the_fragile
10.05.06, 20:49
hej, barzdo was prosze o rade.
w grudniu zeszlego roku zaczelo sie moje pieklo. wtedy to powiedzialam mojemu
facetowi ze juz chyba go kocham i ze powinnismy sie rozstac. on twierdzil, ze
nigdy nie bedzie z nikim innym, ze mnie kocha. szybko zrozumialam, ze
zerwanie bylo bledem, on mnie unikam, ja cierpialam, depresja powrocila a z
nia mysli samobojcze. jednak po tygodniu znowu zaczelismy rozmawiac a ja
zrozumialam, ze pragne tego, o czym on zawsze marzyl: malzenstwa, wspolnego
zycia etc. na pocztku nie bylo latwo, on mowil, ze mnie kocha ale stracil
zaufanie, ja robilam wszystko, zeby je odzyskac. w tym czasie pojawila sie
inna kobieta, starsza od niego, spotykali sie co tydzien na rpg. moja
intuicja mowila mi, ze to sie zle skonczy ale coz moglam zrobic. on
twierdzil, ze ona go potrzebuje, ze jej nie zostawi bo ona jest przyjaciolka
ale kocha mnie. wierzylam mu. zdrada to ostatnia rzecz o ktora bym
podejrzewala mojego faceta. w zasadzie tylko to wiedzialam naprawde: moj
facet nigdy by mnie nie zdradzil. w styczniu rozmwaialismy juz znacznie
czesciej, postanowilismy wziac slub. wybieralam moja suknie, bylam
szczesliwa. pewnego dnia przeczytalam w blogu tej kobiety, ze calowala sie z
moim facetem. atak paniki, nie moglam zlapac oddechu. rozmowa. on twierdzil,
ze to tylko przyjacielski pocalunek. pozniej przyznal, ze to bylo cos wiecej.
jednak w lutym, okazalo sie, ze bylo to cos wiecej niz pocalunek. powiedzial
mi o tym tylko dlatego, ze ona jest w ciazy. twierdzil, ze zrobili to tylko
raz, zaraz po naszym rozstaniu, kiedy on nie potrafil zaakceptowac tego, co
sie stalo. wierzylam. klamstwo jednak ma krotkie nogi. dzis wiem, ze spali ze
soba kilka razy, takze po tyum, kiedy wybieralismy razem suknie slubna.
mimo bolu, nie potrafilam o nim zapomniec, myslalam ze moge z tym zyc. jednak
chyba nie potrafie. z kazdym dniem jest coraz gorzej. nienawidze tej kobiety,
tego dziecka. ciagle jestem z moim facetem, tesknie za nim i zalezy mi na nim
a jednoczesnie nie moge pogodzic sie z tym co sie stalo. on twierdzi, ze nie
chce miec nic wspolnego z tym dzieckiem, ze ona go wykorzystala, ze to byla
pulapka. tak bardzo chec w to wierzyc, chociaz wiem, jak zle to o nim
swiadczy. i jak zle to swiadczy o mnie, ja przeciez chec zeby to dziecko nas
nie dotyczylo, zeby nigdy go nie poznalo.
moj problem jest jednak powazniejszy. kazdego dnia mowie o niej, msyle o
niej, przypominam mu, co sie stalo. chec, zeby meidzy nami bylo jak kiedysc,
zeby ten koszmar nigdy sie nie wydarzyl. codziennie czytam jej bloga, liczac,
ze cos sie stalo. to mnei zabija. stalam sie zlym czlowiekiem,nauczylam sie
nienawidziec. nie moge normalnie zyc. chce uratowac moj zwiazek, chce wrocic
do przeszlosci. tylko jak mam sobie z tym poradzic? czy to w ogoel ma jakies
szanse sie udac? nikt nigdy nei zranil mnie tak bardzo jak moj facet. nigdy
tez nikt nie kocham mnie tak mocno jak on. nie chce tego stracic, nie chce
zeby to sie skonczylo a jednak czuje, ze juz sie to stalo.
prosze poradzcie, jak zapomniec o tym co sie stalo, jak wybaczyc i
zaakceptowac, jak zyc, kiedy wszystko, w co sie wierzylo okazuje sie byc
okrutnym klamstwem.