ODNOWA czy OD NOWA?

21.09.02, 12:56
Wątki, jak ja je nazywam, "związkowe" mają to do siebie,
że najczęściej dotyczą problemów
wybaczyć i zostać" (odnowić związek)
czy odejść i znależć kogoś innego (zacząć wszystko od nowa).

Wydaje mi się, że większość doradzających forumowiczów
skłania się ku drugiemu rozwiązaniu, a i sami zainteresowani
też takie rady właśnie chcą usłyszeć...

Zastanawia mnie taka sprawa...Znane jest powiedzenie ,
że podróżując człowiek nie zmienia siebie, tylko niebo nad sobą...
A "podróżując" przez związki kolejne?
Skąd bierze się przeświadczenie (wiara niezachwiana prawie niczym)
że starego zwiazku NIE DA się naprawić, natomiast nowy NA PEWNO
będzie udany? Przecież wiążąc się z człowiekiem "po przejściach"
należy brać też pod uwagę, że jego rozstania z poprzednimi
partnerami niekoniecznie musiały następować z winy tamtych...

Czy to dlatego, że "czego oczy nie widzą..."? Nie ma wspólnych
złych wspomnień, jest tylko przyszłość?
Ale jeżeli tak łatwo feruje się tutaj wyroki: uciekaj z tego
związku, on/ona się nie zmieni - znajdź sobie kogoś
NORMALNEGO...to co należy zrobić, żeby nie złączyć się
przez przypadek z kimś, od kogo właśnie ktoś uciekł?
    • kwieto Re: ODNOWA czy OD NOWA? 21.09.02, 14:28
      Oj Kamforo, to troche nie tak.
      Stwierdzenie, ze gdziekolwiek bysmy nie podrozowali, to zmieniamy tylko
      niebo, jest ladna alegoria mowiaca o tym, ze to jak reagujemy na
      otoczenie i w jaki sposob sie z nim komunikujemy - zalezy od nas samych.
      I nawet totalna zmiana srodowiska nie zmieni nas zbytnio, bedziemy nadal
      rozumowac, postepowac w ten sam sposob. Podobnie mowi sentencja
      "jedyny zen ktory jest na szczytach gor, to ten ktory sam tam wniosles" -
      czyli to czy cos jest dla Ciebie przezyciem mistycznym czy blahym zalezy od
      Ciebie.

      Ale dalej - powyzsze jest prawda, ale nie do konca. Przeciez ludzie w jakis
      sposob oddzialywuja na siebie, wdaja sie w jakies interakcje, relacje... Ja
      wywieram jakis wplyw na Ciebie, Ty wywierasz jakis wplyw na mnie - chocby
      przez fakt, ze czytamy wzajemnie swoje teksty pisane na forum, odnosimy
      sje do nich w jakis sposob, analizujemy je, komentujemy, itd. Wszysktko
      jest jakos tam ze soba powiazane, i zmiana srodowiska moze miec czasem
      zbawienny wplyw na jakas osobe - chocby dlatego, ze ukazuje zupelnie
      inne wzorce postepowania. Pytanie tylko czy dana osoba chce sie uczyc
      tych innych wzorcow, czy jest w stanie je ocenic jako przydatne/
      nieprzydatne, dobre/zle. Teraz mozna ta mysl zaadoptowac do kolejnych
      zwiazkow jakiejs osoby. Jesli dany czlowiek jest w jakis sposob zorientowany
      na analize wlasnych bledow, uczenie sie na nich - to z kazdego kolejnego
      zwiazku wyciagnie dla siebie jakas nauke, dzieki ktorej kolejny zwiazek
      bedzie mial szanse zaistniec na lepszej "jakosciowo" plaszczyznie. Troche
      jak w szkole - im w "starszej" klasie jestes, tym bardziej skomplikowane
      zagadnienia jestes w stanie rozwiazac - bo wiecej zdazylas sie nauczyc.

