myślałam ze zaczynam sobie radzić...

15.02.06, 06:33
miałam dzis w nocy koszmar-ze powiedzialam cos zlego a mój chłopak sie obrazil
i nie chcial ze mna byc, blagalam prosilam ale stal sie obcy, ryczalam we snie
i jak sie przebudzilam chcialam zeby mnie przytulil i poiweidzial ze kocha,
ale nie bylo go obok... zawsze jak mialam koszmary glaskal mnie po glowie,
przytulal i juz zasypialam.

Minęły 2 tyg, odkąd mnie zostawił, a ja wciąż nie daję rady...
    • varia1 Re: myślałam ze zaczynam sobie radzić... 15.02.06, 08:14
      myślę, że to co przeżywasz to jest pewien rodzaj załoby, po prostu musisz dać sobie czas na to,żeby zaakceptować nową sytuację

      to nie jest łatwe, ale po jakimś czasie się na pewno uda

    • cz06 Re: myślałam ze zaczynam sobie radzić... 15.02.06, 11:42
      hej,
      2 tygodnie to najgorszy czas po rozstaniu. u mnie to 5 tydzien i uwierz mi -
      jest juz troszeczke lepiej. przyjaciele i inni ludzie mowia, ze stan zaloby
      moze trwac od 6 miesiecy do roku. beda dni lepsze i gorsze ale potem tych
      gorszych jest coraz mniej. najwazniejsze to zeby teraz jeszcze bardziej sie nie
      ranic. jezeli jest to definitywny koniec to nie kontaktuj sie z nim. wiem, ze
      to potwornie trudne ale ja trzymam sie dzielnie choc codziennie mam straszna
      ochote wyslac zbolalego sms czy maila. najlepszy w tej sytuacji jest brak
      kontaktu. trzymaj sie. to kiedys przejdzie.
      • obishop Re: myślałam ze zaczynam sobie radzić... 15.02.06, 11:48
        No właśnie się nie kontaktuję, choć to cholernie trudne, też mnie korci, żeby
        zadzwonić, napisać.ale nie wiem jaka będzie jego reakcja-oschłość?
        Trzymaj się również
        • cz06 Re: myślałam ze zaczynam sobie radzić... 15.02.06, 15:45
          "No właśnie się nie kontaktuję, choć to cholernie trudne, też mnie korci, żeby
          zadzwonić, napisać.ale nie wiem jaka będzie jego reakcja-oschłość?"
          oschłość, zniecierpliwienie, poczucie winy, zażenowanie, itd, itd. spróbuj
          przypomnieć sobie jak to było kiedy to ty kogoś zostawiłaś, a jeśli takiego
          doświadczenia nie masz, to pomyśl o innej podobnej sytuacji, kiedy musiałaś
          stawić czoło komuś/czemuś, na co nie miałaś ochoty. naprawdę nie warto się
          narażać na jeszcze większe zranienie. cokolwiek napiszesz, czy powiesz nie
          spowoduje tego, czego życzyłabyś sobie najbardziej - jego powrotu.
          więc postaraj się wytrzymać i nie kontaktuj się.
          trzymam za nas kciuki.
          • obishop Re: myślałam ze zaczynam sobie radzić... 17.02.06, 16:37
            Trzymam się i nie dzwonię...
    • junkoh Re: myślałam ze zaczynam sobie radzić... 15.02.06, 11:48
      tak jak sie wchodzi w zwiazek, tak tez sie z niego wychodzi, to trwa
      • tygrysek27 Re: myślałam ze zaczynam sobie radzić... 15.02.06, 13:52
        Miałam to samo.
        Przez jakieś trzy tygodnie noc w noc ten sam sen ..... budziłam się zapłakana i
        sama w łóżku. Myślałam że nie dam rady ale ...... przeszło.

        Trzymaj się Kochana, ściskam kciuki, jesteśmy silne nawet nie zdajemy sobie
        sprawy jak mocno.
        • obishop Re: myślałam ze zaczynam sobie radzić... 15.02.06, 17:53
          Dzięki za wsparcie
    • solaris_38 Re: myślałam ze zaczynam sobie radzić... 15.02.06, 16:21
      ponieważ z twoim niepodwazalnym załozeniem zyciowym jest ze szcześliwa mozęsz
      być tylko z facetem wiec ponosisz tego konsekwencje
      wiecej
      tak to sie mozę powtarzać
      nie mozesz oczekiwać ze facet będzie źródłęm twojego szcześcia

      sama w sobie generuj siłe i radosc , nie obiweszaj sie na innych bo do nikąd
      cię to zaprowadzi tylko sie rozczarujesz i umzresz gorzka

      a po co

Inne wątki na temat:
Pełna wersja