nienawidzę własnej matki

17.03.06, 11:46
Cześć,

Temat jak w tytule. Postanowiłam się z wami tym podzielić, bo internet jest
anonimowy i nie będę musiała się wstydzić za uczucia, o których chcę pisać.
Nienawidzę własnej matki. Najgorsze jest to, że jestem jedynaczką i mieszkamy
od 15 lat bez ojca. Moja matka nie pracuje. W zasadzie nie ma w życiu żadnych
swoich spraw - ma tylko mnie. W związku z tym żyje moim życiem i całkowicie
sobie mnie podporządkowała. Dzwoni do nie codziennie, relacjonuję jej co tam
w pracy, co w życiu osobistym... Mam taki odruch, że cokolwiek robię myślę co
ona by na to powiedziała, jak by takie postępowanie oceniła.
Potrafi tak terroryzować mnie psychicznie, że w rzeczywistości ona decyduje z
kim utrzymuję kontakty towarzyskie. Zerwałam z chłopakiem pod wpływem jej
negatywnej opinii o nim (którą podzielam i nigdy nie pożałowałam tej deyczji -
a więc może nie do końca podjęłam jej wyłącznie pod jej wpływem).
Podobnie zerwałam kontakty z moja jedyną przyjaciółką, na skutek trudnej
sytuacji życiowej, w której według mojej mamy dziewczyna ta zachowała się
nielojalnie. W ten czy inny sposób dawała mi jasno do zrozumienia, że jeżeli
nadal będę się z nią przyjaźniła to ona uzna mnie za osobę pokrętną,
nielojalną, obłudną - a w konsekwencji że wyprze się mnie jako córki.

W ogóle wątek ten stale powraca w naszych relacjach - stale mnie szantażuje,
że "nasze drogi się rozejdą" i że tak czy owak - zostawi mnie, no i
oczywiście potem się zemści, bo jest bardzo mściwą osobą. Jak wskazałam -nie
mam innej rodziny.
Przysięgam, że wchodzi w konflikt z każdym, kogo spotka na swojej drodze. Nie
ma przyjaciół i znajomych ( z nielicznymi wyjątkami, a i o tych jest złego
zdania). Sąsiadom się nie kłania.
Nie jestem w stanie przebywać z nią dłużej, niż 3 dni - potem zaczyna się
darcie kotów. Nie mogę wytrzymać jej obecności w tym samym pomieszczeniu.
Wyprowadziłam się z domu - mieszkamy teraz w innych miastach i to jest jedyny
plus całej sytuacji - nie muszę jej znosic na co dzień.

Nie wiem co mam zrobić. Popadam w depresję, nienawidzę z nią rozmawiać przez
telefon, bo jak ma zły nastrój (a taki ma przeważnie!) to zaraz mnie tym
zaraża. Mam wrażenie, że ma do mnie pretensje, że mam czasami dobry humor.
Stale narzeka i wszystko krytykuje. Nic jej się nie podoba: kraj, polityka,
miasto, w którym mieszka, ludzie. Wszystko jest do dupy. Otaczają nas sami
wrogowie. Nic dobrego nas w życiu nie spotka. Wszędzie węszy spiski i
podstęp.

Boże, jak to piszę, przejmuje mnie taka nienawiść, że aż niedobrze mi się
robi. Mam straszne wyrzuty sumienia, że w taki sposób myślę o własnej matce,
która przecież "wszystko dla mnie poświęciła", jak często to podkreśla.

Wiecie, że całymi tygodniami pogrążona jestem w apatii - rozmyślając jedynie
na temat tego za co Bóg mnie tak pokarał? Dlaczego nie mam normalnej rodziny?
Nikomu nic złego nie zrobiłam, za co więc ciąży na mnie taka klątwa?

Przynajmniej to z siebie wyrzuciłam.....