      Teraz pytanie, dlaczego ludzie preferuja rozstania, niz odbudowywanie
      zwiazku od nowa. Prawdopodobnie dlatego, ze tak jest nieco latwiej. Moze
      to byc ucieczka od tego co sie nabroilo (myslenie typu: "ten zwiazek nie
      jest udany przez ta druga osobe, ja jestem nieskazitelna/y i bez winy").
      Daje to troche lepsze samopoczucie - wydaje sie nam, ze zostawiajac
      osobe z ktora nie potrafilismy sie dogadac, zostawiamy wszystkie te sfery,
      w ktorych powstawaly konflikty - a przeciez zabieramy je wlasnie ze soba -
      nadal pewne rzeczy beda nas draznic, inne zniechecac. Brak tolerancji i
      akceptacji dalej bedzie brakiem, bo to nie zalezy od drugiej osoby a od
      nas.
      Z drugiej strony - aby "odgruzowac" zwiazek i zrobic cos z naroslymi przez
      dluzszy czas niesnaskami, niezrozumieniem, zniecheceniem, itd - trzeba
      umiec tej drugiej osobie te wszystkie rzeczy ktore nas poroznily "wybaczyc".
      Celowo uzylem tu cudzyslowiu, bo czesto owo "wybaczenie" polega li tylko
      na przyznaniu, ze jest to inna osoba niz ja, i nie ma obowiazku wypelniac
      moich oczekiwan - ze ma pelne prawo byc soba, a nie dzialac pod moje
      dyktando.
      Z trzeciej strony - aby zaczac odnawiac zwiazek, potrzeba checi dwojki. I
      sam fakt, ze jedna ze stron ukladu cos chce zrobic, nagle sie zmienila,
      zaczyna sie starac, wcale nie oznacza, ze zrobi tak druga strona. I co
      wtedy?
      • Gość: jak Re: ODNOWA czy OD NOWA? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 24.09.02, 14:08
        Sam przeżywam aktualnie podobny temat. Ja chcę naprawić swój związek. W
        skrócie chodzi o to, że moja dziewczyna oskarżyła mnie o zdradę, a coś takiego
        nie miało miejsca. Teraz jest przeświadczona o mojej winie, a ja czegoś
        takiego nie zrobiłem i nie zrobię. Jestem świadom innych swoich błędów, które
        popełniałem i dlatego chce to naprawić. A dlaczego chce ratować ten związek -
        bo głęboko wierzę, że to się może udać. Jeszcze tydzień temu byłem pewien, że
        to koniec. Jednak od piątku nadzieja wróciła. Ona też wykazała (tak mi się
        wydaje) chęć spróbowania odgruzowania tego, co się zawaliło. Jestem
        przeświadczony, że warto z kilku powodów. Po pierwsze - kocham ją
        nieprzytomnie i nie mogę się pogodzić z rozstaniem. Po drugie, tak jak ktoś
        tutaj wspomniał nie jest powiedziane, że w nowym związku będzie mi lepiej.
        Znamy się wystarczająco długo, każdy zna dobre i złe strony drugiej połowy i
        wspólnymi siłami można je wyeliminować lub choćby w drobnym stopniu je
        zniwelować. Kochanie kogoś i bycie z kimś polega też na akceptacji drugiej
        osoby, jej niektórych (nie zawsze dobrych) cech charakteru, a nie kochanie
        wyobrażenia o idealnej miłości. Takie myślenie do niczego nie prowadzi, bo
        nigdy nie znajdzie się tego ideału. I prowadzi to tylko do ciągłych
        poszukiwań, a życie nie trwa wiecznie. Nikt nie powiedział, że naprawianie
        związku jest łatwą, przyjemną i krótką sprawą. Uciekanie i poddawanie się w
        trudnych sytuacjach dla mnie jest tchórzostwem i pójściem na łatwiznę.
        Oczywiście należy też wartościować źródła kryzysów. Jeśli faktycznie jedna
        strona zdradziła drugą, to ciężko w takiej sytuacji wypracować porozumienie. U
        mnie jest o tyle śmieszniej, że ja tego nie zrobiłem, ale ona wierzy, że tak
        było. Jeśli jednak tylko jedna strona będzie dążyła do naprawy i wyraźnie tego
        chciała, to też brnięcie w to dalej nie ma sensu.
    • Gość: ida Re: ODNOWA czy OD NOWA? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 21.09.02, 19:22
      Szczerze mówiac, ja w "odnowy" jakoś specjalnie nie wierzę, pomijajac nawet
      fakt, że obie strony muszą chcieć sie "odnowić" ( i to we wspólnym kierunku),
      to taka "odnowa" to nie jest kwestia dni czy tygodni, a raczej miesięcy i lat.
      Miesiące jeszcze da sie jakos znieść, ale lata, to juz stanowczo za dużo,
      zwłaszcza, że nie ma sie 100% gwarancji, że "odnowa" zakończy sie sukcesem...
      Bo równie dobrze może zakończyc się porażką... Poza tym, jeśli "odnowa" to
      raczej osobno, a nie razem, dajac sobie czas na przemyslenie tego i owego, i
      ewentualnie próbując jeszcze raz


      to co należy zrobić, żeby nie złączyć się
      > przez przypadek z kimś, od kogo właśnie ktoś uciekł?

      Ej, czy np to, ze ktos ode mnie uciekł, czyni ze mnie jakąś trędowatą? I inni
      też nie powinni sie do mnie zbliżać?
      • kamfora Re: ODNOWA czy OD NOWA? 21.09.02, 19:38
        Gość portalu: ida napisał(a):
        > Ej, czy np to, ze ktos ode mnie uciekł, czyni ze mnie jakąś trędowatą? I
        inni
        > też nie powinni sie do mnie zbliżać?

        A bo tak to jest, jak się w kilku zdaniach chce strescić kilkadziesiąt
        watków ;-) (o sobie mówię!)

