wieczna cierpiętnica

15.03.06, 14:19
Moja siostra to wieczna, życiowa cierpiętnica i malkontentka.Robi wszystko
,żeby czuć się nieszczęsliwą,pakuje się w chore sytuacje i układy. Brnie w
związek całkowice bez przyszłości(moim zdaniem to nie ma prawa się udać),a
potem będzie płakać i użalać się nad sobą całe życie,a przeceiż małżeństwo nie
jest za karę...
Tak samo wpakowała się w macieżyństwo w wieku 22lat będąc niepracującą
studentką, całkowicie na utrzymaniu niebogatych rodziców,a teraz przerasta ją
to psychicznie.Jest egocentryczna, zaborcza, roszczeniowa.
Zresztą taką samą osobą jest nasza matka, też całe życie jest cierpiącą matką
polką,także siostra powieliła jej wzorzec.Dość mam już słuchania na temat jej
życia, nieszczęść.Matka wciąż się nad nią użala...
Cholera, każdy jest kowalem swego losu.Dlaczego niektórzy sens życia upatrują
w marudzeniu, cierpiętnictwie, wzbudzaniu litości??? Jak rozmawiać z takimi
ludźmi? Jak nie dawać się wciągać w te chore wywody?

Zaznaczam ,że ja bynajmniej też nie mam łatwo,ale nie użalam się nad sobą
tylko biorę się z życiem za bary,bo nie mam innego wyjścia,tylko na siebie
mogę liczyć (jestem sporo starsza od siostry).

Poradźcie jak traktować takie osoby w najbliższym otoczeniu?
    • horpyna4 Re: wieczna cierpiętnica 15.03.06, 17:26
      Starać się ograniczyć kontakty, o ile jest to możliwe. Bo można zwariować.
      A nic nie pomożesz, bo uwielbiają narzekać.
      • marianna73 Re: wieczna cierpiętnica 16.03.06, 11:04
        horpyna4 napisała:

        > Starać się ograniczyć kontakty, o ile jest to możliwe.
        ////////
        staram się to właśnie robić(choć ciężko odcinać się emocjonalnie od rodziny), bo
        mam już dosyć,czuję jak przenoszą na mnie te swoje złe emocje, obciążają mnie
        nimi nie dając nic w zamian...

        Bo można zwariować.
        ///////
        dokładnie, jakbyś to znała:-)))


        > A nic nie pomożesz, bo uwielbiają narzekać.
        ///////
        coraz bardziej zdaję sobie sprawę ,ze to taki typ człowieka:-(
    • frostinio Re: wieczna cierpiętnica 15.03.06, 17:26
      marianna73 napisała:
      > Poradźcie jak traktować takie osoby w najbliższym otoczeniu

      Malkontentce ani nic nie wytlumaczysz, ani nie pomozesz, a sobie tylko poprzez
      zbyc czeste kontakty popsujesz humor.

      Jak traktowac? Kontakty ograniczac do minimum, a ich uwagi bagatelizowac
      i zbywac nic nie znaczacymi, ale "cieplymi" pocieszeniami - w stylu:
      - zobaczysz, jutro bedzie lepiej.

