Ile złego można znosić od własnej matki?

09.12.02, 16:54
Albo raczej kiedy się odciąć dla własnego zdrowia psychicznego? I jak się
pozbyć potem poczucia winy? Od paru lat się do mnie nie odzywa, wszytko pod
pretekstem nie aprobowania mojego mężczyzny. On stawał na głowie, żeby się
przypodobać, nic z tego: jest draniem (rozwiódł się - to oznacza, że
zostawił żonę, bydlak jeden), manipulantem, nastawia mnie przeciwko niej.
Wszystko to oczywista bzdura, ale nie jestem w stanie nawet o tym
porozmawiać. Każda próba kończy się wrzaskiem i jadowitymi uwagami o moim
rozumie, a raczej jego braku. Kim ja jestem, żeby się jej sprzeciwiać? Co ja
wiem o życiu? Jak ja śmiem wyrażać opinię o jej małżeństwie, które się
skończyło tym, że ojciec odszedł - pewnie dlatego pała taką nienawiścią do
mojego wybranka. Sytuacja jest tak chora, że mój brat, który się ostatnio
wyprowadził z domu (idąc wreszcie w moje ślady) jest wyzywany przy każdej
okazji spięcia: jest nieczułym chamem, taki sam jak siostrzyczka! A ta to
się dopiero wdała w tatusia, ostatniego łajdaka i największego drania na
powierzchni ziemi. KOszmar. Mój brat nie reaguje, czeka aż jej przejdzie,
wywrzeszczy się, żeby potem udawać, że wszystko w porządku. Nigdy nikogo nie
przeprosiła, nawet jeżeli chodziłoby o najmniejszy drobiazg, parę razy
widziałam jak słowo przepraszam cisnęło się samo na usta, ale raczej by się
udławiła niż je powiedziała. Raczej wybuchała agresją. Nigdy nie zapomina
najmniejszej krzywdy lub nawet urazy, która była jej wyrządzona, lub
wyimaginowana przez nią. Jedyną metodą proszenia o cokolwiek jest szantaż -
zarówno finansowy jak i emocjonalny - na mnie ta metoda nie działa, przynosi
wręcz odwrotne skutki.
Piszę chaotycznie, ale jeszcze mną trzęsie. Wczoraj były imieniny mojego
brata, spotkałyśmy się po pół roku nie widzenia, ani nie rozmawiania.
Usłyszałam od niej, że ona nie ma siły ani ochoty robić w tym roku świąt, ja
mam się tym zająć - w domyśle, zaprosić ją i brata do naszego domu. Szczerze
zdumiona powiedziałam, że wyjeżdżamy w tym roku na całe święta. Decyzję
podjęliśmy parę miesięcy temu, po tym jak było jasne, że nie jesteśmy mile
widziani. Albo raczej: albo ja sama, albo w ogóle. Nie wyobrażam sobie świąt
bez mojego mężczyzny, i to jeszcze w atmosferze wyrzutu i pretensji o każde
słowo i każdy czyn (jak co roku na wigilię - życzenia wyglądają tak: "Obyś
ty wreszcie zmądrzała, może wreszcie dorośniesz, zrozumiesz co w życiu
najważniejsze... itd...")Zrobiła ostentacyjną awanturę, pokazując reszcie
rodziny jaki ze mnie potwór, bez duszy, bez uczuć, bez krzty przyzwoitości.
Nie dopuściła mnie do słowa, jad jaki z niej wyciekł mógłby przeżreć podłogę
na wylot. Mój brat usłyszał, że pewnie od dawna to sobie planowaliśmy, i czy
się teraz cieszymy? Może ją od razu wykończymy, będziemy mieli z głowy.
Zawinęła się i wyszła ostentacyjnie trzaskając drzwiami. Reszta imprezy
wyszła szybciutko za nią. Zostaliśmy sami z bratem i moim ukochanym.
Popatrzyliśmy na siebie i wybuchnęliśmy wszyscy nerwowym śmiechem. Takim
raczej przez łzy.
Co to ma znaczyć? Rozumiem, że jest nieszczęśliwa, ale inaczej nie umie
prosić o cokolwiek? Nie umie przyznać się o pomyłki w ocenie człowieka, z
którym mieszkam od dwóch lat i jesteśmy szczęśliwi mimo jej kampanii
nienawiści. Obraża wszystkich naokoło, jest agresywna, chwilami nawet
chamska. Jej przyjaciółki odsuwają się od niej, twierdząc, że nie zniosą
takiego traktowania. Czy ja jej w ogóle mogę pomóc? Nie mam w sobie już ani
odrobiny cierpliwości ani ochoty na próbowanie. Zabiła we mnie wszelkie
ciepłe uczucia wobec niej. Została tylko irytacja i zniecierpliwenie. Boję
sią, że ona się osuwa w jakąś chorobę psychiczną. Na samo wspomnienie pomocy
ze strony terapeuty wybucha histerycznymi wręcz bluzgami, typu: "To wy się
wszyscy powinniście leczyć! Jak śmiecie mnie pouczać!!" Co zrobić?
