maja9923
26.11.05, 15:25
Jak bardzo czlowiek moze sie zmienic w ciagu paru lat?Odpowiedz:na tyle,ze
nie mozna z nim dalej zyc...Dostalam wczoraj takiego "kopa"od mojego meza,ze
juz nigby nie zaufam zadnemu facetowi.Wczoraj przelala sie czara goryczy i
postanowiam od niego odejsc.Zawsze wydawalo mi sie,ze podstawa zwiazku oprocz
milosci jest bezwarunkowy szacunek do drugiej osoby..Jak mozna nazwac kochana
osobe "pi.."(przepraszam za cytat oryginalu)albo roznice zdan w
dyskusji "jak ci sie nie podoba to wypie..j!"To mowi osoba po studiach
wyksztalcona do swojej ukochanej..Dopiero teraz uswiadomilam sobie,cos
waznego:moj maz kupujac jakakolwiek rzecz bardzo pilnowal,zeby wszystko bylo
zapisane na jego nazwisko:dom,samochod,dzialka moja praca przy wychowaniu
dwojki dzieci sie nie liczyla,nie mialam prawa byc zmeczona,nie mialam glosu-
bo nie przynosilam pieniedzy do domu..Teraz pracuje ale moje pieniadze "ida"
na zycie i przyjemnosci jego na budowe domu,dokladnie bedzie tak,ze on
zbuduje go ze "swoich" wiec bedzie tylko jego i bedzie mogl go urzadac jak
bedzie mu wygodnie,bez brania pod uwage mojego zdania..W ogole to zastanawiam
sie w ktorym domu jest tak uklad jak u nas :moje-twoje.W moim rodzinnym domu
rodzice zawsze mowili:Nasze;nikt nikomu niczego nie wytykal,bylo skromnie ale
zawsze do przodu.U nas ile by nie bylo to i tak bedzie malo(mezowi)Liczy sie
tylko spuchniete konto,ktorego nie wolno ruszyc!
Wiec chyba stracilo to wszystko sens,przynajmniej dla mnie i chyba mam
problem..Tak mi smutno