najbardziej cierpią egocentrycy

IP: 195.94.203.* 10.10.02, 10:37
Gwałtwonie zakończyły się moje marzenia,
chodzę do tyłu od kilku dni, z wielkim trudem jem cokolwiek, zaraz przestanie
mnie być widać,
a może to dowód na mój egocentryzm, może rzeczywiście widzę tylko czubek
własnego nosa i dlatego tak boli?
Może my egocentrycy mamy takie same cechy, tak samo łakniemy bezpieczeństwa,
akceptacji i na początkowym etapie znajomości daje nam to takiego kopa, że
się wzajem rozumiemy, a potem rozczarowanie staje się tak szybkie?
pozdrawiam
    • laura75 Re: najbardziej cierpią egocentrycy 10.10.02, 17:00
      Hmm... to ciekawe co piszesz, myslę ,że masz racje , ale przecież egocentryzm to nie jest choroba , a nauczka na
      przyszłosc zawsze sie przyda, moze wtedy przestanie nam sie wydawac ( sama jestem egocentryczką), że
      swiat kreci sie wokół nas, a poglądy i sytuacja innych są równie ważna jak nasze.
      pozdrawiam
    • Gość: Imagine Re: najbardziej cierpią egocentrycy IP: *.unl.edu 10.10.02, 17:23
      Zdrowiejesz. Juz znasz odpowiedz na pytania jakie zadales.
      Pozdr, Imagine.
      • Gość: kretyn Re: najbardziej cierpią egocentrycy IP: 195.94.203.* 14.10.02, 13:29
        w wątku
        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=16&w=3191869&a=3191869&v=2

        zawarłem swoje żale po opuszczeniu mnie przez kobietę. Po tygodniu od tamtych
        wydarzeń coraz jeśniej widzę, że to ja swoją niedojrzałościa emocjonalną
        doprowadziłem do tego. Byłem skoncentrowany na swoich emocjach, których nie
        umiem rozpoznać, nazwać i opanować i nie słuchałem tego co mówią do mnie
        bliscy. Nie słuchałem jej tylko siebie i z góry zakładałem co będzie dla niej
        dobre i obrażałem się, że nie było jej ze mną dobrze.

        Już czuję, że mogę być jej wdzięczny, że to jej zdecydowane działanie mnie
        otrzeźwiło i może jeszcze coś uda mi się w życiu zmienić i żyć w zgodzie z sobą
        i bliskimi. Robię remont w mojej głowie i szukam sposobu na przeprosznie Jej,
        bo ją zraniłem. Pytanie o to co ona czuła zadałem sobie dopiero 5 dni po
        wydarzeniach. Widzę, że byłem skoncentrowany tylko na sobie i nie widząc emocji
        bliskich mi ludzi waliłem na odlew raniąc i psując to co chciałem żeby kwitło.

        Pozdrawiam was wszystkich,
        trzymajcie się
        • kamfora Re: najbardziej cierpią egocentrycy 14.10.02, 17:05
          Gość portalu: kretyn napisał(a):

          > Nie słuchałem jej tylko siebie i z góry zakładałem co będzie dla niej
          > dobre i obrażałem się, że nie było jej ze mną dobrze.

          To jest chyba istota rzeczy.
          Wszyscy powinniśmy się od czasu do czasu zastanowić, czy przypadkiem
          nie taka jest przyczyna nieporozumień/kłótni.
          Człowiek może rzeczywiście "dawać z siebie wszystko", ale jeżeli
          nie jest w stanie wysłuchać drugiej strony, czy faktycznie
          sprawia jej to przyjemność/radość - to żale obustronne murowane :-))
        • Gość: Wenus Może muszą trochę więcej popracować nad sobą? IP: *.lodz.dialog.net.pl 14.10.02, 20:00
          > Robię remont w mojej głowie i szukam sposobu na przeprosznie Jej,
          > bo ją zraniłem. Pytanie o to co ona czuła zadałem sobie dopiero 5 dni po
          > wydarzeniach. Widzę, że byłem skoncentrowany tylko na sobie i nie widząc
          > emocji bliskich mi ludzi waliłem na odlew raniąc i psując to co chciałem żeby
          > kwitło.

