neutralny_nick
22.11.02, 17:51
piątek po południu, ja siedze w domu, mam jakis urlopik i zaczynam się
dołować. Wspomnienia dopadają mnie i krążą jak cienie. Teraz jest normalnie
jesli moze byc normalnie w tym świecie.
Skończyłam studia jakieś 4 i pół roku temu. Byłam szczęsliwa i pełna
optymizmu. Czułam że życie czerpię pełnymi garsciami. Planowałam ślub.
Wiedziałam że jest nieodpowiedzialny, że może często zmieniać prace, ale był
dla mnie taki dobry. Czułam że poradze sobie z takim problemem jesli bede
czuła sie kochana. Jesli poranne przytulenie tak jak do tej pory dodaje mi
sił na cały dzień. Rok przed słubem mieszkalismy razem.Było bardzo biednie,
mieszkalismy w jednym małym pokoiku, a mimo to było tak dobrze. Wtedy byłam
naprawde szczęśliwa.
Dzień ślubu pamiętam jako bardzo stresujący ale też niezwykle przyjemny.
Patrzyliśmy sobie w oczy i ciągle sie usmiechalismy. Wtedy byłam pewna że
bedzie juz tak zawsze.
Dostaliśmy w prezencie mieszkanko, nasze własne. Oboje pracowaliśmy. Jakie
miłe było spojrzenie pełne miłości i szept: moja kochana żoneczka cieszę się
że jesteś.
W tym czasie planowałam przeprowadzic sie do innego miasta-za pracą. Ta którą
miałam była źle opłacana i niesatysfakcjonująca. Zwolniłam się żeby szukać
tam mieszkania i nowej pracy.
Okazało się że jestem w ciązy. Zupełnie nie planowana. Tylko raz sie
zapomnielismy i to w takich dniach że byłam w szoku że tak od razu o slubie
wpadka a wzczesniej tyle razy przeginalismy i nic. Chyba z miłości tak od
razu pojawił się jej owoc.
Potem był wyjazd do Zakopanego. Cudowne dwa tygodnie. Piękne lodowe sople w
dolinie kościeliskiej. Czułam się tak wspaniale, zdrowa, kochana i pełna
energi. Nigdy nie byłam tak szczęsliwa.
Potem zaczęło coś zgrzytać, on ciągle znudzony, niczym nie
zainteresowany.Pamiętam jak był ze mna na usg i zamiast tak jak ja się
zachwycic tylko sie wkurzał przez poł wieczoru że prawie nic nie było widac.
Praca, praca, on ciągle siedział w pracy. Północ, jego ciągle nie ma. Nie
odbiera komórki, tak się boje że mu sie cos stało. Nie spie cała noc. Dziecko
czuje moj strach i wierci sie niespokojnie po brzuchu.
Rano telefon że była awaria i że musiał zostać i w ogóle rozładował mu sie
telefon i tak był zajęty ze zapomniał zadzwonic.
Byłam w szoku, jak tak można?? Czemu on mnie tak ignoruje teraz, kiedy jest
mi tak bardzo potrzebny? Czemu kiedys był zawsze taki kochany i nagle sie tak
zmienia.
W domu awantury, nie moge pojac czemu on tak postępuje, kolejna noc
nieprzespana w domu, tym razem celowo wyłaączył koórkę żebym mu nie truła.
To jakis koszmar. Nie mam z kim o tym pogadac, tak mi głupio komus powiedziec
że moj szalejacy za mna maz tak mnie ignoruje.
Przeprowadzamy sie. Znalazłam fajne mieszkanko. wszystko fajne tylko mój mąż
jakis obcy, nie remontuje mieszkania jak kazdy młody żonkoś. Nie przeszkadza
mu ze w 7 miesiacu ciazy chodze i robie rzeczy ktorych nie powinnam robic.
Zaczynaja sie problemy z kasy, ja nie pracuje. Przypadkiem natknelam sie na
wyciag z banku. W zycie nie przypuszczałam ze on tyle zarabia, szok. Zrobił 2
tysiace debetu, tylko na co???
Urodziłam dziecko, wtedy był przy mnie znowu jakby sie odnalazł, ale tylko na
chwile. Po porodzie miałam koszmarne kłopoty ze zdriowiem, potem krwotok.
Lekarz mówi ze nie moge nic podniesc że nawet dziecko powinno mi sie podawac
do karmienia. Niestety utopia, biore leki przeciwkrwotoczne i zyje dalej.
Moja nawet najmniejsza prosba o wylanie wody z wanienki spotyka sie z agresja
i chamstem, jest coraz gorzej. Nie chce mi sie zyc, tak naprawde i dogłebnie.
Czuję że juz przedłuzyłam swoje zycie i mogę umrzec.
Moje kolezanki zyja jakby w innym swiecie, awansują chodzą usmiechniete i
zadowolone, co to takiego?
Zaczynam szukac pracy. Mój mąż znajduje nowa prace i natychmist robi nowe
debety. sprawa staje sie jasne on daje mi tyle kasy ile uwaza za stosowne.
Nie moge nic znalezc. Koszmarne bezrobocie, nikt mnie nie chce zartudnic.
Zastanawiam sie jak to sie stało że jestem kim jestem. Kiedy stałam sie
niczym. Bezwartościowym niekochanym smieciem. Tak się czułam. wtedy zacza się
intenet i topienie żalu. Prawie nie spałam ciągle ktos mnie pociezał albo
telefonicznie albo mailowo. Nie miałam odwagi sie z nikim spotkac.Czułam sie
taka nieatrakcyjna. Mąż nie spał ze mna juz prawie wcale. Wtedy pojawił sie
facet z interentu, bardzo wtedy potrzebowałam wsparcia. Rozmaiwalismy nawet
po 8 godzin. zaczynałam odzywac. Dawał mi siłe ale nie miałam odwagi zostawic
męża. Nie wiem czemu, naprawde..
Internetowy romansik sie skonczył, on sie wystraszył tego że mam dziecko. Nie
mam już żadnych złudzen. Ostanie resztki mojej naiwnosci i wiary juz legły w
gruzach. Potem tata, moj drogi mądry ojciec, najblizszy mi na ziemi czlowiek.
cięzkie zapalenie płuc, potem tomografia, podejrzenie o raka.
Ja zyje dalej, zaczełam pracowac byle gdzie za 600 zł, byle nie wariowac w
domu.Tata okazuje sie zdrowy, to nie guz tylko blizna.
Wtedy sie zaczyna ze mna cos dziec. bóle głowy, drżenie mięsni potem zawroty
golowyi serce wariuje. Jestem przerazona, cale dnie u lekarze ktorzy patrza
na mnie wspolczujaca. Ląduje w szpitalu na kardiologi. Serce zdrowe, masz
dziewczyno ciężką nerwice. Recepta w rekę i zyj dalej.
Jak ja mam zyc??? Znowu jakis wyciag wpada mi w rękę. Teraz juz bardzo
pokazny debet. Czuje sie przerazona, wyladuje z dzieckiem na ulicy jak
przyjdzie bank. Czemu on nie zadzwonil do szpitala? Juz wiem czemu na gadu
widze jaaks laske, pyta czy teskni za jej cialem.
Jak ja mam wyjsc z nerwicy?
Chce szybkiej rozdzielnosci majatkowej, nie moge zostac na ulicy.
On sie zgadza, zrzeka sie wszystkiego. Rozwazamy mysl o rozwodzie po tym jak
zaczynaja sie reczne przepychanki. znowu gdzies nocuje poza domem. Mam to
gdzies. Chce spokoju o niczym innym juz nie marze. Wiem ze juz nigdy nie bede
szczesliwa.
Rozmawiam nawet z jego matka i pytam sie kim on naprawde jest bo ja myslalam
ze jest dobry, ona jest w szoku. Mija czas, moi rodzice powiedzieli ze wespra
mnie w kazdej mojej decyzji, ale jesli lemu nie zalezy na rodzinie to nic na
sile. Ja jstem jeszcze mloda i dziecko jest male nie bedzie pamietac.
Zaczął sie zmieniać. Spokorniał, uznał moje racje. Dzwoni jak ma go nie byc w
domu. Obiecuje splaci długi.
Ja zaczynam wracac do zdrowia. tak mija rok, dosc udany, normalny. Mąż jest
swietnym ojecem, bawi sie z dzieckie, czesto wstaje do niej w nocy. Jedziemy
na Sylwetra razem w góry jest super. Tylko we dwoje, tak bardzo wraca do nas
miłość. Zaczyna byc dobrze, ale nigdu mu juz nie zaufam.
W lutym siadam do jego komputera, wszystko co sie da zahasłowane. O cos nie
tak!
Juz wiem, jakas flądra ze szczecina. Każe mu sie wyprowadzic, nie moge na
niego patrzec. Chce zeby umarł. On przysiega ze to tylko spotakanie i nic
wicej nie było.
Rzygac mi sie chce. Mam to wszystko gdzies wazne zeby dziecko było zdrowe. Ja
juz tak łatwo nie wpadne w nerwice. Po jakis czasie burza mija, żal zostaje.
Znowu wszystko jakby nigdy nic. Osttatnio jakby duzo lepiej . znowu jego
długi spałacił jedne znowu następne. Stwierdziłam że mam to w dupie dopoki
łoży na dom odpowiednia kwote. Najwyzje go zamkna.
Traci prace, zaczyna sie nerwówka-przeciez on ma 500 zł samej obsługi długów.
Powiedziałam że mam to gdzies, niech sie wynosi do rodzicow, niech sie zabije
cokolwiek ale nie moze liczyc na mnie.
Jakos sobie radzi dostaje fuche ktora pokrywa jego długi. Teraz sielanka,
tylko kiedy będzie następny numer.
Ja awansuje , od roku nie mam problemu z nerwica. Zaczynam odżywać. Czuje się
znowu soba , nie jak ofiara losu. Dziecko jest sliczne i niesamowicie bystre.
Czuje że żyje, czyje jak wracaja mi siły.
Kiedys obiecywałam sobie ze jak juz bede dobrze zarabiac to go wykopie, ale
ja nie potrafie. Nie wiem czemu ale nie umiem sie z nim roziwesc. Zawsze
mysle o tych dobrych chwilach jak mam podjac decyzje. Jak bardzo kocha go