Rozwód - czy to było fair?

05.12.02, 02:48
Opowiem wam coś co zdarzyło się, a raczej nadal dzieje.
Mój przyjaciel po wielu latach malżeństwa odszedło od swojej żony. Nie
dlatego, ze poznał kogoś innego (choć miał bliską osobę), ale dlatego, ze juz
po prostu nie potrafił z tą kobietą wytrzymać. I tak podziwiam go, ze
wytrzymal z nią przez tyle lat (ja szczerze mówiąc utłukł bym ją chyba po
tygodniu:) - sądze, ze trzymały go przy tym związku jedynie dzieci (jak
mlodszy syn wyprowadził sie z domu, mój przyjaciel również spakował walizki).

Chcąc jak najszybciej "uciec" od swojej "ukochanej" (w sumie się nie dziwie -
ja też bym spiep.... ile sił:))), przepisał na nią większość swojego majątku,
byleby tylko dała mu spokój (no i rozwód). Oczywiscie póki co - a minęło już
ponad 1,5 roku - nie dostał ani rozwodu, ani nie ma spokoju (przypie..... mu
na każdym kroku jak tylko moze - nachodzi go w pracy, niespodziewanie wpada
do jego znajomych, gdy ON akurat u nich jest i robi awantury, stłukła mu raz
wszystkie szyby w samochodzie, jak go jeszcze miał itd).

Rezultat tego jest nastepujący: On chciał być fair, zapewnić jej spokojna
przyszłosć byleby tylko dała mu spokój. Spokoju nie dostał, a standard życia
mu sie obnizyl znacznie (był człowiekiem nieźle sytuowanym, ale pracował na
to całe życie - teraz zamiast eleganckiego mieszkania 90m2 ma skromną
kawalerke, jeździ tramwajem, bo jeden samochód zabrała żona (teraz ma ona dwa
samochody), a drugi musiał sprzedać i jeszcze płaci jej co miesiąc bardzo
duże alimety do których sam się zobowiązał ("no, bo ja nigdy nie pracowałam
zawodowo i nie mam zamieru tego robić tylko dlatego, ze jemu dobiło" - cytat
ze slow jego zony.)

Najciekawsze z tego wszystkiego jest to iż ona 3 miesiace po ich rozstaniu
(szybko sie pocieszyła) przygruchała sobie faceta 15 lat młodszego od siebie.
Ale to nie powstrzymuje jej przed robieniem Zbyszkowi (mojemu przyjacielowi)
ciągle nowych scen i żądania cały czas więcej i wiecej i więcej (bo wiadomo,
ze jej chodzi tylko o pieniądze).

Nigdy nie uderzyłem kobiety, ale jak wiedzę tą s... to nóż mi sie w kieszeni
otwiera.

A mój przyjaciel - majątku żałuje, ale twierdzi, ze za żadne skarby świata by
do niej nie wrócił. Wolałby mieszkać na śmietniku bez niej, niż z nią w
pałacu.
Jedyne czego on załuje to tego, ze nie zrobił tego 20 lat wczesniej...

