misia_pysia7
01.12.05, 15:45
Mam za sobą kilka lat nieudanego związku, opartego na kłamstwach ze strony
partnera (podwójne życie). Po niecałych dwóch miesiącach od zerwania
(spowodowanego odkryciem prawdy), poznałam faceta, przy którym czuję się
cudownie. Jest tylko jedno ale... Wydaje mi się, że on oczekuje ode mnie
pełnego zaangażowania, planów nt. przyszłości itp., zaangażował się
niemiłosiernie, a ja.. Cóż.. Chciałabym miło spędzać czas, czuć się kochaną,
ale nie poruszać poważnych tematów, żyć chwilą. To facet po przejściach,
kilka lat starszy, a ja czuję że nie mam ochoty katować sie długimi rozmowami
na życiowe tematy. On z kolei uważa, że jest to niezbędne na samym początku.
Przede mną decyzja co do kolejnego spotkania. On z góry nastawił się na
wielogodzinne rozmowy, po których to mamy podjąć decyzję co do ewentualnego
wspólnego bycia razem. Paraliżuje mnie ta świadomość, przekładam to spotkanie
już od trzech tygodni. A może by tak zagrać w otwarte karty i powiedzieć mu,
że nie jestem jeszcze na etapie planowania, chcę żyć chwilą i cudownymi
momentami spędzanymi razem z nim, a nie myśleć co będzie za miesiąc, dwa czy
rok. Czy taka szcerość popłaca? A może on pomyśli, że unikam zobowiązań, że
traktuję go jako egzemplarz przejściowy i szukam ideału? A może to ja
podświadomie unikam czegoś, co mogłoby mnie zranić – rozmów o eks, o jego
dziecku z pierwszego związku…