Nowi przyjaciele w dorosłym życiu

10.02.06, 00:20
Wiem,ze watek sie juz przewijal kilka razy, niestety wiekszosc z nich jest juz
zarchiwizowana,a ja sie po prostu musze wypisac tu, bo plakac mi sie chce
okrutnie.

Zawsze bylam bardzo towarzyska osoba, w podstawowce mielismy swoja paczke,
pozniej w liceum tez wspaniale osoby - wspolne imprezy, wakacje, spotkania w
weekend itd. Towarzystwo "podstawowe" sie wykruszylo jakos tak naturalnie,
rzec by mozna, ludziom uksztaltowaly sie charaktery, ktore niekoniecznie byly
podobne do mojego, ludzie zafascynowali sie nowymi znajomosciami z liceum,
wiec nasze kontakty ograniczaly sie do zdawkowego "czesc, co slychac" przy
okazji przypadkowego spotkania na ulicy.

Bedac jeszcze w liceum poznalam inna grupe ludzi (nazwijmy ja S), z ktora
pozniej nawet wiecej czasu zaczelam spedzac niz z grupa licealna. Tez wiele
godzin, tygodni, miesiecy, lat wspaniale sie wszystko ukladalo. Po studiach,
gdy wszyscy znajomi z liceum sie porozjezdzali na studia grupa S stanowila
pierwsze miejsce, ze tak to ujme.

Ludzie ze studiow natomiast byli jakby z innej planety, nie znajdowalam z nimi
wspolnego jezyka - spoko do pogadania na uczelni, ale nie utworzylismy zadnej
paczki ktora spotykalaby sie po godzinach. W czasie studiow poznalam chlopaka
z innego miasta, wiec tak ukladalismy plan zajec, bym mogla na jak najdluzszy
weekend do niego jezdzic, a caly czas wolny jaki mialam bedac u siebie w
miescie poswiecalam na skompensowana nauke, by nadal byc w czolowce roku.

Poznalam oczywiscie mnostwo wspanialych ludzi z towarzystwa mojego chlopaka,
ale sila rzeczy rozluznily sie stosunki ze znajomymi z mojego miasta. Poza tym
sporo z nich sie porozjezdzalo po swiecie, miedzy niektorymi wyniknely jakies
klotnie, niektorzy zmienili swoj swiatopoglad o 180 stopni i tak oto
rozstawszy sie z moim chlopakiem zostalam bez znajomych, o przyjaciolach nie
wspomne.
Probowalam odgrzewac kotlety myslac,ze tylko ja wypadlam z towarzystwa, jednak
jak sie okazalo, te stare paczki juz nie istnieja, kazdy sobie nowych
znajomych poznajdowal,a mi te ich towarzystwa nie odpowiadaja niestety.
Zreszta nikt specjalnie nie zabiegal,zeby mnie przyjac do swego grona.
Telefon milczy przerywany smsami reklamowymi, w skrzynce emailowej przewaza
spam lub listy lancuszki ze smiesznymi zdjeciami a mi sie chce wyc!!!!
Czasami rozmawiam sobie z obcymi ludzmi na icq, ale jest to pocieszenie tylko
chwilowe, dopoki ktos nie rzuci: "sorki, musze leciec, przyjaciele czekaja", a
mi wowczas tylko oczy mgla zachodza.

Zapisalam sie na rozne ciekawe zajecia popoludniowe majac nadzieje na poznanie
ciekawych ludzi o zainteresowaniach zbieznych z moimi,ale niestety bardzo sie
zawiodlam. Tylko slucham wokol jak ktos sie gdzies bawil, smichy chichy i
opowiadanie towarzyskich historyjek,a ja sama jak kolek. I nie mowcie mi,ze to
moja wina, bo nie jestem ani gburem,a ni nie jestem natretna. Do wszystkich
sie zawsze usmiecham (ale nie jak nienormalna!), zagaduje itd, ale to wszystko
jest powierzchowne, nie bede sie nawet zaglebiac w szczegoly.
Boje sie,ze juz jest za pozno na nowe przyjaznie, przeciez tak ciezko jest
zaufac komus nowo poznanemu. A mi tak bardzo brakuje,zeby ktos do mnie
zadzwonil zapytac czy wszystko w porzadku,albo ze organizuja wypad gdziestam,
czy bym sie nie przylaczyla. Ja sama nawet probowalam organizowac rozne
ciekawe rzeczy, zdawalo sie ze sprawa odniesie sukces, a ludzie w ostatniech
chwili obwieszczali swoja nieobecnosc.