Piotr
    • Gość: A28 Re: Rozwód - czy to było fair? IP: *.proxy.aol.com 05.12.02, 09:13
      Znam wiecej takich par! Zona traktuje meza tylko jako maszynke do robienia
      pieniedzy i wcale sie z tym nie kryje."Jestem z toba tylko dla pieniedzy i
      dzieci" ( w tej kolejnosci) mowi glosno do niego. On moze miec kochanke, ale
      ona o rozwodzie nie chce slyszec.I to wcale nie jest takie rzadkie zjawisko.
      Gdyby tak umiec odczytac mysli co niektorych pan wypowiadajacych sie na tym i
      innych forach, to wyszloby na jaw ile z nich wlasnie w ten sposob urzadza sie w
      zyciu. Ale glosno to sie nazywa: ja sie dla ciebie i dzieci poswiecilam i
      oblewa sie pomylami ew przyjaciolke takiego meza. I wszyscy biednej zonie
      wspolczuja, bo po tylu latavh malzenstwa mezowi odbilo i jego jedynym marzeniem
      jest wyzwolic sie z tego ukladu. No tak, ale jest jeszcze renta, ktora slubna
      zona skasuje po smierci. W znanych mi przypadkach mezowie zrobili zonie "kawal"
      niejako posmiertnie. Przepisali cale swoje ubezpieczenie na przyjaciolke, albo
      kogos innego. I ide o kazdy zaklad, ze nawet po smierci, jak to wyjdzie, bedzie
      draniem i lajdakiem. Jak on mogl mi takie cos zrobic? jak mogl? A twoj
      przyjaciel powinien sie starac o rozwod jaknajpredzej. Po 1,5 roku separacji i
      kochanku zony nie bedzie juz problemow. I zycz mu, zeby choc na ostatnim
      odcinku zycia towarzyszyla mu madra i kochajaca kobieta. Do grobu nie zabierze
      ze soba i tak nic.
      • Gość: agusia Do A28 i amidala. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.02, 03:14
        Całkowicie zgadzam się z tym co napisaliście (-łyście?).
        Niestety podobna sytuacja jest mi niejako znana z autopsji. Byłam przyjaciółką
        mężczyzny, który również po wielu latach małżeństwa przypominającego koszmar
        odszedł od żony. A było dokładnie tak jak A28 napisała: owa Pani wcale nie
        ukrywała iz jest z nim wyłącznie dla pieniedzy (przede wszystkim) i ze wzgledu
        na dzieci, o rozwodzie oczywiscie nie chciala slyszec "czy ty nie mozesz jak
        każdy normalny facet pójść do agencji, tylko od razu jakieś głupoty chodzą Ci
        po głowie? Co ludzie na to powiedzą?"
        Gdy jednak do rozwodu doszło wszyscy znajomi musieli usłyszec jak ona sie dla
        niego i dzieci poswiecila, a on się z jakąś "k.... spod latarni" związał (w
        innej wersji tańczyłam w go-go barze), jaka ona teraz biedna (hmm... zostawił
        jej cały swój majątek) i nieszczęsliwa. I oczywsiście wszyscy biedaczce
        współczuli...
        Do tej pory zadaje sobie pytanie które postawił (a) amidala (chociaż minęło już
        kilka lat): "Dlaczego normalni, uczciwi faceci dają się doić i wykorzystywać
        wściekłym harpiom, które chcą oprócz kasy wyrwać im wątrobę?" Bo tak dokładnie
        było w tej sytuacji...

        Na to pytanie nie znalazłam odpowiedzi... Nie potrafię tego zrozumieć i w jakiś
        sposób mnie to boli. Boli mnie, że ta malpa skrzywdziała i wykorzystała
        najbliższego mi człowieka (dobrego człowieka), bolą wszystkie oszczerstwa
        rozpowiadane pod naszym adresem, boli to, że choć minęło tyle czasu (a ona
        ponownie wyszła za mąż) nadal stara się jak najbardziej uprzykrzać nam zycie,
        boli, ze otwarcie i wprost (mówiąco tym glosno) życzy mu śmierci...

        Zawsze miałam w sobie zakorzenione poczucie sprawiedliwości - tą sytuacją
        zostaly zachwiane jego podstawy. Zrozumiałam, ze podłośc ludzka nie ma granic i
        nic wspólengo ze zdrowym rozsądkiem. Ona nie jest dla mnie człowiekiem,
        kobietą - zeszmaciła się za bardzo (myślę, ze najbardziej "zużyta" prostytutka
        ma w sobie chyba wiecej przyzwoitości niz ona). Nigdy nikogo nie nienawidziłam,
        ale do niej chyba właśnie takim uczuciem pałam (za wszytkie zło które wyrządza
        i wyrządziła - mi, jemu, swoim własnym dzieciom itd). Wstydzę sie, ze jesteśmy
        przedstawicielkami tej samej płci...
        Pewnych rzeczy nie sposób wybaczyć.


        Dziekuje autorowi postu i Wam. Wiem przynajmniej iż nasz przypadek nie jest
        odosobniony:)))
        Chciałabym kiedyś potrafić to wszystko zrozumieć. Może jakoś zapomnieć?

        Agusia

        PS: W ramach ciekawostek:
        - Jeśli was interesuje jak traktuje "nowego" męża to już wyjaśniam:) Otóż
        zmarło mu się 2 tygodnie po slubie (może to było jego wybawienie:), ale ku jej
        niezadowoleniu cały majątek przepisał na nieślubnego kilkuletniego syna, o
        którym ona nic nie wiedziala. Sprawa do tej pory jest w sądzie - bo przecież
        jej sie należy.
        - wypowiedź kolegi mojego mężczyzny (po jednej ze scen wykonanych przez ową
        Panią): cóż sponsor jej uciekł, myślisz, ze w takim wieku łatwo znaleźć
        następnego osiołka? (bo jak wiadomo kobieta potrzebuje mieć w domu cztery
        zwierzęta: niedźwiedzia na podlodze przy kminku, norki w szafie, tygrysa w
        łóżku i osła który by na to wszystko zarobił:))) Coż podobno w małżeństwie też
        można się prostytuować...

        • Gość: A28 Re: Do A28 i amidala. IP: *.proxy.aol.com 06.12.02, 17:47
          Droga Agusiu, ja juz od dluzszego czasu obserwuje taka pare. I tez staram sie
          znalezc odpowiedz na to pytanie. Tyle co mi sie udalo do tej pory dowiedziec,
          to bylo to, ze maz takiej pani widzial, ze jest ona i dla dzeieci delikatnie
          mowiac, ostra. Zdawal sobie sprawe, ze nigdy nie dostanie dzieci w tym
          koltunskim panstwie. Staral sie je chronic, jak tylko potrafil. A jej wymagania
          rosly i rosly. Pani ta nigdy nie pracowala. Poswiecila sie dla dzieci i meza,
          jak to sie nazywa.Do prowadzenia domu nie byla stworzina, gotowanie jej nie
          pasowalo, do podania obiadu mezowi sie nie znizyla. Nie jest sluzaca. I to nie
          bylo tak od poczatku ich malzenstwa. O nie! Na poczatku wszystko bylo inaczej i
          dopiero jak mocno stanela na nogach, jak urodzila dwoje dzieci i poczula, ze
          maz te dzieci bardzo kocha, to urosly jej pazury. Dobro dzieci jest przez nia
          odmieniane przez wszystkie liczby, rodzaje i przypadki. Jej maz nie ma zadnej
          innej rodziny. Nie raz go pytalam, dlaczego od niej nie odejdzie. Nie chcial
          byc sam i nie chcial zostwic dziec. Jak dlugo z nia mieszkam, tak dlugo mam
          jakis wplyw, jak sa dzieci traktowane- mowil. Te wszystkie lata pozostwily
          ogromny slad na jego psychice. Jest naprawde wspanialym czlowiekiem. Wie duzo,
          potrafi duzo i mysli jeszcze wiecej. Ale, jak sie przez tyle lat slyszy, ze
          jest sie zero, ze sasiedzi maja wiecej a kolezanka nowe meble a on, lajza,
          nawet na to nie potrafi zapracowac, to zaczyna sie samemu w siebie watpic.
          Sytuacja na dzis jest taka, ze dzieci sa juz duze. Potrafia same myslec i sie
          bronic. W zycie tego pana wkroczyla inna kobieta. Madra i samodzielna. Starsza
          od jego zony. Spokojna i zrownowazona. Lize jego rany. Kocha go bardzo. Ale w
          oczach swiata jest ku....No bo on jest zonaty!! A zona ma pelne wspolczucie. I
          dlatego ja tak walcze czasem na tym forum z wszystkimi obronczyniami swietosci
          malzenskiej. Moj znajomy wlasnie sie rozwodzi. Zona chwyta sie wszelkich
          mozliwych srodkow i metod, zeby do tego nie dopuscic. Wymysla choroby, lata do
          lekarzy, bo biedna i chora ma jeszcze wieksze poparcie opinii spolecznej. A
          glosno wygraza, ze nie pozwoli na to, zeby po jego smierci ta k.... kasowala
          rente. Ja tylko wierze mocno, ze moj znajomy wywalczy w koncu swoj rozwod i
          bedzie ostatnie lata na tej ziemi naprawde szczesliwy. Tak mu tego zycze.
        • Gość: A28 Jeszcze cos: IP: *.proxy.aol.com 06.12.02, 17:56
          Prostytucja w malzenstwie to jest problem o ktorym sie nie mowi. Ale poczytaj
          te wszystkie posty od mezow z ktorymi zony nie chca sypiac, choc przed slubem
          byly ucielesnieniem sexu. Pomijam te przypadki, kiedy maz sie zaniedbal, bo tak
          tez czesto bywa. Ale ejszcze czesciej bywa, ze zona udziela laski wlasnego
          ciala za cos. Jest tu taka jedna, na forum Kobieta, ktora ma usta pelne
          potepienai dla kochanek i uzywa najgorszych wyrazen. Natomiast z tego co sama o
          sobie napisala to:pracuje, zeby sie na forum wyzywac, jej maz nie ma przy sobie
          pieniedzy, bo a nuz przyjdzie mu do glowy pojsc np do "tirowki", musi jej
          oddawac wszystkie zarobione pieniadze, ona go nienawidzi i jedyne co on jej
          dobrego zrobil, to dziecko. Gdyby natomiast inna sie do niego zblizyla, to
          wydrapie oczy tej k....Nic bym jej bardziej nie zyczyla tylko to, zeby jej maz
          znalazl kogos do kochania.
    • amidala Re: Rozwód - czy to było fair? 05.12.02, 10:08
      Niestety, znam takich sytuacji wiele. Znam też wiele, w których dzieje się
      zupełnie odwrotnie - mąż odchodzi sobie w siną dal, alimentów nie płaci, bo
      nie chce mu się, sąd go ściga, on pokazuje papierek, że jest rencistą lub
      bezrobotnym i dalej robi swoje. Nie rozumiem jednego, dlaczego nie zastosować
      tego w drugą stronę. Dlaczego normalni, uczciwi faceci dają się doić i
      wykorzystywać wściekłym harpiom, które chcą oprócz kasy wyrwać im wątrobę.
      Najlepiej żywcem. Skąd u nich takie poczucie winy, które każe oddawać im
      dobrowolnie niemal wszystko czego te straszne baby żądają. Nie proszą tylko
      żądają, wymagają i jak nie dostają, grożą i zatruwają życie. Chciałabym, żeby
      wypowiedział się któryś z tych płacących i wykorzystywanych, co nimi
      kieruje??? W naszym kraju tak łatwo się wypiąć, autentycznie skrzywdzić
      rodzinę. Szkoda, że równie łatwo zniszczyć wartościowego człowieka, traktując
      go przepisem, który miał ścigać tego szkodnika.
      • Gość: BabiCount Re: Rozwód - czy to było fair? IP: *.centrala.kbsa / 10.1.11.* 05.12.02, 15:32
        A to z prostej przyczyny nie walczą , bo chcą mieć święty spokój. Chandryczenie
        się z nienormalną babą to jest najgorsze co może człowieka w życiu spotkać.
        Oczywiście to działa w obie strony.
        • matrek Re: Rozwód - czy to było fair? 05.12.02, 16:37
          Gość portalu: BabiCount napisał(a):

          > A to z prostej przyczyny nie walczą , bo chcą mieć święty spokój.
          Chandryczenie
          >
          > się z nienormalną babą to jest najgorsze co może człowieka w życiu spotkać.
          > Oczywiście to działa w obie strony.


          Dokładnie tak
    • matrek Dziwię się 05.12.02, 15:37
      wobec tego co piszesz, że tyle lat wytrzymał.
    • nanette Re: Rozwód - czy to było fair? 05.12.02, 15:40
      Ten Twoj kolega to moze i swiety jest, ale gluuuupi!!
      Gdyby ja zostawil 20 lat temu to byloby fair - wobec niej i wobec siebie
      samego. A przynajmniej nie mialaby tyle czasu na te wyglupy, ile ma teraz, gdy
      dzieci sie wyprowadzily.
      N.
    • lustrzanka Re: Rozwód - czy to było fair? 05.12.02, 16:15
      Piotrze,
      Współczuję Twojemu przyjacielowi braku szczerości wobec siebie i straty 20 lat
      życia w takich warunkach.

      Pozdrawiam,
      Lu
    • Gość: Przemek Re: Rozwód - czy to było fair? IP: *.tele.pw.edu.pl 05.12.02, 19:41
      piotr.nugaj napisał:


      > Rezultat tego jest nastepujący: On chciał być fair, zapewnić jej spokojna
      > przyszłosć byleby tylko dała mu spokój.

      Poglad, ze od zony mozna odejsc, jesli sie jej zaplaci, jest niepowazny.
      Nie taka byla umowa przy zawieraniu slubu. Co innego, gdy zona wczesniej zlamala umowe, np. permanentnie
      zdradzala. W tym wypadku moja uwage prosze traktowac jako niebyla.

      > Najciekawsze z tego wszystkiego jest to iż ona 3 miesiace po ich rozstaniu
      > (szybko sie pocieszyła) przygruchała sobie faceta

      Ale zrobila to POTEM. W tej sytuacji nie jest to zaden argument. Nie wyjasniles, co bylo istotna przyczyna rozwodu.
      Pod jakim wzgledem zona byla nie do zniesienia? Fakt, ze on mial kogos "na boku" przed rozwodem, swiadczy
      wyraznie przeciwko niemu.

Pełna wersja