jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego???

IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.11.02, 17:51
jestem przyjaciolka zonatego faceta. znalismy sie jeszcze dlugo przed jesgo
slubem i tak zostalo. łączy nas wyjatkowa wiez i przyjazn. poza tym,ze jest
niewierny żonie, to super facet. niestety, ze strony bliskich mi osob
spotykaja mnie przykre słowa, bo pozostaję z Nim w "bliskiej relacji
intymnej". Dlaczego spotykaja mnie takie szykany? To osoba mi naprawde
bliska, a sex nie jest najwazniejszy. Dzieje sie po prostu...
Jakie jest wasze zdanie? Czy naprawde nadaje sie pod pręgierz? Mężatki-
wasze zdanie jest dla mmnie wazne.
    • kamfora Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 30.11.02, 18:03
      Gość portalu: jo napisał(a):

      > jestem przyjaciolka zonatego faceta. znalismy sie jeszcze dlugo przed jesgo
      > slubem i tak zostalo.

      A jaki ślub ten facet złożył?
      • Gość: jo Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.11.02, 18:10
        miłość , wierność i że jej nie opuści az do śmierci....
        • kamfora Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 30.11.02, 18:17
          Gość portalu: jo napisał(a):

          > miłość , wierność i że jej nie opuści az do śmierci....

          A Ty o co pytasz?

          (Przecież nie chodzi Ci o pochwały albo nagany od obcych ludzi?.
          Najważniejsze jest, jaki Ty masz stosunek do swojego postępowania.)
          • Gość: jo Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.11.02, 18:38
            chodzi mi o spojrzenie innych na to. właśnie o to. bo mój stosunek stal sie
            nautralny. dla mnie to przyjaciel, ktoremu zawdziedzam wiele, o ile nie
            wiekszosc tego, co teraz mam. chce zrozumiec,dlaczego seks przyslania ludziom
            cala reszte... nawet,jesli mialyby mnie spotkac przykre slowa.
            • Gość: Malwina Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: proxy / *.w.club-internet.fr 30.11.02, 19:29
              gdybym miala uprawiac seks z przyjaciolmi to musialabym zaczac od dymisji z
              pracy (i i tak czasu by mi nie starczylo ;-)
              • Gość: julka Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 30.11.02, 19:51
                A czy nie potrafilibyście sie przyjaźnić nie uprawiając seksu? Bo to są dwie
                różne sprawy: przyjaźn która jest wartością bardziej duchową, i seks- uciecha
                bardziej cielesna i nie muszą koniecznie iść w parze. Kim dla niego w takim
                razie jest żona, skoro "wszystko co najlepsze" realizuje poza małżeństwem. Po
                co mu było to małżeństwo? Nie rozumiem tej sytuacji, wydaje mi się że tkwi w
                niej jakiś fałsz. Jakby ktoś kogoś okłamywał...
            • kamfora Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 30.11.02, 20:20
              Gość portalu: jo napisał(a):

              chce zrozumiec,dlaczego seks przyslania ludziom cala reszte...

              Ludziom? Zdaje się, że najbardziej tę całą resztę przysłania Tobie.
              Twoje postępowanie uważam za złe.
              Mam przyjaciółkę, która postępuje podobnie. Kiedy pyta, co o tym
              sądzę (a pyta często, nie wiem, czy liczy, że zmienię zdanie?)
              odpowiadam, że nie akceptuję jej postępowania i chciałabym, żeby z tym
              skończyła... Może w końcu uda mi się ją przekonać.
              No, ale ona wie, że jestem jej przyjaciółką bez względu na to, co zrobi.
        • Gość: inka_sama Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 30.11.02, 22:04
          A jaki ty masz stosunek do swojego przyjaciela który okłamuje osobe która
          powinna mu byc bliska? No i po co on się ożenił z nią a nie z toba????
          Nie rozumiem - jesli znacie się tak dawno, jest wam tak dobrze razem i pod
          względem intelektualnym i w seksie - czemu na litość nie pobraliście się albo
          nie zostaliście w konkubinacie???

          Dla mnie obydwoje jestescie ludźmi nieszczerymi. Nie obiecuje sie rzeczy
          których nie zamierza sie dotrzymać. Owszem , może sie zdarzyc ze nie dotrzymamy
          obietnicy - ale nie wolno jej składać z założeniem "i tak zrobię co zechcę, a
          to tylko słowa".
          Zło które wyrządzamy innym wraca do nas.
          W różnej postaci.
          • Gość: jo Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.02, 12:35
            Gość portalu: inka_sama napisał(a):

            > jesli znacie się tak dawno, jest wam tak dobrze razem i pod
            > względem intelektualnym i w seksie - czemu na litość nie pobraliście się
            albo
            > nie zostaliście w konkubinacie???
            >
            >
            Swoja zone zna jeszcze dłuzej niz mnie. a poza tym ona zazszla w ciaze i to
            byla bezposrednia przyczyna slubu
            • Gość: inka_sama Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 01.12.02, 12:49
              Cóż, dla mnie ciąża nie jest wystrczającym powodem do ślubu.
              Przykładów na to że nie powinno tak byc mam pełno wokół.
              A twoj przykład to jeszcze jeden dowód.

              To znaczy że ta żona przed ślubem była dla niego TYLKO materacem?????
              • Gość: jo Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.02, 12:51
                Nie, to byla wazna kobieta w jego zyciu. Teraz tez jest. W koncu dzieli z nia
                codziennosc, jest matka jego dziecka. Nigdy nie zyczylam mu, aby byl
                nieszczesliwy. Czy to nie jest przyjazn? Wzniesc sie pponad wlasne pragnienia
                bycia z kims....
    • Gość: Magdalenka Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 30.11.02, 20:16
      Taki sam stosunek- jak do AdamaM, ktorego probujesz skompromitowac na forum-
      Aktualnosci. Ty glupi stary chuju , co jeszcze wymyslisz zeby ludziom dupe
      zawracac....jakie to prymitywne i ochydne.Spadaj dziadu!!!!!!!!!
      M
      • nothingmore Re: Magdalenko - uśmiechnij się 30.11.02, 21:17
        Gość portalu: Magdalenka napisał(a):

        > Taki sam stosunek- jak do AdamaM, ktorego probujesz skompromitowac na forum-
        > Aktualnosci. Ty glupi stary chuju , co jeszcze wymyslisz zeby ludziom dupe
        > zawracac....jakie to prymitywne i ochydne.Spadaj dziadu!!!!!!!!!
        > M


        Oj Magdalenko,

        masz specyficzny sposób spędzania czasu. Przeglądam czasami forum i często
        widzę Twoje wypowiedzi. Aż dziw bierze, że tak atrakcyjna (sic!) kobieta musi
        wypełniać pustkę szukając namiastki życia w necie o różnych porach dnia i nocy.
        Pisałaś, że masz partnera, ale to chyba kolejny wytwór Twojej "bujnej"
        wyobraźni.
        I do tego jeszcze Twoja ogromna elokwencja. Rzeczywiście znasz świetnie język
        polski. Szkoda tylko, że nie ze szkól a ze ścian toalet publicznych.
        Ohydny język ! (ohydne pisze się przez "h").

        Życzę powodzenia w zgłębianiu tajemnic języka polskiego

        N.
        • Gość: Magdalenka Re: ***Do Nothingmore..czy jak on tam sie .... IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 01.12.02, 01:03
          I znowu piszesz do mnie slonko,:)))

          Alez oczywiscie mscij sie ile mozesz jak ten
          wyglodnialy sep, mozesz mi rozrywac tak dla swojej rozrywki,
          moje wnetrznosci....:))) Problem jest tego rodzaju ze ja
          juz nie mam wnetrznosci dla ciebie.:)))
          A co ja robie w internecie i czy ja mam jakiegos pana
          -to jak ty myslisz Nothingmore ?
          Wiem ze na napewno jak zwykle wybierzesz
          latwizne to by ci nawet schlebialo...a po zatym jest w twoim dobrze znanym stylu
          zeby isc na wszelkiego rodzaju latwizny!

          Jak tam twoja malzonka wybaczyla ci te twoje ohydne zdrady?
          A moze zauwazyla jakas przypadkowa ...chorobe weneryczna:(((
          I pewnie uwaza ze zlapala ja w jakiejs toalecie publicznej,
          no bo przeciez jak taki wspanialy ulozony maz, moze okazac sie
          zwyklym..niestey skurwysynem! Smutna jest twoja rzeczywistosc
          dla mnie jako mezczyzna -jestes na zawsze zwyklym tchorzliwym gnojem..
          i niczym wiecej!

          M
          • witch-witch Re: ***Do Nothingmore..czy jak on tam sie .... 01.12.02, 12:24
            A czy masz gdzies tak dokladnie napisane, ze nothingmore
            jest mezczyzna? W moim odczuciach jest to kobieta a do tego
            stara dziwka;)))
            Witch
        • witch-witch Re: Magdalenko - uśmiechnij się 01.12.02, 12:31
          nothingmore napisała:

          > Gość portalu: Magdalenka napisał(a):
          >
          > > Taki sam stosunek- jak do AdamaM, ktorego probujesz skompromitowac na foru
          > m-
          > > Aktualnosci. Ty glupi stary chuju , co jeszcze wymyslisz zeby ludziom dupe
          >
          > > zawracac....jakie to prymitywne i ochydne.Spadaj dziadu!!!!!!!!!
          > > M
          >
          >
          > Oj Magdalenko,
          >
          > masz specyficzny sposób spędzania czasu. Przeglądam czasami forum i często
          > widzę Twoje wypowiedzi. Aż dziw bierze, że tak atrakcyjna (sic!) kobieta musi
          > wypełniać pustkę szukając namiastki życia w necie o różnych porach dnia i
          nocy.
          > Pisałaś, że masz partnera, ale to chyba kolejny wytwór Twojej "bujnej"
          > wyobraźni.
          > I do tego jeszcze Twoja ogromna elokwencja. Rzeczywiście znasz świetnie język
          > polski. Szkoda tylko, że nie ze szkól a ze ścian toalet publicznych.
          > Ohydny język ! (ohydne pisze się przez "h").
          >
          > Życzę powodzenia w zgłębianiu tajemnic języka polskiego
          >
          > N

          A co ciebie to obchodzi czy ktos ma kogos!
          A ty sam/a co robisz w internecie ...zazdrosc cie "zjada"?
          Jak sam widze to jest twoj ostatni post gdzie nie ma
          conajmniej kilku bledow stylistycznych.
          Soba sie najpierw zajmij i swoja zawistna natura, ktora ci wzyciu tylko
          przeszkadza.
          • Gość: Magdalenka Re: Do czarownicy IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 01.12.02, 14:59
            witch-witch napisał(a):

            > nothingmore napisała:
            >
            > > Gość portalu: Magdalenka napisał(a):
            > >
            > > > Taki sam stosunek- jak do AdamaM, ktorego probujesz skompromitowac na
            > foru
            > > m-
            > > > Aktualnosci. Ty glupi stary chuju , co jeszcze wymyslisz zeby ludziom
            > dupe
            > >
            > > > zawracac....jakie to prymitywne i ochydne.Spadaj dziadu!!!!!!!!!
            > > > M
            > >
            > >
            > > Oj Magdalenko,
            > >
            > > masz specyficzny sposób spędzania czasu. Przeglądam czasami forum i często
            >
            > > widzę Twoje wypowiedzi. Aż dziw bierze, że tak atrakcyjna (sic!) kobieta m
            > usi
            > > wypełniać pustkę szukając namiastki życia w necie o różnych porach dnia i
            > nocy.
            > > Pisałaś, że masz partnera, ale to chyba kolejny wytwór Twojej "bujnej"
            > > wyobraźni.
            > > I do tego jeszcze Twoja ogromna elokwencja. Rzeczywiście znasz świetnie ję
            > zyk
            > > polski. Szkoda tylko, że nie ze szkól a ze ścian toalet publicznych.
            > > Ohydny język ! (ohydne pisze się przez "h").
            > >
            > > Życzę powodzenia w zgłębianiu tajemnic języka polskiego
            > >
            > > N
            >
            > A co ciebie to obchodzi czy ktos ma kogos!
            > A ty sam/a co robisz w internecie ...zazdrosc cie "zjada"?
            > Jak sam widze to jest twoj ostatni post gdzie nie ma
            > conajmniej kilku bledow stylistycznych.
            > Soba sie najpierw zajmij i swoja zawistna natura, ktora ci wzyciu tylko
            > przeszkadza.
            --------
            Servus czarowniczko,
            Mysle ze masz racje - 'nothingmore' moze byc niewiasta..hmmm
            nie spojrzalam na naglowek; a do tego zazdrosna. Troche mi jej
            zal ....przetszepalam jej piorka troche zbyt twarda...szczota. No coz nie lubie
            zazdrosnikow!:((((

            A ty sam/a jestes taka "Witch" a women or very nice, handsome - "Wizard"?:))
            Pozdrawiam
            M
      • Gość: julka do Magdalenki IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 30.11.02, 21:35
        Gość portalu: Magdalenka napisał(a):

        > Taki sam stosunek- jak do AdamaM, ktorego probujesz skompromitowac na forum-
        > Aktualnosci. Ty glupi stary chuju , co jeszcze wymyslisz zeby ludziom dupe
        > zawracac....jakie to prymitywne i ochydne.Spadaj dziadu!!!!!!!!!
        > M
        ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
        Magdalenka! Tylko nie krzycz! Fajna z ciebie kobita ale proszę nie używaj słów
        obelżywych bo nie znoszę takiego komunikowania się z ludźmi, to tak jakby z
        gęby śmierdziało!
        Pozdro!
        • Gość: Magdalenka Re: do Magdalenki IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 01.12.02, 01:06
          Gość portalu: julka napisał(a):

          > Gość portalu: Magdalenka napisał(a):
          >
          > > Taki sam stosunek- jak do AdamaM, ktorego probujesz skompromitowac na foru
          > m-
          > > Aktualnosci. Ty glupi stary chuju , co jeszcze wymyslisz zeby ludziom dupe
          >
          > > zawracac....jakie to prymitywne i ochydne.Spadaj dziadu!!!!!!!!!
          > > M
          > ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
          > Magdalenka! Tylko nie krzycz! Fajna z ciebie kobita ale proszę nie używaj
          słów
          > obelżywych bo nie znoszę takiego komunikowania się z ludźmi, to tak jakby z
          > gęby śmierdziało!
          > Pozdro!
          ________________
          Julio kochanie ...
          to z twojej geby smierdzi ja siedze 10000km dalej i nic...nie czuje.:))))
          Pozdrawiam
          M
    • Gość: Anima Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.acn.pl 30.11.02, 20:25
      hehe...
      zabawne doprawdy...
      nie rozumiesz w takim razie pojęcia zdrady: ludzie, którzy Cię "szykanują" -
      jak widać - rozumieją.
      Chyba bardziej rozumieliby Twoje postępowanie, gdybyś się "tylko" z nim
      przespała. Zdrada emocjonalna bardziej boli, niż fizyczna.
      A jeśli w tej sytuacji jest i jedno, i drugie, to znaczy, że Twój przyjaciel (i
      Ty razem z nim), nie wie co robić (no pewnie, wygodnie mu z tym po prostu i
      tylko to się dla niego liczy)...
      nie zyczę Ci, żebyś kiedykolwiek była w sytuacji jego żony. uwierz mi, to
      naprawdę boli. Wiem to, mimo, że nie jestem mężatką...
      pozdr.
      Anima
    • Gość: Marina Re: Czy faktycznie jestes ta przyjaciolka? IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 30.11.02, 22:36
      Jesli twoj list jest szczery i faktycznie jest tak jak piszesz w realu( nie
      jakas zmyslona sprawa) to moja odpowiedz jest nastepujaca: jak sie nie ma co
      sie lubi to sie lubi co sie ma. Masz zwyczajne kompleksy i sluzysz jako
      materac dla faceta ktory cie tylko uzywa.
      • Gość: jo Re: Czy faktycznie jestes ta przyjaciolka? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.02, 12:44
        Gość portalu: Marina napisał(a):

        jak sie nie ma co
        > sie lubi to sie lubi co sie ma.
        Masz zwyczajne kompleksy i sluzysz jako
        > materac dla faceta ktory cie tylko uzywa.

        1.To raczej nie kompleksy, ale sentyment i fakt,ze kiedys go kochalam. to
        utrudnia mi zakonczenie tej znajomosci.

        2,Widzielismy sie ostatnio u niego i jestem pewna,ze nie chodzi jemu tylko o
        seks. A pozaa tym ja nie stawiam sie w roli ofiary i nie uwazam ze ktos mnie
        wykorzystuje.
        • Gość: Marina Re: JO ZASLUGUJESZ NA DUZO WIECEJ!!! IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 01.12.02, 18:34
          Jo z calym szacunkiem dla ciebie, ale nie stawiasz sie w dobrej sytuacji. Czy
          ty naprawde musisz liczyc na jakies spady? Popatrz w lustro i zastanow sie czy
          ja zasluguje na to aby byc na pierwszym miejscu dla kogos? Czy sadzisz ze masz
          szanse znalezc kogos tylko dla siebie jesli masz taki przedziwny uklad z innym
          facetem?
          • Gość: jo Re: JO ZASLUGUJESZ NA DUZO WIECEJ!!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.02, 20:17
            moze nie potrafie sie wyplatac z tego ukladu? tyle sie mowi,ze nie mozna
            szukac milosci na sile. wiec ja czekam wciaz... licze,ze jak sie zakocham,to
            sprawa sie rozwiaze
            • kwieto Re: JO ZASLUGUJESZ NA DUZO WIECEJ!!! 01.12.02, 20:31
              Tyle ze siedzac w takim ukladzie skutecznie zamykasz sobie droge do
              jakiejkolwiek milosci. Tu sie nie da miec ciastka i zjesc ciastka. Tutaj takie
              rzeczy nie dzialaja
              • Gość: JO Re: JO ZASLUGUJESZ NA DUZO WIECEJ!!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.02, 20:33
                TU ON MA CIASTKO I JE CIASTKO- JAK MOWI MOJA PRZYJACIOLKA
                • kwieto Re: JO ZASLUGUJESZ NA DUZO WIECEJ!!! 01.12.02, 21:50
                  Bo on wiedzial jak sie urzadzic, i jak jechac na garbie dwoch naiwnych
                  panienek...
                  Nawet jesli zacznie twierdzic, ze miotaja nim rozterki, ze nie wie na ktora z
                  was sie zdecydowac - "mezczyzna po cos nosi spodnie" uslyszalem kiedys.
                  Noszenie spodni, bycie mezczyzna, zobowiazuje do podejmowania pewnych decyzji.
                  A nie postepowaniu jak nastolatka, nie mogaca sie zdecydowac ktorego gwiazdora
                  wielbic bardziej...
    • kora3 Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 01.12.02, 15:16
      Gość portalu: jo napisał(a):

      > jestem przyjaciolka zonatego faceta. znalismy sie jeszcze dlugo przed jesgo
      > slubem i tak zostalo. łączy nas wyjatkowa wiez i przyjazn. poza tym,ze jest
      > niewierny żonie, to super facet. niestety, ze strony bliskich mi osob
      > spotykaja mnie przykre słowa, bo pozostaję z Nim w "bliskiej relacji
      > intymnej". Dlaczego spotykaja mnie takie szykany? To osoba mi naprawde
      > bliska, a sex nie jest najwazniejszy. Dzieje sie po prostu...
      > Jakie jest wasze zdanie? Czy naprawde nadaje sie pod pręgierz? Mężatki-
      > wasze zdanie jest dla mmnie wazne.

      Nie gniewaj się Jo, ale Ty chyba się pomyliłaś w tytule tego wątku :)
      Tak mi się zdaje, bo chyba nie do końca Cię zrozumiałam....Używasz
      słowa "przyjażń", jako określenia sytuacji zgoła innej niż relacje
      przjacielskie, czy koleżeńskie !!!! Moim zdaniem sex z przyjacielem to coś jak
      kazirodztwo :)) Mówię tu o przyjaźni faktycznej, a nie relacji, którą Ty
      nawywasz "zastępczo" przyjaźnią. Sorry, ale tu wlaściwe jest słowo "kochanką",
      a nie przyjaciółką....
      Nie chcę Ci obrażać, nie wątpie wcale, zę poza sexem łączy Was także silna więź
      emocjonalna i nie oceniam Cię.
      Jestem mężatką, pewnie nie chciałąbym , by mój Mąż znalazł sobie
      jakąś "przyjaciółkę", ale jakby sobie znalazł to byłaby to także Jego wina, a
      nie wyłącznie tamtej kobiety, a moze i przezde wszystkim Jego, bo od obcej mi
      kobiety nie oczekuję zaraz super-lojalności, a od Męża chyba tak....
      Zastanawiam się tylko jak doszło do tego, ze pomimo wcześniejszej Waszej
      znajomości zdecydował się na ślub z inną, a poza tym dlaczego robicie z Waszego
      związku jakąś publiczną sprawę (no bo jak wszyscy wiedzą, to chyba ogłólnie
      znany fakt). Interesujące też, co ba no owa Żona i czemu skoro Jemu jest z Tobą
      dobrze nie rozwodzi się ????
      Pozdrawiam
      Korka
      • Gość: jo Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.02, 16:42
        Dziekuje Ci za opinie. Nie uzywam słowa kochanka. KOchanka to zimna suka,
        ktora czegos chce od faceta. Yu najpierw jest wiez, a potem sex. Nie robimy z
        tego publicznej sprawy, ale nasi najblizsi przyjaciele wiedza. Najblizsi. Byl
        nawet kilka razy u mmnie juz po slubie i rozmawial z moja mama. Ona o
        WSZYSTkim wie. (tylko blagam- nie chce tu czytac zadnych uwag na jej temat!).
        Jestesmy dla siebie odeerwaniem od rzeczywistosci,czasem bardzo brutalnej.

        Droga Koro- ufaj swojej intuicji i nie pozwalaj mezowi na zazdne przyjaciolki.
        Dziwi Cie ze to pisze?Otoz mi nie zalezy na przykrosci jego zony. W koncu nic
        mi nie zrobila.
        • Gość: Marina Re: jo, on oszukuje was obydwie. IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 01.12.02, 18:42
          Yo ty tez chcesz cos od niego. Boisz sie ze nie dasz sobie rady bez tych
          namiastek kontaktow z nim. Dlatego zyjesz w takim ponizajacym cie
          ukladzie.Twoja mama tez napewno nie jest z tego ukladu zadowolona, tylko nie
          moze dotrzec do twojej swiadomosci i zdrowego rozsadku. Ona tez jest tu ofiara
          faceta ktory jest podwojnie nieuczciwy: i w stosunku do zony i w stosunku do
          ciebie. Czas ucieka, zrob radykalne ciecie i skoncz te " przyjazn". Facet
          napewno nie jest twoim przyjacielem. Przyjaciel nie wykorzystywalby cie w ten
          sposob i pragnalby twojego dobra. On tylko czerpie dla siebie ,
          dowartosciowujac sie w ten sposob. Chyba musi miec spore kompleksy. Obudz sie
          dziewczyno i przestan oklamywac sama siebie.Pozdrawiam
          • Gość: ala Re: jo, on oszukuje was obydwie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.03, 00:15
            właśnie!!!!
        • kora3 Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 01.12.02, 19:38
          Gość portalu: jo napisał(a):

          > Dziekuje Ci za opinie. Nie uzywam słowa kochanka. KOchanka to zimna suka,
          > ktora czegos chce od faceta. Yu najpierw jest wiez, a potem sex. Nie robimy z
          > tego publicznej sprawy, ale nasi najblizsi przyjaciele wiedza. Najblizsi. Byl
          > nawet kilka razy u mmnie juz po slubie i rozmawial z moja mama. Ona o
          > WSZYSTkim wie. (tylko blagam- nie chce tu czytac zadnych uwag na jej temat!).
          > Jestesmy dla siebie odeerwaniem od rzeczywistosci,czasem bardzo brutalnej.
          >

          Jo !!!! Nie będzie, zadnych uwag o Twojej Mamie, to nie moja sprawa jak to
          rozwiązujecie w rodzinie i jaki jest Jej stosunek do sytuacji...
          Mylisz się jednak w paru faktach:( Kochanka to nie zawsze jest "zimna suka,
          króra czegos chce od faceta" (rozumiem, ze kasy, albo Jego rozwodu) to czasem
          kobieta, która poszukiwała ciepła i miłości i znalazła to w facecie żonatym...
          Po prostu dla mnie kochanka to kobieta, która z tym facetem sypia, a
          przyjaciółka to taka kobieta, z którą facet gada, może się Jej zwierzyć w
          kłopotach, poradzić, ale sexu zero ! Sorry ja tan nazywam przyjaźń i obstaje
          przy tym podziale.
          Czegoś tu jednak dalej (tak jak i Kwieto, który się dopisał pod spodem) nie
          rozumiem !!!!
          Po pierwsze po cholerę facet się żenił, po drugie czemu nie zmieni swego stanu
          cywilnego, po trzecie w końcu...Piszesz, ze o Waszej sytuacji wie Twoja Mama i
          najbliżsi przyjaciele (no właśnie PRZYJACIELE), kwestię Mamy pomijam zgodnie z
          Twą wolą..no ale jak wiedzą tylko przyjaciele, to jak to DOKUCZAJĄ CI
          PRZYJACIELE ?????
          Bo czegoś tu nie rozumiem ...Piszesz, że masz przykre doświadczenia z reakcją
          otoczenia na sytuację. Do diaska, co to za otoczenie, skoro sama piszesz,
          ze „wtajemniczona” jest Twoja Mama i najbliżsi przyjaciele ????
          Wyjaśnij mi powyższe pytania Jo, o ile chcesz...oczywiście...


          > Droga Koro- ufaj swojej intuicji i nie pozwalaj mezowi na zazdne
          przyjaciolki.
          > Dziwi Cie ze to pisze?Otoz mi nie zalezy na przykrosci jego zony. W koncu nic
          > mi nie zrobila.

          Droga Jo !!! Z moją intuicją chyba wszystko OK.J Mojemu Mężowi nie będę
          zabraniać kontaktów z płcią przeciwną, bo to dla mnie „trzymanie na łańcuchu”,
          a wiadomo z lańcucha każdy chce się zerwać.....A jak będzie chciał zrobić „skok
          w bok” to i tak zrobi...i pożałuje jak się dowiem....hahahahaha Ale
          śledzenie, zabranianie, sprawdzanie kieszeni ...Nie ! To zdecydowanie nie dla
          mnie....Więc chyba Twej rady nie posłucham, ale dzięki za dobre intencje...
          Mówisz, że nie chcesz robić przykrości Jego żonie...No wierzę, ale nie myślisz
          chyba, ze o ile wie o sytuacji albo się dowie to będzie skakać z radości. ???
          Robicie Jej krzywdę oboje !!! On moim zdaniem większą, bo jest bliską Jej
          osobą...I tyle. Sorry ale w tym momencie nie ma znaczenia, że poza sexem łączy
          Was uczucie, czy sentyment...Fakty to fakty....Sypiasz z Jej mężem !!! Co by
          nie było tak to widac z Jej strony i nie ma co dorabiać innej ideologii...

          Na Twoim Jo miejscu nie liczyłabym, ze otoczenie będzie Cię podziwiać..I trochę
          trudno się dziwić ....jesteś kobietą sypiającą z cudzym mężem z pobudek dla
          otoczenia nieistotnych ...Naprawdę. Nie wiem czego chcesz naprawdę, ale moim
          zdaniem masz 3 wyjścia:
          1. Przestać z gościem sypiać, a najlepiej i spotykać się ..
          2. Rozwiazać sytuację drastycznie przez Jego rozwód, który nie musi zaraz
          owocować Waszym ślubem..Ale po rozwodzie On będzie człowiekiem wolnym. Taka
          sytuacja też Ci „fanów” nie przysporzy, ale cóż ...
          3. Dalej żyć tak jak żyjecie i olewać otoczenie.

          Tak jak pisałam wyżej nie oceniam Cię moralnie, ani nie będę pisać co myślę
          osobiście o takiej sytuacji, bo nie o moją ocenę moralności prosisz tylko o
          radę ...

          Zastanów się nad tymi trzema propozycjami J
          Pozdrawiam
          Korka.

          • Gość: JO RE:DO KORY IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.02, 20:28

            > Mylisz się jednak w paru faktach:( Kochanka to nie zawsze jest "zimna suka,
            > króra czegos chce od faceta" (rozumiem, ze kasy, albo Jego rozwodu) to
            czasem
            > kobieta, która poszukiwała ciepła i miłości i znalazła to w facecie
            żonatym...
            TAK WLASNIE JEST W MOIM PRZYPADKU, NIESTETY. OSTATNIO
            MAJMILEJ MI BYLO, GDY PO PROSTU MOGLAM SIE PRZYTULIC DO JEGO RAMIENIA

            > Czegoś tu jednak dalej (tak jak i Kwieto, który się dopisał pod spodem) nie
            > rozumiem !!!!
            > Po pierwsze po cholerę facet się żenił, po drugie czemu nie zmieni swego
            stanu cywilnego,
            NIGDY NAWET NIE MYSLALAM O TYM ABY SIE ROZWIODL.CZY MOGLABYM BYC Z
            FACETEM, KTORY TAK POSTEPUJE W STOSUNKU DO SWOJEJ KOBIETY??

            > > Twą wolą..no ale jak wiedzą tylko przyjaciele, to jak to DOKUCZAJĄ CI
            > PRZYJACIELE ?????
            MOWIA MI WPROST,ZE NIE PODOBA IM SIE TO. ZE JESLI MOJ MAZ BEDZIE MIEC
            KOCHANKE,TO NIE MAM DO NICH PRZYCHODZIC...
            > >
            >
            > trudno się dziwić ....jesteś kobietą sypiającą z cudzym mężem z pobudek dla
            > otoczenia nieistotnych ...Naprawdę.
            A DLA MNNIE TE POBUDKI SA NAJWAZNIEJSZE. CZEMEM MOTYWY, JAKIMI KIERUJA
            SIE LUDZIE MAJA WPLYW NA NASZA OCENE ICH ZAZCHOWANIA
            > Tak jak pisałam wyżej nie oceniam Cię moralnie, ani nie będę pisać co myślę
            > osobiście o takiej sytuacji, bo nie o moją ocenę moralności prosisz tylko o
            > radę ...
            TWOJA OPINIA WIELE DLA MNIE ZNACYZ. POWIEDZ WSZYSTKO- LACZNIE Z OCENA
            MORALNA

            Pozdrawiam
            JO

            • kora3 Re: RE:DO KORY 01.12.02, 21:53
              Gość portalu: JO napisał(a):

              Droga Jo !!!
              oceny moralnej nie będzie, z paru powodów...
              Za wiele razy w zyciu przekonalam się,ze punkt widzenia zależy od punktu
              siedzenia :) I wtedy te "oceny moralne" przewracają się ludziom na drugą
              stronę, zeby nie rzec - nicują :) Jako żona powiem, ze postępujesz bardzo źle,
              jako kobieta, która już była zakochana do szaleństwa powiem,że gdybym znów tak
              pokochała to ...??? Jako przyjaciółka moich męskich przyjaciół powiem: to nie
              przyjaźń...Ale ja jestem przede wszystkim czlowiek i powiem Ci jako człowiek do
              człowieka...

              > OSTATNIO
              > MAJMILEJ MI BYLO, GDY PO PROSTU MOGLAM SIE PRZYTULIC DO JEGO RAMIENIA
              Powiedz, jak nazwać to uczucie Twoje do Niego??? Miłość, przywiązanie,
              fascynacja, strach przed samotnością, przyzwyczajenie ????
              >

              > NIGDY NAWET NIE MYSLALAM O TYM ABY SIE ROZWIODL.CZY MOGLABYM BYC Z
              > FACETEM, KTORY TAK POSTEPUJE W STOSUNKU DO SWOJEJ KOBIETY??

              A teraz Twoim zdaniem, ale obiektywnie, postępuje niby jak ??? W porządku???
              Czy odejście nie jest lepszym rozwiązaniem niż oszustwo ??? Sama sobie
              odpowiedz, czy on jest taki wspaniały, skoro stać go na tak dalece posunięty
              cynizm.....
              >
              >>MOWIA MI WPROST,ZE NIE PODOBA IM SIE TO. ZE JESLI MOJ MAZ BEDZIE MIEC
              > KOCHANKE,TO NIE MAM DO NICH PRZYCHODZIC...
              >
              Mają prawo do własnej oceny tej sytuacji... A tak nawiasem mówiąc..Hmmm
              rzeczywiście, a co mieliby Ci poradzić w adekwatnej sytuacji ??? Żebyś
              zrozumiała tę "przyjaźń" męża...Zastanów się nad tym, co Oni myślą... Ich
              bliska pzryjaciółka jest czyjąś kochanką i uważa, ze to fair bo kieruje Nią
              uczucie, a nie tylko chęć na sex.. No niby tak, ale ....Przecież ktoś zdradza z
              Nią żonę - to nie fair. I do tego chce aby Ją zrozumieć...i uważa, zę nie
              dzieje się nic złego...No wiesz...uważam,ze mają prawo oceniać Cię wg swych
              kryteriów, a nie Twoich.
              > >
              >
              > A DLA MNNIE TE POBUDKI SA NAJWAZNIEJSZE. CZEMEM MOTYWY, JAKIMI KIERUJA
              > SIE LUDZIE MAJA WPLYW NA NASZA OCENE ICH ZAZCHOWANIA

              OK ..Pubudki z jakich postępujemy tak, czy inaczej są bardzo istotne. Ale Twoje
              są dość niejasne...przyznam. Piszesz gdzieś wcześniej, ze "kiedyś Go kochałaś"
              zatem nie jest to szaleńcza miłość, czyli takie uczucie, z którym sobie nie
              radzisz i po prostu idziesz na żywioł.. Sama piszesz, ze jest to przyjaźń, więź
              jakaś, ale ...sex z przyjaźni ??? Czy zprzywiazania ??? Oj Jo ..jakbym miała
              sypiać ze wszystklimi facetami, którzy są moimi autentycznymi przyjaciółmi,
              chybabym nic innego nie robiła..serio ...
              Określ najpierw swe uczucia dla Niego ...

              >TWOJA OPINIA WIELE DLA MNIE ZNACYZ. POWIEDZ WSZYSTKO- LACZNIE Z OCENA
              > MORALNA
              >
              Wszystko co Ci powiem Jo to tyle,żebyś zastanowiła się nad tą sytuacją
              EGOISTYCZNIE !!!!
              Tak, dobrze czytasz egoistycznie...
              Pomyśl co ta sytuacja daje TOBIE !!!! Piszesz,że męskie ramię do przytulenia.
              OK. Myślisz,że nie znajdziesz innego ramienia ?? Opierając się na tym "zajętym"
              ramieniu podświadomie wysylasz sygnały "jestem zajęta":) i może tracisz
              możliwośc znalezienia kogoś z kim mogłabyś naprawdę BYĆ !!! Kogoś dla kogo
              byłabyś najważniejsza , a nie "przyjaciółką" na chwilkę ukradzioną żonie...
              Pomyśl o tym ...
              Pozdrawiam
              Korcia
              • Gość: JO DO KORY IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.02, 15:49
                Droga Koro!
                Pytasz, jakim uczuciem Go darze. Wszystkimi wymienionymi przez Ciebie. POza
                strachem przed samotnością. Nie jest tak,ze jestem w zyciu samotna. Mam
                wspaniałych przyjaciol (nawet fakt,ze mowia ,co mysla o tym świadczy) i
                mnóstwo znajomych. Jest to raczej strach przed zyciem bez niego. Jest obecny
                od 4 lat, to On mnie ukształtował i wiele mu zawdzięczam. To tez strach przed
                bliskością. Pierwszy facet, którego kochałam (z wzajemnością) umarl nagle.
                Drugi (czyli ON) ożenił się rownie nagle. Ja już się boje cierpienia. A ta
                relacja, jaka tworze z Nim powoduje,ze tego cierpiania unikam. Wiem ze to
                dziwnie brzmi.Ale stalo się tak,ze jeśli On zrobi cos,co mnie boli, to
                natychmiast probuje na to zazeragowac, wynagrodzic mi to. Ostatnio powiedział,
                daja malutki prezencik związany z nasza znajomością,ze to za to wszystko, co
                mnie przez niego spotkalo. I było to szczere. A prezencik związany był z
                jednym wydarzeniem sprzed 3 lat, o którym bylam pewna,ze nie pamietal!
                Uwazam ze postepuje nie w porządku w stosunku do zony. Choc akurat w tej
                kwestii moja przyjaciolka uwaza, ze gdyby ona poczekala 3 lata i nie łapała Go
                na dziecko, to on bylby bardziej przygotowany do roli meza. Zgadnij, droga
                Koro, ile czasu po slubie wytrzymal, zanim przyszla mu ochota na zdrade? ??
                NIE UWAZAM,ze nie dzieje się nic zlego!!! Dzieje się krzywda jego zonie. Nam
                obu a nie tylko jej. Wiem,co mi napiszesz- ze ona nie ma na to wpływu a ja
                mam. Ale ja znam, jego podwojne zycie,a ona nie. Ma (pewnie)miodzio męża. I
                dzieciaczka z nim. I tylu rzeczy nie wie….
                Nie potrafie powiedziec z czego wynika sex. Być może dlatego,ze go długo
                znam,ze nam dobrze razem, ze to nigdy nie jest planowane, jest cieplo miedzy
                nami, nie ma wstydu…. Nigdy jeszcze nie zdarzylo się tak,abyśmy spotkali się,
                poszli do lozka i tyle. Potrafimy przegadac 6 godzin. W 90% to się po prostu
                stalo.
                Pisze to wszystko, bo ostatnio zdalam sobie sprawe,ze czasem spojrzenie rozni
                się, gdyz nie da się opisac emocji tego czegos, co wytwarza się miedzy ludzmi.
                Ja nigdy nie ocenie tego na sucho, bez emocji. Moja najblizsza przyjaciolka
                tez nie. Ona tez zna go „od zawsze”- tzn. tak długo jak i mnie.
                Mowi się,ze winny się tłumaczy. Moje tłumaczenie się potwierdza to. Ja czuje
                się sprawca. Ale i ofiara….

                • kora3 Droga Jo !!! 05.12.02, 00:37
                  Droga Jo !!!!

                  Rozumiem Twoje roaterki, ale pomyśl, co tak naprawdę TOBIE (!!!!) daje taki
                  związek? Bo co daje Jemu łatwo się domyślić ..niestety :( Sorry, ale to
                  człowiek z zerową odpowiedzialnością... Dlaczego ???
                  pewnie się stanę teraz szlenie "niepopularna", ale to nic :)
                  Nie popieram zdrady ani w małżeństwie, ani w wolnym związku !!!!
                  Ale nie ma sensu być z partnerem, którego się nie kocha. W wolnym związku moze
                  to wszystko łatwiejsze, choć może i niekoniecznie...Ale zawsze można się
                  spakować i wyjść, prawda ???? W małżeństwie, gdzie sa dzieci to juz nie takie
                  proste.
                  Jasne, jesli opuszczamy kogoś kto nas kocha - krzywdzimy go ...Ale obserwując
                  świat trochę :) widzialam już tak szlone miłości dla tórych NIC się nie
                  liczyło, ani pieniądze, ani odległość, ani rodzina, ani religia....Nie
                  chcialabym chyba tak kochac ...bo to jak obezwładniająca choroba...
                  Trzeba wielkiej odwagi i wielkiego uczucia, by "oszukać" los...
                  Ale tu nie widzę tej szalonej MIŁOŚCI z Jego strony ...Sorry !!! Staram sie być
                  szczera.
                  Ja widzę pokręconego emocjonalnie gościa i tyle !!!
                  Już prędzej jestem w stanie zrozumieć sytuację, gdy ktoś poznaje Wielką Miłość
                  będąc związany i wtedy staje przed wyborem, ale tu rysuje mi się taki obrazek:
                  Gość ma stereo 2 dziewczyny, czy narzeczone...Sypia z obiema w tym samym
                  czasie, jest nieostrożny i z jedną Mu się wpada, chcąc nie chcąc zeni się. Ale
                  nie rezygnuje z dotychczasowego trybu życia, bo i po co ??Jest super, bo żona
                  Mu upierze, posprząta i ugotuje i jeszcze się cieszy, zę Ją wybrał :)) a Nasza
                  Jo Go pocieszy, jak ucieknie z domku od wrzeszczącego dzieciaka i problemów..No
                  żyje sobie jak panisko...Jo ma skrupuły, dylematy moralne, znosi upokorzenia z
                  powodu swego miejsca w trójkącie, ale pilnie uważa, by "nie skrzywdzić"
                  ukochanego i Jego rodziny, a On ???? A co tam Żona i Jo zadbają o Jego dobre
                  samopoczucie :)
                  Jo !!! Wiem że to niełatwe, ale przejrzyj na oczy !!! Ten gostek to CYNIK w
                  100%!!!

                  Piszesz, ze On pamięta o jakiś rocznicach...wspomnieniach ..OK. A pamiętał o
                  tym jak był w łóżku z matką swojego dziecka zanim zostałą tą matką ??? Chyba
                  nie, bo i zabezpieczyć się "zapomniał"...Wyciągnij Jo wnioski !!!

                  I wiesz co ??? Nie mów,że tamta ma "miodzio męża". Niezłe miodzio, które
                  zdradza i "potrafi przegadać z Tobą szesc godzin" a Ona w tym czasie siedzi z
                  dzieckiem ..Przestań Jo uzalać się nad tym gościem, bo nie jest Ciebie
                  wart ...Zostaw Go i ciesz sie, ze to nie Ty z Nim "wpadlaś" i nie masz teraz
                  tego miodziku za męza...
                  Pozdrawiam Cię serdecznie i nie gniewaj się. Dobrze Ci życzę i tak tę sytuację
                  widzę. Myśl o sobie !!!!!
                  Korcia
                  • Gość: JO Droga Koro !!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 05.12.02, 10:54
                    Droga Koro!
                    Masz racje- nie ma zadnej szaleńczej miłości z jego strony. Ani do żony,ani do
                    mnie. Czasem mi się wydaje,ze on nigdy nikogo nie kochal. Za to znal swoja
                    wartość i optrafil wykorzystac ta pewność siebie. Ja tez uwazam,ze pomimo
                    calej jego zaaradnosci i inteligencji, On jest niedojrzaly emocjonalnie. Dodam
                    ze jest jedynakiem- klasycznym.
                    jedynakiem nakreślony przez Ciebie „obrazek sytuacji” doskonale odzwierciedla
                    rzeczywistość. rzeczywistość rzeczywistość miodzie mężusiu pisałam troche
                    ironicznie; ale może tak jest,ze ona ma z nim na co dzien super i skoro nie
                    wie )albo nie chce wiedziec) o zdradach, to dla niej jest ok.? Moja mama
                    uwaza,ze nie ma dymu bez ognia, i gdy miał taka sielanke, to ona nie
                    jeździłaby tak często do rodzicow w innym miescie (wtedy wlasnie się
                    spotykamy) a on wykorzystywalby ten czas inaczej…. Ja się nie wypowiadam, bo
                    zycze mu szczęścia i cokolwiek zlego bym powiedziala byloby,ze jestem zawistna.
                    Absolutnie się na Ciebie nie gniewam- Twoje posty daly mi sporo do myslenia.
                    NAprawde! Bardzo Ci za nie dziekuje. Szkoda,ze nie miałam okazji8poznac Cie
                    osobiście… 
                    JO
                    • kora3 Hej Jo !!!! 05.12.02, 11:36
                      Miła Jo !!!!
                      Zycie nas ciagle zaskakuje (jet tu nawet taki wątek:)i nigdy nic nie wiadomo,
                      czy kiedys nie poznamy się osobiście (polecam Ci książkę "Samotność w sieci"-
                      fajne dla internautów i nie tylko):)))

                      Cieszę się, ze nie obraziłas sie za moje refleksje na temat Twojego ukochanego !
                      Tak sobie o nim myślę i już :(

                      Wiesz, nie wiem, czy Jego Żonie jest z Nim tak dobrze, bo "nie wie"...Trudno
                      powiedzieć, czy nie wie, moze domyśla się, ale nie chce stanąć przed takim
                      faktem ??? Bo boi się, ze wtedy nie będzie odwrotu od takiej sytuacji..
                      nie ma dymu bez ognia...hmmm tak, tylko,że jakby z kolei JEJ było tak miodzio
                      to nie jeździłaby moze tak często sama do tych Rodziców ?? Pomyśl o tym ....

                      Jo kochana !!!!
                      Życzę Ci, zebyś znalazła w sobie tyle siły, aby zakończyc ten etap swego życia
                      z tym facetem w tle !!!! Życz Mu szczęścia, ale bez Ciebie !!! Ciebie stac na
                      szczęście z kim innym ...
                      pozdrawiam Cie bardzo serdecznie
                      Korcia
    • kwieto Buchachachachachacha 01.12.02, 18:46
      1. Nie jestes przyjaciolka, a kochanka. Jak to nie brzmi, przyjaciolka mozesz
      byc jedynie w znaczeniu "nowa panienka". Niezaleznie od tego, jak gleboka jest
      relacja wg Ciebie.

      2. Czegos tu nie rozumiem. Najpierw piszesz, ze znaliscie sie dlugo przed jego
      slubem. Rozumiem, ze byliscie wtedy kochankami? To po cholere bral slub z tamta
      dziewczyna? Z nia byl w takiej samej relacji jak z Toba? Tak czy siak, wychodzi
      na to, ze postepuje nie fair w stosunku do conajmniej jednej z was. Oklamuje
      dziewczyne, z ktora sie ozenil...
      A teraz, jesli nie byliscie wtedy kochankami, a byliscie przyjaciolmi, to po co
      wzial sie seks? Nie mogliscie poradzic sobie bez niego?

      3. Masz chyba troche zbyt wygorowane mniemanie o sobie. Cytuje: " Nigdy nie
      zyczylam mu, aby byl nieszczesliwy. Czy to nie jest przyjazn? Wzniesc sie
      pponad wlasne pragnienia bycia z kims....".

      Nie zartuj.
      Chyba nie jestes az tak naiwna (zeby nie powiedziec: "glupia"), zeby wierzyc,
      ze powyzsze slowa odnosza sie do Twojej sytuacji. Ty wcale nie wznosisz sie nad
      wlasne pragnienia. Ty wlasnie swoje pragnienia realizujesz, nie baczac, ze
      wyrzadzaja one krzywde innym (jego obecnej zonie).
      Gdybys sie "wznosila ponad pragnienia bycia z kims", to w zaistnialej sytuacji
      albo bys z nim zerwala kontakt, albo mocno ograniczyla go (a w pierwszej
      kolejnosci o seks).
      A tak, to jedyne Twoje ustepstwo polega na tym, ze nie masz obraczki na palcu.
      Ale spedzasz z nim czas, kochasz sie z nim - uwazasz, ze to nie jest wlasnie
      bycie z kims?? A ze nie 24h/dobe, to nie ma zadnego znaczenia.
      • Gość: JO Re: Buchachachachachacha IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.02, 20:32
        > 3. Masz chyba troche zbyt wygorowane mniemanie o sobie. Cytuje: " Nigdy nie
        > zyczylam mu, aby byl nieszczesliwy. Czy to nie jest przyjazn? Wzniesc sie
        > pponad wlasne pragnienia bycia z kims....".
        >
        > Nie zartuj.
        > Chyba nie jestes az tak naiwna (zeby nie powiedziec: "glupia"), zeby
        wierzyc,
        > ze powyzsze slowa odnosza sie do Twojej sytuacji. Ty wcale nie wznosisz sie
        nad
        >
        > wlasne pragnienia. Ty wlasnie swoje pragnienia realizujesz, nie baczac, ze
        > wyrzadzaja one krzywde innym (jego obecnej zonie).
        > Gdybys sie "wznosila ponad pragnienia bycia z kims", to w zaistnialej
        sytuacji
        > albo bys z nim zerwala kontakt, albo mocno ograniczyla go (a w pierwszej
        > kolejnosci o seks).
        > A tak, to jedyne Twoje ustepstwo polega na tym, ze nie masz obraczki na
        palcu.
        > Ale spedzasz z nim czas, kochasz sie z nim - uwazasz, ze to nie jest wlasnie
        > bycie z kims?? A ze nie 24h/dobe, to nie ma zadnego znaczenia.

        OD CZASU JEGO SLUBU NIE MOGE MU OKAZYWAC ZADNEGO UCZUCIA POZA SYMPATIA.
        ZADNEGO ROMANTYZMU JAK KIEDYS. I TEGO JE ZAZDROSZCZE- NIE TEGO,CO ON JEJ DAJE,
        ALE CO ONA MOZE DAWAC JEMU..... POZA TYM DO TANGA TRZEBA DWOJGA. CZY MAM
        ROZUMIEC,ZE ON JEST W TYM DLA SEKSU,A JA ABY REALIZOWAC SWOJE PRAGNIENIA? 100
        RAZY BARDZIEJ WOLALABYM NORMALNY ZWIAZEK
        • kwieto Re: Buchachachachachacha 01.12.02, 22:04
          To dlaczego nie poszukasz normalnego ukladu?
          Mam wrazenie, ze uzalasz sie nad soba, ale nie robisz nic, by ten stan zmienic.
          Nikt za Ciebie nie poszuka lepszego ukladu.

          Drobny dopisek - w odpowiedzi na propozycje doprowadzenia do rozwodu,
          napisalas, ze "nie zrobilabys tego drugiej kobiecie". A myslisz, ze to co
          robisz teraz czymkolwiek sie rozni?
          • Gość: JO Re: Buchachachachachacha IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.02, 13:04
            W jej przypadku zycie w nieswiadomosci jest chyba lepsze niz poznanie calej
            prawdy. Pisalam to w kontekscie kobiet, ktore latami namawiaja lub slepo
            wierza ze ich "zajety facet" sie rozwiedzie.
            • kwieto Re: Buchachachachachacha 02.12.02, 16:09
              Jestes pewna?

              Dopisek co do owego mezczyzny - wg mnie, w sytuacji gdy dochodzi do zdrady,
              osoba ktora

              A) powie o tym zonie i przeprosi
              B) rozwiedzie sie dla kochanki
              C) przemilczy zdrade, ale bedzie to jednorazowy wybryk.

              jest uczciwsza, niz osoba ktora milczy o tym, ale zdrade powtarza.

              To troche tak, jakbys porownala (przejaskrawiam, ale przyklad jest niezly)
              zabojce, ktory dzialal w afekcie, do seryjnego mordercy.
              Temu pierwszemu mozna wybaczyc. Postepowanie tego drugiego trudno
              usprawiedliwic.

              Mowiac wprost - facet jest wieksza szuja niz w sytuacji gdyby sie rozwiodl z
              zona.


              A swoja droga, mam wrazenie, ze stawiasz sie w pozycji cierpietnicy - a to
              narzekasz, ze Cie szykanuja, a to usilujesz nam wmowic, ze postepujesz
              ofiarnie, poswiecajac swoje wlasne bycie z nim, dla jego szczescia, a to
              stwierdzasz, ze jego ramie o ktore moglabys sie oprzec jest niezbedne do
              Twojego szczescia i bez tego sobie nie poradzisz.
              Bez przesady. Od samotnosci sie nie umiera. Mysle ze o wiele bardziej
              produktywne, czy jak wolisz sensowniejsze bedzie dostrzeganie urokow
              samotnosci, przy jednoczesnym poszukiwaniu lepszego partnera, niz poszukiwanie
              usprawiedliwien dla (wybacz brutalizm) wpieprzania sie z butami w czyjes zycie.
              Jest to rozwiazanie o wiele lepsze i dla niego (moze dorosnie), dla jego zony,
              i dla Ciebie.
              • Gość: JO Re: Buchachachachachacha IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.02, 23:06
                Nie porownywalabym mojej sytuacji do mordercy, ale do narkomana, który nie
                może zyc bez regularnej dawki. Miałam wiele psychologii na studiach i uczylam
                się o uzależnieniach. Nie ma roznicy jeśli chodzi o przebieg. Można się
                uzależnić od człowieka. I to jest przykład. Poza tym za każdym razem,gdy się
                spotykamy obiecuje sobie (i on tez, bo mi to powiedział), ze tylko wypijemy
                piwko.
                W moim poczuciu, gdy rozwiodl się z zona i narazil ja oraz dziecko na
                cierpienie, byłby okrutny. Nie wpieprzam się w Jego zycie. Zadzwonil do mnie
                tydzień po slubie, traf chciał ze mój telefon nie działał, odsłuchałam tego po
                3 tygodniach. Wahałam się nastepne 2 aby odzwonic i nastepne3, aby się
                spotkac. Spotykaliśmy się w miejscu publicznym, ja całkowicie przestalam go
                traktowac jako „mężczyzne w sensie seksualnym”. Powiedziałam mojej
                przyjaciolcee: „Na pewno wytrzyma 2-3 lata, może potem zazcznie zdradzac zone.
                Ale na pewno nie ze mna. Na pewno”. Gdy po kilku miesiącach zostaliśmy sami (a
                doszlo do tego, bo ja ABSOLUTNIE niczego nie zakładałam) i zobaczyłam znajomy
                blysk w jego oku, przeraziłam się. Gdy mnnie pocałował, nie moglam w to
                uwierzyc. Czy jestem naiwna, czy po prostu wierze w ludzi? Wtedy do niczego
                nie doszlo i byłam bardzo dumna z siebie. Bardzo. Czulam nad nim przewage,ale
                w pozytywnym sensie. POczulam się dojrzalsza, skora myślałam za nas oboje. A
                potem…
    • charlize Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 01.12.02, 20:53
      Witaj Jo,
      W pierwszym poscie napisalas, ze znalas swojego przyjaciela dlugo przed jego
      slubem. To by sugerowalo, ze znalas go zanim on poznal swoja zone. Jednak w
      ktoryms z kolejnych postwo piszesz, ze Twoj przyjaciel swoja zone zna dluzej
      niz Ciebie. Mi to nie pasuje. To jeden z powodow, dla ktorych Twoj watek wydaje
      mi sie podpucha.
      Ale skoro pytasz... Odwrocilabym nieco sytuacje. Wyobraz sobie, ze to Ty jestes
      zona swojego przyjaciela, a on utrzymuje intymna wiez ze swoja przyjaciolka
      (wyobrazmy sobie nawet, ze to wlasnie jego obecna zona). Rozumiem, ze w imie
      ich dawnej, wyjatkowej przyjazni uznalabys, ze jest do zaakceptowania, tak?!
      I wlasciwie, dlaczego "kochanki" nazywasz "sukami"? Ty tez jestes czyjas
      kochanka, a to ze sama o sobie myslisz "przyjaciolka zonatego faceta"... No
      coz, przeciez wiesz, ze sama sie oszukujesz.
      Nie zamierzam oceniac tego, co robisz, tylko nie wierze w to, ze nie potrafisz
      zrozumiec, dlaczego otoczenie uwaza, iz robisz zle. Przeciez wiesz, ze to co
      robisz dobre nie jest.
      • Gość: JO Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.02, 13:10
        charlize napisała:

        > Witaj Jo,
        > W pierwszym poscie napisalas, ze znalas swojego przyjaciela dlugo przed jego
        > slubem. To by sugerowalo, ze znalas go zanim on poznal swoja zone. Jednak w
        > ktoryms z kolejnych postwo piszesz, ze Twoj przyjaciel swoja zone zna dluzej
        > niz Ciebie. Mi to nie pasuje. To jeden z powodow, dla ktorych Twoj watek
        wydaje mi sie podpucha.
        TO NIE JEST PODPUCHA. PO PROSTU ANI ZE MNA ANI Z NIA NIGDY NIE TWORZYL
        NORMALNEGO ZWIAZKU. I STAD OBIE ZNAJOMOSCI CIAGNELY SIE DLUGO ROWNOLEGLE.

        nie wierze w to, ze nie potrafisz
        > zrozumiec, dlaczego otoczenie uwaza, iz robisz zle. Przeciez wiesz, ze to co
        > robisz dobre nie jest.

        POTRAFIE ZROZUMIEC. WCZORAJ NAWET O TYM ROZMAWIALAM Z PRZYJACIOLKA. cHCE
        TYLKO, ABY KTOS ZROZUMIAL, ZE DLA MNIE TO JEST TAK OGROMNY PROBLEM WEWNETRZNY,
        ZE BEZ WSPARTCIA SOBIE NIE PORADZE. CZY JESTEM JESDYNA KOBIETA, KTORA NIE
        POTRAFI ZAZPOMNIEC O KOCHANYM MEZCZYZNIE???
        • kwieto Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 02.12.02, 16:11
          Posluchaj siebie samej! Czy naprawde jestes az taka kaleka, ze bez jakiegos
          oparcia w pierwszym lepszym mezczyznie, zupelnie sobie nie poradzisz w zyciu?
          • yoona Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 02.12.02, 18:16
            krecisz i placzesz sie w slowach bo szukasz usprawiedliwienia dla samej siebie.
            Jestes jedynie wygodna kochanka i nic dla niego znaczysz skoro ozenil sie
            w trakcie znajomosci z toba.
        • charlize Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 02.12.02, 20:08
          Jo,
          Spotykaja Cie szykany, poniewaz malzenstwo w naszym spoleczenstwie postrzegane
          jest jako istotna wartosc. Ty natomiast stanowisz zagrozenie, bo jestes ta,
          ktora moze ten zwiazek zburzyc. W sumie zebralas tu niezle ciegi. Chyba
          niewiele krytyki jest w tym watku pod adresem Twojego przyjaciela. Wcale mnie
          to nie dziwi: mezczyznom nawet kobiety (a moze glownie kobiety) wybaczaja
          wiecej. Spoleczenstwo oczekuje, ze to kobieta bedzie madra, rozsadna i skora do
          cierpienia. A mezczyzna... No coz, wiadomo (takie jest powszechne przekonanie),
          ze mezczyznom trudniej zapanowac nad wlasnym popedem. Nie zamierzam
          usprawiedliwiac Twojego przyjaciela: dla mne to on jest najbardziej nie fair.
          To on kiedys komus cos przysiegal. Ty w sumie nie. Ty - jak mowisz - nadal go
          kochasz. Rozumiem, ze ta namiastka uczucia, jaka on Cie obdarza, wystarcza Ci.
          Ktos tu napisal, ze zaslugujesz na wiecej. Pewnie ze tak, tylko jak widac
          nielatwo znalezc tego, ktory w pelni nas doceni i ktorego my jeszcze pokochamy.
          Pozdrawiam

          PS. Staram sie spojrzec obiektywnie, nie wiem, czy mi sie udalo. Gdybys
          pakowala sie w uklad z moim mezem, bylabym na Ciebie wsciekla ;-), ale nie
          jestem mezatka. Czasam po lekturze niektorych meskich postow zamieszcznaych na
          forum, dochodze do wniosku, ze malzenstwo to jedno wielkie oszustwo.
          • Gość: JO Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.02, 23:07

            Kiedys wierzyłam w system kar i nagrod.Ze gdy jesteśmy fair,zycie tez jest
            fair. Ale moja przyjaciółkę spotkalo cierpienie, na które na pewno nie
            zasłużyła. I już inaczej na to patrze. On ostatnio często powtarza „Tyle już
            razem przeszliśmy”, „Tyle Cie przeze mnie spotkalo”. Nie musiałby wkładać w to
            tyle wysilku, znosic moich humorow, pomagac mi wyjsc z dolka, tylko dla seksu.
            To szalenie atrakcyjny facet- przystojny, inteligentny, ma cos w sobie. Nigdy
            nie miał problemow z plcia przeciwna. Wiec moglby sobie kogos przygruchac co
            jakis czas. Ostatnio przekonuje się,ze jemu brakuje rozmowy (zwierza mi się
            bardziej niż kiedykolwiek) czasem ciepla. Siedzieliśmy kilka godzin po prostu
            głaskaliśmy się po stopach. Czy gdyby kierowal nami poped tracilibysmy czas
            no? Przeciez można by w tym czasie niezle się bzykac!!! 
            Nie stawiam się w roli cierpiętnicy. Po prostu zawsze wypowiedaja się
            zdradzane, a ja chce pokazac druga strone . Problem zdrad istnieje . Ja sama
            znam ok.30 ich przypadkow (nie „osobiście” oczywiście!) Ja nigdy nie
            zdradziłam ukochanego mężczyzny. Teraz tez tego nie robie. Wiec dlaczego
            jestem ta zla owca???
            „Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień"
            • Gość: inka_sama Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 02.12.02, 23:38
              A kiedy on z ta żoną ma rozmawiac skoro spędza czas z tobą??????

              Przeczysz sama sobie - piszesz ż ezazdroscisz tej zonie bo ona go MA, spedza z
              nim czas, moż emu okazywac czułość. Hmmm. Zakłądam ze on parcuje i czasem spi??
              I spędziliści pare godzin głaszczac się po stopach??? A co robiłą w tym czasie
              jego zona???? Płakała w poduszkę zastanawiając z kim jest jej mąż?
              A co do bzykania - są różne upodobania. Fetyszyzm stóp :)) też.
              Skąd to przekonanie że najfajniej jest od razu przejść do końcowej fazy?

              Facet z którym jestes jest nieodpowiedzialny, jest oszustem.
              I jakos nie wierze że jego żona nie orientuje sie co sie dzieje.
              Sama piszesz ze jesteś od niego uzalezniona. Uzaleznienia się leczy. Bo moga
              nas zniszczyć. I kogos z otoczenia również.
              Gdybym była ta żoną i zorientowałabym się w waszym układzie - "oddałbym ci go
              na własność". I nie obejrzała sie na faceta który tak długo gra na dwa fronty.
              Ciekawe co się musi stać by cię wytrącic ze stanu zachwytu nad nim?
              • Gość: A27 Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.proxy.aol.com 03.12.02, 01:01
                Skoro wszyscy boja sie nazywac rzeczy po imieniu to moze ja sie poswiece i
                powiem prawde w oczy. Intymna przyjaciolka zonatego to po prostu zdzira.
                Zonaty to kawal buca i tyle.
                • Gość: JO Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.12.02, 13:06
                  Dzieki. A jak nazwac kobiete,ktora posluguje sie dzieckiem, aby przywiazac do
                  siebie mezczyzna?
                  • Gość: Asia Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: proxy / 212.244.226.* 03.12.02, 13:24
                    Głupia i nieodpowiedzialna. Jak można traktować dziecko w ten sposób?
                    Jeżeli oczywiście sprawa wygląda dokładnie tak jak napisałaś.
              • Gość: JO Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.12.02, 13:04
                Gdy sie spotykamy to jej nie ma na miejscu, wiec moze stad nie zorientoweala
                sie. Poza tym, łatwo ci powiedziec,ze zostawilabys go na jej miejscu- gdybys
                miala dziecko i byla na utrzymaniu meza, to nie rozbilabys tak szybko
                rodziny, ale probowala wybaczyc.
                Dla mnie masaz stop nie ma podtekstu seksualnego. Prosze interpretowac moje
                slow apo tym co powiedzialam,a bie po tym, czego nie powiedzialam
                • Gość: inka_sama Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.12.02, 14:03
                  Wybacz, wyraziłąm swoje zdanie.
                  Pochwały i usprawiedliwienia dla żadnego z was nie dostaniesz - zresztą nie
                  jest ci to potrzebne prawda?
                  Ale takie sytuacje budzą we mnie niesmak.
                  Budza żal ż eludzie tak paskudzą soebie i innym życie.
                  Chciałaś dowiedzieć sie co inni myślą o takim układzie.
                  Cała wasza trójka sama zapracowala na swój los.

                  Szkoda mi w tym układzie tylko tego dziecka.
                  Jak podrośnie będzie miało fajny wzorzec rodzinny.
                  Ja tam wolę patrzeć sobie prosto w oczy co rano w lustrze. Innym tez.
                  I nie uważam że o szczęście zawsze trzeba i wolno walczyć - nie za cenę
                  czyjegoś bólu, porzucenia.
                  Cała ta sytuacja jest dowodem na to że trzeba mysleć o konsekwencjach swych
                  czynów - zwłąszcza gdy w grę wchodzi małżeństwo i dzieci. Zadne z was tego nie
                  zrobiło. Przynajmniej tak to odbieram.
                  Na tym kończe, życze dobrego samopoczucia na święta.
              • eva07 Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 06.12.02, 04:20
                Czemu Inko zakładasz, że ludzie sa po postu źli, a nie że nie umieją sobie
                poradzić z życiem i jego wyborami? PO mojemu, ta cała historia ma o wiele
                więcej wspólnego z uczuciami i biskoscią, niz z "fetyszyzmem stóp" i to z obu
                stron, a to że facet kompletnie nie potrafi tego rozwiazać to inna sprawa.
                Zaś ty Jo przestan sie tak biczować! Oczywiscie, że 9 kobiet na dziesięć powie
                ci, że kobieta zyjąca w "zdradzie" jest be! A czego sie spodziewalaś? Jesli
                szukasz szerokiej spolecznej akceptacji - to dokonałas narazie kiepskiego
                wyboru zyciowego. I jeszcze jedno. Ja juz nie moge czytać tych tekstów, jakim
                potworem jest ten twój facet.(TO jest taka wersja pocieszania ciebie -
                ty "wpadłaś" w złe towarzystwo, on jest prawdziwym koszmarem). A ja myslę, że
                cała bieda w tym, że ani ty, ani on potworami nie jesteście. I to co gorsza
                wcale nie zmniejsza problemu, ani oszustwa... E.
    • eremka Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 03.12.02, 15:00
      Drazysz i drazysz uparcie, jo, ten temat w nadziei, ze ktos Ci przyklasnie,
      napisze "OK, jo, masz prawo robic to, co robisz. Chodzi o Twoje szczescie,
      walcz o nie itd. itp..." Wiele razy czytalam takie rady na forum. Ja powim Ci
      tak: Prawo masz, bo to takie prawo, ktore SAMA sobie dajesz albo odbierasz. Ty
      dalas sobie prawo bycia kochanka (nie pisze "zdzira", bo nie lubie tego slowa),
      dalas sobie prawo krzywdzic jego zone i dziecko i siebie sama w koncu, ale
      mniejsza o to ostatnie, bo to TWOJ wybor. Nie zadaj od innych, ode mnie ,
      zebysmy Cie zrozumieli i poglaskali po glowie. Ja tego nie zsrobie - wszystko,
      co piszesz jest zalosne i... takie rozpaczliwe. Zal mi Ciebie, ale sama
      chcialas. I na dodatek szukasz usprawiedliwienia tu na forum. Twoj facet tez
      jest zalosny i beznadziejny, egoista i cynik. Acha, bez wzgledu na to, czy jego
      obecna zona lapala go na dziecko (co tez jest obrzydliwe - ale nie musial sie
      zenic), jak to sugerujesz, czy nie - wydaje mi sie, ze biorac go sobie za meza
      nie przysiegala "i bede znosila Twoja niewiernosc", bo chyba facet jej nie dal
      ultimatum "slub - tak, ale pod warunkiem, ze on ma prawo do zdrady".
    • Gość: carduus Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: proxy / 10.30.1.* 03.12.02, 15:41
      Ja zazwyczaj mówię "Walcz o swoje szczęście, bo więcej będzie z ciebie
      szczęśliwego(ej) pożytku dla świata, niż gdybyś miał(a) zostać zgorzkniałym i
      zrezygnowanym zawistnikiem"
      Ale w tym wypadku - nie potrafię. Dziś będę rzucać kamieniami. Bo szlag mnie
      trafił najjaśniejszy, gdy przeczytałam o co tu chodzi.
      To dla mnie niepojęte po prostu. To naprawdę można będąc w takiej sytuacji jak
      Jo nie tylko nie mieć żadnych skrupułów, żadnych wyrzutów sumienia, ale jeszcze
      domagać się akceptacji? To mi się nie mieści w głowie.
      I jeszcze na dodatek ta hipokryzja! Ona nie jest kochanką. Ona jest
      "przyjaciółką żonatego"! Szczyt bezczelności.
      On zresztą wcale nie lepszy. Jedno warte drugiego. Na temat tej jego żony
      właściwie niewiele wiadomo. Jeśli rzeczywiście była na tyle głupia (uparłam się
      nazywać rzeczy po imieniu, wiec niech mnie nikt nie nawraca na "political
      correct"), żeby łapać faceta na dziecko, to właściwie sama sobie winna. I w
      głębi duszy chciałabym, żeby to okazało się prawdą, bo wtedy można nie tracić
      nadziei, że jednak nie wszystko jest bez sensu. Ale kto wie. Może jej wina
      polegała tylko i wyłącznie na tym, że zaufała komuś, kto nie był tego wart.
      Może zgrzeszyła zwykłą głupią naiwnością. I to tylko gorzej dla niej. Bo on i
      Jo nawet nie zauważą, że ją zniszczyli. Pójdą dalej układać swoje życie (i
      mówcie co chcecie, ale nie życzę im wszystkiego dobrego), a ona zostanie z
      dzieckiem. Owocem swojej naiwności. I może wcale nie będzie z nią źle. Pewnie
      będzie lepiej, niż gdyby ten chory układ miał trwać i trwać. Ale to ona zapłaci
      największą cenę.

      carduus

      PS. Tak mi się przypomina co pisał Przemek o tym, że tacy naiwni zachowują coś
      co bardzo cenne: pewną czystość duszy właściwą ludziom naiwnym. I myślę sobie,
      że dziękuję bardzo za ten luksus. Na załączonym obrazku widać dokładnie, że
      cena za ten luksus jest bardzo wysoka. Dla mnie zbyt wysoka. I chwalić
      Najwyższego, że pozwolił mi wyhodować sobie długie, ostre igły. Z całą
      pewnością wolę mój cynizm, niż to, co się przeżywa w takiej sytuacji. Wiem o
      czym mówię, bo hartowałam się długo i boleśnie.
      • Gość: A28 Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.proxy.aol.com 03.12.02, 19:46
        A moze by tak zaczac troche wczesniej myslec? Moze to bylo tak, ze Jo miala
        przyjaciela, ktory zgrzeszyl i przespal sie z inna kobieta. Moze tamta
        wiedziala o Jo i pomimo to starala sie zdobyc tego chlopaka? Moze to Jo jest
        ofiara tego ukladu a nie tamta? Tamta zachodzi w ciaze. I tez moze byc, ze Jo
        po prostu lepiej dbala o antykoncepcje a tamta zlapala go na ciaze. No wiec
        facet stoi przed dylematem. Co ma robic? Nie wiadomo jakich tamta uzyla
        argumentow. Honor? I co by bylo gdyby sie nie ozenil? Polecialaby na niego
        gromy? I w tym wszystkim Jo. Co miala powiedziec? I tak juz ja zdradzil z tamta
        i tamta zdradzal z Jo.Czy tamta tego nie wiedziala? na pewno tez musiala o Jo
        wiedziec, ale faceta zdobyla. Jest jego zona. Ale serce nie sluga. Moze on
        dalej kocha Jo i Jo jego. Ale teraz wszyscy opluwaja Jo, no bo jest tamta zona.
        A ja sie pytam, czy tamta o tym nie wiedziala??? I co miala zrobic Jo?
        Powiedziec: nie zen sie?? Ludzie!!! ktora z was by tak zrobila?? Tamta byla w
        ciazy i wg polskiej mentalnosci w stanie blogoslawionym!! No wiec sie ozenil,
        bo tak wymaga kodeks moralny. Co przedtem przezyl, tego nie wiemy. Ale uczucie
        zostalo. Uczucie do Jo i Jo do niego. Spotykaja sie, kochaja sie, tamta to
        toleruje, bo nie wierze, ze o tym nie wie. Ale tamta ma meza a Jo jest zdzira.
        A moze calkiem po prostu Jo jest kochajaca kobieta i to ona jest ofiara
        nieszczesliwego zbiegu okolicznosci, zafajdanej moralnosci i wyrafinowania
        tamtej?? No, ale tamta ma obraczke na palcu a Jo nie i tamtej naleza sie slowa
        wspolczucia a Jo trzeba zbluzgac. Mnie ejst calkiem po prostu Jo zal. Ona na
        tym cierpi najbardziej.
        • Gość: JO od Autorki- JO IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 03.12.02, 21:06
          Nie moge wprost uwierzyc w to co przeczytalam... Dziekuje za chec zrozumienia.
          Przede wszystkim chciałam sprawdzic , rozpoczynajac ten kontrowersyjny watek
          ludzka empatie i umiejetnosc dostrzegania szarosci, a nie tylko patrzenia w
          czarno-bialych kolorach na swiat. Bylam do bolu szczera. Zyje tak jak zyje,
          ale zarzucanie mi,ze nie mam wyrzutow sumienia,ze chce skrzywdzic zone Jego-
          to niesprawiedliwe. Jestem słaba - to wiem. Prosze sprobowac przebywac blisko
          z ukochanym mezczyzna i nie moc przekazac mu swoich uczuc. Wszystko
          odczutujemy sobie z oczu, drobnych gestow. Ale nie mozna tego mowic głośno,
          aby nie powodowac dodatkowych rozterek.
          A czy ktos zastanowił sie, jakie jest teraz moje spojrzenie na malzenstwo? Ona
          wyjezdza, a on od razu szaleje. Zazdrosci wolnym kolegom. Ale wiem,ze nigdy
          sie nie rozwiedzie i dlatego nawet akiej opcji nie bralam pod uwage. Moglabym
          dzwonic do Niego, gdy jest z nia. Zostawic jakis swoj slad w ich mieszkaniu.
          Bez problemu ujawnilabym ta zdrade. Ona raz mnie widziala, pewnie c9os zaczela
          podejrzewac.Kilka razy to juz prawie wyszlo. Ja chce oszczedzic bolu nam
          wszystkim.... Mozecie mi wierzyc- wiecej mam z tego cierpienia,niz
          przyjemnosci....
        • proo Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 03.12.02, 21:26
          No i zatoczyliśmy koło! Teraz należałoby przeczytać pierwszy post Jo i zacząć
          wpisywać się od nowa i w tym samy duchu żeby na koniec napisać .. itd.

          Odbiegnę od tematu wątku ale sądzę że problem Jo jest inny niż ten który
          zawarła w pytaniu. Problemem jest miejsce Jo w jej własnym życiu. KIm jest?
          Przyjaciółką żonatego? Kochanką? Nibyżoną? Jo nie wie.
          Przecież nie o nazewnictwo jej chodzi.
          Może Jo powinna w pewnym momencie nakryć dłonią swoje trzepoczące serce
          i poczekać aż przestanie się wyrywać jak wróbelek z sideł?
          Przecież jej sytuacja jest fatalna! Ni żona ni kochanka! Żadnych perspektyw na
          dziecko , żadnych na chłopaka i miłość prawdziwą , na bycie tą jedną jedyną ..
          na wspólne noce i radosne święta z ukochanym , przy choince.
          Nie jest ważne jak ją określają przyjaciele i znajomi. Ważny jest brak ich
          akceptacji na to co robi. I słusznie się burzą przyjaciele.
          Ale ja nie potępiam Jo bo przypuszczam że zapętliła się w życiu , ot co!

          Jo! Weź oddech i przetnij znajomość. Pocierp. Nie rób tego dla innych ,
          dla nikogo. Zrób dla siebie. Dla Jo szczęśliwej.
          Pozdrawiam ciepło :-)
          proo
      • Gość: JO Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 03.12.02, 20:55
        Skad zakladasz e nie mam wyrzutow sumienia?????????? Gryze sie z tym kazdego
        dnia. Nie uznaje słowa kochanka , gdyz to okreslenie nie wykracza poza seks.
        Dlatego zaty6tulowalam watek "stosunek do przyjaciolki..." a
        nie "kochanki...".
        • talisker Trudna sprawa 03.12.02, 21:11
          Droga Jo,
          jestem troche rozdarty: rozmiem Cie dobrze - mialem okazje poznac w zyciu sile
          ludzkich, nieklamanych i wywracajacych wszystko uczuc. Z drugiej strony -
          odzywaja sie we mnie sprawy, ktore cenie i ktore kosztuja.
          Napisze krotko: forma szczescia jest harmonia.
          Pozdrawiam i zycze wszystkiego co nalepsze - T.
          • Gość: A27 Re: sprawa stara jak swiat IP: *.proxy.aol.com 04.12.02, 02:34
            Ta histora brzmi jak banal. Zla zona zlapala biednego naiwniaczka na brzuch i
            rezultacie mamy skrzywdzonego chlopaczka-mezczyzne i jego pocieszycielke, ktora
            zamiast sie wziac w grasc i olac taki chory uklad to wierzy w brednie o lapanie
            meza na brzuch. Ojojoj jakis to biedulek, bo ma sie ozenil ze wzgledu na
            brzuch. Wszyscy sie litujmy nad jego biednym losem.

            W koncu przeciez nie jestesmy zwierzatkami. Jesli ten wspanialy mezczyzna jest
            taki wspanialy, to dlaczego przespal sie z kims kogo nie kocha bez
            prezerwatywy, ktora kosztuje grosze.
            • Gość: A28 Re: sprawa stara jak swiat IP: *.proxy.aol.com 04.12.02, 08:40
              Droga A27, twoja kpina jest nie na miejscu. Pamietam dokladnie w jakis posob
              ty "zlapalas" swojego meza. Powinnas miec nieco wiecej zrozumienia. Kazdy
              srodek podobno jest dobry, byle prowadzi do celu. Byle miec meza, prawda? I
              nikt nie uzala sie nad biednym chlopczykiem. Ty pierwsza. Zycie bywa rozne i
              ludzie sa slabi i uczucie bywa czasem ogromne. I to trzeba rozumiec. Rozumiec a
              nie wydawac wyroki i kpic. Wszyscy sa w tym ukladzie ofiarami.I zgadzam sie, ze
              najpaskudniej postapil ten mezczyzna. Ale czy to jest az takie nieludzkie??
              jego zdrada stala sie "widoczna". A iluz mezczyzn zdrdadza i milczy? Ile kobiet
              nie chce tego po prostu widziec? Bywa i tak. Wiele kobiet wybacza zdrady i jak
              to sie dzieje w malzenstwie, to godne pochwaly, ale Jo powinna nie wybaczyc? Jo
              wiedziala, Jo wybaczyla, Jo nie moze przestac kochac. A kto moze? Jo cierpi, bo
              widzi to wszystko i nie potrafi sie wyrzec. Az takie nieludzkie i godne
              potepienia? Zdradazana zona zasluguje na wasza solidarnosc, przyjaciolka na
              ukamieniowanie. Jo nie ejst kochanka tego pana w potocznym tego slowa
              znaczeniu. JO jest kochajaca kobieta. JO nie zbalamucila zonatego mezczyzny, Jo
              weszla niejako razem z nim w to malzenstwo. Nam sie wydaje, ze ten pan nie
              zasluguje na jej uczucia, ale to nam sie wydaje, bo my nie jestesmy
              zaangazowani. Ilez jest zon pijakow, maltretowanych do upodlenia, ktore nie
              potrafia po prostu przestac kochac, choc zdrowy rozum to nakazuje? JO
              potrzebuje pomocy. Tak Jo, potrzebuje pomocy, zeby sie z tego powoli wyrwac, bo
              ten zwiazek nie ma przyszlosci i ona o tym wie. Wyrzutow sumienia ma dosc. JO
              zasluguje na wiele wiecej niz bycie tylko w ukryciu. I z tego powinna sobie
              zdac sprawe. JO powinna zaczac myslec inaczej. Nie myslec co ja ominelo, ale co
              zostalo jej oszczedzone. Droga JO, czy chcialabys miec takiego meza? takiego
              czlowieka przy boku i byc ta zdradzana zona? Ty nie masz zludzen, ty wiesz. I
              to jest to najlepsze w tym wszystkim. Zadne zludzenia ci nie prysna i nikt cie
              nie zawiedzie. Wiesz JO, nie kazdy maz i nie kazde malzenstwo jest takie. Sa i
              prawi ludzie na swiecie. Zacznij od natychmiast prace nad soba. Pokazuj sobie
              sama co zostalo ci zaoszczedzone dzieki takiemu ukladowi i moze jednak
              zrozumiesz, ze los byl dla ciebie laskawy. Pomimo wszystko. Pomysl nad tym.
              Twoj chlopak jest slabym czlowiekiem i zaryzykowalabym twierdzenie, ze on kocha
              przede wszystkim siebie. Od tamtej zdrady poczynajac, do dzisiejszego dnia,
              poprzez to malzenstwo jego interes jest najwazniejszy. A ty? Wiesz, zdrowy
              egoizm jest bardzo wazny w zyciu. Pomysl o sobie. Ty musisz byc przede
              wszystkim dla siebie wazna. Ty musisz sie dla innych i na innych otworzyc.
              Postaraj sie choc troche. Krok po kroku uwolnij siebie z tego uczucia.
              I jeszcze jedno jest w tym watku smutne. Tamta zona. Gdyby ja spytac,
              przysiegalaby na wszystko, ze jej maz jej nie zdradza, ze ona mu wierzy, ze on
              ja kocha. Dla niej zawalilby sie swiat i mielibysmy jeszcze jeden watek o
              zdradzonej zonie. Ale Jo powiedziala, ze kilka razy juz o malo nie wydalo sie
              wszystko. O malo! O malo, bo ona nie chciala wiedziec, czy o malo, bo srodki
              ostroznosci sa tak dobre? Ale warto wiedziec, ze nie wszystko jet zloto, co
              blyszczy. Zlota obraczka na palcu jest czasem tylko tombakowym krazkiem i
              trzeba miec odwage to zobaczyc.
              A tobie A27 zycze, zeby twoje zloto na palcu nigdy nie okazalo sie tombakiem.
              Bo trzeba miech cholerna odwage, zeby sie do tego przyznac. Tylko nie pluj tak
              na inne. Tombak swietnie imituje zloto i ty nie wiesz co ci zycie jeszcze za
              niespodzianki szykuje. Najlatwiej jest myslec szablonami. Zycie nie zna
              szablonow. Zycie uczy nas pokory i niejednej juz korona z glowy spadla. Czego
              ci jednak nie zycze.
              JO! Bedzie dobrze zobaczysz!! Tylko idz krok po kroku do tego. Zacznij myslec
              inaczej. Ktoregos dnia sama sie zdziwisz po co wlasciwie tkwilas w tym ukladzie
              tak dlugo. Tylko ty sama musisz to chciec zobaczyc. Powodzenia!!
              • Gość: carduus Re: sprawa stara jak swiat IP: proxy / 10.30.1.* 04.12.02, 09:38
                Rzeczywiście trochę się wczoraj zagalopowałam. Ale tylko trochę. Nie napisałam
                przecież, że to pewne, że ta jego żona to bogu ducha winne dziewczę, które
                wpadło jak śliwka kompot i co ona teraz biedna zrobi. Jeśli rzeczywiście jest
                tak, jak pisze A28, o czym również ja wspominałam, że po prostu chciała złapać
                na ciążę męża, to ok. Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz. Jak nie myślała
                wcześniej to teraz może pomyśli. Szkoda tylko dziecka, które urodzi się z tego
                chorego związku i będzie żyło w takiej sztucznej rodzinie, bez miłości, bez
                ciepła, bez poczucia bezpieczeństwa. I jak teraz o tym myślę, to wydaje mi się,
                że za to właśnie powinni oni wszyscy (i ta żona, i ten żonaty i chyba Jo
                również) odpowiedzieć, gdzieś kiedyś najbardziej. Bo to dziecko wyjdzie z tego
                najbardziej skrzywdzone. I najbardziej niesprawiedliwie "obdarowane", bo nie
                zawiniło niczym, a konsekwencje popapranych wyborów swoich rodziców wpływ będą
                miały na całe jego życie.
                Ale nie uwierzę nigdy w to, że Jo w tym wszystkim jest bez winy. I będę się
                upierać: tak, jeśli kochała go i on ją kochał, a z tamtą się tylko zapomniał,
                to powinna zrobić wszystko, żeby się z nią nie żenił. Tak. Ja wiem, że
                społeczeństwo kołtuńskie. Ja wiem, że to niełatwe przeciwstawić się presji
                środowiska, no bo jak to, zrobił dziecko dziewczynie, niech się żeni i koniec.
                To trudne. Jasne. Ale czy naprawdę łatwiej ożenić się i żyć podwójnym życiem,
                udając wciąż i wciąż. Może tak, zwłaszcza jak się jest człowiekiem, dla którego
                prawda nie ma większego znaczenia. I to, że on jednak dokonał takiego wyboru,
                że zabrakło mu odwagi świadczy o nim nie najlepiej. A nie używając eufemizmów:
                moim zdaniem świadczy o nim jak najgorzej. I tak sobie myślę, że przecież tylko
                dzieci kocha się bezwarunkowo. Dlaczego Jo tak kocha faceta, który jest takim
                dupkiem??? Z góry bardzo przepraszam, jeśli kogoś urażę, ale nie mogę się
                przeć wrażeniu, że żeby kochać kogoś takiego, trzeba być w jakiś sposób do
                niego podobnym. I może dlatego nie potrafię się zdobyć na sympatię do Jo.
                Zgadzam się, że to może dla niej krzywdzące, bo w końcu nie wiem wiele na ten
                temat, ale to co wiem, nie pozwala mi jej ani rozumieć, ani akceptować jej
                zachowania, ani tym bardziej lubić ją. I biję się w piersi, bo może naprawdę
                się bez sensu uprzedziłam, ale tak na razie czuję, mówię szczerze, możecie mnie
                za to zmieszać z błotem.
                I jeszcze w kwestii bardziej formalnej. Jo! Słowo "kochanka" rzeczywiście w
                sposób jednoznaczny kojarzy się z seksem, ale oczywiście nie tylko z seksem.
                Jestem pewna, że większość ludzi powie, że facet od kochanki otrzymuje cos
                jeszcze, nie tylko seks, coś, czego w tym "praworządnym" związku mu brakuje.
                Natomiast mówienie o sobie "przyjaciółka żonatego" w sytuacji, gdy łączy was
                zwykły, banalny romans to poważne nadużycie. Kiedy zaczynałam czytać wątek
                zastanawiałam się w czym w ogóle problem, chyba tylko w tym, że może żony nie
                bardzo godzą się z faktem, że ich mężowie mają przyjaciół w żeńskim wydaniu. Bo
                większość z nas pod pojęciem "przyjaźń" rozumie przyjaźń, a nie romansowanie z,
                jakby nie było, żonatym facetem. Może się kochacie. Może to prawdziwa miłość.
                Ale jeśli ze sobą sypiacie i jak twierdzisz jest to zupełnie "naturalne" (w
                sensie wynika z waszych uczuć i emocji w sposób naturalny - tak przynajmniej
                zrozumiałam) to nie nazywaj tego "przyjaźnią" bo to zwykłe kłamstwo.

                Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tego co napisała A28. Choć nie zgadzam
                się w kwestii żona pijaków. Alkoholizm to jednak choroba. Bardzo trudna, bardzo
                wyniszczająca dla rodziny, często nieuleczalna i trudna do zniesienia (dlatego
                nie dziwię się żonom, które od mężów alkoholików odchodzą, tak jak nie dziwię
                się mężom, którzy odchodzą od żon schizofreniczek, choć to bardziej
                kontrowersyjne, prawda? Ale nie kązdy ma zadatki na bohatera, moim zdaniem).
                Ale to jednak choroba. Kto tego nie zna, nie zrozumie. A to co zrobił ten facet
                to najzwyklejsze draństwo. Ja nie potrafiłabym kochać faceta, który z
                premedytacją tak bardzo rani innych. I nie rozumiem ludzi, którzy to potrafią.
                Może to rzeczywiście źle, bo chyba nie powinnam tak potępiać, ale na razie
                jakoż nie potrafię znaleźć w sobie ani grama zrozumienia dla niego.
                Ale to co napisała A28 o tym, że Jo się sama zapętliła, że razem z nim weszła w
                to małżeństwo dało mi do myślenia. I chyba jestem nawet skłonna przyznać, że Jo
                może nie do końca jest taką czarną postacią, jak mi się wydawało na początku.
                Choć nadal będę się upierać, że miłość do takiego faceta wydaje mi się
                "nieuprawniona".

                Oto jak ewoluują moje poglądy:-)))

                Carduus
                zadumana
                • Gość: A28 Re: sprawa stara jak swiat IP: *.proxy.aol.com 04.12.02, 12:26
                  Respekt Caduus! Nie kazdy na tym forum portafi myslec! I tylko czlowiek myslacy
                  potrafi swoje zdanie zmienic. Nie zrozumialas mnie dokladnie z tym porownaniem
                  do zony pijakow. Chodzilo mi o to, ze my, stojacy obok, czesto nie rozumiemy
                  dlaczego taka zona NIE odchodzi od meza pijaka. Fakt, czesto jest to zwykly
                  strach przed niewiadoma, ale czesto takze uczucie, ktorego nie potrafimy
                  zrozumiec, bo z logika nie ma nic wspolnego. Mowimy: ja bym tego nie zrobila,
                  ja bym nie wytrzymala, ja bym odeszla. Ja, ja ja. Ale ten ktos nie jest nami.
                  Potepic, zmieszac z blotem i wyzwac od najgorszych jest latwo. Wiesz Caduus, ja
                  mysle, ze czesc i to duza, tych zon opluwajacych w tym wypadku JO, robi to tez
                  ze strachu. Moze nawet z podtekstem: takie trzeba by bylo wytepic, to MOJ maz
                  nie bylby na to narazony; JA bylabym bezpieczna. Latwe i proste. I nawet do
                  zrozumienia. I ja tez potepiam kobiety, ktore swiadomie i dla zabawy podrywaja
                  zonatych panow, zeby zaliczyc sukces, badz dla poprawienie swojego bytu
                  materialnego. Takie zasluguja na najwyzsze potepienie. Ale ja tez wiem, ze bywa
                  uczucie, ktorego nie da sie w zaden racjonalny sposob wytlumaczyc. I wiem, ze z
                  uczuciem nie tak latwo jest sobie poradzic. I moze nie zawsze widze zlo. Staram
                  sie zrozumiec tego drugiego, skoro sie zwraca ze swoim problemem. Ja staram sie
                  go zrozumiec a nie kaze mu siebie zrozumiec. Argument: ja bym tak nie zrobila,
                  jest w tym momencie niewazny. Wazne dla mnie jest jak z tym drugim rozmawiac,
                  zeby mu pomoc swoj problem rozwiazac. Bo rozwiazac musi swoj problem kazdy sam.
                  I jeszcze wiem, ze zycie niesie tyle roznosci, ze to, co nam sie dzis wydaje,
                  ze" ja bym tego nigdy nie zrobila", potrafi niespodziewanie skorygowac zycie.
                  Ale dziekuje ci, ze przemyslalas swoje zdanie. I, czy myslalas kiedys, jak
                  latwo nam wyrywaja sie slowa paskudne, jak latwo przychodzi nam kogos zbluzgac.
                  Zrozumiec kogos przychodzi nam o wiele trudniej. A powiedziec to, jeszcze
                  trudniej. Dziekuje ci Caduus!!
                  • Gość: A28 przepraszam, przekrecilam twoj nik, Carduus!!! IP: *.proxy.aol.com 04.12.02, 12:29
                  • Gość: carduus Re: sprawa stara jak swiat IP: proxy / 10.30.1.* 04.12.02, 13:31

                    Ależ tak, zrozumiałam o co Ci chodziło z tymi żonami pijaków. I mnie również
                    chodziło o uczucie. Dla mnie różnica jest wyraźna. Można kochać człowieka
                    chorego. Rozumiem to, choć ten człowiek rani czasem przez cale życie, często
                    codziennie, kaleczy wszystkich którzy go kochają i których on kocha. Ale - wiem
                    to zbyt dobrze - ci ludzie sami są bardzo, bardzo nieszczęśliwi. Nie jest im
                    dobrze z tą straszną chorobą. Nie wybierają jej sobie. Nie wybierają takiego
                    życia, bo tak się łatwiej żyje, nie trzeba się martwić, wystarczy znieczulic
                    się codziennie i już świat jest piękny. Są winni w jakimś stopniu temu, że tak
                    a nie inaczej potoczyło się ich życie, ale kara, jaka ich za to spotyka, nie
                    jest współmierna do tej winy. To bardzo trudne do wytłumaczenia i mówię: kto
                    nie zna - nie zrozumie. Ale ja wiem bardzo dobrze, że takich ludzi można
                    kochać. Mimo że to bardzo, bardzo raniąca miłość.
                    Ale Jo nie kocha człowieka chorego. On nie jest chory. Chyba, że chorobą
                    nazwiemy podłość, nieuczciwość, draństwo. Dla mnie on jest zwykłym draniem,
                    żeby nie użyć wyrażeń nieparlamentarnych (emocje opadły, więc łatwiej się
                    powstrzymać). I tego nie potrafię zrozumieć: jak można kochać kogoś takiego?
                    Ja potępiam nie tylko kobiety, podrywające żonatych facetów dla rozrywki.
                    Potępiam także kobiety (i facetów) pakujących się w związki bez przyszłości,
                    również takie, które bez chwili namysłu, bez refleksji nad konsekwencjami,
                    ładują się w związek z mężczyzną żonatym. I chodzi mi tu nie tylko o
                    konsekwencje płynące z takiej sytuacji, które one same będą musiały ponieść.
                    Chodzi mi o to, że uderzy to jeszcze kogoś innego, a mianowicie żony i dzieci
                    tych mężczyzn. Widzisz ja uważam, że zawsze jest taka chwila, kiedy można się
                    jeszcze zatrzymać i pomyśleć, czy swoim postępowaniem nie krzywdzę kogoś zbyt
                    mocno. I wtedy można się jeszcze wycofać, przestać się widywać, zachować się
                    uczciwie. Bo wiem, że później może być za późno. Nie wierzę w miłość od
                    pierwszego wejrzenia. Nie kocha się za wygląd. Nie wierzę również w teorię o
                    dwóch połówkach jabłka (czy też pomarańczy - co kto woli). Na świecie jest 6
                    miliardów ludzi, jakie jest prawdopodobieństwo odnalezienia tej właściwej
                    połówki? A jakoś znaczna większość z nas odnajduje je gdzieś blisko siebie.
                    Myślę, że każdy z nas ma iluś tam potencjalnych partnerów. I jeśli uprzemy się
                    szukać wśród żonatych, na pewno znajdziemy. Niejednego. I inaczej, jeśli będąc
                    w związku będziemy szukać nadal, również znajdziemy. Ale to gdzie szukamy i czy
                    szukamy zależy od nas. Tak sobie na ten temat myślę. Stąd też mój stosunek do
                    tych wszystkich zdradzających mężów, żon i kochanek oraz kochanków. I kto wie,
                    może bardzo się mylę, ale wolę pozostać do końca życia głupią w tej kwestii niż
                    poznać straszną prawdę na własnym przykladzie))

                    Nad łatwym rzucaniem słowem zastanawiałam się nieraz. Sama mam na tej niwie
                    nieliche osiągnięcia, co przyznaję ze wstydem. Ale i mnie nieraz się dostało
                    ostro.

                    carduus

                    PS. Mam wrażenie, że Twój post jest argumentem za tym, abym w mojej prywatnej
                    księdze zwycięstw nad sobą mogła wpisać plus przy punkcie "PRZYZNAWAĆ SIĘ DO
                    BŁĘDÓW!!!".
                • Gość: do carduus od JO Re: sprawa stara jak swiat IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.02, 14:23
                  Sytuacja przed jego slubem była taka, ze nas obie traktowwal tak samo, nie
                  mogl się zdecydowac. Zycie podjęło decyzje za niego. Wtedy nie moglam się z
                  tym pogodzic, bo ja zapobiegałam niechcianej ciazy. I miałam taki okres,ze
                  pomyślałam,ze moglam grac nie fair, jak ona. Ale gdy zaobaczylam jego podwojne
                  zycie, ucieszyłam się,ze nie zniżyłam się do takiego poziomu.
                  „Dlaczego Jo tak kocha faceta, który jest takim dupkiem???”
                  Dlatego. Ze pozaz tym, co robi, jest super facetem- inteligentny,
                  wykształcony, pracowity, zaradny, towarzyski, przystojny. W tej kolejności.
                  Nawet moja mama- która nie cieszy się z takiej sytuacji- przyznaje,ze ciezko
                  go nie lubic. Ze ma cos w sobie.
                  Nazywam to „przyjaznia” gdyz w mojej definicji on jest moim przyjacielem.
                  Czasem wydaje mi się,ze jeśli odszedł by watek erotyczny, to wtedy dopiero to
                  w pelni by rozkwitlo.Bo odszedł by aspekt wyrzutow sumienia, który jest
                  bardzo widoczny i czasem wiele psuje. I jeszcze poczucie wstydu. Czasem wydaje
                  mi się,ze to jest troche na zasadzie, iż i tak się to już dzialo, wiec kolejny
                  raz nic nie zmieni. Ona ostatnio znalezla mój nr tel. Na jego bilingu. I przez
                  tydzień żyłam w strachu ze będą duze problemy. Nic się nie wydalo, ale on
                  zamiast zakończyć to, miał wyrzuty względem mnie,ze narazil mnie na taki
                  stres!!!! A Wy się dziwicie,ze ja się w tym wszystkim gubie!!

              • Gość: JO DO A28 od JO IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.02, 14:24
                "Droga JO, czy chcialabys miec takiego meza?”
                NIE. NIE. NIE. ! Długo wydawało mi się,ze tak wiele stracilam. Az do
                momentu,gdy przyjaciolka zaadala mi to właśnie pytanie co A28. Istnieje
                zasada, iż nie da się zbudowac wlasnego szczęścia na czyims nieszczęściu- i
                dlatego ja nidgy nie będę w tym calym układzie szczesliwa. Radość zawsze trwa
                krotko. Potem wyobrażam sobie, jak wraca po pracy do domu, daje buzi zonie i
                jest sielanka… Ja nawet nie mogę kupic mu prezentu swiatecznego, bo nie moglby
                zabrac go do domu.
                „Jo weszla niejako razem z nim w to malzenstwo.”
                Nie wdalam się w romans z żonatym facetem dla wlasnej korzyści. Ja naprawde
                chce, ale nie mogę się wyzwolic z tego układu!!! Kiedy probuje to zrobic,
                myśląc sobie najgorsze rzeczy o nim, o nas, to zaczynam plakac i jest mi
                jeszcze gorzej. A wtedy On akurat musi zadzwonic, podac mi reke, bo jak nikt
                mnie rozumie tzn.w danym momencie umie pocieszyc (w koncu jego to dotyczy)- i
                ja znow się łamie i wszystko jest po staremu . Taki cykl powtarza się co
                miesiąc od dłuższego już czasu.
                Kiedys myślałam,ze jak się zakocham, to to się skonczy. Ale teraz widze,ze
                najpierw to musi sier skończyć,abym mogla budowac cos nowego.
                • procesor Re: DO A28 od JO 04.12.02, 15:14
                  JO napisała:
                  Nie wdalam się w romans z żonatym facetem dla wlasnej korzyści. Ja naprawde
                  chce, ale nie mogę się wyzwolic z tego układu!!! Kiedy probuje to zrobic,
                  myśląc sobie najgorsze rzeczy o nim, o nas, to zaczynam plakac i jest mi
                  jeszcze gorzej. A wtedy On akurat musi zadzwonic, podac mi reke, bo jak nikt
                  mnie rozumie tzn.w danym momencie umie pocieszyc (w koncu jego to dotyczy)- i
                  ja znow się łamie i wszystko jest po staremu . Taki cykl powtarza się co
                  miesiąc od dłuższego już czasu.
                  Kiedys myślałam,ze jak się zakocham, to to się skonczy. Ale teraz widze,ze
                  najpierw to musi sier skończyć,abym mogla budowac cos nowego.

                  Tego włąśnie zabrakło na poczatku wątku.
                  Albo w trakcie do tego doszłaś - że CHCESZ zmiany tego układu.
                  Co ci szkodzi? Będziesz cierpieć - ale teraz też cierpisz.
                  Jaka różnica?
                  Taka ze bez niego masz sznsę na koniec cierpienia i związek z kimś wolnym.
                  A teraz - masochizm na lata?
                  • Gość: JO Re: DO A28 od JO IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.02, 15:23
                    Masz jakis nałóg? Chociaz papierosy? Bo ja pale i wiem jak to jest. Wiesz ze
                    Ci szkodzi,ale jak nie mozesz zapalic po sniadaniu lub do piwa, to sie
                    wkurzasz. A przeciez to Cie zabija! Moze masz inne uzazleznienie. Tak wyglada
                    moj stosunek do Niego- jak z tym papierosem; szkodzi, ale bez niego ciezko...
                    Jestem zdeterminowana osoba, mam swietne wyniki na studiach, prace, super
                    przyjaciol. A z tym nie moge sobie poradzic.....
                    • procesor Re: DO A28 od JO 04.12.02, 22:16
                      Kwestia motywacji.
                      W głębi duszy jeszcze nie chcesz.
                      Mimo deklarowania nierozbijania rodziny masz marzenie - ona umiera a wy zyjecie
                      długo i szczęsliwie wychowując wszystkie wasze dzieci. Czyz jej zgon nie
                      załatwiłby sprawy?
                    • eva07 Precz z moralizatorstwem 06.12.02, 03:55
                      A ja tylko tyle chcialam powiedziec, że nie rzuce w ciebie kamieniem. Za mało
                      wiem o tobie, o małżeństwie twojego przyjaciela, o waszych stosunkach...
                      Sam fakt, że ktoś narusza społeczne tabu dla mnie nie jest powodem by go
                      potepić. Rozumiem, że to nie prosty "goracy romans", gdzie można zacisnąc zeby
                      i szybko zapomnieć, ale ludzka, fajna, przyjaźń. Jakos sie idiotycznie
                      poukładało.
                      Niestety nie sadze by twoja sytuacja był zbyt dobra, chyba, że albo bez konca
                      zgodzisz się tkwic w takim "drugim związku" (jaki miał na przykład Miterrand),
                      albo twój układ z nim "się rozlezie" i z czasem zamieni w czysta przyjaźń, a ty
                      zanjdziesz sobie innego faceta. Tak może sie zdarzyć. PO prostu zaczyna byc
                      coraz mniej erotycznie, choc nadal bardzo sie lubicie, jestes bardzo zmeczona
                      juz ukrywaniem się, cała sytuacją, zaczynacie sie spotykać nieco rzadziej,
                      włąsciwie coraz rzadziej jest ten seks,choć zdarza się kiedy nagle wracją dawne
                      sentymenty, aż wreszcie po prostu zostajecie przyjaciółmi i juz nie spotykacie
                      się co tydzień lub kilka razy w tygodniu, a raz na miesiąc, bo sie po prostu
                      swietnie rozumiecie... To przyklad z zycia wzięty. Tak czy inaczej to nie ty
                      zdradzasz jego zonę to on to robi. Czemu? Może byc sto pietnascie powodów. Od
                      takich, że jest mieczakiem i wygodnisiem, az po taki, że sie zaplątał, że jest
                      zbyt przyzwoity (tak, tak) by pojac, że także zwiazki sie kończą. POzdrawiam
                      cię serdecznie. E.
                      • eva07 JO NIE JESTES POTWOREM! b.t. 06.12.02, 03:57
    • goja11 Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? 04.12.02, 18:53
      Jo tu goja, czy dokładnie przeczytałaś mój list,bo wiem że byłaś na mojej
      stronie ? masz pretensje do innych a jak potraktowałaś mnie?
      ja też byłam przyjaciółką, taką od serca, pomagałam mu w przezwyciężeniu
      choroby alkoholowej.Przeczytaj jeszcze raz jak teraz wygląda moje życie
      • Gość: JO DO Goja 11 IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.02, 19:09
        Przepraszam Cie bardzo, ale nie mam pojecia o czym mowisz.... Czy mozesz
        przypomniec mi watek? MOze to jakis zbieg okolicznosci z nickiem? Sama kiedys
        byłam z alkoholikiem wiec nie podejrzewam,abym moglam miec do tego krytyczny
        stosunek! Prosze- podaj mi watek i sprawdze.
    • Gość: akacja Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.junisoftex.pl / *.solar.silesianet.pl 04.12.02, 21:35
      A może powinnaś ten post dołączyć do wątku "jak sie odkochać"???
      Bo rozumię,że jednak dojrzałaś ,ze ten związek szczęscia Ci nie daje (jedynie
      chwilowe ukojenie w Jego bliskoSci).Chyba jestem trochę starsza od Ciebie,więc
      zapytam: czy ten związek ma przyszłość? Twierdzisz,że nie chcesz ,aby on się
      rozwiódł czy aby napewno???To jak to będzie dalej? Kiedyś zapragniesz miec
      dom,dzieci...znim? On już to ma.
      Uzależniasz się od niego coraz bardziej.On wie co powiedzieć ,co zrobić aby Cie
      uszcześliwic na chwile -abyś od niego nie odeszła.W końcu jest uroczy i
      inteligentny. EGOISTA.Ma dwie oddane kobiety ,ciepełko domowe...może lekkie
      wyrzuty sumienia i dużo strachu.Czy ,aby na pewno tak strasznie boi sie,ze
      wszystko sie wyda?Rzuci go żona to Ty zostaniesz jej następczynią .Nie rzuci go
      ale bedzie zła- będzie miał usprawiedliwienie,ze zdradza taką zołzę.
      To,że jestes słaba i nie umiesz sie wyzwolic z tej miłości wcale nie
      usprawiedliwia Twojego romansu.Nie można wszystkiego tłumaczyc
      emocjami,miłością -mamy też rozum i"istynkt samozachowawczy".
      Musisz teraz sie z tego wyzwolić, bo długotrwała taka sytuacja przy podatnej
      psychice może zhiszczyć Ci życie(wyrzuty sumienia,lęki,niemożnosc zwiazania sie
      z nikim innym,idealizowanie go...samotnosc)
      Zrób to dla siebie.Skoro on jest taki bystry czemu nie zaprzestanie kontaktów z
      Toba dla Twojego dobra?!Przeciez wie co sie dzieje.
      MUSISZ to zrobić dla siebie .Jesli go kochasz musisz zachowac
      pełna "abstynencje" od niego(zero seksu,rozmów,widywan sie z nim)
      Ten sam problem maja nieszczesliwie zakochani.Latami idealizuja te osobe, az
      maja dosc samatnosci,otwiera sie coś w mózgu i zakochuja sie(nieco mądrzej,o
      ile umieja wyciagac wnioski).
      • Gość: JO Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 05.12.02, 10:56
        Moja przyjaciolka twierdzi, ze tak długo, jak się z nim spotykam, On mysli ze
        ja akceptuje taka sytuacje. Zaczelam wiec pisac maile, aby przedstrawic mu
        swoje obiekcje. I co on zrobil? Stał się mily jak nigdy, zorganizowal przemile
        spotkanie….
        Problem jest jeszcze taki,ze zanm go kilka lat i mam wybor: uwac mu albo
        doszukiwac się we wszystkim kłamstwa. W obu przypadkach mam schizy ze robie
        krzywde- sobie albo jemu.
        • Gość: akacja Re: jaki jest stosunek do przyjaciolki zonatego?? IP: *.junisoftex.pl / *.solar.silesianet.pl 05.12.02, 16:51
          Lepiej zachowac troche potrzebnego do życia egoizmu - ochronić siebie a nie
          ufać MANIPULANTOWI .On nieżle bawi sie kobietami.Nie zapominaj,że bardzo musi
          być czarujący dla żony także...
          Ja bym była na niego nieraz wściekła ,że tak umiejetnie mną manipuluje..(na
          Twoim miejscu)i ze jestem bezsilna.A Ty nie?
          • Gość: JO Do Akacji IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 05.12.02, 17:45

            > być czarujący dla żony także...
            > Ja bym była na niego nieraz wściekła ,że tak umiejetnie mną manipuluje..(na
            > Twoim miejscu)i ze jestem bezsilna.A Ty nie?

            To jest wlasnie jeden z najczestszych powodow moich dylematow (poza wyrzutami
            sumienia) i zlosci. Wlasnie sie "mailowo" poklocilismy. Napisalam mu szczerz
            (troche pod wplywem tego forum!), ze caly czas musze sie dostosowywac do jego
            zycia. On zaprzeczyl. Napisalam,ze przeciez spootykamy sie tylk0 kiedy jemu
            pasuje. On mnie stworzyl , moja obecna osobowosc. Jestesmy do siebie bardzo
            podobni w penych sprawach. Wiec wie, jak ze mna postapic, bo zna siebie, a
            poza tym juz kilka metod przedtestowal i wie co dziala. CZasem gdy sie na
            niego wkurze, to potem i tak kajam sie przed nim.... Mam ciagla hustawke
            miedzy skonczeniem z nim a potrzeba bliskosci.......
            • Gość: Akacja Re: Do Akacji IP: *.junisoftex.pl / *.solar.silesianet.pl 05.12.02, 20:34
              Może i wpłynał na Twoja osobowość ,ale watpie czy ją stworzył.Dzieki niemu
              poznałas i cierpienie i zazdrośc i inne uczucia nie tylko te dobre. Kazdy
              człowiek,w

              ktorym bys sie zakochała tak by na Ciebie działal (szczególnie w wieku lat
              nastu lub dwudziestu).Jestes odrebna osoba- masz swoj rozum , rozsadek,swoje
              plany i swoje zycie! Odrebne od jego!
              Nie wierze ze jestes jego "połowka".To bzdury,ktore wymysla sie aby tłumaczyc
              swoje irracjonalne zachowania(w tym miłosc).
              Idealizujesz go,Swiat Twoj kreci sie wokoł niego - sama "napedzasz" swoje
              uczucia do niego.To błedne koło.
              PotrzebaE bliskosci masz tak czy inaczej -los ustawił na Twojej drodze
              jego...ale ustawi i kogoś innego tylko musisz dac nowej miłosci szanse.
    • Gość: MMM Ten facet, tak w ogóle.. IP: *.icm.edu.pl / 217.96.91.* 05.12.02, 10:42
      to jest osoba, która nie umie budować związków!!! Z nikim. Z Tobą to teżą nie
      jest związek! Przed ślubem też ten facet jakiś taki niedookreślony: nei
      wiedział z kim tak naprawdę jest, z kim sypia. Decyzję podejmują za niego
      kobiety (jedna wpada, druga tęsknie czeka, może obie kochają). A on jako ten
      jamochłon: korzysta z tego, co mu wpadnie do paszczy, czy, wskoczy do łóżka (za
      pozwoleniem). I jeszcze pozwala się wielbić, każe się rozumieć, czasem pomasuje
      stópki i wysłucha. Jo!!! Czy Ty go szanujesz? Według mnie to nie jest facet
      zdolny podjąć jakąkolwiek decyzję. Teraz też Ty się szarpiesz; odejsć,
      zostać,pytasz się: co z szacunkiem dla siebie i szacunkiem innych wobec
      Ciebie? No cóż. Możesz liczyć na zrozumienie ale nie na akceptację. Przyjrzyj
      się, w kim lokujesz swoje emocje i nadzieje. Może otrzeźwiejesz, czego Ci z
      serca życzę . Życzę Ci też, byś trafiła do rozsądnego terapeuty. Jak
      przeczytałam, że miałaś poprzedni związek z alkoholikiem.. No, droga Jo, sama
      sobie z "ratowniczymi" związkami, w których Ty płacisz większą cenę, ewidentnie
      nie poradzisz i nie radzisz.
      Jesteś ofiarą samej siebie i szukaj profesjonalnej pomocy. Wtedy może oderwiesz
      się od tego faceta.
      Trzymaj się w walce o siebie i kolejny, mam nadzieję, zdrowy już związek.
      M
      • Gość: aga Re: Ten facet, tak w ogóle.. IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.02, 17:22
        z dnia na dzien bez wielkich scen przerwij to i juz. swiat sie naprawde nie
        zawali.moze bedziesz miala mniej pieniedzy, troche za duzo czasu, troche
        strachu przed samotnoscia, ale to wszystko sie ulozy. niewazne co o tobie
        sadza inni. tobie sie to nie oplaci. juz jestes sama a potem bedzie gorzej.
        • Gość: JO do Aga Re: Ten facet, tak w ogóle.. IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.02, 19:00
          Gość portalu: aga napisał(a):

          > moze bedziesz miala mniej pieniedzy,
          DZiekuje za wsparcie, ale jaki z tym zwiazek maja pieniadze???
          • Gość: aga Re: Ten facet, tak w ogóle niech znika IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.02, 20:09
            moze zle cie zrozumialam ale pisalas wczesniej, ze wiele facetowi
            zawdzieczasz "prawie wszystko co mam " -nie mam zamiaru cie poobrazac. z
            wlasnego doswiadczenia radze ci usamodzielnic od faceta. wyjdzie ci to na
            dobre. wiele sensownych rad udzielili ci ludzie wczesniej piszacy skorzystaj.
            • Gość: JO Re: Ten facet, tak w ogóle niech znika IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.02, 13:35
              Bardzo, bardzo duzo dalo mi to forum. POmyslalam sobie- niemozliwe, aby tyle
              osob sie mylilo!!!! Ciesze sie,ze pomimo,iz pierwszy posty bardzo na mmnie
              najezdzaly, w koncu udalo mi sie uzykac ao Was poraded i gorzkie, lecz
              prawdziwe słowa. Ja nie boje sie prawdy. Czasem stosuje mechanizmy obronne,
              jak kazdy. Ale nie uciekam przed odpowiedzialnoscia za moje czyny. I teraz
              robie wszystko, aby skończyc ta znajomosc.
              • Gość: aga Re: Ten facet, tak w ogóle niech znika IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.02, 13:38
                powodzenia. uda ci sie.
                • Gość: JO Re: Ten facet...-trud podejmowania deecyzji IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.02, 13:55
                  Czasem podejmowanie takiej ostatecznej decyzji jest naprawde trudne. Podam
                  przyklad z innej beczki. Moja przyjaciolka jest z kims od 3 lat. ona jest
                  piekna, zgrabna, inteligentna, ciepla. Gdybym byla facetem, takiej zony bym
                  szukala. Jej facet tego nier umie docenic. Coraz gorzej ja traktuje. W
                  czwartek opowiedziala mi o klotni i ze z Nim sie rozstaje. wczoraj juz sie
                  wahala. I cos czuje,ze on sie nie zmieni- zreszta to powiedzial- a i tak sie
                  pobiora i ona kiedys bedzie zalowac. Ale teraz brak jej sily, serce nie sluga.
                  Wiec chyba niezdedcydowanie jest nasza przypadloscia kobieca. Bo nie znam
                  laski, ktora bez mrugniecia okiem odpuscila sobie kogos, kogo kacha(ła)!!!
    • Gość: JO prawda IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 18.12.02, 23:49
      A wiecie,ze dzis dzieki niemu (przez przypadek ) dowiedzialam sie,ze
      przyjaciolka robi mnie w konia ??? Ze klamie mi prosto w oczy? Ze jest tyle
      warta co...... on?
      Ale po niej bym sie tego nie spodziewala.
      Zmazaal sobie tym kilka minusow u mnie. Na razie uratowal chocia zmojego
      sylwestra. Ale moze i wieceej?
      Wiec jak mu nie dzikeowac?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja