ja pozbierać wszystko od nowa?

15.05.06, 07:54
Nigdy na to forum nie pisałam, ale potrzebuję pomocy i nie mam się do kogo
zwrócić... Mój problem jest banalny i pewnie przeszukując forum znalazłabym
sporo podobnych wątków, ale muszę się wygadać... Posłuchajcie mnie, proszę, i
doradźcie.
Od kilku lat żyję w raczej udanym związku. Wczoraj dowiedziałam się, że mój
partner, ojciec mojego dziecka, od kilku miesięcy zdradza mnie z kobietą, w
której jest zakochany. Mój świat się zawalił.
Nasz związek był nieco dziwny. Ja go kocham ale nigdy nie doczekałam się
wzajemnej deklaracji. Kiedy się poznaliśmy, on właśnie rozstawał się z żoną,
którą kochał i która go zdradziła. Wiedziałam, że ją kocha, że jeśli ona
wróci, to on natychmiast mnie zostawi, ale żyła irracjonalną nadzieją. I
rzeczywiście, oni się rozstali definitywnie, my zostaliśmy razem. Zaszłam w
ciążę, nieplanowaną i niechcianą, ale pokochaliśmy naszą córeczkę. Teraz ona
ma 3 lata i wydawało mi się, że tworzymy szczęśliwą rodzinę. Jest w niej też
jego dziecko z poprzedniego związku, które również jest z nami blisko. On
jednak nigdy nie zdeklarował się w żaden sposób, a ja myślałam, że potrzebuje
więcej czasu, żeby zrozumieć, że może pokochać inną kobietę niż jego była
żona. Okazało się, że może, tylko że niestety nie jestem nią ja...
Ona jest mężatką mocno zaniedbywaną przez męża, ma małe dziecko. Nie wiem, na
co liczyli, bo ona podobno raczej tego męża zostawić nie chce...
Rozmawialiśmy wczoraj długo. Powiedział mi, że ją kocha, ale nie chciał i nie
chce mnie zostawić. Że nie potrafił z nią zerwać i nie wie, czy będzie
ptorafił. I nie wie, co zrobić...
Proszę, doradźcie mi. Nie chce go stracić, ale nie wiem, czy potrafię po raz
drugi cierpliwie czekać, aż on przestanie kochać inną kobietę. Nie zniosę
tego ponownie. Nie wiem, jak zareagować. Wynieść się na jakiś czas? Zostawić
go i poczekać, aż zmądrzeje? Boję się... A postawić jakieś ultimatum? To nie
będzie proste, ona z nim pracuje i będą się ciagle widywać... Jak to się może
udać?
Czy możecie mi doradzić? Czy Waszym zdaniem powinnam pójść do jakiegoś
psychologa? Nie wiem, co robić, nie wiem, czy wytrzymam tę sytuację jakoś...
    • ewa_xy Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 15.05.06, 11:54
      Napisałaś, ze Twoj partner od kilku miesiecy zdradza Cie, z kobieta, w ktorej
      jak mowi jest zakochany, czyli juz go stracilas...
      Wybacz ostre slowa, ale co on jeszcze robi w Twoim zyciu.
      Uff... straszne co przezywasz. Nie czekaj na nic. On na pewno sie nie zmieni.
      Do tej pory jak piszesz nigdy nie bylo deklaracji o milosci z jego strony.
      Latwo mowi natomiast o milosci do innych kobiet, takie odnosze wrazenie.
      Wyrzuć go z domu, jesli to Twoj dom. Jesli jego, wyprowadz sie Ty z dzieckiem
      (jesli masz stale zrodlo utrzymania). Dopiero wtedy bedziesz miala szanse na
      zapomnienie o nim i ulozenie sobie i dziecku zycia ***od nowa***. Wiem, ze to
      trudne,ale poradzisz sobie na pewno. Tylko musisz w to uwierzyc.
    • nikita696 Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 15.05.06, 12:06
      zastanawia mnie dlaczego większość z nas - kobiet, tak bardzo nie chce
      rozstawać się z mężem/chłopakiem nawet jeśli zdradza, źle traktuje,a nawet bije.
      Dlaczego większość z nas jest tak słaba, niezaradna??
      Słuchaj vamsi wybiegnij trochę myślami w przyszłośc... i co widzisz?wyobraź
      sobie swoje życie z tym mężczyzną...ciągła niepewność, rozpominanie przeszłośc,
      ból, gorycz..
      masz tylko jedno życie, czy chcesz żeby tak wyglądało??
      przecierz to pewne, że jeszczesię zakochasz, poznasz szczeście, ale nie z nim.
      nie warto marnować życia, nie bój się odejść:)
    • karolinnu najbardziej się coś docenia jak się to straci 15.05.06, 15:32
      może, jeśli zniknelabys z jego zycia, to dopiero odczuje, ze mu ciebie brak? moj
      obecny chlopak zniknal z mojego zycia na pol roku - zareczyl sie z inna, we
      wrezsniu 2006 mieli brac slub. po pol roku wyblagal spotkanie. mowil, że
      uswiadomil sobie (choc tego nie planowal), ze kocha wlasnie mnie, a nie tamta
      (jak sadzil) - dopiero jak zabraklo mnie w jego zyciu. zostawil tamta i od 3,5
      m-cy jestesmy razem. nie mowie, ze tak sie stanie w twoim przypadku. mysle
      jedynie, ze sugestie osob, ktore mowia, zebys sie od niego odseparowala na jakis
      czas sa dobre. wiem, ze bardzo go kochasz, ale zycie z kims, kto nie odwzajemnia
      twojego uczucia bedzie ch... lepiej odejdz. daj mu czas. moze zrozumie o co mu
      chodzi. i daj sobie czas... moze za kilka miesiecy bedziecie razem - zakochani.
      a moze bedziecie osobno - przynajmniej nie bedziesz z facetem, ktory cie nie
      kocha!!!
    • iwona334 Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 15.05.06, 15:41
      vamsi napisała:
      > Powiedział mi, że ją kocha, ale nie chciał i nie
      > chce mnie zostawić. Że nie potrafił z nią zerwać i nie wie, czy będzie
      > potrafił.

      Jedno, co jest pewne, ze ten pan jest mocno niedojrzaly (mimo, ze po rozwodzie)
      Jezeli sie jest z jakas kobieta (jak tu z Toba) i nie zamierza sie tej kobiety
      zostawiac, to nawet gdy czlowiek sie zakocha, NIGDY nie powinien sie do tego
      przyznac. Bo po co?
    • greengrey Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 15.05.06, 15:50

      Piszesz,że nie chcesz Go stracić, ale czy czujesz że byliście kiedyś naprawdę
      razem? Wygląda że nie był z Tobą z wyboru -raczej z braku innej kobiety,
      potem z poczucia obowiązku...

      Teraz kocha inną kobietę

      Z jakiego powodu miałabyś jeszcze z nim być ?

      Tak naprawdę próbuję coś znależć i nie widzę lepszego wyjścia niż - życie
      osobno, w oddaleniu teraz

      Jak piszesz, on mówi,że nie chce się z Tobą rozstawać- więc raczej się nie
      wyprowadzi- chyba że tego zażądasz, albo będziesz musiała zrobić to sama..

      Zycie na odległść pozwoli przemyśleć - każdemu z Was- co dalej


    • alfika Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 15.05.06, 17:49
      psycholog to dobry pomysł, na pewno ułatwi Ci poukładanie sobie tego wszystkiego

      ja, znając siebie, odeszłabym, wyleczyła się z niego i ułożyła sobie życie z
      normalnym, kochającym mężczyzną lub została sama
      • hsirk Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 09:00
        a wiec znasz siebie ?
        • hatroha Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 09:04
          i wcale mi się to nie podoba - uwielbiam przekraczać granice, rwać się jak młody byk. Stąd trzeba niezłego bata na mnie!
          Samemu sobie - skrzydła grzechu mi rosną... ;)
          • hsirk Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 12:03
            a co nazywasz przkraczaniem granic ???


            do swoich prawdziwych granic lepiej sie nie zblizac. bo jak podejdziesz, to
            moga ci sie nie spodobac - jakie sa i gdzie leza...
            • hatroha Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 12:22
              dominować nad partnerką, nie liczyć sie z nią...
        • alfika Re: hsirk... 16.05.06, 12:07
          w kwestiach, w których się wypowiadam - tak
          • hsirk Re: hsirk... 16.05.06, 12:23
            ok. bez obrazy. ale skoro tam mowisz, mniemam, ze bylas w takiej sytuacji (a
            nie znamy calego obrazka i komplikacji typu mieszkanie, sytuacja materialna
            etc) i odeszlas. jesli tak chyle czola (nie za slusznosc wyboru - bo nie wiem,
            to Twoje życie - ale za odwage.
            • alfika Re: hsirk...:) 16.05.06, 16:14
              bez zbytniej fantazji :)
              kiedy jestem obrażona, to nie dyskutuję :)
              ponadto, nie muszę byc w konkretnej sytuacji, by wiedziec, że dla mnie jest nie
              do przyjęcia

              dlatego pisałam o sobie, jak zapewne zauważyłeś
              są kobiety, które wychodzą z takich sytuacji tak czy siak, ale razem z partnerem
              a są i takie, które już nie zaufają
              • hsirk Re: hsirk...:) 16.05.06, 16:34
                nie mam na mysli czy do przyjecia, tylko co bys zrobila. obawiam sie, ze
                wiekszosc kobiet ktore mezowie regularnie leja uwaza ze ta sytuacja jest nie do
                przyjecia. a jednak w niej trwaja. z roznych pprzyczyn, strach przed innymi
                rzeczami jest silniejszy.
                • alfika Re: hsirk...:) 16.05.06, 16:45
                  to nie jest kwestia strachu przed odejściem od kogoś, kto zdradza
                  tylko kwestia niemożności życia w piekle braku zaufania i świadomości, że się
                  jest tą najpierw niekochaną, potem tą zdradzaną
                  bywa, że w kobietach zdradzanych przelewa się czara możliwości znoszenia zdrad
                  i idą na żywioł
                  wyprowadzają się
                  kończą durny związek
                  i dają sobie radę

                  to jest związane z zawziętością - potem już nie ma nic, ani lęku przed
                  kretynem, ani chęci błyszczenia przed sąsiadkami, ani oszukiwanie się, że
                  większość rodzin tak ma
    • vamsi Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 15.05.06, 22:01
      Ach, jakie Wasze rady są dla mnie bolesne... Czy dam radę się do nich
      zastosować? Czy myślicie, że to naprawdę jedyna słuszna droga? Tak, oczywiście
      chciałabym znaleźć potwierdzenie, że nie, ale też naprawdę chcę znać Wasze
      zdanie.
      Co to znaczy, że się zakochał? Że skaczą mu hormony, że kompletnie oszalał na
      jej punkcie. Ale przecież ta faza trwa kilka miesiecy, czasem dłużej, czasem
      krócej... Nie ma szansy, że się to wypali? Że za kilka miesięcy on zapomni?
      Nas wciąż coś łączy. Teraz jest strasznie, on bardzo cierpi, ja nic nie czuję,
      chyba jestem w szoku. Ale nam było dobrze nawet przez te miesiące ostatnie.
      Mamy wspólną pasję, coś, co jest dla nas ogromnie ważne, co ze sobą dzielimy.
      Nie kłócimy się prawie, seks jest udany. Dlatego to dla mnie taki szok. Ale czy
      jeśli partner zakocha się wkimś innym, to automatycznie oznacza dla nas koniec?
      Czy tylko to zakochanie się liczy?
      Rozmawiałam dzisiaj z z tą dziewczyną. Chciałam wiedzieć jak to wygląda z jej
      strony. Powiedziała, że kocha go, ale chyba wciąż kocha też swojego męża. I że
      usunie się nam z drogi na tyle, na ile to tylko możliwe. Czy to jest jakaś
      nadzieja dla mnie czy też to tym gorzej?
      Boje się wyprowadzić. Pomijając to, że bardzo trudno by mi było, bo dla niego
      przeprowadziłam się do innego miasta, nie zarabiam dużo i nie byłoby ogólnie
      łatwo, to bardziej boję się, że to już by wszystko przekreśliło. A dla mnie
      wciąż liczy się nasze dziecko i to że jednak jakąś rodzinę tworzymy... Ale może
      macie rację? Może to jedyne wyjście?
      Czy sądzicie, że jest jakaś szansa, żeby jakoś odbudować wszystko? Czy da się w
      sobie kogoś rozkochać? Ile czasu musi minąć, żeby on zapomniał? Bo ja nie wiem,
      czy dam radę czekać nie wiadomo jak długo znowu... Wszystko jedno, czy
      mieszkając z nim, czy sama... Czy Wy nie przebaczylibyście swojemu partnerowi
      zakochania się i zdrady?
      Ja chyba jestem głupia jednak totalnie:(((
      • marta55cm Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 15.05.06, 22:36
        historia jest beznadziejna, też zdarzył mi się facet, który nie wiedział czego
        chce, a może raczej chciał wszystkiego, tak jak twój. myśle ze sytuacja w
        jakiej sie znalazłaś jest nie do zniesienia, i wkrótce ty jej nie zniesiesz i
        sie wyprowadzisz. i to na pewno rozwiąze waszą sytuację, bo tak jak piszą inni -
        albo on dojrzeje do zdefiniowania o co mu chodzi, albo dojrzejesz ty i nie
        bedziesz chciała dłużej czekac. swoją drogą naprawdę, dla mnie faceci są jak
        kosmici, kochają kilka kobiet na raz, sypiają z kilkoma na raz, potrafią być
        dobrzy dla kilku kobiet na raz. psycholog zawsze dobre rozwiązanie, dowiesz sie
        dlaczego weszłaś w taki trudny związek
      • alfika Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 12:10
        zawsze, ale to zawsze możesz przeczekać
        zobaczyć, jak to się poukłada

        kieruj się tym, co Ci podpowiada intuicja, choćby cały świat mówił co innego -
        Ty przecież sobie układasz swoje życie i Ty z tym żyjesz
    • solaris_38 Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 00:16

      ciężka sprawa wybrałas bardzo niedopjrzałego faceta

      teraz pzrez jakiś zcas przynajmniej będziesz musiała nieśc cieżar tego co ci
      nawrzucał

      sa faceci któy kocham mówia tylkow sytuacjach beznadziejnych
      moga kochac tylko gdy walcza skomla i sa o krok od odrzucenia
      i w końcyu sa odrzucani

      ale jak oni wtedy kochaja
      (to znaczy tak sie im wydaje że wtedy to naparwdę)

      sama go wybrałas

      sama postapiłas PODOBNIE

      wybrałas kogoś kto cię nie kocha liczac na .. .. własnie ... na co

      to może ja dodam
      NIE licząc tylko fantazjując

      jesli ktos woli opiwrac życie an pragnieniach niż faktach to tak sie kończy

      Nie chcę cię dobic bo faktycznie masz ciężką sytuację
      ale dasz sosbie rade

      twoje ciałao musiała czuć że z tego chcleba mąki nie będzie a jednak sie
      zdecydowałas

      dasz sobie rade

      zasługujesz na miłość

      lecz jeśli odejdziesz ... staniesz sie tym dla ukochanego co on kocha

      dopiero wtedy :zrozumie" ze to jednak TYLKO TY i pewnei mu uwierysz
      na swoja niekocrzysc


      wiedz jednak co czynisz
      abyś nie zgorzkniała od błędów lecz zaakceptowała je - lub ZMINIENIłA

      pominąwszy wschodnie podejscie do małżeństwa jako obowiązku w kócym podejściu
      • hatroha Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 00:22
        Chciałbym coś powiedzieć...ale będzie to za mądre...
        • vamsi Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 06:48
          Powiedz;) Mądrych i mniej mądrych rad słucham, na razie tylko słucham, bo sama
          muszę to przemyśleć i poukładać... Jest bardzo ciężko...
          • alfika Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 12:11
            czy Ty nie masz wrażenia, że to wszystko jest jakieś takie... nie takie?
    • hatroha Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 08:13
      Rób swoje!
      Twoje życie jest trochę niepoukładane i zbudowane z łatwopalnych materiałów.
      Plany na przyszłość mogą się spalić zanim zaczniesz....

      Twój partner jak każde dziecko swoim nagannym zachowaniem bada do jakich granic może się posunąc. Twój najwyraźniej stara się wygrać idealny układ tj będzie sobie dymał koleżanki a od garów i dziecka będzie miał Ciebie.
      Nie wątpię , że będzie Cie kochał- oni (my- żal się przyznać)to potrafią.
      Powinnaś wg mnie:
      spokojnie powiedzieć, że W ŻADNYM WYPADKU NIE ZGADZASZ SIĘ NA JEGO ROMANSE, MUSI WYBRAĆ!
      ALe...
      Skoro jest mężczyzna którego nie zaspakajasz...czy nie powinnaś pomyslec o tym, że gdyby zdecydował się zerwać romans i wrócić to...Może to wcale nie chodzi o miłośc jako taka tylko o zwykły płaski seks, o zdradę itd.
      Myślę, że najlepszym wyjście w Twojej sytuacji będzie sądowa SEPARACJA
      NIECH TWÓJ MĄŻ ZMIENI PRACĘ - inaczej o kant dupy rozbić Twoje plany na życie wraz z nim.
      co do mądrości...nic tu do niej - życie rozwala się na tak banalnych....
      • karolinnu Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 13:11
        zgadzam sie z hatroha. spokojne ultimatum: nie bedzie wspolnego zycia, jesli on
        nadal bedzie utrzymywal jakikolwiek kontakt z tamta kobieta. separacja to tez
        dobry pomysl, ale niekoniecznie latwy do zrealizowania. nie wierz w dobra wole
        tamtej kobiety, w to, ze bedzie schodzila mu z drogi. nawet jakby tak bylo, to
        bedzie go tym bardziej nakrecala! niestety, powinnas postawic twarde warunki i
        zachowywac sie jak zolnierz armii amerykanskiej ;) trudno, dopadla cie taka
        sytuacja, ale do cholery jasnej, jestes zolnierzem, przetrwasz wszystko,
        przezyjesz i wyjdziesz z tego zwyciesko!! badz twarda jak kamien i czerp sile ze
        swojej konsekwencji!!! niech wybiera - wasza rodzina albo tamta baba.
        i to samo polecam na przyszlosc: moze wiecej liberalizmu w sprawach lozka,
        wiecej zabawy z seksu, wiecej eksperymentow, wiecej podsycania emocji... kup
        sobie cosmopolitan i wyprobuj wszystko, co tam proponuja :) o ile, oczywiscie,
        facet sie zastanowi, wroci mu rozum. bo jak bedzie nadal niezdecydowany, to
        szkoda na niego nawet Twojej jednej lzy!!!!!
    • chp1955 zdecydować się! 16.05.06, 13:09
      masz tylko dwie drogi wyboru, albo zostać z nim, albo się wyprowadzić. Dobrymi
      radami piekło wybrukowane, ty musisz podjąć decyzję z twojego subiektywnego
      punktu widzenia (uczucia).

      Pierwsa droga: jeżeli go na tyle kochasz, że możesz żyć z tym (pogodzić się z
      tym),że on kocha inną, a nie ciebie, z nią sypia i zabawia się, a ty jesteś
      tylko matką jego dziecka i gospodynią domową, to.... zostań.

      Druga droga: jeżeli ci przeszkadza, że jest ta trzecia, którą kocha i z nią
      sypia (mnie bardzo przeszkadzałoby, ale jesteśmy różni), to bierz dziecko,
      wyprowadzaj się i zacznij nowe życie.

      Ale wybór jest twój, a nie forumowiczów!
      • afryka75 Re: zdecydować się! 16.05.06, 14:23
        Kiedy związek sie rozpada, to z reguly jest tak, że chce się cofnąc czas, chce
        się naprawić błedy, zaczac wszystko od nowa, liczy się na to, ze partner
        powróci, że uda mu się nas pokochać od nowa, itp.
        Rozumiem, co czujesz, bo sama to przechodziłam.
        Teraz już jednak wiem, ze to tylko złudzenia, ze to tylko przeciąganie tego,
        co i tak jest nieuchronne.
        On już raz zdecydował. Coś w Waszsym związku było nie tak, skoro to zrobił,
        skoro potrafił zdradzać i żyć w kłakmstwie przez kilka miesięcy.
        Nie odchodzi tylko dlatego, ze tak naprwdę nie ma dokąd- skoro ta kobieta nie
        chce odejść do męża.
        Przykre to bardzo, i współczuję Ci takiej sytuacji, ale jest z Tobą TYLKO
        dlatego, że z tamtą nie może być na codzień.
        I to jest w takich ludziach żałosne, brak odwagi do stawienia czoła sytuacji.
        Tego własnie nie mogę zrozumieć- jeśłi twierdzi,z ę nie kocha Ciebie, a kocha
        inną, powinien się wyprowadzić, i dopiero potem zaczac z tamta sypiać. Nie
        prowadzić podwójnej gry.
        To typowe tchórzostwo.
        Można liczyć na to, ze to jego wznosłe uczucie się wypali, i być moze tak sie
        stanie po pewnym czasie. Ale on tego uczucia szukał, bo z jakiegoś powodu jest
        niezadowilony ze związku z Tobą. Przyczyną więc nie jest ta konkretna kobieta,
        ale coś w nim. I nawet jeśli z nią mu nie wyjdzie, on będzie szukał dalej :(
        Nie twierdzę, zę nie nalezy dawać drugich szans, można, ale według mnie tylko w
        jednym przypadku- kiedy partner popełnił błąd, i zrozumiał to, i żałuje, i
        przeprasza, stara się poprawić, udowadnia na codzień, ze chce naprawić. A skoro
        on tylko potrafi w beznadziejny sposób jęczeć, ze kocha tamtą, a nic nie robić
        w tym kierunku, zeby komukolwiek zaoszczędzić cierpienia, myśli tylko o SWOIM
        bólu, to wybacz, ale marnie to rokuje.
        Przepraszam,jeśli moje słowa są brutalne, ale sama to przeżylam- i przyznam się-
        dawałam swojemu żałosnemu męzowi dwukrotnie szansę, choć nie żałował. I
        dwukrotnie popełnił po raz kolejny ten sam błąd.
        • vamsi Re: zdecydować się! 16.05.06, 19:17
          Dziękuję Ci za odpowiedź, daje mi dużo do myślenia.
          Problem polega na tym, że on się stara. I ja mogę to zrozumieć, że przy tym
          jęczy itd., bo przecież jemu też nie jest łatwo. Widzę jednak, że się stara i
          dlatego nie mogę się zdecydować na odejście teraz, zaraz, natychmiast.
          Zrozumcie, trzy dni temu żyłam szczęśliwie, przekonana że mam cudowną rodzinę i
          udany związek, nawet chociaż nie do końca idealny. Słowa to jedno, a czyny
          drugie i ja zawsze widziałam uczucie do mnie w tym, jak postępował. Dopiero
          ostatnie 3 miesiące były gorsze, choć mimo wszystko nie całkiem nieszczęśliwe.
          I nagle, w ciągu dwóch dni mam zmienić wszystko? To nie takie proste, minęły 3
          dni odkąd się dowiedziałam. On też przez te dni jest w szoku, a ja nei chce
          podejmować takich decyzji pochopnie. Wiem, że musi być inaczej niż było. Ale
          czy mogę zmienić swój związek tylko, jeśli się wyprowadzę? Na ile go znam, to
          by był koniec, on nie jest z tych, co walczą:( Chcę ustalić rozsądne warunki, i
          dać nam jeszcze trochę czasu... I właśnie seks jest tym, co nie szwankowało
          nigdy i co raczej urozmaicaliśmy... Nie wiem sama, naprawdę, ale 3 dni to za
          mało żeby podjąć tak ważne decyzje...
    • sarka_farka Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 14:56
      Nie bede sie powtarzac, bo moi przedmowcy wyrazili to doskonale, wiele madrych
      slow padlo. Facet wydaje sie cholernie nie dojrzaly, z poprzedniego zwiazku ma
      dziecko, z Toba ma dziecko, tylko czekac jak z ta w ktorej sie "zakochal" (o
      litosci, bidulek sie znowu zakochal). Jednak racje mial Eichelberger okreslajac
      wiekszosc facetow jako niedojrzaly emocjonalnie gatunek bez
      zastanowienia "pstrykajacy sperma" dookola.

      Rzuc go w cholere, nie jest ciebie wart - dasz sobie rade bez niego!
    • renebenay Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 16:07
      Ten facet klamie Cie od lat,wybor juz nastapil bo tej drugiej nie zostawi i
      czeka az,sama pojdziesz.Smutne, bo bylas jego kolem zapasowym na wszelki wypadek
      i moge tylko powiedziec ze,ten facet jest podlym i tchorzem bo ucieka takze
      przed odpowiedzialnoscia za swoje dziecko.
    • zly.czlowiek Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 16:16
      Daj mu spokój
      • malinowaa Re: jak pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 22:00
        Oprócz wszystkich przedstawionych tu rad możesz wybrać bardziej drastyczną
        opcję: złapać ich na "gorącym uczynku", albo zrobić zdjecia z ukrycia, w jakims
        miłosnym uścisku, albo w jakiejś akcji, do tego znaleźć miłosną korespondencję
        i wszystko razem wrzucić na firmową pocztę... do wszystkich. Jeśli to było
        tylko zauroczenie, zwykły sex i żadna miłość, to związek nie przetrwałby próby.
        Szybko byś im obrzydziła ten związek, szybo znienawidzili by siebie wzajemnie a
        nawet pewnie zmienili by pracę. Gwarantuję,ze facet szybko wróciłby do Ciebie i
        odechciałoby mu sie biurowych romansów raz na zawsze albo przynajmniej na jakis
        czas. Do tego dołóż mu Troche obowiązków w domu, bo najwyraźniej mu sie nudzi
        skoro ma czas na biurowe flirty, no i do końca życia nie przyznawaj się, że
        maczałaś w tym palce.
        • vamsi Re: jak pozbierać wszystko od nowa? 16.05.06, 23:01
          Ach, piękna wizja;)
          Nierealna, bo po pierwsze, już ich mam nadzieję, nie złapię, zresztą okaże się:/
          A przede wszystkim, no niestety, nie wszyscy mają taką pracę, którą można
          zmienić. Wiadomo, niby się zawsze da, ale czasem nie jest łatwo. A on jest
          naukowcem i w całej Polsce tylko jeden jedyny ośrodek robi takie badania, w
          jakich się specjalizuje... Więc jak mu w pracy zrobię gnój, to albo za granicę,
          albo praca kompletnie nie w swoim zawodzie, poniżej wszystkich oczekiwań. Z
          tego samego powodu nie zażądam zmiany pracy... Co najwyżej liczę, że jej umowy
          nie przedłużą, to prawdopodobne:)
    • kryzolia Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 17.05.06, 13:06
      NIkt CI nie da dobrej rady, bo taka nie istnieje. Jedno jest pewne, jemu na
      TObie nie zalezy. Moim zdaniem powinnaś go zostawić, spokojnie, bez emocji,
      niech się czuje winny. MOże gdy bedziesz dalej, z dystansu inaczej spojrzy na
      CIebie, na wasz związek, wasze dziecko... Ta nowa znajomośc może sie nie
      sprawdzic. Daj sobie szansę.
      • afryka75 Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 17.05.06, 19:50
        No tak, jemu jest straaaasznie trudno. Biedactwo. No on się zakochał, a teraz
        się to wydało, i musi podjać jakieś konkretne kroki. A jak może sobie dokładać
        tyle kłopotów w postaci zdecydowania, co konkretnie zrobić, skoro już sam stan
        zakochania jest dla niego baaaardzo cięzkim okresem w życiu.
        Vamsi, zrozum, ze tak sie nie robi. Owszem, dla Ciebie to trwa 3 dni, jest to
        świeże, nowe, ty przeżywasz prawdziwy szok i wszystkie straszne, zwiazane z
        tym emocje. Ale on nie jest w takiej sytuacji, jak Ty teraz. Dla niego nie trwa
        to 3 dni, ale kilka miesiący. Mógł w ciągu tak ogromnie długiego czasu coś
        przedsięwziąć, zdecydować. A co zrobił? Potrafił miesiącami Cię oszukiwać i
        zdradzać. A teraz raptem jęki.
        Rozumiem Ciebie, ze jest to w tym momenice dla Ciebie zbyt trudne, zeby
        natychmiast to skończyć, czy cokolwiek zdecydować. Rozumiem Twoja chęc naprawy
        związku. Każdy widocznie musi przez to przejść swoim sposobem, i nie da sie
        zapewne skorzystać z doświadczenia innych ludzi. zycie jest tym, co trzeba
        przeżyc samodzielnie. Dlatego rozumiem Cię i chciałabym Cię jakoś wesprzeć.
        Ale jego nie rozumiem i nie zrozumiem nigdy.
        Aha- w moim małżeństwie ex mąż też do ostatniej chwili udawał, z tym,że u niego
        to były demonstracyjne wybuchy uczucia, i sex te żbył na najwyższym poziomie. Z
        jednym dodatkiem- on cały czas w tym wszystkim kłamał.
        Trzymaj sie!!
        • vamsi Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 17.05.06, 21:12
          Dziekuję Wam wszystkim za rady. Jesteście wszyscy dość bezwzględni, nie tylko w
          moim wątku, ale też w innych, podobnych, aż się zastanawiam, czy rzeczywiście
          udaje Wam się stworzyć takie związki w których nikt nie jest wykorzystywany:)
          Bo mi się wydaje, że w takiej sytuacji pierwszą reakcją jednak jest chęć
          naprawy związku, a nie od razu nogi za pas... Oczywiście, on się zachował
          poniżej wszelkiej krytyki, jest dupkiem i chętnie skorzystałabym z czyjejś rady
          i pogrążyła go całkiem. Ale wydaje mi się, że będąc osobą odpowiedzialną nie
          powinnam. Że powinnam dać jeszcze szansę, wynieść się zawsze zdążę. On się
