"Od jutra będę smutny, od jutra.

02.12.05, 09:35
"Od jutra będę smutny, od jutra.

Dzisiaj jednak będę szczęśliwy:
Do czego służy smutek, do czego?
Dlatego, że wieje nieprzychylny wiatr?
Dlaczego mam się dzisiaj martwić o jutro?
Może jutro będzie wszystko jasne
Może jutro zabłyśnie już słońce.
I nie będzie żadnego powodu do smutku.
Od jutra będę smutny, od jutra.
Ale dzisiaj, dzisiaj będę szczęśliwy
i powiem do każdego smutnego dnia:
Od jutra będę smutny.

Dzisiaj nie. "
-
Wiersz znaleziony w gettcie w 1941 r.
    • hellaa Re: "Od jutra będę smutny, od jutra. 02.12.05, 10:00
      To jest wielkie, Alu. Dzięki.
      • ala-a Re: "Od jutra będę smutny, od jutra. 02.12.05, 10:29
        Tak wielka musiala byc wola przetrawania u tych ludzi.

        Jak czytam takie wspomnienia albo wiersze powstale podczas wojny ..
        zastanawiam sie ;
        -jak ja bym sie zachowala?
        -czy zalamalabym sie ,czy tez przyszlaby do mnie ta niezwykla sila ..?

        zastanawialiscie sie nad tym czasem?
        • hellaa Re: "Od jutra będę smutny, od jutra. 02.12.05, 11:10
          Często, właściwie przy każdym filmie, opowiadaniu czy wydarzeniu
          przypominającym takie chwile.
          Jest taki styl, który mi imponuje, choć nie wiem, czy sama bym umiała podobnie.
          To jest coś w rodzaju sceny z wiersza Baczyńskiego, który pisze /dokładnie nie
          pamiętam/, że gdy dookoła wybuchały bomby, kochankowie wplatali ręce w swoje
          włosy - na przekór temu, co świat chciał im dać jako jedyną rzeczywistość. Oni
          ocalili swój swiat: Uczuć, piękna, delikatnosci. Jest scena w "Pianiście", gdy
          na Umschlagplatz przed wywózką na śmierć mały chłopczyk sprzedaje cukierki, a
          ojciec rodziny kupuje jeden i dzieli pomiedzy swoich bliskich. Obaj są bardzo
          godni w tym, co robią. Chciano, by poczuli się nikim i pozwolili sie zaszczuć,
          zastraszyć - a chłopczyk nadal jest dumnym, małym sprzedawcą, który robi dobry
          interes. A ojciec W. Szpilmana - nadal jest tym mądrym, starszym mężczyzną,
          który troszczy się o rodzinę. Niezależnie od wszystkiego, ci ludzie nie dali
          się "zlagrować" i zniszczyć siebie.
          I to jet dla mnie wskazówka, żeby nie dawać się "zlagrować" wewnętrznie, nie
          poddawać się bezkrytycznie rozmaitym przymusom. Z historii starożytnej taka
          postacią jest Sokrates - ja bym była pewnie bardziej kompromisowa, mniej
          ironiczna, ale zawsze chciałabym zachować wiarę w swój osąd i rozróżnienie, co
          jest czym. A od wojny to bym pewnie uciekała najdłużej, jakby się dało. Branie
          udziału w wojnach też jest, moim zdaniem, wynikiem wewnętrznego "zlagrowania"
          żołnierzy po obu stronach. Ja tego po prostu nie rozumiem.
          • marusia_ogoniok Wewnetrzne złagrowanie Starego_babsztyla:) 02.12.05, 12:17
            hellaa napisała:

            ####> To jest coś w rodzaju sceny z wiersza Baczyńskiego, który
            pisze /dokładnie nie pamiętam/, że gdy dookoła wybuchały bomby, kochankowie
            wplatali ręce w swoje włosy - na przekór temu, co świat chciał im dać jako
            jedyną rzeczywistość.

            > Branie udziału w wojnach też jest, moim zdaniem, wynikiem
            wewnętrznego "zlagrowania"
            > żołnierzy po obu stronach. Ja tego po prostu nie rozumiem.
            ......................

            Mnóstwo jest rzeczy pod niebem, których nie rozumiesz i może lepiej aby tak
            zostało, nie rozum:)
            Baczyński? Chłopak w porzo, talent nieco mniejszy, albo powiedzmy... jeszcze
            nie rozwinięty..., nie zdążył... pech. Nie zmienia to sprawy, że jak przysłało
            na prawdziwego artystę, bardzo chciało mu się dymać... i wszelkie oznaki
            zadymień, brał takimi jakimi one są...., bez zbędnej egzaltacji. A dlaczego
            tak, a nie np. jak..... :)... nie, nie powiem kto.... Otóż proszę szanownych
            literatek zwrócić uwagę na to, że pisarz czy poeta, któremu co piekniejszych,
            pachnących sromików nigdy nie brakowało, podchodzi zwykle do takich zagadnień
            rzeczowo.
            Ot, przykładowo kilkakrotnie żonaty Henio Sienkiewicz doskonale rozumiał
            Witolda, podnoszącego powstanie przeciw Krzyżakom na Żmudzi, wydającego tych
            zbrojnych w pałki i okrytych skórami dzikusów na rzeź żelaznym Niemcom, pisząc
            krótko jakoś tak: matki na Żmudzi zawdy będą rodziły ale jak się pocznie ropić
            wrzód w ciele Niemca to i pęknie w końcu.... Jednym słowem ... sztuka dymania
            nie zaginie w żadnych warunkach. Na coś takiego, nigdy nie zdobyłaby się np
            wiecznie niedopchnięta Pawlikowska J....:)
            Przykładów można mnożyć....., ba można nawet samemu sobie coś wyobrazić....
            Weźmy na ten raz tutejsze dziewczynki, bżdziary pierwszej wody, skupione wokół
            Moszny Malona. Toż to nic innego tylko wojenne pokolenie. A jak one się
            poczynały?, o to jest pytanie! Odpowiedź jest raczej prosta. Na pewno
            dzielnie...
            Proszę sobie wyobrazić scenkę, jak to za kupką gruzu, tatuś
            Starego_babsztyla /który to Babsztyl ośmiela się twierdzić, że nie
            przekroczyłam Rubikonu/ poczyna na młodej przyszłej mamusi tegoż Babsztyla....
            Jako człek obeznany w militariach dobrze wie co czynić wypada, powala więc ją
            na ziemię /za ową kupką gruzu/ aby nie sięgnęły jej kule zdradliwego Niemca
            /który to Szkop tchórzliwie zostawił gdzieś może w Alzacji swoją wzdychającą
            Ulrykę, a sam wali z pepeszy do dzielnego w lędźwiach taty Babsztyla/,
            zakrywa własnym ciałem, na dowód pogardy dla śmierci - nagim. Jako stary,
            jeszcze z harcerskich czasów doskonały zwiadowca, unosi się na
            rękach, /unaocznić co z Niemcem?/ natychmiast daje się słyszeć znana muzyka:
            tratatata..... tratata.... /to oczywiście Niemiec wali seriami/, Tatuś Babszyla
            w tej sekundzie opada na mamusię....
            Odważny ten człek wie, że magazynek Szkopa w końcu musi się wyczerpać, unosi
            się więc powtórnie /na rękach:)/, Niemiec - tratatata.... tatuś opada na
            mamusię.... i tak do skutku.... do góry...., tratatata..., na mamusie..., do
            góry...., tratatata..., na mamusie ....
            Wreszcie przychodzi ta wyczekiwana przez wszystkich chwila - Niemcowi kończy
            się amunicja, tatuś czuje wzdłuż krzyża jakieś dziwne prądy elektryczne,
            wypręża się, robi szyderczy grymas w stronę Szkopa /kpi z jego Ulryki.../,
            opada ostatni raz na mamusię /która czule uśmiecha się... wewnętrznie
            złagrowana/.... i... później była Jałta, przyszedł na świat Stary Babsztyl ...
            i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.....
            I Malone tam był... miód i wino pił.... itd...