pozdrawiam
mary
    • maureen2 Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 12:29
      nie rozumiem,dlaczego matka ma taki wpływ, prowadząc oddzielne życie.Moze matka
      nie radzi sobie ze swoimi problemami i trzeba dać jej parę rad- co mogłby robić
      w swoim życiu.
      • anjakarenina Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 12:41
        wąpię, żeby matka przyjęła jakiekolwiek rady, moim zdaniem, ma jakieś zaburzenia
        psychiczne, których bez psychologa nie da się ruszyć. ale ponieważ z pewnością
        do psychologa nie wybierze się, to jedyne, co możesz zrobić, to zacząć pracować
        nad sobą, a przede wszystkim nad wydobyciem się spod jej wpływu. myślę, że to
        naturalne, że tak reagujesz na własną matkę. myślę też, że takie reakcje są dla
        ciebie zgubne i radzę samej udać się do psychologa. trochę potrwa, ale z
        pewnością uda ci się uwolnić i stać się po prostu szczęśliwą.
        • maureen2 Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 13:05
          to nie wymaga żadnych porad psychologicznych,wystarczy tylko zacząć doradzać
          swojej matce,ktora jak widać pogubiła się w życiu i nie radzi sobie, wystrczy
          zapytać ją,czy ma jakąś sympatię, może spróbowałaby ponownie wyjść za mąż,co
          kupiła sobie ostatnio,poradzić by zadbała o swój wygląd,wskazać jej paru cieka-
          wych znajomych,gorąco namawiać aby spotkała się z nimi,ocenić wygląd matki,jej
          gust,wystrój mieszkania aby zmobilizować ją do wysiłku.To naprawdę działa i to
          bardzo szybko.
          • anjakarenina Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 15:45
            gdyby to wszystko było takie proste.........
          • irmina621 Re: nienawidzę własnej matki 18.03.06, 21:43
            cIESZ SIĘ ,ZE W OGÓLE MASZ MAMĘ,KTÓRA SIĘ tOBA INTERESUJE ,DZWONI I TAK
            DALEJ .MUSISZ WIEDZIEĆ ,ZE SĄ LUDZIE KTORZY TAKIEJ MAMY INTERESUJĄCEJ SIĘ NIE
            MAJA
      • zoe17 Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 12:42
        Wejdz na strone www.hellinger.pl > w menu wybierz "artykly prasowe" > i
        przeczytaj pierwszy artykul - wywiad z B.Hellingerem przeprowadzony przez
        Eichelbergera. Hellinger mowil tez o tej kwestii dzisiaj na czacie, ale chyba
        jeszcze nie jest dostepny. Pozdrawiam:)
    • asiulka555 Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 13:01
      Czesc Mary, bardzo dobrze cie rozumiem, jak chcesz pogadac napisz na maila.
    • malvvina Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 13:38
      piszesz ze nienawidzisz matki. Ciezkie slowa. Ale latwiejsze do zaakceptowania
      niz nienawisc samej siebie. W rzeczywistosci nienawidzisz siebie za slabosc i
      niemoznosc samodzielnego zycia.
      • nattasza Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 13:40
        Może polecisz do RPA z polską nalewką i napijesz z Nelsonem Mandelą?:)
        • malvvina Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:01
          nie wiem aniolku skad wezme te pl nalewke (no i trzeba lubic). Tu gdzie
          mieszkam nie sprzedaja.
          • nattasza Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:03
            Mozna było sie przez tyle lat francuskiego nauczyc nie mieszkajac we Francji,
            prawda aniołku?:)
            • malvvina Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:04
              alez ja wcale nie umiem francuskiego ! (aniolku)
    • alfika Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 13:54
      pomyśl o terapii
      jeśli nie możesz uwolnić się od mamy - i nie chodzi o zerwanie kontaktów, ale o
      poczucie uwolnienia psychicznego od niej - to naprawdę z reguły pomaga terapia

      poza tym, to już tak na marginesie, ja bym nie zdzierżyła i pewnie wszelkie
      dostępne sposoby na przekazanie mamie tego, co robi, bym wykorzystała

      na początek niewinne pytanie - kiedy ostatnio powiedziałaś mi coś miłego, np.
      że mnie naprawdę bardzo kochasz i uważasz za mądrą córkę

      i za diabła bym się nie wycofała z pytania ani nie przepraszała, choćby w
      spazmy wpadła

      mam nadzieję, że sobie z tym poradzisz - na pewno masz szansę
      tylko naprawdę przede wszystkim pomyśl o terapii
      • l-31 Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 13:55
        Może Ty jesteś facetem, co? Tak dziś właśnie słyszałam:-)
        • alfika Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:39
          może :)
          ale ja też się z tobą nie ożenię :)
    • 20052006s Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 13:59
      Rety, ja mam prawie identyczną sytuację, ale nie na taką skalę. Ale fakt - też
      jest zgorzkniałą kobietą, zawsze na nie, nastawiona na niepowodzenie,
      krytykująca wszystko, w tym także mnie, moje wybory i teraz jeszcze moje i męża
      decyzje życiowe - a to że kredyt wzięliśmy, nawet że źle przwozimy lodówkę do
      naszego mieszkania, bo na pewno ją uszkodzimy. Też mnie zaraża swymi złymi
      humorami i wkur... tym ciągłym narzekaniem, i ogólną wściekłością i zgryzotą.
      Tłumaczenie nic nie pomaga i najczęściej kończy się kłótnią bo ona kompletnie
      nie rozumie dlaczego jest mi przykro. A teraz dochodzi to, że będziemy się
      niedługo wyprowadzać (ja i mąż) i nie mam sumienia zostawić jej takiej
      samotnej, marudnej, zgorzkniałej, bo przecież będzie ciągle płakać nad swoim
      marnym losem i siedzieć skrzywiona i już całkiem będzie trudno się dogadać...
      Też nie wiem co robić.
      • ania_z_wiochy Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:01
        Chyba poprosze kogoś o napisanie legendy kto kogo nie chciał. I nie będzie to o
        Wandzi:-)
    • maureen2 Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:10
      idąc do psychologa ryzykujesz,że trafisz na osobę,ktora ma ten sam problem nie-
      rozwiązany i będziesz tracić czas i swoje pieniądze usiłując rozwiązac problem
      psychologa. Porady forumowiczów na to wskazują,będą terpeutyzować cię z proble-
      mów twojej matki,twierdząc,że to są twoje problemy,które masz rozwiązać.
      • malvvina Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:14
        ?????????????????????????



