relacje dorosłych dzieci z ich rodzicami

09.02.06, 06:27
Jak radzicie sobie ze swoimi rodzicami? Wtedy, gdy mieszkacie na
tzw. "swoim", jesteście już żoną/mężem, macie dzieci, jesteście samodzielni w
życiu i w pracy, a przez własnych rodziców wciąż traktowani jak małe dzieci,
wciąż potrzebujące rady i pomocy?
Ja już siły nie mam - nie mogę już znieść ciągłego wydzwaniania (przestaje
odbierać od nich telefony od jakiegoś czasu), tego przychodzenia do mnie
kiedy tylko im się podoba, tę ingerencję we wszystko. W sprawy duże i małe.
Zaczęłam już listy do nich pisać - ale co tam! Treść listu sobie, a ich
zwyczaje sobie. Nie chcę być niegrzeczna, bo rodzicom wiele zawdzięczam, ale
ile można??? Już mi teraz emocje opadły, ale połowę tygodnia miałam przez
nich zepsutą... I tak jest od kilku lat...
Jak Wy sobie radzicie z rodzicami?
    • ya_bolek Re: relacje dorosłych dzieci z ich rodzicami 09.02.06, 06:31
      Gdybym ya mial taki problem to bym sie wyprowadzil do innego miasta.

      kami02 napisała:

      > Jak radzicie sobie ze swoimi rodzicami? Wtedy, gdy mieszkacie na
      > tzw. "swoim", jesteście już żoną/mężem, macie dzieci, jesteście samodzielni w
      > życiu i w pracy, a przez własnych rodziców wciąż traktowani jak małe dzieci,
      > wciąż potrzebujące rady i pomocy?
      > Ja już siły nie mam - nie mogę już znieść ciągłego wydzwaniania (przestaje
      > odbierać od nich telefony od jakiegoś czasu), tego przychodzenia do mnie
      > kiedy tylko im się podoba, tę ingerencję we wszystko. W sprawy duże i małe.
      > Zaczęłam już listy do nich pisać - ale co tam! Treść listu sobie, a ich
      > zwyczaje sobie. Nie chcę być niegrzeczna, bo rodzicom wiele zawdzięczam, ale
      > ile można??? Już mi teraz emocje opadły, ale połowę tygodnia miałam przez
      > nich zepsutą... I tak jest od kilku lat...
      > Jak Wy sobie radzicie z rodzicami?
      >
    • aga3101 Re: relacje dorosłych dzieci z ich rodzicami 09.02.06, 09:39
      gdybym ja tak miała to nie wiem chyba bym sie przeprowadziła bo by mnie szlak
      trafił zmian miejsca zamieszkania telefonu wizyty raz na 2-3 miesiące bo tak to
      całkowita porazka z takimi rodzicami
      • kami02 Re: relacje dorosłych dzieci z ich rodzicami 09.02.06, 18:41
        Wasze rady są dobre, ale! Oni mieszkają w innym mieście - pewnie za blisko, bo
        tylko 70 km ode mnie...Telefon zmieniłam, nr podałam tylko mamie, to tato
        wydzwania na komórkę. A ja nie odbieram. No to się nagrywa z wiadomością o
        której przyjdzie. Wypada zmienić zamki w nowiutkich drzwiach... Zmienia mi
        rzeczy na półkach... Np. - nIe lubią mojego męża, więc systematycznie nasze
        wspólne zdjęcie z mężem jest chowane gdzieś w kąt tejże połki. itp. itd. A ja
        psychicznie wysiadam. Mój mąż mówi, że sam może "to towarzystwo wypieprzyć z
        domu". Ja nie jestem zwolennikiem gwałtownych metod, ale może faktycznie
        trzeba?
    • korniz Re: relacje dorosłych dzieci z ich rodzicami 09.02.06, 19:04
      A jestes może jedynaczką? Bo jeśli tak to wcale się nie dziwię że tak się
      zachowują.Jeśli nie to już nie wiem.Tez odeszłam z domu spotykamy się raz na
      tydzień czasem telefon i jest ok.Nikt mi nic nie doradza.Nasze relacje są
      zdrowe.Mam brata dzięki temu oni nie czują się aż tak samotni.Kiedyś zapytalam
      się mamy jak to jest jak dziecko odchodzi z domu (ja cieszylam się że odchodzę
      z domu)mama mi powiedziała że im starszy człowiek tym ma więcej na głowie
      zmartwień ,choroby dokuczają ,klopoty dzieci ,wnuki ,że ten świat tak się kręci
      że czasem brakuje czasu na nudę.
      • kami02 Re: relacje dorosłych dzieci z ich rodzicami 09.02.06, 19:44
        Tak, jestem jedynaczką, a rodzice są na emeryturze i nie mają żadnych zajęć.
        Njachętniej to by na okrągło zajmowali się swoją wnuczką (też jedynaczką...).
        Ja rozumiem, że dla rodziców odchodzenie dziecka z domu jest trudne. Ale w moim
        przypadku nie było to aż takie gwałtowne. Najpierw studia z bardzo częstymi
        przyjazdami do domu, potem zamieszkałam z mężem w innym mieście, ale też bardzo
        często ich odwiedzałam, potem pomagali w wychowywaniu mojej córki, ale teraz
        ona jest przedszkolakiem i nie wymaga ich opieki. Więc nie ma powodu, żęby
        przyjeżdżać. Jak widać, to proces stopniowy i nie nagły.
        Ale dla przykładu: oni sobie wymyślili, że jak pójdzie do szkoły, to będą raz
        czy dwa w tygodniu przyjeżdżać i zajmować się nią, żeby przypadkiem w świetlicy
        nie zostawała. Przykłady można mnożyć.
        No i tu można postawić pytanie: ile można brać od rodziców (w różnych
        płaszczyznach - miłości, opieki, finansów)i oczywiście tylko dlatego, że sami
        chcą dać, żeby potem nie mieć problemów z oddaniem (również w różnych
        płaszczyznach - np. zainteresowania ich problemami, ich zdrowiem itp.)
    • solaris_38 relacje dorosłych dzieci z ich rodzicami 10.02.06, 00:24
      RODZICE DAJĄ DZIECIOM TAK DUZO ŻE W KONCU SIE Z NIMI CZEŚCIOWO IDENTYFIKUJĄ

      to smutne ale oni nie maja za bardzo innego zycia
      a jednak mozna i fajnie jest ich kochać

      dobzre byłoby jednak bronić niezaleznosci swoejgo życia i ustawić granice i
      chronić je BEZ POCZUCIA WINY
Pełna wersja