"Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"...

15.05.06, 15:21
powiecie pewnie - co z ciebie za przyjaciółka! sama siebie niszczysz tą
zazdrością - zgoda, czuję się beznadziejnie. i właśnie o to chodzi - przyjaźń
z nią zawsze mnie dołowała, zawsze czułam się gorsza, zawsze czułam się winna,
że jej zazdroszczę...

zaczęło się w szkole. wtedy było fajnie. potem ona została modelką i zaczęła
odnosić pierwsze sukcesy. cieszyłam się z nią i kibicowałam jej - szczerze.
zaczęła podróżować po świecie - ja też wiele podróżowałam (work&travel usa),
więc cieszyłam się, że obie zwiedzamy świat.

ale dla mnie ostatnich kilka lat = piekło. wszystko zaczęło się walić. ona za
granicą, ja tutaj - z przerastającymi mnie problemami. nie było jej przez te
lata w moim życiu, a sporadyczne spotkania były bez sensu: próbowałam z nią
cieszyć się jej szczęściem, ale ciężko mi było... zwłaszcza, że ona przestała
mnie rozumieć.

jakiś czas temu wróciła do kraju z pierścionkiem zaręczynowym na palcu. jej
przszły mąż jest nieprzyzwoicie bogaty. zdaje się, że jej horyzonty
ograniczyły się na długość ramienia - do dłoni, na której palcu nosi
pierścionek zaręczynowy, "który - jak powiedziała - jest więcej warty, niż
dorobek życia mojej mamy". ja nadal męczę się, choć staram się wyjść na
prostą. ona nic z moich problemów nie rozumie. nawet nie chce ich rozumieć.

jak mam się zachwycać jej diamentami na palcu? jak mam się cieszyć, gdy mówi
"kupujemy dom"? jak mam być taka jak kiedyś - kiedy miałam otwarte serce dla
niej - gdy mówi mi, gdy chcę jej przedstawić mojego chłopaka, że nie wysiądzie
z samochodu??? jak mam nie być zazdrosna? jestem!!! ja się męczę, ona ma
wszystko podane na tacy.

kiedy robicie przyjaciółce prezent, to jak to robicie? ja zawsze kupowałam jej
coś wyjątkowego, co mi się bardzo podobało, ale miało być prezentem dla niej.
ona nigdy nie podarowała mi rzeczy, której by sobie również nie kupiła.