          Sam fakt, ze zdałeś sobie z tego sprawę jest duuuuużym postępem, tak więc
          twój "remont" daje już pierwsze efekty i ma szansę zakończyć się sukcesem! ;-)
          Myślę, że jak szczerze dziewczynie powiesz co czujesz - wybaczy :-)

          Nasz wybitny psychoterapeuta Eichelberger zanim zajął się pracą nad sobą a
          później "naprawianiem" innych nieszczęsliwch dusz, powiedział o sobie:
          "też kiedyś myślałem, że wszystko co robię jest ok, podczas gdy trup ścielił
          sie dookola". Ten "trup" to oczywiście rany zadane innym poprzez slowa, uczynki
          w wyniku nadmiernego skupienia na wlasnej osobie.

          Nie martw się. Nikt nie jest doskonały, wszyscy popełniamy błędy - ważne, żeby
          dostrzec (lepiej późno niż wcale), gdzie je popełniamy i próbować ich nie
          powtarzać. To trudne czasami, ale pracować nad sobą warto.......

          pozdrawiam Cię kretynie (coz za nick sobie wybrales?) :-)
          • Gość: Kretyn Re: Może muszą trochę więcej popracować nad sobą? IP: 195.94.203.* 15.10.02, 10:22
            Gość portalu: Wenus napisał(a):
            > Sam fakt, ze zdałeś sobie z tego sprawę jest duuuuużym postępem, tak więc
            > twój "remont" daje już pierwsze efekty i ma szansę zakończyć się sukcesem! ;-)

            A wiesz, że to działa jak choroba zaprzeczeń w alkoholiźmie? Kurczę na ile
            sposobów łapię ostatnio w sobie to dziecko, które chcę wykorzenić, ono mi
            wierzga i ciągle wpędza mnie w postawę pokrzywdzonego...

            > Myślę, że jak szczerze dziewczynie powiesz co czujesz - wybaczy :-)

            Chciałbym chciałbym chciałbym, a jednocześnie zaczynam sobie uświadamiać, że ja
            się na nią tak rzuciłem raz dwa i już byłem jej bo się o mnie dobrze wyrażała.
            Kompletnie nie brałem pod uwagę czy my do siebie pasujemy. Teraz próbuję to
            robić, ale nie wychodzi mi to najlepiej. W związku czułem równolegle i
            przyciąganie i odpychanie. Dziś rano przyszło mi do głowy, że warto by było
            przyjrzeć się, które odpychania były pochodną mojego zamknięcia i nie-słyszenia
            jej, a które brały się z niedopasowania i czy to niedopasowanie da się jakoś
            kompromisem obłaskawić.

            > Nie martw się. Nikt nie jest doskonały, wszyscy popełniamy błędy

            fajnie, ale ja mam 37 lat !!!!
            to stąd tak wielka niechęć do siebie i mój nick, bo sobie muszę dokopać, wiem
            samoakceptacja, ale dokopać sobie najpierw muszę...

            pozdrawiam Cię też serdecznie
            kretyn
            • Gość: kretyn praca ale najpierw uczciwy rachunek sumienia IP: 195.94.203.* 15.10.02, 17:06
              właśnie przeczytałem listy, które wymieniłem z Nią przez tydzień po zadymie.
              Wstyd mi teraz za prawie każde napisane tam słowo. Przekonany, że cierpię, że
              choć zgrzeszyłem to miałem powód, dolewałem benzyny do pożaru i nie wiedziałem
              czemu płomień strzela coraz wyżej. Potwornie mi wstyd i czuję do siebie
              niesmak. Tydzień mi zajęło żeby pomyśleć o Jej emocjach.

              Tracę resztki nadziei na szansę odzyskania Jej. Przez cały poprzedni tydzień
              skutecznie rozwaliłem do końca ruiny, które po sobie zostawiłem. Dociera do
              mnie, że to był związek na równi pochyłej, a ja tego kompletnie nie widziałem.

