Stosunek uczniów do nauczycieli

25.10.02, 19:34
Witam wszystkich forumowiczów

Jestem tutaj nowa więc się przedstawię: nazywam się Adrianna i jestem
nauczycielką historii. Zauważyłam taką rzecz: otóż uczniowie dzisiaj są dużo
gorsi niż 5-10 lat temu. Dawniej to uczeń bał się niepotrzebnie odezwać do
nauczyciela a dziś to co drugi pyskuje, nie uważa na lekcji a potem się pyta
kiedy będzie sprawdzian poprawkowy. Połowa uczniów ma komórki i jak nie chce
mu się pisać, to pyka w robala czy inną grę a czasem nawet mu taka komórka
zadzwoni. Karanie uczniów obniżaniem oceny z zachowania wiele nie daje, gdyż
co to za różnica, czy uczeń ma 4 czy 5 zachowań w ciągu półrocza. Najbardziej
jednak denerwują mnie uczniowie którzy gadają tak głośno, że nie dają
prowadzić lekcji, a tym samym przeszkadzają garstce tych osób, które chcą się
uczyć. Czy znacie jakieś skuteczne metody aby wychować niesfornych uczniów ??
Bo te metody które dawniej skutkowały (upomnienie, zachowanie, karne
przesadzenie do pierwszej ławki) dziś są bezużyteczne
    • Gość: Imagine Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.unl.edu 25.10.02, 20:26
      adrianna4 napisał(a):

      > Witam wszystkich forumowiczów
      >
      > Jestem tutaj nowa więc się przedstawię: nazywam się Adrianna i jestem
      > nauczycielką historii. Zauważyłam taką rzecz: otóż uczniowie dzisiaj są dużo
      > gorsi niż 5-10 lat temu. Dawniej to uczeń bał się niepotrzebnie odezwać do
      > nauczyciela a dziś to co drugi pyskuje, nie uważa na lekcji a potem się pyta
      > kiedy będzie sprawdzian poprawkowy. Połowa uczniów ma komórki i jak nie chce
      > mu się pisać, to pyka w robala czy inną grę a czasem nawet mu taka komórka
      > zadzwoni. Karanie uczniów obniżaniem oceny z zachowania wiele nie daje, gdyż
      > co to za różnica, czy uczeń ma 4 czy 5 zachowań w ciągu półrocza. Najbardziej
      > jednak denerwują mnie uczniowie którzy gadają tak głośno, że nie dają
      > prowadzić lekcji, a tym samym przeszkadzają garstce tych osób, które chcą się
      > uczyć. Czy znacie jakieś skuteczne metody aby wychować niesfornych uczniów ??
      > Bo te metody które dawniej skutkowały (upomnienie, zachowanie, karne
      > przesadzenie do pierwszej ławki) dziś są bezużyteczne
      >
      Co to znaczy sa bezuzyteczne. Mieszkam w USA, dzieci chodza do szkol i w
      takich przypadkach dziecko moze byc ( i czesto jest) odeslane do domu na dzien,
      czy kilka dni, do otrzezwienia. Jak ojciec czy matka musi zostac w domu z
      klientem i narobi sobie klopotow w pracy, to juz tak przemowi synalkowi, ze
      slowka juz nie pisnie. A jak sie bedzie powtarzac sytuacja, to bedzie wyrzucony
      ze szkoly.
      Sa metody tylko spoleczenstwo jest bez jakiejkolwiek dyscypliny. Telefony w
      szkole ? Hahahahahahaha.
      Pozdr, Imagine.
      • Gość: Mokka Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.02, 21:03
        Taka sytuacja o jakiej może pisze Imagine może zaistnieć wówczas, gdy dzieciak
        ma 7,8,9 lat. Do takiego być może rodzice zerwą się z pracy. Nam nauczycielom
        nie wolno jednak wyrzucać przeszkadzające dzieciaki z klasy, bo to
        niepedagogiczne.Nasz problem w jaki sposób ujarzmimy kolesia, a repertuar
        środków jest niewystarczający. W większości szkół pedagog pełni
        funkcje "reprezentatywne", stosuje metody nawracania, ale bez pomocy domu nic
        nie zdziała. Rodzice trudnych dzieci sami nie umieją znalezć wyjścia, są
        bezradni. Nastolatek wyrzucony z lekcji sztachnie się dragiem na ławce w parku
        i ma wszystko w tyle. A efekt wychowawczy osiągamy zerowy.Nie wiem, co zrobić z
        naszymi coraz trudniejszymi dziećmi i zabieganymi rodzicami. Błędne koło -
        paranoja. Ja zmieniłam niedawno szkołę , odeszłam z prawie poprawczaka,
        trafiłam do tzw. elitarnej, gdzie średnia decydowała o być albo nie być. Cóż,
        stchórzyłam, ale miałam dość przekleństw, bójek na lekcji, ataków agresji.
        Teraz "walczę" z urojonymi problemami rodziców, którzy traktują nas nauczycieli
        jak usługodawców, bezpodmiotowo, roszczeniowo. Wyścig szczurów trwa, sami piszą
        wypracowania za swoje dzieciaki. Obłed...
        • Gość: Imagine Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.unl.edu 25.10.02, 21:24
          Gość portalu: Mokka napisał(a):

          > Taka sytuacja o jakiej może pisze Imagine może zaistnieć wówczas, gdy
          dzieciak
          > ma 7,8,9 lat. Do takiego być może rodzice zerwą się z pracy. Nam nauczycielom
          > nie wolno jednak wyrzucać przeszkadzające dzieciaki z klasy, bo to
          > niepedagogiczne.Nasz problem w jaki sposób ujarzmimy kolesia, a repertuar
          > środków jest niewystarczający. W większości szkół pedagog pełni
          > funkcje "reprezentatywne", stosuje metody nawracania, ale bez pomocy domu nic
          > nie zdziała. Rodzice trudnych dzieci sami nie umieją znalezć wyjścia, są
          > bezradni. Nastolatek wyrzucony z lekcji sztachnie się dragiem na ławce w
          parku
          > i ma wszystko w tyle. A efekt wychowawczy osiągamy zerowy.Nie wiem, co zrobić
          z
          >
          > naszymi coraz trudniejszymi dziećmi i zabieganymi rodzicami. Błędne koło -
          > paranoja. Ja zmieniłam niedawno szkołę , odeszłam z prawie poprawczaka,
          > trafiłam do tzw. elitarnej, gdzie średnia decydowała o być albo nie być. Cóż,
          > stchórzyłam, ale miałam dość przekleństw, bójek na lekcji, ataków agresji.
          > Teraz "walczę" z urojonymi problemami rodziców, którzy traktują nas
          nauczycieli
          >
          > jak usługodawców, bezpodmiotowo, roszczeniowo. Wyścig szczurów trwa, sami
          piszą
          >
          > wypracowania za swoje dzieciaki. Obłed...

          Moze jednak ten swiat idzie na zatracenie ? Ja mysle, ze bedzie coraz gorzej.
          Coraz ciasniej. Takie bagno behawioralne. Jedno chyba co mozesz zrobic, to
          przestac sie przejmowac. To i tak wszystko nie ma sensu.
          Pozdr, Imagine.
          • saana Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 25.10.02, 22:07
            Niestety mysle, ze czas na zmiane sposobu uczenia. stosunku dzieciakow sie
            nie zmieni, dzieciaki beda mialy problemy przeniesione z rodzicow, wiec beda
            coraz trudniejsze. Sposobem na to jest moze wiecej godzin sportu ktore wyladuja
            energie negatywne dzieci, ale na lekcje sportu juz nie ma pieniedzy. A historia
            moze byc niezwyl´kle pasjonujaca jak i niezwykle nudna.
            • Gość: nani Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.02, 23:27
              Uczę dwanaście lat i problemy wychowawcze miałam właśnie te dziesięć lat
              temu , gdy byłam młoda i niedoświadczona.Szkoda , że na studiach nie ma takiego
              przedmiotu : Panowanie nad klasą.To powinna być podstawa. Dziś nie podnoszę
              głosu i nie mam kłopotów z uczniami.Jestem konsekwentna , ale uczciwa w
              stosunku do uczniów.Jasno operuję kryteriami , potrafię przeprosić , gdy
              popełnię błąd. I każdy mój trudny uczeń czuje , że chcę jego dobra , a nie
              świętego spokoju.Jak jest ciężko , wychodzę z nim za drzwi i mówię:pogadajmy
              spokojnie.Dlaczego się wkurzasz , przecież chcę ci pomóc. Wiesz o tym?I zwykle
              słyszę : wiem.Wtedy już można pogadać. Zresztą często sami proszą: możemy wyjść
              za drzwi? To nie znaczy , że jestem brat-łata.Ochrzanić też potrafię , ale za
              kilka spraw: chamstwo w stosunku do innych ,przeszkadzanie , totalne
              nieuctwo.Jakoś nie mają pretensji.Moje nastolatki to nie anioły , mają sporo za
              uszami.Chyba jednak wierzą , że chcę naprawdę dobrze. No i mam poczucie humoru -
              wiecie jak skuteczna potrafi być uwaga w stylu: Jacusiu(chłop ma dwa metry) ,
              pani się tak męczy , żeby z ciebie ludzie byli, a ty tak się opierasz.Nie rób
              pani przykrości. Albo mówię : jak ja się nauczyłam jezdzić samochodem, to
              znaczy , że wszystko jest możliwe. Więc nie mów , że nie potrafisz.Może nie mam
              problemów , bo ja naprawdę lubię te dzieciaki? Wiedzą , że to prawda.A może
              naprawdę trafiam na anioły? Dzieciaki są świetne , dopiero potem dzieją się z
              nimi różne rzeczy.Ale jaka ja bym była , gdyby matka wolała wódę , a ojciec
              tłukł bez powodu? Albo przeciwnie - od małego uczono mnie egoizmu? Takie dzieci
              jacy rodzice( też nie zawsze , ale najczęściej).Dlatego nie obrażam się na
              dzieci.Zawsze wierzę , że coś mogę im dać.Najlepsze kontakty mam po latach z
              tymi najbardziej kłopotliwymi.
              • laurie Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 29.10.02, 07:53

                nani, zafrapowala mnie twoja wypowiedz, powiedz jak ty to robisz??

                Wyobraz sobie, ze przychodzisz na pierwsza lekcje do klasy pelnej trudnej
                mlodziezy, agresywnej, krew na podlodze, bo sie pobili na przerwie, nic nikogo
                nie interesuje, komorki dzwiecza, halas niesamowity, nikt nie zwraca uwagi, ze
                juz byl dzwonek, ktos sie objada, ktos bluzga, i co robisz???
                Wchodzisz i od czego zaczynasz, jak podchodzisz do sprawy, co robisz w tej
                pierwszej, najwazniejszej minucie kiedy waza sie losy nauczyciela??
      • adrianna4 Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 26.10.02, 08:26
        U nas sprawa wygląda zupełnie inaczej. Z lekcji drania wyrzucić nie można, bo
        niby są jakieś prawa ucznia. Zawiesić ucznia też nie można bo jest to kara za
        większe przewinienia (pobicie, wymuszanie pieniędzy itp.) Jest jeszcze telefon
        do rodziców niesfornego dzieciaka, ale tutaj jest taki problem, że jak dziecko
        odbierze telefon to powie, że rodziców nie ma i odłoży słuchawkę. Spotkałam się
        nawet z przypadkami, gdy uczeń potrafił wyłączyć telefon na kilka dni abym się
        nie dodzwoniła.
        • mamosz Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 26.10.02, 17:01
          Przeczytaj ze 2 do 4 razy uważnie list nani i weż sobie do serca to co
          napisała,a nastepnie zacznij pomału wdrażać w czyn.Jak nie pomoże zacznij
          rozglądać sie za inną pracą.Ja też wyłączałam telefon jak nauczycielka miala
          zadzwonić do moich rodziców (a było to końcu lat 60-tych) wiec nic nowego.....
    • Gość: joanna Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.10.02, 23:39
      Owszem, stosunek uczniów do nauczycieli jest porażajacy! W trakcie odwiedzin
      mojej wychowawczyni ze szkoły sredniej wprost nie mogłam poznać atmosfery jaka
      towarzyszyła mi podczas edukacji za moich lat.Ganianie po korytarzach,
      wyzwiska, lekcewazące zachowania uczniów, jakies scysje...mózg w poprzek
      staje.Nie wiem co poradzić, pytam sie jedynie gdzie rodzice? Doprawdy szkoła
      nie zastapi wychowania jakie powinno sie wyniesc przede wszystkim z domu, i co
      za tym idzie wszelkich anomalii w zachowaniu dziecka nie da sie nie zauważyć w
      czterech ścianach przecież!
    • kwieto Stosunek nauczycieli do uczniow 26.10.02, 17:32
      Sek w tym, ze na ow brak szacunku nauczyciele czesto sobie sami zapracowuja.
      Przyklad: moja mlodsza siostra, wowczas uczennica 2 czy3 klasy podstawowki, byla
      po prostu tepiona przez swoja wychowawczynie. Inaczej nie mozna nazwac np.
      uwag (przy audytorium calej klasy) pt: "jestes glupia" czy innych w tym stylu.
      Poniewaz interwencje mojej mamy nie pomagaly, Siostra w koncu przeniosla sie do
      innej klasy. Co sie okazalo? Ze byla wychowawczyni rozpowiada uczniom z nowej
      klasy dosc nieprzyjemne plotki na temat siostry...

      Ktos kto mial byc przewodnikiem, opiekunem dziecka, okazal sie mniej dojrzaly niz
      kilkuletnia dziewczynka.

      Nie twierdze, ze tak jest w przypadku Adrianny, jednak wystarczy miec paru takich
      nauczycieli, by dosc skutecznie zrazic sie do szkolnictwa jako takiego. I wszystkich
      belfrow, niejako "z automatu" postrzegac jako "czepiajacych" i "wyzywajacych" sie
      • Gość: camel metoda moje kuzynki... IP: *.dip.t-dialin.net 26.10.02, 20:45
        dostala najgorsza klase, w szkole, ktora w moim miescie uwazana byla za szkole
        dla najgorszych kretynow. wprowadzila wlasne metody wbrew dyrektorowi i
        przepisom.

        a. lawki byly 4 osobowe... za sciaganie na klasowce wywalala wszystkich w
        lawce. poprawka klasowki byla mozliwa..za 4-5 podejsciem.

        b. zeszyt, za brak nalezycie prowadzonego zeszytu mozna bylo nawet niezdac.
        Ludzie pod koniec roku przepisywali po kilka zeszytow, zeby nie miec problemu.

        jej klasa jako jedyna w 100% zdala mature z matematyki bez problemu. w ciagu 3
        lat miala kilku olimpijczykow i nikt z rodzicow sie juz nie czepial.
        raz tylko powiedziala gosciowi na poczatku roku, ze nie zda i nie zdal...
        klasa: 24 chlopakow 15-19 lat. do tej pory wsyscy jej mowia dziendobry na
        ulicy i sa uprzejmi. wiekszosc jest na "ty"... ale to juz ci po maturze.
        nawet dyrektor czasem bal sie podskoczyc za wysoko.

        wiam, jak wyglada polska szkola, bo czasme odwiedzam moja wychowawczynie,
        narzeka strasznie na komorki, dzieci i rodzicow, ktrzy uwazaja, ze dzieci ich
        sa wyjatkowo inteligentne tylko nauczyciele sa beznadziejni.


        i pozdrawiam

        camel
        • Gość: dodo ach, bo to wszystko zaczyna sie w domu IP: *.sympatico.ca 26.10.02, 22:11
          moj najmlodszy nastolatek jest w 11 klasie, starsza dwojka - na studiach
          (jedno konczy, drugie zaczyna). powiem jedno - nigdy zbyt wiele nie
          oczekiwalismy od nauczycieli. wystarczy, ze sa w szkole, pilnuja porzadku
          i wykladaja przedmiot. kwestia wychowania i wyksztalcenia dobrych nawykow to
          jest moj rodzicielski obowiazek. nigdy nie oczekiwalismy, ze szkola za nas
          nauczy nasze dzieci odpowiedniego zachowania, odpowiedzialnosci, pracowitosci
          czy uczciwosci.
          z moich obserwacji jednak wynika, ze wielu rodzicow wlasnie tego oczekuje od
          szkoly. i tu, wedlug mnie, lezy pies pogrzebany.
          bo nawet od kiepskiego nauczyciela np. geografii mozna sie w koncu nauczyc
          prawych doplywow odry ale od kiepskiego wychowawcy/pedagoga nie da sie niczego
          pozytywnego w dziecku/nastolatku zaszczepic. a to jest rola rodzicow -
          wychowanie zaczyna sie i konczy w domu.
          moje dzieci tez miewaly roznych nauczycieli - leniwych, zbyt surowych, zbyt
          lagodnych, niedouczonych, zniecheconych, bo ja wiem jeszcze jakich... ale co
          z tego? takie jest zycie - ma sie do czynienia z roznymi ludzmi ale jak sobie
          z tymi roznymi ludzmi radzic - tego musza nauczyc mama i tata.
          oczywiscie, idealnie by bylo gdybysmy wszyscy mogli choc raz w zyciu trafic na
          swietnego nauczyciela, dobrego szefa, cudownego sasiada... zycie jednak jest
          jakie jest i cuda nie zdarzaja sie na zawolanie. dlatego to rodzice musza
          wziac na siebie obowiazek nauczenia swoich dzieci takich prostych spraw jak
          kiedy uzywa sie telefonu komorkowego, ile czasu nalezy poswiecic na odrabianie
          lekcji, kiedy mozna trzymac rece w kieszeniach i z kim mozna rozmawiac zujac
          gume trident.
          dopoki rodzice obecnego i nastepnych pokolen nie poczuja na wlasnej skorze, ze
          to jest wlasnie ich obowiazek, tak dlugo lepsi i gorsi nauczyciele beda
          uciekac z jednej szkoly do drugiej w poszukiwaniu takiej, w ktorej beda
          w stanie wspolpracowac z ... (odpowiedzialnymi!)rodzicami swoich uczniow.
      • Gość: Wenus Re: Stosunek nauczycieli do uczniow IP: *.lodz.dialog.net.pl 26.10.02, 22:50
        hejka, kwieto!

        Jest duzo racji w tym co mowisz. Znam podobny przyklad. Moj kuzyn urodzil sie z
        rozszczepem gornej wargi, zostal zoperowany, slad choc niewielki po zabiegu ale
        pozostal i kuzyn jako dziecko troszke seplenil, ale to doslownie troszke.
        Generalnie jednak byl normalnym wesolym chlopakiem zadnym tam urwisem. Jego
        pani wychowawczyni ublizala mu przy cakej klasie i mowila ze jest tak brzydki
        ze ona patrzec na niego nie moze!!!! Ciocia zamiast interweniowac, isc pani
        nauczycielce zrobic awanture i zglosic cala sprawe do dyrektora - wolala plakac
        po katach! No i cudem naczycielce sie udalo nie miec z tego tytulu
        nieprzyjemnosci, choc kuzyn cierpial nadal. Dzis jako dorosly mezczyzna czasem
        wspomina to zdarzenie, teraz juz z dystansem, a ja za kazdym razem kiedy o tym
        mowi przypominam sobie jak wtedy mialam ochote zamiast jego mamy (jako
        nastolatka jeszcze) isc tej glupiej kobiecie, bo trudno ja nazwac
        nauczycielka, "wybic zeby" za takie "wychowyawnie" dzieci... widac niewiele sie
        chyba zmienilo, choc z drugiej strony trudno nie zauwazyc, ze mlodziez jest
        tragiczna dzisiaj. Niestety tryb zycia coraz bardziej konsumpcyjny, ktory
        ruszyl z kopyta po '89 roku juz sie nam daje we znaki.
        Kiedys nauczyciel byl panem i wladca w szkole, dzis popadlismy w druga
        skrajnosc - wladze przejeli uczniowie a nauczyciele zeszli do poziomu wasali.
        Jak zwykle najtrudniej jest znalezc ZLOTY SRODEK!

        pozdrawiam
      • Gość: filut Re: Stosunek nauczycieli do uczniow IP: *.elmont.com.pl / 10.40.36.* 27.10.02, 09:04
        kwieto napisał:

        > Sek w tym, ze na ow brak szacunku nauczyciele czesto sobie sami zapracowuja.

        Podzielam ten pogląd.
        Miałem dwukrotnie (po 2 lata) okazję być belfrem w ZSZ (jako dodatkowe źródło
        dochodów), gdzie była tzw. młodzież trudna. Nie miałem z nimi problemów, w
        przeciwieństwie do niektórych kolegów. Szanowaliśmy się (ja + młodzież płci
        obojga) wzajemnie i z tego wynikały następne pozytywne zjawiska, w tym efekty
        nauczania.
        Z należtym szacunkiem dla osób o podobnych poglądach oraz oponentów
        Fil
    • Gość: Zuzanna Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.elartnet.pl / *.elartnet.pl 26.10.02, 23:03
      Nie jestem nauczycielką ale jeśli mogę poradzić to wielokrotnie przeczytaj
      list od nani /juz taka rada tu była/, odpowiedz sobie na pytanie czy lubisz
      młodych nieokrzesanców tak naprawdę tak jak po prostu lubi się ludzi.
      Musisz sobie odpowiedzieć uczciwie na to pytanie- czy lubisz w ogóle ludzi i
      czy Cię nie męczą- nie wszyscy przecież wytrzymaliby w takiej pracy- do tego
      trzeba mieć wrodzone predyspozycje psychiczne i być może niezbyt do takiej
      pracy się nadajesz- bez nadmiernego obwiniania się proszę i bez urazy,
      chodzi mi o dobranie zajęcia do własnego charakteru i usposobienia.
      Czy zastanawiałaś się jak są prowadzone lekcje , czy potrafisz zafascynować
      ich historią, opowiedzieć ciekawostki, zacząć dyskusję,przecież może to być
      fascynująca , prawie kryminalna podróż przez wieki.Interesuję się historią
      dla przyjemności, czytam dużo .Do tekstów podręcznikowych można wiele na lekcji
      dorzucić.Przepytując mojego syna z historii zawsze wtrącałam mu różne
      dodatkowe informacje-ciekawostki, kontrowersyjne zdarzenia, historie miłosne
      lub nieopisane w podręczniku prawdziwe dalsze losy bohatera.
      Efektem było lepsze opanowanie wymaganego materiału a także poczucie ,że
      poznaje historię nie papierową ale taka stworzoną przez ludzi z krwi i kości.
      Tak w moim życiu się ułożyło, że często pomagałam znajomym dzieciom i własnym
      w odrabianiu lekcji czy przygotowaniu na studia- skończyłam politechnikę.
      Do każdych lekcji przygotowywałam się i z przyjemnością słuchałam potem
      wypowiedzi ,że chemia może być taka ciekawa, że fizyka to naprawde opisuje
      zdarzenia z którymi mamy bez przerwy do czynienia i że nie przypuszczali
      jakie to wszystko proste.Urozmaicałam im te teorie właśnie ciekawostkami,
      wyciągałam odpowiednie artykuły z pism jak "Wiedza i życie", "świat nauki"
      National geographic,itp. Pisma dotyczące historii np "Mówią wieki",
      "archeologia żywa" itp. Mnie to wszystko naprawdę sprawiało przyjemność no
      a na końcu dobre oceny -super. Pomagałam wszystkim nie w ramach korepetycji,
      tylko na zasadzie "pogotowia u cioci " /nieodpłatnie/. Oczywiście nie mam
      doświadczeń z klasą, dużą grupą różnych ludzi.Dziwię się bardzo, że nauczyciele
      nie mają zajęć własnie z tych zagadnień z którymi mają potem w pracy tyle
      kłopotu.Znać swój przedmiot to żadna gwarancja sukcesu bycia dobrym
      nauczycielem. Te same dzieci ,które na jednych lekcjach zachowują się poprawnie
      na innych będą nieznośne. Wiem coś o tym , nauczył mnie tego mój syn , który
      uczył się albo się nie uczył i zależało to wyłącznie od konkretnego nauczyciela
      i niewiele pomagała moja perswazja, że w końcu uczy się dla siebie.
      Ważne dla niego było czy nauczyciel się uśmiecha, czy lubi żartować, czy
      szanuje ich zdanie, czy się stara aby lekcje nie były nudne .W liceum wybrał
      klasę z historią właśnie bo miał fajnego nauczyciela od historii i z zapałem
      uczył się tego przedmiotu , niestety teraz trafił na nauczycielkę -podręcznik,
      tabelka, nuda. Na szczęście ma jakiegoś nawiedzonego fizyka i geografa ,
      pewnie zmieni zainteresowania.Taki on po prostu jest- pójdzie za fascynujacym
      go człowiekiem.
      Rozpisałam się niesamowicie ale to taki ważny temat- dobry nauczyciel.
      Wierzę ,że też nim zostaniesz.Bo szukasz, bo pytasz, bo chcesz.
      Mam nadzieję , że moja wypowiedż na coś się przyda.Pozdrawiam .