jeśli ktoś w ogóle dotarł do końca tej wypowiedzi... co to za przyjaźń - sama
widzę. pytanie: co zrobić, gdy łączy nas tylko przeszłość? nie chcę się z nią
spotykać - wymyślam non stop nowe wymówki... ona mnie dołuje, sprawia, że
myślę o sobie źle. najchętniej skończyłabym tą znajomość, ale... TO PRZECIEŻ
MOJA PRZYJACIÓŁKA! może i z nazwy tylko, ale kiedyś to było prawdziwe, może
teraz muszę poczekać, muszę być dla niej, nawet jeśli udaję, może...???
    • znj2 Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 15.05.06, 15:38
      Ty się z nią nie przyjaźnisz , tylko konkurujesz. To twoja choroba.
      • karolinnu Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 15.05.06, 16:07
        Ja z nią nie konkuruję. Pradoksalnie - raczej ona ze mną. Odbija się w lustrze,
        którym dla niej jestem: bo, wbrew trudnościom w życiu coś tam jednak osiągnęłam.
        Osiągnęłam, a i tak wypadam blado. Ja i moje osiągnięcia i mój chłopak,
        pracujący w patrolówce nie są tak spektakularne jak kasa jej narzeczonego. Ja z
        nią nie konkuruję. Ja chciałabym byc tą samą przyjaciółką jak kiedyć, ale gdy
        jej "audi A8 na palcu" staje się jedynym tematen rozmów, a moja chora mama i
        moje z tym związane problemy nie istnieją... chce mi się ryczeć... i zazdroszczę
        jej tego, ze ma tak łatwo!!!
    • b-beagle Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 15.05.06, 15:52
      Tak w życiu bywa. Nie spotykaj się z nią przecież nie musisz.
      A jednak to prawda, że przyjaźnie najlepiej wychodzą miedzy ludźmi o podobnym
      stopniu zamożności. A tak na pociechę to prawdziwych przyjaciól ma się niewielu
      albo wcale )))
      • karolinnu Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 15.05.06, 17:03
        sęk w tym, że zjada mnie frustracja. nie mam żle. mam własne mieszkanie i
        samochód. i boję się przyszłości w tym kraju... próbuje powtarzać sobie słowa
        Desideraty, że zawsze będą lepsi i gorsi ode mnie... wiele osób zazdrości mi,
        tak jak ja zazdroszczę jej. tylko że ona wskoczyła na wyższy poziom, poziom
        który - zdaje się - nigdy nie będzie dla mnie dostępny. i mam wrażenie, że ona
        próbuje to ostro zaakcentować: "nie dla ciebie!". zrozumcie mnie dobrze: oto
        jestem w tym momencie zycia, kiedy zaczynam sobie uświadamiać, że ideały z
        liceum to mżonki, a wielkie marzenia się rzadko spełniają wybrańcom losu.
        • illiterate Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 15.05.06, 17:23
          Kiedys czytalam wyniki badan, dotyczacych poziomu zadowolenia Amerykanow.
          Okazalo sie, ze obojetnie od wielkosci konta we wszystkich warstwach
          spolecznych (pomijajac glodujacych biedakow i bedomnych) odsetek ludzi
          szczesliwych byl ten sam - 8%.

          Wydaje mi sie mocno podejrzane, ze Twoja 'przyjaciolka' odczuwa taka uporczywa
          potrzebe pomniejszania Cie. Przeciez jest mloda, piekna i bogata, swiat sie
          przed nia otwiera. Dlaczego wiec potrzebuje kogos, przy kim moze czuc sie
          lepiej? Byloby ciekawie wytropic to pęknięcie, te zadre - to cos, co nakazuje
          jej szukac pocieszenia w tak obrzydliwy sposob. (Na marginesie: wydaje mi sie,
          ze chodzi o 'narzeczonego'. Ona ciagle musi sobie przypominac, ile kosztuje ten
          pierscionek - mysle, ze dlatego, ze ma mocne watpliwosci co do swojego zwiazku.
          Czy jej narzeczony to nie jest jakis stary i/lub denny i/lub oblesny facio?)

          Mozesz:
          a) grac jej na nerwach, opowiadajac o swoim szczesciu. Mimo wszystko - choroby
          mamy, takich a nie innych perspektyw finansowych i w ogole, Twoja szklanka jest
          w polowie pelna. Zaloze sie, ze to ja wkurzy niemozliwie (i byc moze sama
          zerwie kontakty, zeby poszukac innej ofiary).

          b) porozmawiac z nia i opowiedziec o swoich uczuciach. Jak Ci na niej zalezy,
          jak ja kochasz i jak bardzo bys chciala, zeby Wasza relacja wygladala inaczej.
          Moze sie ucywilizuje.

          c) daj sobie siana i powiedziec, ze nie chcesz sie z nia spotykac - bardzo
          krotko to uzasadniajac. Da Ci to mozliwosc spokojnego pracowania na
          przynalezenie do tych 8% ;)
    • belladyna Re: Zakończ tę znajomość!!! 15.05.06, 19:09
      I to jak najprędzej. Bo zazdrość cię zniszczy. Jej potzrebna inna przyjaciółka
      a i tobie ktoś inny, ktoś kto kroczy podobną drogą jak ty, ma podobne poczucie
      wartościowania. szkoda,że oby dwie jesteście z 'innych planet', w tej chcwili.
      Moze kiedyś kiedy pzreżyjecie kawałek zycia i zrozumiecie,ze nie ma nic w życiu
      za darmo, wszystko ma swoją cenę, będzie wam znowu łatwo do siebie
      wrócić.Jednak wspomnienia szczęsliwej przyjażni z lat dzieciństwa też jest
      ważne. Nie zazdrość, bo nie znasz życia, nie wiesz co jej los moze jutro
      zgotować. Ani co tobie dobrego moze się wydarzyć. Powinnaś podreperować swoje
      samopoczucie i spojrzeć na siebie barzdiej spraawiedliwie. A poza tym powinnaś
      mieć ABSOLUTNIE WIĘCEJ O P T Y M I Z M U. I do ciebie los się uśmiechnie.......
      • karolinnu Re: Zakończ tę znajomość!!! 15.05.06, 19:23
        najpierw o jej wybranku: mlody, idealny (jak ona twierdzi), dziedzic jakiejs
        fortuny, made in italia.
        czy ona probuje sie jakos dowartosciowac przy mnie? nie wiem. ma wszystko. jest
        piekna, jest inteligentna (choc tego odmawiaja jej wszystkie nasze kolezanki ze
        szkoly), teraz ma jego kase i jego firmy. to chyba naturalne, ze chce sie tym
        chwalic...
        wlasnie sie dowiedzialam, ze przeprowadza sie jednak na stale do wloch. mam sie
        z nia spotkac i wybrac sobie sukienke na jej slub - bo wszystko bedzie dobrane i
        pod kolor, a ja mam byc druhna jak z amerykanskiego filmu!!! ratunku!!!
        no ale wlasnie... ja naprawde... ja kocham... kiedys bylo inaczej.
        co za bzdura!!!
        • belladyna Re: Włoch mężem?! 15.05.06, 20:50
          Ty jej wspólczuj tylko...
    • raveness1 Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 15.05.06, 19:56
      Przeciez tobie nie chodzi o jej sukces, tylko o jej boy-frienda. Po co sie
      oszukujesz.
      • karolinnu Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 15.05.06, 20:51
        w sumie fakt: jej boy-friend = $$$$ + znana marka = bajka
        a ja z moim = trudnosci finansowe, emocjonalne = jak to w polsce bywa
        • wichrowe_wzgorza Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 15.05.06, 20:57
          mozna mieć serce lub kalkulator w sercu, wybor nalezy do Ciebie ( do kazdego z
          osobna tez oczywiscie:)))

          :)
        • gusiekk Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 15.05.06, 21:05
          Wiesz, w moim przypadku jest innaczej.To ja wyjechalam z Polski i przez
          ostatnie kilka lat bylam i jestem tuataj sama. Moja nalepsza przyjaciolka
          zostala w Polsce. Tylko ja wiem ile kosztowalo mnie osiagniecie tutaj jakiegos
          tam sukcesu, tylko ja wiem ile lez wylalam w poduszkie. Ale nie chcialam jej o
          tym mowic zeby jej nie martwic, swoich klopotow ma doscyc. A teraz nie mam
          swojego szczescia z kim dzielic bo mam wrazenie ze mi zazdosci.A ja tak bardzo
          bym chciala zeby ona tez byla szczesliwa
          • karolinnu Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 15.05.06, 23:18
            gusiekk, rozumiem, ale w takim razie jakbys sie zachowala, gdyby twoja
            przyjaciolka napisala ci pewnego dnia 3 smsy o tym, ze dzieje sie cos naprawde
            zlego? powiedzmy, ze akurat bylabys w polsce...
            oddzwonilabys? odpisalabys? chociaz puscilabys sygnal, prawda???
            • gusiekk Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 15.05.06, 23:51
              Tak, masz racje. Zobilabym zeby sie z nia skonatkowac bo po to sa tzw prawdziwi
              przyjaciele. Tylko ze ci przyjaciele tez czasami odchodza, taka kolej rzeczy
              nawet jesli to boli. Nie znam szczegolow, ale chcialam ci tylko pomoc moze
              dostrzec ta druga strone jej historii. A moze zapytasz jej samej co sie z nia
              stalo po droge ze tak sie oddalilyscie od siebie?
        • belladyna Re: Bajka? 15.05.06, 21:09
          karolinnu napisała:

          > w sumie fakt: jej boy-friend = $$$$ + znana marka = bajka
          > a ja z moim = trudnosci finansowe, emocjonalne = jak to w polsce bywa
          .......
          Księżniczki Diany i jak ta bajka się dla niej się skończyła. takich i podobnych
          losów nie ma. Smieszna jesteś i zapewne jeszcze bardzo młoda bo nie znasz
          życia. Poczekaj cierpliwie a poznasz co to życie.
          • karolinnu Re: Bajka? 15.05.06, 23:21
            :) bajka :)
            pisałam to 1 raz myslac - spelnienie marzen.
            teraz, po Twoim pytaniu, usmiechnelam sie do siebie.
            nie chce zyc w bajce. chce zyc w rzeczywistosci... choc nie umiem sie z nia
            pogodzic... to jednak moje wartosci nie pozwalaja mi na ucieczke od
            rzeczywistosci... nie uciekne w alkohol, ani w narkotyki, ani w bogactwa partnera...
            • karolinnu Rozmowa z NIA 16.05.06, 11:39
              wlasnie rozmawialysmy.
              zero zrozumienia.
              probowalam jej powiedziec o tym, co czuje... ze tracimy porozumienie na calej
              linii... ze nie dziala. powiedzialam jej o tym, ze jej zazdroszcze... ze pragne
              jej szczescia, ale gdy wszystko mi w zyciu uklada sie opornie, to ciezko mi nie
              czuc zazdrosci o to, ze ona ma super faceta z kopalnia pieniedzy. ona wyskoczyla
              z gadka, ze coz, ze role sie odwrocily, bo w liceum to ja mialam wszystko od
              rodzicow, a ona o wiele mniej. (nie tak to pamietam...) ze takie jest zycie i ze
              ona odnalazla swoje najwieksze szczescie zycia i ze powinnam byc z nia
              szczesliwa tym jej szczesciem i doprawdy nie rozumie dlaczego mam jakikolwiek
              problem. gdy jej powiedzialam, ze ona nawet nie chce sluchac o moich jakichs
              problemach (od najbardziej błahych po powazne), a jak juz probuje sie przebic z
              tym w rozmowie, to zupelnie nie rozumie mnie i moich
              watpliwosci/mysli/strachow/wnioskow, to sie prawie obrazila i stwierdzila, ze
              jestem zawistna... (nie rozumiem tego skrotu myslowego).
              poplakalam sie prawie, ona zresztą zaczęła coś mówić, że nie chce tracić czasu
              na ludzi, którzy i tak w końcu odejdą... i tyle. chce mi sie kląć i płakać.
              czy ja mam aż taki wielki problem??? jak mam przestac byc zazdrosna??? bez niej,
              bez porownywania sie - lubie to co mam, choc problemy sa duze, ciesze sie moim
              zwiazkiem, choc roznie bywa i ciesze sie drzewkami i slonkiem i chmurkami. przy
              niej czuje sie jak zero, bo przypomina mi o tym, ze nie bedzie mnie raczej nigdy
              stac na to, zeby kupic sobie wyspe na karaibach.
              • illiterate Re: Rozmowa z NIA 16.05.06, 11:54
                karolinnu napisała:
                przy
                > niej czuje sie jak zero, bo przypomina mi o tym, ze nie bedzie mnie raczej
                nigd
                > y
                > stac na to, zeby kupic sobie wyspe na karaibach.