              Ciągle nie mogę sobie ufać w tym względzie bo ciągle mogę pod wpływem emocji
              zrobić kolejną głupotę, znów chcąc coś naprawić mogę zaszkodzić.

              Chciałbym zniknąć ...
            • Gość: Wenus Re: Może muszą trochę więcej popracować nad sobą? IP: *.lodz.dialog.net.pl 15.10.02, 19:47
              Gość portalu: Kretyn napisał(a):

              > Gość portalu: Wenus napisał(a):
              > > Sam fakt, ze zdałeś sobie z tego sprawę jest duuuuużym postępem, tak więc
              > > twój "remont" daje już pierwsze efekty i ma szansę zakończyć się sukcesem!
              > ;-)
              >
              > A wiesz, że to działa jak choroba zaprzeczeń w alkoholiźmie? Kurczę na ile
              > sposobów łapię ostatnio w sobie to dziecko, które chcę wykorzenić, ono mi
              > wierzga i ciągle wpędza mnie w postawę pokrzywdzonego...

              Wiem i nie zaskoczyłeś mnie wcale jeśli chcesz wiedzieć :-) Przyzwyczajenie do
              starych wzorców i próba wyjścia z nich nie dzieje się od tak "pstryk" i po
              problemie! Jeszcze nie raz będziesz "wskakiwał" w "stare koleiny" dawnych
              zachowań zanim te nowe na dobre się ugruntują i wyprą stare wzorce. To tak jak
              każda zmiana - zanim to co nowe się przyjmie nie raz ze starym stoczy bitwę, i
              nie raz to stare z nowym wygra niestety. Jeśli wystarczy Ci determinacji i się
              nie poddasz, przyjdzie dzien, ze nowe zwycięży. Zacznie zwyciężać coraz
              częściej, aż dojdzie do sytuacji, że zapomnisz, że w ogóle stare kiedykolwiek
              istniało. Zabawa polega jednak na tym, ze wtedy pojawić się może nowe "nowe" i
              to co nowym kiedyś było "starym" się okaże :-)))) Tak wygląda praca nad sobą,
              czyli pokonywanie wciąż samego siebie. Potrzebna do tego jest samoświadomość i
              Ty ją masz! Właśnie w Tobie obudziła! Dostrzeż więc plusy tej sytacji i nie
              oskarżaj się za bardzo!!!! Pierwszy ważny krok już uczyniłeś - przyznałeś, że
              musisz coś w sobie zmienić, bo przestałeś się "sobie podobać" takim, jakim
              byles do tej pory. Praca nad sobą należy do najtrudniejszych rzeczy na świecie!
              Więc nie bądź zbyt surowym sędzia dla siebie. Bądź jednak konsekwentny :-
              ).....i wyrozumiały dla innych - w koncu oni tez tolerowac muszą Cię takim
              jesteś, a zwłaszcza teraz twoje "zmiany nastrojow", które są nieuniknione w
              walce z samym sobą :-) Jeśli dziewczynie zależy na waszym związku, pomoże Ci
              pokonać własne demony. Będzie jednak liczyc na to samo z twej strony i tu
              musisz Ty okazać wyrozumiałość. Bo chyba mówimy o partnerstwie?

              Wbrew pozorom twoje nawiązanie do alkoholizmu nie jest wcale głupie!!! To
              również jakby nie było uzależnienie, tyle, że przejawiające się w szczególny
              sposób. Alkoholicy to skrajni egoiści i egocentrycy! Tylko wtedy gdy sami dojdą
              do wniosku, że pora na zmiany - zaczyna sie proces zdrowienia psychicznego a
              wraz z nim fizycznego. Stąd mam wiele wyrozumienia dla alkoholików i innych
              ludzi "uzależnionych", którzy podjęli walkę z nałogiem - ale pdkreślam tą walkę
              podjęli. Wszystko w sumie sprowadza się do tego samego: uświadomienie sobie, że
              dalej żyć tak jak do tej pory z różnych powodów, już NIE CHCEMY i nie możemy!
              Potrzeba tylko siły woli żeby wytrwać w nowym odkrywaniu siebie - łatwe to nie
              jest,przyznaję, ale warte zachodu na pewno! :-)