        > idąc do psychologa ryzykujesz,że trafisz na osobę,ktora ma ten sam problem
        nie
        > -
        > rozwiązany i będziesz tracić czas i swoje pieniądze usiłując rozwiązac problem
        > psychologa. Porady forumowiczów na to wskazują,będą terpeutyzować cię z
        proble-
        > mów twojej matki,twierdząc,że to są twoje problemy,które masz rozwiązać.
        • mio.mio Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:28
          Posluchaj poprzedniczki , tak jest rzeczywiscie. Ja tez stracilam wiele lat,
          majac nawet ten komfort, ze do domu ogromna odleglosc. Problem dalej jest,
          terapii nastawionej naprawde na rozwiazanie a nie poglebianie, jak na lekarstwo.
          Sprobuj z Hellingerem.
          • nattasza Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:29
            Od razu widac ze zajmujesz sie psychologia rodem z Amway
            • mio.mio Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:32
              Moja ma rzeczywiscie lezanke, nawet po trzech latach kupila sobie nowa.
              • nattasza Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:33
                Jak dla mnie to jesteś zwykłym szarym akwizytorkiem z wąsem
                • mio.mio Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:37
                  Nastusiu, czy ty znowu terapeutyzowalas sie po polsku pigulami ? Chyba ci nie
                  sluza. Poza tym mialam naprawde szajsowaty dzien dzis, i to jeszcze nie koniec,
                  musze znowu na lekcje, i moglabys wykazac odrobine zrozumienia. Na
                  hellingerowskich sekciarzy bede uwazala, na pewno sie nie dam, poza tym
                  poinformuje cie natychmiast o jakichkolwiek z tej strony klopotach.
          • alfika Re: :) dziewczęta, czy macie zamiar... 17.03.06, 14:47
            ...podliczać ilość głosów za psychologiem i przeciw?
            czy od razu wiecie z góry, że autorce wątku psycholog nie pomoże i na tym
            kończycie swoje jakże cenne "porady"?

            cóż za wysublimowana wrażliwość :) jeszcze opiszcie, jak się psycholog ubierał
            (a) i jakiego koloru jest kozetka... właśnie po to jest ten wątek

            a wracając do tematu - zawsze, ale to zawsze warto próbować
            zaś z psychologa, który nie pasuje, można zrezygnować kiedy wiadomo, że ten nie
            jest w stanie pomóc
            (słyszałam, że nawet nie trzeba czekać trzech lat, hehe)
            • mary32 Re: :) dziewczęta, czy macie zamiar... 17.03.06, 15:03
              bardzo dziękuję Wam za wszystkie odpowiedzi. Cieszę się, że ktoś mnie wysłuchał
              i dziękuję za rady. Kilka słów wyjaśnienia:
              moja matka krytykuje wszystko i wszystkich poza mną. Dla niej jestem zawsze
              najukochańszą, najmądrzejszą, najpiękniejszą córunią. Zawsze mnie mobilizuje do
              wszelkich starań, docenia moje osiągnięcia, sto razy na dzień mówi mi, że mnie
              kocha. Tak więc nie chodzi zaniedbanie emocjonalne. (Boże jak to piszę, to
              czuję się jeszcze gorzej z powodu tytułu mojego posta, ale cóż - słowo się
              rzekło, więc trzeba kontunuować. Jeśli dojdziecie do przekonania, że jestem
              tylko rozwydrzonym bachorem, który zbyt wiele żąda - też wezmę to pod uwagę).

