co to jest 'dobro dziecka'?

06.11.02, 19:30
Chcialabym poznac Wasze opinie na ponizszy temat.

Czy warto tkwic w zwiazku (malzenstwo), z kims kogo się nie kocha, ale ma się
z nim dziecko? Dziecko (5 lat) jest bardzo przywiazane do ojca i ma z nim
dobry kontakt.
Z mezem jestem ponad 6 lat, ale jest to dla mnie zwiazek pozbawiony milosci,
szacunku, intymnosci. Od poczatku malzenstwa były konflikty, awantury,
wyzwiska, mimo tego maz był przekonany, ze go nie zostawie. Jakies pol roku
temu powiedzialam koniec i wyprowadzilam się. Na krotko, wrocilam po 2
miesiacach, bo myslalam ze jednak będzie tak lepiej dla dziecka, bo maz się
zaklinal, ze zrozumial swoje bledy i ze się zmieni.
Zmienil się, to fakt, ale niekoniecznie w kwestiach, które zawsze mnie
bolaly, bo nadal w chwilach nieporozumien slysze wyzwiska, brak jest
szacunku, dialogu. I wiem, ze go nie kocham, zreszta nigdy go nie kochalam,
wyszlam za niego, bo bylam glupia. Zaszlam w ciaze w mlodym wieku i balam się
się zostac sama (w miescie, w którym mieszkam nie mam rodziny, a wówczas
nawet nikogo bliskiego). Wiem, ze teraz bym tego nie zrobila.

Dylemat, który mnie gryzie to to czy warto utrzymac ten zwiazek dla dziecka?
Czy to nie jest oszukiwanie go? Czy za 20 lat nie spojrzy mi w oczy i nie
powie ‘jak moglas odgrywac taki teatr w domu?’ Czy powinnam poswiecic swoje
ewentualne szczescie w zwiazku z kims innym na rzecz utrzymania biologicznej
rodziny? Rodziny, która dla mnie jest zimna i sztuczna, brak w niej ciepla,
milosci, zrozumienia.

Dodam, ze od jakies czasu spotykam się z czlowiekiem , którego kocham, który
czuje ze jest moja druga polowa. Kochamy się oboje, on nawet snuje plany o
naszej przyszlosci, ja usmiecham się to slyszac, a tak naprawde boje się
tego. Boje się czy nie zrobie krzywdy dziecku i mam ogromne wyrzuty
sumienia, ze oszukuje, mimo, ze go nie kocham, ale wciąż, mojego meza.

Czy mam zapomniec o milosci, która znalazlam, poswiecic się dla dziecka i
zostac w ‘sztucznej’ rodzinie czy postawic wszystko na jedna szale i budowac
nowy cieply dom, z osoba, która kocham, jednoczesnie sprawiajac dziecku
cierpienie burzac mu dotychczasowy swiat?

Może ktos z Was przezywal podobne dylematy.