              > Kompletnie nie brałem pod uwagę czy my do siebie pasujemy. Teraz próbuję to
              > robić, ale nie wychodzi mi to najlepiej. W związku czułem równolegle i
              > przyciąganie i odpychanie. Dziś rano przyszło mi do głowy, że warto by było
              > przyjrzeć się, które odpychania były pochodną mojego zamknięcia i nie-
              słyszenia jej, a które brały się z niedopasowania i czy to niedopasowanie da
              się jakoś kompromisem obłaskawić.

              Och! doskonale wiem o co Ci chodzi. Twoje rozterki są jak najbardziej na
              miejscu, choć są dla Ciebie męczące! Nie oczekuj za dużo od razu. Nabierz
              trochę dystansu. Nie chcę Cię rozczarować, ale może się okazać równie dobrze i
              tak, że kiedy pewne wzorce w sobie przepracujesz i staniesz się kimś trochę
              innym - rozstaniesz się z dziewczyną. Może tak, może nie, ale obie opcje są
              bardzo prawdopodobne. Wszystko zależy na ile Ty sam się zmienisz i na ile oboje
              będziecie sie na wzajem w "nowej" sytuacji akceptować. Bądź jednak dobrej
              myśli. Nie zakładaj od razu, że się wszystko rozwali. W koncu zalezy to od was
              samych. Dziewczyna tez nie jest z drewna i tez swoim zmianom podlega - w swoim
              tempie, roznym od twego, ale jednak. Nic nie jest statyczne przeca! :-)


              > > Nie martw się. Nikt nie jest doskonały, wszyscy popełniamy błędy
              >
              > fajnie, ale ja mam 37 lat !!!!
              > to stąd tak wielka niechęć do siebie i mój nick, bo sobie muszę dokopać, wiem
              > samoakceptacja, ale dokopać sobie najpierw muszę...

              Nie przesadzaj!!! Wiek wiekiem, ale na "przebudzenie" NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO!
              Popatrz dookoła - jak wielu ludzi przeżywa życie "śpiąc" cały czas i nie mając
              możliwości odczucia, tego co odczuwasz Ty! Naprawdę! Zawsze jak czytam takie
              posty jak twój, bardzo mnie cieszą! Dlaczego? Bo oto kolejne serce się otwiera,
              a skoro się otwiera, to znak, że masz szanse być w życiu naprawdę szczęsliwym
              czlowiekiem i uczynić takimi innych.
              Rozumiem Cię doskonale, bo sama jestem w trakcie zmian, takich moich, pewnie
              dla innych malutkich - dla mnie jednak OGROMNYCH. I cieszę się z tego bardzo,
              choć tak jak Ty okupuje to wieloma wewnętrznymi rozterkami i walką z
              własnymi "demonami"! :-)


              > pozdrawiam Cię też serdecznie
              > kretyn

              pozdrawiam Cię również gorąco i trzymam kciuki! :-)
              • chudyy Re: Może muszą trochę więcej popracować nad sobą? 16.10.02, 09:55
                Wenus,

                mądrze piszesz, dziękuję.

                Wiesz zdałem sobie sprawę, że istotnie jak trafia mnie bardzo silna niechęć do
                siebie samego to również jest element choroby zaprzeczeń, bo wtedy ja znów
                wołam na cały głos "przytulcie mnie, och jak cierpię" Pisanie na interku jest
                jakimś sposobem wyrzucenia z siebie złych myśli. Wiem, że ważne jest teraz
                odsiewanie ziarna od plew. Wiem, że miewam nawroty braku kontroli i popadam w
                obijanie się od kantów w swojej głowie.

                Co do Niej masz rację. Myślę, że w końcu zrozumiałem, że nie mogę oczekiwać, że
                ot tak się na mnie nagle rzuci. Dziecko we mnie podpowiada mi mnóstwo
                scenariuszy wybaczenia i długiego szczęśliwego życia. Nie zadzieram już jednak
                głowy do góry sprawdzając czy świeci się w domu. Mogę rzecz, że średnia
                krocząca ma jednak trend wzrostowy.