      • kwieto Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 27.10.02, 06:45
        Hehe - historii zaczalem sie uczyc po przeczytaniu "MW" Lysiaka :"))))

        A swoja droga, a propos nauczycieli - przypomnialo mi sie co mowila wiekszosc
        moich kolezanek tuz przed matura, pytanych czy i gdzie ida potem na studia. 90%
        odpowiedzi to byla resocjalizacja lub wlasnie psychologia. I z calym szacunkiem dla
        nich, mysle ze tylko nieliczne sie do tych zawodow nadawaly. Jesli to jest tendencja
        "ogolnokrajowa", to nic dziwnego, ze tylu jest marnych nauczycieli.

        A potem kolko sie zamyka - rodzic nie zaszczepia dziecku pewnych wzorcow,
        nauczyciel rowniez nie jest w stanie zachecic dziecka do ich poszukiwania na wlasna
        reke (bo sam nie potrafi), dziecko zostaje wspolnymi silami wychowane "jako-tako",
        i tak przez nastepne pokolenie - coraz gorzej, coraz gorzej...

        Musialem miec kurcze niesamowite szczescie, bo trafilem na co najmniej kilkunastu
        ciekawych nauczycieli (nie licze wykladowcow na studiach)
      • adrianna4 Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 30.10.02, 13:21
        Oczywiście są na lekcji ciekawostki ale tutaj jest taki problem, że dać im
        palec a wezmą całą rękę. Mimo iż czasem podam coś ciekawego czy nawet coś
        wyjaśnię jak ktoś ma wątpliwosci to 2 pierwsze ławki jako tako uczestniczą w
        lekcji a reszta sobie to wszystko olewa. A jak przyjdzie mi zapowiedzieć
        sprawdzian to nie słyszę pytania z jakiego zakresu materiału tylko "kiedy
        poprawa ?". Gdyby Ci co mają historię w nosie cicho siedzieli to by było OK,
        ale oni zaczną gadać i robi się szum. Naprawdę mam cieżką młodzież gdyż chcę
        ich zachęcić do nauki ale oni nie chcą się uczyć. Jak przyniosę wideo i
        podłączę do telewizora to zamiast oglądać filmu to wszyscy gadają, odrabiają
        zadania itp. a fil oglądają pierwsze dwi ławki które wiele nie rozumieją gdyż w
        klasie jest szum. Zachowanie takimu dam i co ?? Oleje mnie albo trzaśnie
        drzwiami. A są takie przypadki gdzie nie mogę dać zachowania bo ma całą rubrykę
        zapełnioną :-(
    • kamfora Stosunek nauczycieli do uczniów... 27.10.02, 09:28
      Od tego należy zacząć, a nie od stosunku uczniów do nauczycieli.

      W każdej klasie jest pierwsza lekcja z danym nauczycielem.
      Wtedy jest "minuta ciszy" ;-)
      Według mnie wtedy ważą się losy tego nauczyciela.
      Uczniowie nie potrzebują nauczycieli - kumpli (kumpli mają
      w swoim wieku).

      W każdej epoce narzekaniom na "współczesną młodzież" nie było
      końca - dlaczego miałoby być inaczej teraz?
      Jedyne co - to wydaje mi się, że kiedyś mniej było
      "nauczycieli z przypadku". (a może też tyle samo?)

      Przepraszam, nie chciałam nikogo urazić - sama byłam
      nauczycielką...dawno temu.
      • kwieto Re: Stosunek nauczycieli do uczniów... 27.10.02, 09:45
        Oj, o nauczycielach z przypadku mozna duzo mowic (np. o mojej nauczycielce
        biologii w pdst, ktora o wiszacym w klasie, wielkim Homarze, mowila ze to... krab! -
        niech mi teraz ktos powie, jak uczen ma traktowac nauczyciela o ktorym wie, ze
        bredzi?)
        Ktos powiedzial tu o wzajemnym szacunku. I jest tu duzo racji, pytanie jak ten
        szacunek ma wygladac? Mi sie wydaje, ze dziecko nade wszystko pragnie (i w pelni na
        to zasluguje) by w relacjach uczen-nauczyciel traktowano je "powaznie" - jak dorosla
        osobe. Zbyt czesto nauczyciele traktuja uczniow jako "male dzieci" - a to jest
        odbierane przez nie jako pewna forma dyskryminacji - nic dziwnego, ze sie buntuja...
        • kamfora Re: Stosunek nauczycieli do uczniów... 27.10.02, 10:02
          kwieto napisał:

          > Ktos powiedzial tu o wzajemnym szacunku. I jest tu duzo racji, pytanie jak
          ten szacunek ma wygladac?

          Być może wiele osób się ze mną nie zgodzi - ale ja uważam, że
          podstawą szacunku jest postawa. Na lekcji uczeń "wyrwany" do odpowiedzi
          powinien odpowiadać na stojąco, w postawie prawie na baczność.
          Żadne tam - "bo robi się hałas, jak oni wstają". I konsekwentne
          przestrzeganie "warunków".
          A w drugą stronę - nigdy nie wyśmiewać uczniów. I...więcej nagradzać,
          niż karać.
          Mniej więcej: "udało ci się zrobić prawie wszystko dobrze"
          zamiast: "znowu zrobiłeś błąd"
        • proo Re: Stosunek nauczycieli do uczniów... 27.10.02, 10:47
          Moim zdaniem do tego zawodu trzeba miec powołanie. Takie powołanie ma nani.
          Cieszę się że tacy nauczyciele jak Ty istnieją.
          Budzisz nadzieję że są ludzie ktorzy do zawodu tego się nadają.
          Tak właśnie!Trzeba kochac dzieci i chcieć się z nimi porozumieć.
          Oprócz tego (jak zwykle zgadzam się z dodo) rodzice nie mogą oczekiwac od
          nauczyciela , wychowawcy że wykona za nich tzw. "czarną robotę" i wychowa im
          dziecko - to bezwzględnie rola rodziców i wszelkie odbiegajace od tego modelu
          odpowiedzialności za wychowanie oczekiwania , zakończą się z fiaskiem.
          Myślę że jak długo w zawodzie nauczyciela znajdować się będą przypadkowi ludzie
          tak długo nieporozumienia i wzajemne żale na linii rodzice-dziecko-nauczyciel
          będą istniały. Nie toleruję zbytniej ingerencji nauczyciela w wychowanie ucznia.
          Od tego są rodzice. To ja ustalam pryncypia dla mojego dziecka , ja odpowiadam
          za jego przyszłe życie , zachowania , stosunek do innych ludzi .. To mnie
          moje dziecko rozliczy za brak sukcesow i nieprzystosowanie , to ja powiem
          sobie sobie że nie zdołałam zaopatrzyc mego dziecka w stosowny ładunek
          wiedzy , nawyków , wartości niezbędnych do życia. To ja powiem sobie że
          przegrałam kiedy moje dziecko okaże sie byc nieprzystosowanym do współistnienia
          z innymi ludżmi , do osiągania sukcesów , do kochania , współodczuwania ,
          prawidłowej oceny rzeczywistości i odpowiednich reakcji na bodźce płynace
          z zewnątrz. To moja rola i NIKT nie może mnie w niej wyręczać!
          A nauczyciel? Ma dbać o to żeby moje dziecko chciało przyswoic sobie wiedzę
          której przekazanie JEMU powierzam. I ma mieć tę zdolność która pozwoli mu w
          taki sposób poprowadzic lekcję by moje dziecko nie chciało "pykać w robala",
          dzwonic do kolegi w czasie lekcji ,rozmawiać ,śmiać się - przeszkadzając
          nauczycielowi i innym dzieciom. Musi zająć moje dziecko tym co ma mu do
          przekazania a jeśli ta "sztuka" mu się nie udaje - powinien zmienić zawód bo
          to nie on może mieć pretensje do mnie czy mojego dziecka lecz ja do NIEGO
          bowiem nie nadaje się do roli jaką sobie dobrowolnie wyznaczył a nieodpowiednim
          postępowaniem wobec niego może zburzyc moję koncepcję wychowawczą
          z nieodwracalnymi , szkodliwymi konsekwencjami w rezulatacie. Nie mogę na to
          pozwolić bo przecież w samym sercu moich rozważań jest CZŁOWIEK , moje dziecko
          i cząstka mnie.

          proo
    • tomi469 Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 27.10.02, 15:08
      Szczerze powiedziawszy nawet najlepszy nauczyciel wiele nie nauczy dopóki
      klasy będą liczyły więcej niż kilkanaście uczniów.
      • adrianna4 Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 28.10.02, 22:26
        tomi469 napisał:

        > Szczerze powiedziawszy nawet najlepszy nauczyciel wiele nie nauczy dopóki
        > klasy będą liczyły więcej niż kilkanaście uczniów.

        Tutaj mozna sie kłócić. Rozmawiałam wielokrotnie z innymi nauczycielami i oni
        mają podobnie. Tylko neiliczni nauczyciele potrafią zmusić klasę to normalnego
        zachowywania się. Skoro uczę historii to mam 30-38 uczniów na głowie.
        Nauczyciele języków obcych mają tylko grupę (15-19 uczniów) i twierdzą że z
        dyscypliną też mają kłopoty. Więc niestety muszę uznać twój argument za
        bezwartościowy :-(
        • Gość: Sar Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: 144.138.213.* 29.10.02, 03:56
          To niewatpliwe, ze zawod ten wymaga powolania, i talentu . W szczegoly bawic
          sie nie bede, bo wielu tu wypowiedzialo sie na ten temat.

          Ja mialam doswiadczenie dwukrotne w tym zawodzie - raz w Polsce zaraz po
          studiach, bylo to bardzo owocne doswiadczenie, bylam jedna z tych , co
          potrafili nawiazac kontakt z uczniami, ale mialam tez sukcesy w sensie swietnie
          zdawanych egzaminow z mojego przedmiotu itd, mialam dyscypline na lekcjach.

          Po latach kilkunastu wykonywalam ten zawod za granica - zmiana czasu i miejsca,
          roznice kulturowe - no i mamy, zupelnie nie odnajdowalam sie jako nauczyciel.

          Podstawowym moim brakiem byla nieumiejetnowsc kontrolowania klasy. Tutaj, jak
          sie okazalo Class mamagement jest uczony w szkolach. Prosto odtad dotad, tak i
          tak. To i to trzeba robic by uzyskac taka to a taka reakcje od uczniow. Ucza
          nawet w jaki sposob uspokoic dzieciaka ktory wpadl w furie, rzuca krzeslami
          itd... I to dziala w praktyce, a przynajamniej w wiekszosci przypadkow.

          Uwazam wiec, ze proste metody, takie jak chociazby nagroda i pochwala przed
          wytknieciem bledow uczniom, traktowanie ich z szacunkiem , bycie konsekwentnym
          moga naprawde wiele zmienic,( trzeba je tylko przedtem poznac , metoda prob i
          bledow tu nie dziala, bo po pierwszym bledzie, czesto jest juz za pozno) I to
          prawda, ten pierwszy moment jest decydujacy.

          W mlodszych klasach stosuje sie nawet specjalne cwiczenia - splatanie rak,
          pocieranie czubkow uszu by uspokoic podekscytowane dzieciaki. Nie wiem czy
          warsztaty z zakresu kontrolowania zachowania sa tez dostepne dla polskich
          nauczycieli,
          Uwazam ze to konieczne, nie kazdy rodzi sie Nicki lauda, ale prawie kazdy moze
          nauczyc sie jazdy samochodem.
          • Gość: Zuzanna Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.elartnet.pl / *.elartnet.pl 30.10.02, 02:23
            Ciekawa jestem jak wygląda szkolenie naszych nauczycieli jeśli chodzi o pracę
            z dziećmi od strony psychologii, praktycznych doswiadczeń, itp.Jak długo trwają
            takie zajęcia, kto je prowadzi,czy na codzień nauczyciel sam rozwiązuje
            problemy czy ma rzeczywiste wsparcie fachowców ? Będę wdzięczna za odpowiedż.
            Z moich obserwacji jako rodzica wynika ,że wielu nauczycieli popełnia błędy
            zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy- dostają klasę jako poletko do uprawy
            według swego widzimisię i nie dociera nieraz do nich ,że bacznie i bezlitośnie
            są obserwowani przez dzieci.A raz utracony autorytet - jest utracony.
            Sądzę, że nawet tzw. nauczyciele z przypadku nie popełnialiby tylu błędów gdyby
            ich wiedza była odpowiednio szersza. Pozdrawiam.
            • laurie Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 30.10.02, 13:45
              Zuzanno

              Dobrych pare lat temu skonczylam studia uniwersyteckie (kierunek historia) ze
              specjalnoscia pedagogiczna. W trakcie studiow mialam zajecia z metodyki
              nauczania, nawet jakies egzaminy, miesieczne praktyki i w szkole sredniej i w
              podstawowej. Uczono mnie czego i jak uczyc, ale nigdzie nie nauczono jak
              podejsc do ucznia, jak dac sobie rade z klasa, jak utrzymac spokoj na lekcji
              itp. Zadnej praktycznej psychologii ucznia.
              W pozniejszej pracy ze wszystkim musialam sobie radzic SAMA. Taka byla akurat
              paskudna sytuacja - redukcje w oswiacie i przyznanie sie do problemow i
              trudnosci bylo rownoznaczne z przyznaniem sie do nieradzenia sobie i
              nienadawania sie. Moze mialam pecha, moze jest to norma nie wiem, choc
              pracowalam w kilku szkolach i wszedzie bylo tak samo. Poczatkujacy nauczyciel
              jest sam - sam musi sobie ze wszystkim radzic i na zadna pomoc liczyc nie moze.
              Tez mialam problemy z dyscyplina uczniow - zapytalam kilka roznych
              doswiadczonych nauczycielek jak sobie poradzily - zawsze odpowiedz byla ta
              sama - one nigdy nie mialy tego problemu, zawsze byly takie swietne.
              A przeciez nie zawsze jest tak, ze poczatkowe trudnosci swiadcza o tym ze ktos
              sie nie nadaje. Moj kolega ze studiow na przyklad - przez pierwsze lata ciagle
              znerwicowany, nie dosypial, non stop na validolu. Powiedzial mi, ze byl na
              skraju samobojstwa. Obecnie wybrany (przez MLODZIEZ) ulubionym nauczycielem,
              nagradzany przez dyrekcje, szanowany przez uczniow i rodzicow. Nawet w
              telewizji go pokazywali z okazji dnia nauczyciela jako przyklad pedagoga. Ma
              osiagniecia niewatpliwe. Wiec mozna, ale ile to bezsennych nocy kosztuje i ile
              nerwow to nikt nie wie. Koledze tez nikt nie pomogl, bo tego jak sobie radzic z
              uczniem nikt nie uczy.
              Nauczycielowi wszyscy patrza na rece: grono, dyrekcja, rodzice. Nie mowiac juz
              o dzieciach, ktore niezle daja do wiwatu. I naprawde nie pomaga nikt, chyba ze
              ktos ma fuksa i trafi na "ludzkie" grono.