    • fnop Re: Ile złego można znosić od własnej matki? 09.12.02, 17:13
      moim zdaniem masz zdrowy stosunek do matki - wiesz, że Twój mężczyzna jest dla
      Ciebie ważniejszy; nie możesz odpowiadać za jej zachowanie; ona, mimo, że jest
      Twoją matką, jest zwykłym człowiekiem, który odpowiada za siebie, swoje czyny i
      słowa; nie możesz brać na siebie winy za to, że ona nie chce się zmienić i
      pragnie wszystkich wokół podporządkować sobie; myślę, że może samotność da jej
      trochę do myślenia; pozdrawiam
    • Gość: dodo Re: Ile złego można znosić od własnej matki? IP: 209.226.65.* 09.12.02, 17:17
      amidala, czasem naprawde najlepsza miedzy ludzmi jest cisza. bez wymowek,
      wywlekania starych win i bez tworzenia kolejnych sytuacji, w ktorych wszyscy
      zainteresowani (i nie zainteresowani!) czuja sie niezrecznie.
      cisza jest zdrowa i jak sama nazwa wskazuje - daje szanse na "wyciszenie"
      emocji kazdej ze stron.
      piszesz, ze spotkalyscie sie po pol-rocznej przerwie w kontaktach - najwyraznie
      spotkalyscie sie za wczesnie. twoja mama sie jeszcze nie wyciszyla, nie
      zatesknila za toba na tyle by "wybaczyc ci" wszystko, co teraz ma za zle. daj
      jej szanse zatesknic.
      to jest troche tak jak z nieodpowiedzialnym mezem wracajacym pozno do domu.
      najpierw sie czlowiek wscieka i planuje, co to mu nie powie, gdy juz dran
      wreszcie stanie w progu. ale tak kolo 4 nad ranem, wiekszosc kobiet zaczyna sie
      modlic byle juz tylko wrocil caly i zdrowy :-)
      twoja mama jest wciaz na etapie "co to ja jej - ten okropnej corce amidali -
      nie powiem, gdy ja wreszcie spotkam" - musisz przeczekac ten etap i pozwolic
      jej uswiadomic sobie, ze jej ciebie brak.
      moze to bedzie rok, moze dwa, moze trzy... przerwy w waszych kontaktach ale
      osobiscie nie widze innej mozliwosci abyscie mogly szybko obie okazac sobie
      czulosc i zyczliwosc. musi minac czas i musi potrwac cisza. bo to nie jest
      kwestia tego, co naprawde jest (lub czego nie ma) miedzy wami ale tego, co
      twoja matka czuje. i ona musi poczuc (bolesnie!) brak ciebie w jej zyciu. wtedy
      bedzie lepsza.
      i dla ciebie, i dla siebie, i dla wszystkich innych w to wmieszanych.
      • amidala Re: Ile złego można znosić od własnej matki? 09.12.02, 18:23
        Dziękuję za trzeźwy głos, który dotarł do mnie przez to ostatnie szaleństwo.
        Obawiam się, że bez względu na długość przerw moja matka nie zrobi pierwszego
        kroku. Ona naprawdę nie wybacza ani nie zapomina. Podsyca w sobie wszystkie
        negatywne emocje, jakby tylko takimi emocjami umiała się posługiwać. Nie
        wyciągnie ręki, czeka aż ja przyjdę do niej żeby się ukorzyć i przeprosić - to
        jest stały scenariusz wszystkich dotychczasowych konfliktów. To ja muszę
        przyjść i dokonać kompletnej samokrytyki. Ale nawet wtedy nie będzie mi
        wybaczone, tylko wywleczone przy następnej okazji. Kiedy czegoś ode mnie
        potrzebuje nie prosi, nie mówi wprost, nawet o najdrobniejsze sprawy zawsze
        zaczyna od szantażu: "jestem taka biedna, zmęczona, niedowartościowana, a wy
        nawet nie możecie...." Człowiek od razu czuł się winny i zachodził w głowę co
        takiego zrobił. Teraz doszło do tego, że ja już nawet nie wiem za co mam
        przepraszać. Za mojego ukochanego? Za to, że istnieje? Bzdura. Dlatego nie
        widzę żadnego wyjścia z sytuacji patowej - ja mam dość przepraszania za moje
        szczęście, ona nienawidzi mojego mężczyzny i uważa mnie za ostatnią sukę, bo
        jej się z nim zadaję. Nie przejdzie jej. Mojego ojca nienawidzi do tej pory -
        po 10 latach od rozwodu. Wariatkowo.
        • Gość: julka Re: Ile złego można znosić od własnej matki? IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 09.12.02, 19:23