      • marianna73 Re: wieczna cierpiętnica 16.03.06, 11:12
        > Jak traktowac? Kontakty ograniczac do minimum, a ich uwagi bagatelizowac
        > i zbywac nic nie znaczacymi, ale "cieplymi" pocieszeniami - w stylu:
        > - zobaczysz, jutro bedzie lepiej.
        ////////
        Dokładnie tak radzi mi mąż, ale ja wciąż mam z tym problem jak dochodzi do
        kontaktu bezpośredniego z nimi.Taka jestem-serce na dłoni,naiwnie wierzę w to
        ,że skoro ja potrafiłam przepracować wiele spraw i ułozyć je sobie odpowiednio w
        głowie to każdy potrafi jak bardzo, bardzo chce. A wierzcie mi naprawdę było
        ciężko, wychowałam się w bardzo trudnej rodzinie, czuję się jak wyrwana z
        korzeni,ale wiem ,że nie miałam innego wyjścia,musiałam sama stworzyć sobie
        sysytem wartości,żeby nie przegrać siebie i swojego życia.Ale płacę za to bardzo
        wysoką cenę całe życie...
    • ty.jedz.jablka Re: wieczna cierpiętnica 15.03.06, 18:05
      taki typ że musi się wygadać, bo wydaje mu się, że zrobi mu się od tego lepiej,
      pewnie nawet nie rozumie jakim ciężarem cię obarcza, pewnie myśli, że cieszysz
      się, że darzy cię takim zaufaniem i ma złudzenie szczerej wspólnoty z Tobą w
      swojej biedzie (naprawdę tak myśli), to osobowiść zależna, niskie poczucie
      wartości + prawdopodobnie depresja, ciężko wyleźć z tego nawet jak się bardzo
      chce, to są złe nawyki myślowe i człowiek się sam nakręca tym gadaniem
      pozdrawiam
      • marianna73 Re: wieczna cierpiętnica 16.03.06, 11:20
        jakim zaufaniem??? jaka wspólnota? dla mnie to egoizm i wykorzystywanie... one
        są w stanie uwieszać się psychicznie na każdym i użalać na sobą , nad swoimi
        nieszczęściami, które nie są jakimiś przypadkami losowymi,ale konsekwencjami
        wyborów życiowych...co więcej wszelkie moje próby wsparcia,rozmowy, perswazji(z
        ich puntu widzenia nie raz kontrowersyjne)prędzej czy później wykorzystywane są
        przeciwko mnie...już sama nie wiem czego tak naprawdę ode mnie oczekują,bo
        cokolwiek zrobię jest źle...
    • lucy63 Re: wieczna cierpiętnica 15.03.06, 18:27
      Nie zajmuj żadnego stanowiska. Nie doradzaj, nie oceniaj, nie krytykuj, nie
      irytuj się. Ty niestety nic nie możesz w tej sprawie zrobić. Może natomiast
      Twoja siostra ale pod warunkiem, że będzie chciała. Tylko ona może spróbować
      poszukać sposobów radzenia sobie ze swoimi trudnościami.To jest sprawa na długą
      pracę i dla doświadczonego psychoterapeuty. A tak nawiasem - spróbuj się
      dowiedzieć jaka jest historia kobiet w rodzinie Twojej matki(mamy, babci,
      prababci,ich sióstr). Łatwiej Ci będzie zrozumieć skąd taka postawa życiowa
      matki i siostry. Jeśli zechcesz się w to wgłębić, to podaj swoje namiary -
      odezwę się do Ciebie. Pozdrawiam.
      • marianna73 Re: wieczna cierpiętnica 16.03.06, 11:32
        Ty niestety nic nie możesz w tej sprawie zrobić. Może natomiast
        > Twoja siostra ale pod warunkiem, że będzie chciała. Tylko ona może spróbować
        > poszukać sposobów radzenia sobie ze swoimi trudnościami.
        ////////////
        właśnie to próbuję jej uzmysłowić ,że sama kształtuje swoje życie,że ma wpływ na
        swoje szczęście jak nikt inny, że pwoinna zmienić swoje myślenie,być bardziej
        decyzyjna, a nie przyjmować tylko bezwolnie to co niesie los...tylko,że wymaga
        to masę determinacji, żelaznej dyscypliny wewnętrznej,konsekwencji, autoanalizy
        etc....wiem o czym piszę ,bo sama to przepracowałam...
        Nie jestem idealna, mam swoje demony, zachamowania, lęki, ale wiem też ,że
        jestem inna... jestem inną matką(staram się ) dla mojego dziecka niż moja matka
        była dla mnie, musiałam przewartościować moje życie ...moja matka nie jest dla
        mnie autorytetem jako człowiek, ani jako matka, ani jako żona.
    • solaris_38 Re: wieczna cierpiętnica 15.03.06, 22:17
      z ich punktu widzenia świat jest inny
      zyjecie w innym swiecie

      w twoim - coś od ciebie zalezy
      widzisz to
      i ciesz sie tym

      a im powedz co myslisz
      przymaniej jesli jesteś w dobrym humorze a nigdy pod wpływem irytacji
      mzoliwe że kiedyś jesli naui zyciowe sie dość skumuluja MOZE ? to byc że i
      twoje słowa pzryczynią sie do tego że coś sie zmieni w ich zyciu

      trzba mówic pradę
      twoją prawde
      ale pamietając że ta prawda wygląda dla nich jak lekceważenie brak
      zrozumienia i pogardliwe wywyższanie się
      • marianna73 Re: wieczna cierpiętnica 19.03.06, 23:49
        > trzba mówic pradę
        > twoją prawde
        > ale pamietając że ta prawda wygląda dla nich jak lekceważenie brak
        > zrozumienia i pogardliwe wywyższanie się

        ///////////////
        ujęłaś to idealnie, dokładnie tak jestem odbierana pomimo najlepszych chęci i
        zastanawiam się czy mają sens dalsze próby z mojej strony,skoro potem służą jako
        broń przeciwko mnie...
        • solaris_38 Re: wieczna cierpiętnica 23.03.06, 23:47
          ty badz sobą ale nie jakos ostentacyjnie
          nie licz na biżesz związki ale zachowaj swój poziom rozwoju z RADOśCIą

          lub pzryłącz do ich zabw jesli do tego ci blizej

          cokolwiek zrobisz zrób to z głębi serca i z radością
    • mskaiq Re: wieczna cierpiętnica 16.03.06, 09:41
      Mysle ze tak jak napisalas przyczyna jest zal nad Soba. Ty nie poddajesz sie
      jemu, unikasz zalu. Twoja Siostra i Mama nie potrafia tego zrobic.
      To nie jest takie proste przestac sie zalic nad soba, pojawiaja sie bardzo
      silne uczucia i bardzo silne przekonanie ze to jest jedyny sposob reakcji.
      Czesto zal nad soba mylony jest z wrazliwoscia.
      To mozna zmienic ale wymaga to zmiany sposobu myslenia, zrozumienie ze zal
      dziala przeciwko Nim.
      Mozesz probowac tlumaczyc ze to jest zle, ze trzeba tego unikac, ale na
      poczatku nie beda Ciebie sluchaly, dla Nich to zachowanie jest normalne.
      Musisz rozumiec ze to nie jest Ich zla wola a problem z ktory niszczy Im zycie.
      • galja Rozumiem cie świetnie! 16.03.06, 18:36
        Rozumiem cię świetnie.Wspólczuje.I ...nie wiem co poradzić, bo rady na to chyba
        nie ma.nawet psychologom sie nie pryśniło lekarstwo na ta przypadłość.
        Ignorować?może jak narzekają zacznij pogwizdywać?Ja czesto wstje wtedy od
        stołu, ide parzyc herbate i poprostu zlewam takiego zgreda.

