balbina06
11.02.06, 19:18
Po takim czasie dopadł mnie na nowo smutek, żal, odtrącenie, mieszane ze
złością i nienawiścią.
Od Jego odejścia przerobiłam po kolei to wszystko, aż przyszedł spokój i
prawie ukojenie.
Podniosłam się, choć jestem sama.
Prawie zapomniałam już o Nim i tej do której odszedł.
Na nowo wraca wstręt i złość też do samej siebie, że dałam się tak długo
wykorzystywać uczuciowo i finansowo, że tak ufałam, nie potrafiłam odejść z
podniesioną głową kiedy wychodziły kolejne jego zdrady i kłamstwa. Ja wtedy
zamiast walczyć o siebie płakałam w poduszkę.
Że jego dobro i przyszłość stawiałam przed swoim.
A dziś- wystarczyło parę spotkań( neutralnych) z Nim, gdzie wiem jak dobrze
im się wiedzie. A u mnie po staremu.
To co przerobiłam w ciągu tych 16 mcy wraca, nie pozwala spać spokojnie i
śmiać się. Nie wierzę w sprawiedliwość- jemu udało się wszystko, mnie nic.
I mimo to nadal mi zależy, nie umiem o nim zapomnieć, choć to nie moja 1
miłość.
Musiałam się wygadać