    • nell26 Re: co to jest 'dobro dziecka'? 06.11.02, 19:53
      "dobrem dziecka" jest przede wszystkim spokojny, szczesliwy dom, pelen szacunku
      milosci, bedacy przyjazna przystania dla dziecka. To co ty mu oferujesz,
      kierujac sie ponoc jego dobrem, to cierpienie w przyszlosci...
      Sama jestem dzieckiem ludzi, ktorzy powinni sie nigdy nie pobierac, a rozstac,
      nim pojawilam sie na swiecie. Dla mnie najgorszym bylo to, ze musialam
      wysluchiwac wyzwiska dobiegajace zza sciany, ktorymi obrzucali sie ludzie,
      ktorych przeciez kocham, kochalam tak samo. Pozniej dolaczyl do tgeo
      wszystkiego alkohol i byly chwile gdy agresja skupywala sie tez na mnie, jako
      powodzie tego, ze ci ludzie sa razem...Gdy bylam mala, moze chcialm miec
      obydwoje rodzicow przy sobie, ale jako dorastajaca panienka nie moglam wybaczyc
      matce, ze jeszcze nie rozwiodla sie z tym czlowiekiem...Pamietaj dziecko
      pojdzie w swiat, a ty zostaniesz z czlowiekiem, ktorego nie kochasz, a w
      srednim wieku bardzo trudno ulozyc sobie zycie od nowa...
    • Gość: linda ale kaszana! nie wiadomo co robić:( przerąbane nt IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 06.11.02, 22:53
    • Gość: Marlena Re: co to jest 'dobro dziecka'? IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 07.11.02, 05:55
      No a gdybys nie poznala tego swojego przyjaciela tez chcialabys odejsc?
      Zapewne napiszesz ze tak, ale w takim razie dlaczego tego nie zrobilas jak
      jego nie bylo na horyzoncie tylko teraz? Co zrobisz jesli i nastepny zwiazek
      ci sie nie ulozy? Czy maz naduzywa alkoholu? Sama wiesz najlepiej na ile chec
      odejscia jest zwiazana z problemami malzenskimi a na ile z powodu pojawienia
      sie nowej milosci w twoim zyciu . Z jednej strony dziecko, z drugiej wlasne
      szczescie. Jesli jednak jestes pewna ze maz jest do niczego a nowy facet jest
      dobry i dla ciebie i dla dziecka to ...... Decyzja nalezy do ciebie. Rozwaz
      wszystkie za i przeciw.
    • capa_negra Re: co to jest 'dobro dziecka'? 07.11.02, 07:30
      Absolutnie nie warto
      Mówie to z pełnym przekonaniem bo sama jestem takim dzieckiem.
      Teraz z perspektywy lat wiem napewno, że duzo lepiej byłoby gdy rodzice
      rozwiedli sie gdy miałam 10 lat. Na pewno bardzo by bolało kochałam ich
      jednakowo, ale oszczędzili by mi i bratu kolejnych 15 lat awantur i upokorzeń i
      mieliby szanse na ponowne ułożenie sobie zycia .Po za tym dzieci dorastając
      zaczynaja rozumiec podłoże awantur, oceniać obie strony i opowiadac się za
      jedna ze stron. Powoduje to kolejny konflikt tym razem na linii dziecko -
      rodzic.
      W moim przypadku efektem długo odwlekanego rozwodu rodziców, trwającego
      następnie latami jest kompletny brak jakichkolwiek stosunków z matką.
      Pomijam , że sytuacja ta skutecznie obrzydziła mi "instytucje " małżeństwa .
      Na formalny związek zdecydowałam sie niedawno - mając 35 lat.
    • kamill_a Re: co to jest 'dobro dziecka'? 07.11.02, 07:52
      Witaj! Skoro pytasz o nasze zdanie, jestem za wiekszością, czyli ułożenia sobie
      zycia na nowo. Ale moja rada jest następująca: nie odchodź tylko dlatego, że
      jest ten drugi, odejdź na razie nie wiążąc sie z nikim, nie uzależniając sie od
      nikogo. Daj sobie a przede wszystkim dziecku czas. Musicie to wszystko strawić!
      Nie funduj dziecku ewentualnych kolejnych porażek. Jeśli zdecydujesz sie odejśc
      to odejdź dla siebie. A pamiętaj, że szczęśliwa matka to radosne i pogodne
      dziecko! A jak uważasz, będziesz miała problemy ze strony męża jeśli chodzi o
      rozstanie a w dalszej kolejności rozwód. Jeśli masz ochotę to napisz na priva
      ja także jestem mamą 5-letniej dziewczynki i ... Pozdrawiam
    • tusiaz Re: co to jest 'dobro dziecka'? 07.11.02, 08:35
      katarzyna27 napisał(a):

      > Chcialabym poznac Wasze opinie na ponizszy temat.
      >
      > Czy warto tkwic w zwiazku (malzenstwo), z kims kogo się nie kocha, ale ma się
      > z nim dziecko? Dziecko (5 lat) jest bardzo przywiazane do ojca i ma z nim
      > dobry kontakt.


      > I wiem, ze go nie kocham, zreszta nigdy go nie kochalam,
      > wyszlam za niego, bo bylam glupia. Zaszlam w ciaze w mlodym wieku i balam się
      > się zostac sama (w miescie, w którym mieszkam nie mam rodziny, a wówczas
      > nawet nikogo bliskiego). Wiem, ze teraz bym tego nie zrobila.
      >
      Może mąż sobie zdaje sprawę z tego ,że nie darzysz go uczuciem i dlatego
      takie starcia....,zdaje sobie sprawę z chłodu uczuciowego i atakuje twoją
      niedostępność.Braku miłosci nie da się ukryć.Czlowiek czasem działa
      irracjonalnie i sprzecznie z rozumem.
      Piszesz,że ma dobry kontakt z dzieckiem,więc chyba bardzo je kocha i nie jest
      pozbawionym uczuć
      draniem....
      Co do was...,spróbujcie zamieszkać osobno. Dziecko powinno spedzać czas
      zarówno z tobą jak i z ojcem.Może uda się nie wciagać w rozgywki między wami
      waszego dziecka.To bardzo trudne.Często bywa tak ,ze jedno z małżonków próbuje
      przekabacić dziecko na swoją strone,a ono kocha was oboje , nie potrafi i nie
      chce dokonywac wyborów.



      >
      > Dodam, ze od jakies czasu spotykam się z czlowiekiem , którego kocham, który
      > czuje ze jest moja druga polowa. Kochamy się oboje, on nawet snuje plany o
      > naszej przyszlosci, ja usmiecham się to slyszac, a tak naprawde boje się
      > tego. Boje się czy nie zrobie krzywdy dziecku i mam ogromne wyrzuty
      > sumienia, ze oszukuje, mimo, ze go nie kocham, ale wciąż, mojego meza.
      >
      Daj sobie trochę czasu,cierpiący człowiek często szuka jakiegoś wsparcia,
      co zrobisz jeśli nagle za jakiś czas stwierdzisz się ,ze się pomyliłas ,
      że nazwałaś miłością cos, co tylko wydawało sie nią być?