              Podobnie - nie chodzi o to, że ja się moją mama nie interesuję (jej
              mieszkaniem, znajomymi, upodobaniami, problemami). Skąd, stale jestem z nią w
              kontakcie, sama zwrtacam się do niej po rady, a ona do mnie - staramy się
              wspierać wzajemnie. Znam jej pogląd na temat powtórnego zamążpójścia: kochała
              mojego ojca nad życie i po rozstaniu z nim nie chciała się z nikim wiązać, bo
              nikt inny nie był mu równy. Co nie przeszkadza jej go obecnie nienawidzić za
              to,że "oszukał ją i złamał jej życie". Ale żaden inny mężczyzna nie mógł
              sprostać jej oczekiwaniom - zresztą nigdy nie spotkała nikogo, kogo brałaby pod
              uwagę, bo ... tak jakoś... życia towarzyskiego nie prowadziła, w pravcy
              zajmowała się pracowaniem, a nie rozglądaniem za facetami. Poza tym miała
              dziecko czyli mnie i miała dla kogo żyć.

              Ja jednocześnie czuję do niej ogromną miłość i nienawiść za to, że jestem tak
              uzależniona, że mnie szntażuje emocjonalnie, że trzyma mnie w szachu, że nie
              daje mi wolnej ręki, wolności.
              Mam poczucie winy, bo szczerze mówiąc nie znam żadnej innej kobiety, która
              byłaby równie oddana, gotowa do poświęceń dla swojego dziecka i zawsze chętna
              do każdej pomocy. Czy chodzi o uszycie mi sukienki, czy przywiezienie na
              plecach dywanu pociągiem - w każdej chwili tak jak stoi - zabiera się do tego.
              Oddałaby mi każde pieniądze. Nie ma rzeczy, której w jej ocenie nie byłabym
              warta. Osobom, które mnie krzywdzą wydrapałaby oczy.
              A jednak wszystkie cechy, o których napisałam w pierwszym poście z tym
              wszystkim współistnieją. Czy to ona jest schizofreniczką czy ja?
              Może nie mam powodów, żeby jej nienawidzić. Albo może współistnienie miłości i
              nienawiści w relacji matka-córka przy jednoczesnym braku ojca w domu - są czymś
              normalnym???
              • nattasza Re: :) dziewczęta, czy macie zamiar... 17.03.06, 15:04
                Adminie zmień strategie, nie płać wierszówki, bo i tak nikt tego nie czyta:)
              • malvvina Re: :) dziewczęta, czy macie zamiar... 17.03.06, 15:17
                nie czujesz sie godna takich staran. Nie odwzajemniasz tak intensywnych uczuc.
                I czujesz sie winna.
                niepotrzebnie
                zyj wlasnym zyciem - nikt tej milosci wazyc nie bedzie. I nikt cie nie ukarze
                za to ze jest mniej goraca. Lub po prostu ze inaczej ja wyrazasz.
                • maureen2 Re: :) dziewczęta, czy macie zamiar... 17.03.06, 15:51
                  rewelacja, niegodna miłości musi czuć się winna,bo jest niegodna i dlatego nie-
                  nawidzi,że ją ktoś nienawidzi, a może kocha,a może nienwidzi i tak dalej.Oj,zapo
                  wiada się bardzo długa terapia,co najmniej 10 lat.
                  • malvvina Re: :) dziewczęta, czy macie zamiar... 17.03.06, 16:08
                    a w rzeczywistosci to takie proste : spac sr ... i zrec, co nie ?
                    • maureen2 Re: :) dziewczęta, czy macie zamiar... 17.03.06, 16:12
                      tak,tak,tak.
              • croyance Re: :) dziewczęta, czy macie zamiar... 22.03.06, 21:45
                W psychologii to sie nazywa podwojne wiazanie, i faktycznie jest dosc
                schizofreniczne.
            • mio.mio Re: :) dziewczęta, czy macie zamiar... 17.03.06, 15:05
              teraz do ciebie , dziecko. Wiekszosc twoich tutaj wypocin pozostawia we mnie
              bardzo nieprzyjemny posmak- powiedzialabym "schall", co jest wg, niektorych
              szkol niechybna oznaka tego, ze twoj maly swiatek 15 - latki juz od dawna sklada
              sie z tzw. uczuc zastepczych . Co to takiego warto poczytac, nie boli
              dotknietego absolutnie, ale u wszystkic wokol prowokuje nude ew. irytacje (
              zbiorowa )- takie do tej pory byly , zdaje mi sie, odzewy do ciebie i o tobie na
              tym forum. Nicka nie zmienie, nie wymysle sobie tez zadnego innego zyciorysu , i
              ogolnie obiecuje nie odpowiadac na twoje posty i ripostty, wten sposob uda nam
              sie napewno w dalszym ciagu na tym forum robic to, na co kazda z nas dla siebie
              samej ma ochote.
              • mio.mio Re: :) dziewczęta, czy macie zamiar... 17.03.06, 15:07
                To bylo oczywiscie do Alfika
                • alfika Re: mio :) 18.03.06, 18:11
                  zauważyłam, szkrabie :)
                  przecież wyciąganie wniosków to nie twoja domena, pyskówka lepsza, prawda?

