najstraszniejsza Wigilia

IP: *.ld.euro / *.euro-net.pl 25.12.02, 10:40
...moja byla wczoraj.....
    • Gość: gb Re: najstraszniejsza Wigilia IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 25.12.02, 11:24
    • Gość: gb Re: najstraszniejsza Wigilia IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 25.12.02, 11:25
      Dakota, czy dziś już w porządku?
      • Gość: Maryla Re: najstraszniejsza Wigilia IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 25.12.02, 15:05
        Już mineła ,zobaczysz nastepna bedzie lepsza. Trzymaj sie.Pozdrawiam
    • Gość: dryń dryń Re: najstraszniejsza Wigilia IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.12.02, 20:59
      i moja...nigdy więcej takich wigilii, nigdy więcej wigilii...
      • Gość: agnieszka Re: najstraszniejsza Wigilia IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.12.02, 21:33
        już minęła... Pozdrawiam Was ciepło, a
        • Gość: alicja Re: najstraszniejsza Wigilia IP: *.chello.pl 26.12.02, 00:02
          Dla mnie tez;((( Bo nie jestem katoliczka, a musze jezdic do tesciow na kazda
          wigilie ponad 200 km i obchodzic to, co nie uznaje;((( Dopiero wrocilam,w 1
          dzien swiat, jak mi jest dobrze samej!!!!!!!!!!!UFFFFFFFFFF
          • arek_cz Re: najstraszniejsza Wigilia 26.12.02, 09:02
            A czy nie mozesz poprostu zapomniec o charakterze
            religijnym i cieszyc sie mozliwoscia spedzenia wieczoru z
            rodzina?
            Czy to jest az tak zle?
          • ekstremistka Re: najstraszniejsza Wigilia 28.12.02, 19:45
            Gość portalu: alicja napisał(a):

            > Dla mnie tez;((( Bo nie jestem katoliczka, a musze jezdic do tesciow na kazda
            > wigilie ponad 200 km i obchodzic to, co nie uznaje;((( Dopiero wrocilam,w 1
            > dzien swiat, jak mi jest dobrze samej!!!!!!!!!!!UFFFFFFFFFF

            Jak ja Cię rozumiem!!! Fajnie, ze są ludzie, którzy nie lubią świąt. Nie czuję
            się taka wyalienowana:) Bardzo nie lubię się dopasowywać do stada, a niestety
            czasem trzeba...

    • one_of_us Re: najstraszniejsza Wigilia 27.12.02, 02:19
      Pomiędzy stare ceglane domki tego przedmieścia, rozlała się ciężka od mrozu
      mgła. Światła latarni ulicznych nadały jej jasność i uczyniły jeszcze cięższą
      i gęstszą. Znów przyjdzie wierzyć w to, że pierwsza gwiazdka gdzieś tam
      zabłysła, bo na ujrzenie jej w tych warunkach szans brak. Puste i cisze ulice,
      przysypane sypkim niczym piasek, zmrożonym śniegiem, dyny unoszące się kominów
      i ciepły żółty blask bijący z domowych okienek, nadawały tej nocy dodatkowego
      uroku, czyniły ją jeszcze bardziej czarodziejską. Środkiem pustej ulicy, po
      której pług śnieżny ostatni raz przejechał dwa dni temu, wolnym krokiem z nogi
      na nogę, wracał do domu jeszcze jeden z tych, których zwyczajowo zwie się
      ludźmi. W jednym z okiem ciekawa i zdziwiona twarz pani domu spojrzała na
      niego przez chwilę. Wydawał się iść bez celu, jak gdyby szedł tylko dlatego,
      że nie miał innej alternatywy. Rozpięta kurtka, kłęby pary wydobywające się z
      ust i krok. Krok tak wolny, jak krok ludzi spacerujących sobie bez celu w
      promieniach zachodzącego słońca. A przecież był mróz. Ponad 12 poniżej zera.
      -dziwny facet – pomyślała twarz w oknie i zasuwając firankę, zajęła się
      biegiem przez przybory kuchenne, bo przecież kolację czas zaczynać, a tu
      jeszcze tyle do zrobienia.
      Czarno ubrana postać, przemierzyła w tym czasie kilkanaście metrów i nie
      zmieniając tempa skręciła w jedną z bocznych uliczek. Gdyby gospodyni
      przyglądał mu się dłużej i uważniej niechybnie dojrzała by znacznie więcej
      dziwactw w zachowaniu tej osoby, niż tylko ten dziwnie ślimaczy krok. Widok
      choinki przywdzianej w kolorowe lampki powodował u tej postaci dziwny
      spazmatyczny ruch głowy, chroniący wzrok o tych jakże pięknych estetycznych
      doznań. Dźwięk kolęd wydawał się ją przeszywać na wskroś, jak gdyby to nie
      dźwięk a cios. Postać odruchowo przygarbiała się wtedy i przyspieszała kroku
      by szybciej oddalić się od źródła tego dźwięku. W skurczonych mrozem palcach
      trzymała plastikową torbę z napisem „Real - udane zakupy”, z kieszeni kurtki
      wystawały dwie puszki piwa. Psy łańcuchowe, albo były zbyt leniwe by w taki
      mróz wystawiać nosy z bud, albo też znały tego człowieka, gdyż ani jednemu z
      nich nie przyszło do głowy poujadać na tą postać.
      Nagle postać zatrzymała się, podniosła lekko głowę, oparła wzrok na jakimś
      budynku. Trwała w tym bezruchu jakąś chwilę, westchnęła głęboko i poczęła
      znowu posuwać się wolno do przodu. Jej wędrówka dobiegała końca. Nikt nie
      wiedział, że ten spacer, że ten powrót do domu o tej porze wynikały nie z
      konieczności i warunków życia, ale ze świadomego wyboru. Od kilku lat był tym,
      który zastępował w tej jeden wieczór w roku, każdego kto tylko go o to
      poprosił. Od kilku lat zawsze ostatni zamykał drzwi w każdej firmie w jakiej
      przyszło przez te wszystkie lata pracować. Od lat w ten dzień nie jeździł w
      ten dzień do pracy samochodem, tylko ochoczo oddawał go tym, którzy musieli w
      ostatniej chwili dokonać jakichś niezbędnych zakupów. To nie była jednak jakaś
      dobroć zaszczepiona w tej ponurej duszy, to było wredne wyrachowanie czystej
      wody. Często pada pytanie z pozoru retoryczne, „czy ktoś może nie lubić Bożego
      Narodzenia”. Potwierdzenie wydaje się być absurdalnym i niepojętym, a jednak.
      Jednak on nie lubił Bożego Narodzenia. I jedynym jego marzeniem w te dni było
      marzenie o tym by minęły jak najszybciej.
      Wciąż wolno stawiając kroki, równie wolnym ruchem spojrzał z nadzieją na
      zegarek. Sekundnik wydawał stać w miejscu. „Cholerny świat” – przeklęła w
      duchu postać. Jeszcze tylko kilka metrów dzieliło ją od domu. Machinalnie
      spojrzała w rozświetlone okna. Przez szyby dobiegły go tradycyjne
      podekscytowane głosy. Ta sama, nieznosząca sprzeciwu, tonacja od lat.
      „Wesołych Świąt” – pomyślał szyderczo i złośliwie. Po raz pierwszy od kilku
      godzin uśmiech pojawił się na jego twarzy. Uśmiech gorzki i cyniczny. Jak
      szybko się pojawił, tak szybko zgasł. Na czole znów pojawił się głęboki mars.
      Kolejne ciężkie westchnienie wydobyło się z jego wnętrza, podrapał się w
      głowę, zmierzwił włosy i.... zupełnie innym krokiem przekroczył furtkę, pewne
      funkcje w organizmie uległy natychmiastowemu wyłączeniu, .... the show must go
      on ..... Nim dotarł do drzwi, minął jeszcze trochę mniej obojętnie, jedyne
      drzewko, które wzbudzało trochę cieplejsze myśli. Taki wiecznie zielony
      pokraczny krzak, który rok w rok robił za substytut choinki ogródkowej. Gdy
      pierwszy raz przyszło odegrać mu tą rolę, był małym krzaczkiem, ledwo mogącym
      unieść setkę małych, kolorowych żaróweczek na swych drobnych gałązkach. Teraz,
      parę lat później, to sto lampek ledwie co wystarczało, by lekko go
      przyozdobić, a i tak dolne partie, tego krzaczka, pozbawione było
      już „odzienia”. Z sąsiednich ogródków z pogardą patrzyły na niego prawdziwe
      choinki, przyozdobione bogato i mieniące się wszystkimi barwami tęczy. Im co
      roku dane było iść z postępem i osiągnięciami człowieka w dziedzinie
      bożonarodzeniowej techniki zdobniczej. „A ty będziesz taka, krzywa i
      pokraczna, jak ja” -pomyślała postać z nieukrywaną złośliwą radością - „taka
      jak moje życie pogięte i koślawe, taka będziesz i już”. Musiał ten nieszczęsny
      krzak takim być, by zdobyć choć krztynę sympatii tego draba w czerni. Musiał,
      na przekór tym wszystkim wzorcom i normom postępowania, jakich pełno wokoło.
      Trzask klucza przekręcanego w zamku, szelest butów na wycieraczce. Postać sama
      sobie otworzyła drzwi, choć dom pełen był ludzi, zbyt wiele wyładowań,
      towarzyszyło zawsze konieczności zejścia kogoś z domowników by otworzyć jej
      drzwi. Dziś wolała sobie tych gromów oszczędzić... przecież jest wigilia. ((((
      Za chwilę można będzie zacząć, ten najpiękniejszy wieczór w roku, tylko raz w
      roku zdarza się taki cud ... i to też nie wszystkim....................

      Każdego roku, ta bajka rozgrywa się naprawdę, być może w tym, wyświetlano ją
      za twoim płotem.

      .... nie jestes sama, Dako ...... niestety
    • Gość: dakota Re: najstraszniejsza Wigilia IP: *.ld.euro / *.euro-net.pl 27.12.02, 15:27
      Macie racje - przezylam. Staram sie zapomniec o tych tych dwoch pustych
      miejscach przy stole.
      Bedzie lepiej.
      I Wam tego zycze.

      Kto ma pszczoly, ten ma miod......
      • procesor Re: najstraszniejsza Wigilia 31.12.02, 00:51
        Gość portalu: dakota napisał(a):
        > Macie racje - przezylam. Staram sie zapomniec o tych tych dwoch pustych
        > miejscach przy stole.
        > Bedzie lepiej.
        > I Wam tego zycze.

        Nie zapominaj.
        Bo to przecież nie sa DWA PUSTE KRZESŁA.
        Nie bola cie KRZESŁA.

        Porozmawiaj z tymi osobami.
        Nawet jeśli nie możesz usłyszeć odpowiedzi - warto zadawać pytania.
        Nie sądzisz?
    • Gość: Ug Re: najstraszniejsza Wigilia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.02, 00:27
      No ale napiszcie skoro juz sie zaczal ten temat, co wam sie w Wigilii nie
      podoba?
      Mnie nie podoba sie ten przymus. Tradycja zawsze jest jakims rodzajem przymusu.
      Nie che sie sprawic przykrosci rodzicom, babciom i dziadkom , wiec jedzie sie
      na drugi koniec Polski, i spedza sie kilka dni przy stole z osobami, z ktorymi
      trudno sie rozmawia, bo nic nas z nimi nie laczy, oprocz genow czy wpisow w
      dowodzie osobistym albo na jakims akcie notarialnym. Jestemsy nieautentyczni,
      udajemy cos, gramy, zmuszamy sie. Staramy sie puszczac mimo uszu nietaktowne
      aluzje do stanu cywilnego czy jakichs intymnych spraw, nie zaczynamy dyskusji o
      polityce, kiedy ciotka mowi z zapalem, ze najlepszy jest Lepper i tylko on ten
      kraj uratuje. To wzbudza tez niesmak do samej siebie. Dopiero po powrocie do
      siebie mozna byc taka, jaka sie jest naprawde. Dlaczego to wszystko? Za cene
      swietego spokoju, niekonfliktowania sie z rodzina, ktora jest mistrzynia we
      wzbudzaniu poczucia winy.
      Itede i tepe. Quod erat demonstrandum.
      • Gość: Renka Re: Wigilia prawdziwa IP: *.home.cgocable.net 31.12.02, 01:46
        Mrowie mnie przeszlo jak czytam te teksty o Wigilii. Przeciez to swieto
        urodzin Boga.To swieto rodziny.Odegranie swojej roli w Wigilie? A moze by tak
        nie grac roli i byc prawdziwym ? Chociaz raz w roku, w Wigilie?
    • Gość: Agnieszka Re: najstraszniejsza Wigilia IP: proxy / 204.48.22.* 02.01.03, 10:55
      Tegoroczna Wigilia minęła w cudownej i rodzinnej atmosferze. Do czasu.....
      Po godzinie 23:00 zadzwoniła do nas moja siostra, która była u nas na Wigilii.
      Mieli włamanie do mieszkania. Złodzieje totalnie splądrowali mieszkanie,
      wszystkie rzeczy z półek i szaf były wyrzucone na podłogi, zajrzeli wszędzie,
      nawet do pralki z brudnymi rzeczami i do łóżeczka dziecka...
      To był koszmar !!! Następne dwa dni świąt to było składanie zeznań,
      rozpoznawanie itp.
      Wigilia, podobno dzień radości i pojednania, a ja tych hien nienawidzę i życzę
      im wszystkiego najgorszego w nowym roku !!!
      Siostra powiedziała, że już nie chodzi o te pieniądze i biżuterię, tylko o
      fakt. Boi się wychodzić z domu i że już zawsze Wigila będzie kojarzyła się jej
      z tym okropnym wydarzeniem.
      Pozdrowienia

Inne wątki na temat:
Pełna wersja