                A po co Ci wyspa na Karaibach?
                Spotkasz w swoim zyciu jeszcze niejedna osobe, ktora przypomni Ci, ze nie:
                - bedziesz sie ubierac u Prady i Gucciego
                - bedziesz miala 2000-metrowego domu naszpikowanego elektronika
                - bedziesz miala wlasnej stadniny, ogrodnika, pokojowek, garderobianej,
                kucharek, majordomusa etc

                To oznacza tylko tyle, ze nie bedziesz miala tych rzeczy. Nie oznacza
                natomiast, ze bedziesz nieszczesliwa. Wez wyluzuj, zobacz ile masz i przestan
                sie skrecac z zalu za kopalnia pieniedzy.
    • virusti Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 16.05.06, 10:32
      W moim życiu miałem przyjaciela od dziecka. Ale po 20 latach znajomości zaczeło
      się coraz mocniej psuć. 27 letni prawiczek zaczął wpadac w panikę i szukać
      kobiety wszędzie, celem adoracji stała sie moja ex. Pomijam fakt, że między
      kumplami są różne niepisane zasady co do zbliżania się do ex, ale on
      wykorzystał przyjaźn z moja aktualna wtedy dziewczyna by mówić jej za moimi
      plecami, że pewnie coś mnie z ex łaczy. Chciał w ten sposób zapewnic sobie
      swobode ruchów. Do tego doszło kilka innych spraw związanych z lojalnością.
      Budziłem się zły na niego i męczyło mnie to, teraz od prawie 4 lat nie ma go w
      moim życiu mimo, że był bardzo ważną osobą nadszedl czas by zniknąl bo każdy
      się zmienia i dotychczasowe układy mogą stac się toksyczne. Dzięki zerwniu
      kontaktu ocaliłem jego wizrunek w moich oczach, będę go miło wspominał i zawsze
      życzył szczęścia w życiu ale zdala ode mnie. Bez niego jest mi zdecydowanie
      lepiej. Radzę Ci zrobic to samo. Myslę że przegapiłaś już conajmniej jeden
      idealny moment na zerwanie znajomości - wygłoszenie przez nią tekstu o
      pierscionku i dorobku Twojej Mamy. Kolejnej takiej okazji nie zmarnuj.
      • sarka_farka Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 16.05.06, 13:09
        Bardzo madra wypowiedz.

        Wszyscy jestesmy ludzmi i czasem komus zazdroscimy - nie ma sie cos katowac, ze
        nie jestesmy idealni. Zazdrosc przychodzi i odchodzi, dopoki nie przemienia sie
        w zawisc, nie powinno nam to spedzac snu z powiek, tym bardziej ze czasem sama
        zazdrosc potrafi byc tez konstruktywna i byc dobrym motywatorem do tego by
        osiagnac wiecej niz mamy (niekonieczne materialnie). Tyle o zazdrosci.

        Absolutnie zgadzam sie z moim przedmowca - relacja ktora was laczy musi sie
        zmienic, byc moze nawet zakonczyc (wszystko na to wskazuje). Po prostu tak juz
        jest ze pewne rzeczy w zyciu maja swoj poczatek i koniec - nawet przyjaznie.
        Wlasciwie z tego co piszesz (nie znamy wersji kolezanki), to co was laczy
        obydwie - nie nazwalabym w zadnymm razie przyjaznia. To rodzaj
        wspoluzaleznienia. Ona wyglada mi na osobe silnie egocentryczna, zapatrzona w
        siebie i szukajaca widowni, ktora bedzie ja idealizowac, akceptowac
        bezkrytycznie i oklaskiwac (ta widownia to ty), ty wygladasz na osobe z silnym
        rysem masochistycznym, ktora absolutnie zle znosi obojetnosc kolezanki na swoje
        problemy i sprawy w ogole, ale jakims "dziwnym trafem" nie potraisz sie od tego
        odciac.