              • Gość: zuzanna Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.elartnet.pl / *.elartnet.pl 01.11.02, 15:26
                Laurie, potwierdziłaś moje najgorsze przypuszczenia. Piszesz, że minęło kilka
                lat od Twoich studiów , nie sądzę aby dzisaj coś się zmieniło. Tyle się mówi
                o pozycji nauczyciela w społeczeństwie a nie robi się dla nich ,moim zdaniem,
                podstawowej rzeczy- przygotowania każdego w sposób profesjonalny do zawodu
                pedagoga w szerokim tego słowa znaczeniu. Czy grono nauczycielskie jest w
                stanie samo sobie pomóc skoro instytucje do tego powołane nie widzą tego
                problemu? Ktoś tu napisał/ sorry zapomniałam imienia/ , że można nauczyć jak
                panować nad grupą , ale jak dotrzeć z taką wiedzą do wszystkich ? Dlaczego
                w tej kwestii pozwala się każdemu zmagać ze swoimi problemami z osobna ?
                Niewiele wiem o machinie ministerstwa i kuratorium i innych organizacji
                działających na rzecz nauczycieli ale jestem bardzo zaskoczona, że dzisiaj
                temat ten " leży ".Jeśli potrafimy narzekać na coraz trudniejszą młodzież
                to dlaczego do kontaktu z nią nie wysyłamy odpowiednio przeszkolonych
                profesjonalistów ? Czy wszystko można zasłonić brakiem środków ?
                Utracone zdrowie i zszargane nerwy, dochodzenie do pewnej wiedzy na własny
                sposób ? Ale dlaczego ? Dlaczego taka ma być cena niejednokrotnie w tym
                zawodzie ? Czy potrzebni są znerwicowani nauczyciele , bez autorytetu ?
                Napisałam w pierwszym liście do Adrianny , że trzeba lubić taką pracę z dziećmi
                opracować ciekawe lekcje ale i być dla nich przyjaznym. I to ostanie moim
                zdaniem powinno być wsparte profesjonalną wiedzą -przyjazny dla dziecka tzn.
                wiedzieć jak do niego dotrzeć indywidualnie i w grupie, jak utrzymać autorytet.
                Jak to zorganizować u nas ? Jakie macie na ten temat opinie ? Może gdzieś
                są takie szkolenia ? Napiszcie jak jest w innych krajach .
                Pozdrawiam.Zuzanna.


        • kwieto Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 29.10.02, 06:34
          Tak, choc zapewne dotad, dopoki nie bedziesz miala do czynienia z max 10
          osobowa klasa :")
          19 osob w klasie to ciagle tlum
    • Gość: rybkaa Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.acn.waw.pl 30.10.02, 13:59
      Nie wiem jak jest w przypadku starszych uczniów, ale wiem co nieco o dzieciach
      ze szkoły podstawowej. Moje wnioski sa takie: sa dzieci wspaniałe ale sa tez
      takie które sa po prostu ZLE WYCHOWANE przez rodziców. Co więcej to nie moze
      byc dziwne skoro wielu rodzicom brakuje kultury. Co powiedziec o rodzicu który
      rozmawiajac z nauczycielem trzyma rece w kieszeni i zuje gumę? Albo o
      rodzicu , który zaglądając do klasy nie mówi nauczycielowi dzien dobry tylko
      macha na swoje dziecko zeby na chwilę wyszło z klasy? Co powiedziec jesli
      dziecko odzywa się niegrzecznie do nauczyciela a potem jego mamusia twierdzi
      ze to bardzo zabawne? Jak dzieci maja szanowac nauczycieli skoro widzą ze sami
      rodzice ich nie szanują?
    • kol5 Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 30.10.02, 19:49
      Nie nadajesz się na nauczycielkę.
      Jesteś dalej grzeczną, karną uczennicą.

      A jeśli chcesz nią nadal zostać /nauczycielką/, to posłuchaj dlaczego nie są
      zainteresowani słuchaniem Ciebie.
      Przynudzasz? Czy brak powiązania wykonywanego zawodu z pasją?

      • Gość: Malwina Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.abo.wanadoo.fr 31.10.02, 09:36
        zmien zawod i to szybko ! bo jeszcze dorzucasz do tej ogolnej katastrofy
        (szczerze mowiac to sama jako nauczycielka jestes katastrofa ! wrrrrr)
    • ladyblue ci straszliwi uczniowie... 31.10.02, 18:37
      no demony w ludzkiej (a niekiedy i nie) skórze, strach do klasy wejść a co
      dopiero uczyć.
      na szacunek ucznia też trzeba umieś sobie zasłużyć. większym respektem będzie
      się cieszył ten kto duzo wymaga ale też duzo wiedzy daje niz ktoś kto sobie
      daje wejść na głowę.
      wydaje mi sie ze juz przegrałaś tę sprawę, chyba ze nauczysz sie co to znaczy
      konsekwencja.
      nie napisałaś w jakim wieku sa te urocze dzieciaczki ;)
    • Gość: Sar Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.prem.tmns.net.au 01.11.02, 03:20
      Nie musisz zmieniac zawodu
      To zawod, jak kazdy inny. Mozna sie go nauczyc. Jak ze wszystkimi zajeciami
      najlepiej wykonywac go beda ci, ktorzy maja po temu predyspozucje, talent no i
      powolanie (choc to ostatnie, to jeszcze nie wszysko).
      Poszukaj ksiazek i kaset treningowych z zakresu behaviour mamagement, class
      management techniques, itp. Wiem, ze dostep w Polsce pewnie nielatwy ale na
      pewno znajdziesz je po angielsku, a moze ktos sie wreszcie zabral w kraju za
      praktyczne przygotowanie do zawodu i sa juz jakies przetlumaczone.
      Zamiast walkowac teorie psychologii i tzw. pedagogike moze warto by bylo
      rozgladac sie za opracowaniami praktykow nauczycieli w tej dziedzinie za
      granica.

      Sposobu postepowania z uczniami MOZNA SIE NAUCZYC. Przekonalam sie o tym na
      wlasnej skorze. Ale... jak juz bedziesz dobrze przygotowana do
      kontrolowania "tlumu" to zmien szkole. Bo jesli popelnilas bledy w obecnej to
      bedzie sie za Toba ciagla opinia takiej , ktorej mozna wejsc na glowe i bedzie
      to bardzo demoralizujace. W nowej szkole zacznij od razu po nowemu. Z
      konsekwencja, niezwracaniem uwagi na glupie zaczepki uczniow, z dystansem,
      skoncentrowana na tym co robisz i KONSEKWENTNA.

      Szkoda, ze nie mozna pomoc nauczycielom, ktorzy maja klopoty z panowaniem nad
      klasa, w sposob profesjonalny, przez warsztaty i szkolenia (porzadnie
      przygotowane, na poziomie)

      Przegladalam niedawno liste szkolen jednego z kuratoriow. Czego tam nie bylo
      nieomal wyklady z fizyki kwantowej dla nauczycieli szkol podstawowych.
      Nic natomiast o panowaniu nad grupa.

      I ciagle te wygorowane oczekiwania chrystusowej aureolki nad glowa nauczyciela,
      poswiecenia, intuicyjnej umiejetnosci dotarcia do panienki z dobrego domu i
      zbira z poprawczaka - co za kupa bzdur!!
      Jak juz pisalam, nie kazdy moze i musi byc WIELKIM?WSPANIALYM nauczycielem,
      kazdy natomiast moze byc DOBRYM nauczycielem i tego MOZNA sie nauczyc, jak
      jazdy na nartach czy samochodem ( Niektorzy twierdza nawet ze i spiewania moze
      nauczyc sie kazdy)

      Nie oczekujecie chyba by spiewu uczyly w szkolach same Marie Kallas

      Pozdrawiam
      • lisette Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 01.11.02, 12:19
        Sar, wielkie dzieki za ten post.
        Nareszcie jakis konstruktywny glos w dyskusji.
        Masz racje, tak wlasnie jest. Tego sie mozna nauczyc, wiec nie ma co zrzucac
        wszystkiego na powolanie, jakas mistyczna sile, ktora sie ma albo nie ma. Ta
        mistyczna sila to class management i mozna sie tego nauczyc.
        Dzieki raz jeszcze.
        • Gość: Malwina Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: proxy / *.w.club-internet.fr 01.11.02, 12:52
          oczekuje zeby w szkole uczyli ludzie z glowa na karku (ich ksztalceniem zajmuja
          sie studia wiec z gory zakladam ze sa)
          • Gość: Sar Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.prem.tmns.net.au 02.11.02, 02:12
            Gość portalu: Malwina napisał(a):

            > oczekuje zeby w szkole uczyli ludzie z glowa na karku (ich ksztalceniem
            zajmuja
            >
            > sie studia wiec z gory zakladam ze sa)

            Toc mowie, studia na specjalnosciach nauczycielskich na studiach (w roznych
            dziedzinach) maja kupe teoretycznych przedmiotow. Takim jest np psychologia.
            Tylko, ze nic z tego nie wynika. Nikt tym biednym przyszlym nauczycielom nie
            powie ja teoretyczna wiedze z zakresu psychologii zamienic na SKUTECZNe sposoby
            kierowania grupa mlodych osbnikow. Nie naruszajac ich godnosci osobistej i nie
            zamieniajac klasy w wiezienna cele ale jednoczesnie powodujac by robili to ,
            czego od nich oczekujemy.

            Czasy sie zmieniaja, zmieniaja sie tez uczniowie, to co bylo nie do pomyslenia
            10 lat temu jest teraz na porzadku dziennym. I nie chodzi o to by nad tym
            biadolic, tylko by ludzi "przetrenowac" przygotowac do radzenia sobie ze
            zmianami. A tego nasz (polski) system ksztalcenia nauczycieli nie czyni.

            A moze jednak jest inaczej, jesli sie myle, prosze mnie poprawic

            Sar
            • Gość: Malwina Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: proxy / *.w.club-internet.fr 02.11.02, 12:15
              tyle ze czlowiek z glowa na karku bedzie, jesli nie potrafil, to szukal, jak te
              bazy psychologiczne ktore otrzymal w trakcie nauki wdrozyc w zycie.
              jezeli bedac nauczycielem nie interesujesz sie psychologia i ludzimi (nie jako
              przedmiot do nauczenia) - bo przeciez z ludzmi masz do czynienia kazdego dnia
              pracy !- to lepiej nie byc nauczycielem.
              No i najwazniejsze : trzeba dzieci (ludzi)lubic !!!
              Watkowa nauczycielka wylewa lzy krokodyle nad soba i strzela z karabinu do
              dzieciakow.
              Nie tedy droga ...
              • laurie Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 02.11.02, 20:35
                Wez juz Malwina z ta glowa na karku nie przeginaj. Jasne, ze kazdy cos czyta,
                ale trudno wymagac od wszystkich nauczycieli, zeby znali angielski, bo w jezyku
                polskim na pozycje z behavioral school management jakos nie trafilam. Zgadzam
                sie absolutnie z Sar. Sa dziesiatki szkolen, sa platne studia podyplomowe dla
                nauczycieli psu na bude (za studia podyplomowe nauczyciel musi placic z wlasnej
                skromnej kieszeni) i inne kursy, ale podstawy pozostaja nietkniete. Pozostaje
                metoda prob i bledow do skutku czyli do granic wytrzymalosci nauczyciela i
                uczniow.

                • malwinamalwina Re: Stosunek uczniów do nauczycieli 02.11.02, 22:41
                  ja tam angielskiego nie znam i dobrze mi z tym i odpowiedzialnosci nie ponosze
                  za sytuacje (a sytuacja to latwo sie usprawiedliwic)
                  wszedzie niestety sa ludzie ktorzy zdali egzaminy albo na 3 albo na piec.
                  Kto to wie ? W wypadku lekarzy i nauczycieli wolalabym wiedziec. No coz, ide se
                  pomasowac kark na ktorym ta glowa bo rzeczywiscie tak mi sie przegina ze az...
                  • Gość: Malwina Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: proxy / *.w.club-internet.fr 02.11.02, 22:54
                    moja glowa na karku, jako ze ciekawska jak to zle licho, poleciala sobie
                    postukac po necie i znalazla sobie stronki calkiem calkiem i to po polsku.
                    Nie licz na mnie zeby biadolic nad nauczycielka bo wspolczuje uczniom.
                    W koncu o nich tu chodzi.
                    zauwaz, szkola bez tych skurczybykow bylaby idealna !
                    • Gość: dodo Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.sympatico.ca 02.11.02, 23:06
                      a ja wroce do mojej starej spiewki (jak to staremu dodo
                      przystaje :-D) - smutkiem mnie napawa, gdy widze jak
                      wielu ludzi oczekuje, ze szkola wychowa i nauczy ich
                      dzieci tego wszystkiego, czego oni nie mieli ani czasu,
                      ani cierpliwosci nauczyc ich w domu. nawet najlepszy
                      nauczyciel jednego przedmiotu nie jest w stanie odrobic
                      tego, czego nie dal mlodym dom.
                      problem moze w tym, ze sami nauczyciele wyszli czesto z
                      domow, w ktorych niezbyt wiele ich nauczono...
                      • Gość: Zuzanna Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.elartnet.pl / *.elartnet.pl 03.11.02, 00:48
                        Wiesz dodo ,uważam podobnie ,że to przede wszystkim rodzice są odpowiedzialni
                        za wychowanie.Ale tak jest ,ze każdy może mieć dzieci ,nie tylko ci do tego
                        z pokolenia na pokolenie przygotowani ale także ci ,którzy nie zdają sobie
                        zupełnie sprawy z tego jak miałoby wychowanie w ogóle wyglądać. Rodzice dzieci
                        mających problemy z nauką a najbardziej z zachowaniem najczęściej nie
                        przychodzą na wywiadówki, wiem coś o tym.Ale do odebrania papierów "rodziciel-
                        skich" daleka droga. Natomiast w szkole nie powinna pracować osoba do tego
                        niewłaściwie przygotowana - tak jak w każdym zawodzie powinien być to
                        profesjonalista od początku swojej działalności przygotowany wszechstronnie.
                        Napisałam więcej na ten temat 1.11. pod wypowiedzią Laurie. , kilkanaście
                        postów do góry.Proszę , przeczytaj. To, że dzieci są różne - tego nie
                        zmienimy.I chyba też
                        większość nie oczekuje ,że je ktoś wychowa w szerokim tego słowa znaczeniu
                        w szkole , ale że vis-avis dzieci nie będzie stała bezradna nauczycielka.
                        Szkoda jej nerwów.

                        Pozdrawiam.Zuzanna.
                      • Gość: Zuzanna Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.elartnet.pl / *.elartnet.pl 03.11.02, 00:50
                        Wiesz dodo ,uważam podobnie ,że to przede wszystkim rodzice są odpowiedzialni
                        za wychowanie.Ale tak jest ,ze każdy może mieć dzieci ,nie tylko ci do tego
                        z pokolenia na pokolenie przygotowani ale także ci ,którzy nie zdają sobie
                        zupełnie sprawy z tego jak miałoby wychowanie w ogóle wyglądać. Rodzice dzieci
                        mających problemy z nauką a najbardziej z zachowaniem najczęściej nie
                        przychodzą na wywiadówki, wiem coś o tym.Ale do odebrania papierów "rodziciel-
                        skich" daleka droga. Natomiast w szkole nie powinna pracować osoba do tego
                        niewłaściwie przygotowana - tak jak w każdym zawodzie powinien być to
                        profesjonalista od początku swojej działalności przygotowany wszechstronnie.
                        Napisałam więcej na ten temat 1.11. pod wypowiedzią Laurie. , kilkanaście
                        postów do góry.Proszę , przeczytaj. To, że dzieci są różne - tego nie
                        zmienimy.I chyba też
                        większość nie oczekuje ,że je ktoś wychowa w szerokim tego słowa znaczeniu
                        w szkole , ale że vis-avis dzieci nie będzie stała bezradna nauczycielka.
                        Szkoda jej nerwów.

                        Pozdrawiam.Zuzanna.
                      • Gość: Zuzanna Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.elartnet.pl / *.elartnet.pl 03.11.02, 00:51
                        Wiesz dodo ,uważam podobnie ,że to przede wszystkim rodzice są odpowiedzialni
                        za wychowanie.Ale tak jest ,ze każdy może mieć dzieci ,nie tylko ci do tego
                        z pokolenia na pokolenie przygotowani ale także ci ,którzy nie zdają sobie
                        zupełnie sprawy z tego jak miałoby wychowanie w ogóle wyglądać. Rodzice dzieci
                        mających problemy z nauką a najbardziej z zachowaniem najczęściej nie
                        przychodzą na wywiadówki, wiem coś o tym.Ale do odebrania papierów "rodziciel-
                        skich" daleka droga. Natomiast w szkole nie powinna pracować osoba do tego
                        niewłaściwie przygotowana - tak jak w każdym zawodzie powinien być to
                        profesjonalista od początku swojej działalności przygotowany wszechstronnie.
                        Napisałam więcej na ten temat 1.11. pod wypowiedzią Laurie. , kilkanaście
                        postów do góry.Proszę , przeczytaj. To, że dzieci są różne - tego nie
                        zmienimy.I chyba też
                        większość nie oczekuje ,że je ktoś wychowa w szerokim tego słowa znaczeniu
                        w szkole , ale że vis-avis dzieci nie będzie stała bezradna nauczycielka.
                        Szkoda jej nerwów.

                        Pozdrawiam.Zuzanna.
                  • Gość: Sar Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.prem.tmns.net.au 03.11.02, 02:14
                    malwinamalwina napisała:

                    > ja tam angielskiego nie znam i dobrze mi z tym i odpowiedzialnosci nie
                    ponosze
                    > za sytuacje (a sytuacja to latwo sie usprawiedliwic)
                    > wszedzie niestety sa ludzie ktorzy zdali egzaminy albo na 3 albo na piec.
                    > Kto to wie ? W wypadku lekarzy i nauczycieli wolalabym wiedziec. No coz, ide
                    se
                    >
                    > pomasowac kark na ktorym ta glowa bo rzeczywiscie tak mi sie przegina ze
                    az...


                    Czy naprawde propozycja, by studia ( i kursy, czy warsztaty) zawieraly nauke
                    praktycznych metod kontrolowania klas, roznych grup wiekowych, wydaje Ci sie
                    bezsensowna???

                    Zdanie na piatke egzaminu z psychologii czy pedagogiki wciaz nie czyni dobrego
                    praktyka nauczyciela. absolwent technikum mechanicznego, chocby nie wiem jak
                    napompowany wiedza z zakresu mechaniki nie naprawi samochodu jesli nie nauczy
                    sie go w sposob PRAKTYCZNY jak to sie robi. No chyba, ze spedzi 10 lat
                    eksperymentujac z wymiana dystrybutora, uszczelki itd...
                    Coz w tym trudnego, zamiast klepac starego dziadka Gerstmana na pamiec
                    przystosowac programy szkolenia nauczycieli tak by owych umiejetnosci
                    kierowania klasa nabyli zanim stana twarza w twarz zz uczniami???

                    Uchroni ich to od bledow kontrolowania sytuacji w sposob negatywny stosujac
                    odwieczne acz patologiczne sposoby kontrolowania innych (tu: uczniow) takich
                    jak "kumplostwo"(=czysta manipulacja), zastraszanie, ponizanie jednoski.

                    No coz zlego w mojej propozycjii???

                    Czyzby tylko to ze nie idzie w parze z marzycielsko romantycznym widzeniu
                    pewnych zawodow jako swego rodzaju "sztuki" a ich wykonawcow "artystow"???
                    Bo, zgadzam sie, to co ja proponuje podchodzic morze pod kategorie "rzemiosla".
                    A rzemioslo to juz troche mniej... wzniosle, zciaga ten zawod na ziemie.

                    Do Dodo

                    Dodo, prawda jest taka, ze niewiele domow tak na prawde wychowuje swoje
                    potomstwo a do szkol ida wszyscy i w tym momencie nie chodzi o to by na lekcji
                    historii ksztaltowac charakter mlodego czlowieka, lecz by mu przekazac pewna
                    wiedze, niezaleznie od tego ilu aniolow a ilu bandziorow tam sie znajduje. Do
                    tego potrzebne sa praktyczne UMIEJETNOSCI ( nie jakies tam
                    eufeniczne"podejscie" talent, "wyczucie") . IRzecz w tym ze nauczyciel nie moze
                    czekac az mu rodzic to dziecko wychowa. On musi przede wszystkim przekazac
                    wiedze i nauczyc rzeczy paru, czesto tez i wychowac, ksztaltowac a tego zrobic
                    sie nie da bez talentu, lub owych UMIEJETNOSCI nabytych.

                    Pozdrawiam,

                    Sar
                    • Gość: Malwina Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: proxy / *.w.club-internet.fr 04.11.02, 00:08
                      studiowalam tzw kierunek pedagogiczny (mimo ze tej drogi nie obralam)i pamietam
                      oh pamietam ze kupa tych przedmiotow byla i miedzy niemi pedagogia i
                      psychologia. Bazy oczywiscie.
                      W ciagu laaaaaat mojego zycia te bazy przeksztalcily sie w ...wieksze bazy.
                      Moje osobiste zaiteresowania i doswiadczenie zyciowe sprawily ze dzis nigdy
                      przenigdy nie pomysle o wychowaniu (psa ?),edukacji, w pojeciach : kara, krzyk,
                      karcenie, posluszenstwo.Baaacznosc !

                      Malwina



                      PS. Pracuje z tzw mlodzieza trudna
                      • Gość: Sar Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: 144.139.189.* 04.11.02, 03:52
                        Gość portalu: Malwina napisał(a):

                        >> Moje osobiste zaiteresowania i doswiadczenie zyciowe sprawily ze dzis nigdy
                        > przenigdy nie pomysle o wychowaniu (psa ?),edukacji, w pojeciach : kara,
                        krzyk,
                        >
                        > karcenie, posluszenstwo.Baaacznosc !

                        jak pewnie zauwazylas z mego wpisu, ja rowniez jestem im przeciwna. Kierowanie
                        zachowaniem nie wymaga w najmniejszym stopniu ograniczania wolnosci osobistej i
                        spontanicznosci uczniow.

                        Sar



    • Gość: MagdaB Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.czatcaffe.pl 03.11.02, 12:03
      Cześć Adrianno,
      Jestem nauczycielką angielskiego w gimnazjum. Łatwiej mi, bo pracuje z grupami,
      ale miewam podobne kłopoty, zwłaszcza w III f, która jest nieco "klasą
      specjalną". W normalnych ekipach w miarę działa LEKKIE zejście na ich poziom -
      gdy sie wygłupiają, wygłupiam się chwilę razem z nimi (moja słabość - łatwo
      mnie rozśmieszyć)a potem mówię - "No, dobra, a teraz do roboty". Nie mówię, ze
      to stuprocentówka, ale działa.A kiedy pyskują, po prostu nie wdaję się w
      dyskusję. Daję im przedstawić sowje stanowisko - ale raz i w formie jednej
      wypowiedzi.
      A że sporo się pozmieniało, to inna kwestia. Czasem mam ich dosyć, czasem wolę,
      ze tak jest, niż żebym miała nie wiedzieć co sobie myślą - a czasem mi ich żal.
      To chyba najczęściej. Mają dużo gorzej niż my kiedy byłyśmy nastolatkami.
      Magda
      • Gość: Magdalena Re: Stosunek uczniów do nauczycieli IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.11.02, 16:12
        Ciekawi mnie bardzo dlaczego uwazasz ze dzisiejszej mlodziezy jest dzis gorzej
        niz nam kiedy bylismy w ich wieku i dlaczego jest ci ich zal?
Pełna wersja