z życia wiedźmy

10.11.05, 15:10

kiedyś, dawno temu, w domu wiedźmy
zawsze wiało chłodem.
wszystko przez okna, które przed wylotem
na miotle należało otworzyć i mieszkanie
wietrzyło sie aż do przylotu, nawet w zimie.
wiedźma była zmuszona spożywać
wysokoenrgetyczne potrawy typu jaś i małgosia.
dziś w domu wiedźmy okna zamyka i otwiera się
z pilota. w drodze do domu wiedźma może
też np połączyć się telefonicznie z jednostką centralną,
która uruchomi pralkę, klimatyzację, kuchenkę,
aby gdy przyleci, wszystko było gotowe...

zachęcam do kontynuacji
    • paco_lopez Re: z życia wiedźmy 10.11.05, 15:23
      ...do tego by mogła klapnąc na sofie i nie odrywając od niej wiedźmiego tyłka
      zatopić paluch w pilocie od plazmistycznego tele. Niestety pralka nie ma łopcji
      wywieszania łachów na sznurki. Trzeba będzie te dupe jednak ruszyć. Patrzy
      wiedźma a na lodówce number of de beast sixhandryd sixty six.
      - A tego tu skąd przywiało ? podumała......
      • fleuret Re: z życia wiedźmy 14.11.05, 07:07
        juz wiem kto zostawił ten
        number of de beast sixhandryd sixty six!
        w jednej chwili nacisnęła guzik pilota uruchamiający
        mechanizm okienny, z broszurką w ręku wskoczyła na miotłę
        i wyleciała w niebieskie przestworze.
        zaaferowana mającym nastąpić spotkaniem, leciała
        zbyt nisko, nie zważała na kominy (nie zauwazyła też
        czerwonej diody sygnalizującej wyłączenie systemu
        automatycznego naprowadzania)
        i stało się: zaczepiła o jeden z nich!
        nim zorientowała się w sytuacji, leciała już
        w dół przewodem kominowym....
        i z hukiem wpadła wprost w ognisko domowe
        pewnego jegomościa.
        zerwała się na równe nogi strzepując popioł
        i resztki spalonych pończoch. goraczkowo
        rozejrzała się za swą specjalistyczna miotłą
        (cały czas trzymając w ręku broszurkę).
        siedzący na fotelu przy kominku dżentelmen
        z łoskotem odstawił filizankę herbaty,
        a książka, którą czytał, zsunęła się z jego kolan.
        rozczochrana i usmolona sadzą kobieta
        bardziej przypominała diabła niż zwykłą wiedźmę.
        - dzień dobry. może gorącej herbaty?
        właśnie zaparzyłem - zapytał uprzejmie gdy
        ochłonął trochę ze zdziwienia.
        świadoma śmieszności swego położenia wiedźma,
        dumnie uniosła nieco głowę i odparła z godnością:
        - wolałabym coś chłodnego
        gdy wyszedł, rozejrzała się ciekawie dokoła.
        wszystkie ściany obwieszone były półkami,
        szczelnie wypełnionymi ksiażkami.
        w rogu pokoju stał stary adapter i stojak z czarnymi płytami
        'jejku...ale muzeum i ten kominek...
        dlaczego gość nie pomyśli o ekologicznie czystym,
        alternatywnym źródle energii..' dumała
        ' całe szczęście, ze dba choć o przewody kominowe,
        bo mogłabym tam utknąć jak puchatek w norce królika...'

    • hsirk Re: z życia wiedźmy 10.11.05, 22:42
      wiedzmy niektorych facetow


      to nawet karte kredytowa niestety maja...


      co ci faceci klna w zywe oczy
      • imagiro Re: z życia wiedźmy 10.11.05, 22:44

      • fleuret Re: z życia wiedźmy 14.11.05, 07:10
        jednak niektórych uszczęśliwia fakt,
        że jego wiedźma może sobie
        narąbać forsy ze ściany
        i nie zawraca mu głowy. zbyt często.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja