lampion
11.12.02, 12:11
to znowu ja...
od kilku dni po prostu nie moge wytrzymac:(((............
skad wiecie,ze TO co czujecie to milosc?
juz pisalam o mojej sytuacji mnostwo razy,ale tytulem wstepu..:mam 18lat
bylam z chlopakiem 2,5roku.poza tym,co robi teraz(a raczej robil jeszcze
kilka dni temu,o tym pozniej)to byl dla mnie b.dobry.mozna powiedziec,ze
idealny...czuly,troskliwy..potrafil rzucic dla mnie wszystko,pocieszac mnie
jesli tylko bylam smutna..
od dluzszego czasu czulam,ze cos jest nie tak.nie cieszyly mnie jego
telefony,nie czekalam na spotkania etc.
zerwalam jakies poltora miesiaca temu.poczatkowo bylo mi baaardzo dobrze.on
przychodzil,dzwonill,blagal,a mnie to tylko irytowalo,nienawidzilam
go,chcialam,zeby o mnie zapomnial.
teraz zaczelam sie zastanawiac:na poczatku bylo cuudownie-nie widzialam poza
nim swiata,czulam sie w jego towarzystwie idealnie.potem ,czytajac posty na
forum(psychologia i kobieta)zazdroscilam juz kobietom,ktore w tak cudowny
sposob potrafily pisac,myslec o swoich facetach.
mnie 'moj' irytowal totalnymi bzdurami,chociazby sposobem zawiazywaniem butow
(!!).
uznalam wiec,ze to nie moze byc milosc-jesli do szalu doprowadzaja mnie takie
idiotyczne drobiazgi,jezeli nie potrafie go zaakceptowac.
ktos slusznie zwrocil uwage w moim poprzednim watku,ze sie go po prostu
wstydzilam.bo to prawda,nawet balam sie z nim chodzic na jakies imprezy,balam
sie,ze osmieszy znowu siebie,a wiec takze i mnie.
zaczelam myslec o innych chlopakach,o z a b a w i e.
kilka dni temu,po moim ostatnim watku ustalilismy,a raczej on sam
zaproponowal;ze da mi spokoj,ze bedziemy przyjaciolmi-nie chce tracic z nim
kontaktu,jest naprawde cudownym czlowiekiem.od tamtego czasu idzie nam
dobrze,powroty ze szkoly nie sa juz katuszami..tylko wtedy tez otworzyly mi
sie oczy.widze ta milosc w jego oczach i maksymalne oddanie.nie wiem jak
moglam tego nie widziec przez ostatni czas,widzialam tylko zalosnego
czlowieka..a przeciez sama kiedys to czulam.jak sobie zaczelam wyobrazac,ze
on robi mi takie rzeczy ,rok temu,kiedy bylam w nim szalenczo zakochana..
skad ja mam wiedziec,ze milosc juz sie skonczyla?
wczesniej myslalam,ze skoro juz pojawily sie watpliwosci i to z taka sila,to
chyba mowi samo za siebie.ale przeciez to wcale nie jest takie proste!
przeciez logiczne jest,ze czasem sa watpliwosci ,problemy,ktore zaslaniaja na
jakis czas to prawdziwe uczucie.
skad mam wiedziec,ze moja milosc juz sie 'wypalila'.?
nie wiem co robic..i nikt nie moze mi pomoc:(wszyscy sie dziwia tylko jak
mozna po tak dlugim czasie nie miec pewnosci-mozna!!!
nie wiem,czy moze nie chce podswiadomie palic za soba mostow..on juz troche
ochlonal,zaczal cos wspominac,ze chcialby poznac jakas dziewcyzne,ja ide na
randke w weekend...
moze po prostu,kiedy to pierwsze 'zauroczenie' minelo,kiedy trzeba zaczac
bylo sie starac i pielegnowac milosc-moze ja sie wlasnie wtedy poddalam?kiedy
trzeba sie bylo troche wiecej postarac i wlozyc w to wszystko wiecej wysilku?
a ja go przestalam szanowac i zrzucilam na jego barki podnoszenie naszego
zwiazku,to on zawsze sie staral,zeby wszystko bylo w porzadku...
mam swiadomosc,ze na to co teraz pisze,ma tez wplyw moje towarzystwo,ktore
zaczelo mu nagle bardzo wspolczuc.nie da sie ukryc,ze mialo powody,widzac jak
go traktuje.teraz bardzo sie staram dac mu w przyjazni to,czego wczesniej nie
dawalam..
tlumaczylam sobie:jak moge go kochac,skoro od kiedy jestesmy razem,bawie sie
w kazdy weekend,tak jak sobie marzylam,spotykam sie z innym facetem i sie z
tego b.ciesze(a przynajmniej cieszylam..).
przepraszam,ze tak wam 'zasmiecam' forum coraz to nowymi watkami:|
zauwazylam juz dawno,ze siedzi tu mnostwo ludzi,gotowych podzielic sie swoim
doswiadczeniem i zdaniem.Licze na jakies komentarze:-|