nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie

22.11.02, 17:51
piątek po południu, ja siedze w domu, mam jakis urlopik i zaczynam się
dołować. Wspomnienia dopadają mnie i krążą jak cienie. Teraz jest normalnie
jesli moze byc normalnie w tym świecie.
Skończyłam studia jakieś 4 i pół roku temu. Byłam szczęsliwa i pełna
optymizmu. Czułam że życie czerpię pełnymi garsciami. Planowałam ślub.
Wiedziałam że jest nieodpowiedzialny, że może często zmieniać prace, ale był
dla mnie taki dobry. Czułam że poradze sobie z takim problemem jesli bede
czuła sie kochana. Jesli poranne przytulenie tak jak do tej pory dodaje mi
sił na cały dzień. Rok przed słubem mieszkalismy razem.Było bardzo biednie,
mieszkalismy w jednym małym pokoiku, a mimo to było tak dobrze. Wtedy byłam
naprawde szczęśliwa.
Dzień ślubu pamiętam jako bardzo stresujący ale też niezwykle przyjemny.
Patrzyliśmy sobie w oczy i ciągle sie usmiechalismy. Wtedy byłam pewna że
bedzie juz tak zawsze.
Dostaliśmy w prezencie mieszkanko, nasze własne. Oboje pracowaliśmy. Jakie
miłe było spojrzenie pełne miłości i szept: moja kochana żoneczka cieszę się
że jesteś.
W tym czasie planowałam przeprowadzic sie do innego miasta-za pracą. Ta którą
miałam była źle opłacana i niesatysfakcjonująca. Zwolniłam się żeby szukać
tam mieszkania i nowej pracy.
Okazało się że jestem w ciązy. Zupełnie nie planowana. Tylko raz sie
zapomnielismy i to w takich dniach że byłam w szoku że tak od razu o slubie
wpadka a wzczesniej tyle razy przeginalismy i nic. Chyba z miłości tak od
razu pojawił się jej owoc.
Potem był wyjazd do Zakopanego. Cudowne dwa tygodnie. Piękne lodowe sople w
dolinie kościeliskiej. Czułam się tak wspaniale, zdrowa, kochana i pełna
energi. Nigdy nie byłam tak szczęsliwa.
Potem zaczęło coś zgrzytać, on ciągle znudzony, niczym nie
zainteresowany.Pamiętam jak był ze mna na usg i zamiast tak jak ja się
zachwycic tylko sie wkurzał przez poł wieczoru że prawie nic nie było widac.
Praca, praca, on ciągle siedział w pracy. Północ, jego ciągle nie ma. Nie
odbiera komórki, tak się boje że mu sie cos stało. Nie spie cała noc. Dziecko
czuje moj strach i wierci sie niespokojnie po brzuchu.
Rano telefon że była awaria i że musiał zostać i w ogóle rozładował mu sie
telefon i tak był zajęty ze zapomniał zadzwonic.
Byłam w szoku, jak tak można?? Czemu on mnie tak ignoruje teraz, kiedy jest
mi tak bardzo potrzebny? Czemu kiedys był zawsze taki kochany i nagle sie tak
zmienia.
W domu awantury, nie moge pojac czemu on tak postępuje, kolejna noc
nieprzespana w domu, tym razem celowo wyłaączył koórkę żebym mu nie truła.
To jakis koszmar. Nie mam z kim o tym pogadac, tak mi głupio komus powiedziec
że moj szalejacy za mna maz tak mnie ignoruje.
Przeprowadzamy sie. Znalazłam fajne mieszkanko. wszystko fajne tylko mój mąż
jakis obcy, nie remontuje mieszkania jak kazdy młody żonkoś. Nie przeszkadza
mu ze w 7 miesiacu ciazy chodze i robie rzeczy ktorych nie powinnam robic.
Zaczynaja sie problemy z kasy, ja nie pracuje. Przypadkiem natknelam sie na
wyciag z banku. W zycie nie przypuszczałam ze on tyle zarabia, szok. Zrobił 2
tysiace debetu, tylko na co???
Urodziłam dziecko, wtedy był przy mnie znowu jakby sie odnalazł, ale tylko na
chwile. Po porodzie miałam koszmarne kłopoty ze zdriowiem, potem krwotok.
Lekarz mówi ze nie moge nic podniesc że nawet dziecko powinno mi sie podawac
do karmienia. Niestety utopia, biore leki przeciwkrwotoczne i zyje dalej.
Moja nawet najmniejsza prosba o wylanie wody z wanienki spotyka sie z agresja
i chamstem, jest coraz gorzej. Nie chce mi sie zyc, tak naprawde i dogłebnie.
Czuję że juz przedłuzyłam swoje zycie i mogę umrzec.
Moje kolezanki zyja jakby w innym swiecie, awansują chodzą usmiechniete i
zadowolone, co to takiego?
Zaczynam szukac pracy. Mój mąż znajduje nowa prace i natychmist robi nowe
debety. sprawa staje sie jasne on daje mi tyle kasy ile uwaza za stosowne.
Nie moge nic znalezc. Koszmarne bezrobocie, nikt mnie nie chce zartudnic.
Zastanawiam sie jak to sie stało że jestem kim jestem. Kiedy stałam sie
niczym. Bezwartościowym niekochanym smieciem. Tak się czułam. wtedy zacza się
intenet i topienie żalu. Prawie nie spałam ciągle ktos mnie pociezał albo
telefonicznie albo mailowo. Nie miałam odwagi sie z nikim spotkac.Czułam sie
taka nieatrakcyjna. Mąż nie spał ze mna juz prawie wcale. Wtedy pojawił sie
facet z interentu, bardzo wtedy potrzebowałam wsparcia. Rozmaiwalismy nawet
po 8 godzin. zaczynałam odzywac. Dawał mi siłe ale nie miałam odwagi zostawic
męża. Nie wiem czemu, naprawde..
Internetowy romansik sie skonczył, on sie wystraszył tego że mam dziecko. Nie
mam już żadnych złudzen. Ostanie resztki mojej naiwnosci i wiary juz legły w
gruzach. Potem tata, moj drogi mądry ojciec, najblizszy mi na ziemi czlowiek.
cięzkie zapalenie płuc, potem tomografia, podejrzenie o raka.
Ja zyje dalej, zaczełam pracowac byle gdzie za 600 zł, byle nie wariowac w
domu.Tata okazuje sie zdrowy, to nie guz tylko blizna.
Wtedy sie zaczyna ze mna cos dziec. bóle głowy, drżenie mięsni potem zawroty
golowyi serce wariuje. Jestem przerazona, cale dnie u lekarze ktorzy patrza
na mnie wspolczujaca. Ląduje w szpitalu na kardiologi. Serce zdrowe, masz
dziewczyno ciężką nerwice. Recepta w rekę i zyj dalej.
Jak ja mam zyc??? Znowu jakis wyciag wpada mi w rękę. Teraz juz bardzo
pokazny debet. Czuje sie przerazona, wyladuje z dzieckiem na ulicy jak
przyjdzie bank. Czemu on nie zadzwonil do szpitala? Juz wiem czemu na gadu
widze jaaks laske, pyta czy teskni za jej cialem.
Jak ja mam wyjsc z nerwicy?
Chce szybkiej rozdzielnosci majatkowej, nie moge zostac na ulicy.
On sie zgadza, zrzeka sie wszystkiego. Rozwazamy mysl o rozwodzie po tym jak
zaczynaja sie reczne przepychanki. znowu gdzies nocuje poza domem. Mam to
gdzies. Chce spokoju o niczym innym juz nie marze. Wiem ze juz nigdy nie bede
szczesliwa.
Rozmawiam nawet z jego matka i pytam sie kim on naprawde jest bo ja myslalam
ze jest dobry, ona jest w szoku. Mija czas, moi rodzice powiedzieli ze wespra
mnie w kazdej mojej decyzji, ale jesli lemu nie zalezy na rodzinie to nic na
sile. Ja jstem jeszcze mloda i dziecko jest male nie bedzie pamietac.
Zaczął sie zmieniać. Spokorniał, uznał moje racje. Dzwoni jak ma go nie byc w
domu. Obiecuje splaci długi.
Ja zaczynam wracac do zdrowia. tak mija rok, dosc udany, normalny. Mąż jest
swietnym ojecem, bawi sie z dzieckie, czesto wstaje do niej w nocy. Jedziemy
na Sylwetra razem w góry jest super. Tylko we dwoje, tak bardzo wraca do nas
miłość. Zaczyna byc dobrze, ale nigdu mu juz nie zaufam.
W lutym siadam do jego komputera, wszystko co sie da zahasłowane. O cos nie
tak!
Juz wiem, jakas flądra ze szczecina. Każe mu sie wyprowadzic, nie moge na
niego patrzec. Chce zeby umarł. On przysiega ze to tylko spotakanie i nic
wicej nie było.
Rzygac mi sie chce. Mam to wszystko gdzies wazne zeby dziecko było zdrowe. Ja
juz tak łatwo nie wpadne w nerwice. Po jakis czasie burza mija, żal zostaje.
Znowu wszystko jakby nigdy nic. Osttatnio jakby duzo lepiej . znowu jego
długi spałacił jedne znowu następne. Stwierdziłam że mam to w dupie dopoki
łoży na dom odpowiednia kwote. Najwyzje go zamkna.
Traci prace, zaczyna sie nerwówka-przeciez on ma 500 zł samej obsługi długów.
Powiedziałam że mam to gdzies, niech sie wynosi do rodzicow, niech sie zabije
cokolwiek ale nie moze liczyc na mnie.
Jakos sobie radzi dostaje fuche ktora pokrywa jego długi. Teraz sielanka,
tylko kiedy będzie następny numer.
Ja awansuje , od roku nie mam problemu z nerwica. Zaczynam odżywać. Czuje się
znowu soba , nie jak ofiara losu. Dziecko jest sliczne i niesamowicie bystre.
Czuje że żyje, czyje jak wracaja mi siły.
Kiedys obiecywałam sobie ze jak juz bede dobrze zarabiac to go wykopie, ale
ja nie potrafie. Nie wiem czemu ale nie umiem sie z nim roziwesc. Zawsze
mysle o tych dobrych chwilach jak mam podjac decyzje. Jak bardzo kocha go
    • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 22.11.02, 18:32
      nie wiem jak dalej żyć w tym szaleństwie, czy zdołam jeszcze kogoś pokochac, czy takie popaprane
      małżeństwo ma szanse przetrwać. Co zrobic żeby nie oszaleć?
      • kamfora Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 22.11.02, 19:43
        Spróbuj namówić go na terapię małżeńską.
        Nieraz działa - warto spróbować - znam ludzi,
        którym się udało, naprawdę.
        Ostatnio wpadła mi w ręce książka Jacka Salija OP
        pt "Małżeństwo, rozwód, związki niesakramentalne"
        Cytat maleńki:
        "Wydaje się, że wielość kontaktów międzyludzkich - przeważnie
        mało angażujących osobowo - utrudnia współczesnemu człowiekowi
        rozpoznanie tych, które z natury swojej domagają się głębokiego
        zaangażowania w drugą osobę.
        Małżeństwo jest "nieudane" przeważnie nie dlatego, że małżonkowie
        się żle dobrali : prawdziwa przyczyna niepowodzenia leży w ich
        ogólnym stosunku do życia" (...)

        Nieudane małżeństwo można potraktować jak chorobę : można zabić
        chorego człowieka albo można go leczyć.

        Pozdrawiam
        życzę wytrwałości.
        • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 22.11.02, 20:00
          dziekuje ci kamforko za radę. Bardzo bym chciała iść na taką terapię ale
          mieszkam niwielkim miescie i nie znam naprawde porzadnego specjalisty który
          rzeczywiscie by sie tym zajął jak nalezy. Powiem tutaj że próbowałam chodzic do
          psychologa sama ale jakos wydawało mi sie to całkowicie bez sensu.
          Poza tym mój mąż jest facetem dla którego wszystko jest ważne tylko
          teoretycznie. Chiał ze mną rodziec, ale nie miał czasu na szkołe rodzenia.
          Jestem pewna że nie bedzie chiał znależź czasu na terapie ale jak będę chciała
          sie rozejść bedzie mówił o samobójstwie eeeeh. Może ktoś zna dobrą małżeńską
          poradnie na sląsku?
          • kamfora Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 22.11.02, 20:11

            Prawdę mówiąc - miałam na myśli terapie przeprowadzane przez
            poradnie małżeńskie przykościelne, w tzw duszpasterstwie rodzin.
            Nie wiem, czy taką byłabyś zainteresowana, ale wiem, że korzystają
            z ich pomocy niekoniecznie ludzie wierzący.
            Organizowane są wyjazdy weekendowe, opłaty nie są wysokie.
            Nie wiem, kto organizuje takie coś na śląsku,
            ale chyba nie tak trudno się dowiedzieć o konkretne osoby :-)
            • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 22.11.02, 20:37
              jestem ateistka to jesdem z moich niezliczonych problemów i nie bardzo
              wyobrazam sobie w zwiazku z tym takiej terapi z tego powodu że na pewno
              wiekszośc odwołan jesli chodzi o znalezienie w sobie sily na walek ebedzie
              odnoscic sie do Boga
              poza tym miałm wątpliwa przyjemosc pracowac z pania z takiej poradni i wiekszej
              suki w zyciu nie poznałam
              • kamfora Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 22.11.02, 20:46
                Cóż - powodzenia.
                Mam nadzieję, że ktoś udzieli Ci dobrej rady,
                i nie wywoła równie niemiłych skojarzeń.
                • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 22.11.02, 20:54
                  bardzo ci dziękuje kamforko za zaintereswanie i wsparcie
                  :-))
              • Gość: Asia Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie IP: proxy / 212.244.226.* 25.11.02, 08:13
                M am koleżankę,która zna pewne małżeństwo. Oni sa terapeutami , jeżdżą na
                rózne konferencje związane z tym tematem. Z tego co wiem maja sporo sukcesów
                na koncie odnośnie "naprawy" małżeństw.Oni chyba sa związani z kościołem
                katolickim, ale nie jestem pewna.Jeżeli inetersuje Cie to napisz na mojego
                maila, moge sie dowiedziec o namiary na nich.
            • rzeznia_nr_5 Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 22.11.02, 21:14
              kamfora napisała:


              > Prawdę mówiąc - miałam na myśli terapie przeprowadzane przez
              > poradnie małżeńskie przykościelne, w tzw duszpasterstwie rodzin.


              Ja pierdole to dopiero musi być zabawa.
              • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 22.11.02, 21:20
                wiesz co takie spotkania na pewno moga pomóc osobie wierzącej w Boga i nie
                chciałam absolutnie osmieszac tego rodzaju rozwiązań, po prostu nie sądze aby
                było to wyjście dobre dla mnie
              • sellma Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 22.11.02, 21:21
                rzeznia_nr_5 napisał:

                > kamfora napisała:
                >
                >
                > > Prawdę mówiąc - miałam na myśli terapie przeprowadzane przez
                > > poradnie małżeńskie przykościelne, w tzw duszpasterstwie rodzin.
                >
                >
                > Ja pierdole to dopiero musi być zabawa.

                Wiesz, kiedys probowalam przebrnac przez "Rzeznie nr 5", ale co kilka linijek
                autor wtracal zdanie w stylu: "zdarza sie". Czy cos w tym rodzaju. I chciala
                mnie krew zalac.
                (Przepraszam neutralny_nick, ze nie w temacie.)

                pzdr,
                sellma
                • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 22.11.02, 21:25
                  dzięki sellma wezmę pod uwagę
    • Gość: ww Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 23:38
      bardzo Ci wspolczuje ale powiem jedno: ja tez jestem w podobnym wieku jak Ty i
      tez przezywam podobne rozterki i znajomi niektorzy tez.
      i tutaj podzielilbym problem na 2 aspekty
      1) sens zycia, samorealizacja, zrozumienie, zaufanie itd. czyli to co tak
      naprawde najwazniejsze w zyciu, czego szukamy i co jest niezalezne od
      szerokosci geograficznej
      2) warunki bytowe, materialne, zarobki itp - prawda jest tak ze nasz
      popierdolony kraj potrafi skutecznie zniechecic wielu mlodych ludzi do
      optymistycznego patrzenia w przyszlosc. Ilu z nas, mlodych, wyksztalconych
      pozegnalo sie z dawnymi ambicjami i ideami i wykonuje jakies kretynskie,
      upokarzajace prace za marny grosz. Do tego pierdolnieta wladza wciska nam
      jeszcze ze mamy sie z tego cieszyc bo jest zle, ze lepsze to niz nic itd. Ilu
      z nas pracuje za troche lepsze pieniadze a i tak czuje ze "cos jest nie tak".
      Nie ma sie co oszukiwac - na tzw. zachodzie nawet sredniak czy nieudacznik ma
      lepiej. za pierwsze pieniadze jako nastolatek mozna wyniesc sie z domu, kupic
      samochod i zyc po swojemu. Co ambitniejsi i wiekszosc wyksztalconych zyje o
      NIEBO lepiej od nas. Naprawde wiem to doskonale im obce sa
      jakies "przyziemne"bzdury typu planowanie kupna nowej lodowki czy odkladanie
      na tygodniowe wakacje. To sa zwykle bzdury na ktore stac kazdego 3x na
      kwartal. Myslisz raczej o inwestowaniu i kupowaniu kolejnych domow.
      Niewatpliwie aspekt materialny w naszej popapranym padolku lez ma niebagatelny
      wplyw na samopoczucie, plany zyciowe i cala reszte. Spierdalajmy poki sile
      mamy i nie ugrzeslismy w tym smrodzie po uszy!!!!!
      • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 23.11.02, 11:34
        masz racje życie w tym kraju jest naprawde ciężki dla młodych ludzi. Ja zasadzie na nic nie zarobiłam
        sama. Mieszkanie kupili mi rodzicie, samochod tez , co prawda spłacam im teraz ale i tak mnie zarzynaja
        te raty bez procentu. Ogólnie prowadze bardzo marny byt pod wzgledem matarialnym. wiesz co mnie
        najbardziej wkurza w tej sytuacji, że gdyby mój mąż postępował uczciwie to żyłabym na godziwym
        poziomie bo on zawsze zarabiał sporo. Trudno, z tym sie juz pogodziłam i wiem że można skormnie i
        biednie nawet odliczac raty na lodówke i telewizor ale spokojnie i z miłoscia. Nie zalezy mi na wczasach
        na lazurowym wybrzeżu, mogę jechać na mazury pod namiot byle z osobąktóra jest usmiechnięta i
        zadowolona z tego ze jest tam ze mna. Taka stara romantyczka ze mnie :-(
        Fakt że polska rzeczywistosc zabija nasze marzenia o karierze i godziwych zarobkach w zamian za dobre
        wykształcenie.
        Ja jak juz pisałam ostanio awansowałam i niejako odbudowuje krok po kroku szacunek do samej siebie.
        swoją prace bardzo lubie i chetnie do niej wstaje i powiem ci że własnie dzieki temu jeszcze sie jakos
        trzymam. Choc zarobki szczerze mówiąc nie za dobre.
        Dziekuję i pozdrawiam mój ukochany wrocław z którym łacze same dobre wspomnienia
    • Gość: tintin Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie IP: *.itpp.pl 23.11.02, 11:50
      Wiesz, nie bardzo wierze w roznego rodzaju poradnie. Znam kilka par w roznej -
      ale podobnej do Twojej sytuacji. I chodzi o to ze albo dwoje ludzi chce byc ze
      soba - i wtedy w zasadzie poradnia nie jest potrzebna, bo wszystko da sie
      rozwiac. Albo oboje, lub jedno z nich tak naprawde nie chce. Mimo ze deklaruje
      inaczej. I wtedy zadna poradnia nie pomoze.
      W twojej sytuacji jest wlasciwie tylko jedno wyjscie - odejsc i skonczyc z
      facetem bo inaczej wariujesz. Ale oczywiscie latwo mowic z boku. W takiej
      sytuacji potrzebny jest bodziec z zewnatrz. Facet ktory cie z tego wyciagnie. I
      wtedy po paru miesiacach zastanawialabys sie dlaczego nie zdecydowalas sie na
      to wczesniej.
      Takich facetow jest mase. Niektorzy niestety naprzykrzaja sie do konca zycia,
      obiecuja poprawe, nawet na kilka tygodni rzeczywiscie sie poprawiaja a potem od
      nowa bonanza.
      Na początek nie kręć się wokół mysli że twój facet się poprawi, że pójdzie na
      terapie, ze zmadrzeje. Zacznij myslec o sobie a nie o nim, co zrobi i czy znowu
      nie skłamie. Na początek spróbuj się uwolnić od niego psychicznie. Wydaje mi
      się że teraz wciąż o tym myslisz i zamykasz się na świat. ucieczka w internet
      to tez nie to. Załoze się że pojawił by się facet któremu nie przeszkadzało by
      dziecko, gdybys nie myslala wciaż o tej sytuacji. Bo to sie po postu czuje, czy
      ktos jest zamknięty czy otwarty. Czy jest pesymista czy optymistą. A ludzie (a
      faceci zwłaszcza) wolą optymistów a nie ludzi z problemami. Nie myśl że masz
      problem. To nie ty masz problem.,. To twój (dotychczasowy) facet ma problem ze
      sobą. I niech go sobie sam rozwiązuje. Ty masz wszystko, masz fajnego
      dzieciaka, życie przed tobą. I może to trudne do uwierzenia, ale bedziesz się z
      tego śmiała. Moja najlepsza przyjaciółka była w takiej sytuacji kilka lat temu.
      I mówiłem jej to samo, ona nie wierzyła. Dziś jest z fantastycnym facetem, są
      szczęsliwi. Mówi mi że nie może uwierzyć, że tak się zapłakiwała i że była
      głupia cipa kiedy martwiła się i płakała całymi miesiącami (tez chciala terapie
      etc, on nawet poszedł, problem w tym ze tak naprawde mial to gdzies a ona
      plakala kiedy mówiłłem że to i dobrze niech idzie do diabła. Wyjdziesz z tego.
      Głowa do góry. Miliony osób już z tego wychodziły :)))) (ale uważaj, bo miliony
      osób tez z tego nie wychodziły i zostawały do końca życia z idiotą). trzymaj się
      • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 23.11.02, 13:38
        Gość portalu: tintin napisał:


        > W twojej sytuacji jest wlasciwie tylko jedno wyjscie - odejsc i skonczyc z
        > facetem bo inaczej wariujesz. Ale oczywiscie latwo mowic z boku

        sama sobie pewnie bym cos takiego powiedziała :-) Ale wiesz sama podświadomie czuje że tak
        właśnie
        sie stanie, że pewnego pieknego dnia stwierdzę że przegrałam swoje życie. Z drugiej strony istnieje
        zawsze w człowieku nadzieja że bedzie lepiej i moze jakis cudowny sposob np. terapia rozwiążą te
        problemy

        W takiej
        > sytuacji potrzebny jest bodziec z zewnatrz. Facet ktory cie z tego wyciagnie. I
        >
        > wtedy po paru miesiacach zastanawialabys sie dlaczego nie zdecydowalas sie na
        > to wczesniej.

        staram się zakładac że decyzje podejmę sama tzn. nie pod wpływem emocji i chwili uniesien, ale zeby
        była przemyślana, choc pewnie w ten sposób nigdy tego nie skończę. Jak juz pisałam miałam zalążek
        jakiegos tam związku i sie sparzyłam i jakos cieżko mi uwierzyc w to że znajdzie sie ktos chętny na
        związek z poparana mężatką, z dzieckiem i do tego z taka która wiecej tych dzieci mieć już nie może.
        Ostatecznie jak wielu całkiem wolnych atrakcyjnych osób, niezależnych finansowo ma problemy ze
        znalezieniem kogos. Z tych wszystkich powodów nie zakładam że jak się rozstanę z mężem to znajde
        super goscia z ktorycm bede życ długo i szcześliwie.

        > Takich facetow jest mase. Niektorzy niestety naprzykrzaja sie do konca zycia,
        > obiecuja poprawe, nawet na kilka tygodni rzeczywiscie sie poprawiaja a potem od
        >
        > nowa bonanza.
        > Na początek nie kręć się wokół mysli że twój facet się poprawi, że pójdzie na
        > terapie, ze zmadrzeje. Zacznij myslec o sobie a nie o nim, co zrobi i czy znowu
        >
        > nie skłamie. Na początek spróbuj się uwolnić od niego psychicznie. Wydaje mi
        > się że teraz wciąż o tym myslisz i zamykasz się na świat. ucieczka w internet
        > to tez nie to. Załoze się że pojawił by się facet któremu nie przeszkadzało by
        > dziecko, gdybys nie myslala wciaż o tej sytuacji. Bo to sie po postu czuje, czy
        >
        > ktos jest zamknięty czy otwarty. Czy jest pesymista czy optymistą. A ludzie (a
        > faceci zwłaszcza) wolą optymistów a nie ludzi z problemami.
        i tu koło sie zamyka, jak byc optymista jak sie ma problemy i jak zrobic żeby problemy które cie
        spotykaja
        nie dotykały cie tak bardzo. Fakt że uciekam przed światem, poza starymi znajomosciami nie zawieram
        zadnych nowych. Jestem przekonana że przez swoje cierpienie nie bede zrozumiana, a jesli tak to nie
        ma
        sensu w ogóle cos zaczynac. Takie porąbane mysl;enie, ale chyba tak sie czuja w szkole dzieci które sa
        bite w swoich domach. Ukrywaja swoja tragedie w mileczniu, nie zbliżaja sie z rowiesnikami i staja
        zawsze troche z boku. Ja mam bardzo poprawne stosunki z ludzmi bo w sumie to lubie ludzi i ich
        tovarzystwo, ale nic bliżej i nic głebiej.
        Pewnie znalazłby sie facet ktory by zaakceptował dziecko, tylko czy ja z taką przeszłoscią , z umysłem i
        psychiką po której przejechał walec jestem w stanie zyc normalnie? Moje obawy są takie, że nie będe
        juz
        potrafiła dac z siebie tyle ile dałam z siebie v tym małżeństwie. Dwa nie moge miec dzieci, wiec facet
        musi byc taki ktory ma juz swoje dzieci czyli krag sie zawęża. Moga sie pojawic klimaty o których pisze
        tetryk w swoim wątku czyli tatalna nienawiśc porozwodoa zatruwajaca całkowicie zycie i nowa miłość
        Jak widzisz mam same problemy :-))) i pokręcone myśli

        Nie myśl że masz
        > problem. To nie ty masz problem.,. To twój (dotychczasowy) facet ma problem ze
        > sobą. I niech go sobie sam rozwiązuje. Ty masz wszystko, masz fajnego
        > dzieciaka, życie przed tobą. I może to trudne do uwierzenia, ale bedziesz się z
        >
        > tego śmiała. Moja najlepsza przyjaciółka była w takiej sytuacji kilka lat temu.
        >
        > I mówiłem jej to samo, ona nie wierzyła. Dziś jest z fantastycnym facetem, są
        > szczęsliwi. Mówi mi że nie może uwierzyć, że tak się zapłakiwała i że była
        > głupia cipa kiedy martwiła się i płakała całymi miesiącami (tez chciala terapie
        >
        > etc, on nawet poszedł, problem w tym ze tak naprawde mial to gdzies a ona
        > plakala kiedy mówiłłem że to i dobrze niech idzie do diabła. Wyjdziesz z tego.
        > Głowa do góry. Miliony osób już z tego wychodziły :)))) (ale uważaj, bo miliony
        >
        > osób tez z tego nie wychodziły i zostawały do końca życia z idiotą). trzymaj si
        > ę

        Dzięki jakoś sie bedę trzymac, przy okazji bardzo sie cieszę że udało sie twojej przyjaciółce tak
        szczesliwie rozwiazać swój problem. Pewnie jest fajna i miła kobietą. Ja zawsze miałam trudności w
        kontaktach z facetami. Miałam powodzenie ale byłam jakas zdziczała i widzę to u siebie do dzisiaj. Jak
        mi
        sie ktos podoba to od razu zachowuje sie idotycznie. Moj mąż walczył o mnie latami a jak mnie juz dostał
        to sobie całkowicie odpuścił
        dziekuje i pozdrawiam
        • Gość: inka_sama Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 23.11.02, 16:41
          Wcięło mi cały post do ciebie n_n! Nie będe go odtwarzać.... Napisze od nowa
          zwłaszcza że przeczyatałam kolejny post.
          To cytat z ciebie: "Miałam powodzenie ale byłam jakas zdziczała i widzę to u
          siebie do dzisiaj. Jak mi sie ktos podoba to od razu zachowuje sie idotycznie.
          Moj mąż walczył o mnie latami a jak mnie juz dostał to sobie całkowicie
          odpuścił dziekuje i pozdrawiam."

          Sama pisałaś o jego niedojrzałości. Chyba miałaś nadzieję ze on dojrzeje?
          Liczyłaś na to - i zawiodłaś sie. To że cie zdobywał a jak juz zaklepał - to
          sobie odpuscił tylko potwierdza tę dziecinną postawę. Dostałem zabawkę,
          pobawiłem się w dom, w tatusia, w męża. teraz pobawi się inną laleczką?
          On MOŻE dojrzeje. Ale niestety to ON musi tego zapragnąć. I tego żadan terapia
          nie zmieni. W każdym związku moga być trudne chwile - ale jeśli obie strony się
          staraja to obie dojrzewaja i ich uczucia też . A twój partner?? Stoi w miejscu.
          Czy jeśli go opóścisz zmieni się coś w nim? Kiedyś wierzyłąm w takie
          opamiętanie w krytycznym momencie. Niestety patrząc dookoła widze że to często
          krótkotrwała zmiana - już to przerabiałąś prawda?...

          Niestety - ta poczatkowa niedojrzałość źle rokował od początku.
          Miał szansę. Nie wykorzystał.
          Spróbuj porozmawiać - jak z dorosłym. I jeśli nie jest w stanie dojść z tobą do
          porozumienia w podstawowych kwestiach - to ... Chyba tylko rozstanie? Jeśli
          chce spróbować - ustalcie wzajemne warunki, to z czego nie zrezygnujecie, na co
          sie zgadzacie a co jest ostatecznym zerwaniem układu! I badź wtedy
          konsekwentna. Jesli kolejny raz zawiedzie i złamie porozumienie - nie dawaj
          kolejnej szansy. Niech poniesie konsekwencje swego postępowania.
          Ale...
          Niech pozostanie szansa na przyszłość. Ludzie jednak się zmieniaja. Czasem na
          lepsze czasem na gorsze. Nigdy nie można wykluczyć że gdy was utraci - zrozumie
          że jestescie ważne i udowadni że moż ebyć dobrym mężem i ojcem.
          Ale nie od razu.
          Bo trzeba czasu by on mógł się zmienić.
          I trzeba czasu by w to uwierzyć i sprawdzić.
          A jeszcze więcej by znów zaufać.
          • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 23.11.02, 18:01
            Gość portalu: inka_sama napisał:

            > Wcięło mi cały post do ciebie n_n! Nie będe go odtwarzać...
            Coś dzisiaj robią na serwerze i co chwilę coś siada
            . Napisze od nowa
            > zwłaszcza że przeczyatałam kolejny post.
            > To cytat z ciebie: "Miałam powodzenie ale byłam jakas zdziczała i widzę to u
            > siebie do dzisiaj. Jak mi sie ktos podoba to od razu zachowuje sie idotycznie.
            > Moj mąż walczył o mnie latami a jak mnie juz dostał to sobie całkowicie
            > odpuścił dziekuje i pozdrawiam."
            >
            > Sama pisałaś o jego niedojrzałości. Chyba miałaś nadzieję ze on dojrzeje?
            > Liczyłaś na to - i zawiodłaś sie.

            Było tak jak pisalam na początku. Liczyłam się z jego wadami tzn z nieodpowiedzialnym stosunkiem do pracy którą
            często zmieniał. Ponieważ sama jestem pracowita i jakoś sobie radzę z pracą uważałam że podołam temu. Brałam na
            szale wszystkie jego zalety i wady. Wtedy przeważyły zalety których ma masę jesli tylko chce sie postarać.
            Rzeczywistość okazała się taka że on potrafi utrzymac prace i dobrze na niej zarobić natomiast poznikały naprawde
            bardzo cenione przeze mnie przymioty jak ciepło, czułość, uczciwość i własciwie można powiedziec ze zniknęła
            gdzies miłość



            To że cie zdobywał a jak juz zaklepał - to
            > sobie odpuscił tylko potwierdza tę dziecinną postawę. Dostałem zabawkę,
            > pobawiłem się w dom, w tatusia, w męża. teraz pobawi się inną laleczką?
            > On MOŻE dojrzeje. Ale niestety to ON musi tego zapragnąć. I tego żadan terapia
            > nie zmieni. W każdym związku moga być trudne chwile - ale jeśli obie strony się
            >
            > staraja to obie dojrzewaja i ich uczucia też . A twój partner?? Stoi w miejscu.

            Powiedziałbym nawet że nie tylko stoi w miejscu co sie wycofał. Im bardziej go potrzebowałam tym bardziej go
            nie miałam. Czuję że nie mogę na nim polegać i tak naprawdę to dawno juz żyje sama, sama się martwie z kim
            zostawic chore dziecko, z czego zrobię opłaty. Na szczescie mam rodziców ktorzy mi bardzo pomagaja i mam kogos
            na kim moge polegac.

            > Czy jeśli go opóścisz zmieni się coś w nim? Kiedyś wierzyłąm w takie
            > opamiętanie w krytycznym momencie. Niestety patrząc dookoła widze że to często
            > krótkotrwała zmiana - już to przerabiałąś prawda?...
            >
            > Niestety - ta poczatkowa niedojrzałość źle rokował od początku.
            > Miał szansę. Nie wykorzystał.
            > Spróbuj porozmawiać - jak z dorosłym. I jeśli nie jest w stanie dojść z tobą do
            >
            > porozumienia w podstawowych kwestiach - to ... Chyba tylko rozstanie? Jeśli
            > chce spróbować - ustalcie wzajemne warunki, to z czego nie zrezygnujecie, na co
            >
            > sie zgadzacie a co jest ostatecznym zerwaniem układu! I badź wtedy
            > konsekwentna. Jesli kolejny raz zawiedzie i złamie porozumienie - nie dawaj
            > kolejnej szansy. Niech poniesie konsekwencje swego postępowania.
            > Ale...
            > Niech pozostanie szansa na przyszłość. Ludzie jednak się zmieniaja. Czasem na
            > lepsze czasem na gorsze. Nigdy nie można wykluczyć że gdy was utraci - zrozumie
            >
            > że jestescie ważne i udowadni że moż ebyć dobrym mężem i ojcem.
            > Ale nie od razu.
            > Bo trzeba czasu by on mógł się zmienić.
            > I trzeba czasu by w to uwierzyć i sprawdzić.
            > A jeszcze więcej by znów zaufać.


            Własciwie juz raz powaznie i spokojnie rozważalismy rozstani,e to okres o ktorym pisałam że sprawe postawiłam
            jasno i nie chciałam już nic ciągnąć na siłe. Pewne sprawy już na zawsze przestały być problemem, ale po roku
            pojawiły się panienki no i te jego długi. Teraz spie spokojnie bo to juz nie są moje długi na szczescie ale wiem ze to
            wszystko jest chore i tak nie mozna przejsc przez całe zycie.
            Boję się że nawet jak kogoś poznam to zwykła wspólnota majatkowa bedzie przeze mnie postrzegana jako zbyt
            wielkie ryzyko . Ciężko mi teraz zaufać drugiemu człowiekowi. Wiem że jest mnóstwo wspaniałych i mądrych ludzi,
            ale boję się że ja przyciągam do siebie małych niedobrych ludzików wypranych z uczuć. Człowiek podobno uczy się
            na błędach, ale też często je powiela i nie widzi pewnych spraw. Mojego męża wszyscy odbierali bardzo pozytywnie
            i byli pewni że on nigdy mnie nie skrzywdzi. Moje kolezanki twierdzą że mój przykład ich tak dołuje że odechciwa im
            sie zamążpójcia.
            Zastanawiam się nad tym czy zaprosic go tu na forum?
    • Gość: kobo Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 23.11.02, 19:24
      Coz krolewno!!! A moze to ty jestes niedojrzala?
      Bylo dobrze,mniej lub bardziej, kiedy twoj maz pracowal i jak piszesz zarabial
      o wiele wiecej. Jakos wytrzymywalas. Przy pierwszych problemach rozdzielnosc
      majatkowa. I ci ciagle pojawiajacy sie rodzice, wspomagajacy cie
      finansowo...Nie wyglada to dobrze..... To ty jestes niedojrzala w zwiazku z
      wartym ciebie facetem. Dorosnij wreszcie...
      • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 23.11.02, 19:32
        Gość portalu: kobo napisał:

        > Coz krolewno!!! A moze to ty jestes niedojrzala?
        > Bylo dobrze,mniej lub bardziej, kiedy twoj maz pracowal i jak piszesz zarabial
        > o wiele wiecej. Jakos wytrzymywalas. Przy pierwszych problemach rozdzielnosc
        > majatkowa. I ci ciagle pojawiajacy sie rodzice, wspomagajacy cie
        > finansowo...Nie wyglada to dobrze..... To ty jestes niedojrzala w zwiazku z
        > wartym ciebie facetem. Dorosnij wreszcie...

        Na pewno też popełniłam błędy nie twierdzę że nie. Rozdzielność majątkowa pojawiła sie nie przy pierwszysch
        problemach tylko pp jakimś czasie. Nie była to chwila tylko przemyślana decyzja. Rodzice wspomagali mnie ponieważ
        z tego co dawał( nie miałao to nic wspólnego z tym ile zarabiał) mi mąż nie wystarczało mi na zwykła egzystencję.
        Możesz mieć takie zdanie jakie masz, w porządku tylko powiedz mi na czym ma polegać w-g ciebie moje dorośniecie
        w tej sytuacji?
        • Gość: kobo Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 23.11.02, 20:04
          Przestan sie wieszac na facecie. Przestan wisiec na swoich rodzicach. Dopiero
          wtedy przestaniesz byc dzieckiem.....Sama masz dziecko.... Pieniadze nie maja
          tu nic do rzeczy..
          • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 23.11.02, 20:54
            czy ty masz dziecko i wiesz co sie wiąże z wychowaniem dzicka? Ja sie na nikim
            nie wieszam tylko czasami potrzebuję wsparcia. Do pracy poszłam jak dziecko
            miało 9 miesięcy i biorę wszelka odpowiedzialność za nie. Jak sobie wyobrażasz
            może normalnie egzystować kobieta-matka w pracy jeżeli dziecko choruje i musi z
            nim ktoś zostać. Jesli chciałabym wynając opiekunke to musiałabym oddam 2/3
            swojej pensji tym samym potrzebuję pomocy mamy wtedy kiedy dziecko jest chore i
            musi z nim ktoś zostać. Normalnie chodzi do przedszkola. Masz racje nie ma
            sensu na nikim sie wieszac ale czasami potrzebna jest pomoc najbliższych aby
            się odbić i stanąć na własnych nogach.
            • Gość: inka_sama może tym razem nie skasuja? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 23.11.02, 23:05
              Nie przejmuj się kobo, droga n_n.
              Zastanawiam sie czy nie wydrukowac tego wątku i nie dac do przeczytania
              żeńskiej jednostce w trochę podobnej sytuacji. Może to zrobię.
              Z tym że jej chłop nie tylko że jej mało dawał na utrzymanie. On w ogóle jest
              do pracy ... Nie wiem jak to nazwać oglednie? Niezdatny??? Moż etak - jest
              takim marzycielem że z każdej roboty wyleci biegiem. Ech, szkoda gadać. Ja bym
              go dawno wywaliła z obecnej roboty ale jego szef ma litość - nie wiem nad nim
              czy nad jego żoną? Ale ostatnio ani grosza jej nie daje i tak więc dla mnie
              coraz idiotyczniej to wygląda. A panienki? Kto wie co on robi po nocach?...
              A! Szkoda pisać.

              Wiesz n_n zastanawiam sie czy to epidemia? Skąd tylu facetów którzy tak sie
              zachowują? Jakie błędy popełniono w ich wychowaniu że tacy są? Zreszta żeńskei
              odpowiedniki też są liczne.
              Kiedys pmyślałam "Boż eczemu zabierasz tych w porządku a zostawiasz tych co
              rania?"
              I chyba tylko stara odpowiedź ma sens - żeby mieli jeszcze szansę sie
              poprawic...
              Ile lat ma twoje dziecko?
              • neutralny_nick Re: może tym razem nie skasuja? 24.11.02, 10:49
                hej Inko
                moje dziecko ma 3 i pół roku
                skąd się biorą tacy faceci? Nie wiem. Kiedys sie pytałam męża czemu sie tak
                dzieje, czemu tak postępuje. Powiedział mi że on sobie nie radzi z zyciem, że
                jestem silniejsza i nie raz dałam temu wyraz. W ogóle nie ruszyło go to że
                wylądowałam w szpitalu z ciężką nerwica.
                Przypomniał mi się jeszcze jednen niezły numer jaki on robił i robi, a
                mianowicie nigy nie mówił mi że w danym dniu nie idzie do pracy. Nie uważał za
                stosowne mnie o tym poinformaowac,że wychodząc rano nie idzie do pracy tylko
                gdzies tam po coś (po co?????). Dzwonię do pracu do niego bo coś potrzebuję i
                okazuje się że go w ogóle w pracy nie ma i nie było. Zdziwinie kolegi z pracy
                było większe od mojego. Poczułam się jak ostania idotka. Żona która nie wie
                gdzie jest jej mąż. Oczywiscie mój mąż stwierdził że przesadzam i że mam
                dzwonić na komórke o to gdzie on spędza czas to jego sprawa.
                Jak sprawy stoją juz na ostrzu noża i mam dość. Były momenty kiedy naprawdę nie
                pragnęłam niczego innego poza świętym spokojem to on wtedy twierdzi że nic
                innego dla niego się nie liczy.
                Wtedy jak leżałam w szpitalu to przywiezli erką kobietę która miała jak się
                okazało ukrytą chorobę wieńcową. Lezała sama w szpitalnym potarganym ubraniu.
                Mimo tego że mówiła o synu i mężu nie było tam nikogo. Wiecie jak dzisiaj jest
                w szpitalach. Nie ma termometra, nie ma jedzenia, nie ma mydła , nic
                kompletnie. Wszyscy ciągle pytali sie jej kiedy ktos do niej przyjedzie. Nie
                przyjechal i nie zadzwonil nikt mimo tego ze ona pozyczała ode mnie zeton i
                dzwoniła do nich. Pamiętam jak dała mi 3 zł bo tyle miała w portfelu i prosiła
                żeby jej za to kupic szczoteczke do zebów, paste i mydło. Musiałam się niezle
                nagimnatykowac zeby to zrobic.
                Przeraziło mnie to koszmarnie. Zobaczyłam w przyszłosci siebie. Jak zabraknie
                rodziców pewnie i ja bede taka zapomniana przez bliskich osoba. Jestem chyba
                nadwrażliwa albo ludzka obojętność wsród naj bliższych to norma.
                Ufff dawno tego wszystkiego z siebie nie wyrzuciłam, chyba pomaga.
                Inko zaprosic tu męża? Chyba to zrobie, dzisiaj wieczorem
                • inka_sama sama skasowałam.... 24.11.02, 12:15
                  AAAAAAAAAAAAAAAA! taki długi list mi wcięło! Nie cierpię tych komputerów!!!! ;))

                  Aż mi się nie chce powtarzać. W każdym razie - nie wiem czy dobrze zaprosic tu
                  twojego męża - choć trzeba mu jednak dac prawo do wypowiedzi. O ile zechce...
                  Chyba ze będzie to coś w rodzaju zapalnika do bomby???? :))))

                  W mojej znajomej rodzince jest o tyle inaczej ż esą po ślubie 8 lat, dziecko
                  starsze a on nie umie kompletnie zarobić na rodzine....
                  Ale nie o forsę tu przeciez chodzi tylko o uczucia. Bo moż enie umieć zarabiać
                  forsy ale być kochającym czułym mężem i ojcem. Nie przyniesie nowej zabawki
                  ale - pobawi sie z dzieckiem na spacerze. Nie kupi perfum - ale narwie naręcze
                  bzu w maju lub skradnie róże z klombu :)))
                  Tu chodzi o chęć bycia z drugim człowiekiem. A do tego potzrebne serce.

                  Dobrze sie wygadać. To prawda w 100% pewna. Albo i w 200%!
                  Gdybyś zrobiła to wczesniej - moż eta nerwica tak by cię nie dopadła?
                  Jak chcesz pisz na priv.
                  pozdrawiam
                  inka_sama
                  • neutralny_nick Re: sama skasowałam.... 24.11.02, 14:37
                    napisze na priv
                    męża zaprosiłam ale po przeczytaniu tego powiedział że nie ma zamiaru sie tu
                    wypowiadać, każdy ma swoje problemy.
                    Spytałam go czy w takim razie jesli go poproszę o uczestniczenie terapii to
                    czy tez odmówi . Zgodził się, ale podejrzewam że to tylko deklaracjia i jak
                    przyjdzie co do czego nic z tego nie wyjdzie
                    pozdrawiam
                    • eva07 Re: sama skasowałam.... 25.11.02, 00:49
                      Wiesz, wcale mnie to zachowanie twojego męża w sprawie publicznego
                      rozgrzebywania problemów nie zdziwiło. Tacy zazwyczaj sa mężczyźni. Nie znaczy,
                      że nie myślą o problemie, że nie czują, ale mówić nie bardzo umieją. I okropnie
                      nielubia byc w pozycji osoby słabszej, gorszej, napominanej, strofowanej i to
                      publicznie. Cóz można poiwedzeć nie znając ciebie ani jego? Chyba tyle, że
                      musisz sprawę rozwiązać - albo - albo. Zrobić to powaznie i bez histerii (a
                      jestes dość emocjonalna). Bez wypominania mu "bo ty zawsze". Jeśli on jednak
                      jest nie tak złym człowikiem,jak chwilami się wydaje, to może wstrząs pomoże mu
                      się pozbierać. BO ludzie zazwyczaj krzywdzą innych (bliskich)nie dla tego, że
                      chcą tylko dla tego, że sami czują się w czymś (w rodzinie, w pracy) fatalnie.
                      Odgrywają się. Byc może on juz cię nie kocha, może ma cię w pięcie. Jesli tak
                      jest - musisz to przerwać. Małżeństwo jednak, po kilku latach, gdy jest dziecko
                      zawsze warto ratować. Więc warto się przekonać jak jest naprawdę. Nie może byc
                      tak, że on cię totalnie lekcewazy, byc może zdradza, a ty masz się z tym
                      godzić. To żeby ci mówił (mniej więcej) gdzie idzie to normalna międzyludzka
                      zasada, ludzi, którzy są ze soba blisko, a nie jakies dziwne wymagania.
                      Pieniądze albo uczciwie dzielicie na zycie razem, albo musicie raszte życia
                      przezyc osobno. MUSI byc jakaś jasna zasada, jak funkcjonujecie. On musi pojąc,
                      że ty czujesz się traktowana jak pół człowieka. Może jestes nadwrażliwa,ale tak
                      po prostu się czujesz. To jest fakt. I albo on także cos z tym zrobi, albo
                      straci rodzinę. Musi to pojąć na serio.
                      Jesli z waszego bycia razem ma coś jeszcze być musicie się nauczyc rozmawiać.
                      Nie na zasadzie wyrzutów, ale po prostu o tym co każdego z was interesuje, o
                      czym mysli, co robił. To nie pójdzie latwo, ani od pierwszego razu. Spróbuj dla
                      odmiany przez jakis czas byc dla niego baaardzo miła.Taka jaka byłas kiedyś.
                      Nawet tak żeby się w duchu zdziwił. To dobry wstep do dalszych powaznych
                      decyzji.Wtedy, gdy jest fajnie, łatwiej rozmawiać.
                      I jeszcze taka ogólna uwaga: ludzie wiążą się z drugim człowiekiem widząc
                      głownie jego miłośc do siebie, nie zaś jego samego. ("Był dla mnie taki dobry i
                      czuły"). Ale tak naprawdę jaki on jest? Zaradny czy fajtłapowaty, chaotyczny
                      czy bardzo uporzadkowany, towarzyski czy bardziej samotnik,gaduła czy
                      milczek,ma wiele zainteresowań światem, czy żyje tylko jedną, dwiema rzeczami,
                      jest dobry dla swoich przyjaciół, rodziny czy raczej oschły? Jaka ty jesteś?
                      Ludzie az tak bardzo sie nie zmieniają, tylko na poczatku patrząc sobie w oczy
                      widza tylko swój odbity obraz, nie to co kryje się w głębi, a potem się
                      okropnie dziwią. Nie wiem jak bardzo ważna jesteś dla niego i nie wiem czy wasz
                      związek można jeszcze uratowac. Spróbowac warto. Może i bez terapii.Ale
                      najpierw trzeba odczyścic przedpole z niezliczonych (często słusznych)
                      pretensji. POtem spróbowac dojśc jakie on ma pretensje do ciebie. A na koniec
                      zdecydowac i to na serio. Bardzo cię serdecznie pozdrawiam i zyczę pogody ducha
                      mimo wszystko.E.
                      • neutralny_nick Re: sama skasowałam.... 25.11.02, 20:54
                        eva07 napisała:

                        > Wiesz, wcale mnie to zachowanie twojego męża w sprawie publicznego
                        > rozgrzebywania problemów nie zdziwiło. Tacy zazwyczaj sa mężczyźni. Nie
                        znaczy,
                        >
                        > że nie myślą o problemie, że nie czują, ale mówić nie bardzo umieją. I
                        okropnie
                        >
                        > nielubia byc w pozycji osoby słabszej, gorszej, napominanej, strofowanej i to
                        > publicznie.

                        Tego własciwie nikt nie lubi a szczególnie wtedy kiedy nie ma za bardzo racji

                        Cóz można poiwedzeć nie znając ciebie ani jego? Chyba tyle, że
                        > musisz sprawę rozwiązać - albo - albo. Zrobić to powaznie i bez histerii (a
                        > jestes dość emocjonalna). Bez wypominania mu "bo ty zawsze". Jeśli on jednak
                        > jest nie tak złym człowikiem,jak chwilami się wydaje, to może wstrząs pomoże
                        mu
                        >
                        > się pozbierać. BO ludzie zazwyczaj krzywdzą innych (bliskich)nie dla tego, że
                        > chcą tylko dla tego, że sami czują się w czymś (w rodzinie, w pracy)
                        fatalnie.
                        > Odgrywają się. Byc może on juz cię nie kocha, może ma cię w pięcie.

                        Zastanaiwam się też nad sobą . Własciwie to nie jest tak że ja kocham na zabój
                        i w ogólne na moje uczucia nie wpłynęły ostanie lata. Na pewno w jakis sposób
                        to wszystko zabiło miłość. Jest mi ogólnie przykro że się źle układa, ale to
                        już nie jest tak jak kiedys że zupełnie nie wyobrażam sobie zycia bez niego.

                        Jesli tak
                        > jest - musisz to przerwać. Małżeństwo jednak, po kilku latach, gdy jest
                        dziecko
                        >
                        > zawsze warto ratować. Więc warto się przekonać jak jest naprawdę. Nie może
                        byc
                        > tak, że on cię totalnie lekcewazy, byc może zdradza, a ty masz się z tym
                        > godzić. To żeby ci mówił (mniej więcej) gdzie idzie to normalna międzyludzka
                        > zasada, ludzi, którzy są ze soba blisko, a nie jakies dziwne wymagania.
                        > Pieniądze albo uczciwie dzielicie na zycie razem, albo musicie raszte życia
                        > przezyc osobno. MUSI byc jakaś jasna zasada, jak funkcjonujecie. On musi
                        pojąc,
                        >
                        > że ty czujesz się traktowana jak pół człowieka. Może jestes nadwrażliwa,ale
                        tak
                        >
                        > po prostu się czujesz. To jest fakt. I albo on także cos z tym zrobi, albo
                        > straci rodzinę. Musi to pojąć na serio.

                        Myślę że on najpierw cos robi a potem myśli. chyba naprawdę musiałby się
                        znalezc na ulicy zeby uwierzyc ze ja moge naprawde sie wycofac.

                        > Jesli z waszego bycia razem ma coś jeszcze być musicie się nauczyc rozmawiać.
                        > Nie na zasadzie wyrzutów, ale po prostu o tym co każdego z was interesuje, o
                        > czym mysli, co robił.

                        Próbuje tak rozmwiac, nawet jesli jest spkojnie to i tak jest to rozwoma
                        jednostronna. Ja powiem co mi na sercu leży a on nie mówi własciwie nic i tak
                        dalej nie wiem co czuje. On nic nie mówi, przytuli mnie ocałuje i uwaza ze to
                        wszystko załatwi

                        To nie pójdzie latwo, ani od pierwszego razu. Spróbuj dla
                        >
                        > odmiany przez jakis czas byc dla niego baaardzo miła.Taka jaka byłas kiedyś.
                        > Nawet tak żeby się w duchu zdziwił. To dobry wstep do dalszych powaznych
                        > decyzji.Wtedy, gdy jest fajnie, łatwiej rozmawiać.

                        Tak, ja naprawde bywam dla niego miła i on dla mnie tez po czym jemu się nudzi
                        i robi cos takiego żeby to wszytko zburzyć

                        > I jeszcze taka ogólna uwaga: ludzie wiążą się z drugim człowiekiem widząc
                        > głownie jego miłośc do siebie, nie zaś jego samego. ("Był dla mnie taki dobry
                        i
                        >
                        > czuły"). Ale tak naprawdę jaki on jest? Zaradny czy fajtłapowaty, chaotyczny
                        > czy bardzo uporzadkowany, towarzyski czy bardziej samotnik,gaduła czy
                        > milczek,ma wiele zainteresowań światem, czy żyje tylko jedną, dwiema
                        rzeczami,
                        > jest dobry dla swoich przyjaciół, rodziny czy raczej oschły? Jaka ty jesteś?

                        Jest chaotycznym samotnikiem czasami gaduła, oboje mamy scisle umusły tym samym
                        wiele wspólnych zainteresowan. Lubimy ten sam rodzaj rozrywki tzn koncerty i
                        kino. Ja naprawdę uwielbiałam z nim spedzać czas. Nasza miłość nigdy nie była
                        zrywana i szalona ale było po prostu dobrze
                        > Ludzie az tak bardzo sie nie zmieniają, tylko na poczatku patrząc sobie w
                        oczy
                        > widza tylko swój odbity obraz, nie to co kryje się w głębi, a potem się
                        > okropnie dziwią. Nie wiem jak bardzo ważna jesteś dla niego i nie wiem czy
                        wasz
                        >
                        > związek można jeszcze uratowac. Spróbowac warto. Może i bez terapii.Ale
                        > najpierw trzeba odczyścic przedpole z niezliczonych (często słusznych)
                        > pretensji. POtem spróbowac dojśc jakie on ma pretensje do ciebie. A na koniec
                        > zdecydowac i to na serio. Bardzo cię serdecznie pozdrawiam i zyczę pogody
                        ducha

                        >
                        > mimo wszystko.E.

                        Dziękuje bardzo za rady i mimo wszystko zachowam pogode ducha:-)
                        Dzisiaj mam imieniny, mąż co prawda nie złożył mi życzeń ale za to zadzwoniło
                        sporo osób które o mnie pamiętają i czuje że mi dobrze życzą.
                        I tak warto życ...
                        • Gość: inka_sama Re: sama skasowałam.... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 25.11.02, 23:48
                          Wszystkiego najlepszego! Z mężem - lub bez niego!
                          Ale - może jednak z nim? Bo nie da się ukryc że dziecko i tak was wiąże na
                          zawsze. Zyczę cierpliwości, pogody ducha i porozumienia z własnym wnętrzem.
                          Amen.

                          Katarzyna. Jakie ładne imie. To twoje?
                          :))
                          i_s
    • Gość: kobo Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 23.11.02, 23:11
      Nie rozmawiamy o mnie lecz o tobie. Jesli tego bardzo potrzebujesz - mam
      dziecko. Dwudziestoletnie. Twoje zale sa zalami hmmmmm.... panienki, ktora ma
      problemy emocjonalne z sama soba. W poprzednich postach dajesz tego dowody. Nie
      masz wachan zwiazanych z twoimi uczuciami wobec meza. Ich (tych pozytywnych)
      juz dawno nie ma. Traktujesz go jak prostego dostarczyciela gotowki. Sama
      twierdzisz, ze jesliby poprawila sie twoja sytuacja finansowa to rozstalabys
      sie z nim. Hmmm...ksiezniczko to nie jest uczciwe. Jesli go nie kochasz to
      odejdz. Rozwiedz sie. Zarzadaj alimentow. Zacznij zyc na nowo. Szukaj
      szczescia. Tylko prosze nie z tata.

      To co obecnie robisz to z jednej stony fochy niedojrzalej panienki, a z drugiej
      zimne wyrachowanie niegodne doroslej kobiety. Co mowi ci (po raz ostatni)
      dorosla ,znajaca zycie, kobieta.

      Obodz sie ksiezniczko,
      i przestan truc i sie nad soba uzalac....
      • Gość: inka_sama do Kobo IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 23.11.02, 23:33
        Kobo - czytanie ze zrozumieniem nie jest chyba twoja najmocniejsza strona?
        Czy twoim zdaniem jej mąż jest osobnikiem dojrzałym? Zarabia forsę - nie daje
        żonie na utrzymanie domu - robi długi i umawia sie z panienkami z internetu? A
        skoro sie to żonie nie podoba to ONA jest niedojrzała???!!!
      • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 24.11.02, 11:01
        Kiedys obiecywałam sobie ze jak juz bede dobrze zarabiac to go wykopie, ale
        ja nie potrafie. Nie wiem czemu ale nie umiem sie z nim roziwesc. Zawsze
        mysle o tych dobrych chwilach jak mam podjac decyzje. - to napisałam w swoim
        pierwszym poscie. Napisałam że mam forse i mimo to dalej mam nadzieję że
        człowiek przejrzy na oczy.
        Moj mąż ma zalety, jak chce potrafi być przeuroczy. MA wspaniały kontakt z
        dzieckiem. Całymi latami wstaje do niej w nocy, wyjeżdza z nia na wakacje i
        jest tatą pierwsza klasa. Problem mamy my-ja i on.
        Pochodze z rodziny gdzie rodzice się szanuja i kochają i wspierają swoje
        dzieci. Szanuję rodziców i okazali sie dla mnie bardzo pomocni. Jak się
        rozwiade na pewno nie wyprowadzę sie do rodzicow bo chce zyc jak do tej pory,
        a zyje tak od 19 roku zycia(bez rodzicoów) Jestes bardzo ostra i złośliwa w
        swojej wypowiedzi, najwyrazniej masz ochotę na kims się wyżyć. Jesli ci ulżyło
        to jest jakiś pożytek z tego.
        Mowiłam tez ze wolałabym zeby mąż zarabiał mniej i był uczciwy w stosunk
        domnie i do swojej rodziny.
        Są ludzie dla ktorych długi rzedu 20 000 to pryszcze dla mnie to bardzo powazna
        kwota całkowicie usprawiedliajaca rozdzielnosc majatkowa.
        Dzien w ktorym ja podpisalismy był dla mnie klęską. Notariusz wprost się pytał
        czy chodzi o bizens czy psuję się cos między nami. Mówiłam ze się psuje. Mine
        msuiałam mieć tragiczną bo pozniej odnosił sie do mnie jak do wdowy. To nie
        było dla mnie lekkie łatwe i przyjemne, ale wybacz chroniłam siebie i swoje
        dziecko przed sprzedaża mieszkania w celu pokrycia długów męża.
    • Gość: midm Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.11.02, 10:03
      Chcialabym Ci cos napisac, ale nie bardzo wiem co.
    • Gość: zmiana Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie IP: *.acn.waw.pl 24.11.02, 13:14
      Hej, neutralna! Właściwie jesteś teraz na takim etapie, jak ja parę dni
      temu...Rozum jedno, serce drugie. Ale spójrz, ja sie zdecydowałam. Myslisz, że
      to jest dla mnie łatwe? Po stokroć trudniejsze. Przede mną szukanie pracy,
      mieszkania, rodzice i przyjaciele w innym mieście. A jednak zadałam sobie
      proste pytanie: mało ci? Ile jeszcze musisz znieść, żeby przejrzeć na oczy?
      Teraz jeszcze z tego potrafię się podnieść, choć myślałam że to niemożliwe.
      Póki sa jeszcze siły, walcz o siebie. Zrób rachunek: ile dostajesz. ile dajesz.
      Nie można żyć iluzją i nadzieją bez pokrycia. Jeśli macie być razem, to być
      może kiedyś tam znowu będziecie.Ale teraz to niemożliwe. To cię zniszczy. Za
      parę lat będziesz żałować.Ja też się boję, ale nie mam nic do stracenia. Gorzej
      już byc nie może.
      w moim watku podałam maila.Napisz, jeśli chcesz.
      Pozdrawiam Cię.Zmiana
      • neutralny_nick Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 24.11.02, 14:38
        gratuluję odważnej decyzji ja jeszcze widzę swoje światełko w tunelu. Napisze
        do ciebie na priv
        pozdrawiam
    • Gość: Kinga Re:Skoncz te szarpanke..... IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 26.11.02, 00:57
      Ty sie sama oszukujesz ze bedziesz kiedys zyla spokojniej z nim. Nigdy tego
      spokoju z nim nie zaznasz . On nie zmieni sie juz nigdy. Takie zycie to
      szarpanka i czekanie na nastepna jego niespodzianke. Masz tyle pozytywow w
      swoim zyciu: udane dziecko, mieszkanie, prace. Jestes mloda, zdrowa i wszystko
      przed toba. Dlaczego zamykasz sobie furtke na spotkanie kogos kto cie szczerze
      i uczciwie pokocha i bedzie szanowal ? Nie zaslugujesz na nic lepszego??? Czy
      po to cie matka urodzila abys swoje zycie poswiecila dla jakiegos oszusta? Ty
      nie masz juz dla siebie samej zadnego znaczenia? A gdybys za niego nie wyszla
      za maz uwazalabys swoje zycie za pozbawione sensu? Czy on jest sensem i
      trescia twojego zycia? Dlaczego nadajesz mu az taka waznosc? Badz swoim
      najlepszym przyjacielem i przetnij te szarpanke odseparowujac sie od niego raz
      i na zawsze. Pozwol mu byc ojcem, jesli tego zechce ale ty poszukaj sobie
      kogos kto da ci spokoj , poczucie wartosci, milosc i szacunek, przy kim
      bedziesz sie czula jedyna i niepowtarzalna.Pamietaj ty jestes nie do
      zastapienia dla swojej corki. Dbaj o siebie. Rozdzielnosc majatkowa to
      ekstremalnie madra decyzja. Mozesz sie czuc dumna ze to zrobilas. Zrob wiec i
      jeden krok dalej....
      • Gość: inka_sama Re:Skoncz te szarpanke..... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 26.11.02, 10:50
        Takie rady łatwo dawac.
        Bo nas, radzących, nic to nie kosztuje.
        Jakie to proste - znajdx kogos innego, lepszego, idealnego.
        A ideałów nie ma.
        Skąd pewność ze inny znaczy lepszy? Ciekawe skąd tak wielu samotnych
        trzydziewstolatków obojga płci skoro tak łatwo kogoś takiego wspaniałego
        spotkać????

        A ludzie się zmieniaja. Nie wszyscy na lepsze...
        Czy ty sie nie zmieniasz? Od dzieciństwa jesteś taka sama? Nie wyciągasz
        wnioskó z tego co cię spotyka, nie uczysz ise , nie obserwujesz świata, nie
        doświadczasz sukcesów i porażek - a jeśli nawet to nie maja na ciebie wpływu?
        Nie wierzę.
        Wyrokowanie "ludzie sie nie zmieniaja" jest zasłoną dla własnej niechęci do
        zmian ( w wersji "już taka jestem") - lub niechęci do dania innym szansy.
        Tez czasem tak myslę że ludzie się nie zmieniaja - tyle ż ewiem że to jest ICH
        WYBÓR. Bo tak im wygodnie w danej chwili.
        Ja sie zmieniam, bo żyję.
        Czemu mam uważać że jestem takim wyjątkiem?
        Nie jestem.
        • Gość: togo Re:Skoncz te szarpanke..... IP: *.chello.pl 28.12.02, 23:12
          Ciekawa jestem, czy Owen33 czytał ten interesujący wątek- a propos kobiet
          materialistek.
    • rlitwin Re: nie wiem jak dalej żyć-baardzo długie 29.12.02, 01:06
      Witaj n_n ;)

      Jesli cokolwiek moge powiedziec w tej sprawie to tylko dlatego, ze sam
      doswiadczylem zmiany wlasnie dlatego, ze ta druga strona postanowila cos
      zmienic. Zmienila to, ze postanowila sie ze mna rozstac.

      Dla mnie szok tak ogromny, ze zrobil ze mnie wrecz katatonika. Przed tym
      wszystkim wydawalo mi sie wiele roznych rzeczy, ktore w gruncie rzeczy
      wygladaly zupelnie inaczej.

      Dlatego proponuje Ci poprostu zapomniec o Twoim mezu i ruszyc na odkrywania
      swiata na nowo! Jesli cos ma sie w nim zmienic, to sie zmieni.. moze zechce
      o Ciebie zawalczyc.. moze Ty jeszcze zechcesz.. jesli nie to nie ma sensu
      czekac.

      Mysle, ze taki szok (np. rozwod) jest bardzo dobrym dla niego sygnalem ze "cos
      z Toba nie tak!", a tak wlasnie uwazam, ze cos z nim jest nie tak.

      No a jesli chodzi o Twoja atrakcyjnosc, to ze masz dziecko, ze nie mozesz miec
      innych.. (tu przydaloby sie Twoje imie!) moze to zabrzmi idealistycznie... ale
      to co przyciaga ludzi do siebie to nie dzieci i nie ich brak.. to wlasnie ta
      chec zycia i otwartosc.. nie pozwol by Twoj maz Ci przeszkadzal w zyciu! to
      Twoje zycie nie jego!

      Ktos tu wspomnial o tym, ze ekstremalnie pozytywna decyzja bylo rozdzielenie
      majatku.. popieram! godne pochwaly ;)

      pozdrawiam cieplutko
      Radek
Pełna wersja