lenore13
15.01.06, 18:41
Naprawdę wierzycie, że tzw. asertywność jest takim wspaniałym sposobem obrony
własnych interesów przy jednoczesnym uniknięciu ranienia drugiej osoby?
Że pozwala wytłumić agresję i sprowadzić dyskusję na racjonalne tory?
Dla mnie to bzdura i łudzenie naiwnych, że każdy może przejść przez
życie "higienicznie"- z miłym uśmiechem, bez podnoszenia głosu, bo złość
piękności szkodzi...
Asertywność jest regułą gry. Chodzi po prostu o działanie fair,świadczące o
szacunku dla rozmówcy.
Ale jeżeli to rozmówca nas nie szanuje albo jest infantylny? Jeśli wcale nie
zamierza powstrzymać się od ciosów poniżej pasa?
Przykłady:
1. -Wiesz, wtedy jak się tak zachowałeś, to było mi przykro jak cholera.
Czułam się beznadziejnie.
-Tak? To ja się tak staram, poświęcam, wysilam, a paniusia mówi, że czuje się
beznadziejnie!
-Wiem, że się starasz. Ja mówię, że w tamtej sytuacji było mi przykro...
-A pamiętasz, co ty zrobiłaś trzy lata temu? Ile było przez ciebie kłopotów?
Ja na twoim miejscu bym milczał!
2. -Wiesz, wtedy jak się tak zachowałeś, to było mi przykro jak cholera.
Czułam się beznadziejnie.
-A co ty mi tu, k...a, filozofujesz?!
Asertywnym można być tylko wśród ludzi w miarę wrażliwych i o jakimś poziomie
kultury osobistej (psychologowie, którzy te teorie wymyślają, obracają się w
takich właśnie środowiskach - nie znają życia.)