Niemozność odnalezienia się

04.02.06, 22:02
Nie mogę się odnaleźć w zadnej dziedzinie. W pracy często ogarnia mnie marazm,
za łatwe zadania mi daja, miałam nadzieje, że zostanę w miejscu, w którym
byłam tymczasowo, teraz już jej nie mam. Niby ta robota jest ciekawa,
prestizowa, płatna ok, lubię to meijsce, ale czasem po prostu mi to wisi, np
dziś cały dzień zmarnowałam, mogłabym się dokształcić, poczytać fachową
literature, przecież zalezy mi na osiągnięciu czegoś. W zyciu towarzyskim nie
za bardzo, rozstałam się z grupką znajomych, którzy zachowali się nie fair.
Zrobiłam dobrze, zgodnie z własnym honorem. Potem próbowałam nawiązać z nimi
kontakt, zalezy mi na kontaktach z ludźmi, ale nie odpowiedzieli. Mam
hobby-trochę dziś nad tym popracowałam, ale nie chce mi się. Nie mam miłości,
choć p[rzywyczaiłam sdię do braku partnera, to jestem zła na te sytuacje, ale
nie bardzo czuję, że mogę ją zmienić, fakt bycia w związku nie zalezy tylko
ode mnie, ale tez od innej osoby. Muszę ją najpierw spotkac, ale nie mam
gdzie. staram sie, ale jeszcze nie zdołałam. Tych, którzy mnei adorowali, ale
nei chciałam z nimi nawiązywać relacji damsko-męskich, nie liczę, bo po co.
Wszystko jest takie puste, kiedy przychodzi weekend. W dzień roboczy,
przynajmniej przesiaduję w biurowcu, czasem zrobię coś ciekawszego,
poprzechadzam się w garsonce, pogadam z ludźmi na poziomie. Ale martwi mnie
stan, w jakim jestem, obraz mojego życia.
    • mskaiq Re: Niemozność odnalezienia się 05.02.06, 03:51
      Mysle ze zycie polega na wyborach pomiedzy pozytywnym i negatywnym mysleniem
      lub uczuciami. Wybierasz te ktore sa skierowane przeciwko Tobie. Mozesz kochac
      Swoja prace, miec z niej satysfakcje, cieszyc sie nia. Wybierasz przeciwnie,
      jeszcze nie odrzucilas jej calkowicie ale powoli zmierzasz w tym kierunku. Na
      koncu bedziesz nienawidzila tej pracy. Wtedy w Twoim zyciu pojawi sie wiele
      negatywnej energi, bedzie Ci odbierala wartosci i zamieniala je w
      beznadziejnosc i bezsens. Zreszta Twoj obraz zycia juz teraz powoli zmienia sie
      na negtywny.

      Rozstalas sie ze znajomymi bo uwazalas ze postapili nie fair, decydowal Twoj
      honor. Duzo lepiej jest zapomiec, wybaczyc, czasem ludzie postepuja w stosunku
      do nas nie zdajac sobie sprawy ze nas rania lub dzialaja nie fair.
      Mysle ze zawsze mozesz wrocic do kontaktow z nimi, wymaga to wysilku, bardzo
      przeszkadza Ci w tym Twoj honor, on bardzo czesto ogranicza nas, bez zadnego
      powodu.
      Piszesz ze masz hobby ale nie chce Ci sie. Znow wybierasz to co Ciebie doluje i
      co jest przeciwko Tobie. Przeciesz odrzucasz to co lubisz akceptujesz twoje
      hobby i zastapilas to czym? Brakiem aktywnosci smutnym rozmyslaniem.
    • solaris_38 liz 05.02.06, 23:33
      problem w tym że postawiłas warunki wyższe warunki niż ... chce ci się
      inwestowac w nie

      sama siebie postawiłaś w sytuacji bez wyjścia

      ja lubie sobie czasem wyobrażać że jestem jakąś bezdomną , bez nogi , głupia
      jak but
      i chce być wtedy szczesliwa za darmo
      za sam fakt że sobie idę słonecznym nabrzezem i żyje !

      teraz już bez żadnych wyobrażeń JESTEM szcżśliwa

      nie musze mieć dobrej pracy
      nie muszę mieć wspaniałego domu ani meża ani pzryjaciłó

      kiedy to mam to tylko DODATKOWE POWODY do szczescia

      ale nie warunek

      nie śmiem stawiac szczesciu żadnych warunków
      a wiesz dlaczego

      bo wolę być szczesliwa niż mieć cokolwiek



      • mauricette Re: liz 06.02.06, 17:25
        To co napisałaś jest bardzo mądre i praktyczne. Ale czy naprawdę udaje Ci sie
        stosować tę filozofię na co dzień?Potrafisz być szczęśliwa "nie mając",
        potrafisz nie porównywać się do tych co "mają" więcej, lepiej..., potrafisz nie
        stawiać życiu warunków?Pytam, bo sama nie potrafię tak myślec, choć też
        przecież chcę byc szczęśliwa. Widzę czesto ogromną pustkę zamiast tego co mam i
        osiągnęłam.
        • solaris_38 MAURI 06.02.06, 23:05

          w warunkach w jakich zyję tak JEST ale
          to sa dobre warunki bo mam pracę )bardzo skromną budżetową) mieszkanie (bardzo
          stare i kosztowne do podtrymywania go w satnie uzywalnosci) i jestem
          samodzielna fizycznie a także dośc atrakcyjna
          nie wiem jakby było gdybym straciła prace , mieszkanie lub zdrowie lu stała
          sie odrażająca dla innych

          słysząłm o ludziach bez nóg kórym to NIE uniemożliwiło szczesliwego zycia
          ale nei wiem czy ja bym się nie załamała

          nie wiem czy bym chciała sie nie załamac ale podziwiam takei osoby
          one nas czegoś niesamowitego uczą o potędze sił życiowych kóre w nas
          drzremią a my tylko karysimy że za mało że inni mają lepoiej
          ja tego nie robię
          ale moze bym zaczeła gdybym była w jakiejś trudnej sytuacji
          doceniam co mam a swoje siły poświecam na szukanie tego co mnie zachwyca
          cieszy zdumiewa i inspiruje
          zazdrość inncyh że mja czegokolwiek wiecej jakos mnie nie dosięga
          ale z drugiej strony nie sądze żeby mieli coś o co WARTO być zazdrosnym

          gduby byli niezwykle szcvzesliwi dobrzy i produktywni w swych pozytywnych
          oddziaływaniach ze śwatem to zastanowiłąbym sie czy nie zostać ich .. uczniem :)

          ale zazdrościć ... to strata czasu

          ludzie generalnei traca zcas na jakieś dziwne senne neurotyzmy kóre nei maja
          żadnego znaczenia

          liczy się tylko czy sam ze sobą potrafisz być szczesliwy i czy potrafisz
          znalesc miejsce w kórym chcesz być i gdzie ejsteś życiodajnym wartościowym
          elementem



          na razie od lat jestem szczeliwa i wdzieczna za to szczescie które mnie dotyka
          • lizavieta1 Re: MAURI 06.02.06, 23:14
            Ja wiem, że są ludzie,którzy nie mają nóg, ludzie,którzy mają gorzej. Mnie
            lataami jest psychicznei cięzko, traciłam nadzieje, leczyłam się, duzo straciłam
            w zyciuy szans-od ludzi czy od losu. Wiele osób nie może tego zrozumiec, mysli,
            że chcę to przeżywac i celebrować. A ja nie chcę być kaleką emocjonalną, bo
            czlowiek, który nie odczuwa zadowolenia z rzeczy z gruntu pozytywnych i żyje
            marnując czas jest swego rodzaju kaleka. Nie użalam się nad sobą. dla mnie tez
            jest niezrozumiałe czemu tak czuje, czemu niszczę siebie wbrew sobie. Chcę mierć
            hobby, zadowolenie, pracę. chcę normalnie, niekoniecznie bajkowo. Nie umiem z
            tym wygrać, mimo, że staram się nie koncentrowac. A takei myśli, poczucie
            beznadziejności są koszmarne, wyniszczają enrgetycznie, nawet fizycznie. Nie
            chcę z nimi być, ale nie daję rady ich opuścić i pójść dalej w momencie kiedy są
            ze mna, a są praktycznie całe życie.
            • solaris_38 liz 06.02.06, 23:38
              jedz na obóz na wakacje do dawida Rzepeckiego (łódz)
              on rózne obozy organizuje

              na pewno coś sie ruszy otwozry ułatwi

              i rozumiem cię bo pzrez wiekszość życia było mi mroczno i ponuro i dramat
              ale od wielu lat NIE JEST a to znaczy że tak nie musi być

              chcesz i chyle czoło pzred twoim pieknym pragnieniem
              ono się spełni ale rzezcy czasem długo trwają

              w kazdym razie aktywnie szukaj swojej pogody ducha
              naparwdę polecam obóz z dawidem :)

      • mirmurek Re: liz 06.02.06, 17:38
        > ja lubie sobie czasem wyobrażać że jestem jakąś bezdomną ,
        > bez nogi , głupia jak but i chce być wtedy szczesliwa
        > za darmo za sam fakt że sobie idę słonecznym nabrzezem
        > i żyje !

        Ja mam problem takiej postaci, że niewiel brakowało, a byłbym teraz albo w stanie wskazującym tylko na wegetację, albo już nie mógłbym klikać do Was. Ale klikam i tu zaczyna się problem. Z jednej strony prawie wszystko jest OK, a z drugiej strony właśnie prawie wszystko, a nie wszystko. Nie jest możliwe aby przerwane nerwy się mogły połączyć, ale z drugiej strony są połączone... Jakoś jednak nie mogę tego zaakceptować, a w szczególności nie wiem czy zaakceptują to ewentualne partnerki, więc wolę się nawet za bardzo nie wychylać...

        Ciekawi mnie więc czy dla kobiet np. blizny i ewentualne problemy zdrowotne przyszłego partnera ma duże znaczenie?
        • solaris_38 Re: liz 06.02.06, 23:08
          kobiety potrafią zaakceptowac wiele ale
          musza w zamian coś dostać

          ale kazda ma swoje

          jedna cie z odrzuci z tego samego pwoodu z kórego inna zakceptuje

          zatem nie pytaj na czym zalezy kobietom

          bądz fajnym fgacetem
          takim z którym warto być ze względu na pogodę ducha . umiejetnosć wsparcia
          inspirację wymagania i siłę charakteru a takze zaradność pracowitośc i
          cokolwiek dobrego sie uda

          nie pytaj lecz bądz najlepszym człowiekiem jakim potrafisz być :)
    • ya_bolek Lizavieta 06.02.06, 05:34
      ales sobie przydomek walnela. Czy chodzi tu moze o osobe pod kryptonimem
      "Lizawieta Smierdiaszcza" a Braci Karamazow Dostoyevskiego? No, yesli tak to
      przeyebane bo nizej niz Lizawieta Smierdiaszcza upasc nie sposob.
      Zanim znajdziesz ta "milosc" wez popracuj najpierw troche nad soba. Myslisz ze
      komus potrzebny yest taki garb na glowie yak Lizawieta Smierdiaszcza?

      lizavieta1 napisała:

      > Nie mogę się odnaleźć w zadnej dziedzinie. W pracy często ogarnia mnie marazm,
      > za łatwe zadania mi daja, miałam nadzieje, że zostanę w miejscu, w którym
      > byłam tymczasowo, teraz już jej nie mam. Niby ta robota jest ciekawa,
      > prestizowa, płatna ok, lubię to meijsce, ale czasem po prostu mi to wisi, np
      > dziś cały dzień zmarnowałam, mogłabym się dokształcić, poczytać fachową
      > literature, przecież zalezy mi na osiągnięciu czegoś. W zyciu towarzyskim nie
      > za bardzo, rozstałam się z grupką znajomych, którzy zachowali się nie fair.
      > Zrobiłam dobrze, zgodnie z własnym honorem. Potem próbowałam nawiązać z nimi
      > kontakt, zalezy mi na kontaktach z ludźmi, ale nie odpowiedzieli. Mam
      > hobby-trochę dziś nad tym popracowałam, ale nie chce mi się. Nie mam miłości,
      > choć p[rzywyczaiłam sdię do braku partnera, to jestem zła na te sytuacje, ale
      > nie bardzo czuję, że mogę ją zmienić, fakt bycia w związku nie zalezy tylko
      > ode mnie, ale tez od innej osoby. Muszę ją najpierw spotkac, ale nie mam
      > gdzie. staram sie, ale jeszcze nie zdołałam. Tych, którzy mnei adorowali, ale
      > nei chciałam z nimi nawiązywać relacji damsko-męskich, nie liczę, bo po co.
      > Wszystko jest takie puste, kiedy przychodzi weekend. W dzień roboczy,
      > przynajmniej przesiaduję w biurowcu, czasem zrobię coś ciekawszego,
      > poprzechadzam się w garsonce, pogadam z ludźmi na poziomie. Ale martwi mnie
      > stan, w jakim jestem, obraz mojego życia.
    • ciotkaklotka5 Re: Niemozność odnalezienia się 06.02.06, 16:44
      A czego Ci brakuje w życiu...?Umiesz na to pytanie odpowiedzieć?
      Co sprawiłoby Ci radość?
    • 1zeus1 Re: Niemozność odnalezienia się 06.02.06, 23:11
      To jest przeje..e, ze w pracy ogranicza nie bo nie, tylko dla wlasnego
      widzimisie lub z braku rozumienia:)
Pełna wersja