rlyech
27.03.06, 16:20
Znalazłem sie w dziwnej sytuacji. Mam kobietę od 5 lat. Ja byłem jej pierwszym
ona moją...i fajnie. Jakies 2 lata temu zaczelismy sie spotykac z miom kolegą,
u niego, trochę alkocholu gadka, tralala i papa. W pewnym momencie zauważyłem,
że mają wiele wspólnego, od upodobań kulinarnych, przez nawet wymarzony zawód
z dzieciństwa po filmy itd. Ona zaczęła często o nim mówić nie ukrywając, że
jej sie podoba. Powiem więcej, przyznała sie że miała o fascynacje z jego
udziałem. Zacząłem na tych spotkaniach czuć się jak "tylko-słuchacz" i
przyznaję starałęm się im przerywać wrzucając swoje czy neutralne tematy.
Stwierdziłem, że dosyć tego i skończyły się spotkania. Ostatnio jednak, jako
że ciągle siedzieliśmy w domu, posziśmy do tego kumpla na ipreze. Tańczyła z
nim i innymi i ze mną, ok. Ale kilka dni po imprezie spotkalismy sie po
staremu plus jeden kolega. Troche wszystcy wypiliśmy. Nie lubie tańczyć, a
zwłaszcza gdy ja i moja pertnerka stanowim jedyna parę na parkircie. Więc ja
siedziałem na fotelu, kumpel też a ten kolega o którego mi choddzi z nią
tańczył i spoko. Tyle, że jak wróciłem z kuchni zastałem ich przytulonych.
Odskoczyli od siebie gdy wszedłem. Później mnie ignorowła i gadała tylko z
nim. On z kolei chyba w ramach jakiejś samczej rywalizacji stara się
deprecjonować moją osobę i próbuję sie ze mnie nabijać tudzież krytykować.
Nie wiem czy jestem przewrazliwiony i niezdrowo zazdrosny. Przyznaje żę
wszytsko się we mnie gotuje i mam ochotę niśżczyć jak o tym myslę :P.
Ale mam pytanko do kobiet...
Czy uważacie, że kobieta będąca w związku powinna w takiej sytuacji przytulać
się do takiego kolegi? Czy jest too na miejscu przynajmniej gdy jest przy tym
jej chłopak, mąż in spe...
Biorąc pod uwaę jej fascynacje obawiam sie, że byłem tylko przeszkodą w
dalszym ciągu zdarzeń, który chyba jest oczywisty...