          Mam wrażenie (może sie mylę) że twoja matka ma jakiś psychopatyczny rys.
          Wygląda to jakby w ogóle byla niezdolna do normalnych zdrowych reakcji z
          otoczenie, do tzw. uczuć wyższych. Nikogo nie kocha, nikogo nie szanuje, stawia
          warunki, rości sobie jakieś szczególne prawa no i jeszcze ta agresja. Najlepsza
          byłaby psychoterapia, ale jesli ona nie widzi potrzeby, to nie zdołasz jej
          zmusić w żaden sposób, najwyraźniej jest bezrefleksyjnym typem. Dlatego chyba
          nigdy nic się nie zmieni, jedynym sposobem zachowania Twojej równowagi
          psychicznej będzie ograniczenie kontaktów do niezbędnego minimum.
          A co by się stało np. powiedziała ostro i dosadnie, że nie życzysz sobie
          takiego zachowania? Co się dzieje gdy ktoś zaczyna walczyć jej bronią, czy
          zaczyna się bać, czy jeszcze bardziej się "rozkręca"?
          • amidala Re: Ile złego można znosić od własnej matki? 09.12.02, 19:38
            Reakcja na jej agresję zawsze prowadzi do jeszcze ostrzejszej awantury. Ja
            niestety nie mam łagodności charakteru mojego brata - w młodości walczyłam o
            swoje prawa, starając się negocjować, a potem oczywiście nerwy ponosiły i
            odgryzałam się tak samo jak ona mi dawała popalić. Wtedy dochodziło nawet do
            rzucania ciężkimi przedmiotami w moim kierunku.
            Owszem, jakaś psychoza tu zachodzi, ale teraz jest jeszcze ostrzejsza -
            przeszła (a raczej zmuszono ją by przeszła) na emeryturę i bardzo ciężko to
            przeżywa. ALe nie daje sobie pomóc! Nie dopuszcza jakby myśli o żadnej
            bliskości, czułości - kąsa i odpycha ludzi na wszelki wypadek.
            Kiedyś tak nie było, nawet potrafiłam się z nią wybrać do kina, pogadać,
            chociaż zawsze o niej, gdy przychodziło do gadania o mnie słyszałam "Ty to nie
            masz żadnych problemów, nie wiesz co to prawdziwe życie". CHyba nie zawsze
            była taka, jakoś przeżyła wiele lat na tym padole, teraz dopiero wychodzą z
            niej jakby wszystkie złe cechy na raz. Nie wiem co z tym zrobić, chyba
            rzeczywiście się odsunę na jakiś czas, bo każdy kontakt tylko zaognia
            sytuację.
            • Gość: julka Re: Ile złego można znosić od własnej matki? IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 09.12.02, 20:04
              Moja babcia byla trochę podobnym typem, nie była taka agresywna ale była taką
              skrajną egocentryczką, cały czas odmieniała "ja" przez wszystkie przypadki, nie
              było w niej żadnego ciepła, żadnego zainteresowania innymi ludźmi, zawsze była
              skoncentrowana i wsłuchana w siebie a każdy kto nie brał jej pod uwagę
              był "niedobry, okrutny" i automatycznie wylatywał z jej życia. W jej przypadku
              brało się to chyba stąd, ze była nieślubnym dzieckiem, w latach trzydziestych
              XX wieku ogólnie pomiatana jako bękart więc wyrobiła sobie taką skorupę. Gdy
              poszła na emeryturę wpadła w straszną depresję i leczyła sie psychiatrycznie.
              Pomogło na krótko.
              Straszliwie poraniła psychicznie swojego męża, swoje córki, można powiedzieć,
              że każdy był "naznaczony", a ona gdy umierała powiedziała, że żałuje tylko
              jednej rzeczy: mianowicie "za mało podróżowała po swiecie"... Dlatego jestem
              bardzo sceptyczna co do możliwości zmiany w takim człowieku czegokolwiek,
              naiwnością jest oczekiwanie, że on sam coś zrozumie, zmieni się...Trzeba w
              takiej sytuacji ratowac siebie, trzymać bezpieczną odległość.
              Pozdrawiam!
              • amidala Re: Ile złego można znosić od własnej matki? 09.12.02, 20:11
                WIesz, to cholernie trudne. Mam wyrzut sumienia, mimo wszystko, że zostawiam
                ją samą. A może mogłabym jej pomóc, może jestem zbyt ostra, zbyt mało
                kompromisowa. Może za wcześnie dążę do spotkania, ale ciągle walczę z
                poczuciem winy, dobrze mi zaszczepionym przez moją matkę (sic!). I kółeczko
                się zamyka....
                • Gość: dodo Re: Ile złego można znosić od własnej matki? IP: 209.226.65.* 09.12.02, 20:25
                  amidala - nie miej wyrzutow sumienia z powodu zostawiania twojej mamy samej.