          kaja, żałuje, a że nie może mi powiedzieć, że się natychmiast odkocha, to
          akurat rozumiem. Nie wybaczam, ale rozumiem i przecież i tak nie uwierzyłabym,
          gdyby mi obiecał, że na pewno zapomni, odkocha się i będziemy zawsze razem. To
          by było również niedojrzałe i kłamliwe.
          Bardzo cieszę się z Waszych rad, bo bez nich jeszcze trudniej było mi myśleć o
          wyprowadzce. Ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że we własnym związku nikt tak
          pochopnie nie podejmuje decyzji? Że dojrzałość polega na próbach wyjścia z
          trudnych sytuacji, na próbach odbudowy, a nie burzenia. Może się boleśnie
          sparzę, może ta nadzieja, że jeszcze nam się może udać przysporzy mi więcej
          cierpień, ale chyba na razie nie mogę inaczej. Za bardzo kocham całą naszą
          rodzinę i za dużo mam ducha walki w sobie, mimo wszystko. Więc chwilowo
          zostaję, i próbujemy razem sobie z tym poradzić. A ja zastanawiam się, jakie
          inne metody mogę zastosować na niego? Już postanowiłam, że muszę wreszcie dojść
          do dawnej formy, sprzed ciąży, co teraz przyjdzie mi łatwo, bo nigdy w stresie
          nie mogłam dużo jeść;) I mam zamiar zmienić wiele rzeczy, któych nie zmieniałam
          ze względu na niego, typu długie włosy, ubrania itp.;) Wyjechać może sama na
          wakacje? Jesteśmy w trakcie kupowanie mieszkania, co też jest dodatkowym
          ciężarem teraz, ale może łątiwje będzie zorganizować tam oddzielne pokoje...
          Zobaczymy, czy takie półśrodki coś pomogą. Jeśli możecie mi jeszcze pomóc w
          czymś, to jestem naprawdę wdzięczna za każdy głos, każdy rozważam bardzo
          uważnie. Czy jest ktokolwiek oprócz mnie, kto myśli, że mam jeszcze jeakieś
          szanse?
          • havana06 Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 17.05.06, 21:20
            Vamasi, podejrzewam, że piszesz o tym samym także na innych forach, a nawet
            jestem tego pewna.
            Tylko po co to robisz???
            • vamsi Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 17.05.06, 21:32
              Nie, nie piszę o tym na żadnych innych forach. Założyłam sobie nowe konto na
              gazecie tylko i wyłącznie dla tego wątku. Mam inny login, na którym piszę tylko
              na forum Książki, ale jest on znany mojemu facetowi i wielu moim znajomym i nie
              chcę, aby mnie rozpoznali przypadkiem, kiedy piszę o czymś tak osobistym. Ale
              nigdzie nie powtarzam tego wątku, a tutaj napisałam, ponieważ nie mam zbyt
              wielu osób, które mogłabym poprosić o pomoc. Ciekawe na czym opierasz swoją
              pewność? I po co w ogóle snujesz takie podejrzenia, kiedy ja tylko proszę o
              pomoc?
              • afryka75 Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 17.05.06, 21:48
                My się tak wymądrzamy, bo to juz za nami, ten ból, rozczarowanie, chęc i próby
                naprawy i porażki, itd.
                Ale nie obyło sie bez błędów, bez dawania kolejnych szans, dlatego ja się Tobie
                nie dziwię, ze chcesz spróbować.
                I dobrze. Bo potem żałowałabyś do końca życia- co by było gdyby... A tak? Ma
                wyjść, to dobrze, nie wyjdzie- przynajmniej będziesz mieć pewność, ze i tak nic
                się nie dało zrobić.
                Moim zdaniem, nie tylko Ty powinnaś coś w sobie zmieniać. Jeśli on chce
                naprawiać swój związek, pownniście określić, co RAZEM będziecie starać się
                zmienić, i jako para, i każdy z osobna.
                To jest trudne do określenia, i moze warto skorzystać z pomocy psychologa?
                Poradni małżeńskiej? Żeby dowiedzieć się o sobie samych, co było nie tak w
                związku, co można zmienić, itd.
                Życzę Ci szczerze powodzenia i trzymam za Ciebie kciuki.
          • oczyjakszmaragdy Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 24.05.06, 22:59
            Wiesz Vamsi, tak przeczytalam te twoje wszystkie wypowiedzi i doszlam do wniosku
            ze ten twoj facet to ma wspaniala kobiete ktora go rozumie i jest prawdziwym
            przyjacielem. Ilu z mezczyn chocby tych na tym forummogloby sie takimi jak ty
            pochwalic? Jak piszesz - nie uciakasz nie wyganisaz, nie konczysz zwiazku, ale
            czekasz i trwasz az byc moze to minie, nie poddajesz sie. Byc moze sama sobie
            nie uswiadomilas, ale musisz go naprawde szczerze kochac. Odpowiedzi innych byly
            bardzo ostre i twarde- zuc go, odejdz itp. Wlasnie dlatego jesttyle rozwodow i
            tyle samotnych ludzi. Zwiazki sa zawsze zawiklane, jak zawiklani sa ludzie i nie
            trzeba byc do soebie podobnym, nie trzeba byc takim samym - trzeba do siebie
            nalezec. Trzeba sie starac, przebaczac, rozumiec, kochac, wspierac - ito jest to
            co vamsi wlasnie robi. Podziwiam. Ja sama tralam w beznadziejnym zwiazku przez 3
            lata ale z milosci probowalam, staralam sie - nistety na marne. Mezczyzna
            odszedl a ja zostalam sama. Tak to w zyciu czasami bywa. Z tego co piszesz jemu
            tez nie jest lekko, a wiec musi Cie kochac. Byc moze z ta inna to plytkie
            zauroczenie ktore on nazwal zakchaniem. Nie zwasze potrafimy nazwac zreczy po
            wlasciwym imieniu. Zycze wam aby sie wa wszyskoulozylo powaszej mysli.
            • night_irbis Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 25.05.06, 22:15
              Powtórze się - ale rzeczywiście - zrobisz to, co tylko TY będziesz uważała za
              słuszne.
              Ja tylko ku popkrzepieniu serc powiem, że da się wyjść z podobnych kryzysów.
              Teź poznałam faceta po rozstaniu się z zoną. Ale widocznie nie był jeszcze
              gotowy do nowego związku, bo mniej więcej po roku naszego związku przyłapałam go
              na bardzo aktywnym uczestnictwie i randkach z kobietami poznanymi na Sympatii.
              Nie sądzę, żeby był w tym seks, ale spotkania napewno były. I napewno była chęć
              znalezienia kogoś innego.
              Była awantura, były przeprosiny i obietnicy zmiany zachowania.... itd. Po
              półroku - historia sie powtórzyła. Więc spakowałam torby i ruszyłam do drzwi. I
              - prośba o danie jeszcze jednej szansy...
              Właściwie należę do kobiet szukających wszędzie pokojowych rozwiązań, a pozatym
              jestem tradycjonalistką, która uważa, że jeżeli jest szczera chęć z obydwu stron
              ku temu, żeby jednak być razem - to należy spróbować. Rozstać się zawsze się
              zdąży. To jest najprostsze rozwiązanie. Trudniej jest spróbować być razem i
              stworzyć związek. Przeraża mnie jak szybko i lekko ludzie sie teraz rozstają,
              biorą rozwody... Coś nie pasuje, coś zazgrzytało - i wont za drzwi - koniec
              małżeństwa. A zna ktoś chociaż jedną parę (nawet w długoletnich barzdo udanych i
              szczęśliwych związkach), która nigdy by nie miała żadnych zgrzytów? Bo ja nie.
              Wracając do tematu - przeżylismy bardzo ciężki rok. Były zgrzyty, były
              nieporozumienia, ostre rozmowy, próby wyjasnienia naszych pragnień i oczekiwań,
              była stagnacja, trwajaca tygodniami i zastanowanie się przez obydwie strony, czy
              rzeczywiście jest sens dalej w tym trwać...
              Aż pewnego sobotniego popołudnia usłyszałam: "Przepraszam za wszystko. Dojrzałem
              to powiedzenia ci, że z żadną inna kobietą nie było mi w związku tak dobrze".
              Czy to można nazwać wyznaniem milości? Jak dla mnie tak. Jestesmy w tej chwili
              już prawie 4 lata razem. Powoli nasz związek zaczyna nabierać jakiś kształtów.
              Co z tego wyniknie? Zobaczymy. Obym sie nie myliła.
              Ja w kazdym bądź wypadku polecam kompromis - nie wyprowadzanie się (to zawsze
              zdążysz zrobić), ale i postawienie sprawy jasno - "nie życzę sobie tego
              romansu". Mieszkanie razem, ale i nie pozwolenie na to, żeby zostać zagonioną do
              roli kury domowej i seksualnego pogotowia, wtedy, gdy jego "ukochana" nie ma
              mozliwości się z nim spotkać. Wiem, że masz małe dziecko i to utrudnia sprawe,
              ale może jakaś życzliwa sąsiadka, albo koleżanka z dzieckim w podobnym wieku
              zgodziłaby sie raz na jakis czas zaopiekować sie twoim dzieckim, żebys mogła
              gdzieś wyjść "do ludzi" (do knajpy, na imprezę itd.). Zacznij żyć trochę
              bardziej własnym życiem, niż dotychczas. Potrwa to pewnie jakiś czas, zanim
              dojrzeje w tobie (lub w nim - a najlepiej w was obydwóch) decyzja - czy chcemy
              rzeczywiście byc razem, czy lepeij pójść własnymi drogami i się nie zadręczać
              nawzajem. Ale, wydaję mi się, warto spróbować.
              Nie ciągnij tylko tego zbyt długo. Parę miesięcy, półroku, maksymalnie rok.
              Dłużej nie ma sensu. Znam takiego jednego w swoim otoczeniu, ktory od lat
              prowadzi podwójne życie. W końcu, jeżeli sprawa sama się nie rozstrzygnie,
              będziesz musiała podjąć męską decyzję. Bo on po prostu bez twojego nacisku może
              jej nie podjąć nigdy. Ale poświęć ten czas na przemyślenie sprawy, poukładanie
              sobie życia (znalezienie jakieś lepiej płatnej pracy, odnowienia kontaktow z
              przyjaciółmi, odnalezienie samej siebie) - to się zawsze przyda, niezależnie od
              tego, czy zostaniecie razem, czy nie.
              Życzę powodzenia.
    • kryzolia Re: ja pozbierać wszystko od nowa? 26.05.06, 13:52
      trzmając się go uporczywie mniej wskuracz niż gdy go zostawisz. bo
      prawdopodobnie tamten związek nie przetrwa, choćby z tego powodu że tamta
      kobieta nie jest wolna. A tylko z dystansu facet może spojrzec na ciebie
      bardziej obiektywnie i zrozumiec czy mu jednak na tobie zalezy czy nie, bo jesli
      nie, to i tak jestes przegrana, namawiam cie do takiej właśnie walki...
Pełna wersja