                Teraz myślę i myślę jak napisać mądry, dorosły list z przeprosinami dla niej.
                Chcę ją osobiście przeprosić, ale i list Jej dać. Na razie nie jest gotowa by
                mnie zobaczyć. Już jej naturalnie posłałem przeprosiny, ale krótkie bez
                wdawania się w szczegóły bo to bez sensu teraz. Po prostu mój widok, moje
                komunikaty nawet przykre mogą ją teraz boleć. Tak silne odrzucenie to pewnie
                efekt bardzo silnego rozczarowania, szoku itd.

                > Bądź jednak konsekwentny :-
                > ).....i wyrozumiały dla innych - w koncu oni tez tolerowac muszą Cię takim
                > jesteś

                Masz dużo racji Wenus.

                > Twoje rozterki są jak najbardziej na
                > miejscu, choć są dla Ciebie męczące! Nie oczekuj za dużo od razu.

                Tak, nieoczekiwanie od razu za dużo jest trudne ale pilnować się muszę przed
                mędrkowaniem, że jaki to ja już dorzały się zrobiłem. A tak naprawdę to
                nieprawda. Masz rację, że uświadomienie sobie to początek ważny bo bez tego nie
                ma zmiany, ale muszę mieć świadomość, że to początek, jak mawia Ona "nieważne
                dokąd, ważne którędy". Kompletnie jej nie rozumiałem kiedyś.

                pozdrawiam Cię serdecznie,
                chudyy kretyn
                • chudyy ech te przejęzyczenia 16.10.02, 09:58
                  chudyy napisał:

                  > mój widok, moje
                  > komunikaty nawet przykre mogą ją teraz boleć

                  jakie przykre, co to jest?
                  alem zdanie wykombinował
          • Gość: królewna_m Re: Może muszą trochę więcej popracować nad sobą? IP: 217.153.6.* 16.10.02, 13:33
            a jeszcze co do Eichelbergera to wciaz chodzi mi po glowie jego Alchemia
            Alchemika, rozdzial o milosci oczywiscie; jezeli kogos potrzebujesz do wlasnych
            celow, po to aby byc kochanym to czy naprawde kochasz ta osobe czy to tylko
            Twoje egoistyczne pobudki, ktore z miloscia nic wspolnego nie maja....a
            cierpienie po stracie ukochanej osoby wynika tylko z checi "posiadania" jej po
            to aby NAM bylo dobrze...Eichelberger pisze ze cierpienie wynika z braku
            milosci....hmmm...chyba kazdy z nas jest egoista bo nie byloby wtedy na swiecie
            milosci i cierpienia
    • Gość: wania Re: najbardziej dokopują egocentrycy IP: 10.10.41.* 16.10.02, 10:00
      Twoja w tym teraz głowa, żeby to naprawić. Nie czekaj. Spraw, by ona
      dowiedziała się o Twoich rozterkach, poczuciu winy i cierpieniu. Walcz o nią, o
      ile jesteś pewien, że coś się w Tobie zmieniło. Jeśli nie, daj jej spokój i nie
      marnuj jej czasu. Tak czy inaczej warto zastanowić się nad sobą, nie masz w
      końcu 20, a 37 lat, chłopie!
      • zabina Re: najbardziej dokopują egocentrycy 16.10.02, 10:12
        egoisci i egocentrycy wszytskich krajow-pomozmy sobie nawzajem!!!!pliiizzz!!!
    • chudyy zaprzeczenia 16.10.02, 12:00
      wczoraj napisałem bolesny tekst jak to cierpię bo sobie uświadomiłem...
      To też dziecko we mnie wierzga, ach napisałem, zobaczcie jak cierpię, ach
      jednak jestem dobry, ach pogłaszcie mnie po główce...

      a potem czytam i szukam kto mnie pochwali...

      spokojnie

      pozdrawiam was
Pełna wersja