            Tak Dziewczynki....., Teatr Wojenny to czysta, wewnętrznie złagrowana sztuka.
            • boski.admin Re: Wewnetrzne złagrowanie Starego_babsztyla:) 02.12.05, 12:19
              Ani iluzjonistka ani aluzjonistka tylko chamka
            • hellaa Re: Wewnetrzne złagrowanie Starego_babsztyla:) 02.12.05, 13:58
              Marusia, jak to się rozhulałaś na ogierze swej wyobraźni! Hu ha! :))) Całkiem
              po kawaleryjsku sobie poczynałaś z tematem /by utrzymać się w konwencji
              żołniersko - prokreacyjnej/! :)))
              Ja bym to napisała krócej i dyskretniej: Let's make love not war!
              Co racja to racja!!! :)))))
              • fleuret Re: Wewnetrzne złagrowanie Starego_babsztyla:) 02.12.05, 14:08
                hellaa napisała:

                > Ja bym to napisała krócej i dyskretniej: Let's make love not war!
                > Co racja to racja!!! :)))))

                a ja tak:

                "Za rok może dwa schodami na strych
                Odejdą z ołowiu żołnierze
                Przeminie jak wiatr uśmiechów twych świat
                Kolory marzeniom odbierze
                Za rok może dwa schodami na strych
                Za misiem kudłatym poczłapią
                Beztroskie te dni I zobaczysz
                Że jednak wspaniały był on...

                Konik - z drzewa koń na biegunach
                Zwykła zabawka mała huśtawka
                A rozkołysze rozbawi
                Konik - z drzewa koń na biegunach
                Przyjaciel wiosny uśmiech radosny
                Każdy powinien go mieć"
                • j_ar :) 02.12.05, 14:29
                  fleuret napisała:

                  > a ja tak:
                  >
                  > "Za rok może dwa schodami na strych
                  > Odejdą z ołowiu żołnierze
                  > Przeminie jak wiatr uśmiechów twych świat
                  > Kolory marzeniom odbierze
                  > Za rok może dwa schodami na strych
                  > Za misiem kudłatym poczłapią
                  > Beztroskie te dni I zobaczysz
                  > Że jednak wspaniały był on...
                  >
                  > Konik - z drzewa koń na biegunach
                  > Zwykła zabawka mała huśtawka
                  > A rozkołysze rozbawi
                  > Konik - z drzewa koń na biegunach
                  > Przyjaciel wiosny uśmiech radosny
                  > Każdy powinien go mieć"
          • marusia_ogoniok Byczy pianiści.... 02.12.05, 16:08
            hellaa napisała:

            #### Jest scena w "Pianiście", gdy
            > na Umschlagplatz ####### Chciano, by poczuli się nikim i pozwolili sie
            zaszczuć, zastraszyć - #######. Niezależnie od wszystkiego, ci ludzie nie dali
            > się "zlagrować" i zniszczyć siebie.
            > I to jet dla mnie wskazówka, żeby nie dawać się "zlagrować" wewnętrznie, nie
            > poddawać się bezkrytycznie rozmaitym przymusom. ####
            ..................

            Na artyzm dymania w zagrożeniu, czy też nazwijmy to... dymania przedśmiertnego,
            można spoglądać różnie....
            Helaa, Fleuret,... powiedzcie, czy ktoś z tutejszych bździarzy...., nędzarzy
            umysłowych, estetycznych...., zajmujących się nałogowo wyłacznie cudzymi
            gaciami, nie wiedzący nic o życiu, poza tym, co trzeba zrobić gdy ON przestaje
            dymać.... /zauważacie tę tragifarsę, że nałogowymi doradcami, autorytetami w
            temacie dymania nieznanych ludzi są właśnie te, które nigdy, lub raz,
            kiedyś.... może przez minutę... widziały żywego człona?/, no więc, czy ktoś z
            tych nie rżniętych pawianów, zamiast wzniośle bździć, ze ona musi z nim
            porozmawiać, podjąłby się np. tematu Byczy Pianista?
            Wyjaśniam. Nie sądzę, abyście jechały kiedyś w wagonie towarowym wiozącym byki
            na rzeź, np. do Rosji /czyli daleko/. Nie możecie więc wiedzieć co ona tam
            czynią. Nie karmione /wyłącznie pojone/, ciasno skupione /zwykle po 8szt na
            wagon/ podniecone jazdą, dostają takiego wzwoda, że trudno Wam to sobie
            wyobrazić:) Obskakują się i.... wykonują tak upragnione przez tutejsze
            ekspertki - ruchy frykcyjne. Robi się taka zadyma, że jadący z nimi "opiekun" -
            kapo, musi uciekać na stopnie wagonu, aby go nie zdeptały....
            Można by zacytować Helle: "Chciano, by poczuli się nikim i pozwolili się
            zaszczuć" ...... a oni /te byki/, dumni i zwarci, gardzili /?/ śmiercią i....
            robili sobie w najlepsze fiku miku na patyku.....
            Podobnie czynili ludzie wywożeni do obozów..., na Syberię...., to długa droga,
            a warunki jak na prywatce, tłoczno, ciemno, lasek w bród....., i jak tu nie
            dymać...?
            Pianiści czy byki?
            A może właśnie byki to pianiści?,,,,, którzy cyt. za Helaa: "ie dali
            się "zlagrować" i zniszczyć siebie....."
            Podejmiesz się Helaa rozwinąć ten temat?.... , ale nie tu, nie w tym
            szambie...., spytaj prywatnie Fleur, gdzie...:)





            • hellaa Re: Byczy pianiści.... 02.12.05, 16:46
              Maruś, kopulacje preagonalne są równie częste jak przedśmiertne konwulsje.
              Chyba wiesz, że Eros najbardziej lubi to robić z Tanatosem? I jest w tym coś
              ładnego, byczego wręcz! Jest to dopełnienie, jak ying i yang, skomponowane z
              dwu antynomii: życia i śmierci. Czy to byki, czy robotnik i robotnica w
              zawalonej kopalni w powieści Zoli, czy średniowieczni orgiujący mieszczanie
              zarażeni dżumą, czy stary hrabia, który przed przybyciem bolszewików mówi do
              swej zaufanej sługi: "A pójdźże tu Eufemio, dobrze nagrzej termoforem łoże w
              salonie, nalej do kryształowych kielichów po radcy Konstantym burbona rocznik
              1872, wyszoruj nogi, ohedoż się a potem rozdziej, połóz na łożu i czekaj na
              mnie!"... Czy ktoś ma coś przeciw przedśmiertnym kopulacjom? Ja nie!
              • solaris_38 Marusia/ Maruś 03.12.05, 00:48
                Hela jakj ty ładnie odpowiadasz i widzisz dużo dobrego :)
                to dar

                pokazujesz M w innym świetle ... pieknym


                :)
                • marusia_ogoniok Marusia/ Maruś .... Hmmmmm 04.12.05, 12:09
                  solaris_38 napisała:

                  > Hela jakj ty ładnie odpowiadasz i widzisz dużo dobrego :)
                  > to dar
                  >
                  > pokazujesz M w innym świetle ... pieknym
                  > :)
                  .........................
                  ... pozwolę sobie zapożyczyć od Malone jego słynne Hmmmm, na które posiada
                  licencję, gdyż..... zupełnie nie wiem, co chcesz powiedzieć...
                  "Pokazywanie mnie", w jakimkolwiek świetle, nie ma tu żadnego znaczenia. Luty
                  twierdzi, że cokolwiek byśmy nie czynili i tak wszyscy świecą, więc ja też....
                  Hmmmm.....
                  Obawiam się, że Boski admin jest znacznie bliższy prawdy, pisząc o
                  wynaturzeniu /choć na pewno nie utrafił w dziesiątkę.../, niż Hellaa i Ty.
                  Czy aby na pewno w każdym dymaniu jest tak dużo dobrego?
                  Rozumiem ludzi, zwłaszcza kobiety, które przyjęliśmy określać tu jako
                  niedożnięte czy z tzw. syndromem niedopchnięcia.
                  Pisał poeta o pewnym modernistycznym, dojrzewającym chłopcu jakoś w tę nutę:,
                  że kiedy zobaczył kawałek majtek żeńskich / wiatr zahulał, na krzesło
                  wlazła....?/, czy też usłyszał coś niecoś w tej materii, zaraz "stawał się
                  niebieski, a w oczach miał rzewne łezki....". Wszystko oczywiście zdawało mu
                  się piękne i wzruszające.... choćby dymanie w zatłoczonym wagonie kolejowym, na
                  który dostawało się bilet tylko w jedną stronę..... Nie dziwię się więc i
                  Wam....... trudno czujnie spoglądać na świat, kiedy /za Lutym:)/ oczy szklą
                  się od łez.......
                  Nie wiem jakie piękno można dostrzec w homodymaniu się byków jadących na rzeź.
                  Podobnie nie wiem, gdzie tkwi piękno Sybiraka - jebaki?
                  Wiecie może jak wyglądała taka zsyłka? Na stacji stały wagony, do których
                  pakowano zesłańców /zesłańcami zwykle nie byli patrioci, typu emigrantów z tzw.
                  czasów PRL "za lepszym chlebem", którzy dla paru nędznych dolców czy funtów,
                  porzucali zniewoloną ojczyznę, a dziś brzdżą na forach z wysokiego konia,
                  bezwzględnie i autorytatywnie, czego to oni nie zmieniliby w starym, pos ranym
                  kraju i pos ranych ludziach zamieszkujących w nim nadal..... Zdaje się, przez
                  myśl im nawet nie przejdzie, że w świetle kodeksu honorowego, są
                  najzwyklejszymi w świecie dezerterami..., którym należy się raczej kulka w łeb,
                  nie poklask i uwaga na forumach...../, do ostatniej chwili biegali członkowie
                  ich rodzin, próbując przekupić kogo się da...., aby takiego buntowszczika
                  wyratować...., a on /no nie każdy przecie.../, na jakimś etapie jazdy...,
                  podniecony stukotem kół... bierze i.... rucha... jak byk....
                  ....bo nie każde zwierzę rucha w takich warunkach..... Proszę sobie wyobrazić
                  np. psy czy koty, zabrane gwałtem ze swych domów, poganiane nahajką, spakowane
                  do wagonu i wio...... Czy ktoś widzi załamanie tego psa...., czy raczej widzi
                  jak rucha?.... Nie, nie rucha! Koń "rzeźny" też nie rucha, chociaż ze zwierząt
                  gospodarskich /pomijam ptactwo oczywiście/, przez behawiorystów stawiany jest
                  na najniższej pozycji pod względem inteligencji, niższej od byka....
                  ....I jeszcze jedno. Każde dziecko wie /proszę podpytać Lwa Starowicza, chyba
                  na początku kariery juz o tym pisał/, że w pociągu, ten stukot kół, to
                  kołysanie i pewnie inne jakieś czynniki powodują, że wielu chce się dymać....
                  Proszę przyjrzeć się przy najbliżej okazji, jak młodzi, zwłaszcza dojrzewający,
                  co i rusz wychodzą do śmierdzącego, kolejowego kibla, aby tam rozprawiać się
                  samemu ze sobą i.... szczytować. Taki, to ci potrafi na odcinku W-wa Wschodnia,
                  W-wa Zachodnia, "bez waszej urazy - spuścić się z sześć razy...."
                  Taaaak.... pójdzie do kibla..., w zatłoczonym pociągu..., a jeśli ten pociąg
                  będzie nocny, i nie zatłoczony.... z jedną pasażerką Solaris......? Co wtedy
                  zrobi taki rozkołysany szczytownik? Może nie pójdzie do kibla...., może załatwi
                  sprawę na miejscu...., może wywali potem obiekt szczytowań za drzwi pędzącego
                  pociągu....., może.... Wszystko może...., a wszystko przez ten stukot..., bo
                  pewnie na twardej ziemi by tego nie zrobił...
                  Dlaczego tyle o tym piszę? Dla was nędznice to piszę, abyście przetarły te
                  łezki z oczu.... na widok byle gó..anego wątku, ze on odszedł...., a skoro
                  odszedł to wcześniej musiał być..., a skoro był to i ruchał..... i już wasza
                  wyobraźnia widzi piękno, już jesteście niebieskie.......
                  A w takim stanie niebieskości, zaprawdę powiadam wam, żaden facet, na choćby
                  baaaardzo przeciętnym poziomie was nie zechce...... Jeśli będziecie mu
                  obojętne, przeczyta wasze ochy i achy majtkowe, wzruszy ramionami i
                  pójdzie....., jeżeli będzie was kochał jak Komandos...., będzie was napier...
                  dalał..., choc zdaje się bez rezultatu....., nigdy chyba nie pojmiecie własnej
                  nędzy i.... pozostanie wam Lunar...
                  Popiszcie tu trochę, to może powiem wam w skrócie już, czego czynić nie
                  należy....., a wtedy..., jeśli Fleur uzna za stosowne, pogada z wami na
                  privie......

                  • pilot.nawigator Re: Marusia/ Maruś .... Hmmmmm 04.12.05, 13:19
                    Ty to musisz zazdroscic lutemu i boskiemu adminowi, nie da sie ukryc. W koncu
                    maja klase a nie slome w gumofilcach.
                  • hellaa Re: Marusia/ Maruś .... Hmmmmm 04.12.05, 20:23
                    Maruśka, zaintrygowałaś mnie! Pobrzmiewasz tak, jakbyś znała ważkie tajemnice,
                    o których my z Solar nie mamy pojęcia, a które są nam do szczęścia koniecznie
                    potrzebne... Jeja, zawsze czułam, że ktoś musi się orientować. Że zna
                    odpowiedź. Jeśli więc znasz choć jej część, powiedz to w dowolny sposób. Czego
                    nie należy? Na pewno wiele jest niedopchniętych, ciekawych tego... A wtedy będą
                    dopchnięte jak te byki wiezione na rzeź - i będzie ... no właśnie, co ma być,
                    aby, twoim zdaniem, było ok?
                    Jak dopchnięcie jest be, to po co wyjawiać sekrety szczęśliwego dopchnięcia
                    niedopchniętym? Czy nie lepiej to dopchniętym świecić w oczy obrazem
                    kopulujących byków i stawiać im za przykład pandy, co nie kopulują nawet z
                    powodu zbyt małej wilgotności powietrza? Po jakiej własciwie jesteś stronie?
                    Dopchnięć czy niedopchnięć? Czy może - dopchnięć, ale bez przyjemności,
                    poczucia fajnych rzeczy, tylko takich z samoobrzydzeniem i wizją byków
                    zdesperowanych i nisko upadłych? Coś z poczucia grzeszności dopychania jako
                    takiego?....
                    No bo tak:
                    Malon - zgadzam się, jego "hmmm..." smakuje maloniaście!
                    Pokazywanie Marusi - ty mnie też pokazujesz w schemacie pięknoduszki i to jest
                    fajne, wolno ci, ja ci mogę tylko jakoś wyjaśnić, że nic nie jest takie czarno -
                    białe, i że to, że jest się jakimś, też jest oki, bo tak, jak na świecie są
                    byki i pandy, są Solaris, Helle, Marusie i wszelakie gatunki. I zawsze jestem
                    za ochroną różnorodności gatunków.
                    Nie w każdym dymaniu jest dużo dobrego, ale akurat w dobrowolnym dymaniu
                    przedśmiertnym nie widzę niczego złego, podobnie jak w przedśmiertnej partyjce
                    szachów. W czym problem? Że przed śmiercią człek ma się bać i pokutować?
                    Powtarzam: Co kto lubi!
                    Chłopiec w burzy hormonalnej szkli oczami widząc majtki żeńskie... No i ok,
                    niech szkli i polucje nocne miewa! To zdrowo! A co, oczy ma wyłupić?
                    Sybirak że kopuluje - toż samo. A bo tak dużo przyjemności ma w perspektywie?
                    Śmierć swą przeczuwa i może mógłby czuć tylko strach, gdyby nie kopulowanie,
                    dzięki któremu czuje cyklicznie: pożądanie - spełnienie - uspokojenie? Może
                    dzięki temu zachowuje niepomieszany rozum i siłę przetrwania?
                    Zgadzam się z uwagą o afrodyzyjnej sile pociagów. Na 100%. U mnie rzeczona siła
                    afrodyzyjna walczy z siłą bąkotwórczą /skutek tegoż samego kołysania/.
                    Obraz młodziana walącego sobie w pociągowej toalecie - a niech wali sobie na
                    zdrowie! A co do tego, że stąd tylko krok do zgwałcenia samotnej pasażerki -
                    polemizuję! Po pierwsze - bardzo wydumana sytuacja że w pociągu tylko on i ona,
                    po drugie, ona by wyszła do bufetu gdzie siedziałaby z konduktorką i barmanką.
                    Po drugie, on gwałciłby w myślach i walił sobie w toalecie.
                    Kto tam nas z Solar chce czy nie chce, to licho wie! Ten chce, tamten nie chce,
                    owego my nie chcemy - jak to w życiu!
                    To gadaj Maruśka o tych tajemnicach dopchnięcia! :)))
                    • marusia_ogoniok Re: Marusia/ Maruś .... Hmmmmm 04.12.05, 21:15
                      hellaa napisała:

                      ######> To gadaj Maruśka o tych tajemnicach dopchnięcia! :)))
                      .....
                      ...a co mi dasz? Zdajesz sobie sprawozdanie, jaką kasę możnaby zrobić nawet na
                      ułamku tajemnic dopychania? Dopychania wirtualnego, które łatwo mozna by
                      zamienić na realne.
                      Patrz choćby na seniorke tego foruma - Procesor. Nie wiem od kiedy tu bździ...,
                      zaczęła chyba jak jeszcze byłam mała. I ani pół wielbiciela /a przecie nie
                      głupia.../, cóz jej pozostało?..., Malonemu maile słać, przestrzegać aby się
                      nie przeziebił i.... lepiej już nie prał tych skarpetek, niz miałby je prać i
                      na balkon wywieszać, gdzie dmucha...
                      hahahahahahahahahahahaha.... bo Procesor zna wszelkie tajnie dopchnięcia...,
                      oczywiste chyba, wszak gdyby nie posiadała - nie doradzałaby.....
                      ...może więc jej podpytajcie...
                      Tak powaznie, to moze coś z tych sekretów zdradziłby Wam Krisch... gdyby mu się
                      chciało,,,, próbujcie. Ja dzisiaj juz nie mam czasu.... :(((
                      ale pomyscie, przedyskutujcie.... wszak podczas dymania, ponoc niektóre
                      podreczniki zalecają wspólne okrzyki..., nie tylko dyskusje...
                      Do miłego....:)

            • boski.admin Re: Byczy pianiści.... 03.12.05, 14:39
              Jest to wynaturzenie ...
    • boski.admin Re: "Od jutra będę smutny, od jutra. 02.12.05, 11:42
      Witam Cie,
      dla mnie bardziej wiarygodna bylabys wklejajac fragmenty z pamietnika
      znalezionego w wannie kotenku
    • solaris_38 bardzo piekny tekst 03.12.05, 00:49
      umiłowanie ostatnich chwil zycia ZA DARMO
      bo juz nic nei zostało

      tylko miłośc do umykajacego zagrożonego ZYCIA

      :)

      super
    • pilot.nawigator Re: "Od jutra będę smutny, od jutra. 03.12.05, 14:42
      Alaaa od razu widze twoje uprzedzenia, tzw. ksenofobie. Ale chyba wiesz, ze
      Bayerische Motoren Werke zrekompensowalo Polakom straty wojenne, podobnie jak
      Ikea potopowe. Nie mysl sobie, ze nie widac co mialas na mysli wklejajac ten
      watek. Sa tu ludzie myslacy, wbrew temu, co ci sie wydaje!
      • ala-a Re: "Od jutra będę smutny, od jutra. 03.12.05, 14:54
        pilot.nawigator napisał:

        > Alaaa od razu widze twoje uprzedzenia, tzw. ksenofobie. Ale chyba wiesz, ze
        > Bayerische Motoren Werke zrekompensowalo Polakom straty wojenne, podobnie jak
        > Ikea potopowe. Nie mysl sobie, ze nie widac co mialas na mysli wklejajac ten
        > watek. Sa tu ludzie myslacy, wbrew temu, co ci sie wydaje!


        ;-)
        wole cztery kolka..
        a cibie tez lubie to mnie nie prowok(..)j..
        • pilot.nawigator Re: "Od jutra będę smutny, od jutra. 03.12.05, 15:01
          Podstepny jest twoj watek, a z tekstem z luginu marusia ogoniok przegielas
          maksymalnie. Czy chociaz zdajesz sobie sprawe z tego jakie to prymitywne?
          • ala-a Re: "Od jutra będę smutny, od jutra. 03.12.05, 15:04
            pilot.nawigator napisał:

            > Podstepny jest twoj watek, a z tekstem z luginu marusia ogoniok przegielas
            > maksymalnie. Czy chociaz zdajesz sobie sprawe z tego jakie to prymitywne?

            "jestes lekiem na cale zlo"

            nooo..aleee
            tylko nie marusia_o..;)
            • pilot.nawigator Re: "Od jutra będę smutny, od jutra. 03.12.05, 15:05
              To nie jest zabawne. Wiadomo dlaczego prowokujesz takie dyskusje ty msciwy,
              wstretny babsztylu do tego zakompleksiony.
              • ala-a Re: "Od jutra będę smutny, od jutra. 03.12.05, 15:08
                pilot.nawigator napisał:

                > To nie jest zabawne. Wiadomo dlaczego prowokujesz takie dyskusje ty msciwy,
                > wstretny babsztylu do tego zakompleksiony.

                ojoj..jaka ja niedoskonala w Twoich oczetach jestem;)

                glowa mnie boli;(
Inne wątki na temat:
Pełna wersja