      > Czy mam zapomniec o milosci, która znalazlam, poswiecic się dla dziecka i
      > zostac w ‘sztucznej’ rodzinie czy postawic wszystko na jedna szale
      > i budowac
      > nowy cieply dom, z osoba, która kocham, jednoczesnie sprawiajac dziecku
      > cierpienie burzac mu dotychczasowy swiat?
      >
      > Może ktos z Was przezywal podobne dylematy.
      >
      Nikt nie każe ci zpominac o nowej milości,nie musisz od razu pakowac się
      w nowe małżeństwo,jażeli sie kochacie to będziecie razem.Nikt nie da ci
      gwarancjii na udany nowy związek.
      Pospedzajcie wspólnie troche czasu,pozwól się oswoić z nową rzeczywistością
      swojemu dziecku i niech sprawy sie powoli tocza...

      A poniewaz życie płata figle,może po rozłace ze swoim mężem spojrzycie na
      siebie
      w inny sposób... :)
    • katarzyna27 Re: co to jest 'dobro dziecka'? 07.11.02, 12:01
      Dziekuje bardzo za Wasze opinie. Sama miotam się z myslami i dlatego chcialam
      uslyszec zdanie od kogos ‘trzeciego’, tym bardziej jeśli miał podobne
      doswiadczenia w zyciu.

      Nie mogę powiedziec, ze maz jest pijakiem, dziwkarzem, ale jeśli już nie jest
      nim to znaczy ze szukam dziury w calym? Zawsze za to był chamski, chamstwa
      nie można usprawiedliwic, a on tak robil przez te 6 lat. Wyzwywajac mnie
      od ‘popierdo..., smieci, idiotek,’ etc (reszty oszczedze) przy dziecku, pozniej
      stwierdzal, ze ‘zasluzylam sobie na to’. A pozniej się dziwil, ze nie
      mam ‘dziwnym trafem’ ochoty się do niego przytulic.
      Nie probuje się tu usprawiedliwiac, tak jak napisalam, nie kocham go, nie czuje
      z nim zadnej wiezi, czuje się psychicznie upodlona przy nim, wiec nie widze
      sensu na lepsza przyszlosc.

      Oczywiście, ze nie mam gwarancji, ze z kims ‘nowym’ zwiazek się uda. Ale czy
      przez takie myslenie, obawy powinnam tkwic w czyms cos jest toksyczne?
      Najbardziej mnie boli tak jak pisalam, ze konsekwencje mojego wyboru poniesie
      dziecko, gdybym była sama już dawno bym od niego uciekla.

      Zgadzam się z Wami jednak, ze najwazniejsze to milosc i cieplo dla dziecka,
      trwanie wiec w czyms niszczacym, toksycznym nie jest dobrym srodowiskiem do
      dorastania.

      Tak, wiem, potrzeba na to wszystko czasu i tak chyba zrobie, dam czas sobie i
      dziecku i tej nowej znajomosci.

      Maz na pewno będzie robil trudnosci, zatruwal mi zycie, i nastawial dziecko
      przeciw mnie. Ale trzeba być silnym prawda ?


      Pozdrawiam

      Kasia
      PS Kamilla chetnie napisze do Ciebie, podaj tylko mail’a

    • imma.nuel Re: co to jest 'dobro dziecka'? 07.11.02, 12:58
      Re: co to jest 'dobro dziecka'?

      To ofiarowaniu mu kochajacej sie rodziny- cokolwiek nie mialoby to oznaczac.
      I.N
      • Gość: Ismena Re: co to jest 'dobro dziecka'? IP: *.waw.cdp.pl / *.crowley.pl 07.11.02, 14:38
        Dobrem dziecka jest miedzy innymi szczesliwa matka. Sama bedac nieszczesliwa
        nie dasz szczescia swojemu dziecku. Musisz najpierw cos miec, zeby cos dac.
        To nie jest grzech zadbac o siebie. To nie bedzie egoizm tylko inwestycja dla
        dobra dziecka. To tak samo jakbys zdobywala wyksztalcenie, zeby dostac lepsza
        prace, co pozwoli zapewnic lepsze zycie dziecku. Tak samo w tym przypadku:
        zadbaj o siebie, zeby uszczesliwic swoje dziecko.
    • zeb Re: co to jest 'dobro dziecka'? 07.11.02, 16:05
      Witaj Kasiu

      nie bede nic radzil ani tez proponowal niczego.
      Kazdy wie, co jest najwazniejsze dla siebie i otoczenia to sie czuje i wie, co
      czynic nalezy.
      Pozostaja czesto bolace pytania - jak Twoje.
      Poznaje sie ich dwoje, sa szczesliwi, kochaja sie, pozniej jakos wszystko
      przestaje dzialac, nikt nie zadaje sobie tego pytania - dlaczego. Zyje dalej
      juz w cierpieniu, bolu bo tak lepiej? zamiast komunikowac sie, nawiazywac
      wiezi, byc dla siebie jednoscia, wyjasniac problemy, razem rozwiazywac klopoty.
      Kazdy radzi odejdz - i teraz juz ma racje, juz za pozno [chociaz na nic nie
      jest za pozno], mozna powalczyc, tyle ze druga strona tez musi chciec tego,
      zrozumiec, ze to wszystko moze starcic.
      Jesli tego nie czuje to hmm, jedynie wspolczuc mu nalezy, ze slepy jest, ale
      moze warto zadac sobie pytanie dlaczego jest slepy. Analiza zachowan, sytuacji,
      zycia powinna wskazac przyczyny. Wina zawsze lezy w polowie drogi, kazdy z nas
      jest nia obarczony. Decyzje sa trudne do podjecia i czesto nieodwracalne.
      Jestes w lepszej sytuacji bo masz juz wsparcie, ale defakto czy to wsparcie nie
      przyczynilo sie do podjecia tej decyzji, kontakt z nowym partnerem wzmacnial
      Cie w tej decyzji i przestalo juz Ci zalezec na czymkolwiek, tylko dziecko.
      Jesli on je kocha i nastapi rozłąka - nie wazne czy stworzysz nowe szczesliwe
      ognisko, dzieci beda pamietac i zyc z tym faktem. Tak czy inaczej dzieci
      ucierpia, chyba ze sytuacja w domu sie zmieni, ale przy istniejacym stanie
      widac, ze postanowienie w Tobie juz jest mocne i tylko poparcia szukasz na
      slusznosc swojej decyzji. Wiec ....
      Musze Ci przyznac ze masz trudna decyzje do podjecia, i z tego co piszesz
      probowalas juz walczyc [nie kazdy tak robi] - z niewielkim skutkiem [przykro],
      nie zrozumial, albo moze faktycznie nic sie nie zmienilo ale po obu stronach,
      tego nie wiem.

