co o tym sadzicie?

20.10.02, 19:02
Mam znajoma... Dziewczyna pochodzi z malej miejscowosci, z wygladu prymuska,
ubrana skromnie (w ubrania wygladajace jak sprzed 15 lat). Robi dobre
wrazenie na kazdym kto jej nie zna... No wlasnie, tu pojawia sie problem. Im
bardziej ja poznaje, tym bardziej mnie intryguje, bo jej marzenia
to: "wypasiona fura z ekstra sprzetem" itp. Mimo, ze na zewnatrz tego nie
widac imponuje jej zycie tzw. dresow: imprezy, cpanie, fury, zycie na pokaz.
Najgorsza jest jej gra - przymilanie sie, slodzenie osobom, ktore moga jej w
jakis sposob (teraz lub w przyszlosci) pomoc. A przy tym ogarniajaca ja
zazdrosc - zazdrosci wszystkiego: samochodu, lepszych ubran, mieszkania,
pieniedzy.
Co myslicie o takim kims? Czy starac sie ja "naprawic"? Wskazac lepsza droge?
Co robic?
    • kol5 Re: co o tym sadzicie? 20.10.02, 19:08
      Opowiedz o jej dzieciństwie.
      • arancia Re: co o tym sadzicie? 20.10.02, 19:26
        Szczerze mowiac to niewiele wiem, ona o sobie duzo nie mowi. Mieszkala w swojej
        miejscowosci razem z rodzicami i mlodsza siostra, potem wyjechala za studiami
        do miasta - jest bardzo zacieta - walczyla o przyjecie na studia.
        Jesli chodzi o jej facetow to zyla w wolnym zwiazku z kilkoma... Lubi rzadzic i
        strasznie sie stara byc elokwentna, chwalic sie swoja wiedza, chce sie czuc jak
        mieszkaniec miasta, choc z niego nie pochodzi.
        • opty13 Zreformowac? 20.10.02, 19:43
          Ciezko chyba taka dziewczyne "wyleczyc". Ona dazy za czyms, czego
          prawdopodobnie w zyciu nie doswiadczyla. Nie miala tego w w dziecinstwie, w
          domu.....
          Teraz droga jaka dojdzie do tego nie liczy sie. Moze sie myle, ale jesli
          bedziesz probowala nad nia pracowac, moze sie wrogo nastawic do Ciebie.

          Na pewno wiele zalezalo od jej wychowania w domu. Ale nie mi o tym sadzic,
          wydaje sie, ze na tym forum sa ludzie z lepszym doswiadczeniem. Sam nigdy nie
          podjalbym sie takiej "terapii".

          Kiedys za granica, mialem kolezanke z innego kraju Europy Wschodniej.
          Studiowalismy w Europie Zachodniej. Pierwsze dni jej pobytu to bylo odwiedzanie
          sklepow. Nic w tym dziwnego, tez bylem ciekaw jak to wszystko wyglada (pierwsza
          polowa lat 90-tych). Tylko, ze w jej oczach bylo cos dziwnego. To byl amok. W
          swoim kraju miala meza, dobra prace, nienajgorsza (jak na tamtejsze warunki)
          sytuacje materialna. Kiedy zobaczyla te bogate wystawy, samochody, duzo lepszy
          standard zycia...
          Powiedziala, ze nie wraca do kraju. Niewazna rodzina, maz, nic sie nie liczylo
          z jej przeszlosci. Liczyl sie tylko ten swiat swiecidelek. Od poczatku roznymi
          drogami starala sie cos niecos urwac z tego bogactwa (romasowanie z tymi ktorzy
          mieli kase..., kto, ilu - nie wazne).
          Ona po prostu przekroczyla pewna bariere i nawet rozmowa, dlaczego to robi, czy
          to ma sens, itd. Prowadzic mogla do konfliktu.
          To byl pierwszy kraj zachodni jaki odwiedzila, taka dygresja do przeprowadzki
          ze wsi do duzego miasta.
          "Zamknela za soba drzwi i zatarasowala kredensem".

          Na szczescie nie wszyscy tak reaguja.

