mala_krysia
07.12.05, 11:25
... a ja wlasciwie dobrze ustawiona (dobry zawod, placa ok, wlasne
mieszkanie, stroche na koncie), ale w porownaniu do milionera - to drobnica.
Zakochalam sie, nie wiedzac kim jest, dobrze nam ze soba. Mam problem z
przyjmowaniem, wydaje mi sie ze kazda przysluga udzielona mi przez niego jest
proba kupienia mnie, lub co gorsza, ze on pomysli ze licza sie dla mbnie
przede wszystkim jego pieniadze (a to nieprawda). Taka postawe wynioslam z
poprzedniego zwiazku z bogatym facetem. Bylam z nim kilka lat, ciagle
podejrzewal mnie o materializm, az do przesady. Ja z moja duma unosilam sie
honorem i dochodzilo do dziwnych sytuacji - wyjezdzalismy na moje urodziny za
moje pieniadze, rozliczalismy sie z kazdej sumy, placilam jego rachunki.
Wychodzac z tego zwiazku wynioslam nie tylko kompleksy, ale i powazna dziure
w budzecie (nie mowiac o tym, ze nigdy nie zaplacil polowy czynszu czy innych
rachunkow, choc pomieszkiwal u mnie regularnie - zreszta nie przyszloby mi do
glowy, by wolac od niego). Wiem, ze moj problem dla wielu nie wyda sie
problemem, ale dla mnie to powazna sprawa, mogaca sie przyczynic do rozpadu
kolejnego zwiazku... Dodaje od razu, ze nie zalozylam sobie, ze facet musi
byc bogaty, tak wyszlo. Dla mnie liczy sie przede wszystkim, czy jest dobrym
czlowiekiem no i czy jest samodzielny (nie znioslabym bezrobotnego typa,
czekajacego co przynioslam w siatkach, podczas gdy ja urabiam sie po
lokcie). P.S. Z gory przepraszam za powielanie watko na kilku forach, ale
zalezy mi, zeby ktos odpowiedzial...