      Zycze Ci jak najwiecej szczescia, zycie mamy jedno [zawyczaj za krotkie bywa] i
      czesto przecieka nam miedzy palcami, nie potrafimy znalesc malych chwil do
      cieszenia sie nim, a zycie w szarym swiecie ...wiemy jakie jest.

      Powodzenia i zycze slusznych decyzji.

      pozdrawiam J.
      ----------------------------------------------
      ("`-''-/").___..--''"`-.__
      `6_ 6 ) `-. ( ). `-.__.`)
      (_Y_.)' ._ ) `._ `. ``-..-'
      _..`--'_..-_/ /--'_.' ,'
      (il),-'' (li),' ((!.-'

      --------------.
      • zeb PS 07.11.02, 16:16
        Chcialbym tylko dodac, dla tych radzacych, niech kiedys pomysla, wyobraza sie w
        sytuacji osoby, ktorej cokolwiek radza i czy wtedy by tak tez radzili.

        "Boże uchroń mnie przed przyjaciółmi, bo z wrogami dam sobie rade" - Napoleon

        Polecam tez post "sposoby na rozmwe" zamieszczony poniezej.
        Pozdrawiam J.
        ----------------------------------------------
        ("`-''-/").___..--''"`-.__
        `6_ 6 ) `-. ( ). `-.__.`)
        (_Y_.)' ._ ) `._ `. ``-..-'
        _..`--'_..-_/ /--'_.' ,'
        (il),-'' (li),' ((!.-'

        --------------.
    • kardiolog Re: co to jest 'dobro dziecka'? 07.11.02, 16:56
      Szanowna Katarzyno,
      pozwol, ze podziele sie swoim doswiadczeniem. Czuje ( juz w innym liscie), ze
      zaczalem wchodzic na moralizatorska nute, ktorej sam nie lubie, wiec nie traktuj
      mojego wpisu jako jakiegos wymadrzania sie lecz wspolna probe spojrzenia na
      problem.

      1. malzenstwo.
      Szkoda, ze mowisz o swoim malzenstwie "bylam mloda i glupia", ale skoro tak
      napisalas to wlasnie dzis musisz byc madrzejsza i dojrzalsza bo bogatsza o
      doswiadczenia. Pamietasz co przysiegalas "z wlasnej i nieprzymuszonej woli....na
      dobre i na zle... i ze cie nie opuszcze az do smierci". W malzenstwie bywaja kryzysy,
      uwierz mi. Sam jestem zonaty (choc zartobliwie Kasi, to chyba nie Tobie
      powiedzialem, ze jestem chlopakiem do wziecia. Zartobliwy wpis, zartobliwa
      odpowiedz) i przeszedlem powazny malzenski kryzys. Wlasciwie malzenstwo nie
      wisialo juz nawet na jednym wlosku. W pore przyszlo opamietanie, z jej strony i mojej.
      Udalo nam sie uratowac ten zwiazek. To jest mozliwe do zrealizowania. Moze warto
      jeszcze raz powalczyc o wszystkie dalsze lata, o rozbudzenie milosci, o szacunek o
      cieplo, ktore bylo z Wami, gdy przed laty wkladaliscie sobie obraczki na palce?..
      Dziecko potrzebuje obojga rodzicow...

      2. Ktos inny

      Stalo sie. Poznalas kogos, kto Tobie pomogl zrozumiec na nowo siebie i na nowo
      spojrzec na swoje zycie. Chcesz przejsc z jednych ramion prosto w drugie? Tak od
      razu? Skoro myslisz o dziecku to pomysl, czy dobrym pomyslem bedzie pojawienie
      sie tak szybko nowego wujka. Moze tak jak inni napisali, powinnas zostac sama i to
      wszystko sobie jeszcze raz i jeszcze raz przemyslec.

