gość portalu: dodo napisał(a):

                  > a nie powinno byc ida marcowa? :-)

                  Mmm, ida jest "z założenia" listopadowa ;-)


                  > a dla mnie zasadnicza kwestia jest po co w ogole... tyle dzwonic, tyle
                  > odbierac, tyle gadac.
                  > i prosze mi tu oczu nie mydlic tymi super-waznymi interesami, ktorych sie nie
                  > da zalatwic bez telefonu komorkowego. pracuje z takimi, co tez w to wierza
                  > dopoki... zlosliwi koledzy nie schowaja urzadzonka na chwile.
                  > wtedy najpierw jest panika a potem sie okazuje, ze niebo nadal jest
                  niebieskie,
                  >
                  > nikt nie umarl, mozna nawet nie rozmawiac z calym swiatem przez np. pol
                  godziny
                  >
                  > a pieniedzy sie mimo wszystko sie nie straci lub nie nabedzie...


                  Hej, ale ja miałam na myśli raptem kilka telefonów dziennie (tyle, ze o róznych
                  dziwnych porach), a nie kilka w ciągu pół godziny...
                  Służbowe maile też mam odbierać tylko w określonych godzinach? A faksy?
                  Co do tych interesów, owszem mogłabym je załatwiać bez telefonu komórkowego,
                  200km (a najczęściej dużo więcej)w jedną stronę i potem jeszcze tyle samo z
                  powrotem. W sumie drobiazg, co?

                • kwieto Re: Ida pryncypialna 20.09.02, 21:39
                  Dodo, chyba troszke nie tak zalozylas ten watek i stad problem. Jesli
                  chodzi o telefon komorkowy - owszem jest on zbedny dla osoby ktora
                  wiedzie ustabilizowane zycie, pracuje "od-do" potem jedzie do domu i tam
                  spedza reszte wieczoru. Ew. "w kazdy czwartek jest w kinie, a w kazdy
                  piatek na herbatce u cioci".
                  Sa tez ludzie, ktorych zastac w sposob inny niz przez telefon komorkowy
                  jest niemozliwoscia. Zalety telefonu komorkowego odczulem szczegolnie
                  wtedy, gdy remontowalem mieszkanie i, bedac np. w sklepie z glazura
                  jednoczesnie umawialem parkieciarza, hydraulika i speca od kuchni.
                  Owszem, moglbym z nimi rozmawiac po przyjezdzie do domu, ale wtedy
                  ryzykowalem np. miesieczne opoznienie w remoncie... co mi jakos nie bylo
                  "na reke". Oczywiscie, taka sytuacja zdarza sie raz na jakis czas - dlatego
                  moja komorka dzwoni zwykle bardzo rzadko - srednio raz na pare dni...
                  Sa tez inne sytuacje w ktorych komorka sie przydaje - np. gdy zmieniam
                  prace, podawanie firmie do ktorej aplikuje telefonu do pracy jest ostatnia
                  rzecza, jaka chce robic.

                  Natomiast kwestia potrzeby rozmawiania i bycia "na czasie" zawsze i
                  wszedzie, to zupelnie inna sprawa i nie dotyczy tylko telefonow
                  komorkowych. To rowniez sprawa Internetu, skrzynek mailowych, i tego
                  typu rzeczy. Komorka - moze i jest tego symbolem, choc mysle ze czesciej
                  sluzy do zwyklego paplania, nie majacego nic wspolnego z "byciem na
                  czasie". A ze ludzie lubia paplac? Tez lubie rozmawiac przez telefon :")
                • pastwa Bądźmy telepatami ? 20.09.02, 22:15
                  Dodo:

                  >i prosze mi tu oczu nie mydlic tymi super-waznymi interesami, ktorych sie nie
                  >da zalatwic bez telefonu komorkowego. pracuje z takimi, co tez w to wierza
                  >dopoki... zlosliwi koledzy nie schowaja urzadzonka na chwile.
                  >wtedy najpierw jest panika a potem sie okazuje, ze niebo nadal jest
                  >niebieskie, nikt nie umarl, mozna nawet nie rozmawiac z calym swiatem przez
                  >np. pol godziny
                  >a pieniedzy sie mimo wszystko sie nie straci lub nie nabedzie...

                  Można nie rozmawiać przez komórki tyle, można nie ględzić o bzdetach przez tyle
                  czasu na forum, nie oglądać tyle telewizji, nie podniecać się tyle seksualnie,
                  mozna...i niebo też będzie nadal niebieskie, ale co z tego ?

                  >mysle, ze stajemy sie spoleczenstwem komunikujacym sie duzo i za czesto
                  >(akcent na "za") i telefon komorkowy jest tego symbolem.

                  Co to znaczy, że jesteśmy gadułami, a to zle jest ?

                  Czyzby podobne złe odczucia wzbudzały osoby żywo i długo rozmawiające w naszym
                  towarzystwie, przykładowo w pojazdach komunikacji miejskiej, restauracjach,
                  pabach, pracy, domu ?

