kamfora
21.09.02, 12:56
Wątki, jak ja je nazywam, "związkowe" mają to do siebie,
że najczęściej dotyczą problemów
wybaczyć i zostać" (odnowić związek)
czy odejść i znależć kogoś innego (zacząć wszystko od nowa).
Wydaje mi się, że większość doradzających forumowiczów
skłania się ku drugiemu rozwiązaniu, a i sami zainteresowani
też takie rady właśnie chcą usłyszeć...
Zastanawia mnie taka sprawa...Znane jest powiedzenie ,
że podróżując człowiek nie zmienia siebie, tylko niebo nad sobą...
A "podróżując" przez związki kolejne?
Skąd bierze się przeświadczenie (wiara niezachwiana prawie niczym)
że starego zwiazku NIE DA się naprawić, natomiast nowy NA PEWNO
będzie udany? Przecież wiążąc się z człowiekiem "po przejściach"
należy brać też pod uwagę, że jego rozstania z poprzednimi
partnerami niekoniecznie musiały następować z winy tamtych...
Czy to dlatego, że "czego oczy nie widzą..."? Nie ma wspólnych
złych wspomnień, jest tylko przyszłość?
Ale jeżeli tak łatwo feruje się tutaj wyroki: uciekaj z tego
związku, on/ona się nie zmieni - znajdź sobie kogoś
NORMALNEGO...to co należy zrobić, żeby nie złączyć się
przez przypadek z kimś, od kogo właśnie ktoś uciekł?