Gość: Betka
IP: *.acn.waw.pl
17.10.02, 00:09
Mam 25 lat i roczną córeczkę. Żyję z jej ojcem (nie mam ślubu) pod jednym
dachem, ale zupełnie koło siebie. Uczucia między nami zaczęły blaknąć gdy
byłam w ciąży. Potrzebowałam opieki, bliskości, zrozumienia. Mój partner nie
miał czasu. Pochłaniała go praca i komputer (też w pewnym stopniu związany z
pracą).
Teraz widzę, że zaczynamy gasnąć oboje. On jest dobrym ojcem (zajmuje się
cóką więcej niż wielu znanych mi mężczyzn), ale ciągle powtarza, że brak mu
sensu w życiu, nic go nie cieszy. Ja również mam coraz mniej siły. To tak
jakby każde z nas chciało, żeby partner 'uzupełnił' mu energię. Tylko, że
oboje jesteśmy puści :-(
Coraz częściej myślę o rozstaniu. Tylko przeraża mnie układanie wszystkiego
od nowa... Gdybyśmy byli tylko w dwójkę nie było by problemu. Ale jest
jeszcze Kasia. Powinna mieć kontakt z ojcem (szczególnie, że oboje za sobą
szaleją).
Z drugiej strony zastanawiam się, czy mając dziecko mam szanse na ułożenie
sobie życia? Czy nie dyskwalifikuje mnie to od razu w oczach mężczyzny? Czy
facet potrafi pokochać cudze dziecko?
Co o tym myślicie?
Beata