          Pozdrawiam
          • Gość: a. Re: Zreformowac? IP: *.przemysl.cvx.ppp.tpnet.pl 21.10.02, 11:30
            opty13 napisał:

            > Ciezko chyba taka dziewczyne "wyleczyc". Ona dazy za czyms, czego
            > prawdopodobnie w zyciu nie doswiadczyla. Nie miala tego w w dziecinstwie, w
            > domu.....
            > Teraz droga jaka dojdzie do tego nie liczy sie. Moze sie myle, ale jesli
            > bedziesz probowala nad nia pracowac, moze sie wrogo nastawic do Ciebie.
            >
            > Na pewno wiele zalezalo od jej wychowania w domu. Ale nie mi o tym sadzic,
            > wydaje sie, ze na tym forum sa ludzie z lepszym doswiadczeniem. Sam nigdy nie
            > podjalbym sie takiej "terapii".
            >
            > Kiedys za granica, mialem kolezanke z innego kraju Europy Wschodniej.
            > Studiowalismy w Europie Zachodniej. Pierwsze dni jej pobytu to bylo
            odwiedzanie
            >
            > sklepow. Nic w tym dziwnego, tez bylem ciekaw jak to wszystko wyglada
            (pierwsza
            >
            > polowa lat 90-tych). Tylko, ze w jej oczach bylo cos dziwnego. To byl amok. W
            > swoim kraju miala meza, dobra prace, nienajgorsza (jak na tamtejsze warunki)
            > sytuacje materialna. Kiedy zobaczyla te bogate wystawy, samochody, duzo
            lepszy
            > standard zycia...
            > Powiedziala, ze nie wraca do kraju. Niewazna rodzina, maz, nic sie nie
            liczylo
            > z jej przeszlosci. Liczyl sie tylko ten swiat swiecidelek. Od poczatku
            roznymi
            > drogami starala sie cos niecos urwac z tego bogactwa (romasowanie z tymi
            ktorzy
            >
            > mieli kase..., kto, ilu - nie wazne).
            > Ona po prostu przekroczyla pewna bariere i nawet rozmowa, dlaczego to robi,
            czy
            >
            > to ma sens, itd. Prowadzic mogla do konfliktu.
            > To byl pierwszy kraj zachodni jaki odwiedzila, taka dygresja do przeprowadzki
            > ze wsi do duzego miasta.
            > "Zamknela za soba drzwi i zatarasowala kredensem".
            >
            > Na szczescie nie wszyscy tak reaguja.
            >
            > Pozdrawiam
            >
            >
    • Gość: Wenus hmmm...... IP: *.lodz.dialog.net.pl 20.10.02, 19:37
      A jaka jest lepsza droga? i dla kogo lepsza? Powiadasz "naprawić"? Naprawić
      można pralkę franię lub telewizor, a i to gra czasem nie warta świeczki.
      Z własnych doświadczeń wiem, że uczymy się na własnych błędach a nie na
      cudzych. Owszem, porozmawiac zawsze mozesz, ale nie radze tego robic z pozycji
      mentora, ktory lepiej zna zycie i wie co dla niej dobre. Bo niby skad masz
      wiedziec co dla niej lepsze? To jej życie i co ona z nim zrobi to jej święte
      prawo. To w jaki sposó znajoma twoja zachowuje się - nie odbiega specjalnie od
      dzisiejeszej "normy". Widać ma dość ubóstwa i chce z niego wyjść za wszelką
      cenę. Niestety historia pokazuje, że mało kogo stać dzisiaj na to, żeby dorobić
      się dużych pieniędzy uczciwie, nikogo w tym czasie nie krzywdząc i przez cały
      ten czas być w 100% w zgodzie z samym sobą! To kwestia sumienia i wiecznych
      kompromisow z soba samym.
      Sam Jeffrey Archer mawiał, że dopiero "milionowy dolar jest zarobiony uczciwie"
      i ma rację w 100% - to tak apropos wielkich fortun.
      Czy ja takie zachowanie pochwalam czy nie to juz inna sprawa. Tak samo tyczy
      sie ciebie: jesli ona jest bardzo zdetereminowana w tym co robi, ciebie to razi
      i generalnie ci jej sposób zachowania nie odpowiada - to zdaje sie, że to Ty
      masz problem i to Ty musisz zdecydować co z tym zrobić. Zaakceptowac ja taka
      jaka jest lub rozluźnić konktaty......
      Osobiście wątpię, żeby rozmowa z nią na ten temat dala "pozytywne" w twoim
      mniemaniu rezultaty, ale sprobowac porozmawiac w zyczliwym tonie zawsze mozesz
      i raczej w formie czystej kolezenskiej ciekawosci "dlaczego tak, a dlaczego
      siak"? Radzenie jej i "sprowadzanie na "dobra droge" moze wasze stosunki tylko
      popsuc. Wszystko jest pojeciem wzglednym. To co dobre i oczywiste dla jednych -
      dla innych wcale byc nie musi........