                  niemniej miło mi, że nareszcie jest tu ktoś, kto wie, co wzbudzam swoją osobą u
                  wszystkich
                  no i określenie mojego wieku, miód :)

                  ps. czy aby nie jesteś nauczycielką marzącą o innym kraju, innym mężczyźnie,
                  innej figurze, a przynajmniej talii - i w ogóle innym życiu?
                  z góry serdecznie współczuję, nie biorąc do serca tej jakże trafnej
                  psychoanalizy mej skromnej osoby
                  baw się dobrze
                  na forum przynajmniej :)
    • mio.mio Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:55
      Hör`zu, Kleine. Langsam wäre es an der zeit zu begreifen, dass die Menschen, die
      dir begegnen, wirklich gute Absichten hegen. Und das einfach so, weil die
      Menschen sind - wie du, und nicht anders funktionieren . Dein Misstrauen jedem
      gegenüber macht dir nicht das Leben schwer, es macht dir das Lernen für ein
      besseres Leben unmöglich. Ich bin darüber seit Kürzen hinweg, ich meine ein
      bischen nachvollziehen zu konnen, was in deinem Kopf vorgeht, und hüte mich
      davor, dir Ratschläge, die dir eine Veränderung durch Abwehr unmöglich machen,
      zu erteilen. Für mich bist du einfach mein Nächster ( im biblischen Sinne ).
      Mach damit, was du willst. Ich kann mit dir gut weiter leben.
      • nattasza Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 14:59
        Das ist ferlorene Muche. Ich ferstehe nicht:)
        • mio.mio Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 16:32
          Trotzdem schön.Bis dann.
          • nattasza Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 17:48
            Nimm dich nur in acht! Ich habe einen schwarzen Tag
            • mio.mio Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 19:09
              Ich habe das als erste gemeldet, aber O.K. , ichwerde mich in acht nehmen. Jetzt
              frage bitte nicht all zu viel, sondern schreibe einfach etwas dazu - du hast
              doch erfahrung in der Psychiatrie - was geht in dem Kopf von Alzheimerkranken,
              und was nicht mehr. Wenn es dir nich danach ist, antworte lieber an einem
              anderen Tag. Diesmal wirklich Danke.
              • nattasza Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 19:27
                Du treffst alle meine Erwartungen uber:)
                • mio.mio Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 20:48
                  Aber an einem anderen Tag schreibe bitte unbedingt, ich muss mich gerade um
                  solch ein Fall kummern, und mit meinem Herz komme ich leider nicht weiter.
                  • nattasza Re: nienawidzę własnej matki 18.03.06, 15:43
                    Wenn ich mich nicht irre, ist das Herr Mathias.
                    Recht. LaB mich in Frieden!
      • alfika Re: mio, fuj 18.03.06, 18:12
        cóż za obrzydliwa nieznajomość języka polskiego!
      • kala0505 Re: nienawidzę własnej matki 23.03.06, 14:21
        co, kiepska trawka była? Jak już się popisujesz znajomoscia języka to może
        postaraj się pisać na temat. Z tego co napisałeś (bo tego typu głupote
        przypisuję raczej facetom) wynika, że albo nie czytałes tekstu, albo sobie po
        prostu przekleiłeś jakas radę z niemieckojęzycznego forum...no cóż - Głupota
        ludzka jest jak miłosierdzie boże - nieogarnięta i wszechobecna
    • 11anna11 Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 16:58
      Gdybyś była szczęśliwa kobietą, to inaczej oceniałabyś matkę ale Ty wskazujesz
      ja jako winną Twoich niepowodzeń czy porażek bo po prostu nie mas w życiu
      sukcesów. Pretensje do matki o to, że udziela Ci rad są infantylne. Powinnaś je
      mieć do siebie o to, ze nie stać Cię na ich odrzucenie jeśli uważasz, że nie są
      dobre. Nie wiń matki za swoje nieudane życie, ot co!
      • maureen2 Re: nienawidzę własnej matki 17.03.06, 19:27
        następna rewelacja - to,że matka jest zgorzkniała oznacza,że corka jest nieszczę
        śliwa i wini za to matkę i matka dlatego jest zgorzkniała. Powinny mieć wspólne-
        go kochanka,to urozmaiciło by sytuację,wtedy pojawiłaby się zazdrość o atrybut
        męskości,nooooo i jest cały Freud a nawet jego koledzy.Następne 10 lat terapii.
    • di.terlizzi Re: Tak miedzy nami i szczerze w dwa monitory 17.03.06, 19:18
      Znajdź ty sobie kobito jakiegoś chłopa dla przyjemności cielesnych, bo bez tego
      daleko nie zajdziesz....brak ci seksu, ot co.
      • kala0505 Re: Tak miedzy nami i szczerze w dwa monitory 23.03.06, 14:15
        ale ty durny jesteś gosciu...zachowaj swoje rady dla sobie podobnych
    • mio.mio Re: a ile klaczo wiosen sobie liczysz? 17.03.06, 20:45
      Kinder, Kinder, was soll das ? To sie jeszcze,poligloci, bardzo zle dla nas skonczy
    • ag_a1 Re: nienawidzę własnej matki 18.03.06, 16:07
      Dobrze Cię rozumiem ponieważ jestem w podobnej sytuacji. Moja matka wychowywała
      mnie samotnie i nie chce się ze mną rozstać. Kiedyś przeczytałam zdanie, że
      samotne kobiety,które czują się niekochane muszą mieć kontrolę nad swoimi
      dziećmi, ponieważ tak pojmują miłość rodzicielską.Ja też nienawidzę matki kiedy
      przypominają mi sie krzywdy jakie mi wyrządziła, bardzo jej wtedy nienawidzę aż
      się tego boję ponieważ w takich chwilach jestem zdolna do najgorszych rzeczy.
      Moja matka wtracała sie w moje małżenstwo, obrzydzała mi męża, sterowała moim
      zachowaniem tak że doszło do rozwodu. Chce być blisko mnie i mojego syna żeby
      kontrolować jak się nim zajmuję. Kiedy chcę mieć trochę swobody szantażuje mnie
      tym że jak jest już stara to własna córka ją olewa a ona jest nikomu
      niepotrzebna. Nie chcę źle myśleć o niej, przecież to moja mama, ale niestety
      prawda jest taka że ona mnie tłamsi i ubezwłasnowalnia i to działo się od małego
      dziecka. Zawsze kiedy chciałam czy chcę zrobić coś samodzielnie bez jej pomocy
      krtykuje mnie i wmawia ze to się nie uda. Zawsze mi wmawiała że mam zły
      charakter, jestem głupia i niesamodzielna. Ja jej nie olewam
      spotykamy się co kila dni, syn często u niej jest kiedy długo pracuję, często
      razem jemy obiady, kiedy potrzebuje mojej pomocy to jej udzielam, tak samo kiedy
      ja potrzebuję pomocy to proszę o nią. Jednak moja mama nie może znieść faktu,że
      zaczynam samodzielnie żyć, podejmować decyzje bez jej udziału. No i nie jestem
      tak głupia i niedobra jak mi zawsze wmawiała. Nie ma już na kogo narzekać. Nie
      może już żalić się znajomym jakie ma przeze mnie kłopoty( przeważnie finansowe).
      A najgorsze jest to że nie przetnę nigdy do końca tej pępowiny ponieważ boję się
      że naprawde cos jej sie stanie jeżeli zerwę z nią kontakt.
    • solaris_38 Re: nienawidzę własnej matki 18.03.06, 22:42
      wydaje mi sie że nienawisc twoja wynika z nieodrózniania siebie od matki
      jakbys miała zamzane granice miedzy soba a nią

