Zwariowałem na punkcie mężatki....

19.11.02, 23:21

Zastanawiam się po co ja to wszystko robię. Ale podzielę się swoim problemem.
Może coś poradzicie.
Mam 25 lat, dobrą pracę, studia na dokończeniu. Życie przed sobą ale
wpakowałem się w kanał. Niestety. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Ale
zacznę od początku.

Pięć lat temu poznałem rok starszą dziewczynę, mężatkę. Pracowaliśmy razem.
Kontrakt na kilka miesięcy. Z tęsknota wspominam ten czas. Fajni ludzie,
praca była prawie zabawą. Zwróciłem na nią uwagę już pierwszego dnia. Miała w
sobie to coś. Ale za wszelka cenę nie chciałem nic rozpoczynać bo była
zamężna. A to była dla mnie świętość. Kiedy szliśmy się wszyscy bawić, za
każdym razem po alkoholu puszczały jej hamulce. Zaliczała kolejnych facetów,
także na nocnych dyżurach. Trzymałem się od niej z daleka. I ona nie była
jakoś mną zainteresowana. Ale po miesiącu, coraz częściej łapałem się na tym,
że myślę o niej, chce siedzieć koło niej, rozmawiać, czuć jej zapach, po
prostu być z nią. Zakochałem się i zwariowałem na jej punkcie. W diabły
poszedł zdrowy rozsądek. Ona wtedy kręciła z dwoma facetami na raz. Nie kryła
tego. Szalała na całego. Bardzo bolało kiedy to widziałem. Mówiła, ze męża
nie zostawi, bo jest ojcem jej dziecka. Traktowała mnie jako kolegę.
Ale coraz częściej zacząłem z nią chodzić do kina, teatru, parku... kolacje
przy świecach, wypady za miasto, etc... W końcu wylądowaliśmy w łóżku. Było
bajkowo. Przychodziłem do niej po nocach kiedy nie było męża.

Chciałem by zrezygnowała z innych. Ale ona waliła na trzy fronty. Tłumaczyła,
ze nas nic oprócz seksu nie łączy. W końcu jednak wybrała tylko mnie.
Kochałem ja do szaleństwa. Sam nie wiem za co. Bo kłamała na zawołanie,
oszukiwała. Ale ja byłem zaślepiony
Praca się skończyła. Wydawało się nasz krotki romans też. Nic z tego.
Nadal do niej jeździłem, bo chciałem z nią być. Ona potwierdzała, ze nie
zostawi męża. Zaleźliśmy inną pracę. Każde osobno. Swoje dni układałem tak,
żeby się z nią spotykać. Potrafiłem jechać na drugi koniec miasta, marznąć,
moknąć, byle by ja zobaczyć. Przestałem spotykać się z kolegami, zaniedbałem
przyjaciół. Nadal była tylko ona. Pojawiały się okresy kiedy chciała to
skończyć. Ale ja byłem gotów przenosić dla niej góry. Robiłem wszystko by
nasza znajomość trwała jak najdłużej. Jej mąż, z tego co mówiła, alkoholik,
i głupek. Coraz częściej mówił, o rozwodzie. Zrobiłem wywiad co to za
człowiek. Potwierdziło się to co mówiła. twierdziła Mówiła, ze z nim nie śpi.
Dawałem jej wszystko to co może dać mężczyzna kobiecie, którą kocha.
Obsypywałem, kwiatami, piałem wiersze, zabierałem a fajne miejsca,.
Prowadziliśmy bardzo urozmaicone życie. Nie było miejsca na nudę. Była
wspólna fascynacja. Ja chuchałem dmuchałem.
    • romantyk26 Re: Zwariowałem na punkcie mężatki.... 19.11.02, 23:21


      Po ok. 1.5 roku znajomości zaczęliśmy snuć plany by razem zamieszkać. On bala
      się, ze nie zaakceptuje jej dziecka. Ale jej córka tak mnie zauroczyła, że nie
      było o tym mowy.
      Kochałem je obie. Ale.... zawsze było jedno ale, które widziałem w niej od
      samego początku.
      Kłamstwo i szukanie przygód. Flirtowanie z przypadkowymi facetami. Mogłem jej
      wiele wybaczyć, ale tego nie akceptowałem. Coraz częstsze sprzeczki.
      Nieporozumienia. Na dodatek, ona była chorobliwie zazdrosna nawet o spojrzenie
      na inna kobietę kiedy szliśmy ulicą. Uwierzcie lub nie. Przez 5 lat nie byłem z
      żadną inna kobieta tylko z nią.
      Prosiłem, błagałem - bądź wierna i szczera. Nigdy wcześniej nie pomyśłałbym,
      że będę tak zaslepiony. Gdybym usłyszał o kimś takim to popukał bym się w
      głowę i poradził daj sobie spokój.
      Podejrzewałem, że znalazła sobie innego faceta. Prosiłem na kolanach, zostań ze
      mną. Ale
      ona poszła z czterdziestoparoletnim mężczyzną. Wtedy cos się popsuło. Ja to
      wiedziałem.

      Była inna. Ale uparcie twierdziła, ze nic nie zrobiła. Przyznała się po roku.
      Postanowiłem to zakończyć. Ile trwała rozłąka? Nie wiem kilka dni, tydzień..
      Znów byliśmy razem. Zarzekała się, ze żałuje ( widać było, że naprawdę), ze
      więcej tego nie zrobi ( w to ciężko było uwierzyć) zdrowy rozsądek podpowiadał
      daj sobie spokój. Ale kochałem ja do szaleństwa, mimo tych wszystkich
      kłamstwa. Ja chciałem być z nią.
      Wtedy nauczyłem się, ze najgorzej to być niezdecydowanym. Odwlekałem podjecie
      decyzji. Kłóciliśmy się. Ubliżaliśmy sobie. Przepraszaliśmy się. I tak w koło.
      Nerwy ponosiły często.
      Ja znalazłem wymarzoną prace. Ona nie mogła nigdzie zatrzymać się na dłużej.

      W domu z mężem się nie odzywała. Chciała się ze mną rozstać. Ubliżała mi i
      pomiatała mna do granic możliwości. Ja za każdym razem mówiłem - odpuszczam,.
      Pomyślicie wariat, ale ja.. wracałem. Bo nie potrafię bez niej żyć. Wiem, ze
      można się tego nauczyć. Ale ja nie mogę. Kilka dni było ok. ale potem znów
      dzwoniłem i szliśmy do kina, na kolację, do łóżka.
      Jakiś rok temu znów jej zaufałem. Postanowiliśmy robić wszystko by zamieszkać
      razem. Ale nic nie wyszło. Przyjeżdżałem do niej na noc. Raz o mało co nie
      skończyłem z kosą w plecach, kiedy mąż wrócił wcześniej. Uciekłem prze okno.

      Wiosna tego roku cos zaczęło się psuć. Wszczynała kłótnie bez powodu, czułem,
      ze kogoś poznała. Wypierała się tego. Kiedyś chcąc uciec z tego błędnego koła
      wsiadłem w samochód, jechałem szybko, zdenerwowany i rozbiłem się. Auto do
      kasacji. Każdy kto je widział mówił - cud że przeżyłeś. Wyszedłem bez szwanku.
      Ale uraz pozostał. Potem było już coraz gorzej.
      Zdaję sobie sprawę z tego, że teraz mam ciężka depresję. Wiele razy pomagałem
      innym w podobnych przypadkach, ale sobie jakoś nie mogę. Wali się praca, nie
      zależy mi skończeniu studiów, ani na tym co w życiu osiągnąłem.
      Spotykamy się nadal. Ale tylko na kilka minut. Mówi, ze nie ma czasu. Do soboty
      zapewniała, ze nikogo nie ma, że jest sama. Ale wszystko wskazywało inaczej.
      Mój kolega ją widział z tym innym. Ona się wypierała. Ja prosiłem o prawdę.
      Nic z tego.
    • romantyk26 Re: Zwariowałem na punkcie mężatki.... 19.11.02, 23:22

      W końcu jednak się przyznała. Mówi, ze zna go od siedmiu miesięcy. Od kilku
      tygodni się spotyka. Mówi że on daje jej szczęście. Jakie, tego nie chce
      powiedzieć. Mówi, ze gośc kręci jakieś ciemne interesy, ale je to nie
      przeszkadza. Ja nadal ja kocham, choć wiem, że to jest chore.
      Ale nie mogę bez niej żyć. Kiedy jej nie ma to tak jakby brakowało powietrza.
      Naet tego zepsutego
      Obiecuję, jej ze będzie miała wszystko to o czym marzyła. Jestem w stanie jej
      to zapewnić. Ale ona woli jego.
      Umawia się ,ze mną. Ja rezerwuje sobie czas. Nie przychodzi. Wyłącza telefon.
      Olewa totalnie, i upokarza.
      Dni, to dla mnie to oczekiwanie na spotkanie, chęć wyjaśnienia wszystkiego.
      Proszę ją o prawdę.
      Mimo tego, że tak potoczyło się nasze życie chce jej szczęscie. Ale wiem, ze
      ten człowiek ja wykorzystuje.
      Co mam robić? Nie piszcie, ze idź pod pociąg. Albo po rozum do głowy. Bo kilka
      razy już się wybierałem, ale nie wyszło. W pracy się pieprzy, zaniedbałem
      siebie. Piłem po nocach na potęgę, ale w poniedziałek przestałem. Chce wrócic
      do normalnego stanu. Jakos nie mogę się zebrać by pójść do psychiatry. Dni
      uciekają..... Obiecała dzisiaj, że się zastanowi. Ze może wróci. Ale jeśli
      nawet, to nie wierzę, że będzie szczera.
      Nie chce zmarnować sobie życia, ale tez nie wyobrażam go sobie bez niej. Przed
      nią byłem z innymi kobietami. Ale kiedy było cos nie tak szybko szedłem po
      rozum do głowy i rozstanie ( cierpiałem) przychodziło łatwiej. Teraz świat się
      wali.
      Co robić?
      • Gość: inka_sama Re: Zwariowałem na punkcie mężatki.... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.11.02, 00:14
        Hmmm, ciekawe.
        Masz 25 lat. Pięć lat temu ja poznałeś.
        Przed nia byłeś z innymi kobietami.
        I bez problemu się rozstawałeś.
        Hmmm.
        No nic nie poradzę!
        Przed mężem uciekałeś przez okno. A czy miedzy kuchnią a łazienką u nich w
        mieszkaniu tez jest okienko???

        stropiona nieco
        inka_sama
        • Gość: Malwina Re: Zwariowałem na punkcie mężatki.... IP: *.w.club-internet.fr 20.11.02, 00:24
          eeeeh ;-)
    • ostinato Re: Zwariowałem na punkcie mężatki.... 20.11.02, 08:11
      tffurczosc malej weroniczki? ;))))
    • Gość: kate Re: Zwariowałem na punkcie mężatki.... IP: 212.160.228.* 20.11.02, 10:27
      kolego, Ty zwariowałes! Ktoś powinien dać Ci kopa w pupę, to może bys
      zrozumiał, i sie troche zawstydził. ta kobieta nie jest dla Ciebie. Ona nigdy
      sie nie zmieni. To co robi, ma w sobie i zeby nie wiem co, to zawsze bedzie
      miala "ciagoty" do innych facetow. Zaloze sie, ze jak ja zostawisz na dobre to
      zacznie sie Toba znowu interesowac. To jest taki sposob na zycie. Taka juz
      jest. A Tobie dobrze radze, zebys poszukal sobie jakiegos wyczerpujacego hobby
      i wzial sie za siebie, bo masz najpiekniejszy wiek w swoim zyciu. Ocknij sie
      facet!!
    • mindo Re: Zwariowałem na punkcie mężatki.... 20.11.02, 10:34
      Ty rzeczywiście zwariowałeś.
      Rozumiem mieć romans z meżatką, pobawić się trochę i w zgodzie się rozstać. Ale
      u ciebie to jest choroba i to poważna. Poza tym jak można byc przez 5 lat
      zakochanym? Nie znudził sie juz tobie ten stan godny raczej nastolatkom niż
      dojrzałym mężczyznom?

      Mogę jedynie ci doradzić to, żebyś przestał o niej mysleć i spotykac się.
      Znajdź sobie jakieś zajęcie, hobby, więcej pracuj w firmie a najlepiej to
      znajdź sobie jakąś miłą, porządną dziewczynę, ale koniecznie pannę.

      W ramionach nowej kobiety szybko zapomnisz o tej puszczalskiej mężatce o
      wybujałej fantazji erotycznej. To chyba najlepsze lekarstwo dla ciebie. A o tym
      romansie zapomnij bo to trujący związek i bez przyszłości.
      Chyba, że masz predyspozycje do zostania rogaczem na długie, długie lata :))))
      • Gość: Renka Re: przykro to powiedziec, ale .. IP: *.home.cgocable.net 21.11.02, 01:02
      • Gość: Renka Re: przykro mi to powiedziec, ale.. IP: *.home.cgocable.net 21.11.02, 01:05
        wydaje mi sie, ze ona ma niezla fantazje, a ty do niej.. ni przypial ni
        przylatal.
        A tak w ogole, to podniecajaca historia o prawdziwie uniwersalnej kobiecie,
        DLA KAZDEGO :)
Pełna wersja