osamotniony
01.04.06, 09:28
Lat 20, tegoroczny maturzysta. Zero nalogow, brak powrotow do domu pod
wplywem alkoholu czy narkotykow. W szkole nie ma problemow z ocenami chociaz
oczywiscie mogloby byc zawsze lepsze...
Pamietam doskonale jak bylem maly, matka uswiadamiala mi ze jestem,
podrzuckiem, czy ofiarą peknietego kondona, ze ojeciec zostawil, a ona teraz
musi sie meczyc. Takie napady czesto sie potwarzaly, teraz gdy zjada mnie
stres przed matura, przed moja przyszloscia coraz bardziej czuje sie zmeczony
zyciem, nie moge powiedziec, ze poznalem czulosci biskossc... Od srody slysze
ze najchetniej wsadzilaby mi noz w bebech, ze spazyla by mi wrzatkiem morde.
Wymysla rozne niestworzone rzeczy, mysle, tak mysle czy to ma sens. Mam
ochote spojrzec gdzies w dol na krawedzi i poleciec odleciec, pochylic sie..
I nie wracac tu nigdy..
Rodzina ma nie jestes jakas patologia, powodzi nam sie srednio, matka nie
naduzywa alkoholu, wrecz wcale go nie pije. Tylko sposob wulgarny w jaki sie
do mnie odzywa, wpaja mi tyle nienawisci i czasem widze rzeczy ktorych tak
naprawde nie chcialbym widziec... Bo gdy budzac sie, slyszy sie, ze zaraz
policja przyjedzie i skuje mnie... Skuje tylko za co? gdy wczoraj spokojnie
polozylem sie spac, to na jej ustach znow zegnalo mnie klamstwo na ustach...
Coraz czesciej wstydze sie spojrzen sasiadow, coraz czesciej wstydze sie,
czasem mysle, ze to juz koniec, ze to ostatni mego zycia wers...