kajetan99
07.02.06, 11:54
Chciałbym przedstawić być może zaczynający się problem a może jestem
przewrażliwiony??? Sprawa wygląda tak: Dwa lata temu pobraliśmy się i poza
przeciętnością dnia codziennego jest coś, co coraz bardziej zaczyna mi
przeszkadzać to bardzo częste telefony mojej żony od i do rodziny. Po ślubie
zamieszkaliśmy w innym mieście i w zupełności rozumiałem potrzebę częstego
kontaktu ze swymi bliskimi. Niestety widzę negatywy takich ultraczęstych
rozmów. Ja rozumiem, że moja wybranka tego potrzebowała, ale zauważam, że ją
tracę, to nie ja mam największy wpływ na nią i powolutku moje zdanie w
związku zaczyna być mniej ważne od tego, co do powiedzenia ma siostra, tato
czy mama. Harmonogram naszego dnia to oboje praca a codziennie wieczorem
najpierw dzwoni do żony teściowa z teściem później jej siostra a na dokładkę
czasem jeszcze raz teść. W weekend to telefony są, co dwie godziny (albo
częściej). Ludzie można zwariować, bo gdyby miel sobie, chociaż coś do
powiedzenia a rozmowy wyglądają mniej więcej tak, „ co słychać nic a u ciebie
nic i tak po 40 minut”.Może to samolubne, ale ja chciałbym czuć się w
związku, że to ja jestem ważny i moje zdanie jest ważne a powolutku większe
znaczenie ma to, co powiedziała mama, tato czy siostra. Sądzę, że te kontakty
to bardziej jest nałóg z uwagi na darmowe rozmowy (oni między sobą też tak
godzinami o niczym rozmawiają). Jak wyżej pisałem absolutnie mi nie
przeszkadzały, ale tak częste kontakty doprowadzają, że nasze plany na życie
zaczynają się zmieniać żona zaczyna patrzeć na świat ich oczami przestaje być
ważne to, co ustaliliśmy jak będziemy żyć i co robić jako małżeństwo. Nasze
życie powoli staje się kalką ich poglądu na świat. Nie wiem co dalej z tym
robić ( a może nic?) moje bardzo delikatne uwagi kończyły się....lepiej nie
napiszę jak