      Kurcze, czuje sie jak "wujek dobra rada" juz koncze, juz nie medrkuje :-). Nim sie
      rozwiedziesz sprobuj jeszcze raz powalczyc o swoje malzenstwo. Jesli nie bedzie
      warto nic nie stracisz, jesli tamten kocha to poczeka i pokaze jak bardzo jest
      odpowiedzialnym i godnym bycia ojca mezczyzna. Jesli natomiast okaze sie, ze ten
      dlugotrwaly kryzys malzenski udalo sie pokonac a Wy jestescie szczesliwa rodzina to
      nie kontaktuj sie z tamtym a mnie za "dobra rade" -skuteczna przede wszystkim
      wynagrodzisz jakas wirtualna butelka szampana, ktora wypijemy (wirtualnie rzecz
      jasna) w jakas rocznice Twojego malzenstwa :-))))) Czego zyczy
      kardiolog
      • Gość: ona Re: co to jest 'dobro dziecka'? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 09.11.02, 09:57
        to wszystko nie jest niestety takie proste. Jestem w podobnej sytuacji, z tym,
        że ja powiedziałam już mojemu jeszcze mężowi, że chcę od niego odejśc, było to
        parę miesięcy temu. I też stało się tak, że "popchnęła" mnie do tego nowa
        miłość, i wiem że jest to ta, na którą czekałam całe życie. Ale z drugiej
        strony, ja nie byłam szczęśliwa w tym związku, wyszłam za mąż będąc w ciąży,
        byłam młoda i w zasadzie tę decyzję podjęli za mnie rodzice,a ja nie będąc
        pewna co dokładnie czuję, zgodziłam się. Po paru latach uświadomiłam sobie, że
        zrobiłabym to tz. rozwiodła się, gdybym się nie bała, chociaż tak dokładnie
        sama nie wiem czego, pewnie tego, że sobie nie poradzę finansowo, tego że on
        będzie się na mnie odgrywał, mścił i za wszelką cenę uprzykrzał mi życie.
        Stało się tak za to teraz, on w imię miłości uważa, żę może znęcać się nade mną
        psychicznie, bo on chce walczyć. Myśli, że wolno mu szperać w moich rzeczach,
        wyrzucać to co mu się nie podoba, upokarzać mnie przy dziecku, słowo "szmata"
        którego często używa jest łagodnym określeniem...i czy tylko dlatego, że on
        tego chce to ja mam tolerować takie zachowanie??? Jeszcze cały czas od niego
        słyszę,, że puści mnie z torbami, pozbawi praw rodzicielskich i po prostu
        wykończy...zabrał samochód, który potrzebny jest mi w pracy, bo muszę mieć
        kontakt z klientami... i dlaczego wydaję mu się, że jemu wszystko wolno..a co
        ja??? jak mam się bronić??? i zdaję sobie sprawę też z tego, że zanim to się
        skończy, to mogę zostać sama, ale chcę tego, dla siebie, dla mojego spokoju,
        psychicznego i fizycznego
        • proo Re: co to jest 'dobro dziecka'? Ona 09.11.02, 11:07
          Gość portalu: ona napisał(a):

          > to wszystko nie jest niestety takie proste. Jestem w podobnej sytuacji, z
          tym, że ja powiedziałam już mojemu jeszcze mężowi, że chcę od niego odejśc,
          było to parę miesięcy temu. I też stało się tak, że "popchnęła" mnie do tego
          nowa miłość, i wiem że jest to ta, na którą czekałam całe życie. Ale z drugiej
          strony, ja nie byłam szczęśliwa w tym związku, wyszłam za mąż będąc w ciąży,
          byłam młoda i w zasadzie tę decyzję podjęli za mnie rodzice,a ja nie będąc
          pewna co dokładnie czuję, zgodziłam się.

          ---------------
          Trwanie w Twoim układzie spowoduje uraz u wszystkich pozostających
          w tym chorym już , związku..
          U Twojego dziecka przede wszystkim. Skończ to jak najszybciej.
          Być może błędem z Twojej strony było zbyt szybkie zasygnalizowanie chęci
          odejścia w stosunku do czasu w jakim to wykonasz. Dałaś czas mężowi na
          narastanie złości , żalu i obmyślanie taktyk upokarzających Cię
          a w jego mniemaniu , majacym na celu zatrzymanie przy sobie.
          Ale Ty już wiesz ze odejdziesz i to go nakręca do jeszcze bardziej
          niskich praktyk ( wyzwiska typu "szmata" , groźby o pozbawianiu praw
          rodzicielskich itp.)Koło się zamyka.
          Jeśli jesteś pewna swojej decyzji oszczędź sobie , jemu a przede wszystkim
          swojemu DZIECKU tych żenujących spektakli , tych koszmarnych obrazkow
          "z życia moich rodzicow" i nie pozwól żeby nienawiść Was zjadła doszczętnie.
          Odejdź.

          Pozdrawiam cieplutko
          proo
    • kamfora Re: co to jest 'dobro dziecka'? 09.11.02, 12:12
      katarzyna27 napisał(a):

      > Chcialabym poznac Wasze opinie na ponizszy temat.
      >
      > Czy warto tkwic w zwiazku (malzenstwo), z kims kogo się nie kocha, ale ma
      się z nim dziecko? Dziecko (5 lat) jest bardzo przywiazane do ojca i ma z nim
      > dobry kontakt.

      Moim zdaniem - warto.
      Dlaczego tak myślę? Bo napisałaś, że dziecko ma dobry kontakt
      z ojcem, z czego wnoszę, że odwrotnie tak samo. A to nie jest byle co.
      Warto o to powalczyć.
      Są organizowane specjalne wyjazdy dla małżeństw w kryzysach.
      Znam takie pary, które już nie widziały żadnych szans - a teraz jest ok.

      Od Ciebie zależy, co zrobisz.
      • Gość: anika Re: co to jest 'dobro dziecka'? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.02, 13:43
        Nie masz racji. Moje dziecko też miało - i ma - dobry kontakt z ojcem. Ale to
        nie oznacza, że rodzina funkcjonuje prawidłowo! Co z tego, że ojciec z
        dzieckiem bardzo się kochali, skoro dziecko było świadkiem stałych awantur (z
        różnych powodów). Nikomu to nie służyło. A ja w pewnym momencie doszłam do
        wniosku, że zasługuję na coś więcej od życia. Nie da się skleić czegoś, co
        pękło. Żadna terapia nie pomoże, jeśli dwie osoby stały się sobie obce. A
        dzieko patrzy i nawet małe - wie, że coś jest nie tak. Rodzice mojej koleżanki
        chcieli się rozwieść, kiedy miała 2 lata. Zostali razem ze względu na nią. Ten
        dom był koszmarny - ludzie nie odzywający się do siebie w ogole, albo kłócący
        się, przeciągający ja kazde na swoją stronę. Kiedy dorosła - wyjechała i
        została za granicą. Mimo że jest jedynaczką trzyma się od nich z daleka. Nie
        wiem, czy ktokolwiek dorosły mogłby powiedzieć w takiej sytuacji, że cieszy się
        że rodzice są razem choć się nienawidzą. Żal mi ich. Każde mogło sobie ułożyć
        życie i być szczęśliwe, a tak spędzili 30 lat w nienawiści żyjąc pod jednym
        dachem.
        Jeszcze jedno - jeśli ludzie się rozstają to nie znaczy jednocześnie, że
        przestają być rodzicami! Moje dziecko ma nadal świetny kontakt z ojcem, widuje
        się z nim bardzo często, praktycznie kiedy tylko on może ją zabrać, dzwonią do
        siebie, spędzaja razem wakacje itd. Po jakimś czasie od rozstania nasz konflikt
        wygasł, każde poszło w swoją stronę, ale moje dzieko nie ma poczucia, że
        straciło ojca. Widuje się z nim i z całą jego rodziną, sama mam z nimi dobre
        układy, bywam u byłych teściów na święta, dzwonimy z życzeniami na imieniny.
        Nie przepadam za nimi, ale są dziadkami mojego dziecka i z tego względu staram
        się szanować również ich uczucia. Z moją szwagierką spędzamy czasem weekendy
        (zaprasza mnie z moim partnerem na działkę). Tak że podsumowując - od ludzi
        zależy, jak sobie ułożą wzajemne stosunki po rozstaniu, i czy są w stanie
        wynieść potrzeby dziecka ponad własną urazę. Dla mnie dobro dziecka oznacza to,
        że rodzice starają mu się zapewnić bezpieczeństwo (również psychiczne) i jeśli
        dochodzi do rozpadu małżeństwa są w stanie nadal pozostać rodzicami. Lepiej się
        rozstać niż trwać w toksycznym związku i marnować sobie (i dziecku) szansę na
        szczęśliwe i spokojne życie, nawet w pojedynkę...
        • kamfora Re: co to jest 'dobro dziecka'? 09.11.02, 14:31
          Gość portalu: anika napisał(a):

          > Nie masz racji. Moje dziecko też miało - i ma - dobry kontakt z ojcem. Ale
          to nie oznacza, że rodzina funkcjonuje prawidłowo! Co z tego, że ojciec z
          > dzieckiem bardzo się kochali, skoro dziecko było świadkiem stałych awantur
          (z różnych powodów). Nikomu to nie służyło. A ja w pewnym momencie doszłam do
          > wniosku, że zasługuję na coś więcej od życia. Nie da się skleić czegoś, co
          > pękło. Żadna terapia nie pomoże, jeśli dwie osoby stały się sobie obce.


          Cóż nie twierdzę przecież, że terapia jest panaceum.
          Przedstawiam tylko moje zdanie na ten temat - że warto spróbować.
          Przecież gdy wszystko dobrze funkcjonuje - terapia nie jest potrzebna.
          Stosuje się ją, gdy coś "pęka" ;-)
          Awantury? To chyba sprawa każdego z osobna, a nie związku.
          Zmiana partnera jest złudnym rozwiązaniem problemu.
          A przykłady? Można znaleźć i na tak i na nie. Tylko co z tego?
          • Gość: anika Re: co to jest 'dobro dziecka'? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.02, 12:59
            Owszem, terapia niektórym pomaga. Ale... po pierwsze do tanga trzeba dwojga, i
            ma to sens tylko wtedy, gdy oboje czują, że coś jest nie tak (ale zazwyczaj za
            ten fakt obwinia się wyłącznie drugą stronę) i problem w tym, że efekty
            wymagają pracy również nad sobą. Tylko autorka wątku może sobie odpowiedzieć na
            pytanie, czy chciałaby nadal być z mężem jeśli nagle jakimś cudem zmieniłby się
            na korzyść. Ja odeszłam w momencie, kiedy zdałam sobie sprawę, że nawet gdyby
            mąż nagle stał się aniołem, to ja i tak nie wyobrażam sobie spędzenia z nim
            reszty życia. Zresztą też chodziliśmy na terapię. Psycholog stwierdził jednak,
            że nie widzi szans na poprawę, bo nasze cele i wyobrażenia o wspólnym życiu są
            całkiem inne. Czasem coś się kończy i nie ma sensu tego przeciągać, szkoda po
            prostu straconych lat. Z tego co pisze autorka wynika że strasznie się od
            siebie oddalili, owszem każde małżeństwo ma kryzysy, ale skoro mąż obrzuca ją
            wyzwiskami i poniża na oczach dziecka, to nie jest to po prostu kłótnia
            kochanków. Zresztą jeśli dziecko słyszy np. że matka jest szmatą i kretynką, to
            zaburza to z kolei jego relacje - albo współczuje i cierpi, albo podświadomie
            przejmuje wersję tatusia i samo zaczyna matką pogardzać.
    • Gość: weronika Re: co to jest 'dobro dziecka'? IP: *.pik / *.kopernik.gliwice.pl 09.11.02, 12:17
      Kasiu walcz o siebie i swoje szczęście, masz prawo żyć NORMALNIE.
      Osobiście jestem z pełnej rodziny, ale mój mąż pochodzi z domu gdzie rodzice sie rozwiedli. On był
      najstarszy wiec pamięta najwięcej i do dzisiaj wspomina jako koszmr dom gdzie zyli rodzice ciągle sie
      awanturujący. Wspomina dzień wyprowadzki matki jako ulgę. Jego dom stał sie znowu na swój sposób
      normalny czyli spokojny i taki w ktorym da się żyć. Mówi że zmiana była drastyczna i wszyscy odetchnęli z
      ulgą nawet dzieci. Naprawdę walcz o siebie i DZIECKO. Pamiętaj że dzieci które nie mają żadnych złych
      wzorców np. są wychowane w domu dziecka mają wiekszą szanse na ułożenie życia w swojej rodzineie
      niż w takiej gdzie są wieczne awantury, wyzwiska itd. Poza tym często zdarza się że dziecko dorastając nie
      doceni twojego poświęcenia tylko straci do ciebie szacunek że pozwalasz sobie na to wszystko
      pozdrawiam
    • elka_dos Re: co to jest 'dobro dziecka'? 09.11.02, 15:38
      Katarzyno, ja jestem dzieckiem wychowanym w bardzo trudnej (ze tak nazwe)
      rodzinie. Przy okazji Twojego listu wyrzuce to po latach z siebie, moze przyda sie do
      podjecia decyzji. Moi rodzice stworzyli bardzo toksyczna rodzine, taka byla i jest ich
      wielka milosc do dzis kiedy ja juz jestem dorosla. Kiedy bylam mala potwornie ze
      soba sie klocili, bili. Wytlukli wszystkie naczynia, potem kupowali nowe i znowu
      nastepna awantura i bijatyka. Do tego wszystkiego nasluchalam sie tylu
      wulgaryzmow, ze nawet w calym moim pozniejszym zyciu wszystkich uslyszanych
      nie daloby sie porownac. Powody awantur byly przerozne, ale ja jako dziecko zreszta
      jedynaczka czesto stawalam sie ich przyczyna by byc pozniej moneta przetargowa.
      Gdy bylam nastolatka probowalam z nimi rozmawiac o naszej rodzinie. Matka
      krzyczala wowczas, zebym nie wtracala sie bo jestem za smarkata zeby rozumiec
      problemy doroslych, a ojciec ja popieral. Jak kazda corka mialam lepszy kontakt z
      ojcem (oczko w glowie tatusia). Zabieral mnie na mecze koszykowki, na lody, czasem
      kupil zabawke pozniej dal na jakis super modny ciuch. No ojciec w koncu. Zawsze po
      takich zakupach (najmilej wspominam wycieczke do zoo i cyrku) byla awantura w
      domu. Dzis z perspektywy czasu mysle, ze matka byla o mnie zazdrosna choc bylam
      jej corka i niczego jej nie odbieralam. Urodzilam sie zreszta przypadkowo (wpadka z
      ciaza i przymusowy slub rodzicow). Wiele dzieci w taki sposob przychodzi na swiat
      zwlaszcza gdy rodzicami sa bardzo mlodzi ludzie, ale rodziny moga byc szczesliwe.
      Moja nie byla. Od urodzenia, a raczej od momentu od kiedy pamietam bylam zbedna
      w domu. Matka, gdy mialam 6lat powiedziala, ze mam sobie sama wszystko prac,
      sprzatac po sobie i robic kanapki do szkoly bo jestem dojrzala, odpowiedzialna i
      tylko
      takie jednostki przetrwaja w zyciu. Ojciec sie buntowal, czasem sam zrobil kanapke
      (najlepsze byly szynka, pomidorem i szczypiorkiem i nie szkodzi ze w szkole
      pachnialam cebula niczym wiejsce dziecko), ale slowa matki byly swiete. Robilam
      wiec
      sama kanapki, pralam, prasowalam, czesto i ich ubrania, zeby wygladali przed
      innymi
      jak ludzie i dorastalam. Do osatniego dnia pobytu w domu nic nie zmienilo sie. Ciagle
      ich awantury potem kosmiczne godzenie sie tak glosne, ze wszyscy sasiedzi slyszeli
      (az dziwie sie ze nie mam zadnego brata czy siostrzyczki) i znowu klotnia a potem
      wielka milosc. Mialam 17 lat poznalam chlopaka i zwierzylam sie w domu z tego,
      mamie naturaalnie, przeciez ojca nie zapytam jak nalezy sie zachowac. I wiesz co
      zrobila? Uderzyla mnie w twarz i nazwala dziwka. Nawet przez chwile nie zastanowila
      sie nad tym co ja przezywam, jakie jest moje zycie, co mnie dreczy czy boli, o czym
      marze, czego pragne. Potem zasmiala sie szyderczo i wyszla do kuchni tluc nastepna
      zastawe. Ojciec byl w domu, krzyknal jedynie do niej jak moglas uderzyc moje
      dziecko i na tym sie skonczylo. Poklocili sie potem poszli do lozka a ja wciaz nie
      mialam brata ani siostry! Wyprowadzilam sie z domu. Dzis wynajmuje mieszkanie,
      mam super partnera na zycie, wlasne dzieci (dwojke) a rodzice? Mieszkaja w tym
      samym domu, tak samo tluka talerze (ostatnio kupilam im Arcoroc, ale tez
      zniszczyli) tak samo sie kochaja, choc juz starsi i dzieci z tego nie bedzie i za kazdym
      razem gdy do nich wpadam wydaja sie zdziwieni. "Ach to ty coreczko? Bo wiesz my
      wlasnie...itd itp. Ale pamietaj my ciebie kochamy." Mam swoja rodzine i trzymam ja z
      daleka od toksycznych dziadkow. Ojciec czasem marudzi, ze chcialby wnuka zabrac
      do parku albo do cyrku a ja mu na to, ze lepiej nie bo dzieci sa zbyt ruchliwe i jeszcze
      mu wytraca laske z reki i polamie nogi. Po co klopot. Lepiej niech juz siedzi w domu z
      mama i wyciera talerze. Dzisiaj smieje sie z wielu wydarzen, ale wtedy wszystkie
      awantury w domu kosztowaly mnie wiele lez. A rodzice? Sa ze soba szczesliwi, choc
      isa najwiekszymi egostami jak w zyciu poznalam i nawet jesli na swiecie wybuchnie
      trzecia wojna swiatowa to nawet nie zauwaza. Zbyt sa skoncentrowani na sobie.
      Gdybym umarla nawet by nie zauwazyli, tylko zdziwili sie po przeczytaniu telegramu.
      .
      Zastanow sie Katarzyno jeszcze raz co jest najwazniejsze dla dziecka a co dla Ciebie.
      Dziecko, ktore nie ma milosci jesli bedzie slabe psychicznie moze sobie pozniej nie
      poradzic w zyciu, jesli silne przetwa i zbuduje rodzine dokladnie odwrotna do tej,
      ktora los mu zgotowal. 3maj sie!
      Elka
    • katarzyna27 Re: co to jest 'dobro dziecka'? 12.11.02, 17:30

      Smutne sa historie, ktore tu przytaczacie. Wlasnie tego sie obawiam, nie chce,
      zeby moje dziecko zakorzenilo w sobie taki model rodziny. Zreszta ja mam
      podobne doswiadczenia a to juz powinno wystarczyc...

      Tak, czesc z Was pisze o tym, ze trzeba ratowac malzenstwo, ze to nie jest
      takie proste, ze trzeba walczyc itp.
      Tak, ale jak ktos juz tu napisal, do tanga trzeba dwojga, ja nie mam zadnych
      zludzen co do tego, ze meza nie kocham i ze nie chce z nim byc. Przez lata
      upokorzen, chlodu, sluchania wyzwisk stal sie dla mnie gorzej niz obca osoba,
      gorzej, bo do obcej osoby nie jestes z gory uprzedzony i mozesz wzbudzic w
      sobie po pewnym czasie do niej zaufanie.

      Oczywiscie malzenstwo jest czyms powaznym - przysiega, odpowiedzialnosc itp,
      ale ja nie widze siebie w roli meczenicy, matki Polki, ktora po kilku latach
      prob i niepowodzen zyje sie w nieszczesciu dla dobra 'pozytywnej opini
      spolecznej' i zakorzenionych uprzedzen. Nie chce byc za pare lat zgrzybiala,
      pomarszczona kobieta obwiniajaca wszystkich dookola za swoje zyciowe
      niepowodzenie.

      Widze na przykladzie, chociazby mojej tesciowej,ktora poswiecila swoje zycie
      dla dzieci, tkwiac w niedopasowanym malzenstwie jakie sa tego skutki. Dwoje
      nerwowych, majacych ze soba problemy dzieci + ona, ktora zostala na starosc w
      pustym domu z mezem,z ktorym juz nic ja nie laczy.

      Dziekuje za Wasze spojrzenie na ta sprawe

      Pozdrawiam

      Kasia


Pełna wersja