Mam chlopaka, z ktorym jestem szczesliwa, ma on mnostwo znajomych i
przyjaciol, z ktorymi wychodzimy,ale to sa zawsze jego przyjaciele,a ja nie
jestem JA tylko dziewczyna mojego chlopaka. Nikt nie zadzwoni do mnie zapytac
jak leci tylko ew pyta chlopaka jak sie mam ( to i tak chociaz to!). Nie wiem
czy mnie ktos rozumie, czy ktos w ogole dotrwal do konca tych moich zali, ale
bede niezmiernie wdzieczna za jakies sugestie, komentarze....
    • solaris_38 w dorosłym życiu 10.02.06, 00:30
      pzrez wiekzość życia pzrjaciele i towarzystwo było dla mnie bardzo wazne
      jak wazne teraz to wiem

      wydaje sie ze jest taka faza w rozwoju kiedy tak jest

      z tego się wuyrasta

      jesli nie (a nei wszystcy wyrastają) to pozstaje sie wiecznym młodzieńcem
      gry zabawy miłe spędzani zcasu

      potem zakałda sie rodzinę
      pracuje aby wnieść cos do społecześtwa
      i to coś wazniejszego niz miłe rozmowy i spędzanie czasu

      mozę jeszcze marzysz za młodością

      ale odkryj radość siłę i satyskakcje płynąca z pózniejszych etapów w zyciu
      • illiterate Re: w dorosłym życiu 10.02.06, 09:00
        solaris_38 napisała:

        > pzrez wiekzość życia pzrjaciele i towarzystwo było dla mnie bardzo wazne
        > jak wazne teraz to wiem. wydaje sie ze jest taka faza w rozwoju kiedy tak
        > jest. z tego się wuyrasta. jesli nie (a nei wszystcy wyrastają) to pozstaje
        > sie wiecznym młodzieńcem. gry zabawy miłe spędzani zcasu. potem zakałda sie
        > rodzinę, pracuje aby wnieść cos do społecześtwa i to coś wazniejszego niz
        > miłe rozmowy i spędzanie czasu


        O zesz jeżu malusienki, solaris, no!Tak napisalas ten post, jakby z koncem
        mlodosci i zalozeniem rodziny kazdego czekala jakas niewyobrazalna harowka, w
        zwiazku z ktora nie ma miejsca na przyjemnosci - jakas taka anabaptystyczna
        perspektywa.

        Przyjaciele nie sa wylacznie od "milego spedzania czasu" - to tez, oczywiscie,
        bo w zyciu chodzi rowniez o to, zeby bylo milo. Przyjaciele - tacy naprawde -
        sa "rodzina z wyboru" - ludzmi, ktorych sie po prostu kocha i ktorzy darza cie
        bliskoscia, ktorzy bezinteresownie akceptuja. Dlatego rozumiem tesknote autorki
        tego watku.

        No i - to juz do drodczubkow - naturalne jest, ze z przyjaciol z mlodosci sie
        wyrasta. Dokladnie, jak napisalas - ludzie przed 30tka zmieniaja sie, czasem
        nawet o 180 stopni, i Ewa z liceum jest zupelnie inna osoba, niz Ewa po
        studiach - do tego stopnia inna, ze nic was nie laczy. Dlatego wlasnie
        najfajniejsze sa przyjaznie, ktore zawiera sie, bedac juz doroslym - z innymi
        doroslymi. Ja swoich doroslych znalazlam na necie - w taki sposob zaczelo sie
        kilka bardzo waznych relacji w moim zyciu. Wiem, ze tu (na listach, forach,
        czatach itd) zawiazalo sie mnostwo takich znajomosci i przyjazni. Kop i
        szukaj ;-)


        • solaris_38 Re: w dorosłym życiu 11.02.06, 05:07
          ale dlaczego dorosłe zycie i ejgo piekne wyzwania utożsamiasz z harówką i
          asezą
          na kazdym etapie masz inen rozrywki co inengo sprawia ci pzryjemnośc
          • illiterate Re: w dorosłym życiu 11.02.06, 15:25
            No wlasnie tego nie rozumiem - z Twojego listu wynikalo, ze posiadanie kregu
            przyjaciol jest gowniarskie i w pewnym wieku, kiedy to jest sie
            zajetym "wnoszeniem czegos do spoleczenstwa", po prostu nie uchodzi. Toz to
            bzruda kompletna. Bycie z bliskimi (niekoniecznie z tymi, ktorych sie urodzilo,
            ktorzy Cie urodzili, za ktorych sie wyszlo) tez jest "wnoszeniem czegos do
            spoleczenstwa, o ile uprzec sie, ze o to w zyciu doroslym chodzi (mi sie
            wydaje, ze niekoniecznie).

            Ty, solaris - czemu w niektorych postach nie masz literowek, a w innych sie od
            nich po prostu roi?
    • varia1 Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 10.02.06, 00:35

      Myślę, że nigdy nie jest za późno na zawarcie przyjaźni, ale , przepraszam , że będę dosłowna, widzę to tak, że ty szukasz raczej osób, które stworzyłyby wokół ciebie tłok i pozory że masz wielu przyjaciół.
      Możesz mieć wielu znajomych i żadnego przyjaciela, i tak chyba było w twoim życiu.
      Szafujesz tym określeniem "wspaniali ludzie". Wspaniali?
      Po prostu chcesz coś wnieść do swojego związku. Swoje grono znajomych, żeby nie czuć się tylko dziewczyną swojego chłopaka.

      To, że nie masz przyjaciela, nie znaczy że nie ma w tobie tego wielkiego potencjału prawdziwego, bezinteresownego uczucia, tylko , że raczej istnieje w tobie coś, co tej przyjaźni przeszkadza...

      Sorry za brutalną szczerość.

      • droczubkow Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 10.02.06, 00:48
        Dzieki, dzieki o takie posty mi chodzilo, nie tylko o przytakiwanie i gladzenie
        po glowce. Musze odkryc co mnie blokuje. Moze to to,ze jestem duzo dojrzalsza od
        moich rowiesnikow i nie znajduje z nimi wspolnego jezyka?
        Jesli o chodzi o pojecie przyjazni to masz racje, procz prawdziwej przyjazni
        zalezy mi rowniez na gronie znajomych, z ktorymi moznaby bylo sie gdzies wyrwac,
        gdziekolwiek, a nie tylko przesiadac z komputera w biurze na komputer domowy. W
        poszukiwaniu takich osob wlasnie zapisalam sie wlasnie, jak juz wspomnialam, na
        dodatkowe zajecia - kursy jezykowe i zajecia sportowe i niestety procz miesni i
        wiedzy nic innego mi nie przybylo.
        Mylisz sie natomiast sadzac, iz w ten sposob chce cos wniesc do mojego zwiazku,
        poniewaz moj problem jest niestety znacznie starszy od niego. Zalezy mi na tym
        by czuc sie potrzebna, by ktos wykazywal mna zainteresowanie, bym nie czula sie
        wyrzutkiem. Wiem, ze jestem wartosciowa osoba, mila, uczynna, sympatyczna itd.
        ale mimo to czasami wpadam w taki dolek,ze jest mi naprawde bardzo ciezko. Mam
        ciekawe zycie, niezle perspektywy,ale w glebi duszy czuje, ze nie jestem
        szczesliwa, mimo ze wiem iz wiele osob mnie podziwia i mi zazdrosci - to mi
        jednak nie daje satysfakcji,a tym bardziej szczecia.
        • solaris_38 szczęscie 10.02.06, 00:53
          szczęscia człowiek sie UCZY

          poluje na nie

          to wspaniałe polowanie .. wielka przrygoda
          można rzec życiowa:)

          ja zostałam dobrym wojownikiem i zarazem człowekiem szczesliwym po 38 roku
          zycia a to było już dawno ... wiele lat temu

          tym bardziej doceniam jego SMAK
        • varia1 Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 10.02.06, 00:59
          Zalezy mi na tym
          > by czuc sie potrzebna, by ktos wykazywal mna zainteresowanie, bym nie czula sie
          > wyrzutkiem. Wiem, ze jestem wartosciowa osoba, mila, uczynna, sympatyczna itd.
          > ale mimo to czasami wpadam w taki dolek,ze jest mi naprawde bardzo ciezko. Mam
          > ciekawe zycie, niezle perspektywy,ale w glebi duszy czuje, ze nie jestem
          > szczesliwa, mimo ze wiem iz wiele osob mnie podziwia i mi zazdrosci - to mi
          > jednak nie daje satysfakcji,a tym bardziej szczecia.

          ... a moze jesteś zbyt dobra? Może pozwól sobie na luz, czasem soby zbyt dobre zbyt miłe i uczynne po prostu w jakiś, nawet nie zawsze świadomy sposób powodują, że inni czują sie przez nich osaczeni?

          Miałam kiedyś koleżankę w podobnej sytuacji. ciągle musiała potwierdzać swoją wartość w otoczeniu zanjomych i , jak to nazywała, przyjaciół. Z jedną grupą na narty, z innymi na plener fotograficzny, z tymi do teatru itp.
          Jak na nartach się połamała, to okazało się, że nie ma na kogo liczyć. Nie chodzi o pomoc w codziennych czynnościach, bo miała matkę, która się nią zajęła, ale nikt nawet nie zadzwonił spytać jak się czuje.
          Dopiero, kiedy zaczęła sama ze sobą spędzać dużo czasu, odkryła swoje PRAWDZIWE a nie modne pasje, poznała swoją wartość, wtedy ludzie zaczęli o nią zabiegać.
          Ma kilku zaledwie przyjaciół i garstkę znajomych. Jest szczęśliwa i bogatsza w wiedzę.
          Czego i tobie życzę:)
          • droczubkow Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 10.02.06, 01:09
            Dzieki bardzo za szybkie odpowiedzi, moze dzieki Wam nie zasne tonac we lzach i
            nie obudze sie z bolem glowy. Co do mojej dobroci to masz racje, jestem bardzo
            dobra, moze zbyt, czasem az naiwna,ale sie nie narzucam, naprawde. Raczej daje
            sygnaly i czekam w cieniu, nie jestem natretna. Moze w dzisiejszych czasach
            ludziom po prostu do glowy nie przychodzi by wlasciwie interpretowac takie
            sygnaly? Albo ze ktos moze nie miec przyjaciol czy znajomych? Ja naprawde nie
            jestem z gatunku tych, ktorzy na sile szukaja. Ale przeciez nie nakleje sobie na
            czolo anonsu,ze jestem samotna i szukam bratnich dusz, staram sie jakos
            delikatnie dawac do zrozumienia.... to sie ciagnie latami, zmienialam taktyki i
            nic:(
            Mialam tez czas odkryc swoje prawdziwe ja, wiem co mi sprawia przyjemnosc i w
            tym sie doskonale. Ludzie o tym wiedza,ale jeszcze nie znalazlam nikogo kto
            podzielalby moje pasje. Owszem, ludzie wiedza do kogo sie zwrocic o porade,ale
            nic poza tym. Nie jest mi z tym zle, lubie pomagac ludziom, zawsze potem czuje
            sie lepiej, lubie tez przebywac sama zajeta swoimi sprawami,ale czasami ta
            samotnosc stanowczo za bardzo mi doskwiera.
            • varia1 Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 10.02.06, 10:36
              nie słyszałam jeszcze żeby zdobywać przyjaciół za pomocą taktyki:)
              przecież to nie fortece...
              może to oklepane - bądź sobą, na pewno znajdziesz wartych siebie ludzi.
              pozdrawiam:)
    • paco_lopez Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 10.02.06, 12:40
      Dotrwałem, ale smutne to było.

      Myślę, ze najważniejsze są roots jak spiewa boysband sepultura. Moi
      przyjaciele, tez nie wiem co oni na taka nazwę, to:

      kuzyn, kuzyna koleś z klasy podstawowej nasz ziomek z tej samej prawie ulicy,
      dwóch innych piłkarzyków amatorów, koleś z klasy ze szkoły sredniej, brat
      kolesia z klasy ze szkoły sredniej.

      całej konstelacji nie ma co rozbierać na czynniki pierwsze, ale łączy nas

      1. przeszłośc
      2. piłka nozna
      3. muzyka koncerty imprezy ogrodowe

      turystyka była, ale nima. Chciałbym wskrzesić turystyke, ale a to kasa, a to
      zona, a to dzieci itp.

      To jednak sa ci ludzie, od których wiem, ze telefon dostanę. To sie jakoś samo
      robi, a co bedzie dalej to nie widomo.
    • quleczka Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 10.02.06, 23:10
      Witaj!

      Wiem,że to marne pocieszenie ale nie jesteś jedyna. Ja jestem w bardzo podobnej
      sytuacji, z tą tylko różnicą ,że trochę ponad miesiąc temu rozstałam się z
      chłopakiem i teraz jeszcze dużo dotkliwiej odczuwam brak znajomych....no i tej
      najważniejszej osoby czyli przyjaciela.

      Przyjaciela nie mam bo z tymi z czasów szkoły nasze drogi jakoś się rozeszły i
      teraz jesteśmy już co najwyżej kolegami/koleżankami. Jednego , jedynego tak
      naprawdę prawdziwego odebrał mi los.

      Popełniłam niestety ten błąd ,że przez okres kiedy byłam ze swoim chłopakiem
      straciłam kontakt z paroma ostatnimi lepszymi znajomymi...i teraz trudno te
      relacje odbudować.

      Ja jednak różnię się chyba w jednym - nie potrafię tak szukać znajomch i
      przyjaciół. Kiedyś próbowałam ale wiem,że takie chodzenie na zajęcia nic nie
      daje. Po prostu nie jestem takim typem osoby ,która umie zbudować z takich
      spotkań głębsze relacje.

      To nie znaczy,że w ogóle nie mam znajomych, to nie prawda. Jednak oni mają swoje
      inne stałe grono znajomych, a ja czasami się z nimi spotykam. Prawda jest
      jednak taka,że to zadko wychodzi to z czyjejś inicjatywy, raczej z mojej.

      Co jednak innego mam robic? Siedziec sama w domu, nie dzwonic do nikogo i czekac
      az sie odezwie? To już wole czasem choć pójść ze znajomymi na piwo i pogadać o
      jakiś glupotach , nawet jesli wiem,ze oni sami nie pomysleliby o tym bo maja
      blizsze grono znajomych i przyjaciol.

      Caly czas jednak mam nadzieje,ze moje zycie nabierze sensu i ze przyjazn jest
      mozliwa nawet gdy nie ma sie juz nastu lat. Milosc choc tez jest w zyciu bardzo
      wazna nigdy nie zastapi przyazni.

      Mam nadzieje,ze Tobie tez uda sie znalezc przyjaciela i grono znajomych .
      Pozdrowionka!
      Quleczka
      • drodczubkow Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 11.02.06, 00:01
        Dzieki! Milo mi, ze tyle osob stara sie mnie podbudowac. Zdaje sobie sprawe,ze
        nie jestem odosobniona w moim problemie, jednak w dzisiejszych czasach brak
        "paczki" jest raczej sprawa wstydliwa i nikt sie z tym nie obnosi (bo i niby po
        co?), tak wiec jedynie w takich miejscach jak forum mozna sobie szczerze i
        otwarcie porozmawiac.
        Ja ma identyczna sytuacje jesli chodzi o znajomych - czasami jakies spotkanka,
        glownie z mojej inicjatywy, ktore zawsze fajnie wypadaja,ale jakos nie mozemy
        sie zmobilizowac na czestsze.
        Ja bedac z moim poprzednim chlopakiem jedynie rozluznilam stosunki ze swoimi
        znajomymi,ale zawsze jak to on przyjezdzal odwiedzac mnie to spotykalismy sie
        rowniez w wiekszym gronie. W moim przypadku wina (jesli mozna to tak w ogole
        nazwac) lezy glownie po mojej stronie, bo nie tylko ze wzgledu na czeste wyjazdy
        rozluznilam kontakty to jeszcze nieco zmienil mi sie swiatopoglad,a przez to i
        charakter. Na szczescie interesuje mnie wiele rzeczy, tak wiec nigdy sie nie
        nudze,ale jak slusznie zauwazylas, nie mozna sie kompletnie wyizolowac.
        Pocieszam sie faktem ze niedlugo czeka mnie przeprowadzka do innego miasta, wiec
        odpadnie problem braku przyjaciol (gdybym takowych miala),a nikogo nie bedzie
        dziwic, ze nie mam swoich znajomych. Wrecz licze na to,ze moze ktos wiedzac, ze
        ejstem "nowa" jakos sie na mnie otworzy. Nie zamierzam tez rezygnowac z innych
        popoludniowych aktywnosci, wiec moze powoli, powoli cos z tego wyjdzie.
        Ah i odpowiadajac na wczesniejszego posta: taktyka to nie jest na pozyskanie
        przyjaciol, tylko na poszerzenie grona znajomych, bo wiadomo, ze przyjacielem
        nie staje sie od razu, a pozniej, kto wie, moze w takim gronie znajdzie sie ta
        bratnia dusza? Bo chlopak to wspanialy (najlepszy) przyjaciel, ale niestety nie
        moze byc jedyny. Raz, dano dawno temu popelnilam ten blad i opierajac cale moje
        zycie na chlopaku obudzilam sie z reka w nocniku po zakonczeniu tej relacji.
        Nic to, jestem dobrej mysli, co ma byc to bedzie. Ale z mila checia poczytam
        dalsze posty.
        Ah i jeszcze przytocze historie z drugiego bieguna, znajoma, ktora od 28 lat
        mieszka w pewnym miescie (sama jest juz ok 60) dopiero po 12 latach znalazla 2
        serdeczne przyjaciolki, ktore na moj wid wcale takie serdeczne nie sa..... Ale
        wiele zalezy jednak od charakteru.
        • quleczka Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 11.02.06, 12:01
          Witaj!

          W moim przypadku to nawet nie do konca tak,ze bedac z chlopakiem stracilam
          kontakt z przyjacielem. Tak sie akurat zlozylo,ze stracilam przyjaciela krotko
          przed tym jak zwiazalam sie z moim chlopakiem. No i sila rzeczy on byl moim
          jedynym przyjacielem. Ze znajomymi kontakt nam obojgu przez ten czas troche sie
          rozluznil.

          On mial duzo pracy,ja sporo chorowalam..tak wiec majac do wyboru jedna z
          niewielu chwil tylko we dwoje, a spotkanie z przyjaciolmi...wygrywal wieczor we
          dwojke. Do tego pozniej zaczely sie problemy w naszym zwiazku i proby ratowania
          go ,a znajomi zostali gdzies na dalszym miejscu.

          Teraz wiem,ze to byl blad i tak naprawde to tylko oderwanie sie od tych
          problemow, mile wspolne chwile ze znajomymi mogly pomoc. No i rozmowa o moich
          klopotach z przyjacielem ale takiego niestety nie ma przy mnie. Nie ma juz od
          ponad roku i z dnia na dzien coraz bardziej mi tego brakuje.

          A co do przeprowadzki i zaczynania znajomosci od nowa to gdzie sie
          przeprowadzasz? Nie musisz podawac nazwy miejscowosci jesli nie chcesz -
          bardziej chodzi mi o to czy do duzego miasta, wiekszego niz to gdzie jestes
          obecnie czy wrecz przeciwnie?

          Bo ja powoli zaczynam czasem zalowac,ze nie mieszkam w domu. W mniejszych
          miastach kontakty sa jednak blizsze, zna sie wiecej ludzi, tempo zycia jest
          inne. Z drugiej strony uwielbiam to,ze mam tyle mozliwosci tu gdzie jestem, moge
          uczyc sie roznych rzeczy, jesli bym chciala mam mozliwosc pracowac w wielu
          ogranizacjach studenckich i nie tylko. Tylko ,ze czasami wlasnie stopien
          izolacji i anonimowosci jest zbyt duzy. Kazdy ma swoja paczke i to z nia sie
          spotka...a przyznanie sie,ze brakuje Ci kontaktu nie jest proste, tak jak piszesz.

          Ja jednak jestem optymistka i wierze,ze to sie zmieni. Byle tylko wiosna
          przyszla...juz mam tak dosc braku slonca i zimy.

          Quleczka
          • drodczubkow Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 11.02.06, 13:24
            Hej! No pewnie, ze musi byc lepiej - w koncu wiem,ze nie jestem niesympatycznym
            potworem, od ktorego kazdy trzyma sie z daleka. Mam dosc nietypowy charakter,
            nie zadowalam sie byle czym to i trudno jest mi znalezc kogos kto mnie doskonale
            zrozumie. W sumie w okresie max kryzysu ma takie dwie przyjaciolki z lat
            dzieciecych, ktore maja jednak zupelnie inne zycie od mojego, rzadko sie
            widujemy i kontaktujemy, ale jak sie spotkamy to opowiadamy sobie nasze
            najintymniejsze problemy i czujemy sie jakbysmy sie widywaly codziennie. Tak sie
            rozpisujac tu na forum to dochodze do wniosku,ze najbardziej to mi jednak
            doskwiera brak paczki znajomych, takich zeby mnie od czasu do czasu gdzies
            wyciagneli i z ktorymi moglabym sie jakos utozsamiac. Bedzie dobrze, musi byc!

            A przeprowadzam sie do miasta znacznie wiekszego, jakos nie boje sie
            anonimowosci, w mniejszych miastach czuje sie jaka taka stlamszona. Zreszta
            nawet w duzym miescie mozna sobie wytworzyc swoje male srodowisko wokol domu -
            zagadujac ze sklepikarzami z dzielnicy, klaniajac sie osobom codziennie
            spotykanym na ulicach czy w autobusach. Wytwarza sie w ten sposob mily klimacik.
            Ponadto jak sie, nie daj boze, w jakis sposb spali w jakms gronie ludzi to zaraz
            cale misato o tym nie wie i nowych znajomosci mozna szukac na drugim koncu
            miasta, gdzie sie fama za toba nie ciagnie. Ale to juz czysta hipoteza na mily
            koniec:)
            • quleczka Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 11.02.06, 13:57
              No tak, wszystko zalezy od tego co dla kogos jest malym miastem...no i od punktu
              siedzenia,ze tak powiem ;)

              Ja mieszkajac w domu tez mialam dosc i chcialam do wiekszego. Teraz po 4 latach
              tutaj czasem brakuje mi tamtego klimatu. No i tam tez mam zawsze dwie
              psiapsiolki z czasow szkoly z ktorymi moge sie spotkac i pogadac....choc zycie
              kazdej z nas poszlo w zupelnie inna strone.

              No i poza tym to moje "mniejsze" miasto to tez takie male nie bylo...ze 300 tys ;)

              Quleczka
      • searena Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 11.02.06, 00:03
        Hmmm, trochę tego nie rozumiem. Wydaje mi się, że to czy mamy przyjaciół czy nie
        zależy wyłacznie od nas samych. Trzeba sie otworzyć na innych, pozwolić wejść im
        trochę w swoje sprawy i życie i interesować się ich sprawami. Przyjaźń powstaje
        tam, gdzie ludzie mają wspólne zainteresowania, poodbne spojrzenie na
        rzeczywistość, podobnie lubia spedzać czas, śmieją się z tych samych dowcipów,
        mogą na siebie liczyć. Zawsze miałam problem ze znalezieniem miłości natomiast
        nigdy ze znalezieniem przyjaciół :) Wiem jednak, że o przyjaźń trzeba dbać.
        Czyli trzeba pamiętać, spotykać się, interesować, zadzwonić, wpaść, pogadać,
        poradzić, zapytać o radę. Poznaję przyjaciół w każdyym wieku. Ci z lat szkolnych
        się wykruszyli bo zbyt rozminęły się nasze drogi, zmieniliśmy się i każdy
        poszedł w inną stronę. Na studiach byli raczej znajomi, ludzie nie z mojej
        bajki. Potem poznałam przyjaciół w pracy i w innych miejscach. Jest ich nie tak
        wielu ale wiem że są :)) I wiem że mogę na nich liczyć. Staram się im dawać dużo
        z siebie a oni odwzdięczają się tym samym. Moim przyjacielem zawsze była też
        rodzona siostra. Chyba jestem szczęśliwcem.
        Radzę po prostu wyjść do ludzi.
    • dorota711 Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 11.02.06, 15:00
      Niestety musze przyznac, ze jestem w podobnej sytuacji do autorki watku, z ta
      roznioca, ze nie mam chlopaka...przez cale liceum sie izolowalam, bo bylam jakas
      taka doroslejsza od rowiesnikow (przynajmniej tak mi sie wydawało)..mialam jedna
      przyjaciolke, ktora w istocie miala przede mna duzo tajemnic..strasznie mi
      imponowala, bo byla wyjatkowa i inna niz wszyscy..tez chcialam taka byc..i
      jestem inna, ta znajomosc duzo mi dala, nauczylam sie tego jak zachowac
      indywidualnosc, ale z drugiej strony oddzielilam sie od reszty grupy i nie
      szukalam wiecej towarzystwa... tamta przyjazn sie rozsypala, okazalo sioe, ze ta
      dziewczyna ma mnie za kogos gorszego, mniej interesujacego, tym bardziej, ze nie
      dostalam sie na studia. teraz jestem juz na wymarzonych studiach, ale nie mam
      przyjaciol..wogole :((( kontakty sa bardzo powierzchowne..piwko w pubie, rozmowy
      na uczelni, co najwyzej wspolna nauka..kazdy ma juz jakos uksztaltowane grono
      znajomych, kazdy jest straszna indywidualnoscia i ciezko nawiazac kontakt na
      jakiejs glebszej plaszczyznie.... pocieszam sie, ze to dopiero pierwszy rok,
      wiec moze bedzie lepiej..czasem mysle, ze moze o to chodzi w doroslym zyciu - o
      nieujawnianie swoich emocji, swoich mysli, swojej przeszlosci.. takie
      rozmowy..blablablabla./..ladna pogoda..a jak tam kolos, pozycz zeszyt, chodzmy
      do biblioteki, bo nie mam z kim isc.. zastanawiam sie co powoduje, ze mam tylko
      male grono znajomych a zadnych przyjaciol..kiedys bylam zamknieta na ludzi, ale
      teraz staram się być otwarta, słuchać ich problemów, puszczać maile, pomagać,
      pamiętać o urodzinach.. mimo to - powierzchowny kontakt - tak, jakakolwiek
      głębsza relacja - niestety się nie udaje... wszystko jakoś wychodzi - fajne
      studia, super rodzice, marzenia powoli się spełniają, ale czasem przykro, gdy
      nie ma się z kim tym wszystkim podzielić i gdy kolejny weekend telefon
      milczy...nie chcę, by kazda inicjatywa zawsze wychodzila z mojej strony...
      • 1zeus1 Pewna prawidlowosc psychologiczna 11.02.06, 15:05
        Pewna w 100%. Ktos, kto ma przeszlosc jaka ma, czy w wieku 30, czy 40 lat
        zatrzymany jest na pewnym etapie: mam chlopaka/nie mam chlopaka, to sa jedyne
        mysli i problemy ... co widac na tym forum i nie tylko na tym.
    • lola_24 Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 12.02.06, 10:43
      Czytając to wszystko zdałam sobie sprawę, że nigdy jeszcze nie "spotkałam" tylu
      osób z podobnym problemem! Przecież te wszystkie posty są również o mnie! Nie
      jestem sama! Mam taki szalony pomysł... może warto to zmienić razem... może się
      zaprzyjaźnimy? Chcecie:)??? MOże się później okazać, że nie mieszkamy wcale tak
      daleko od siebie:) Pozdrawiam! Miłej niedzieli! Trzymajcie się ciepło!
      • drodczubkow Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 12.02.06, 12:57
        Wiecie co mnie najbardziej smieszy? Taka hipotetyczna mozliwosc, ze osoby
        wypowiadajace sie tutaj moga byc tymi naszymi "dalszymi znajomymi" od wypadow na
        piwo i ktorzy, jak nam sie zdaje, maja swoje paczki. A tymczasem kazdy jest sam
        jak palec i tylko stwarza pozory posiadania, ze tak to brzydko nazwe, "zaplecza
        personalnego". Kazdemu w koncu przeciez zdarza sie wracajac z pracy przejsc
        kawalek drogi z kolezanka z tego samego biura, po drodze zajrzec do sklepu,a w
        opowiesci mozna to zamienic na "wypad na miasto z psiapsiolka", zeby sie jakos
        podbudowac w oczach innych :) Bo jak juz wczesniej wspomnialam, to jednak
        tematem tabu wydaje mi sie byc rozmowa o samotnosci,a wstydem przyznanie sie do
        nie posiadania przyjaciol, bo w jakims stopniu ujmuje nam to czegos w oczach innych.
        • quleczka Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 12.02.06, 15:12
          Masz duzo racji...to taki glupi wstyd.

          Ja ostatnio odnawiam pare znajomosci z kolegami (choc nie tylko) z ktorymi od
          roku nie mialam wlasciwie zadnego kontaktu.Zawsze swietnie nam sie gadalo, to
          naprawde madrzy faceci ale jakos siedzac pare dni temu z jednym z nich w
          kawiarni pijac kawe i opowiadajac co sie u nas przez ten czas zmienilo, nie
          potrafilam mu po prostu powiedziec,ze czuje sie samotna. Chyba tez po czesci dla
          tego,zeby nie pomyslal,ze spotkalam sie z nim tylko dlatego,ze juz nie mialam
          pomyslu z kim. To nie proawda oczywiscie, ja zawsze go lubilam ale z dosc
          zawilych powodow nasz kontakt sie rozluznil.

          Tylko tak ciezko sie przyznac umawiajac sie z kims ,ze naprawde brakuje nam
          kontaktu z ludzmi,znajomych,przyjaciol...

    • quleczka Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 15.02.06, 21:31
      Czyżby już zniknęli stąd wszyscy , którym brakuje przyjaciół?

      U mnie sytuacja nadal właściwie bez zmian choć teraz jestem w domu gdzie zawsze
      jakoś coś koleżanki ze szkolnych lat zostają...ale to i tak nie za wiele.Już od
      ponad roku bardzo brakuje mi przyjaciela.

      Ci ktorzy wychowali sie w licznej rodzinie,maja rodzenstwo,przyjaciol nie
      zrozumieja jak dotkliwa moze byc taka sytuacja.Staram sie jednak nadal wierzyc w
      to,ze bedac dorosla mozna spotkac prawdziwego przyjaciela :)
    • iluzja25 Re: Nowi przyjaciele w dorosłym życiu 16.02.06, 00:33
      Witam,


      Dla mnie również temat braku "zaplecza personalnego", jak to tu zostało nazwane,
      nie jest obcy.
      U mnie jest to pewnie spowodowane zmianami miejsca zamieszkania: miasto rodzinne; studia gdzie indziej, potem praca gdzie indziej.
      I wiem, ze moje znajomosci i przyjaźnie rozmyły sie z wielu powodów m.in.przyjaciele przeprowadzili sie do innego miasta, czy za granicę,fakt czasem to ja nie miałam czasu(praca, praca)na pielegnacje wszystkich kontaktów.
      Jest też tak, że większośc przyjaciólek- bo to chyba domena kobiet- wchodzi w związki i juz nie jest tak jak dawniej.My kobiety, mamy skłonnośc do przeistaczania się w "my" w związku i nie zostawiamy sobie miejsca dla siebie, a to niebezpieczne.
      Ja teraz jestem tzw. singlem więc pewnie jeszcze bardziej dotkliwie to odczuwam.
      Fakt, że już też inaczej podchodzę do ludzi, bo zdarzyło mi sie przejchać (np. po 3 latach) na osobach, które uważałam za przyjaciół, a to baaardzo boli.
      I dlatego wierzę, że przyjaciół się nie szuka, sami się znajdują.
      Ale zależałby mi również, żeby po prostu mieć z kim pójść na basen czy aerobik, czy pogadać przy kawie.

      Pozdrawiam
Pełna wersja