                  Pastwa


                  • Gość: dodo Re: Bądźmy telepatami ? IP: *.sympatico.ca 21.09.02, 02:08
                    czasem pogadac trzeba, nie? :-) mnie tylko telefon komorkowy trzymajacy swych
                    wlascicieli na smyczy przywodzi tez czasem na mysl sieczkarnie ale jak juz
                    wyzej - brak genu ;-)
                    serdecznosci, pastwo - zdecydowanie telepatycznie vs. komorkowo ;-)
                    kwieto pisze o jakiejs kascie ludzi, ktorzy maja uporzadkowane zycie od do -
                    ja takich ludzi nie znam wiec trudno mi oceniac, czy potrzebuja telefonow, czy
                    nie. znam natomiast mnostwo ludzi bardzo zajetych, przemieszczajacych sie
                    codziennie na duzych odleglosciach (przejedzcie rano wzdluz jeziora od jednego
                    konca toronto na drugi - tak od oakville do whitby - to juz jest przygoda sama
                    w sobie :-D)i... sa wsrod nich tacy, ktorzy bez wlaczonego komorkowego nie
                    przejda nawet z domu do garazu, a sa tacy, ktorzy po prostu komorkowego
                    telefonu nie maja i juz.
                    mnie ciekawia ci pierwsi - ta straszliwa potrzeba...
                    jak dotad nikt mi tu nie podal jakichs przekonywujacych argumentow za
                    koniecznoscia posiadania komorkowego ale czekam cierpliwie... a nuz dowiem sie
                    jednak, co trace nie majac tego waznego narzedzia :-)
                    • kwieto Re: Bądźmy telepatami ? 21.09.02, 05:40
                      Dodo, nikt nie poda Ci przekonujacego argumentu na posiadanie telefonu
                      komorkowego, bo to zalezy od osoby. Tak samo jak nikt nie poda Ci
                      przekonujacego argumentu na posiadanie komputera, stalego lacza, samochodu, czy
                      wielu innych narzedzi. Wszystko zalezy od indywidualnego podejscia i juz. Mi
                      sie telefon komorkowy przydaje, bo akurat wiode taki tryb zycia, i jest on dla
                      mnie jakims tam udogodnieniem. Co nie znaczy, ze dla jakiegos Kowalskiego
                      bedzie on takim samym udogodnieniem jak dla mnie. Co nie znaczy, ze nie moglbym
                      sie bez niego (telefonu, nie Kowalskiego) obejsc. Moglbym sie tez obejsc np.
                      bez komputera, a wszystkie podreczne rzeczy zapisywac w notesie papierowym
                      zamiast w elektronicznym. Tylko po co sobie utrudniac zycie, skoro mozna je
                      sobie ulatwic?
                    • Gość: ida Re: Bądźmy telepatami ? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 21.09.02, 08:33
                      Gość portalu: dodo napisał(a):

                      > jak dotad nikt mi tu nie podal jakichs przekonywujacych argumentow za
                      > koniecznoscia posiadania komorkowego ale czekam cierpliwie... a nuz dowiem
                      sie
                      > jednak, co trace nie majac tego waznego narzedzia :-)


                      Dodo, jeśli nie wiesz co tracisz nie mając tego ważnego narzędzia, to znaczy,
                      że nie jest Ci ono potrzebne ;-)
                      Osoby ktorym jest ono niezbedne, baaaardzo dobrze wiedzą co co tracą, lub co
                      mogą stracić...
    • Gość: Melba Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 22:12
      Rekami i nogami się broniłam. Kiedy polska służba zdrowia usiłowała wysłać moją
      siostrę na tamten świat, a pozytywny odłam polskiej służby zdrowia
      przeprowadzał jej operacje ratujące jej życie, koczowałam z rodzicami na zmianę
      pod blokiem operacyjnym z 2 komórkami, które krążyły wymiennie między ojcem,
      mamą, a mną. Zmienialiśmy się w czuwaniu i wyciąganiu małej za uszy z tego. Bez
      komórek te 2 tygodnie koczowania na zmianę byłyby niemal nie do dogrania (każdy
      z nas miał pracę, terminy itp.). Komórka przydawała się też, kiedy wychodziłam
      pod szpital wyć w słuchawkę mojemu facetowi, żeby za 5 minut wrócić do bladego
      rodzica z uśmiechem i siłą do wsparcia. Kiedy mała wyzdrowiała, pierwsza rzecz,
      jaką zrobiła matka - kupiła nam obu komórki. Musiała mieć nas wtedy "pod
      kontrolą". Smutna to historia, ale tak mi się właśnie kojarzą komóry. Nie
      umiałam wtedy odmówić jej przyjęcia, ale dziś, po roku posiadania, ledwo z niej
      korzystam. Ale, teraz optymistyczniej :), raz dzięki komórze napiłam się winka
      z Kwieto w arcyromantycznych warunkach :)
      • iwa.ja Re: czy lubicie byc na smyczy? 19.09.02, 22:24
        Gość portalu: Melba napisał(a):

        Ale, teraz optymistyczniej :), raz dzięki komórze napiłam się winka
        > z Kwieto w arcyromantycznych warunkach :)
        hej, a kiedy to było? Wtedy na Dzień Dziecka?
        buuuu
        • Gość: Sol Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 19.09.02, 23:48
          rowniez optymistycznie - ja swoja wyrzucilam przez okno z 11 pietra : )

          i ta cholera wyszla z tego nawet nie drasnieta, cuda czy jak? ; )
    • Gość: Krystyna Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: *.trondheim.avidi.online.no 19.09.02, 23:57
      Jestem zwolenniczka komorki. Widze tylko plusy. Uwazam ze posiadanie jej
      ulatwia zycie, mam wiecej czasu dla siebie, zaoszczedza mi duzo nerwow.
      Nie czuje ze jestem na smyczy.

      Ale oczywiscie kazdy z nas ma swoje powody, dlatego dyskutujemy.

      Czytajac wypowiedzi przeciwnikow telefonu, a szczegolnie komorki, zastanawiam
      sie czy te osoby czulyby sie dobrze w czasie komuny.

      Praktycznie mialyby naprawde spokoj. Nikt by ich nie przesladowal, a to z
      prostej przyczyny:

      1)Posiadanie telefonu mozna by bylo porownac do wygrania miliona w Toto Lotka

      2) gdyby jednak udalo sie im dostac telefon to nie mieli do kogo telefonowac, z
      prostej przyczyny,znajomi nie posiadali telefonu.

      3) telefonujac do innej miejscowosci, bylaby okazja na medytacje czekajac kilka
      godzin na polaczenie.
      Po uzyskaniu polaczenia, nikt nie odpowiada. I znowu zamawianie rozmowy, a
      polaczenie sie z telefonistka na poczcie nie bylo takie proste!!!

      4) jeszcze ciekawiej byloby telefonowac za granice. Najczesciej dostawalo sie
      polaczenie w srodku nocy, tylko nie bylo wiadomo ktorej nocy, czasami czekalo
      sie kilka!

      Oczywiscie zawsze telefon byl na podsluchu.
      Mozna by pisac w nieskonczonosc...

      Chcialabym zaznaczyc ze to o czym pisze to nie jest fantazja, to wszystko
      przezylam osobiscie, i nie mieszkalam na wsi albo w malym miasteczku,
      mieszkalam we Wroclawiu.

      Tak wiec cieszmy sie, ze teraz nie ma problemu ze zdobyciem telefonu/komorki.
      Chcemy miec spokoj, poprostu wylaczamy. Wlaczamy “automatyczna sekretarke”,i
      wiemy kto “przesladowal” i co chcial od nas.
      Odpowiadamy albo nie, sami decydujemy.

      Zgadzam sie z Wami, ze niektorzy naduzywaja, paplaja gdzie popadnie nie
      zwracaja uwagi na innych. Znow bylby nowy temat pt. “ kim sa wlasnie ci
      paplacze i dlaczego ...?

      Zgadzam sie rowniez, ze osoby ktore maja partnerow zazdrosnych albo
      psychopatow, moga czuc sie jak “pies na smyczy.”

      Oczywiscie nikt nie lubi byc na smyczy.



      Krystyna

      • Gość: A27 Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: *.proxy.aol.com 20.09.02, 05:20
        Nie posiadam komorki. Chociaz czasem byly momementy kiedy chcialam ja miec.
        Ale to byly tylko momenty...
        Generalnie denerwuja mnie ludzie gadajacy przez telefon w tramwaju, pociagu,
        restauracji. Do szalu mnie doprowadza komora "grajaca" w kosciele. Ponoc tez
        wypadki na drogach nierzadko zdarzaja sie gdy kierwowca gada przez telefon.
        Nie jestem przeciwko komorkom. Apelowalabym jednak o jakis umiar.

        Najsmieszniejszy uzytkownik komorki to moj tato. Kupil ja zeby nie korzystac z
        telefonu mojego brata, wlasciciela abonamentu. Moj tato ma komorke PRAWIE
        ZAWSZE wylaczona. Na dodoatek nie sprawdza swoich wiadomosci, bo bidulek nie
        wie jak. Nie wiem jaki jest cel posiadania przez niego komorki, ale lubie gdy
        dzwoni do mnie w weekendy na swoje darmowe minuty.

        • marina2 Re: czy lubicie byc na smyczy? 20.09.02, 08:59
          a ja sie zastanawiam nad pierwsza wypowiedzia dodo.jesli ktos jadac do pracy
          informuje o tym , ze kupil bluzke albo , ze widzial fajny film i robi to skoro
          swit przez tel moze czuje sie zwyczajnie samotny .czlowiek jest raczej stadnym
          stworzeniem i potrzebuje pewnej dawki zyczliwosci porannej.jesli nie dostaje
          tego w domu na wyjsciu , nie ma z kim dzielic sie drobiazgami przy porannej
          kawie , a potem idzie do pracy i sciga sie caly dzien to komorka i lacznosc z
          przyjaciolmi jest terapi.M
      • Gość: maly.k Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: *.sympatico.ca 20.09.02, 14:06
        Gość portalu: Krystyna napisał(a):
        > Czytajac wypowiedzi przeciwnikow telefonu, a
        szczegolnie komorki, zastanawiam
        > sie czy te osoby czulyby sie dobrze w czasie komuny.

        Czy jeśli ktoś mówi, że w Polsacie puszczają bzdety, to
        wniosek z tego taki, że najlepiej byłoby mu za komuny,
        gdzie oglądał by dwa programy z rządową propagandą ma
        wysokim poziomie?

        Pozdrawiam,

        mk.
        • Gość: Krystyna Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: *.trondheim.avidi.online.no 20.09.02, 18:28
          Gość portalu: maly.k napisał(a):

          >
          > Czy jeśli ktoś mówi, że w Polsacie puszczają bzdety, to
          > wniosek z tego taki, że najlepiej byłoby mu za komuny,
          > gdzie oglądał by dwa programy z rządową propagandą ma
          > wysokim poziomie?
          >
          > ---------------------------------------------------------
          Przykro mi maly.k ze nie zrozumiales/as mojej odpowiedzi, albo ja Twojej.

          Tak czy inaczej zarowno programy telewizyjne o ktorych piszesz jak i telefon
          komurkowy mozesz wylaczyc albo poprostu nie kupowac. Wolny wybor.
          Mozna rowniez dyskutowac o innych technicznych wynalazkach. Jednym ulatwiaja
          zycie, innych denerwuje.

          pozdrawiam

          Krystyna
    • zlakobieta Re: czy lubicie byc na smyczy? 20.09.02, 09:31
      Ja mam komorke w tym samym celu co Kwieto i bardzo ja lubie :)
      Staram sie korzystac rozsadnie i wiele razy zdarzylo mi sie przezyc mile chwile
      zorganizowane przy pomocy tego aparaciku. W ogole nie rozstaje sie z moim
      telefonikiem (no moze czasem... ;) i uwielbiam otrzymywac romantyczne SMSy od
      mojego Ukochanego i sama lubie je rowniez wysylac. Cala moja rodzina
      jest "latajaca" to znaczy, ze nigdy nie ma ich w domu, ani w
      innym "stacjonarnym" miejscu, wiec bez komorek musielibysmy sie kontaktowac
      pozna noca, a ja w nocy wole chrapac.
      Acha, jak ide do kosciola, teatru, czy inne miejsce gdzie komorka nie powinna
      sie odzywac, to po prostu wylaczam dzwiek, lub w ogole wylaczam i tyle.
      Pzdrw
    • goga.74 Re: czy lubicie byc na smyczy? 20.09.02, 10:08
      Ja niedawno sie "zlamalam" i sobie kupilam komorke. Taka na karte, zeby nie
      placic abonamentu, slusznie przewidujac ze rzadko bede z niej korzystac. Numer
      zna narzeczony i jedna znajoma "foumowa" - przydaly sie komorki jak sie
      mialysmy pierwszy raz spotkac. Tak to lezy wylaczona i raz na tydzien sprawdzam
      SMS-y :-). Zabieram ja ze soba tylko gdy wyjezdzam sama na dluzej.
    • capa_negra Re: czy lubicie byc na smyczy? 20.09.02, 11:11
      Nie czuje sie na smyczy... chociaż broniłam sie przed komórką dobre 2 lata.
      Głownie z powodów wymienionych przez przedmówców.
      Przyznaje ze i denerwujace i smieszne jest uzywanie kmórki zawsze i wszedzie.
      Poprostu cnotą jest umiar.
      Mam naturę strusia pedziwiatra. Po pracy do domu, psa w samochód i w rejs.
      Zdarza mi sie nie ogladać własnego mieszkania przez 3 dni - oczywiście telefon
      stacjonarny na poczesnym miejscu :-)) i cóz z tego jak pozytek z niego
      niewielki.
      Dzieki komórze ja mam kontakt z rodziną i znajomymi a oni ze mna.
      Co nie znaczy ze czuje sie jej niewolnikiem - często godzinami lezy w torebce
      czy w samochodzie i wystarczy mi ze jest i ze spojrze na nią czasami czy ktos
      sie nie dobijał, a czy oddzwonie to juz odrębny temat :-))

      • Gość: Malwina Re: czy lubicie byc na smyczy? IP: *.abo.wanadoo.fr 20.09.02, 11:43
        nie znosze !
        kupilam zmuszona okolicznosciami (porod przyjaciolki bo to ja ja zawozilam i asystowalam !) - najtanszy i
        na karte ! tylko dwie osoby maja moj numer : ona i dziecko.
        poza zawodowa (czasem) nie widze zadnej potrzeby .

        PS jak sie ta operacja odbyla ? bo komorka w szpitalu, przed blokiem op. to tu jest NIEMOZLIWE ! gliny by
        mnie za uszy wywlokly za usilowanie zabojstwa na chorym ! (rozstraja maszyny !)
    • Gość: normalka jak nie masz ... IP: 10.96.1.* 20.09.02, 11:48
      ..przyjaciół , męża nie interesuje co się z Toba dzieje , a dzieci robia co
      chca, to nikt do Ciebie nie dzwoni i nikogo nie interesuje gdzie jestes i co
      robisz.... .... pojęła, czy za trudne ???
      • Gość: Malwina Re: jak nie masz ... IP: *.abo.wanadoo.fr 20.09.02, 13:49
        :-)))))))))))))))))))))))))))))))))
        (umieram ze smiechu !!!!!)
      • Gość: kamfora Re: jak nie masz ... IP: 62.29.248.* 20.09.02, 14:11
        Gość portalu: normalka napisał(a):

        > ..przyjaciół , męża nie interesuje co się z Toba dzieje , a dzieci robia co
        > chca, to nikt do Ciebie nie dzwoni i nikogo nie interesuje gdzie jestes i co
        > robisz.... .... pojęła, czy za trudne ???

        Normalko, może nie jest aż tak źle...
        Twojego męża na pewno interesuje, co się z Tobą dzieje,
        może tylko nie ma czasu zadzwonić? I dla wielu innych ludzi też
        na pewno jesteś ważna - może wolą się z Tobą spotykać osobiscie,
        wpadają bez zbędnych zapowiedzi telefonicznych? Trzymaj się!

        :-))
        Ba.
        • Gość: Malwina Re: i to jaka !!!! IP: *.abo.wanadoo.fr 20.09.02, 14:42
          :-))))
        • Gość: normalka Re: jak nie masz ... IP: 10.96.1.* 23.09.02, 10:01
          nie chodziło mi o mnie tylko o autorke całego wątku ...

          a jednak było za trudno napisane ;-))))))))))))
          • Gość: kamfora Normalko... IP: 62.29.248.* 23.09.02, 10:26
            Gość portalu: normalka napisał(a):

            > nie chodziło mi o mnie tylko o autorke całego wątku ...
            >
            > a jednak było za trudno napisane ;-))))))))))))

            W takim razie musisz popracować nad jasnością przekazu......
            (żeby nie było można czytać między wierszami ;-)

            :-))
            Ba.
    • Gość: Jola Re: Czy szanujecie samych siebie????? IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 20.09.02, 18:23
      Komorka jak narkotyk uzaleznia ludzi. Oczywiscie ze sa i dobre strony, wygoda
      itp, ale sa i minusy. Ludzie kiedys mieli wiecej czasu dla siebie, wiecej
      czasu aby spotkac sie osobiscie i porozmawiac.Pierwszy wylom zrobila tu
      telewizja, potem komputer i wreszcie komorka. Dzisiaj kazdy zagoniony, kazdy
      biega jak w ukropie z tym malym przedmiotem nieustannie pod reka. Kiedys kazdy
      patrzyl sie ze wspolczuciem na ludzi ktorzy mowili sami do siebie. Dzisiaj
      zakladaja sluchwki i biegaja mowiac glosno jakby byli oblakani . A moze ci
      prawdziwie opetani dzisiaj korzystaja na tym, bo kazdy pomysli ze mowia do
      niewidzialnej komorki . Nie wierze w to ze nie mozna bez tego zyc, ze szef
      musi do ciebie dzwonic o 6 rano, czy o 12 w nocy, ze ty koniecznie musisz ja
      miec aby powiedziec dziecku co i kiedy ma zrobic. Dawniej rodzice omawiali to
      z dziecmi dzien wczesniej, badz pisali im karteczke. Teraz to zbedne, nic nie
      trzeba wczesniej omawiac ani pisac. Dostepnosc telefoniczna 24/7, albo raczej
      niedostepnosc fizyczna i psychiczna dla dzieci 24/7 . Jadac samochodem
      otwieraja cale biura: komorka, komputer wszystko w ruchu , praca wre.
      Doslownie nie ma juz czasu aby patrzec na droge, a potem wpadaja pod kola
      rozpedzonego pociagu....Stajemy sie niewolnikami wynalazkow technicznych i
      wydaje sie nam ze zycie bez nich nie mialoby po prostu sensu. Oczywiscie ze
      wszyscy w mniejszym badz w wiekszym stopniu temu ulegamy, pytanie tylko czy
      umiemy zachowac w tym wszystkim jakies rozsadne granice. Czy nie zatarla sie
      nam juz calkowicie linia miedzy praca a rodzina i zyciem prywatnym. Jesli szef
      moze do mnie dzwonic o kazdej porze to znaczy ze tej granicy juz nie ma, ze ja
      i moja prywatnosc sa dla mnie samej bez znaczenia.
      • Gość: samanta Re: Czy szanujecie samych siebie????? IP: 5.2.1R1D* / *.kabel.telenet.be 21.09.02, 04:22
        Jola - podpisuje sie pod toba .Pisalam wyzej, co sadze o komorkach .
        Kiedys moj ojciec powiedzial, ze zycie rodzinne obraca sie wokol stolu -
        wspolny posilek , gdzie kazdy moze przedyskutowac dzien - a mnie sie to
        wydawalo glupie bo wolalam wziac obiad do swojego pokoju i zjesc przy ksiazce .
        Teraz widze , co ojciec mial na mysli , odkad mam wlasny dom.
        U mnie w domu nie ma prawa zadzwonic telefon w czasie posilku , kiedy
        przychodza (zaproszeni goscie) nie ma telewizora do towarzystwa jest
        magnetofon(czy CD) z muzyka przy ktorej mozna potanczyc i porozmawiac .
        Wigilia bez TV ( magnetowid pracuje i nagrywa fajne filmy) Po prostu bawimy
        sie soba , cieszymy prezentami i jadlem , tanczymy przy muzyce , komputer
        odpoczywa ,i jest to najfajniejsza impreza roku .
        Pewnie , ze technika jest boska , nie chcialabym zyc w 18 wieku ale jaka
        to ulga , kiedy mozna ta technike po prostu wylaczyc z zycia kiedy sie chce,
        mimo , ze istnieje elektrycznosc siedziec przy swiecach ....urok echhhh
        • Gość: Kirbencja Re: Czy szanujecie samych siebie????? IP: *.proxy.aol.com 21.09.02, 07:26
          Oczywiscie komorka jaka taka nie jest zla. Ale jak wszystkiego co dobre uzywac
          jej trzeba z umierem. Jesli ktos w pociagu musi dyskutowc swoja wizyte u
          dentysty - to wg. mnie jest to lekka przesada. Moze posiadajac komorke warto
          miec na uwadze potencjalnych mimowolnych sluchaczy, ktorym przeszkadza takie
          gadanie przez telefon w pociagu czy w muzeum.
        • wredna2 Re: Czy szanujecie samych siebie????? 21.09.02, 09:40
          Ja mialam, mam i zawsze bede miala i uzywala telefonu komorkowego !!!!!

          i uwazam , ze jest niezbednym wyposazeniem i dopelnieniem mnie, jak okulary,
          jak karta platnicza, jak samochod, jak ....
          bo wg mnie te wlasnie "gadzety" czynia mnie wolna

          a kiedy Wigilijny wieczor i noc ...zdarzylo mi sie spedzic w szpitalnym lozu,
          to nie jadlo i prezenty i nie sianko pod obrusem byly najwazniejsza, a
          wlasnie MOJA KOCHANA KOMORECZKA , bo nawet w nocy bylam razem z bliskimi
          piszac i czytajac pod szpitalna koldra te " kretynskie" sms-y!!!!!

          moją smyczą staje sie raczej komputer... i juz sie zastanawiam, jak to bedzie
          ze mna , gdy Japonczycy wmontuja wreszcie komputer w ubranka ...


          wrednie

          bedzie






          Gość portalu: samanta napisał(a):

          > U mnie w domu nie ma prawa zadzwonic telefon w czasie posilku , kiedy
          > przychodza (zaproszeni goscie) nie ma telewizora do towarzystwa jest
          > magnetofon(czy CD) z muzyka przy ktorej mozna potanczyc i porozmawiac .
          > Wigilia bez TV ( magnetowid pracuje i nagrywa fajne filmy) Po prostu bawimy
          > sie soba , cieszymy prezentami i jadlem , tanczymy przy muzyce , komputer
          > odpoczywa ,i jest to najfajniejsza impreza roku .
          > Pewnie , ze technika jest boska , nie chcialabym zyc w 18 wieku ale jaka
          > to ulga , kiedy mozna ta technike po prostu wylaczyc z zycia kiedy sie
          chce,
          > mimo , ze istnieje elektrycznosc siedziec przy swiecach ....urok echhhh
      • Gość: ida Re: Czy szanujecie samych siebie????? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 21.09.02, 09:10
        Gość portalu: Jola napisał(a):


        Czy nie zatarla sie
        > nam juz calkowicie linia miedzy praca a rodzina i zyciem prywatnym. Jesli
        szef
        > moze do mnie dzwonic o kazdej porze to znaczy ze tej granicy juz nie ma, ze
        ja
        > i moja prywatnosc sa dla mnie samej bez znaczenia.


        Ale tak na dobrą sprawę to kto powiedział, że między pracą a zyciem prywatnym
        MUSI być jakaś granica? Nie sądzę żeby wszyscy traktowali pracę jak jakis
        dopust boży, a szefa i współpracowników jak wrogów?
        A jak ktoś lubi swoja pracę i szefa? Ma na siłę tworzyć jakieś granice? Po co?
        To, że ktoś może dzwonic służbowo 24/dobę (oczywiście te 24h to gruba przesada,
        szef tez musi kiedys spać ;-) wcale nie oznacza, że czas pracy z 8 godzin
        rozciąga sie na godzin 24. Odbierasz telefon, góra kilka minut rozmowy i po
        sprawie. I dalej zajmujesz się życiem prywatnym.
        Ja tak szczerze mówiąc nie bardzo wiem kiedy ja jestem w pracy, a kiedy nie.
        No bo jak lubie jeździć, to podróże (w sprawach służbowych) mam traktować jako
        pracę(i powinnam sobie ponarzekać ile to ja godzin spędzam w pociągu) czy jako
        przyjemność (za która w dodatku nie muszę płacić, tylko mi płacą)? Albo jak
        jadę gdzieś (służbowo) i muszę zostac tam dłużej, to CAŁY czas spędzony tam mam
        wliczać w godziny pracy? (z znów odpowiednio ponarzekać?) Mogę sobie
        pozwiedzać, poszlajać sie po mieście, przecież to darmowa wycieczka. Ba! więcej
        niz darmowa. Płacą mi za to, że ja jade sobie na wycieczkę.

        Proszę mi powiedzieć gdzie w takim układzie mam znależć (wyznaczyć?) te granicę
        miedzy pracą, a zyciem prywatnym?
    • Gość: USA .................................................. IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 21.09.02, 08:05
      POST JEST TYPU NA ZLOSC MAMIE ODMROZE SOBIE USZY

      nie miec komurki to glupota

      umiec ja uzywac to madrosc


      A POROWNYWANIE SMYCZY DO KOMURKI
      TO
      BRAK umiejetnosci zastostosowania techniki w zyciu.

      PO co NAM TAKIE RZECZY JAK

      -komputery wystacza maszyny do pisania a najlepiej piora
      -internet wystatczy telefon ALE PRZECIEZ TO SMYCZ wiec
      mozna pisac listy na maszynie a moze piorem
      -fax to tez glupota
      -telewizor urzedzenie do manipulacji czlowiekiem
      -radio urzedznie do zagluszania mysli
      -pralka elektyczna niszczy ubrania lepiej prac recznie

      i tak dalej i dalej sami mozecie sobie dokonczyc


      usa












      Gość portalu: dodo napisał(a):

      > jezdze do pracy samochodem i metrem. patrze sobie na
      ludzi wokol mnie i jak
      > nie kazdy, to co drugi ma o tej 8:00 rano telefon
      komorkowy w lapie i gada.
      > juz nie moga zyc bez komunikacji z ... ukochanym?
      szefem? podwladnym?
      > i sami tez sa do "zlapania" w kazdej chwili. okropnosc.
      > ja telefonu komorkowego nie posiadam i posiadac nie
      bede, bo nie jestem psem,
      > ktorego zawsze i wszedzie mozna przywolac do porzadku.
      moj maz ma od czasu do
      > czasu wlaczony pager ale tego wymaga od niego jego praca.
      > dzieciaki pokupowaly sobie telefony komorkowe ale za
      wlasne pieniadze i jesli
      > im nie przeszkadza zycie na smyczy, to ich sprawa.
      > nie rozumiem ludzi, ktorzy maja wlaczone telefony
      komorkowe na plazy,
      > u znajomych, w restauracji... na jaka super-wazna
      wiadomosc czekaja?
      > bo tak mowiac szczerze, ile razy uda mi sie przypadkiem
      uslyszec jakies
      > rozmowy tych z telefonami komorkowymi, to sa to
      najczesciej bery typu "gdzie
      > jestes?", "ogladalas wczoraj "friends"?" czy inne
      banialuki.
      > to nie lepiej pobyc chwile ze soba samym?
      > ale to pewnie ja nie mam tego genu (to teraz takie
      modne!) rozmawiacza
      > telefonicznego...
      • Gość: Pola usa - komorka a nie komUrka nt. IP: *.extern.kun.nl 21.09.02, 11:42

        • Gość: Anne-Katrine Re: usa - komorka a nie komUrka nt. IP: *.trondheim.avidi.online.no 21.09.02, 13:24
          Gość portalu: Pola napisał(a):

          --------------------------------------
          Pola!
          Czy nie pomylilas/es watkow ?

          To nie jest watek p.t. " ortografia jezyka polskiego, albo "slownik poprawnej
          polszczyzny"
          Czy nie zdazylo Ci sie przez pomylke nacisnac inna litere ?
          N.p. zamiast "O" nacisnelas "U"?

          pozdrawiam
          A_K
          • Gość: Pola Re: usa - komorka a nie komUrka nt. IP: *.extern.kun.nl 21.09.02, 14:50
            > Czy nie zdazylo Ci sie przez pomylke nacisnac inna litere

            Nie, nie zdaRZylo mi sie :-)
            Pozdrawiam rowniez :-)



            a odnosnie watku. wlasnie dostalam r-nek telefoniczny i
            twardo postanowilam nie przedluzac umowy, bede walczyc z
            komorkowym nalogiem!
            • kwieto A moze jednak sie zdarzylo? 21.09.02, 15:26
              Link: www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=210&w=
              3005695&a=3005695

              "Jestem w satysfacjionujacym mnie zwiazku..."
              "...Prawde mowic nie bardzo wiem jak..."

              Zanim sie zabierzemy za poprawianie i odzegnywanie od popelniania
              bledow, wypadaloby sprawdzic wlasne teksty, archiwum to uzyteczna rzecz
              :")))
              • proo A moze jednak sie zdarzylo?Kwieto 21.09.02, 15:37
                :-))))

                pozdrawiam
                proo
                • iwa.ja Re: A moze jednak sie zdarzylo?Kwieto 21.09.02, 16:06
                  Wiecie co? A ja mam nieco odmienne zdanie na temat poprawiania błędów na forum.
                  Czasami i mnie zęby bolą, kiedy coś tam zobaczę. No i staram się siedzieć
                  cicho. A właściwie dlaczego? Przecież forum służy, poza wymianą poglądów, także
                  do szlifowania języka. Czy, jeżeli prawie wszyscy jesteśmy tu anonimowi, komuś
                  spadnie z głowy wirtualna korona, jeżeli wskaże mu się błąd? Tylko jedna drobna
                  uwaga; zauważyłam, że często, z braku innych argumentów, dokopuje się
                  adwersarzowi w ortografię. Jak już coś wytykać, to przecież można to zrobić w
                  sposób, hmmm, kulturalny.
                  OK, a teraz Kwieto (powyższa moja tyrada nie była skierowana do Ciebie!) marsz
                  do wyszukiwarki i prześlepiaj moje posty. Za krytykę podziękuję Ci osobiście.
                  • kwieto Archiwum 21.09.02, 16:18
                    Alez Iwo, moje przeszukiwanie archiwum dotyczace Poli bylo spowodowane
                    jej kategoryczna wypowiedzia "mnie sie nie zdarza popelniac bledy".
                    Okazalo sie, ze jednak. Nie wiem jak jej, mi byloby w tym momencie
                    zwyczajnie glupio, za ta wczesniejsza kategorycznosc. I poprawianie innych
                    z impetem walca drogowego (co mi tez sie niestety zdarza).

                    A na marginesie - bardziej niz ortografia mnie draznia na forum
                    przeklenstwa, rzucane na prawo i lewo. A na tym polu "ortograficzni
                    poprawiacze" potrafia sie popisywac co niemiara. A w koncu brak
                    przeklenstw to tez dbalosc o jezyk, nieprawdaz?
                    • iwa.ja Re: Archiwum 21.09.02, 16:26
                      kwieto napisał:

                      > Alez Iwo, moje przeszukiwanie archiwum dotyczace Poli bylo spowodowane
                      > jej kategoryczna wypowiedzia "mnie sie nie zdarza popelniac bledy".
                      > Okazalo sie, ze jednak. Nie wiem jak jej, mi byloby w tym momencie
                      > zwyczajnie glupio, za ta wczesniejsza kategorycznosc. I poprawianie innych
                      > z impetem walca drogowego (co mi tez sie niestety zdarza).
                      taaaa, kiedyś pisałam o pokorze... pokora wyklucza kategoryczne stwierdzenia.
                      Im dalej w las, tym człowiek staje się mniej pewny swego i zaczyna wątpić. Też
                      mnie to odrzuca...
                      > A na marginesie - bardziej niz ortografia mnie draznia na forum
                      > przeklenstwa, rzucane na prawo i lewo. A na tym polu "ortograficzni
                      > poprawiacze" potrafia sie popisywac co niemiara. A w koncu brak
                      > przeklenstw to tez dbalosc o jezyk, nieprawdaz?
                      prawdaż.
                      • proo Iwa.ja i kwieto 21.09.02, 17:29
                        • proo Re: Iwa.ja i kwieto 21.09.02, 17:51
                          Przez długi czas tylko czytywałam Forum. Pozwoliło mi to poznać ich wrażliwość,
                          sposób patrzenia na życie , reakcje na problemy a także język ktorym posługują
                          się stali bywalcy Forum. Poczatkowo raziły mnie błędy ortograficzne czy
                          stylistyczne ktore znajdowałam w ich wypowiedziach ale z czasem zerozumiałam
                          że nie to jest najwazniejsze.
                          Wazniejsze sa poglady , intencje , mądrość .. nauczyłam się tolerancji w tej
                          materii. Nikt z nas nie jest doskonały a przecież istnieją również dysgraficy.
                          Czyż możemy odmowić im możliwości wyrażania poglądow?
                          Nie lubię jednak kiedy interlokutor w obliczu braku argumentow czy
                          wyprowadzony z rownowagi wytyka innym błędy ortograficzne czy językowe.
                          Wtedy mam ochotę zrobić to co zrobił Kwieto. Bez względu na konsekwencje.
                          A przekleństwa ..? Są zwykłymi słowami ktorym MY nadaliśmy pejoratywny
                          wydźwięk , niezbędne czasami aby móc prawidłowo wyrazić gniew , bunt ,
                          zniecierpliwienie czy inne mocniejsze emocje!
                          Sama nie przeklinam ale ... :-)
                          Mój forumowy idol i ukochany nick - używa przekleństw na Forum ( z rzadka
                          a jednak! :-)
                          I kocham go RÓWNIEŻ za TO! :-))))))))))))))))

                          Pozdrawiam Was oboje
                          proo
                  • Gość: Pola kwieto.... IP: *.extern.kun.nl 21.09.02, 18:10
                    zadales sobie troche trudu, ale PUDLO! niejednemu psu na
                    imie Burek, szukaj dalej, moze cos znajdziesz jeszcze na
                    mnie....
                    • pastwa Re: Pola 21.09.02, 18:20
                      Kto wytyka błędy gramatyczne, a sam nie rozumie sensu ( którego nie ma, chyba
                      ze Ty go znasz)stosowania się do tychże zasad, rozgarniętym też nie może się
                      nazywać.
                    • kwieto Droga Polu 21.09.02, 18:35
                      I wszystkie burki maja to samo IP? Dla scislosci "*.extern.kun.nl".
                      Owszem w jednym z cytowanych watkow IP jest "*.proxy.aol.com", drugi
                      dalej obowiazuje...
                • kwieto Specjalnie dla Proo 21.09.02, 16:20
                  Bonusik:
                  www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=210&w=3040795&a=3042542

                  "moznaby", prawda ze urocze? :")))
                  • iwa.ja Re: Specjalnie dla Proo 21.09.02, 16:30
                    to i ja dorzucę bonusik: MNIE SIĘ NIE ZDARZA POPEŁNIAĆ BŁĘDÓW!
                    (to nie znaczy, że mnie, iwie, bo mnie sie zdarza. To znaczy, że po orzeczeniu
                    z przeczeniem stawia się rzeczownik w dopełniaczu, a nie w bierniku).
                    • iwa.ja Re: Specjalnie dla Proo 21.09.02, 16:59
                      iwa.ja napisała:

                      > to i ja dorzucę bonusik: MNIE SIĘ NIE ZDARZA POPEŁNIAĆ BŁĘDÓW!
                      > (to nie znaczy, że mnie, iwie, bo mnie sie zdarza. To znaczy, że po orzeczeniu
                      > z przeczeniem stawia się rzeczownik w dopełniaczu, a nie w bierniku).
                      A zresztą, może się mylę...?
                  • kamfora Oj, Kwieto, Kwieto...;-) 21.09.02, 16:41
                    kwieto napisał:

                    > "moznaby", prawda ze urocze? :")))

                    Widzę, że kupiłeś sobie wreszcie słownik ortograficzny! :-)
                    (hmmm...przyznaję, że nieraz nie wiem, czy można z by piszemy razem,
                    czy osobno? tak samo jak "niechby", "niżby", czy tak jak "trzeba by",
                    "warto by"...a czasem i spacja się sama włączy, albo wyłączy ;-)
                    • kwieto Re: Oj, Kwieto, Kwieto...;-) 21.09.02, 16:50
                      Odczytaj sobie jednym ciagiem, na glos "moznaby". najlepiej z akcentem
                      na "by" - moznABy :")))
                      Slownika nie kupilem, bledy robie jak robilem, ale temu nie zaprzeczam
                      :")))

                      Najwiecej problemow mam ostatnio z "na pewno" i "naprawde", ech...
                      • kamfora Re: Oj, Kwieto, Kwieto...;-) 21.09.02, 16:56
                        kwieto napisał:

                        >> Najwiecej problemow mam ostatnio z "na pewno" i "naprawde", ech...

                        Spróbuj używać "z pewnością" i "zaiste" ;-)
                        • kwieto Re: Oj, Kwieto, Kwieto...;-) 21.09.02, 17:24
                          To jest pomysl! Ze tez na to nie wpadlem!?
                  • Gość: Pola kwieto... IP: *.extern.kun.nl 21.09.02, 18:24
                    > "moznaby", prawda ze urocze? :")))


                    co w tym uroczego?
                    • proo Kwietoooooooooooo! :-)) 21.09.02, 18:27
                      Gość portalu: Pola napisał(a):
                      > > "moznaby", prawda ze urocze? :")))
                      >
                      > co w tym uroczego?



                      To dopiero jest urocze , coooooooo?????? :-))))))))))))
                      cha..., cha.., cha ...

                      proo uchachana! ;-)))
                      • kwieto Re: Kwietoooooooooooo! :-)) 21.09.02, 18:37
                        Faktycznie, to jest jeszcze bardziej urocze :"))))))))
                    • kwieto Re: kwieto... 21.09.02, 18:36
                      Kontekst... i calkowita zgodnosc IP :")))
            • Gość: Anne-Katrine Re: usa - komorka a nie komUrka nt. IP: *.trondheim.avidi.online.no 21.09.02, 15:28
              Gość portalu: Pola napisał(a):

              > > Czy nie zdazylo Ci sie przez pomylke nacisnac inna litere
              >
              > Nie, nie zdaRZylo mi sie :-)
              > Pozdrawiam rowniez :-)
              >
              > a odnosnie watku. wlasnie dostalam r-nek telefoniczny i
              > twardo postanowilam nie przedluzac umowy, bede walczyc z
              komorkowym nalogiem!

              ----------------------------------------------------

              Dziekuje za korekte, tym razem zle napisalam. Nigdy nie bylam polonistka,
              wolalam matematyke.
              Gratuluje Ci ze nigdy nie mylisz sie. Rzadka cecha. Zazdroszcze.

              Powodzenia z walczeniem z komorkowym nalogiem!

              Anne-Katrine
            • Gość: Pola swietne IP: *.extern.kun.nl 21.09.02, 18:18
              prosze o wiecej
              czasem warto czytac miedzy wierszami i nie odczytywac
              doslownie, przeczytajcie jeszcze raz moj post do A-K, nie
              byl zlosliwy, ani nie mialam na celu wytkniecia Jej
              bledu, to byla raczej gra slow, no, ale bawcie sie ladnie
              dalej :-)
              Pozdrawiam
              Nieomylna i idealna Pola
              PS. Bez okienka
      • Gość: usa Re: ............................................. IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 21.09.02, 18:46
        bardzo mi sie podoba wasza dyskusja
        jedyna rzecza ktora sie zajmujecie to ze znalezono blad.

        OK zadowole was !!!!!!!!! nauczycielka od polskiego
        powiedziala mi ze nie umie pisac i opowiadac.
        TO
        nie przeszkodzilo mi to zeby zostac mowca czasami do 1000
        osob i wiecej. Prowadzic treningi grupowe i indywidualne.

        oraz zostac pisazem ( jestem w trakcie pisania ksiazki )

        acha w szkolach miazlem zawsze 3 z polskiego.

        wiem ze pokonalem wielkie zle negatywne programownie
        nauczycielki.
        Inna powidzila mi ze nie jestem w stanie nauczytc sie
        innego jezyka obcego. OD 20 lat mieszkam w USA w miescu
        gdzie mie ma prawie poloni. A jak przyjechalem to nie
        umialem slowa po angielsku. Ale po co to pisze na tym
        forum sa tylko upierdliwcy. Wszyscy szukaja dziury w
        calym i jak sie pokazac ze sie ma cos do powiedzenia.

        usa
        • Gość: Pola usa IP: *.extern.kun.nl 21.09.02, 18:53
          Ja nie mam nic ciekawego do powiedzenia, wiec uciekam stad...
          Przepraszam Cie za wytkniecie bledu, rzeczywiscie bylo to
          chamskie, taki mam nawyk, przepraszam najmocniej. Sama
          wiem, jak to jest z jezykiem, lapie sie na tym, ze
          zastanawiam sie nad tym jak cos napisac :-) chociaz
          niderlandzkim posluguje sie znacznie krocej niz Ty
          angielskim.
          Pozdrawiam
          Pola
          • Gość: Pola Re: usa dopisek IP: *.extern.kun.nl 21.09.02, 18:59
            A jak chcesz poznac zycie tego forum, to czytaj posty
            kwieto, facet zna sie na wszystkim!
        • proo Re: ............................................. 21.09.02, 18:55

          OK , usa , przeceniłeś się! Nie o Ciebie kruszą się tu kopie.
          Przyznać jednak muszę że Twoje nauczycielki to bardzo mądre kobiety!

          proo

          Kiedy juz zostaniez pisażem , daj się poczytać - przyślij nam
          swoją książkę ( ksionszke?? - nigdy nie wiem jak to się pisze?!)

        • iwa.ja Re: ............................................. 21.09.02, 19:06
          Gość portalu: usa napisał(a):

          > bardzo mi sie podoba wasza dyskusja
          > jedyna rzecza ktora sie zajmujecie to ze znalezono blad.
          Ale po co to pisze na tym
          > forum sa tylko upierdliwcy. Wszyscy szukaja dziury w
          > calym i jak sie pokazac ze sie ma cos do powiedzenia.
          Nie wiem, do kogo to było adresowane? Mam nadzieję, że nie do mnie. Błędy, moim
          zdaniem, można wytykać a. osobom zaprzyjaźnionym i b. na czyjąś wyraźną prośbę.
          Jak napisałam wcześniej, nikt nie jest nieomylny. Aha, z polskiego miałam
          kiedyś piątkę. Studia przeżyłam filologiczne. A ile mi się zdarzyło wpadek
          językowych od tej pory? Masa!! Dlatego wdzięczna jestem, jeżeli ktoś mnie
          poprawia. Oczywiście po warunkiem, że zrobi to z klasą...
          OK, nie mam nic więcej na ten temat do powiedzenia. A komórka daje mi wolność i
          kontakt z ludźmi. Oczywiście pod warunkiem, że kontaktują się ze mną z klasą
          (Ostatnio zadzwoniła do mnie pewna osoba. O siódmej z minutami. Bo przecież o
          siódmej już zasiadła za biurkiem w biurze...)
          • Gość: dodo Re: ......asumujac ;-) IP: *.sympatico.ca 21.09.02, 19:28
            dostrzegam zdecydowana wyzszosc komorkowego nad np. pisaniem listow - nie ma
            problemu bledow ortograficznych :-)
            wciaz nie moge pojac jak to sie dzieje, ze tyle osob moze korzystac
            z telefonow komorkowych w szpitalach - jak widac znow jest to kwestia
            odmiennosci realiow w roznych krajach.
            a dzis rano synaczek-kanocek probowal mnie zwabic do pewnego miejsca, gdzie mu
            sie trening hokeyowy skonczyl wczesniej niz przewidywal i jego ukochany
            komorkowy poczestowal nas takimi szmerami, ze mlody i tak musial wydac 25
            centow na publiczny zebysmy w ogole mogli wymienic ze dwa zdania.
            ale co ja sie przejmuje? to jego 25 centow, nie moje tak jak i jego pieniadze
            poszly na komorkowy - hi hi hi - mialam sobie poranna satysfakcje leciutko
            zlosliwa... ;-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja