marianna73
15.03.06, 14:19
Moja siostra to wieczna, życiowa cierpiętnica i malkontentka.Robi wszystko
,żeby czuć się nieszczęsliwą,pakuje się w chore sytuacje i układy. Brnie w
związek całkowice bez przyszłości(moim zdaniem to nie ma prawa się udać),a
potem będzie płakać i użalać się nad sobą całe życie,a przeceiż małżeństwo nie
jest za karę...
Tak samo wpakowała się w macieżyństwo w wieku 22lat będąc niepracującą
studentką, całkowicie na utrzymaniu niebogatych rodziców,a teraz przerasta ją
to psychicznie.Jest egocentryczna, zaborcza, roszczeniowa.
Zresztą taką samą osobą jest nasza matka, też całe życie jest cierpiącą matką
polką,także siostra powieliła jej wzorzec.Dość mam już słuchania na temat jej
życia, nieszczęść.Matka wciąż się nad nią użala...
Cholera, każdy jest kowalem swego losu.Dlaczego niektórzy sens życia upatrują
w marudzeniu, cierpiętnictwie, wzbudzaniu litości??? Jak rozmawiać z takimi
ludźmi? Jak nie dawać się wciągać w te chore wywody?
Zaznaczam ,że ja bynajmniej też nie mam łatwo,ale nie użalam się nad sobą
tylko biorę się z życiem za bary,bo nie mam innego wyjścia,tylko na siebie
mogę liczyć (jestem sporo starsza od siostry).
Poradźcie jak traktować takie osoby w najbliższym otoczeniu?