niezapominajka34
24.12.05, 00:10
Naprawdę nie wiem, co mam zrobić i bardzo proszę o mądre komentarze....
Jestem z facetem już prawie dwa lata, bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie
życia z kimś innym, jednak ciągle, w różnych formach powraca do nas niemiły
problem. Często mamy inne zdania na wiele tematów i moim zdaniem nie umiemy
dochodzić do kompromisów, przykład: on nienawidzi tańczyć a ja bardzo lubię,
idziemy na wesele mojej kuzynki, co jest kompromisem? Bo dla niego to, że w
ogóle poszedł i nie zamierza tańczyć mi jest przykro, namawiam go na chociaż
jeden taniec ale to kończy się łzami i awanturą... inny przykład: dzwonię do
niego i proponuje wyjście na herbatkę do miasta, niedługo święta miło sobie
razem złożyć życzenia przy herbatce ale on mówi nie bo nie lubi chodzić do
kawiarni i już.. Mówi też "nie" gdy chodzi o komedie romantyczne w kinie i
inne rzeczy, bardzo mnie to boli i nie ukrywam przed nim, że jest mi przykro
jestem zawiedziona, czasem nawet rozgoryczona, gdy go pytam o przyczyne to
jest zawsze to samo, że ja nie umiem zrozumieć, że on może czegos nie lubić,
więc on brzydzi się kawiarni, brzydzi się tańczenia i wielu innych ważnych
dla mnie rzeczy a ja jestem okrutna, ze tego od niego oczekuje, bo przecież
gdyby przypadkiem się poświęcił to wyjdzie na to, że ja nie myślę o nim, chcę
sprawdizć mu przykrość, nie zastanawiam się nad jego uczuciami, a on musi
udawać, oszukiwać miłość etc etc... jego argumenty wydają mi się okrutne i
neisprawiedliwe ale nie umiem ich odeprzeć! Poza tym na pewno jest tu gdzieś
moja wina ale nie wiem gdzie.. dzisiaj znowu doszło do takiej sytuacji i łzy
mi lecą z oczu, on wie przecież, że mnie rani a mimo to zachowuje się w ten
sposób no i ponoć ja kreuję się na pokrzywdzoną księżniczkę, kiedy ja
naprawdę nie robię jakiś ekscesów... :( ratujcie babki i nie babki