tomalka11
03.03.06, 14:31
kiedys byłam szrą myszką - siedziałam cicho, byłam grzeczna, wszytkich sie
bałam.
wyjachałam na studia i do pracy do wielkiego miasta, rozpoczęłam
psychoterapię, czaczęłam czytać pscyhologiczne ksiązki o asertywności chociaż
wciąz cięzko mi było sie otworzyc i zacząc nawiązywac nowe znajomości.
w każdej pracy byłam bardzo zamknięta i taka sama w sobie.
po tym jak zrezygnowałam z pracy w jednej firmie (windykacyjnej) w której
zarabiałam sporą kasę szukałam pracy przez dwa lata - dwa laat frustracji,
zniechęcenia, oarwdziwej nienawiści do ludzi i ogromnej samotności, żcyia
niekiedy w prawdziwej nędzy....
juz w firemie windykacynej byłam nie lubiana i zamknieta w sobie, uważana za
zadzierającą nosa, faworyzoweana nie wiadomo dalczego przez szefa (który
niestety chyba chciał czegos więcej)
każda jednak następna praca którą dostałam była dla mnie środowiskiem, w
którym darzona byłam prawdziwa niechęcią, sama to oczywiściwe wywoływałam -
byłam podejrzliwa, uważałam, że wszyscy sa przeciwko mnie i na pewno nic mi
sie nie uda, byłam dla innych bardzo ostra i nieuprzejma, wdawałam sie w
konflikty ze wszytkimi i o wszytko. tak samo jest w obecnej pracy.
Do pewnego czasu wyadało mi sie, że to ludzie sa jacys tacy nie do życia, ale
teraz wiem, że to wina moja i moich chorych podejrzeń oraz wrazliwości na
wszytko.
Nie mam praktycznie żadnych przyjaciól.l przez takie zachowanie straciłam
osotnia prace jaka miałam w wielkim mieście i musiałam wrócić na wieś. Tu
RODZINA ZAŁATWIŁ MI NIEZŁA PRACĘ, ALE ZNOWU JEST TAK SAMO- MAM ZE WSZYTKIMI
konflikty wszyscy czekaja tylko na moje potkniecie żeby sie za cos tam
odegrać (najczęściej za moje zachowanie)
Jak wracam do domu to tylko włączam głośno muzykę i tańcze w cienym pokoju
sama ze soba by odreagować. To był zreszta jedyny sposób, w jaki przez całe
swoje życie spędzałam wolny czas - tańcząć i wyobrażając sobioe jaka jestem
wspaniała jak kochają mnie inni i podziwiają.
Poradźcie mi co mam zrobić ze sobą. Myslę, że ja po prostu jestem na coś
chora i po kilku latach psychoterapii nawet potrafie mnie więcej okreslić na
co, ale nie mam siły tego zmienić.
Mimo, że mam juz ok. 30 lat w konbtaktach z ludź mi jestem wciąż na pziomie
trzylatka - kompletnie nie wiem, jak to wszytko działa - jak sie należy
zachować, jak nie należy? Co ludzie myslą, czują jak chcialiby być
traktowani.
Zyje w ciągłym napięciu, nawet juz nie chcę mieć z nikim żadnyhc kontaktów,
bo każdy kontakt z kims innym bardzo mnie boli.
Proszę o pomoc...