        Pisząc o "ucieczce" miałam na myśli sytuacje, kiedy ktoś się zastanawia,
        czy wybaczyć partnerowi : a/zdradę, b/bicie, c/picie, d/cośrówniepotwornego ;-)
        No i forumowicze piszą: rzuć, uciekaj! A może ta osoba z jednego watka
        (gdzie uciekać miała od tego, który pije) ucieknie w ramiona tego z sąsiedniego
        wątka, od którego ktoś uciekł, bo ten nieszczęśnik bił...

        No...skomplikowane to wszystko, przyznaję...;-)

        (A uciekł ktoś od Ciebie, bo go biłaś? ;-)
        • Gość: ida Re: ODNOWA czy OD NOWA? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 21.09.02, 20:05
          kamfora napisała:

          > (A uciekł ktoś od Ciebie, bo go biłaś? ;-)

          No, jeszcze nie... Może dlatego, że jakos nie próbowałam nikogo pobić...;-)
          Ode mnie uciekają bo jestem trudna w pożyciu psychicznie... Nie musze sie
          uciekać do bicia...
          ;-)))
    • pastwa ODNOWA czy OD NOWA? 21.09.02, 19:45
      kamfora napisała:

      > Skąd bierze się przeświadczenie (wiara niezachwiana prawie niczym)
      > że starego zwiazku NIE DA się naprawić, natomiast nowy NA PEWNO
      > będzie udany? Przecież wiążąc się z człowiekiem "po przejściach"
      > należy brać też pod uwagę, że jego rozstania z poprzednimi
      > partnerami niekoniecznie musiały następować z winy tamtych...

      Zwiazek kończy się najczęściej dlatego, że nie dało się go naprawić mimo
      wielokrotnych prób, nic bowiem nie rozpada się nagle, a przeświadczenie, że to
      już koniec wynika właśnie z tych nieudanych prób, to proste. Natomiast to, że
      związek z czyjejś "winy" ( czesto nie trzeba być winnym by związek się
      zakończył, bowiem wystarczy już być "tylko" sobą, by do tego doszło)poleciał w
      przeszłość , nie znaczy wcale,że ta osoba bedzie miała nieudany kolejny.
      Są otóż ludzie odpowiedni i nieodpowiedni zarazem, wszystko zalezy od tego z
      kim się związą i na jak długo.

      > Czy to dlatego, że "czego oczy nie widzą..."? Nie ma wspólnych
      > złych wspomnień, jest tylko przyszłość?
      > Ale jeżeli tak łatwo feruje się tutaj wyroki: uciekaj z tego
      > związku, on/ona się nie zmieni - znajdź sobie kogoś
      > NORMALNEGO...to co należy zrobić, żeby nie złączyć się
      > przez przypadek z kimś, od kogo właśnie ktoś uciekł?

      Odpowiedź jak wyżej, bo co z tego,że ktoś od kogoś "uciekł", często umyslnie
      wiedzac nawet o tej ucieczce bierzemy mimo wszystko tę osobę i to z satysfakcją.

      Pastwa
      • Gość: Malwina Re: ODNOWA czy OD NOWA? IP: *.abo.wanadoo.fr 24.09.02, 15:50
        od nowa odnowa buuuu chcialam rozwinac a tu lud sie wali drzwiami i oknami :-(((

        Malwina (siedem zywotow + 1 bonus)
    • Gość: carduus Re: ODNOWA czy OD NOWA? IP: 10.30.1.* 24.09.02, 15:52
      Ja gdzieś dawno temu przeczytałam, że miłość jest jak piękny kwiat. Trochę to
      pompatycznie brzmi, ale za to dość sensownie. Bo jeśli już zdarzy się, że
      piękny i delikatny kwiat wyrośnie, to nie wystarczy zostawić go samemu sobie, a
      on będzie cudnie kwitł i cieszył nas swoim pięknem i oszałamiał zapachem.
      Trzeba o niego dbać, podlewać, obrywać zeschłe listki, nawozić. Wtedy
      rzeczywiście będzie cudowny, będzie rósł i pięknie się rozwijał. Ale jeżeli nie
      tylko przestaniemy o niego dbać, ale postawimy go w zbyt ciemnym, zbyt chłodnym
      lub zbyt ciepłym miejscu, będziemy podlewać za mało lub za dużo, to wiadomo, że
      roślina zmarnieje. I tak samo jest z miłością. Jeśli zapomnimy o niej,
      przestaniemy dbać o nią, albo jeszcze gorzej, zrobimy coś, co jej zaszkodzi, to
      będziemy mieli taką miłość na jaką sobie zapracujemy: marną, słabowitą i lichą.
      A czasem, gdy zrobimy zbyt wiele złego miłość może całkiem umrzeć. I tak jak
      zeschły kwiat nie zawsze da się uratować, tak zniszczoną miłość nie zawsze da
      się odbudować, mimo wielkich wysiłków. Bo to niestety nieprawda, co pisał o
      miłości św. Paweł. Że wszystko przetrzyma. To pięknie brzmi, ale z
      rzeczywistością niewiele ma wspólnego. Niestety.
Pełna wersja