chryzokola
08.11.05, 12:13
Czytam różne wypowiedzi, czytam artykuły, sama to przechodzę i zastanawiam
się dlaczego kiedyś zdrada i zdradzający byli oceniani jednoznacznie. Dziś to
właściwie nie zdradzającyy jest zły, ale zdradzany. To zdradzany jest winny
zdrady, to zdradzający jest nieszczęśliwy. Gdyby nie zła żona, beznadziejny
mąż partner, by nie zdradził. I teraz zdradzony nie tylko musi znieść
świadomość, ze bliska mu osoba oszukała, zdradziła go, ale jeszcze musi żyć w
poczuciu winy, ze to on jest temu winny. To nie jemu nalezy sie współczucie,
ale zdradzającemu, jego trzeba zrozumieć, koniecznie trzeba(!) mu wybaczyć,
nie nękać, obchodzić się jak z jajkiem. Nikt nie zastanawia się nad uczuciami
zdradzanego: nad tym, ze stracił zaufanie ,że jakaś dobra część w nim
umarła, ze czuje okropny ból, samotność spotęgowaną jeszcze tym,z ę właściwie
nie moze sie pożalić, poskarżyć, bo przeciez to ona jest winna. Ktoś jest
oszukiwany, okłamywany, bo przecież gdyby był inny i moznaby mu opowiedzieć o
innej kobiecie/mężczyźnie nie byłoby problemu,a skoro głupia baba nie
rozumie, ze inna jest w tej chwili ważniejsza dla męża, mądrzejsza,
lepsza...to sama jest sobie winna, ze mąż ją oszukuje. To jakis horror.
Kobieta, która została uderzona przez męża(nie raz) słyszy, ze widocznie
zasłuzyła sobie na to. Kobieta, która w desperacji wzywa policję słyszy,
ze "co to za miłość, ze na mężą nasyła policję"...I znów ma poczucie
winy...Idzie na obdukcję do lekarza, czuje się jak złoczyńca, znów poczucie
winy, bo przecież robi coś przeciw bliskiej osobie....A skoro żona zła wzywa
policję i robi obdukcję to nieszczęśliwy mąż ma prawo wyżalić sie innej ,
dobrej kobiecie, spędzić z nią noc....I tak pisac by mozna w nieskończoność.
Dlaczego tak jest?
Mam wrażenie,ze w kolejnej sprawie (inna to np. wykorzystywanie seksualne
dzieci-człowiek boi się własnego dziecka przytulić) nastąpiło wynaturzenie
słusznej skądinąd prawdy, ze wina zawsze lezy po obu stronach. Owszem to
prawda, ale wina skrzywdzonego jest z reguły mniejsza, poza tym to w niczym
nie usprawiedliwia "przestepstwa". To, ze ktoś zostawi na stole otwary
portfel nie znaczy, ze musze mu pieniądze zabrać.
To nie jest w porządku...