      to nie jest dobre dla nikogo

      prawdopodobnie pzrejęłaś to od matki
      być moze ona pierwsza nie zauwazyła że dziecko to nie cześć jejj ale osobny
      niezalezny i odmienny byt

      odetnij pepowine

      stań się dorosła

      to piekne uczucie

      kiedy juz czujesz że JESTEŚ niezależna nie draznia cię próby narzucania ci
      czegokolwiek bo .. nie działaja na ciebie

      a matce tez będzie lepiej choć takie odcięcie pępowiny to dopiero dla niej
      będzie szok
      jednak cena za ta wspólnotę jest .. twoja nienawiśc

      to za duza ceną

      ona potzrebuje twojej miłości

      a jak masz ja kochac skoro jestescie jak blixniaczki syjamnskie które maja
      inne potzreby a jedno ciało do ich wykonania

      • beacieczko Re: nienawidzę własnej matki 21.03.06, 12:10
        to nieprawdopodobne, że matki mogą być aż tak toksyczne. Należałoby się
        psychicznie uwolnić, oczyścić od ich wpływu, zmienić relacje, uzdrowić samą
        siebie. Ja polecałabym afirmacje, które mogą zmienić zaprogramowaną
        podświadomość, bo przez takie traktowanie niezła ilość śmieci się uzbierała.
    • hipotamica Re: nienawidzę własnej matki 22.03.06, 16:14
      Sytuację mam nieco inną i chyba rozwiązaną, a przynajmniej częściowo. Udało mi
      się ją rozwiązać po wyprowadzeniu się z domu i zauważeniu, że "inaczej" niż w
      domu to jest NORMALNIE. Moja matka nie pracowała i jej głównym zainteresowaniem
      byłam i ja i moje życie. Żeby uniknąć ostrzegawczych komentarzy, kąsliwych,
      mściwych uwag i wszystkiego czym zatruwała mi życie stosowałam prosty sposób:
      kłamałam ile wlezie. Po czym zaczęło mnie to męczyć, bo nie pamiętałam co
      kłamię i ona zrobiła się podejrzliwa... W końcu zawalczyłam. Nie odbierałam
      telefonów i nie dzwoniłam. Przestałam kłamać i bac się mówić prawdy, oraz tego,
      że nie zgadzam sie z nią!!! Podziałało
    • domkasp Re: nienawidzę własnej matki 22.03.06, 18:26
      Po pierwsze gratulacje za twoja swiadomosc sytuacji - to duzy krok na przod w
      celu pelnego uniezaleznienia mentalnego i uczuciowego. Nie bede cie zanudzac
      swoja historia z moja matka ale powiem tylko ze powtarza sie w niej bardzo
      istotny ( i silnie oddzialujacy na ciebie ) element. Wielkie i przygniatajace
      poczucie winy. To wlasnie tym matka cie zarazila i badz pewna ze stopniowo sie
      go wyzbedziesz. Dlaczego tak uwazam - otoz dlatego ze juz sie od niej
      wyprowadzilas i a wiem to na pewno juz odzuwasz duza ulge. Niestety poczucie
      winy jest czasami tak silne i pozostawia tak glebokie slady w psychice ze
      niejednokrotnie dzieci " obdarowane" nim przez rodzicow nie maga sie z nim
      uporac nawet po ich smierci. Nie bede ci doradzac zebys nieszla do psychologa
      bo na pewno potrzebne ci wsparcie i pomoc choc po tym co napisalas mam wrazenie
      ze twoje samopoczucie sie poprawi szybciej niz sie tego spodziewasz a w dalszej
      perespektywie twoje kontakty z matka polepsza - lecz nastapi tu duza zmiana.
      Kiedys zupelnie obiektywnie stwierdzisz ze twoja matka jest bardzo
      nieszczesliwa - co jest prawda choc na teraz wazniejsze jest twoje szczescie i
      to wlasnie swojemu wewnetrznemu szczesciu masz dac szanse rozkwitnac. Zatem
      zmiana o jakiej wspomnialem bedzie taka ze to ty jej bedziesz matkowac i to ty
      sie staniesz jej najblizsza osaba. Zapewne juz sobie zdajesz sprawe ze jestes
      bardziej somo swiadoma istota , za jakis czas inni beda z owej swiadomosci
      rowniez korzystac. Powodzenia i mysl zawsze pozytywnie, jestes na tej planecie
      po to zeby sie cieszyc zyciem?
      Pozdrawiam Dominic
    • puszka.z.kawa ooo, ja też 23.03.06, 04:56
      Cześć,
      jestem w podobnej sytuacji, z tym, że matka oprócz walki z całym światem
      walczyła również ze mną - bicie, przemoc psychiczna, permanentna krytyka,
      pogarda, wyzwiska, wyśmiewanie i poniżanie od kiedy pamiętam do moich 18.
      urodzin, kiedy to wzięłam dowód, świadectwo maturalne i wyjechałam byle dalej.
      Od kilkunastu lat usiłuję jakoś poradzić sobie z tym koszmarem i myślę, że sporo
      już przepracowałam - przede wszystkim okropnie niszczące psychicznie negatywne
      nastawienie do świata, wyniesione z domu: np. bardzo długo uczyłam się, jak
      dostrzegać w ludziach i sytuacjach ich dobre strony, jak mówić i przede