        Wydaje mi sie, ze w obecnym stanie w jakim jest wasza relacja, nie ma innego
        wyjscia jak zdystansowac sie na dluzszy czas od siebie, nie spotykac sie, nie
        kontaktowac - jesli wrecz nie zerwac tej przyjazni. Kolezanka jest w takiej
        fazie swego zycia, ze na 100% Cie nie zrozumie - dowod juz tego dostalas. Inna
        sprawa, zastanawiam sie czy kiedykolwiek Cie rozumiala? Naprawde az sie chce
        zadac pytanie jak ta wasza "przyjazn" wygladala kiedys? Piszesz, ze kiedys bylo
        inaczej, w co nie do konca chce mi sie wierzyc - byc moze byla taka sama
        egoistka jaka jest teraz tylko nie za bardzo czym miala sie chwalic, wiec nie
        zauwazalas tak bardzo jej zainteresowania tylko soba tak naprawde i byc moze
        twoje problemy kiedys byly tylko i wylacznie przyczynkiem i punktem wyjsciowym
        do walkowania tylko jej problemow, tyle ze byc moze kiedys tego nie zauwazalas,
        bo w jakims tam stopniu zaspokajalo to twoja potrzebe "przyjazni". Dostawalas
        ochlap w postaci chwilowej uwagi, wiec wydawalo sie okay, teraz nie dostajesz
        nic a wicaz dajesz - stad bol i rozczarowanie. Ale chyba nagle sie to z nikad
        samo nie wzielo? Czy nie zapracowalas sobie sama na taki a nie inny jej
        stosunek do Ciebie?

        pozdrawiam


    • malgosiak1976 Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 16.05.06, 13:33
      oj dziewczyny, weźcie się w garść!
      to nie jest żaden problem.
    • kowianeczka Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 16.05.06, 13:47
      Karolino, jesli Twoja przyjaciolka zachwyca sie i ceni wylacznie rzeczy
      materialne, ktore podkreslaja wg niej status, a lekcewazy osiagniecia Twojej
      rodziny i ocenia Cie przez pryzmat kasy to powiem- nie chcialabym miec takiej
      przyjaciolki, nie chcialbym miec z taka osoba nic wspolnego. Dziwie sie, ze
      ktos taki mogl Cie w ogole zranic.

      kowianeczka
      • horpyna4 Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 16.05.06, 16:03
        Poczekaj trochę, aż ten najwspanialszy i najcudowniejszy podbije jej lima. Bo
        jeżeli ona tyle się chwali, to musi tam być coś nie tak i dziewczyna chce
        oszukać samą siebie. Pożyjesz, zobaczysz. I po prostu olej ją. Ona jest
        zakompleksiona i musi mieć widownię, żeby się dowartościować, normalni ludzie
        tak się nie zachowują.
    • gwiazdka801 Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 16.05.06, 19:04
      Karolinu jestem w identycznej prawie sytuacji. Miałam ( juz czas przeszły )
      przyjaciółkę od najmłodszych lat, poprzez podstawówkę i liceum. W podstawówce
      była tzw. kozłem ofiarnym klasy, więc gdy poszłyśmy do liceum przybrała maskę
      gwiazdy ( byle nie dać się drugi raz wpędzić w tę rolę ). Oczywiście jak
      byłysmy sam na sam, to nadal była ta sama dziewczyna, ale wśród znajomych
      kreowała się na ósmy cud świata. Nie zazdrościłam jej tego, mając świadomość,
      że to tylko poza, wynik kilkuletniej gehenny. Ale po pewnym czasie coraz
      rzadziej tą maskę przede mną zdejmowała, nie mówiłam jej że generalnie to
      większość ludzi się z niej śmieje, bo nie chciałam jej robić przykrości. Po
      pewnym czasie zaczęłam źle czuć się w jej towarzystwie. Cały czas wyolbrzymiała
      swoje problemy, a moje otwarcie bagatelizowała. Nie chciałam się z nią
      spotykać, ale wpędzało mnie to w poczucie winy ( wkońcu to moja przyjaciółka ).
      Ona cały czas to podkreślała, że jestem jej jedyną przyjaciółką, a inni to
      tylko znajomi, z tym, że na moich oczach to im poświęcała więcej uwagi i piała
      na ich temat. Było mi przykro z tego powodu, jej znajomi to byli młodzi juppis,
      z którymi ja nie bardzo mogłam nawiązać kontakt, bo można z nimi było tylko
      gadać o imprezach, kasie i ciuchach. Tak więc unikałam imprez przez nią
      organizowanych wiedząc, że będzie latać od znajomego do znajomego, prawić
      komplementy, a ja będę siedzieć i popijać kolejne drinki. Wyjechała na jakiś
      czas z kraju ( nie było jej półtora roku ), nie miałyśmy specjalnie kontaktu,
      jedynie od czasu do czasu mail. Jak wróciła była pełna nadzieji, mimo, że tam
      jej sie nie powiodło, to oczywiście opowiadała z zapartym tchem, jak cudownie
      jej się pracowało na zmywaku w knajpie, jak szybko awansowała na kelnerkę i jak
      wszystcy byli nią zachwyceni, no ale ona uznała, że w Anglii jest nudno i
      postanowiła wrócić do domu. Zaczeła spotykać się z kolesiem, którego nie
      trawiłam, przychodziła mi się wypłakać na jego temat, po czym dzwoniła żeby po
      nią przyjechał, jak przyjechał to siadała mu na kolana, całowała, cała była w
      skowronkach. Teeraz ma z nim dziecko, nawet do mnie nie raczyła zadzwonić, że
      urodziła ( dowiedziałam się z gg ), wszystkich znajomych oczywiście obdzwoniła
      od razu. A teraz dziwi się, że nie chcę do niej przyjechać i pewnie tłumaczy to
      sobie, że jej zazdroszczę, ale mnie to już nie obchodzi. Nie zamierzam być
      związana emocjonalnie z osobą tak nieszczerą i nierozumiejącą mnie,
      manipulatorką-aktorką. Niech sobie żyje jak chce, ale beze mnie.
      Strzeżcie się takich toksycznych związków, lepiej jeden wróg więcej niż taki
      przyjaciel
      • karolinnu Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 16.05.06, 21:18
        po przemysleniu tego wszystkiego, zaczynam dostrzegac, ze rzeczywiscie ona
        potrzebuje widowni i ja jestem ta widownia, jako jedyna przyjaciolka. w usa
        miala 2 przyjaciolke, ale tamta dziewczyna w twarz jej powiedziala, zeby
        przestala sie tak ze soba i swoja miloscia obnosic, co zostalo uznane za zazdrosc.

        powoli przestaje czuc sie winna, ze nie potrafie znosic jej towarzystwa.
        przeciez tak naprawde ja wyznaje inny system wartosci, niz ona! zabawne, ze ona
        podkresla non stop stan jego konta w banku, a mi zarzuca, ze jestem zazdrosna i
        ze nie pieniadze sie licza w zyciu... eh...

        boli to wszystko, ale mam zamiar olac to wszystko i delikatnie sie wycofywac z
        tej znajomosci, co nie powinno byc trudne, bo przeciez ona kupuje dom w italii i
        tam bedzie wszystko urzadzac, a potem pilnowac ich bambinek.
        • nowatutaj Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 16.05.06, 23:43
          Gdy patrzę na twoją sytuacje z boku sprawa wydaje mi sie dość oczywista-twoja przyjaciółka chyba przyjaciółką nie jest.Szczerze jej zazdroszczę,że ma kogos kto pomimo jej fochów wciąż stara sie utrzymać kontakt. Zastanawiam sie dlaczego właściwie to robisz.Przecież nic od niej nie dostajesz, oczywiście w sensie emocjonalnym,a jedynie stresujesz się tą sytuacją.Może spróbuj wyobrazić sobie sytuację,że się juz z nią nie przyjaźnisz.I jak?da się znieść;)poza tym mam wrażenie, że kiedy ona zda sobie sprawe, że nie ma juz ciebie,doceni co straciła.
        • chani-nr1 Re: "Przyjaciółka" zazdrosci "przyjaciółce"... 17.05.06, 20:34
          Karolinnu.. chyba Cię rozumiem... kiedys miałam przyjaciólke - znałysmy się od
          "zerówki" po 3 miesiące temu, a więc prawie 20 lat... Miałysmy mało znajomych,
          bo obie byłysmy nieśmiałe... mi na studiach udał osię przełamać nieśmiałośc, Ona
          nadal była zamknięta wsobie... nei konkurowałysmy ze soba - Jej podobali się
          inni goscie niz mi, raz Jej się dobrze wiodło, raz mi... mogłam z Nia konie
          kraść... ja zaraz po studiach znalazłam pracę... Ona straciła i rok była na
          bezrobotnym... w tym czasie starałam się pomóc tyle na ile mogłam - szukałam
          ogłoszeń o pracy, drukowałam Jej CV, roznosiłam po firmach, sklepach, by nei
          wydawał kasy na bilety... starałam się poświęcać Jej dużo czasu, z tym, że ja od
          5 lat mam Faceta, Ona nie... i czas musiałąm dzielić między nich, bo Jeje mój
          Facet nie przypadł do gustu i "nie trawiła Go"... Do tego mam chorą Mamę, której
          poświęcam tez dużo czasu... nei imprezuje, bo nie mam kiedy, nie dosypiam bo nie
          mam kiedy... kazda wolna chwile poświęcałam tym 3 osobom, Ona była tak samo jak
          moja Mama i mój Facet ważni dla mnie... Pewnego dnia udało mi się załatwić Jej
          pracę... po trzech tygodniach nei widzenia się i nei gadania z Nią - obie
          pracujemy na zmiany w innych rejonach Krakowa... spotkałam Ją w autobusie...
          ucieszyłam się -chciałam się dowiedziec jak praca, czy jest szansa że Jej
          przedłuża... a Ona nic... dała mi tylko kilka pomiętych kartek A4, kótre juz od
          kilkunastu dni woziła, by mi dać gdyby mnie przyapdkiem spotkała... a w nich..
          same zarzuty względem mnei -jaka byłam niedobra niea fair, ze Jej nie wspierałam
          jak była na bezrobociu, że tylko mój Facet się dla mnei liczy i moja Mama...
          I że Ona nie moze się ze mną przyajźnić, bo przestała mnie trawić...

          Do dziś nie wiem, o co Jej chodziło... Czy była/jest zazdrosna o mojego Faceta,
          czy o czas jaki im poświęcam, a powinnam Jej - sorki ale to nie z nią będę żyła
          i zakładał rodzinę... Czy w tej pracy dostrzegła możliwość zrobienia kariery...
          czy po prostu nagle przetarła oczy i chce zamknąć dawny "wg Niej zły etap Jej
          życia"? nie wiem... wiem tylko że wyprowadziłą się też z domu, ale nikt - nawet
          Jej siostry nei mają z Nią żadnego kontaktu...

          Dziś mija 3,5 miesiąca jak się "obraziła", "zezłościła" na mnie... bywaja dni,
          gdy jest mi cięzko bo była jedyną osoba, która wiwedziała o mnie wszystko... a Z
          drugiej strony - co moge zrobić? załamać się? dalej się martwić? życie trwa
          nadal...

          Moż eOna tak jak Twoja przyjaciółka potrzebuje widowni, ale innej takiej z
          wyższych sfer, imprezowych..
Pełna wersja