konwalia99
09.05.06, 21:05
Witam.Wlasciwie to nie wiem, od czego zaczac..Tak mi zle..;( Jestem na
pierwszym roku studiow.Rok akademicki dobiega juz konca, niestety odkad
przyjechalam do lodzi, nic sie nie zmienilo.Czuje sie tu obco, jestem taka
samotna..W moim rodzinnym miescie mam cudownego chlopaka, rodzine. Jestem
zupelnie innym czlowiekiem, usmiecham sie, czuje ze zyje..W łodzi jestem caly
czas smutna przygnebiona zdolowana..Nie mam nikogo z kim moglabym szczerze
porozmawiac, wszyscy sa tacy zabiegani, spiesza sie..Ludzie z grupy mnie nie
zauwazaja, liczy sie dla nich tylko nauka, zreszta byli"sparowani" od samego
poczatku.Czuje sie na uczelni jak paite kolo u wozu.Najbarzdiej boli mnie to
ze zawsze bylam barzdo lubiana osoba. W moim meiscie mam mnostwo wspanialych
przyjaciol. Nie wiem, jak zblzizyc sie doo ludzi. To nie takie proste.
Doradzcie cos, bo zupelnie sobie nie radze. Jade tramwajem, patrzac na
usmiechniete twarze a mnie wszystko wydaje sie takie szare... Nie czuje
potzreby zeby wstac z lozka.. Bo po co, dla kogo? Wczesniej co tydzien
jezdzilam do domu rodzinnego, ale teraz staram sie to ograniczac bo
niedzielny powrot do lodzi napawa mnie takim lekiem i depresja, ze zalewam
sie lzami od niedzielnego poranka. Doszlam wiec do wniosku ze jak juz tu
siedze, to nie bede sie rozdrazniac.... Poradzcie cos..prosze, bo ja juz tak
dluzej nie chce zyc ;((((