                  potraktuj to jak gorzkie lekarstwo. pozwalasz jej odzyskac rownowage, pozwlasz
                  jej odnalezc w sobie to, co gdzies zagubila.
                  samotnosc nie jest wiezieniem - jest mozliwoscia pogadania z samym soba
                  i spojrzenia na siebie w kolejnych krzywych zwierciadlach by moc odnalezc to
                  wlasciwe oblicze, z ktorym latwiej znow ruszyc w swiat. nie tylko nastolatki
                  potrzebuja czasu na dojrzewanie - kazdy z nas zmaga sie z kolejnymi etapami
                  rozpoznawania siebie - twojej mamie trzeba czasu, trzeba samotnosci
                  i pogrzebania we wlasnej duszy az do bolu. nie masz powodu wyrzucac sobie, ze
                  nie bedziesz przy tym obecna. to jest bardzo intymny proces i twoja mama (jak
                  kazdy z nas) musi go przejsc sama. czekaj cierpliwie. w ciszy.
                  • Gość: julka Re: Ile złego można znosić od własnej matki? IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 09.12.02, 20:48
                    Moja mama też ma wobec swojej mamy, mojej babci opisanej powyżej, wyrzuty
                    sumienia i poczucie winy (choć mineło 5 lat od jej śmierci i chociaz poświęciła
                    ogromnie dużo czasu w jej chorobie), że babcia ciągle była z niej
                    niezadowolona, ciągle było coś nie tak. Mama ciągle do tego wraca jakby to była
                    otwarta sprawa.
                    Mam wrażenie, ze kryje sie za tym wielki żal i niepogodzenie; każdy potrzebuje
                    miłości i akceptacji matki jak powietrza i gdy tego nie dostaje, to ma obolałą
                    duszę i szuka przyczyny w sobie.
                    A niektórzy ludzie juz tacy po prostu są, nie potrafią z róznych przyczyn
                    niczego dobrego dać z siebie innym, mają jakieś deficyty i nie ma na to rady.
                    • Gość: J.S. Re: Ile złego można znosić od własnej matki? IP: proxy / *.hemocleanse.com 09.12.02, 21:49
                      Ciagle wazne abys w jakis sposob miala ja w sercu. To w koncu twoja mama. Na
                      razie jestes skazana na nazwijmy to rodzaj nieszczesliwej milosci do matki.
                      Rozwaz kontakt przez telefon raz na miesiac lub dwa miesiace. Moze zrozumie ze
                      zupelnie nie chcesz sie odwrocic.
                      Czy twojego brata traktuje podobnie? Moze cos ja "uwiera" z twojej strony. Czy
                      slub nie zlagodzilby troche jej postawy?
                      Pozdrawiam,
                      J.S.
                • kiwuska Re: Ile złego można znosić od własnej matki? 09.12.02, 21:42
                  Wspolczuje Ci bardzo bo jestem w bardzo podobnej sytuacji i wiem jak to boli.
                  Ja postanowilam nie utrzymywac juz z matka z zadnych kontaktow (mniejsze zlo,
                  jak stwierdzil psychiatra, do ktorego poszlam po rade, bo juz zupelnie nie
                  wiedzialam co robic, probowalam wiele lat i nic z tego)
                  Pozdrawiam.
        • capa_negra Re: Ile złego można znosić od własnej matki? 10.12.02, 08:33
          Amidala nie jestes sama z tym problemem.
          Moi rodzice zaczeli chodzić po sądach gdy mialam 16 lat.
          Nie potrafiłam wtedy ocenić sytuacji, ale poniewaz procesowali sie latami
          miałam wystarczająco duzo czasu aby sobie wyrobić własny pogląd na sprawę.
          Efekt - gdy zaczeli sie rozwodzić to właściwie matka rozwodziła sie i ze mną i
          z ojcem...stałam się jej wrogiem publicznym numer jeden.
          W stosunku do niej targały mna rózne emocje. Najpierw nie rozumiałam dlaczego
          tak postepuje , potem mi było siebie żal, potem jej nienawidziłam, potem jej mi
          było żal, nastepnie obojetnośc.
          A teraz jak by jej nie było.... nie rozmawiamy ze soba od 18 lat, nie mieszkamy
          od 12.
          Czasamy miniemy sie na ulicy dwie obce osoby.
          Jest to smutne , ale lepsze od "obcowania" z mamuśką.
          Wiem, że moja rada zabrzmi strasznie - ale postaraj sie odciąc matke od swoich
          spraw . Jestes dorosła i to twoje zycie, nie pozwól by go przezyła za ciebie.
          Weź ją na przetrzymanie, nie zrób pierwszego kroku może coś do niej dotrze, a
          tak pewnie wychodzi z założenia że córeczka i tak się do niej "przyczołga" wiec
          czuje się mocna.

          Pozdrawiam i trzymaj sie ciepło

          amidala napisała:

          > Dziękuję za trzeźwy głos, który dotarł do mnie przez to ostatnie szaleństwo.
          > Obawiam się, że bez względu na długość przerw moja matka nie zrobi pierwszego
          > kroku. Ona naprawdę nie wybacza ani nie zapomina. Podsyca w sobie wszystkie
          > negatywne emocje, jakby tylko takimi emocjami umiała się posługiwać. Nie
          > wyciągnie ręki, czeka aż ja przyjdę do niej żeby się ukorzyć i przeprosić -
          to
          > jest stały scenariusz wszystkich dotychczasowych konfliktów. To ja muszę
          > przyjść i dokonać kompletnej samokrytyki. Ale nawet wtedy nie będzie mi
          > wybaczone, tylko wywleczone przy następnej okazji. Kiedy czegoś ode mnie
          > potrzebuje nie prosi, nie mówi wprost, nawet o najdrobniejsze sprawy zawsze
          > zaczyna od szantażu: "jestem taka biedna, zmęczona, niedowartościowana, a wy
          > nawet nie możecie...." Człowiek od razu czuł się winny i zachodził w głowę co
          > takiego zrobił. Teraz doszło do tego, że ja już nawet nie wiem za co mam
          > przepraszać. Za mojego ukochanego? Za to, że istnieje? Bzdura. Dlatego nie
          > widzę żadnego wyjścia z sytuacji patowej - ja mam dość przepraszania za moje
          > szczęście, ona nienawidzi mojego mężczyzny i uważa mnie za ostatnią sukę, bo
          > jej się z nim zadaję. Nie przejdzie jej. Mojego ojca nienawidzi do tej pory -
          > po 10 latach od rozwodu. Wariatkowo.
    • Gość: charlie matka jest tylko jedna ale takież jest i życie IP: *.met.pl 10.12.02, 00:06
      w zasadzie to, co chciałem powiedzieć jest w tytule. wybierz matkę, wyrzuć
      ukochanego za drzwi i żyj jej życiem. albo na odwrót. nie musi istnieć
      rozwiązanie pośrednie.
      a jakby nie było ukochanego to wybrałabyś życie jej życiem czy swoim ?
      statystycznie rzecz biorąc ona odejdzie z tego świata wcześniej. jeśli
      wybiezesz życie jej życiem co zrobisz wtedy ?
    • Gość: pytek Re: Ile złego można znosić od własnej matki? IP: *.met.pl 10.12.02, 00:10
      a tak właściwie to co twój ukochany o tym sądzi ? bierzesz jego zdanie pod
      uwagę ? a może tak po prostu trzyma się z boku i czeka co z tego wyjdzie.
      to tak jakby trzeci element w tej układance. czy do niej pasuje ?
      • amidala Re: Ile złego można znosić od własnej matki? 10.12.02, 10:43
        Pytku drogi... Mój ukochany przez parę pierwszych miesięcy naszego spotykania