      pozdrawiam
    • Gość: Nimrod Re: co o tym sadzicie? IP: *.mikolow.sdi.tpnet.pl 20.10.02, 19:46
      coz wg. mnie zostaw, niech zyje jak chce, w koncu to jej zycie, i nie tobie o
      tym decydowac, a dwa skad taki pewien jestes ze to wlasnie ty dobrze robisz i
      jak chcesz naprawiac?? dziwne to wszystko...czlowiek zawse chce byc kims
      innym, a jak juz do tego dochodzi to znow chce zmian... i tak bedzie, zawsze
      jest. A co w tym zlego? dobra fura, kasa i wogole?? (ja osobiscie tez bym
      chcial i daze do tego) ale napewno nie jako dresiarz... ;) nie mam nic do
      lukow chyba ze oni maja cos do mnie... ;) niewazny niuans, skoro tego chce
      zostaw, moze wlasnie tak bedzie szczesliwa.....
    • kamfora Re: co o tym sadzicie? 20.10.02, 20:57

      Czy ona o tym wszystkim tylko mówi, czy tak się zachowuje?

      No i...dlaczego właściwie chcesz ją zmieniać? Czy prosiła Cię
      o to? Czujesz się w jakimś sensie "misjonarką"?

      Co Cię z nią łączy? Wspólna praca?

      Piszesz, że znajoma. Że intryguje Cię jej sposób życia.
      Moim zdaniem, albo akceptujesz taką, jaka jest, albo
      eliminujesz z kręgu bliższych znajomych.
      Jej sposób życia może Ci się podobać lub nie - ale o ile
      nie poprosi Cię o to - nie staraj się "narzucać" jej swojego.
      Mów co Ty sądzisz na jakiś temat - ale nie każ jej sądzić tak samo.

      (to oczywiście moje zdanie - nie musisz się zgadzać :-)))
    • Gość: Michał Re: co o tym sadzicie? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.02, 21:24
      Doradzałbym jak najszybsze wycofanie się.
      Z tego, co piszesz dziewczyna ma PRZEDIOTOWY stosunek do ludzi, a to oznacza
      tylko kłopoty dla tych, którzy zaangażują się emocjonalnie.
      Znam to z autopsji. Kiedyś chodziłem z taką dziewczyną.
    • arancia Re: co o tym sadzicie? 21.10.02, 01:46
      Nie chce nikogo na sile "naprawiac", wiem ze ona moze byc szczesliwa majac taka
      a nie inna wizje zycia. Zal mi tylko osob, ktore spotkaja ja na swojej
      drodze... Nikt nie lubi falszywych ludzi, o ona w stosunku do wielu osob taka
      wlasnie jest. Kiedys przyznala, ze nielubi kobiet... Nie widzialam, zeby to
      kiedykolwiek okazywala - wprost przeciwnie! Przymila sie do kogo sie da.
      Utrzymuje kontakty z osobami, tylko dlatego, ze czuje, iz moga te osoby byc jej
      kiedys potrzebne. Musi wtedy bardzo sie starac, aby ja dobrze odebrano,
      dopasowuje sie do towarzystwa. Slucha, obserwuje i zmienia poglady w zaleznosci
      od ludzi, z ktorymi rozmawia.
      Pisze o niej, bo pierwszy raz spotkalam sie z taka osoba i nie wiem, jak sie
      zachowac. Ciekawa jestem, czy takie przypadki czesto sie zdarzaja i jak takie
      osoby odbierane sa przez srodowisko...
      • dorota-r Re: co o tym sadzicie? 21.10.02, 15:04
        Zdarzają się coraz częściej i to w wydaniu obu płci.
        Kompleks pochodzenia, nierzadko biedy powoduje że tacy ludzie za wszelką cenę
        chcą osiągnąć sukces. W obcym mieście nie mają korzeni, nie mają skrupułów żeby
        używać za schody pleców innych. Jak zapytasz skąd pochodzą to nikt pewnie nie
        powie Ci prawdy...
        Nie chcę oceniać, taki teraz jest świat, nie czuję się lepsza ale brzydzę się
        i unikam.
      • Gość: Wenus Re: co o tym sadzicie? IP: *.lodz.dialog.net.pl 21.10.02, 16:13
        arancia napisała:

