kasia28
25.10.02, 01:14
Cześć, witam forumowiczów. Długo się nie odzywałam, bo serce nie pozwalało:)
Ostatni czas nie był dla mnie łatwy, byłam w szpitalu i myśleliśmy, że to
już, ale jeszcze nie, hi, hi. Zaczyna mnie to męczyć powoli, ale obiecałam
Pastwie, ze będę walczyć i staram się dotrzymać słowa.
Nie pisałam, bo po wyjściu ze szpitala jakoś wszystko wydawało mi się takie
nieważne, śmieszne, to forum, przyznaję się bez bicia, też. Ale doszłam do
wniosku, ze przecież dzięki temu forum łatwiej mi znosić moją chorobę i może
nie jest takie głupie, choć nie rozprawia o wielkich rzeczach tego świata. W
końcu je lubię, tylko czasem nie mam siły pisać, bo odkąd odzyskałam
przytomność jakoś inaczej patrzę na życie.
Ale chyba niezupełnie, bo właściwie chciałam się poskarżyć:( Ostatnio pewien
znajomy zasugerował memu mężowi, ze moze poszukałby sobie
jakiejś "przyjaciółki", bo w końcu co on z tego życia ma z chorą żoną, która
moze w każdej chwili umrzeć. Nawet nie wiem, co o tym myśleć, czuję się
jakoś źle, niepewnie. Nie uważam, że wszyscy mają mi współczuć, kochać itd.
ale zabolało mnie to. TAk jakbym już była trupem, a przecież nie jestem.
Wyglądam dobrze, nawet bardzo dobrze, jestem czarująca, uśmiechnięta i
bardzo skromna:)
Mąż odpowiednio go potraktował, ludzie potrafią być podli. A moze on ma
rację? To jakiś obłęd.
Ale przynudzam, konczę, pozdrawiam Wszystkich i całuję:)
Kasia