droczubkow
10.02.06, 00:20
Wiem,ze watek sie juz przewijal kilka razy, niestety wiekszosc z nich jest juz
zarchiwizowana,a ja sie po prostu musze wypisac tu, bo plakac mi sie chce
okrutnie.
Zawsze bylam bardzo towarzyska osoba, w podstawowce mielismy swoja paczke,
pozniej w liceum tez wspaniale osoby - wspolne imprezy, wakacje, spotkania w
weekend itd. Towarzystwo "podstawowe" sie wykruszylo jakos tak naturalnie,
rzec by mozna, ludziom uksztaltowaly sie charaktery, ktore niekoniecznie byly
podobne do mojego, ludzie zafascynowali sie nowymi znajomosciami z liceum,
wiec nasze kontakty ograniczaly sie do zdawkowego "czesc, co slychac" przy
okazji przypadkowego spotkania na ulicy.
Bedac jeszcze w liceum poznalam inna grupe ludzi (nazwijmy ja S), z ktora
pozniej nawet wiecej czasu zaczelam spedzac niz z grupa licealna. Tez wiele
godzin, tygodni, miesiecy, lat wspaniale sie wszystko ukladalo. Po studiach,
gdy wszyscy znajomi z liceum sie porozjezdzali na studia grupa S stanowila
pierwsze miejsce, ze tak to ujme.
Ludzie ze studiow natomiast byli jakby z innej planety, nie znajdowalam z nimi
wspolnego jezyka - spoko do pogadania na uczelni, ale nie utworzylismy zadnej
paczki ktora spotykalaby sie po godzinach. W czasie studiow poznalam chlopaka
z innego miasta, wiec tak ukladalismy plan zajec, bym mogla na jak najdluzszy
weekend do niego jezdzic, a caly czas wolny jaki mialam bedac u siebie w
miescie poswiecalam na skompensowana nauke, by nadal byc w czolowce roku.
Poznalam oczywiscie mnostwo wspanialych ludzi z towarzystwa mojego chlopaka,
ale sila rzeczy rozluznily sie stosunki ze znajomymi z mojego miasta. Poza tym
sporo z nich sie porozjezdzalo po swiecie, miedzy niektorymi wyniknely jakies
klotnie, niektorzy zmienili swoj swiatopoglad o 180 stopni i tak oto
rozstawszy sie z moim chlopakiem zostalam bez znajomych, o przyjaciolach nie
wspomne.
Probowalam odgrzewac kotlety myslac,ze tylko ja wypadlam z towarzystwa, jednak
jak sie okazalo, te stare paczki juz nie istnieja, kazdy sobie nowych
znajomych poznajdowal,a mi te ich towarzystwa nie odpowiadaja niestety.
Zreszta nikt specjalnie nie zabiegal,zeby mnie przyjac do swego grona.
Telefon milczy przerywany smsami reklamowymi, w skrzynce emailowej przewaza
spam lub listy lancuszki ze smiesznymi zdjeciami a mi sie chce wyc!!!!
Czasami rozmawiam sobie z obcymi ludzmi na icq, ale jest to pocieszenie tylko
chwilowe, dopoki ktos nie rzuci: "sorki, musze leciec, przyjaciele czekaja", a
mi wowczas tylko oczy mgla zachodza.
Zapisalam sie na rozne ciekawe zajecia popoludniowe majac nadzieje na poznanie
ciekawych ludzi o zainteresowaniach zbieznych z moimi,ale niestety bardzo sie
zawiodlam. Tylko slucham wokol jak ktos sie gdzies bawil, smichy chichy i
opowiadanie towarzyskich historyjek,a ja sama jak kolek. I nie mowcie mi,ze to
moja wina, bo nie jestem ani gburem,a ni nie jestem natretna. Do wszystkich
sie zawsze usmiecham (ale nie jak nienormalna!), zagaduje itd, ale to wszystko
jest powierzchowne, nie bede sie nawet zaglebiac w szczegoly.
Boje sie,ze juz jest za pozno na nowe przyjaznie, przeciez tak ciezko jest
zaufac komus nowo poznanemu. A mi tak bardzo brakuje,zeby ktos do mnie
zadzwonil zapytac czy wszystko w porzadku,albo ze organizuja wypad gdziestam,
czy bym sie nie przylaczyla. Ja sama nawet probowalam organizowac rozne
ciekawe rzeczy, zdawalo sie ze sprawa odniesie sukces, a ludzie w ostatniech
chwili obwieszczali swoja nieobecnosc.
Mam chlopaka, z ktorym jestem szczesliwa, ma on mnostwo znajomych i
przyjaciol, z ktorymi wychodzimy,ale to sa zawsze jego przyjaciele,a ja nie
jestem JA tylko dziewczyna mojego chlopaka. Nikt nie zadzwoni do mnie zapytac
jak leci tylko ew pyta chlopaka jak sie mam ( to i tak chociaz to!). Nie wiem
czy mnie ktos rozumie, czy ktos w ogole dotrwal do konca tych moich zali, ale
bede niezmiernie wdzieczna za jakies sugestie, komentarze....