        był traktowany przez matkę podejrzliwie (bo już wiedziała, że jest
        rozwiedziony). MImo, że był dla niej bardzo miły, wręcz podręcznikowo miły.
        Wszystkie jego starania były traktowane tak, jakby czekała na najmniejsze
        potknięcie, które prędzej czy później wyjdzie. Potem chciała przez niego
        wywrzeć presję na mnie, w jakiejś dość istotnej sprawie, ale dotyczącej tylko
        i wyłącznie mnie - sprawy moje, zawodowe. Nie postępowałam tak jak uważała za
        słuszne moja matka, i chciała "przeciągnąć" go na swoją stronę, żeby mi truł w
        domu tak samo jak ona ile razy się spotkamy. Moje szczęście się zdziwiło,
        lekko oburzyło, powiedziało, że umiem chyba sama podejmować decyzje, w końcu
        jestem od dawna osobą dorosłą. Nie będzie mną manipulował, bo uważa, to za
        duży błąd. Od tej pory, matka wkroczyła na wojenną ścieżkę przeciw niemu - w
        oczy nic mu nie mówiła, ale rozgłaszała na prawo i lewo, że zadaję się z
        ostatnim bydlakiem, łajdakiem, zostawił żonę, mnie też skrzywdzi, nikogo nie
        szanuje itp. Wystarczyło się raz sprzeciwić. Wiadomo, chciał z nią
        porozmawiać, zrozumieć o co chodzi, ale unikała spotkania. Gdy już do niego
        doszło, razem ze mną usłyszeliśmy w końcu wszystkie zarzuty w wersji hard-core
        i jeszcze trochę. Od tej pory stracił jakoś entuzjazm do nadskakiwania mojej
        matce, i wcale mu się nie dziwię. Jest na tyle dojrzały i mądry, że nie
        wypowiada swojej opinii przy mnie, nie nastawia mnie przeciw matce - to by
        była jakaś bzdura. Ale stara się mi pomóc i podkreśla, że to ja jestem jego
        priorytetem nie moja matka. Szczególnie w sytuacjach, gdy ja wpadam w ten
        emocjonalny szantaż - może powinnam jednak zrezygnować z mniej ważnej rzeczy,
        żeby ona się zmieniła, uspokoiła itd. Oczywiście, to nie działa, ale ja się
        dręczę. Ostatnio coraz rzadziej, bo spotkania się urwały. Jest dla mnie
        ogromną podporą i pomocą w tej sprawie, ale nie daje się ponieść emocjom.
    • procesor Re: Ile złego można znosić od własnej matki? 10.12.02, 00:16
      Jak to czytałam przypomniało mi ise ż ekiedyś ktos tu pisał o takiej agresywnej
      osobie w rodzinie. Ze nie wiedzieli że to była choroba psychiczna.
      Ale jeli nawet to na siłę jej nie mozna leczyć.
      Może szkoda.
      Współczuję ci Amidala.
      Ale i szkoda mi twojej matki.
      tworzyłal sobie piekło na ziemi.
      I innych do niego chce wciągnąć.

      Zawsze myślę o takich osobach - co je tak okropnie zatruło?
      Chyle głowę przed mądrą Dodo.
      Myślę że jej słowa to wskazówka dla ciebie.
      Może ona naprawdę musi dojść do etapu gdy zostanie przez wszystkich opuszczona?

      Ale ty sie chyba boisz tego ze nie zdążysz się z nia pogodzić?
      Że zostawisz ja z ta złością - a ona odejdzie bez mozliwości pojednania.
      A przeciez to matka.
      • Gość: Renka Re: Ile złego można znosić od własnej matki? IP: *.home.cgocable.net 10.12.02, 02:02
        Mysle, ze pozostawienie matce czasu na przemyslenie sprawy to bardzo dobra
        mysl, przy zalozeniu, ze matka jest zawsze matka, czyli ta, ktora cie
        urodzila, bo chciala.Chciala cie urodzic, zatem wziela na siebie wszystkie
        klopoty i cierpienia zwiazane z twoim wychowaniem.Teraz ty pokazujesz swoja
        twarz swiatu wedlug scenariusza, ktory ci przekazala tak,jak umiala. Nie jest
        ci latwo, bo bardzo ja przypominasz, te twoja matke. Robisz tak, jak chcesz,
        zupelnie jak ona, nie liczac sie ze zdaniem innych w rodzinie..Masz do tego
        prawo, tak samo jak i ona ma prawo do wyrazania swoich uczuc tak, a nie
        inaczej. To jej charakter i nikt tu nic nie zmieni. Mozna ja tylko skrzywdzic,
        odsuwajac sie od niej na dluzej niz potrzeba do zrozumienia, ze kazdy ma prawo
        do BLEDOW *)
        ad*)wydaje mi sie, ze matki wiedza lepiej od nas, mlodych, kto jest dla nas
        odpowiednim partnerem, one to wiedza i juz :), a jej agresja wynika zapewne z
        autentycznego cierpienia. Jakie sa jego przyczyny to juz osobna sprawa, ktora
        najprawdopodobniej nie zostala jeszcze "zamknieta" w pamieci matki.Czas
        podobno leczy rany.
    • fnoll Re: Ile złego można znosić od własnej matki? 10.12.02, 02:49
      tyle ile chce się znieść, albo ile się musi - to zależy od warunków mieszkalnych

      > I jak się
      > pozbyć potem poczucia winy?

      trzeba się wyzbyć poczucia powinności, które rodzi poczucie winy

      rodzic działa na korzyść swojego dziecka

      jeśli działa na niekorzyść - przestaje być rodzicem, choć dziecko wciąż jako
      takiego chciałoby go widzieć

      a nadzieja na to, że zła mama stanie się dobrą mamą spycha dziecko w
      niekończący się koszmar - porzuć swoje oczekiwania wobec niej, stań na nogi i
      traktuj ją jak każdego innego człowieka
      • Gość: Kim Re: Ile złego można znosić od własnej matki? IP: *.inetia.pl 10.12.02, 09:17
        Amidala, czy mogę napisać do Ciebie na priva? Problem jest mi bliski,
        aczkolwiek dotyczy mojego mężczyzny, na szczęście moi rodzice mimo różnych
        przejść potrafili zachowywać się jak ludzie cywilizowani.
        Jeśli mogę napisać, to daj mi znać lub napisz na kim5@gazeta.pl
    • koala_jazz Re: Ile złego można znosić od własnej matki? 10.12.02, 09:22
      Niestety, moja droga, nie pomożesz matce, bo ona tej pomocy nie chce!
      Dopóki jej nie zapragnie - nie ma nadziei na poprawę waszych stosunków.
      Mechanizm manipulowania poprzez poczucie winy jest stary jak swiat i jest
      bodaj najgorszym ze sposobow traktowania dzieci przez rodzicow. W przypadku
      twojej matki przybral rozmiary wrecz patologiczne. Nie pozwol, by Ci ta kobieta
      zniszczyla zycie! Niby to matka - fakt - ale czy tak postepuje kochajaca matka
      wobec wlasnego dziecka? Nie! To wystarczy..... zyj swoim zyciem, ona niech zyje
      swoim...... moze kiedys cos drgnie w jej umsyle, sercu..... ale to ona musi
      pierwsza reke wyciagnac! Nie Ty!
      Sytuacja ktora opisalas kojarzy mi sie z nalogiem co sie "alkoholizm" zowie.
      Alkoholik ma sznase na wyzdrowienie tylko wtedy, gdy wszyscy go opuszcza, gdy
      zostanie sam jak palec. I albo sie podniesie, albo zginie. To terapia szokowa,
      ale innej skutecznej nie ma. To ze rodzina czesto wspiera osobe uzalezniona
      (manipulacja poczuciem winy w stosunku do domownikow jest tu doprowadzona do
      pefekcji) powoduje jedynie ze zdrowienie alkoholika sie ODDALA!
      "Uzaleznienie" od zlych emocji w przypadku twej matki i rozsiewanie nienawisci
      dookola, wymaga niestety wlasnie terapii szokowej. Innej drogi wg. mnie
      NIE MA! .... albo sie matka zmieni, albo........ skresl ja ze swego zycia....
      Smutne to ale prawdziwe.

      pozdrawiam i powodzenia Ci zycze!

      P.S. Załączam Ci wiersz - pomyśl i wyciągnij wnioski czym są rodzice dla nas...
      i czym jesteśmy wszyscy dla Stwórcy jako rodzice i jako dzieci tych rodziców.


      "Wasze dzieci nie są waszą własnością.
      Są synami i córkami samej mocy życia.
      Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
      I mieszkają z wami, a mimo wszystko do was nie należą.
      Możecie dać im swoją miłość, lecz nie wszystkie
      wasze idee ponieważ oni mają swoje idee.
      Możecie dać dom ich ciałom, ale nie ich duszom,
      ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
      którego wy nie możecie odwiedzić nawet w waszych snach.
      Nie możecie wysilać się, aby byli podobni do was,
      ponieważ życie się nie cofa,
      ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.
      Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci
      jak żywe zostały wyrzucone naprzód.
      Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności
      i trzyma cięciwę napiętą całą swoją mocą,
      ażeby strzały poszybować mogły szybko i daleko.
      Poddajcie się z radością rękom strzelca,
      ponieważ on kocha równą miarą i strzały,
      które szybują, i łuk, który pozostaje niewzruszony.

      ***
      Khalil Gibran
      • amidala Re: Ile złego można znosić od własnej matki? 10.12.02, 10:28
        Bardzo serdecznie wam dziękuję za wszystkie rady, głosy i wypowiedzi, które
        rzeczywiście działają trochę jak oliwa wylana na wzburzone emocje. W sumie
        macie rację: odsunąć się, dać jej czas, niech zanalizuje własne uczucia i
        pogrzebie we własnej duszy. Piękne założenia, ale nie wiem, czy ona to zrobi -
        czy kiedykolwiek robiła. Dodo - jesteś mądrym człowiekiem, ale czy miałaś
        kiedyś do czynienia z szantażystą emocjonalnym? Dlaczego taki człowiek
        szantażuje, wybucha, robi piekło, gdy nie dostaje tego czego chce? Bo to
        łatwiejsze niż zastanowienie się nad przyczynami własnego działania, tego co
        tam środku bardzo boli. Chciałabym jej pomóc, ale bez jej chęci współpracy nic
        z tego nie będzie.
        Wczoraj miałam wrażenie, że wyrzucam z siebie wszystkie krzywdy na raz, pisząc
        na tym forum. Było to chaotyczne i jeszcze pod wpływem targających mną
        emocji. Tym bardziej ogromnie wam dziękuję za mądre głosy, wiele mi dały.

        Kim5 - napiszę do ciebie!

        Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Pełna wersja