        Mam mame malkontentke, teściową i szwagierke.
        Wieczne użalanie się nad swym losem. Zawsze im wiatr w oczy.

        Mnie jest dobrze, ja nie mam problemów itp.

        Pozatym to czesto MOJA wina, że im jest żle w życiu.

        Ogranicz kontakty.To jednyne wyśje.Nie chcwal sie przed nimi, że masz coś
        nowego. Bądz bierna.
        moja teściowa+mama+szwagierka NIGDY sie mnie jeszcze nie zapytały:co u ciebie
        słychać?Zawsze to musze ja wysłuchiwac co u nich 9złego oczywiście) sie dzieje.
        A jak zaczynam"A ja...a u mnie...", to zaraz mi przerywają zdaniem"E, co ty tam
        Ty, żebyś wiedziała jak JA mam xle...".

        i zgadzam się z tym: malkontentowi obojętne komu sie wyrzyguje. CZy to brat,
        czy sąsiad, czy obcy.byle mu przekazac, że świat go oszukał, i to tylko jego....

        Własnie jestem po rozmowie z teściową, oszukana przez los, a jutro mam mame,
        którą to zycie styrało................A co ta, ja....ja jestem nieistotna.....
        P.S.
        Dobrze, że mam fajna siostre :-)))
        • nattasza Re: Rozumiem cie świetnie! 16.03.06, 18:39
          galja napisała:

          > Rozumiem cię świetnie.Wspólczuje.I ...nie wiem co poradzić, bo rady na to
          > chyba nie ma.nawet psychologom sie nie pryśniło lekarstwo na ta przypadłość.

          U ciebie widać dziwne podejscie do psychologów. Musisz wiedzieć jedno, są tylko
          ludzmi i nie nalezy oczekiwac od nich cudów. Przede wszystkim przestac czytac
          Hellingera.
          • galja Re: Rozumiem cie świetnie! 17.03.06, 12:21
            Moja droga, ale pisze to bez cynizmu!Gdyż...a nie ważne.
            Nie mam nic przeciwko psychologom, uważam, że cierpiętnicy sa okropni i nawet
            psychologowi opadłyby ręce, gdyby miał do czynienia z takim cierpietnikiem
            nałogowym.
        • marianna73 Re: Rozumiem cie świetnie! 19.03.06, 23:55
          galja napisała:


          > Mnie jest dobrze, ja nie mam problemów itp.
          >
          > Pozatym to czesto MOJA wina, że im jest żle w życiu.
          >

          > moja teściowa+mama+szwagierka NIGDY sie mnie jeszcze nie zapytały:co u ciebie
          > słychać?Zawsze to musze ja wysłuchiwac co u nich 9złego oczywiście) sie dzieje.
          >
          > A jak zaczynam"A ja...a u mnie...", to zaraz mi przerywają zdaniem"E, co ty tam
          >
          > Ty, żebyś wiedziała jak JA mam xle...".
          >
          > i zgadzam się z tym: malkontentowi obojętne komu sie wyrzyguje. CZy to brat,
          > czy sąsiad, czy obcy.byle mu przekazac, że świat go oszukał, i to tylko jego...
          > .

          /////////////

          widzę ,że temat znasz dogłębnie:-)))zacytowane fragmenty również u mnie są
          standardem...
          • galja Re: Rozumiem cie świetnie! 23.03.06, 19:46
            To jest nas dwie:-)
            Temat znam dogłebie:-)Niestety.

            W pracy mam tez wieczną cierpiętnice, ale w sumie ja nie wiem czy ona jest
            cierpiętnica czy cos innego?ona nie ma uczuć na twarzy wypisanych.Nigdy sie nie
            smieje, nigdy inie płacze.Nigdy niczego nie okazuje,tępy wyraz twarzy. Ani
            smutna, ani kpiąca. to jest dopiero dramat!Mówie ci.Mówisz do niej, a ta
            nic.Ani nie przytaknie, ani nie zgani...Nie ma zdania na żaden
            temat...nic.Męża, dzieci, psa, kota ani hobby tez nie ma.
            • czekoladka_84 Re: Rozumiem cie świetnie! 24.03.06, 11:44
              Może jest chora? Słyszałam o takiej chorobie (chyba układu nerwowego), która
              objawia się tym, że twarz człowieka jest jak maska, nie wyraża wogóle uczuć i
              emocji.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja