eurydyka2001
06.12.02, 03:42
O stosunku do finansów będzie mowa. Czyli troche zawężone zakresy pojęć w
tytule.
Z czym Wam się kojarzą te określenia? Jeśli kogoś na własne potrzeby
zaklasyfikujecie jako materialistę na przykład - to jakie macie dalsze
skojarzenia z takim "typem"? Jakie cechy osobowości, Waszym zdaniem, są
związane z takim, a nie innym stosunkiem do pieniędzy? Która kategoria jest
według Was raczej pozytywna, która nie - i dlaczego?
Dlaczego pytam? A bo sama należę zdecydowanie do gatunku lekkoduchów, istot,
które traktują pieniądze baaardzo swobodnie, z kłopotami finansowymi
rozprawiają się najczęściej metodą Scarlett O'Hary ("pomyślę o tym jutro"), a
co zabawniejsze - im bardziej lekceważący mam stosunek do pieniędzy, tym
więcej owych pieniędzy zarabiam i mam. Gdy już zarobię i posiądę -
natychmiast przystępuję do przepuszczania, jakbym w jakichś wyścigach
uczestniczyła. Najchętniej w drodze rozdawnictwa, uszczęśliwiania otoczenia
oraz najróżniejszych kaprysów i wariactw. Tak mam, tak miałam zawsze...
Tak się jednak złożyło, że od niedawna mam nowe Kochanie. Moje Kochanie wcale
nie miało być żadnym kochaniem według założeń początkowych, ale coś się tak
porobiło, że jest. Ja zaś z opóźnionym zapłonem stwierdziłam, że mam do
czynienia z klasycznym przypadkiem materialisty. Czyli takiego, co to chcąc
nie chcąc kategorie merkantylne stosuje w odniesieniu do całego świata
bożego, w pierwszej kolejności i poświęcając zagadnieniu mnóstwo troskliwej
uwagi. Skrupulatnie kalkuluje koszty wszystkiego, przysięgam, kupno lizaka
też by pewnie rozpatrywał w zestawieniu z całym swoim budżetem. Cokolwiek
robi, "częściowo" jest jednocześnie w pracy i zastanawia się, ile mógłby
zarobić, gdyby w tej pracy całkiem był. Pamięta z wyprzedzeniem
trzymiesięcznym wszystkie terminy zapłaty jakichś rachunków i innych takich.
I w ogóle im bardziej coś "brzęczy", tym jest dla niego fajniejsze.
A ja tak się przypatruję ze zdumieniem i myślę sobie, że mnie to cholernie
drażni! I w ogóle, no co za prymitywizm, można oszaleć! jaka małostkowość!
obrzydliwe! no przecież wszystko w życiu jest ciekawsze od pieprzonych
pieniędzy, których liczenie wydaje mi się wręcz czynnością "niegodną" :-)
I zastanawiam się, dlaczego tak gwałtownie i tak niechętnie reaguję na jego
materializm. Czy tylko dlatego, że sama jestem zupełnie inna, a w ramach
samozachwytu klasyfikuję swoje własne podejście jako Jedyne Fajne? A może
inni ludzie też mają podobne skojarzenia? Jak jest u Was? Którą wersję
pochwalacie, którą potępiacie? A którą sami reprezentujecie?
I pytanie dodatkowe - skąd się biorą materialiści i lekkoduchy? Czy tego się
nabywa w domu rodzinnym? Czy raczej jest to pochodna warunków życia? Czy może
predyspozycji, a może jeszcze czegoś innego?
Zapraszam do dyskusji, pozdrawiam