polubu
21.05.06, 15:42
Zwracaj Polaku dotychczas "kradzione" dzieciom a i Tobie będzie lepiej!
Po co tyle kroków wykonała ludzkość jak wystarczał jeden nie okradać
dziecka! Próbując ogólnie-i najkrócej-określić kierunki ewolucji praw
dzieci- od edyktu Walentyniana do Konwencji o Prawach Dziecka ONZ-jak się
wydaje odnotować trzeba przede wszystkim: uznanie, że dzieciom w ogóle należą
się określone prawa, uznanie dziecka za podmiot prawa(przestało ono być
własnością człowieka dorosłego, stało się obywatelem), zmianę sytuacji
dziecka w rodzinie- z nieograniczonej podległości władzy ojca do ustanowienia
instytucji władzy rodzicielskiej wyznaczonej zasadą dobra dziecka',
poszerzenie tzw. katalogu (zbioru) praw dzieci - od prawa do dziedziczenia
(okres starożytny)i prawa do życia po prawa dotyczące wszystkich aspektów
życia dziecka (Konwencja o Prawach Dziecka ONZ), ustawowe zrównanie praw
wszystkich dzieci, w tym pozamałżeńskich, ustanowienie osobnych
(łagodniejszych) procedur postępowania w odniesieniu do dzieci i młodzieży
niedostosowanej społecznie, ustanowienie szczególnej ochrony, opieki i pomocy
dzieciom specjalnej troski, dzieciom uchodźców i mniejszości narodowych,
przejmowanie przez państwo ciężaru zapewnienia dzieciom ochrony ich praw
(przy pomocniczej jedynie roli stowarzyszeń i organizacji), wzrost roli
społeczności międzynarodowej w wysiłkach na rzecz efektywnej ochrony praw
dzieci na całym świecie (BALCEREK 1986), Do tego zatem doszła współczesna
cywilizacja i wyraźnie widać jak daleką drogę przeszła od Walentyniańskich
czasów. I wydaje się, że tego rodzaju postęp o wiele bardziej odmienił
oblicze naszego świata niż najnowocześniejsze konstrukcje mostów, jeśli
porównamy je z rzymskimi akweduktami... Czy jednak faktycznie Konwencja o
Prawach Dziecka ONZ, jak częstokroć twierdzi się, formułuje PEŁNY katalog
praw dzieci? Czy z chwilą urzeczywistnienia wszystkich postanowień Konwencji
na całym świecie(co oczywiście jest niezwykle trudne i trwać będzie kolejne
dziesiątki lat, jeśli cywilizacja w ogóle ewoluować będzie w tym kierunku)
dzieci doświadczą pełnego respektowania ich praw, a co za tym idzie-pełnej
emancypacji? Odpowiedź na tak sformułowane pytanie musi być negatywna. Weźmy
przykładowo miłość i zrozumienie jako podstawę właściwego rozwoju dziecka,
wyspecyfikowane w Deklaracji Praw Dziecka z 1959 roku, a zapomniane' niejako
w Konwencji. Okazuje się przeto, że Konwencja-wypadkowa zróżnicowanych grup
nacisku-ustanawia lub sankcjonuje pewne normy, na przykład priorytet
wychowania rodzinnego, ale z różnych względów unika wniknięcia w głąb' tych
norm. Co bowiem lepsze z punktu widzenia dobra dziecka: wspólnota rodzinna z
rodzicami, z którymi brak jakiejkolwiek więzi emocjonalnej, czy może opieka
zastępcza ze strony osób kochanych przez dziecko, ale obcych'(rodzice
zastępczy)? Dylemat to bynajmniej nie banalny, ale zgodnie z postanowieniami
Konwencji właściwa odpowiedź mogłaby być tylko jedna- lepszy' znienawidzony
rodziciel niż kochany inny opiekun... To wszakże jeden z przykładów
obrazujący, że ONZ-owska Konwencja nie jest bynajmniej panaceum na każdą
sytuację. Na początku lat siedemdziesiątych pojawił się nowy nurt refleksji
humanistycznej- antypedagogika, radykalnie włączająca się do ruchu na rzecz
ochrony praw dzieci. I choć częstokroć chciano by traktować ją jak niegroźne
dziwactwo', to jednak nazwiska sławnych jej przedstawicieli- wybitnych
psychologów Abrahama Maslowa, Alice Miller czy Carla Rogersa, pedagoga
Alexandra Neilla, czy przywoływanego przez antypedagogów prekursora ruchu-
Janusza Korczaka, nakazują traktować ten nurt z większym respektem. W kwestii
ochrony praw dzieci antypedagodzy twierdzą, iż po uzyskaniu równouprawnienia
przez Murzynów i kobiety, dzieci są ostatnią dyskryminowaną grupą istot
ludzkich. Generalnie deprecjonują oni wszelkie akty prawne określające prawa
dzieci(w tym akty międzynarodowe takie jak Konwencja o Prawach Dziecka),
twierdząc że mimo deklaracji o podmiotowości dziecka ujmują one zagadnienie
praw wyłącznie w kategoriach opieki, jaka dzieciom przysługuje. W Polsce
stanowisko takie najwyraźniej wyraża prof. Aleksander Lewin, sukcesor dorobku
pedagogicznego Janusza Korczaka i przewodniczący Polskiego Komitetu
Korczakowskiego: Mimo wielu deklaracji o podmiotowości, dzieci ciągle są
traktowane przede wszystkim jako przedmiot opieki, jako konsumenci, którym
trzeba dostarczać wszelkiego rodzaju dóbr(materialnych i duchowych)... nawet
Deklaracja Praw Dziecka ONZ z r. 1959- przy całym niewątpliwym znaczeniu- ma
charakter jednostronny, protekcjonistyczny, ujmuje zagadnienie praw dzieci
wyłącznie w kategoriach opieki, jaką dorośli powinni zapewnić dzieciom.
Okazuje się- i jest to zjawisko nieco paradoksalne- że rozwój form opieki
oznacza najczęściej jeszcze większe uzależnienie dziecka i ograniczenie jego
praw'(LEWIN 1990, s.49). Aby taki stan rzeczy przezwyciężyć należy- zdaniem
antypedagogów- z jednej strony rozpoznać obszary dziecięcej dyskryminacji, z
drugiej zaś- postulować prawa, które by te dyskryminacje wyeliminowały;
należy uprawomocnić faktycznie pełny katalog praw dzieci, a więc katalog,
który uwzględniałby immanentne prawa dziecka jako osoby ludzkiej. Zauważamy
zasadniczą różnicę w podejściu do praw dzieci we wszystkich dotychczasowych
rozwiązaniach w porównaniu z decyzjami antypedagogów. Omawiana ewolucja praw
dzieci była de facto powiększaniem zbiorów praw PRZYZNAWANYCH dzieciom- od
prawa do życia po cały kompleks praw ujętych w Konwencji o Prawach Dziecka
ONZ. Tymczasem antypedagodzy twierdzą, że dzieciom praw przyznawać nie można-
bowiem wizja świata, która się za tym kryje jest wizją gdzie ktoś(np.
dorośli) komuś(np. dzieciom)może jakieś prawa przyznawać czy odbierać, co
jest ewidentnym świadectwem nierówności i humanitarnego- w najlepszym
przypadku- protekcjonizmu. Tymczasem każda jednostka ludzka, a więc również
dziecko, posiada określone prawa nie z czyjegoś nadania, ale z samej natury
swojego istnienia. Zasadniczym zatem prawem każdego człowieka - a więc i
dziecka - jest prawo do samostanowienia - i o nie przede wszystkim upominają
się antypedagodzy. Co zawiera w sobie to prawo? Richard Farson z Western
Behavioral Science Institute w La Jolla w USA twierdzi, iż samostanowienie w
odniesieniu do dzieci oznacza między innymi: prawo do swobodnego wyboru
środowiska życia-gwarantujące możliwość opuszczenia domu rodzinnego i życia w
środowisku zastępczym(jak wiadomo, ostatnio decyzja jednego z sądów
amerykańskich umożliwiła chłopcu zmianę środowiska rodzinnego na JEGO
WNIOSEK, co w precedensowym prawie amerykańskim otwiera drogę do powszechnego
zagwarantowania tego prawa); prawo do uczestniczenia w życiu politycznym-
gwarantujące bierne i czynne prawa wyborcze(bo jakie jest racjonalne
wytłumaczenie tego, że np. nie może wybierać osoba, która ma 17 lat i 364
dni, a może osoba, która ma 18 lat i 1 dzień? Dlaczego nie może wybierać 17-
latek(będący-co się zdarza-studentem nauk politycznych), a może(co również
się zdarza) 100-latek kojarzący jedynie własne imię i nazwisko? prawo do
działalności gospodarczej-gwarantujące możliwość prowadzenia własnych firm
(np. mycia samochodów - na całym świecie dzieci to robią, ale dzieje się to
na ogół nielegalnie: są niezarejestrowani, nie odprowadzają podatków, nie
chronią ich związki zawodowe, etc.) Przytoczone powyżej niektóre z postulatów
antypedagogów brzmią dzisiaj abstrakcyjnie; nie zmienia to jednak faktu, iż
samostanowienie jest celem, w kierunku którego- czy chcemy tego, czy nie-
ewoluować zapewne będzie doktryna praw dziecka. Już dziś nie dziwi nas, że
kilkunastolatek sam decyduje o swojej fryzurze(nie do pomyślenia w mojej
młodości!). Mniej oczywiste, ale są też tacy, których nie dziwi, że dziecko w
momencie rozwodu rodziców może w niektórych krajach(niestety b