      wszystkim myśleć o nich pozytywnie. Niestety, mnóstwo rzeczy po takim
      dzieciństwie zostaje - zaniżona samoocena, zaburzenia koncentracji i pamięci
      (często "chowałam się" w czytanie książek, ale czytało tylko 10% mnie, reszta
      skupiona była na strachu, że matka zaraz zacznie wrzeszczeć, albo na
      delektowaniu się chwilą względnego spokoju - coś w rodzaju paraliżu umysłowego),
      brak poczucia bezpieczeństwa (mieszkałam tylko z matką, reszta rodziny była na
      drugim końcu Polski; nie miałam żadnego oparcia np. kiedy mówiła - a lubiła to
      powtarzać - że dom i wszystko, co w nim jest, łącznie z moimi zabawkami itd.,
      należy do niej, nie do mnie, po czym wystawiała na schody spakowaną torbę z
      ubraniami i kazała mi się wynosić - pierwszy raz, kiedy chodziłam jeszcze do
      przedszkola; potrafiła również budzić mnie w środku nocy, wyszarpywać z łóżka i
      wysłać do zmywania naczyń, bo niedokładnie wytarłam jakiś talerz - teraz nadal
      sypiam z głową pod kołdrą i twarzą zasłoniętą łokciem), kłopoty z asertywnością
      (przez 18 lat nie wolno mi było okazywać emocji ani mówić "nie" - nadal nie
      potrafię dostosować tego do sytuacji, albo zamieram i wycofuję się, albo reaguję
      zbyt burzliwie), stany lękowe itp. itd. Przez wiele lat okropnie się tego
      wszystkiego wstydziłam, dopiero niedawno zaczęłam mówić, ale toksyczne matki to
      w Polsce temat tabu, więc wciąż wracają oskarżenia z dzieciństwa, kiedy
      usiłowałam porozmawiać z babcią i naturalnie okazało się, że jestem zła i
      niewdzięczna, że kłamię i że matka zawsze kocha swoje dziecko i chce dla niego
      dobrze, nawet jeśli popełnia błędy. Ludzie, którzy nie przeszli przez takie
      piekło, przeważnie nie potrafią zrozumieć, jak to jest, kiedy najbliższa i osoba
      staje się katem – i w sumie trudno się im dziwić.
      Moja rada (dobrze przemyślana): bezwzględnie odciąć się od matki. Żadnych
      listów, telefonów, wizyt, po prostu nic. W sytuacjach nie do uniknięcia (w moim
      przypadku święta u babci dwa razy do roku) ignorować wszelkie ataki i szantaże,
      nie tłumaczyć się, nie oskarżać, chłodne minimum uprzejmej konwersacji o niczym
      i tyle. Wyrwanie się z tego koszmaru warte jest każdej ceny.
    • justyna41 Re: nienawidzę własnej matki 23.03.06, 11:26
      Mary, z Twojego postu wynika, że jesteś już dorosła (jeżeli chodzi o wiek) i
      utrzymujesz sie samodzielnie. Bardzo dobrze, że nie miszkasz już z mamą. Ale
      wydaje mi się, że nie ma potrzeby, żebyś codziennie z Nią rozmawiała przez
      telefon, a tym bardziej relacjonowała jej każdą swoją sprawę. Uwierz w to, że
      jesteś już dorosła, że masz swój rozum i swoje pomysły na życie. Masz prawo do
      niezależności i samodzielności. Broń się przed tym, aby być przez Nią
      zniewoloną psychicznie, tak się nie da żyć szczęśliwie.
      Nie piszę tak tylko teoretycznie, ja też miałam jeszcze niedawno bardzo
      negatywne uczucia w stosunku do swojej mamy. Obwiniałam Ją o całe zło, które
      spotkało mnie w życiu. Ale zrozumiałam, że Ona po prostu nie potrafi inaczej,
      tak ją ukształtowało Jej życie. I przebaczyłam Jej i teraz mamy całkiem
      poprawne kontakty.
    • kala0505 Re: nienawidzę własnej matki 23.03.06, 14:10
      Ja mam nieco inna sytuację, bo nienawidzę swojego ojca. Najchętniej bym go
      zabiła. Kiedys go kochałam, ale dorosłam i juz nie wydaje mi się normalne
      szantażowanie - dam - nie dam. Odkąd okazałam, że nie zalezy mi na jego
      pieniadzach i chcę się utrzymywać samodzielnie zaczął mnie traktować jak
      wroga...potem juz wszystko się tak potoczyło, że teraz dla zemsty ciaga mnie po
      sądach na podstawie papierów, które podpisywałam aby mu ułatwic prowadzenie
      interesów. Boję się, bo nie wierze w sprawiedliwosc naszych sądów. Boję się, bo
      to zagraza bezpieczeństwu finansowemu mojej rodziny, moich dzieci...Jakim
      prawem mści sie na mnie za swoje własne niepowodzenia?
      Przy tym wszystkim rozpoznaję w Twoim liscie trochę siebie - źle mi z tym ze go
      nienawidzę. Chciałabym zeby stał mi się jedynie obojętny, zniknął z mojego
      życia...ale to on mnie szczuje...nie pozwala mi. Może gdybym miała choć cień
      poczucia winy wobec niego byłoby mi łatwiej to zrozumieć...nie chcę go
      nienawidzić, ale nie pozostawia mi opcji wyjścia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja