fasolala
08.02.06, 10:55
Mam 17 lat. Będąc dokładniejszą, mam 17,5 roku.
Mieszkam w małym mieście, z rodzicami, nie mam rodzeństwa.
Mam za to toksycznych rodziców, którzy się nie znoszą (ja zresztą tez nie
znoszę ojca, on mnie). jedyny oparciem w domu byłaby matka. Byłaby, ale nie ma
na to czasu, nie chce. Brakuje mi tego, ale się po latach przyzwyczaiłam, bo
co zrobić.
Większym problemem dla mnie jest "NIE, bo nie" kiedy chcę gdzieś wyjść.
Na impreze zdarza mi sie wyjść na prawde nie często, ale jak się już cos
trafi, wściekłym tonem pyta "Jaką znowu impreze?!" a potem są długie
negocjacje co do powrotu, i warunku bardzo dla mnie niekorzystne...
Zawsze jednak wracam punktualnie, ale słysze, że nie umiem dotrzymac
wyznaczonych godzin.
Ona w moim wieku jednak imprezowała ostro...
Podam przykład. Mam ferie (drugi tydzień). Pod koniec zeszłego tygodnia
wyszłam na pierwsza impreze w ferie (a ogólnie nie byłam nigdzie wcześniej od
tygodni), a właściwie na koncert do ciekawego pubu. Powiedziałam, że nie wiem
o której wrócę, nie wiem o której skonczy sie koncert. O 12 dostałam smsa, że
czemu jeszcze nie ma mnie w domu, jest późno, a nastepnie usłyszałam, ze
koncert nie trwa 3 godziny (3 kapele były) i mam sie natychmiast zbierać.
Posiedziałam jeszcze chwile i wyszłam w środku, humor miałam popsuty, nie
chciało mi sie kłucić. Dziś się trafiła nastepna impreza, dyskoteka, z
większością znajomych. Usłyszałam, że niogdzie nie ide bo ostatnio przegiełam.
Oczywiscie kłutnia, w której próbowałam przekonać matke... nic z tego nie
wyszło... Usłyszałam, ze jak mi źle to mam sobie zmienić rodziców...
Nie trafiają do niej żadne argumenty...
Ciąle na mnie krzyczy, szuka na siłe powodów, za które można by na mnie na
wrzeszczeć.
jakiś czas temu wrzeszczała na mnie chyba z pół godziny, a treścią było to jak
jej rozwaliłam życie, jak jej ze mną źle, że się dla mnie stara a ja to mam
gdzieś...
Moich starań jednak nigdy nie zauważa, NIGDY. Jak jest mi źle, płaczę, często
z jej powodu, przyjdzie, żeby nakrzyczeć jeszcze bardziej...
Nie sprawiam żadnych problemów wychowawczych. Uczę się dość duzo, geniuszem nie
jestem i oceny mam jakie mam, ale sie staram. z tym sobie przynajmniej dała
spokuj ostatnimi czasy.
Opinie pewnie będą, takie, że mam to przeczekać, wyprowadzić się na studia to
innego miasta... ale to jest bardzo odległe. Nie wytrzymam 1,5 roku żyjąc tak
jak teraz...