        > Nie chce nikogo na sile "naprawiac", wiem ze ona moze byc szczesliwa majac
        taka
        >
        > a nie inna wizje zycia. Zal mi tylko osob, ktore spotkaja ja na swojej
        > drodze... Nikt nie lubi falszywych ludzi, o ona w stosunku do wielu osob taka
        > wlasnie jest. Kiedys przyznala, ze nielubi kobiet... Nie widzialam, zeby to
        > kiedykolwiek okazywala - wprost przeciwnie! Przymila sie do kogo sie da.
        > Utrzymuje kontakty z osobami, tylko dlatego, ze czuje, iz moga te osoby byc
        jej
        >
        > kiedys potrzebne. Musi wtedy bardzo sie starac, aby ja dobrze odebrano,
        > dopasowuje sie do towarzystwa. Slucha, obserwuje i zmienia poglady w
        zaleznosci
        >
        > od ludzi, z ktorymi rozmawia.
        > Pisze o niej, bo pierwszy raz spotkalam sie z taka osoba i nie wiem, jak sie
        > zachowac. Ciekawa jestem, czy takie przypadki czesto sie zdarzaja i jak takie
        > osoby odbierane sa przez srodowisko...

        Arancio, sytuacja jest chyba dość delikatna i trudna. Jak wyobrażasz sobie
        rozwiązać ten problem? Zamierzasz ostrzegać wszystkich przed "ową" znajomą?
        Możesz dyskretnie coś zasugerować (tzn. przestrzec przed zbytnim jej ufaniem),
        osobom, na których najbardziej Ci zależy z waszego otoczenia. Jednak zbyt
        natarczywe ostrzeganie przed "koleżanką" kierowane do innych osób, rzuci
        niestety niepochlebne światło na ciebie, a nie na nią. Pewnie po czasie jak
        doświadczą z jej strony zawodu - wspomną twoje ostrzeżenia. Cóż jednak wtedy
        wart będzie płacz nad rozlanym mlekiem? Rozumiem Cię, ale niestety - całego
        świata nie zbawisz, wszystkich nie "uratujesz". Muszą radzić sobie sami.
        Polegać na swej intuicji, rozsądku, doświadczeniach wyniesionych z życia.....

        pozdrawiam
    • Gość: marek Re: co o tym sadzicie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.02, 14:58
      Napewno żal tej dziewczynki.Sądzę że podłoże tego zachowania tkwi w
      dzieciństwie i rodzinie. Dobrze będzie jeśli znajdzie na tyle wardego i mądrego
      mężczyznę który szybko nastawi ją na tory normalnego patrzenia na życie.
      arancia napisała:

      > Mam znajoma... Dziewczyna pochodzi z malej miejscowosci, z wygladu prymuska,
      > ubrana skromnie (w ubrania wygladajace jak sprzed 15 lat). Robi dobre
      > wrazenie na kazdym kto jej nie zna... No wlasnie, tu pojawia sie problem. Im
      > bardziej ja poznaje, tym bardziej mnie intryguje, bo jej marzenia
      > to: "wypasiona fura z ekstra sprzetem" itp. Mimo, ze na zewnatrz tego nie
      > widac imponuje jej zycie tzw. dresow: imprezy, cpanie, fury, zycie na pokaz.
      > Najgorsza jest jej gra - przymilanie sie, slodzenie osobom, ktore moga jej w
      > jakis sposob (teraz lub w przyszlosci) pomoc. A przy tym ogarniajaca ja
      > zazdrosc - zazdrosci wszystkiego: samochodu, lepszych ubran, mieszkania,
      > pieniedzy.
      > Co myslicie o takim kims? Czy starac sie ja "naprawic"? Wskazac lepsza droge?
      > Co robic?
Pełna wersja